Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, February 28, 2011

Czlek wszystkozerny

Wspanialy w pracy raz na jakis czas ma tzw. potluck lunch, polega to na tym, ze wszyscy pracownicy przynosza cos do jedzenia dla wszystkich, zostawiaja to jedzenie w pokoju konferencyjnym i na ile rozklad zajec poszczegolnych osob pozwala to staraja sie jesc razem. Ale zawsze jest tak, ze to jedzenie lezy tam i kazdy moze przyjsc o kazdej porze kiedy mu pasuje i sie czestowac.
Najczesciej potluck lunch odbywa sie w poniedzialki, bo w niedziele jest wiecej czasu na przygotowanie czegos ekstra, lub tylko wiekszej ilosci. Wiekszosc pracownikow kupuje cos gotowego, lub przynosi jakies potrawy etniczne. Wspanialy glownie uwielbia te etniczne, szczegolnie jesli sa ostre.
Wczoraj sie juz szykowal na dzisiejszy wspolny lunch, bo maja nowa pracownice Hinduske, wiec siedzial i mruczal jakie to on bedzie mial okazje dzis smakolyki podjadac.
-- Albo tak, albo i nie - przerwalam mu te slodkie marzenia, troche z zazdrosci.
-- A dlaczego nie? pamietasz jak Dulari pracowala to zawsze przynosila super jedzenie. Boze jak ta kobieta smacznie gotowala... - rozmarzyl sie na nowo.
Aaa niech sobie marzy, ja tez lubie hinduskie jedzenie i czesto korzystam z okazji, ze po drugiej stronie ulicy mam hinduska restauracje.
Spodziewalam sie wiec, ze dzis w ogole nie bedzie chcial jesc, bo po takim zbiorowo-skladkowym lunchu zwykle jest tak najedzony, ze nie chce nic jesc w domu. Tym lepiej dla mnie, a dzis juz zupelnie mialam labe, bo byl wczorajszy rosol wiec tylko ugotowalam troche makaronu i obiad gotowy.
Troche bylam zdziwiona jak zadzwonil i stwierdzil ze jednak zje troche rosolu.
-- Niekoniecznie z makaronem, ale kubek goracego rosolu dobrze mi zrobi - oznajmil przez telefon z autobusu jadac do domu.
"Kubek goracego rosolu"? troche to dziwne, bo dzis byl calkiem przyzwoity dzien, co prawda padalo, ale bylo cieplo. Nic tam, nie ma co glowkowac, chce rosol, niech ma rosol.
Popijajac rosol zaczal opowiadac.
Okazalo sie, ze dziewczyna, bo to mloda kobieta (ok. 30 tki) jest w Stanach niewiele ponad 2 lata i to jest jej pierwsza praca w powaznej firmie. Nie bardzo wiedziala co ma przyniesc na ten lunch i zamiast kogos zapytac to sie chciala wykazac i upiekla ciasto bananowe.
A ze kobita nie ma pojecia o pieczeniu, to ponoc wyszedl z tego nalesnik, plaski, niski i niedopieczony bo za duzo dala bananow i chyba za malo maki i pewnie zadnego proszku do pieczenia.
Wspanialy mowil, ze lezal ten bidny placek i wszyscy go obchodzili w kolo, wiec zrobilo mu sie szkoda i chodzil i podzeral ten placek zeby nie robic jej przykrosci.
Ale ona i tak wyczaila jakims cudem, ze nikt wiecej tego placka nie jadl tylko on i na koniec dnia przyszla do niego pogadac. Przyznala sie, ze nie wiedziala co zrobic, obawiala sie, ze moga nie chciec jesc hinduskiego jedzenia, wiec chciala zrobic cos amerykanskiego.
-- No i wyszedl Ci bananowy Naan - zazartowal Wspanialy - Ale nie przejmuj sie w smaku to bylo dobre, a nastepnym razem zrob somoze.
Rozbawil ja zart i powiedziala, ze tak naprawde to ona chciala mu podziekowac i wyrazic wdziecznosc, ze sie tak poswiecil i jadl tego nieudacznika.
-- Ale ja juz rozne rzeczy jadlem, moja zona jest Polka, wiec od czasu do czasu jem rozne dziwne potrawy. Nawet raz do roku jem sledzie, ktorych nigdy w zyciu nie jadlem wczesniej. Raz jadlem cos co sie nazywa "bigos". A tak naprawde to taka smierdzaca kapusta z roznym miesem, jadlem tez kapuste z grochem, zupe z zepsutego mleka, flaki...
Teraz juz zupelnie pocieszona Hinduska tarzala sie ze smiechu i gdyby nie bariera kultury to pewnie rzucilaby mu sie na szyje z radosci.
Uznalam, ze to bardzo mile co zrobil, ale tez znajac jego zoladek zapytalam:
-- To wyglada na to, ze noc spedzisz na sraczu?
-- Nie, mam to juz za soba. Dlatego chcialem tego rosolu, bo troche mi pusto w zoladku.
Wspanialy, nie dosc, ze wspanialy to jeszcze jak trzeba wszystkozerny:))

PS. Ta zupa z zepsutego mleka to chlodnik na kefirze:)

46 comments:

  1. Ha ha ha:).
    Nic tak nie poprawia humoru jak poranna kawa i Cię czytanie:))).

    ps. zawsze gdy odwalam robotę w kuchni - wychodzą pychotki. Im bardziej się staram, tym bardziej wychodzi kicha:).

    Tam u Was, w Ameryce to widać, że nie samą pracą żyje człowiek:).

    ReplyDelete
  2. hahaha! bardzo dobre pocieszenie (((: uśmiałam się jak nie wiem co! (((:
    mam podobnie jak Ida, że im bardziej się staram tym gorzej wychodzi a jak robię od niechcenia to zawsze wyjdzie coś pysznego - nie wiem jak to się dzieje?!
    miłego dnia!

    ReplyDelete
  3. Tak się właśnie zastanawiałam co to za zupa na zepsutym mleku - dobrze, że dopisałaś.
    A czytanie Twoich wpisów z rana jest lekiem na poranny zły humor i zniechęcenie. Uśmiałam się jak norka... ;))) Dzięki!!

    ReplyDelete
  4. Za bigos byłam gotowa wstępnie się obrazić ;-)) Ale Nowa załatwiła towarzystwo metodą na lenia - nie ma co :))
    Niemniej gdybym - patrząc z perspektywy własnego żołądka - zjadła najpierw blachę nieudanego ciasta bananowego, a potem poprawiła to rosołem to dopiero bym się załatwiła na szaro, hehehe
    Wspaniały żyw dziś po tym incydencie?

    ReplyDelete
  5. brawo dla Pana Wspaniałego za ten żołądek! :))))) wielkie brawo! :) ma chłop zdrowie, jak flaczki, bigos i śledzie wcina! no jestem pod wrażeniem! :)

    ReplyDelete
  6. Ida--> Wspanialy ma naprawde wyjatkowo dobrana grupe, raczej nie narzekaja na nude i jakos potrafia zorganizowac sobie troche przyjemnosci nawet w pracy:)

    ReplyDelete
  7. Mruczanki--> Najlepiej sie nie starac:))

    ReplyDelete
  8. To znowu ja--> Tak myslalam, ze nikt nie bedzie wiedzial co to jest to zepsute mleko:)))

    ReplyDelete
  9. Laki--> Niestety bigos nie ma zachecajacego zapachu, my wychowani na nim, jestesmy przyzwyczajeni, co nie znaczy, ze on pachnie fiolkami:))) A Wspanialy zyje i ma sie dobrze, ten rosol to juz byl na pusty zoladek.

    ReplyDelete
  10. Evek--> Flaczki i bigos jadl raz:) I stwierdzil, ze nie sa to dania, za ktorymi moglby tesknic, wiec ja nie gotuje. Tym bardziej ze Potomek tez sie juz odzwyczail. Sledzie jedza grzecznie w Wigilie, bo ich strasze, ze jak nie zjedza to nieszczescie przez caly rok gotowe:)))

    ReplyDelete
  11. hahaha słodziak z niego ;)no ale żeby bigosem gardzić, nieładnie no nieładnie... ;P

    ReplyDelete
  12. Jeszcze postu nie czytałam ale od razu muszę się wpisać i "zaznaczyć" że zdjęcie cudne. Coś jak "kwiatek do kożucha". Kurde, ze też ja takich zdjęć nie umię robić. Ponadto to mój jeden z ulubionych blogów. Pozdrawiam z PL.

    ReplyDelete
  13. O matulu, ten Wspanialy to naprawde jest wspanialy, nie dziwie sie, ze mu taki przydomek nadalas:))) Zeby az tak sie poswiecac dla dobra sprawy:)) No i sprobowal przynajmniej bigosu, bo moj to do ust nie wezmie. Nie tylko nazywa to smierdzaca kapusta ale mowi, ze wyglada to to jak.....wymiociny!!!! Sledzie???? Za nic w swiecie. Tych potraw jest u niego wiele na liscie tak, ze w ogole to ja mam klopot co mu gotowac. Najgorsza jest wigilia, serio. Ostatnio nic nie gotuje i zdaje sie na niego i na jego wloskie specjaly:))))

    ReplyDelete
  14. Niee, no - racja, oczywiście, kwestia obycia z takimi specyfikami. Ale jak tutaj się zapoda kapuchę kiszoną to tylko mlaskanie odchodzi i prośby o jeszcze :) Ale może to dlatego, że oni tu mają swój pinekjøtt, a to jest dopiero mistrzostwo świata w odjechanym zapachu - baranina duszona w kapuście z kminkiem i z młodym drewnem brzozowym. Pycha, ale podczas robienia można się ewakuować z domu, tak wali. Nasz bigos przy tym to perfuma :))
    A w kuchni amerykańskiej mają coś po naszemu walącego?

    ReplyDelete
  15. Porcelanowa--> Cos mi chodzi po glowie, ze ugotowalam bigos dwa razy i za drugim razem zapytal "jak czesto musimy to jesc?" Ale zjadl, czyli mozna uznac, ze nie lubi:))) Najgorsze jak ktos nie sprobuje i krzyczy, ze nie lubi:)))

    ReplyDelete
  16. Isiu--> Witaj bardzo mi milo i mam nadzieje, ze bedziesz sie odzywac czesciej:)) A zdjecie tak bardzo mi pasuje na "pierwszy zwiastun wiosny":)))) Zrobilam je w ubieglym roku wiosna w Central Park. Tez mysle, ze mi sie wyjatkowo udalo;))

    ReplyDelete
  17. Monika--> Wymiociny mnie zabily, ale musze przyznac, ze jest w tym wiele racji:))) Ale to Ty tez nie masz zle, bo jak on nie chce nawet sprobowac, to nie musisz gotowac. Miejsce chlopa przy garach - podoba mi sie taka dewiza zyciowa:)))

    ReplyDelete
  18. Lubię hinduskie jedzenie :)
    A Wspaniały sobie grabi - nigdy swojej kobiecie nie mówi się, że inna robi coś wspaniale :)

    ReplyDelete
  19. Bigosik - danie paluszki lizać;) Szkoda, że tylko Polak wychowany w kraju nad Wisłą to rozumie;)

    ReplyDelete
  20. Laki--> Nie przychodzi mi do glowy nic z amerykanskiej kuchni co dawaloby po nosie:))) Dlatego mnie wkurzalo jak pracowalam w duzym salonie gdzie nas bylo 40 osob z roznych zakatkow kraju i ktos jadl jakies etniczne danie a na to wchodzi Amerykanin/ka i pyta "co tu tak smierdzi" Nerwa dostawalam strasznego i tlumaczylam, ze smierdzi to pasuje do ubikacji ale w kuchni to zawsze pachnie, nawet jak jest to zapach do ktorego nasz nos nie jest przyzwyczajony. Przyznawali racje.
    Ktos moze powiedziec, ze hinduskie curry smierdzi, ale dla mnie to jest zapach;)) Natomiast "smierdzi" mi kawa ze Starbucks:)))
    Oni nawet brukselki nie jedza, bo "smierdzi" ale wracajac do kiszonej kapusty, to Wspanialy bardzo lubi jako surowke.

    ReplyDelete
  21. Volus--> Ja tez uwielbiam hinduskie:))) A Wspanialy wie, ze sobie nie nagrabi, bo wiesz ja z tych co sie konkurencji nie boja:))) Niech chwali co chce i kogo chce, wazne ze na kolacje wraca do domu:))))))))))))))))
    Zreszta zawsze uwazalam, ze lepiej byc wybrana z tysiaca niz jedyna z koniecznosci:P

    ReplyDelete
  22. Nivejko--> To fakt, ze przyzwyczajamy sie do tego co jedlismy w dziecinstwie. W sumie dorastalismy z zapachem bigosu, bo u mnie w domu gotowalo sie bigos chyba na kazde swieta i wieksze okazje rodzinne:)

    ReplyDelete
  23. A flaczki mu dawałaś?! :)) Bo Mark jak widzi flaczki, to nawet od zapachu ucieka! :))

    ReplyDelete
  24. Ależ Wspaniały jest doświadczony! No patrz ja nigdy tak nie myślałam o bigosie albo chłodniku :))

    ReplyDelete
  25. Iw z flaczków to ja mogę wywar pochłeptać, tego czegoś nie ruszę :)Mi się kojarzy z tasiemcem :)))

    ReplyDelete
  26. Po raz kolejny Wspanialy okazal sie "Super Gosciem". Powiadaja, ze takich facetow juz nie ma. Guzik prawda, jednak sa! Gratuluje rocznicy, dziewiec lat to cos. Zycze Wam kolejnych rownie wspanialych, buziaki:)

    ReplyDelete
  27. Iw--> Ja gotuje flaczki sama i zawsze 3 razy tylko zagotowuje i odcedzam. Nigdy nie uzywam wody z gotowania flakow jako baze, tylko robie flaczki na rosole, wiec juz nie maja prawa "pachniec" Owszem te kupione maja specyficzny zapach, ktory nawet mnie odrzuca mimo, ze lubie flaczki.
    Odpowiedz na Twoje pytanie brzmi wiec:) Jadl flaczki, ale ostaatnio to tylko wypija rosol z nich bo mowi, ze go te strzepy w gardlo laskocza:)))

    ReplyDelete
  28. Aga_xy--> Kazdy kto czegos nie jadl wczesniej i nie zna ma tysiace dziwnych okreslen dla danej potrawy. Ja jak czytam czasem co rodacy nad Wisla wypisuja na temat owocow morza to mi sie tez wlos na dupie jezy:))))))))))))))))
    Juz pisalam wyzej do Iw, ze Wspanialy najchetniej z flaczkow tylko wypija rosol, ale za to mam innych wielbicieli flaczkow;) Corka Wspanialego i jej maz uwielbiaja flaczki mojej roboty:)))))))) Ziec jest Czechem, wiec to moze usprawiedliwiac, ale corka jest Amerykanka:))

    ReplyDelete
  29. Star, mnie wlasnie w tym moim chlopie denerwuje, ze nie sprobuje ale wie, ze niedobre!!!! Ja bym go za to udusila;)))))Ja rozumiem, ze roznice kulturowe, ze co kto z domu wyniosl ale, na Boga zyjemy w wielokulturowym panstwie i przydaloby sie otworzyc na to, co nowe, nieznane:)))) Taka jest moja filozofia ale moj, jak widac jest z gatunku tzw "odmiencow", klapki na oczy i dobre tylko to, co moje. Ale i tak go kocham! A Tobie zazdroszcze;)

    ReplyDelete
  30. Honorowy tutuł wszystkożernego zobowiązuje. Czas na danie z móżdżku i jajka z dodatkiem szpinaku :)

    Czester

    ReplyDelete
  31. Ale ziemniaków bryzganych to chyba by Twój Wspaniały nie zjadł...hihi Mój miał na nie chęć jak nazwę usłyszał,ale jak zobaczył jak się je robi to mu się jeść odechciało...hihi
    Przepis na ziemniaki bryzgane:
    Ugotowane ziemniaki nałożyć na talerz,wziąźć porządny łyk zsiadłego mleka do gęby i wypluć go z rozpryskiem na ziemniaki.
    W ten sposób po sianokosach na Kaszubach został mój mąż poczęstowany obiadem.Jak czasami marudził przy obiedzie to mu proponowałam iż w zamian zrobię mu ziemniaki bryzgane...hihihihi

    ReplyDelete
  32. Z moich obserwacji wynika ze my Polacy to i tak mamy zoladki ze stali:))Twoj Wspanialy naprawde sie poswiecil,to mile,ale po naszych bigosach i zupach "z zepsutego mleka"bananowy zakalec to male miki:)))

    ReplyDelete
  33. Niech się cieszy ten wspaniały Wspaniały, że może jeść Twoje bigosy, flaki i chłodniki, bo gdyby miał się żywić na mojej kuchni... ;-) Moją kuchnię ciężko nazwać polską, raczej... hmm.. egzotyczną;-) Ale jestem pod wrażeniem wielkoduszności Wspaniałego, który chłop by się tak poświęcał?!

    ReplyDelete
  34. ;))))))) bardzo mi się notka spodobała:)
    fajny ten twój ;)
    a i kwiatek na blogusiu wiosenny widzę;)

    ReplyDelete
  35. Mam wielki szacunek i podziwiam potrawy etniczne. NAWET NIE WIESZ JAK BARDZO!!! Niestety mam niezwykle wrażliwy żołądek. Z tego powodu cierpię niestety podczas podróży. Mój Marcin kosztuje wszystkiego a ja tylko pytam o składniki. Ostatnio nawet curry mi szkodziło. Nadrabiałam w inny sposób. Chodząc po Delhi i Kathmandu na wiecznie pustym żołądku zapachy odczuwałam 200 razy mocniej. Szkoda, że tego nie da się opisać... Kadzidła, olejki, przyprawy o jakich nie miałam pojęcia dawały mieszankę nie do ogarnięcia nosem! Czasami przyprawiało to o zawrót głowy (dosłownie!) Indie i jedzenie to coś cudownego... dla zdrowych! Niestety... ja dzień kończyłam na "rosołku knora" i setce w towarzystwie hotelowych karaluchów. Ale nie ma to jak CUDOWNIE PYSZNE gotowe zupki z makaronem i warzywami w Himalajach! ROBIONE NA POCZEKANIU! szarlotki ze świeżych jabłek i potrawy z soczewicy! PYCHA!!!!! Polecam dla tych co chcą pozbyć się zbędnych kilogramów. W mgnieniu oka tracisz co najmniej 5 kg(w tydzień). Twój ukochany byłby niezłym kompanem w tzw. egzotycznych wyprawach.POZDRAWIAM I ŚCISKAM dziękując za piękne nowe zdjęcie."gekon"

    ReplyDelete
  36. Monika--> Takich "odmiencow" jest wiekszosc, wiec sie nie denerwuj. Na 100% Polakow jakich znam, czy znalam 95% jest tradycjonalistami jesli chodzi o kuchnie, mam kolezanke z pochodzenia Portorykanke, ktora sie tu urodzila, ale jak idziemy do restauracji to musi byc latynoska:)) I tak moglabym wymieniac. Wiesz co bylo moim najwiekszym problemem jak bylam sama? Znalezienie faceta, z ktorym bede mogla jesc w tej samej knajpie:)))))))))))))))) bo ja nie mam ochoty do konca zycia jesc schabowych, albo italian baby food:))))

    ReplyDelete
  37. Czester--> A czyj mozdzek proponujesz? ;)))

    ReplyDelete
  38. Pola--> Te bryzgane ziemniaki to mnie zaszokowaly:)))) Chyba mi sie nawet odechcialo jesc:)))

    ReplyDelete
  39. MAGA--> A pewnie, ze mamy:))) Polska kuchnia jest ciezka, smazone, panierowane. Wspanialy kiedys zjadl kotleta panierowanego, bo jakos tak mnie Potomek namowil, bo sie "dziecku" zatesknilo. Wspanialy sie poswiecil i zjadl i cala noc spedzil na sraczyku:))) On za cholere nie moze nic panierowanego i smazonego na tluszczu. Od tamtej pory u mnie sie je kotelty schabowe pieczone:))

    ReplyDelete
  40. Zolwico--> Ja bardzo rzadko gotuje polskie dania, oczywiscie na swieta musi zjesc tradycyjne sledzie:))) Chlodniki akurat lubi, bo to duzo swiezej zieleniny i glownie surowej, a do kefiru i maslanki juz sie przyzwyczail:)) Ale bigosu juz ne gotuje, flaki tez robilam kilka lat temu, moze nawet nalezaloby powtorzyc:))
    A wczoraj sie poswiecil, bo on taki jest, ze chcialby zeby wszyscy byli szczesliwi, no i nie chcial zeby dziewczynie bylo przykro, ze upiekla i nikt nie ruszyl:)) Nie zjadl oczywiscie calego wypieku, ale 3 porcje;))

    ReplyDelete
  41. Tuv--> Kwiatek przywoluje wiosne:)))

    ReplyDelete
  42. Gekon--> To ja Ci serdecznie wspolczuje z tym zoladkiem, bo ja moglabym jesc zyletki, uwielbiam ostre jedzenie. I musze Ci powiedziec, ze to dzieki mnie Wspanialy je takie cuda. On nigdy wczesniej nie byl w tajskiej czy hinduskiej restauracji, byla zona uznawala ze meksykanskie jedzenie jest wystarczajaco ostre. Nigdy wczesniej tez nie jadl owocow morza, no troche sie chlopisko wyrobilo przy mnie;)) Pierwsza randke zazyczylam sobie wlasnie w tajskiej restauracji, na zasadzie "jak przezyje, to moze cos z tego bedzie";) Przezyl, ale dopiero kilka lat pozniej sie przyznal, ze to byl jego tajski debiut i jeszcze 3 dni pozniej dymilo mu sie z uszu:)))) Teraz jedziemy rowno oboje z ostrosciami. W Buffalo sa slynne chicken wings w ostrych sosach, jest kilka poziomow ostrosci, najwyzszy nazywa sie suicide i my to jemy:)))) Czyli sos dla samobojcow:)

    ReplyDelete
  43. Niezłą reklamę zrobił Wspaniały polskiej kuchni ;-)

    Stardust, uroczy jest ten żółty kwiatek.

    ReplyDelete
  44. Bee--> Tutaj akurat nic nikogo nie zdziwi, wiec wytlumaczyl jak umial:)))

    ReplyDelete
  45. Ok, ja nigdy nie komentuje , nikogo , a blog czytam codziennie, ale zupa z zepsutego mleka powalila mnie na kolana i pewnie sasiedzi zza sciany zastanawiali sie co mnie tak rozbawilo...
    Pozdr.
    Anna , Denver

    ReplyDelete
  46. Anno--> Witaj:))) Wspanialy tylko chcial byc dokladny:))))))))))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...