Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, February 16, 2011

Obiecana notka

Nareszcie jak sie uporalam z szalem to mam troche czasu na napisanie tej obiecanej wczesniej notki z wyprawy do chinskiego markietu.
Po obejrzeniu parady bylismy zmarznieci i glodni, wiec jak sie jest w chinskiej dzielnicy, to nalezalo zjesc cos chinskiego. Normalnie nie jadamy chinszczyzny, bo jakas ciezka jest, ale raz kozie smierc. Nie jadlam chinskiego jedzenia juz ladnych pare lat, wiec nic sie nie stanie. Poszlismy do jakiejs knajpki, bo ze wzgledu na parade wszedzie tlok, ale Chinczycy radza sobie w takich sytuacjach i dosadzaja konsumentow do zupelnie przypadkowych ludzi. Nam trafil sie stolik przy ktorym juz siedzialo 4 osoby, malzenstwo z Australii i dwie lesbijki w mniej wiecej moim wieku.
Towarzystwo okazalo sie doborowe i caly lunch przegadalismy, na koniec dwie panie podpowiedzialy nam, ze dwie ulice dalej jest markiet w ktorym maja tanie ryby i warzywa.
Co prawda zakupow nie planowalismy robic, ale stwierdzilismy, ze warto sie przejsc i zobaczyc.
Po drodze do markietu spotkala nas pierwsza atrakcja w postaci tego oto faceta:



Facet wzbudzal zainteresowanie przechodniow, ale tez chetnie pozowal do zdjec.
Przed markietem jak zwykle sa wystawione owoce i tutaj natknelam sie na cos czego nie znalam.



Nazywa sie to Dragon Fruit czyli smoczy owoc. Wspanialy chcial kupic, z ciekawosci, ale ja juz nie raz nacielam sie na takie ciekawosci, wiec zrezygnowalismy. Pamietam jak jeszcze mieszkal w NJ i namowilam go na kupno jakiegos melona, ktory byl tak niedobry, ze za cholere nie bylismy w stanie zjesc.
W zwiazku z tym postanowilam, ze ten dragon mozna kupic innym razem, jak juz cos bede wiedziala na jego temat. Teraz sie juz troche podszkolilam i wiem, ze mozna zaryzykowac:)
Weszlismy do sklepu i najpierw poszlismy na stoiska z warzywami:



Nie mam pojecia co to jest, jakies korzonki, ale nie ma przy tym zadnej nazwy, a ptyac nie pytalam bo w sumie po co mi ta wiedza:)




Kolejne dziwolagi. Te ciemnoszare dlugie korzenie w dotyku sprawiaja wrazenie galezi drzewa.



Te na ostatnim zdjeciu to raczej z rodziny cukinii ale zupelnie inne niz normalna zielona cukinia.
Poszlismy potem na stoisko miesne, gdzie w sumie nie bylo zadnych atrakcji, mieso jak mieso. Rozgladalam sie za wolowymi penisami, bo juz kiedys widzialam je w azjatyckim markiecie, ale nie bylo:/




Mieso jak mieso, flaki, troche podrobow, to jest to czego w amerykanskich sklepach nie bardzo mozna dostac, chyba ze w dzielnicach gdzie mieszka ludnosc zroznicowana etnicznie.



Ale znalazlam ciekawostke, czarny kurczak!
Teraz przenieslismy sie w najciekawszy dzial sklepu czyli rybny. I tu sie zaczelo:)




W akwariach zywe ryby i homary.



Zywe slimaki, ktore ja zreszta bardzo lubie z maslem, czosnkiem i zielona pietruszka;)



Ogromne prawns z glowami.

To nie mam pojecia co to jest, ale domyslam sie, ze jakies morskie/oceaniczne stwory i raczej jadalne.


To kolejna zagadka, nie wiem co to jest, nazwa przy tym jedynie po ichnemu wiec nie dalo rady rozszyfrowac.

Cala gama krewetek.

Rozne rozniste ryby i faktycznie w bardzo korzystnych cenach, teraz wiem gdzie sie wybrac po rybne zakupy:)

Czy ktos ma pojecie co to jest? Ja nie:) Wspanialy stwierdzil ze kojarzy mu sie to z konskim lub byczym kondomem, no ale to Wspanialy ten to ma zawsze skojarzenia niecenzuralne;)

A tutaj takie ogromne kalamarnice.


To tez nie wiem co to za ryby?



Zolwie:(


I zaby. Zaby i zolwie sa w takich szklanych pojemnikach i klient bierze je sobie lapa... brrrr:) I wlasnie jak robilam zdjecia tym stworzonkom, to Wspanialy mi cos pokazal, co juz bede pamietac do konca zycia.
A mianowicie pokazal mi jak sprzedawca za lada obdziera zabe ze skory.
Oj!!! Juz nigdy chyba w zyciu nie wezme zabich udek do ust, a kiedys jadlam i mi smakowaly...
Straszny widok....
Po drodze do subway'a jeszcze zrobilam kilka zdjec produktow wystawionych przed innymi sklepami:

Suszone grzyby.

Orzechy i suszone daktyle.


Suszone owoce.

I beczki pelne cukierkow:)
I to byl juz koniec naszej wyprawy do chinskiej dzielnicy Flushing w Queensie. 

77 comments:

  1. e no, niezłe miejsce :) byle tylko krolikow nie jedli!!!!! ;)

    ja to zawsze jak wchodze do jakiegos sklepu w chinatown w chicago - spozywczego, to sobie mysle, ze jakby taki polski Sanepid tam zajrzal, to by sie za glowe chwycil ;) ale jakos jeszcze niczym sie od nich nie zatrulam! :)

    ReplyDelete
  2. Dzięki za wycieczkę po chinskim markecie bo mi chyba w życiu nie bedzie dane zobaczyć to na własne oczy
    pozdrawiam

    ReplyDelete
  3. ojej zapomniałam się podpisać
    ZANTA

    ReplyDelete
  4. dragon fruit faktycznie smakiem nie zaskakuje.. moimo pięknej skórki w środku jest biały z drobinkami czarnych pestek.. a smak raczej mdły.. lekko (bardzo lekko) kwaskowy...

    w wietnamie owoce jedzą ze solą... szczególnie papaya mi przypadła do gustu w takiej kombinacji... zazwyczaj za nią nie przepadałam, bo mdła...

    ReplyDelete
  5. dzięki Stardust za wycieczkę do chińskiego marketu...:-) oj,ja również lubię ryby,tylko u nas to teraz można majątek zostawić w sklepie,gdy się ma ochotę na rybkę...kiedyś to były tanie,ale teraz...uważam,że to przesada,żeby mięso było tańsze niż ryby...ale cóż zrobić...
    przesyłam buziaczki Hania :-)

    ReplyDelete
  6. Na oczy nie widziałam, ani nie wiedziałam że takie formy egzystują w przyrodzie i w przewodzie pokarmowym. Popróbowałabym tych korzonków i bulw, im niżej, tym bardziej ryzykownie.

    ReplyDelete
  7. Ach...poczułam się jak w domu. Cudownie !!!! Cudownie!!! Pysznie!!! Prawie czułam zapach... Normalnie aż mi się ciepło na duszyczce zrobiło... Co do "owoca dragońskiego". Ktoś o nim wyżej pisał. Są nie tylko białe. Ja miałam przyjemność trafić na różowy. Zawsze smakowałam go w koktajlu. On się chyba tylko do tego nadaje. PYCHA!!!! Ale proponuję poczekać do upalnego lata. WOW!!!! co za frajda z tymi obrazkami...DZIĘKUJĘ!!!!!!!! "gekon"

    ReplyDelete
  8. W Singu byłam na takim chińskim targu, na świeżym powietrzu. Były owoce, takie wielkie, w zielonej skórze, które po przekrojeniu potwornie cuchnęły, ale ponoć były dobre w smaku- nie wiem, nie ryzykowałam.I tak naprawde to było do jedzenia wiele "czegoś", co ja bym nigdy nie podejrzewała o "jadalność".O Chińczykach mówią,że oni rozglądają się po okolicy co można by do gara włożyć, a Japończycy patrzą jak najciekawiej podać byle co na talerzu. Jadłam oczywiście wiele razy różne chińskie dania a najbardziej mi smakowały:
    kawalątka kurczaka w cieście i fura kapusty białej pokrojonej cieniutko niczym włosy, krewetki pieczone w formie różnokształtnych ciasteczek, rosół z kaczki,z plastrami świeżych ogórków na wierzchu, który się je gdy jest letni i oczywiście na zakończenie obiadu, a nie na początku, przeróżne warzywa panierowane w mące sojowej i smażone na rumiano.Zachwycały mnie wszystkie surówki, bo składniki były szatkowane tak cieniutko, że panoramę miasta można było przez plasterek marchewki zobaczyć. I jak mumia stałam w jakimś domu towarowym, gdzie w kuchence wielkości 2x2 metry szalał kucharz, przyrządzając różne dania.Dookoła na relingach wisiały glazurowane cukrem kurczaki.Zachwycałam się rosnącym gwałtownie na wrzącym oleju makaronem, zawartością wooka podrzucaną na metr w górę i lądująca z powrotem na swym miejscu no i tym, że wszystko co kroił lub siekał, robił nożem, który najbardziej swą wielkością przypominał maczetę.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  9. Zamawiam... wszystko. A najwięcej to owoców morza :)

    ReplyDelete
  10. O rany - jaka różnorodność, a co więcej - jaka taniocha!! Oczy mi wyszły. U mnie świeże krewetki są po ponad 130 koron, chyba, że się kończą i walą promocję. Szok.

    ReplyDelete
  11. wow, wstrząsające te rybne stragany! Ja najbardziej lubię w takich miejscach kupować warzywa i przyprawy. Niestety, mam do tego okazję tylko na wakacjach...

    ReplyDelete
  12. Evek--> Krolikow chyba raczej nie jedza, ale Grecy jedza kroliki:)) A z czystoscia w tych sklepach to jak patrzysz na sklep jako calosc, to faktycznie jest tam nieciekawie, nawet zerknij na te akwaria z homarami, no syf, ale to przeciez homar, z ktorego jesz to co w srodku:) Samo jedzenie w sensie miesa i ryb jest przechowywane jak widac czysto. Gorzej wygladaja te malutkie knajpki, ale stol tez czysty:)))

    ReplyDelete
  13. ZANTA--> No jest to ciekawe, dlatego postanowilam sie podzielic:)

    ReplyDelete
  14. Pierwszy raz w życiu widziałam czarnego kurczaka, co prawda u Ciebie na zdjęciu, ale jednak.Muszę poszukać skąd się wziął taki kolor.
    Dzięki za wycieczkę.

    ReplyDelete
  15. Eulalio--> Doczytalam w domu, ze dragon fruit moze byc bialy, ale tez moze byc rozowo-czerwony w srodku i pisali, ze ma raczej slodki smak, kiedys sprobuje. A owoce z sola to ja tez jem:) Sol w tym przypadku podkresla smak i jesli owoc jest malo slodki to wydobywa slodkosc. To tak jak w gotowaniu sol podkresla smak i tak jak dodaje sie odrobine cukru do potraw, ktore powinny byc kwasne i do slodkiego ciasta tez daje sie troche soli, bo te kontrastowe przyprawy nadaja w koncowym efekcie bardziej intensywny smak:) Sprobuj kiedys grejpfruta z sola, ja wlasnie od tego zaczelam:) Bedziesz zaskoczona jak lepiej smakuje:))

    ReplyDelete
  16. Haneczko--> Ryby tutaj tez kosztuja wiecej niz mieso, z wyjatkiem wolowego, ktore jest cholernie drogie. Ale oboje ze Wspanialym przyznajemy racje, ze w tamtym markiecie ryby sa wyjatkowo tanie. I nie tylko ryby, ale tez wszystkie owoce morza, a ja tez uwielbiam, wiec na pewno sie tam kiedys wybierzemy:)

    ReplyDelete
  17. To różowe musiałabym spróbować, bo cudnie wygląda, a ja niemal wszystko najpierw jem oczami:-)

    ReplyDelete
  18. Magda--> Tamtego dnia byl tam chyba wyjatkowy ruch, wiec nawet nie probowalam nikogo pytac o te wszystkie nieznane mi produkty. Ale kiedys pewnie to zrobie, bo ja tez ciekawa:)) I jak jest okazja sprobowac czegos nowego, to na pewno nie przejde obojetnie:) Z tym, ze wole wiedziec, czego sie spodziewac no i co z tym zrobic:)))

    ReplyDelete
  19. Anabell--> Tutaj wisza wszedzie glazurowane kaczki:)) Te chinskie noze przypominajace meczety, albo ogromne tasaki tez powoduja ze moge stac i sie gapic jak oczarowana, bo oni wladaja tym z niesamowitym kunsztem, ja bym sobie wszystko co wystaje obciachala:))) Jednak ja wole kuchnie japonska i wietnamska, chinska jest ciezka, zawiesiste sosy, no i czesto niestety dodaja MSG. Chociaz teraz juz nie wolno, ale kto ich tam wie:)) Wlasnie rosol z kaczka wybral sobie Wspanialy na lunch i byl zdziwiony, ze byly w tym kosci. No tak, ale on przyzwyczajony do kaczki po tajsku, wiec nic dziwnego, ze byl zawiedziony. Te warzywa w ciescie smazone na glebokim tluszczu to tempura, chyba ze jeszcze cos innego. Ja tym razem zjadlam kurczaka z ananasem, calkiem dobry, bo taki slodko-kwasny, ale ten sos:) znow zageszczany a ja sie juz przyzwyczailam do lekkich sosow, bez dodatku zadnych zageszczaczy z wyjatkiem arrowroot, ktory tez stosuje bardzo sporadycznie. Ale bylo fajnie i jeszcze kiedys tam pojade:))

    ReplyDelete
  20. Volus--> Uwielbiam owoce morza, wiec na 100% jeszcze tam zawitam:))

    ReplyDelete
  21. Laki--> Nie wiem ile to jest 130 koron:))) Ale z drugiej strony juz sie nie raz przekonalam, ze nie da sie porownywac poszczegolnych cen, bo to do niczego nie prowadzi:))) Ale w rybnym w mojej okolicy, krewetki sa dwa razy drozsze, wiec zdecydowanie warto sie tam wybrac na zakupy, szczegolnie te rybne i owocow morza. Zobacz ceny homarow, przeciez to jest 1/5 tego co normalnie!!!

    ReplyDelete
  22. Malinconia--> Przyprawy.... mmmm;))) Az mi sie micha rozjarala:))) Po przyprawy to uwielbiam chodzic (czyt.jezdzic) do indyjskich albo poludniowo-amerykanskich sklepow. Tam jest przyprawowe niebo:)))

    ReplyDelete
  23. Warto było czekać i zaglądać na Twój blog po 5 razy dziennie:))) Tylko tych żółwi mi jakoś żal....i żab.....i homarów:)

    ReplyDelete
  24. Beata500--> To jest taka odmiana kurczakow, maja czarna skore i szare mieso, nazywaja sie silkie. Podaje link do Wiki:)
    http://en.wikipedia.org/wiki/Silkie

    ReplyDelete
  25. Gekon--> Wcale sie nie dziwie, ze poczulas sie "u siebie":)))) A ponoc w Kostaryce rosna dragon fruit z prawie czerwonym srodkiem. Skorzystam z Twojej porady i zafunduje sobie latem, pewnie beda bardziej dojrzale:))

    ReplyDelete
  26. Dikejko--> Za rada Gekon po tego dragona siegniemy latem:))

    ReplyDelete
  27. Chili--> No zal, ale kurczaka tez, zal i cielaka, i swinki i marchewki:)))))))))))))) Ale zrec trzeba:D

    ReplyDelete
  28. Kiedys mialam Filipinke w pracy i ona czesto przynosila jakies ichnie owoce i warzywa do sprobowania. Nie wiem juz co jadlam a co nie ale dragon fruit chyba tak? Tutaj mamy tego zatrzesienie, bo sklepikow chinskich jest jak plaga, na kazdym rogu. Zwlaszcza w Toronto. Stardust, zdjecia sa bardzo kolorowe i ciekawe. Nie wiem co to sa te zielono-bialawe palki po 1.57/lb ale wypisz wymaluj kojarzy mi sie z.....No, ja jak Twoj Wspanialy prawie ze;))))))

    ReplyDelete
  29. Moniko--> Ja tez nie wiem:) Ale Ty bys mogla chodzic na zakupy ze Wspanialym:)) U nas jest duzo knajpek chinskich glownie takich na wynos, sa wszedzie, ale sklepy glownie w Chinatown na Manhattanie i wlasnie Flushing jest od kilku lat zdominowany przez Azjatow:)

    ReplyDelete
  30. Dzięki za link.Człowiek uczy się całe życie.Wiem, wiem to slogan.Ale ja ponad 20 lat hodowałam nioski w ilościach fermowych i nigdy się nawet nie spotkałam z takim cudem, nawet na obrazku.

    ReplyDelete
  31. Też bardzo polecam dragon fruit. Nie tylko jest śliczny, ale smakiem nieco przypomina kiwi. Taki kwaskowaty, ale za słodką nutą, no i wygląda przepięknie podany w szkle deserowym może z malinami dla kontrastu. Naprawdę warto spróbować! Pora roku właściwie nieistota bo to jest importowane z tropików cały rok. No ale, można latem ochłodzić owoc w lodówce i wtedy miąższ może być przyjemnie chłodzący.

    Chińskie sklepy wyglądają chyba tak samo na całym świecie - wszędzie te tajemnicze korzonki i bulwy i ryby i skorupiaki.
    Ja też nie lubię chińskiego jedzenia bo jest zwykle za tłuste i wszystko jest smażone i często w cieście. Bardzo to ciężkie!

    Pozdrawiam, Alicja

    ReplyDelete
  32. Stardust dzięki za fajną wędrówkę po stoiskach, niektóre rzeczy pierwszy raz w życiu widzę, np. ten czarny kurczak ...a skojarzenia mam równie ciekawe już przy piątym zdjęciu od góry :))

    ReplyDelete
  33. Przylazłam znowu:-)
    Ten czarny kurczak mnie zadziwił i musialam Wybrańcowi go pokazać:-)

    ReplyDelete
  34. dragon fruit to takie mdle kiwi jak dla mnie. mdle i troche rozlazle :)
    a te brazowe balaski pod krewetami to slimaki morskie - nie jadlam, wiec sie nie wypowiadam :)

    ale market mniam, pozazdroscic, gdyz w stolycy to glownie hiper-market a tam niewiele pysznego jest ;)

    ReplyDelete
  35. Dziekuje za ..........obiad. Napatrzylam sie, ze wystarczy mi na kilka dni.
    Usciski

    ReplyDelete
  36. Smoczy owoc bardzo dobry i ponoc zdrowy-jadlam,dopatrzylam sie tez ,gnoczi(nie mylic z wloskimi kluskami)nie wiem jak sie to pisze ale to taki slimak morki.Sporo tam znajomych mi "twarzy":))))))

    ReplyDelete
  37. Byłam u Ciebie z mężem, bardzo mu się podobało.Prosił, żeby podziękować za wycieczkę, co niniejszym czynię.

    ReplyDelete
  38. Te podłużne muszle powiązane w pęczki z wypływającym czymś białym to "razor clams" przynajmniej tak je tutaj nazywają. Nas też bardzo ciekawią, ponoć są pyszne, ale jakoś jeszcze się nie przekonałam na tyle, żeby kupić:).

    ReplyDelete
  39. Najlepsze jest pierwsze zdjęcie. Oddaje cały klimat panujący w Chinatown ;).
    Zdezorientowany strażnik (gliniarz) niepewnym krokiem podąża za zamaskowanym dilerem , ale boi się interweniować , bowiem kątem oka dostrzega osobnika, który ostentacyjnie wpatruje się w poczynania stróża prawa:)

    Czester

    ReplyDelete
  40. Nieeee!!!!!!!! Tylko nie żółwie!!!!!!!:-(

    ReplyDelete
  41. Moim marzeniem jest pojechać do chin i pojsc na taki wlasnie targ, dzięki za namiastkę wycieczki;-) jedno mnie tylko zasmuciło, bo gdybym zobaczyła te żaby na żywo to tylko kurz by po mnie został ;-/

    ReplyDelete
  42. Beata500--> Te czarne kurczaki spotyka sie chyba tylko w Chinach, wiec trudno zeby byly znane:)

    ReplyDelete
  43. Alicjo--> Mam podobne zdanie na temat chinskiej kuchni:) A tego "dragona" owszem sprobuje:)

    ReplyDelete
  44. Lubewa--> Az poszlam liczyc to piate zdjecie od gory:)) No i sie nie dziwie:)))

    ReplyDelete
  45. Dikejko--> Przylaz ile chcesz, nie ma dodatkowej oplaty za powtorna wizyte:)))

    ReplyDelete
  46. LillaMy--> Mdle i rozdziamdziane kiwi nie brzmi zachecajaco:))) A te slimaki morskie to strasznie wielkie!!! Dobrze, ze sie ktos na tych cudach zna:))

    ReplyDelete
  47. Ina--> Nic nie piszesz, czy smakowal ten obiad? ;/

    ReplyDelete
  48. Beata--> Na szczescie nie zywe, bo najpierw chlastaja leb, ale mimo wszystko, widok nie nalezy do przyjemnych.... ;/

    ReplyDelete
  49. MAGA--> NO wlasnie LillaMy juz rozpoznala te slimaki morskie, ale to strasznie duze jest;)

    ReplyDelete
  50. Beata500--> Bardzo mi milo, dziekuje i pozdrawiam cala rodzinke, bo corka tez odwiedza mnie regularnie z tego co wiem:))

    ReplyDelete
  51. Kachna--> Dzieki, razor clams, dobrze wiedziec i trzeba sie rozejrzec za przepisem, jak dobre to warto sprobowac. Cos mi sie pod pulapem klekocze, ze slyszlam juz te nazwe... chyba Emeril Lagasse cos z nimi robil.

    ReplyDelete
  52. Czester--> Facet jest boski:))) Mnie tez wpadl w oko, nie podejrzewalabym go o zadne nieczyste spekulacje. To raczej nieszkodliwy idiota. Dealer by sie nie chcial tak rzucac w oczy, tak mysle;)

    ReplyDelete
  53. Aga_xy--> Podejrzewam, ze ludzie WSZYSTKO jedza:))

    ReplyDelete
  54. Zolwico--> Przykro mi:( ale Ty jestes bezpieczna i Zolw tez, wiec sie nie lekaj:)))))

    ReplyDelete
  55. Tak sie ciesze, ze zdazylam zaczac odwiedzac Twoje pisanie jeszcze przed tym artykulem. Nawet ogladanie tych jadalnych cudow przyrody jest swietna rozrywka. Oczywiscie w 80 procentach nie wiem co jest i jak smakuje, ale tu nakrecam swoja wyobraznie. A myslalam, ze duzo wiem i niewiele mnie zaskoczy! Pozdrawiam Cie i dziekuje za ta wycieczke. Joter

    ReplyDelete
  56. Malgoska czarna--> To jak juz zaliczysz te wycieczke do Chin, to wtedy wszystkie eksponaty z tej notki rozpoznasz i nam podpowiesz jaki mialy smak. Mam klientke, ktora pojechala do Chin pierwszy raz jakies 6 lat temu i teraz jezdzi co roku. Tak jej sie Chiny podobaja:)))

    ReplyDelete
  57. Joter--> Bardzo mi milo:) Mnie tez w chinskich markietach zawsze cos zaskakuje, moze kiedys poznam:)))

    ReplyDelete
  58. Star, dragona sprobuj koniecznie:)
    W srodku pestki ma troche jak kiwi, choc drobniejsze i bardziej rozrzucone po miazszu, jest slodkawo-kwaskowy, nie jest mdly (przynajmniej dla mnie, ale ja soli prawie nie uzywam, wiec odczuwam smaki dosc intensywnie).

    ReplyDelete
  59. Czarownico--> Tak jest panie sierzancie:))) Sprobuje dragona:)) Ja soli tez nie uzywam z wyjatkiem minimalnej ilosci do gotowania, zupenie nic do takich rzeczy jak pomidor, czy jajka. Natomiast jak mi sie trafi owoc, ktory az sie prosi o wydobycie smaku, to go traktuje kilkoma ziarenkami soli:)

    ReplyDelete
  60. Swietny fotoreportaz! Gosc z pieskiem na wozku mnie zachwycil, ludzie to maja pomysly:)
    Jak sie bawic, to sie bawic na calego, super.
    Uwielbiam owoce morza w kazdej ilosci, to jest sklep dla mnie. Gorzej z rozszyfrowaniem nazw, bo te ich "robaczki-znaczki" nic mi nie mowia. Ceny bardzo przystepne. Roznorodnosc warzyw i tych ich korzonkow bardzo kuszaca, ale zeby jeszcze czlek wiedzial jak sie do tego zabrac.
    Juz wiem, musze zaprzyjaznic sie z Chinka :)
    Stardust prosze o wiecej takich fotoreportazy !

    ReplyDelete
  61. Ataner--> Ja tez lubie takie sklepy i mam chec sprobowac tych cudow, ale najpierw musze wiedziec jak sie do tego zabrac:)) Jak przygotowac, bo bez tego to moze byc duzy niewypal:)) Tak sie wlasnie nadzialam na to dziadostwo:))
    http://en.wikipedia.org/wiki/Horned_melon
    Najsmieszniejsze, ze polska strona Wiki pisze o tym w samych superlatywach, ze mozna dodac do salatek itp. Kurcze, probowalismy to jedno male gowno zmeczyc przez caly weekend i sie za cholere nie dalo:)) Wstretne w smaku.
    Ale, Ataner jak ja mam spelnic Twoje zyczenie w kwestii wiecej takich reportarzy? Czy moze byc nastepny z polskiego sklepu na Greenpoincie:))))

    ReplyDelete
  62. Masz racje, mozna sie naciac. Jak czlowiek nie wie co z czym i do czego. Najlesze sa sprawdzone przepisy, ale z drugiej strony kazdy lubi co innego. Tej odmiany melona nie jadlam i jesli piszesz, ze niejadalny to napewno go nie kupie.
    A z tymi fotoreportazami to taka delikatna propozycja:)
    Za polski sklep w Greenpoincie to b.dziekuje:))
    Nie to, ze cos do nich mam, ale z drugiej strony moze kolezanki blogowe z Polski by chcialy zobaczyc jak wygladaja nasze polskie sklepy.
    Milego wieczoru:)

    ReplyDelete
  63. Obfitość towarów wielka.Aż zazdroszczę.Jest w czym wybierać. U nas ciężko bakłażana kupić.Fantastyczne sklepy. Ja lubię doświadczenia i z ciekawości często gotuję dziwne dania. Próbujemy i wiemy czy nam coś smakuje czy nie. Tym sposobem odkryłam zupę czosnokową.Długo nie byłam przekonana do jej ugotowania, ale jak to uczyniłam...spokoju nie mam.Muszę ciagle gotować.Natomiast do krewetek robiłam już różne podchody i wiem na pewno,że ich nie polubię. Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  64. Tak, córka to Twoja stała czytelniczka.Ona wprost uwielbia Twój styl pisania.Pamiętam jak mi pisała na gg, albo dzwoniła, żebym sobie poczytała Twoje notki, jako " przerywnik" między zmianą pampersa, a karmieniem w ciężkich chwilach.Albo jak miałaś przerwę w pisaniu, to też dała znać ,że już Ci niechciejstwo przeszło.

    ReplyDelete
  65. Ataner--> Po doswiadczeniu z tamtym melonem jestem ostrozna:)) Teraz wole poczytac, poszukac przepisow, jak przeczytam przepis to juz jestem w stanie wyobrazic sobie smak potrawy i wtedy ryzyko jest juz minimalne:) Polskie sklepy wygladaja w sumie jak sklepy w Polsce w malych miasteczkach. Ja bywam tylko w jednym i to raz od wielkiego dzwonu, wiec raczej nie bedzie relacji z takiej wycieczki:) Ale nie przejmuj sie bo ja te Twoja propozycje odebralam z humorem, tylko to moze byc malo widoczne na pismie:)))))

    ReplyDelete
  66. Kasiu--> Ja tez lubie kulinarne eksperymenty:))) Na codzien to nie mam na to za wiele czasu, ale na swieta wrecz nie nawidze gotowac tego samego. I nie lubie sie powtarzac, wiec zawsze musi byc cos innego, albo przynajmniej inaczej przygotowane. Gotowanie tych samych potraw tym samym sposobem jest wrecz nudne. Tak samo nie lubie piec takich samych ciast:)) Moze dlatego, ze pieke w sumie 3 razy w roku, wiec jak juz pieke to musi to byc cos czego jeszcze nigdy nie pieklam:)) Nowosci to moje drugie imie:)) Ostatnio poczynilam zupe fasolowa z pesto (eksperymentalnie) i jest bardzo dobra:)) Nawet musze sie zebrac i wstawic przepis na bloga:)

    ReplyDelete
  67. Akemi--> No wiesz, ja to wpadlam po uszy w ten NYC;)))))))))))))))

    ReplyDelete
  68. Beata500--> Ooo jak milo cos takiego czytac:) Prosze przekaz corce moje podziekowania i pozdrow ja ode mnie:))

    ReplyDelete
  69. Bardzo ciekawe te wszystkie stworzenia, szczególnie morskie, ale te metody jedzenia na żywo są potworne! Wolę nie wiedzieć, a w tym momencie się ucieszyłam, że nigdy jeszcze nie jadłam żabich udek... :(

    ReplyDelete
  70. Iw--> Nie bardzo rozumiem, co sie je na zywo? Bo ja jadlam zabie udka, slimaki, ale zapewniam, ze ani jedno ani drugie na zywo:))))

    ReplyDelete
  71. Moge dolozyc pare informacji? Pewno sie spodziewalas ze sie odezwe.
    Otoz: "ciemnoszare dlugie korzenie w dotyku sprawiajace wrazenie galezi drzewa" to GOBO, nic innego jak polski lopian /ang.burdock/.
    To obok to Chinese yam, ten dluzszy to JAMAIMO, uwazany za lepszy a ten krotszy to NAGAIMO, sciera sie je na tarce, spozywa surowe albo w potrawach, dodaje sie na koniec gotowania. Uwazane sa za bardzo zdrowe!!
    Podluzne,grube, brazowe "zyjatka" to NAMAKO /ang.sea cucumber/ czyli ogorek morski.
    "to" za 6.99 co Wspanialy mial fajne porownania to malze /ang.abalone lub earshell.
    Dlugie cienkie ryby to ryba-miecz, znane jako KATANA fish
    A w tym pudle takie szaro-brazowe "cos" to suszone grzyby SHITAKE.
    Wiecej nie udalo mi sie rozpoznac.
    Dzieki za cudowny reportaz, wywolalas we mnie mase wspomnien. Mari

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...