Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, March 7, 2011

Golabki, winogrona i daltonizm

Kolejnosc powinna byc odwrotna, bo to na skutek daltonizmu pozarlam prawie kilogram winogron, ale chuj nie bede sie przejmowac szczegolami.
A szczegoly wygladaja nastepujaco:
W sobote Wspanialy wrocil z zakupow z glowa kapusty. Moze nie byloby w tym nic dziwnego, ale nie prosilam o zakup kapusty to raz, Wspanialy nie zostal wychowany na kapuscie i jeszcze nigdy w zyciu nie przyszlo mu do glowy ot tak kupic kapuste. Troche mnie to przerazilo, niedawno mial urodziny, czyzby Niemiec?
-- Kochanie, a ta kapusta, to po co? Bedziesz gral w noge na podworku?
-- Zrobisz golabki - rzucil przez ramie rozpakowujac reszte toreb.
-- Jaaa... jak to? Zrobie golabki? Czy Ty sie dobrze czujesz?
-- Pewnie, ze dobrze, po prostu Potomek powiedzial, ze juz dawno nie robilas golabkow, wiec pomyslelismy, ze moze trzeba Ci poddac clue.
Faktem jest, ze golabkow nie robilam dawniej, niz dawno, ale mimo wszystko. Oni knuja za moimi plecami!!! Moj wlasny Potomek, moja krew, kosc z kosci!!! cialo z ciala!!!
-- A kiedy Ci Potomek o tym powiedzial jesli mozna wiedziec?
-- A mozna, czemu nie, w piatek zadzwonil do mnie i rozmawialismy o roznych rzeczach i rozmowa zeszla na jedzenie, no i Potomek powiedzial, ze dawno nie robilas golabkow, a on by chetnie wzial kilka, bo sam nie potrafi zrobic. To kupilem kapuste, mieso chyba masz?
Tez zauwazylam, ze Potomek ostatnio wiecej rozmawia ze Wspanialym niz ze mna, nie zebym byla o to szczegolnie zazdrosna, bo ja olewam, ale nie podejrzewalam, ze knuja.
Podelce jedne!!
-- Mieso mam, ale nie bede robic golabkow, bo wlasnie zaczelam kocyk dla Avi i to jest teraz najwazniejsze. Golabki to zreszta jedzenie na zime, a teraz juz wiosna.
-- Zrobisz kiedy bedziesz chciala, ja tam moge jesc golabki nawet latem.
Wspanialy lubi golabki, a jeszcze bardziej od Wspanialego lubi golabki nasz Tatek.
Pamietam, ze kilka lat temu chcialam Tatkowi zrobic niespodzianke i przy okazji robienia golabkow odlozylam w duzy pojemnik chyba ze 12 sztuk i zamrozilam. Jak lecielismy do Buffalo to zabralismy pojemnik prosto z zamrazarki do torby i pojechali na lotnisko.
Myslalam ze pekne ze wstrzymywanego smiechu jak ta torba jechala w lewo i prawo trzy razy przez ten mechanizm do przeswietlania. Ciezko bylo utrzymac powazny wyraz twarzy patrzac jak sie facet wgapia w to duze cos, czego za cholere nie potrafil zidentyfikowac. Myslalam, ze zapyta, ale ambitnie nie zapytal tylko po trzech podejsciach przepuscil. Tatek mial za to ubaw z golabkami na jakis czas.
Wczoraj byla paskudna pogoda, lalo caly dzien i bylo zimno, ponuro i ogolnie chujnia z patatajnia. Pogoda wyjatkowo dobra na drutowanie, wiec drutowalam ochoczo. Ale zorientowalam sie, ze braknie mi wloczki, a ze nie chcialo mi sie isc tak specjalnie tylko do tego sklepu, to wyrazilam chec i gotowosc wpoluczestnictwa w zakupach pod warunkiem, ze mnie Wspanialy podwiezie do sklepu z wloczka.
Nie ma sprawy podjechalismy, nie bylo gdzie zaparkowac, wiec szybko podjelam decyzje:
-- Ja wskakuje do sklepu, wiem czego szukam, wiec to bedzie szybko, zanim zrobisz jedno okrazenie to juz bede przed sklepem.
Tak tez zrobilam, wpadlam, zlapalam wloczke, zaplacilam i jak wyszlam to wlasnie Wspanialy wyjezdzal z zakretu. Wszystko w/g planu.
W drodze powrotnej jeszcze wskoczylismy do warzywniaka kupic troche warzyw i owocow i wrocilismy do domu. Zabralam sie za dalsze drutowanie.
Zrobilam polowe koca, a ma byc spory, bo do lozeczka taki 75x130 cm to juz jest troche roboty.
I nagle przyszlo mi do glowy wyjac te swiezo zakupiona wloczke.
Kurwa!!! Nie ten kolor!!!
Ja pierdole, ale sie machnelam, mial byc delikanty pastelowy seledyn, a jest delikatny pastelowy blekit.
Szlag by to trafil.
Klelam tak, ze Wspanialy przylecial.
-- Co sie stalo? 
-- Kupilam zly kolor wloczki i jestem wsciekla, bo jutro bede musiala pojsc i wymienic. Szlag!
-- Ale pokaz, jak to zly? 
-- No kurwa tak to! - przylozylam jedna i druga wloczke do siebie.
-- Ale one wygladaja tak samo, albo prawie tak samo. 
-- Prawie kochanie, prawie. A prawie w tym przypadku robi wielka roznice. 
I z tej wscieklosci siadlam i pozarlam dwa funty winogron, czyli prawie kilogram.
A dzis rano wstalam i zabralam sie za te pierdolone golabki, bo mi sie nie chcialo isc do sklepu wymienic wloczke. Zrobilam tych golabkow 34 sztuki, dwa razy musialam je pichcic w slow cooker, bo jednak najbardziej lubie golabki robione w slow cooker, a nie w piekarniku.
I tak mi zeszedl caly dzien.
Kuchnia jak po najezdzie tatarskim.
Boze jak ja cudownie potrafie wszystko zapierdolic dokladnie. Misek, miseczek, nozy jak w rzezni, patelnie, gary. Kryste zostawic mnie sama w kuchni i juz jest sadny dzien.
Ale odwalilam kawal roboty z tymi golabkami. Zadzwonilam do Potomka, ze jak chce to moze sobie wziac pojemnik golabkow.
-- A moglabys mi zamrozic jeden pojemnik? 
-- Moglabym, moglabym je nawet zjesc za Ciebie - zazartowalam.
-- Kochana jestes, to wiesz, ja kiedys wpadne i sobie wezme. A w ogole to jak sie czujesz? 
-- Dobrze sie czuje, o co Ci chodzi? - wydawalo mi sie to wielce podejrzane, czyzby jeszcze cos knuli.
-- Nie, nic, tylko tak pytam, bo zawsze mowisz, ze nawet nie zadzwonie zapytac jak sie czujesz. 
Ubawil mnie ta wymuszona troska, ale niech i tak bedzie.
On ma dosc swoich spraw i ja to wiem.

41 comments:

  1. hehe, przybij piatke z robieniem konca swiata w kuchni podczas gotowania, tez tak mam. Ostatnio robilam kluski slaskie premiere (i nauczylam kanadyjczykow mowic 'kluske poprosze'), oprocz tego ze CALA kuchnia uciapana, to jeszcze spalilam miske plastikowa. niech ges kopnie elektryczne kuchenki!! jak mam gazowa to przynajmniej widze ze sie pali cholera jasna. wiec do spalonej kiedys mikrofali w norwegii doszla miska (btw jak sie plastik topi to zachowuje sie jak ser. ciagnie sie i jest WSZEDZIE.).
    ;)

    ReplyDelete
  2. Armagedon w kuchni to norma...
    Gołąbki to przysmak...
    Ale z tą włóczką to zwyczajny pech :/

    ReplyDelete
  3. Ja tez robilam w weekend golabki, a jak juz robie to jak dla pulku wojska. Moje chlopaki uwielbiaja golabki. U Ciebie daltonizm a u mnie rzeznia. Wykrawajc glab odkroilam sobie prawie pol palca p. stwierdzil, ze powodem tego sa moje goscinne pokazy kulinarne i nie dlugo zapomne jak wyglada kuchania. Mnie jakis len napadl i nic mi sie nie chce:)
    Mikego wieczoru!

    ReplyDelete
  4. Rinonoko--> Najdziwniejsze jest, ze ja zawsze myje na biezaco jak gotuje, a dzis odwalilam taki sajgon jak by tu sie armia przewinela:)))
    Nie cierpie kuchenek elektrycznych, Wspanialy mial taka w NJ i Tatek ma elektryczna w Buffalo. Kiedys Tatkowi gotowalam mloda kapuste z pomidorami i spalilam garnek:)) Kurde nie potrafie na tym gotowac. Na szczescie w NYC sa gazowe. A spalony plastik moge sobie wyobrazic i co najgorsze to pewnie smierdzi jak zaraza.

    ReplyDelete
  5. Granato--> Witaj:)) No z ta wloczka to faktycznie mialam pecha, ale one sa tak zblizone kolorem, ze trudno sie nie pomylic. Facet mi w tym sklepie zawsze mowi, ze jak chce czegos dokupic to powinnam przyniesc orgyginalna nalepke z poprzedniej wloczki. Ma racje, ale komu by sie chcialo:))

    ReplyDelete
  6. Ataner--> Pewnie staralas sie wykroic glab ze swiezej surowej kapusty.. Ja tez tak dawniej robilam, a teraz wrzucam cala glowe do gara i gotuje 12-15 minut w zaleznosci od wielkosci glowy. Potem odcedzam i czekam az wystygnie, liscie odchodza z takiej obgotowanej glowy bardzo latwo. Jeszcze jest inny sposob, ktory musze wyprobowac. Wklada sie glowe kapusty do zamrazalnika na dwa dni, potem sie wyciaga na noc zeby odtajala i to ponoc tez powoduje, ze liscie sa miekkie i latwo odchodza. To wycinanie glaba na surowo bardzo czesto sie zle konczy:)

    ReplyDelete
  7. To prawda z tym zamrazalnikiem, odchodza jak ta lala:) Moj tez lubi golabki, o dziwo, bo jak pisalam kiedys, on nie lubi naszej kuchni. Musi jednak zawsze te golabki przerobic na swoj sposob, otoz dodaje do nich sosu pomidorowego, ale tego gestego, do spaghetti, dopiero takie mu smakuja:))) A pobojowisko w kuchni to ja tez zostawiam jak juz uda mi sie cos ugotowac, bo z reguly to moj gotuje, zreszta tez niezle nasyfi. On ma taka chorobe, ze wszystkie szafki kuchenne, szuflady pootwiera, butelki poodkreca, opakowania pootwiera i tak to w cholere wszystko zostawia. Gorzej niz pozar;)))

    ReplyDelete
  8. Moniko--> Golabki sa widocznie lubiane bardziej niz bigos przez inne nacje. Wspanialy w kuchni zachowuje sie jak szef i koniecznie potrzebuje asystenta:)) Podaj, przynies, obierz, pokroj kurde z takim gotowaniem:)) Mnie sie najlepiej gotuje jak nie ma nikogo w domu. Wspanialy jak jest to wie, ze ma nie przeszkadzac, wiec siedzi z daleka i pociaga nosem, wacha, a jak ja wyjde z kuchni to leci smakowac:))) Jak dzieciak. Dobrze wiedziec, ze to zamrazanie kapusty jest juz sprawdzone, nastepnym razem na pewno tak zrobie:)

    ReplyDelete
  9. smierdzi smierdzi, a ile dymu sie robi!! Nieznosze elektrycznych. Indukcyjnych. Wszelakich na ktorych NIE WIDAC, ze cieple! grr. ;]
    Zrobilabym golabki, ale nie umiem! Cholera bylo patrzec mamie na rece, jak gotowala w domu...

    ReplyDelete
  10. o! właśnie mi tym wpisem przypomniałaś, że ja mam gołabki domowej roboty w lodówce! całkiem zapomiałam! ;)

    smacznego! :)

    ReplyDelete
  11. rowniez uwielbiam golabki- jesc!:)
    bardzo rzadko je robilam ze wzledu na te sytuacje wykrawania glaba, i cyrki z tym zwiazane - nigdy nie moglam sobie z tym poradzic - wielki garnek, hektolitry wody, para - ja nad tym garem jak czarownica;) ale jest inny, lepszy sposob - mikrofala. duzy garnek, plastikowy (Rinonka, ty musisz sobie kupic nowy;) troche wody na dno i wsadzic kapuste na 5 minut, odciac warstwe z miekkimi liscmi i z powrotem na pare minut do mikrofali i odciac - i tak w kolko.
    Jak dla mnie - troche mniej upierdliwe.

    ReplyDelete
  12. Osz, gołąbki mi przypomniałaś, Stardust :) I teraz będę miała ssanie oraz wojnę wewnętrzną, bo okropnie nie lubię stać w garach.

    Z kolorem włóczki - a myślałam, że tylko mi się przytrafiały takie wtopy, jak inny odcień w tej samej serii. Mistrzostwo świata w tych innych odcieniach osiągali producenci owczej wełny. Wrrr... Rozumiem ból. Ale jak mówią - co nagle to po diable.

    ReplyDelete
  13. "Moj wlasny Potomek, moja krew, kosc z kosci!!! cialo z ciala!"
    A ty co myslala ?? ze tylko kobitki razem trzymaja..:))))

    ReplyDelete
  14. Ja sobie myślę, że powinnaś być bardzo szczęśliwa mając takiego z Twojej krwi i Twojej kości! Tak na serio to piszę! Pozdrawiam serdecznie. "gekon"

    ReplyDelete
  15. No to już wiem, co sobie zażyczę następnym razem, kiedy zadzwoni Mamuśka i zapyta, co chcemy jeść w weekend! Zawsze o to pyta, a ja niezmiennie odpowiadam "coś dobrego". No to teraz ją zastrzelę tymi gołąbkami! Ale mi narobiłaś apetytu!:-)

    ReplyDelete
  16. Gołąbki... rozmarzyłem się. I już wiem co ugotuję w sobotę :) Dzięki za inspirację :)

    ReplyDelete
  17. Dziekujemy za daltonizm - bo gdyby nie on, to kupilabys wlasciwy odcien i siedziala teraz i dziergala. A tak wiemy co sie u Ciebie dzieje!
    Pozdrowionka

    ReplyDelete
  18. Na moje szczęście nie mam wokół siebie smakoszy na gołąbki( włącznie ze mną samą - od dziecka nie gustuję), bo to bardzo pracochłonna potrawa
    (przynajmniej według mnie ):// A ukochanym bliskim jakoś niemiło byłoby odmówić i dobrze, że mnie nie dotyczy.Na drutach też nic nie produkuję, czyli jakaś taka mało kobieca jestem ;((( A że dziś Dzień Kobiet, nie wiem, czy mnie się to święto należy ? Natomiast serdecznie życzę miłego dnia Autorce i wszystkim Jej kobiecym czytelniczkom !! Slicznego kocyka dla Avi, chocby nawet w dwu kolorach, jeśli się nie gryzą... ;))

    ReplyDelete
  19. Rinonko--> Ja tez najbardziej lubie kuchenki, przy ktorych widze ogien, wtedy wiem co sie dzieje:)) Indukcyjne doprowadzaja mnie do wkurwa gigantusa:))

    ReplyDelete
  20. Evek--> Ja jak juz robie golabki to dla armii i zamrazam, a potem jak mi sie nie chce gotowac, to jest jak znalazl. A ze najczesciej mi sie nie chce, to jak juz mi sie chce, to gotuje ogromne ilosci, przyzwyczailam sie juz, ze wszystko da sie zamrozic:)))

    ReplyDelete
  21. Aniu_2000--> Z tego co piszesz, to ta mikrofala mniej uciazliwa, ale jednak co kilka minut trzeba sie tym zajmowac;))) Metoda gotowania przez 12-15 minut jest mniej pracochlonna, bo jak sie gotuje to nie musisz nic z tym robic i jak stygnie tez nie. No i jak pisze Monika, skoro ona juz wyprobowala te metode z zamrazaniem, to ja nastepnym razem tez tak zrobie. Nie lubie stac przy tym. A w sumie najwiecej roboty z golabkami jest wlasnie z ta kapucha. Cala reszta to juz bzdecik:))))

    ReplyDelete
  22. Laki--> Ja tez nie lubie stac przy garach;) Dlatego pewnie tych golabkow tak dawno nie robilam. Ale gotowanie kapusty w calosci przed i potem rozdzielanie lisci jak juz wystygnie bardzo ulatwia proces. A teraz mnie kusi zamrazanie, bo przy tym juz zupelnie nic nie trzeba robic, ani pilnowac:))) Samo zrobienie farszu to tez szybko idzie, zawijanie lisci tez mam opanowane do perfekcji w przyzwoitym czasie. A na koniec wrzucam do slow cookera, bo tez wlacze na kilka godzin i mam spokoj. Tak czy inaczej, jest to troche roboty, dlatego jak juz robie, to duzo. Niech maja na jakis czas, to i ja mam spokoj:)))

    Produkowanie kolorow w niewiele rozniacych sie odcieniach powinno byc karalne:)))))))))))

    ReplyDelete
  23. Diesel--> Wyglada na to, ze mam deczko przerabane:))) Moze dlatego sie chce wkupic tym kocykiem do wnuczki;)) Wiesz, zawszec to baba kiedys z tego wyrosnie;)

    ReplyDelete
  24. Aga_xy--> Bier sie za zawijanie golabkow:)))

    ReplyDelete
  25. Gekon--> Jestem szczesliwa i jestem rowniez szczesliwa, ze tak sie doskonale dogaduja ze Wspanialym:)) Dzieki:)

    ReplyDelete
  26. Zolwico--> TOBIE to dobrze, tylko zamowienie zlozysz, paluszkiem pokazesz i juz jest dostawa:))

    ReplyDelete
  27. Volus--> Podziekowanie za inspiracje przekaze dalej:))) Bo wiesz, ja to zostalam w to beszczelnie wrobiona;D

    ReplyDelete
  28. Ina--> To fakt, ze gdyby nie ten daltonizm i lenistwo to nie byloby notki:)))

    ReplyDelete
  29. Kwoko--> Dzieki serdeczne za zyczenia, wiesz z tym byciem kobieta, to u mnie tez jest bardzo roznie;)) Wiem, ze bywam kobieta, ale czy jestem nia zawsze? Trudno powiedziec:)))
    Wloczka juz zostala jednak wymieniona i dzierganie wrocilo ale juz nie tak intensywnie jak moglam sobie na to pozwolic w czasie weekendu. Nic to mam nadzieje, ze w nadchodzacy weekend skoncze.

    ReplyDelete
  30. NO!!Potrafię się ustawić w życiu!:-)))

    ReplyDelete
  31. Zolwico--> Nie da sie ukryc... Masz talent:)))) Tak trzymaj najdluzej jak sie da.

    ReplyDelete
  32. Bo na pewno światło było do bani w tym sklepie z włóczką. :) Oko ludzkie potrafi płatać figle w różnym oświetleniu, dlatego ja, gdy chcę być pewna zgodności koloru farby, zdaję się na oznaczenie (kod) koloru. Tylko nie wiem, czy kolory włóczki też oznaczają cyferkami. :)
    Twoja przygoda z włóczką przypomniała mi, jak kiedyś wyszykowałam się do pracy. Wstawałam wtedy o czwartej nad ranem, była zima i ciemno. Żeby nie budzić domowników, ubierałam się przy małej lampce. Kiedy dotarłam do pracy i zdjęłam buty, żeby założyć "pracowe" klapki, okazało się, że na jednej nodze mam czarną, a na drugiej granatową skarpetkę. Dzieciakom bardzo się ta awangarda podobała. A ja przy okazji mogłam się przekonać, jak spostrzegawcze są te małe bestie. :))

    Pozdrawiam i uciekam, bo te Twoje gołąbki nęcą straszliwie... :)

    ReplyDelete
  33. Hej, Interesujacy blog no i tak samo twoje przepisy. Zapraszam do mojego bloga. Pozdrawiam. http://amerykanskistylzyciadlapolskiejkobiet.blogspot.com/

    ReplyDelete
  34. Nie wiem, czy choć raz robiłam gołąbki ... może pomagałam w kuchni :))
    Rozmowa z mężczyzną o kolorach, to tak jak z typową kobietą o budowie silnika w samochodzie :)
    Mam nadzieję, że gołąbki i tym razem wyjdą.

    Dzieci uczą się tej troski dopiero z czasem, ja też się nie tym przejmuję. :)))
    pozdrowienia!

    p.s. jak Ty zmieściłaś w siebie cały kilogram winogron?!

    ReplyDelete
  35. Niestety, kobiety podobno na daltonizm nie cierpią... Było nalepkę brać!

    ReplyDelete
  36. Akwarelio--> Kolory wloczki tez maja kody numeryczne. Pewnie masz racje, ze oswietlenie w sklepie no i glownie to ja wpadlam i wypadlam tak zupelnie na pewniaka, bo jak zawsze mi sie spieszylo:))) A skarpetki to juz nie raz widzialam czarna z granatowa w parze, najczesciej u klientek:)) W pralni u nas lacza skarpetki parami, wiec Wspanialy ma sprawe ulatwiona, bo on tez sie ubiera przy malej ilosci swiatla, zeby mnie nie obudzic.

    ReplyDelete
  37. Malgosiu--> Witaj i dziekuje za zaproszenie:)

    ReplyDelete
  38. Iw--> Kilogram winogron jest bardzo latwo zmiescic, pod warunkiem ze sie to robi po jednym gronie a nie wszystko na raz:)))) Tym samym sposobem mozna zjesc slonia:)))))

    ReplyDelete
  39. Zgago--> Jesli to nie daltonizm, to co? Kurza slepota? Czy ogolne zacmienie umyslu? :))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...