Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, March 3, 2011

Notka nie-notka

Mialam dzis nie pisac, bo jestem skupiona na robotkowaniu, a wczoraj sie przekonalam, ze multitask mi nie sluzy ostatnio. Wlasnie wczoraj rano siedzialam i poczynialam robotke, przy kawie, przy kompie, no bo jakze inaczej i w pewnym momencie cos mi sie cieplo w udo zrobilo. Cieplo to malo powiedziane, goraco!
W pierwszej chwili nie przerywajac sobie robotki pomyslalam, ze to jakis dziwny, do tej pory nieznany mi rodzaj bolu. Ale kto by sie tam bolem przejmowal, tyle tylko, ze on wcale nie ustepowal, a nawet momentami sie nasilal takie klujace goraco skoncentrowane w jednym punkcie uda.
Wreszcie sie zdecydowalam zobaczyc co zacz?
No ja pierdole!!! Nie mam pojecia jakim cudem, ale rog robotki wpadl mi do kubka z goraca kawa, a teraz spoczywal niewinnie na moim udzie a ze caly czas dziergalam co powodowalo przesuwanie sie mokrgo kawalka robotki, stad to uczucie oslabiania i natezania sie bolu (!!!)
Wszystko mi opadlo z wrazenia, kurwa co ja teraz zrobie???
Na szczescie w takich momentach powtarzam sobie "tylko spokoj moze cie uratowac" i faktycznie zadzialalo. Nalalam letniej wody do miski i zanurzylam w niej zamoczony kawa rog robotki, poki swieze to zadzialalo, jeszcze dwa razy zmienilam wode na czysta i tym sposobem "zapralam" robotke, ktora ciagle wisi na loomie i jeszcze jej daleko do konca. Odcisnelam recznikami papierowymi i pozostawilam do wyschniecia. Dzis juz nie ma sladu ani po kawie, ani po zapieraniu.
Jestem uratowana!!!!!!!!!!!!
Ale wlasnie w zwiazku z tym postanowilam, ze loomowanie to nie zwykle drutowanie, w czasie ktorego daje sie czytac i robic wiele jeszcze innych czynnosci. Loomowanie wymaga koncentracji i przede wszystkim przestrzeni. I tak mialo nie byc notki, ale polazlam z rana powalesac sie po blogowisku i zostalam natchniona notka Kachny, ktora polecam. Dobrze nawet byloby przeczytac teraz zanim przeczytacie reszte mojej pisaniny. Kachna tamta historia przywolala moje wspomnienia z bardzo wczesnego dziecinstwa, jest to w sumie historia, ktora znam ze slyszenia jako opowiastke rodzinna, bo sama w tamtym czasie wchodzilam pod stol na wyprostowanych nogach:)) Tak wiec nie znam szczegolow i moge sie tylko domyslac jak to
wszystko kiedys dzialalo.
Ale do rzeczy: 
Moi rodzice w tamtych czasach (koncowka lat 50tych i poczatki 60tych ubieglego stulecia) pracowali w sklepie, ojciec byl kierownikiem sklepu, a matka i jeszcze dwie panie tworzyly zaloge, czyli byly sprzedawczyniami. Sklep byl tzw. pasmanteria i galanteria, a wiec materialy, nici, guziki i insze pierdoly i miescil sie przy glownej ulicy miasta a nalezal do MHD (Miejski Handel Detaliczny). Od strony zaplecza, byly tylne drzwi, ktore wychodzily na podworko, ktore z kolei bylo prywatna posesja.
Jak to dzialalo nie mam pojecia, wiem natomiast, ze byl wieczny problem ze smieciami, bo oczywiscie smieci w postaci kartonow, opakowan papierowych byly chyba odbierane przez sluzby miejskie, natomiast wszelkie inne tworzyly bol w dupie mojego ojca.
Zima sklep byl ogrzewany za pomoca pieca weglowego, w ktorym latwo mozna bylo spalic jakies tam smieci, no ale co zrobic z popiolem?
Wyrzucanie popiolu do smieciowiska na prywatnej posesji konczylo sie wiecznymi skargami do wladz MHD, a z kolei te wladze nie robily nic zeby w jakis sposob pomoc zalodze sklepu uplynnienie popiolu.
I tak po licznych probach bezowocnych negocjacji z zarzadem firmy MHD moj ojciec wpadl na genialny pomysl:))) Mianowicie po oprozenieniu popielnika pakowal popiol w karton, zawijal tenze karton ekstra papierem pakowym i obwiazywal sznurkiem, w ten sposob tworzac z niego atrakcyjna paczke.
W tamtych czasach lady sklepowe, wzdluz ktorych ustawiala sie kolejka klientow mialy taka polke na calej dlugosci lady, na ktorej klient mogl postawic torbe z zakupami czy tez cos co juz mial w rekach, zeby tego nie dziwgac w czasie kiedy stoi w kolejce.
I tam wlasnie na tej polce ojciec podczas kiedy w sklepie nie bylo nikogo kladl zrobiona wczesniej paczke.
I teraz zaczynalo sie polowanie na zlodzieja:)
Czesto sie zdarzalo, ze ktos uczciwy podnosil paczke do gory i mowil:
-- Prosze pana/pani ktos tutaj zostawil jakas paczke.
W takim przypadku "paczka" wracala za lade z ekstra podziekowaniem:
-- Bardzo pani/panu dziekuje, na pewno ten ktos bedzie szukal i wroci.
Czasem paczka wracala kilkakrotnie, ale tez zawsze znalazl sie ktos, kto po prostu paczke wyniosl, bo przeciez nie wiadomo co tam jest i moze sie przydac.
Cala akcja byla raczej przeprowadzona bez pudla, bo wiadomo, ze jak ktos zabral paczke i w domu zobaczyl co to jest to nie przyszedl z awantura, bo de facto byl zlodziejem, a wiec nie mogl "reklamowac" czegos co ukradl.
I tak sobie mysle, na podstawie tego mojego wspomnienia jak i notki Kachny, ze w zawod zlodzieja to tez jest wliczone wysokie ryzyko:))

32 comments:

  1. Rzeczywiście, taki złodziej też się czasem musi liczyć z dziwną zawartością ukradzionych rzeczy :)
    Ja też się ostatnio przerzucam na jednozadaniowość, w ramach multitask wystarczą mi tłumaczenia symultaniczne :)!
    buziak!

    ReplyDelete
  2. No nie??? Przechlapane maja co poniektorzy. Raczej nie chcialabym byc na miejscu tego z tramwaju, ktory otworzywszy torbe ujrzal tam zamiast komputera, zdechlego psa. Tylko klopotu sobie tym uczynkiem narobil;)))) Tylko tej cioci kolezanki mi szkoda, naprawde nie jest to wesole:((((( A Tata Twoj mial fantazje z tymi paczkami. Jasne juz dla mnie po kim ja odziedziczylas:)))

    ReplyDelete
  3. A mnie jest szkoda....psa!!!
    Usciski

    ReplyDelete
  4. o, mamusiu, ile zachodu z tym popiołem, a na głowy go, na głowy!

    ReplyDelete
  5. Iw--> Ryzyko jak widac, jest wpisane w kazdy zawod:)))

    ReplyDelete
  6. Moniko--> Ojciec miewal pomysly:))

    ReplyDelete
  7. Obie historie cudne ;) Uśmiałam się, dzięki ;**

    ReplyDelete
  8. Ina--> No szkoda psa, ale w sumie trudno kogos winic za to, ze biedak zostal po smierci ukradziony.

    ReplyDelete
  9. Beata--> To byly czasy komuny, to raz, a dwa to Sroda Popielcowa jest tylko raz do roku:)))))))

    ReplyDelete
  10. U nos to my "Hasioki" mieli :D:D:D

    ReplyDelete
  11. Pozytywko--> Tej pani z psem jest pewnie przykro, a w przypadku mojego ojca, to potrzeba jest matka wynalazku:))) Ojciec mial takie rozne "handlowe" rozwiazania, zwlaszcza jak pracowali pozniej w sklepie gospodarstwa domowego, ale to byl sklep ktory ich handlowo wykonczyl i na tym sie skonczyla ich kariera w handlu.

    ReplyDelete
  12. Diesel--> Ale co to sa "hasioki" bo ja niegramotna:)))

    ReplyDelete
  13. Tu sie usmialam,bylam tez u Kachny,tam z kolei zrobilo mi sie i smieszno i smutno.
    Fajnie byloby zobaczyc mine tego zlodzieja po otworzeniu kartonu z popiolem,tak sobie jeszcze pomyslalam,jak on ten karton rozpakowywal z niecierpliwoscia to pewnie zrobila mu sie w domu mala zadyma(a dobrze mu tak:))))))

    ReplyDelete
  14. Cudna historia, z dwojga złego "lepiej" trafił chyba jednak ten z popiołem :).
    Dzięki za podesłanie nowych czytających!!:)

    ReplyDelete
  15. Dzięki za natchnienie! Popiół to i u nas problem...

    ReplyDelete
  16. Doskonaly pomysl twojego taty - kurde, widze mine tego zlodzieja, jak sobie mysli - wtf? co to? i przez glowe mu przechodzi - moze to prochy?:))ludzkie?? lomatko!

    ReplyDelete
  17. MAGA--> A moze w tym wszystkim ktos sie oduczyl kradziezy? Licho wie;))) Takie przypadki moga byc doskonala terapia.

    ReplyDelete
  18. Kachna--> I w jednym i w drugim przypadku przerazajaca jest ludzka nieuczciwosc i zeby nie bylo watpliwosci po obu stronach. Bo nieuczciwym jest co robil moj ojciec, czy ta starsza pani z Twojego opowiadania, ale tez nieuczciwym jest, ze ludzie kradna.
    Wlasnie sie dowiedzialam, ze kolezanka przeprowadzajaca sie z jednego mieszkania do drugiego (Gdansk) zostawila w samochodzie troche roznych rzeczy na noc. Byla godzina 2 w nocy jak skonczyli i juz sie nikomu nie chcialo dreptac po te ostatnie kilka drobiazgow. Rano tylna szyba w samochodzie byla wybita i wszystko rozkradzione. A moze lepiej bylo zostawic tam zdechlego psa, lub karton z popiolem. Ech... ludzie to najgorsze zwierzeta.

    ReplyDelete
  19. Zgago--> Bedziesz robic paczki na Mikolaja? :)))

    ReplyDelete
  20. Ania_2000--> Hahaha dopisalas dalszy ciag horroru:))))))))

    ReplyDelete
  21. w pierwszej historii myślałam ze będziesz walczyć o nogę a tu walka o robótkę hihihi drugą historię będę opowiadała znajomym bo jest warta przekazywania :-)

    zmorka

    ReplyDelete
  22. Stardust:)))> Hasiok to byl extra taki Kubel, nawet i niekiedy pomieszczenie na Hasie. A hasie to porostu tylko popiół i żwir po węglu, drzewie spalonym... A pamiętam ze tym się w zimie tez gołoledź posypywało... po śląsku... ;)

    ReplyDelete
  23. Zmorka--> Prosze bardzo, moze sama historia odstraszy niektorych od niecnych czynow:)))

    ReplyDelete
  24. Diesel--> Przypomniales mi, u nas tez sie posypywalo popiolem jak bylo slisko:)))

    ReplyDelete
  25. Ech... durny złodziej. Ale mnie to nie śmieszy, bo nasze psy traktowałam jak członków rodziny i gdyby mi który spróbował sprofanować ciało mojego psa to miałby zaraz ostry kop w krocze. Nie mam dystansu, wiem, ale nie mam i już. Smutna historia.

    Złodziejstwo mnie po prostu rozwala. Nie potrafię spokojnie.

    ReplyDelete
  26. Ja na ten przykład współczułabym temu kto by się połakomił na moją torebkę albo samochód. Oj,płakałby długo zastanawiając się co z tym szajsem teraz zrobić:)

    ReplyDelete
  27. Pomyslowosc zawsze sie oplaca. W przypadku Twojego taty przyniosla jeszcze korzysci a przy tym uwab mial po pachy:)

    ReplyDelete
  28. Oj Star, opowiem kiedyś Małej, jak to jej babcia robiła (?) na drutach popijając kawkę :-)))))))

    ReplyDelete
  29. Laki--> Oczywiscie, ze historia psa jest smutna. Zlodziejstwo jest rowniez straszne, ale co z tego, jak zlodzieje ciagle dzialaja.

    ReplyDelete
  30. Pieprzniczko--> Nie mow tak. Wiesz ja kiedys mowilam, ze zeby okrasc moje mieszkanie to zlodziej musialby najpierw cos przyniesc. Wyobraz sobie, ze nic nie przyniosl i wyniosl calkiem sporo:((( Wrrrrrrrrrrrrrrr...
    Jestem strasznie cieta na zlodziei.

    ReplyDelete
  31. Ataner--> Takie byly czasy, zmuszaly do kombinatorstwa i stad sie braly takie pomysly. W sumie to przykre:((

    ReplyDelete
  32. Eumenidko--> Ty opowiesz Malej??? Kochana Ty sie tylko nie dziw jak mala sie obudzi i bedzie chciala KAWE:))))))))))))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...