Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, March 14, 2011

Smycz czy kajdanki

Srednio raz na 6-8 tygodni jedziemy do Costco po zakupy, glownie mieso, produkty papierowe, srodki czystosci i pare innych drobiazgow. Domyslam sie, bo przeciez nie wiem na pewno, ze normalni ludzie w takich przypadkach robia najpierw rozeznanie co jest w domu, przygotowuja liste czego nie ma i dopiero wtedy jada do sklepu. My jako zupelnie niereformowalni robimy takie zakupy "na spontana" czyli co kto pamieta, lub domysla sie, ze nalezy kupic. Dzieki temu mamy np. trzy kratony puszek pasty pomidorowej (zapas dozywotni) dwie ogromne butle Windexu (wystarczy na mycie okien w calej dzielnicy przez nastepne 12 lat, bo tu okien i tak nikt nie myje). Nas to nie zraza, Windex jesc nie wola, pasta pomidorowa moze przetrwac dopoki puszki nie zaczna puchnac.
Zakupy w Costco to niedzielna wyprawa, bo mniej ludzi no i najczesciej staramy sie jechac tam tuz przed otworzeniem sklepu, zanim nawet niedzielny tabun kupujacych zaleje sklep, parking i wszystko co po drodze. Najwazniejsze, ze w niedziele jest mniej rodzin z dziecmi, ci zaopatruja sie w soboty, zeby w niedziele odpoczac. Jeszcze inni w niedziele chodza do kosciola, tak czy inaczej niedziela jest najodpowiedniejszym dniem w naszym przypadku, bo w tygodniu to zupelnie nie mamy szans, poza wdepnieciem do okolicznego sklepu po salate, pomidora czy tez pare plasterkow wedliny.
Wczoraj wiec byla zakupowa niedziela.
W sobote posiedzialo nam sie troche przy winku i rozmowach, nawet nie mialam pojecia, ktora jest godzina, ale jak weszlam do sypialni i zobaczylam na wyswietlaczu tv 2:24 to zwatpilam.
-- Juz po drugiej? To niemozliwe!
-- Mozliwe, mozliwe, bo dzis wlasnie zmieniamy czas na letni.
Z wrazenia zasnelam jak mi jeszcze 3 kroki do lozka brakowalo, bo przeciez wiedzialam, ze rano musimy jechac na zakupy.
Rano wypilismy kawe, zadzwonili do Tatka, ktory chwilowo wczasuje sie na Florydzie i pojechali do Costco. Ja obsluguje wozek, bo w ten sposob mam wrazenie, ze kontroluje co mi tam moje szczescie slubne nawrzuca po drodze, bo on ma zdolnosci do kupowania rzeczy niekoniecznie potrzebnych.
Ja zreszta tez i to on bardzo czesto jak juz mam cos w rece pyta:
-- Czy na pewno chcesz to kupic?
Dziwne, ze to pytanie zadaje glownie jak trzymam w rece wielka torbe z czekoladkami:)) Jakos jeszcze nigdy nie zkwestionowal tacy z 15 kotletami schabowymi.
Tym razem nie bylo inaczej, Wspanialy niesie serwetki obiadowe, a ja krzycze, ze niepotrzebne, bo mamy.
-- Jak to mamy? Mamy tylko tyle co w serwetniku.
-- Mamy, jak mowie, ze mamy to mamy.
I teraz na srodku sklepu, ku uciesze gawiedzi zaczyna sie dyskusja wyjasniajaca, gdzie sa serwetki, bo Wspanialy owszem mieszka, ale nie ma pojecia gdzie co jest.
Udalo sie, serwetki powedrowaly z powrotem na polke, ale po drodze dorwal torbe krewetek.
-- Kochanie krewetki tez mamy.
-- Nie, na pewno nie mamy, przeciez juz zjedlismy.
-- Skarbie, torbe krewetek podzielilam na 4 porcje, owszem 3 juz zjedlismy ale czwarta jest ciagle w zamrazarce.
-- W ktorej zamrazarce, ja nie widzialem.
-- Kryste, czy Ty chcesz wrocic teraz do domu, zeybm Ci pokazala? Prosze odloz te krewetki.
-- Ale jak...
-- Odloz.
Odlozyl, na szczescie czasem slucha.
Najgorzej jest przy miesie, bo ja wtedy staram sie myslec nie tylko o tym co jeszcze jest w domu, ale tez co ewentualnie bede gotowac. W takich chwilach chcialabym go miec pod reka i jestem przekonana, ze jest dopoki nie rzuce konretnego pytania i jak nie moge sie doczekac odpowiedzi to sie ogladam za siebie. A tu sie okazuje, ze gadam do siebie, albo do zupelnie obcego chlopa, bo moj wlasnie lazi miedzy regalami z serami. I tak, kurwa jest zawsze, jak potrzebny, to wlasnie gdzies polezie.
Najpierw spotkalo mnie to przy wieprzowym, potem przy rybach, gdzie z kolei jakis obcy facet gadal do mnie, bo jemu sie zona zawieruszyla.
Nawet juz proponowalam, ze skoro oboje potrzebujemy potwierdzenia na nasze pomysly, to moze zrobmy razem te zakupy a nasze polowy moze tez na siebie gdzies trafia w czasie obchodu miedzy regalami. Juz czulam, ze chlop byl chetny, a tu nagle znalazla sie jego polowa i zostalam sama przed lodowka z rybami.
Rozgladam sie dookola, ni cholery nie widac go, bo zeby to byl jeszcze chlop, ktory ma z 190cm wzrostu, to byloby go latwiej namierzyc, ale Wspanialy mikrus jest.
Wszystko mi opadlo, tylko czulam jak mi wlosy na glowie niebezpiecznie zaczynaja stawac z wscieklosci. Stanelam z boku zeby nie przeszkadzac kupujacym, oparlam sie o jakis regal i stoje.
Minelo moze 2 minuty jak sie znalazl.
-- A co Ty tu tak stoisz? - zapytal zaciekawiony.
-- Stoje i staram sie ochlonac zanim Ci leb wyrwe z korzeniami.
-- Dzizas!! A co ja znow zrobilem?
Zupelnie jak dziecko, zawsze niewinne i zawsze zdziwione;)
-- Nic nie zrobiles, tylko kuzwa chce zebys byl przy mnie jak wybieram mieso.
-- Ale po co, przeciez to Ty wiesz co bedziesz gotowala.
-- Niby tak, ale Ty z kolei masz zawsze rowniez swoje pomysly i to mi pomaga.
-- Dobrze, to bede sie trzymal wozka - zarechotal ironicznie.
-- Ty nie badz taki madry, bo ja sie powaznie zastanawiam nad zakupem smyczy lub kajdanek i w czasie nastepnych zakupow przywiaze lub przykuje do wozka.
-- To ja wole kajdanki - powiedzial po chwili namyslu, ale ja juz nie komentowalam.
Kupilismy mieso, wybralismy platki sniadaniowe, bo to jest kurwa strasznie ciezka decyzja, ktore platki chcemy. Ja wiem, ktore ja chce, bo jem tylko jedne, natomiast on bedzie stal i czytal sklad kazdej paczki po to zeby i tak kupic te, ktore ja chcialam od samego poczatku.
Stoi wiec i czyta od czasu do czasu wtracajac:
-- I pomyslec, ze jak ktos nie czyta skladu to sie faszeruje takim gownem.
Ja nie reaguje, bo i po co, niech sobie poczyta, przynajmniej wiadomo, ze nigdzie znow nie polazl.
Po powrocie do domu ja porcjuje te wszystkie zakupy na jednorazowe porcje i upychamy w zamrazarce. Zanim sie z tym uporalam juz byla pora lunchu.
Zostal nam rosol z wczorajszego obiadu, Wspanialy sprzatajac po obiedzie pizgnal pozostale kluski do rosolu i stwierdzil, ze teraz akurat zagrzeje to na lunch. Uznalam, ze to calkiem dobry pomysl. Jeszcze urzedowalam w kuchni jak on juz siedzial przed swoim komputerem i wola:
-- Sprobuj czy ten rosol jest juz goracy.
Wlasnie nabralam pelna lyzke rosolu z kluskami do ust jak zawolal:
-- Kajdanki lepsze, moglyby sie tez przydac w sypialni.
Parsknelam tymi kluchami z powrotem do garnka z rosolem, ledwie odzyskalam oddech ze smiechu i go poinformowalam co sie stalo i czy ma jeszcze ochote na ten rosol skoro ja juz go "skazilam" wlasna slina.
-- Oj, zagotuj dwa razy moze nie umre...
I teraz nie wiem, ale chyba jednak te kajdanki...;))

65 comments:

  1. Hahaha, zupelnie jak pisane o nas:))))))) Tez robimy zakupy w Costco, tez w niedziele, jedyna roznica, ze my jezdzimy co tydzien, bo jeszcze dwojke mlodziezy mamy w domu, ktorzy bochenek chleba na raz zjadaja, no prawie;)Tak, ze przerob mamy wiekszy;) My tez tak robimy zakupy, lista jest tylko czasami, najczesciej zakupy odbywaja sie bez. Tez mam zapasy rzeczy, ktore bede uzywac do konca zycia:) Np dwa baniaki z mydlem w plynie!!! I moj tez notorycznie ginie w sklepie, zawsze kiedy jest potrzebny to go nie ma. Z tym, ze ja dzwonie na jego komorke, co by natychmiast do mnie wracal:))) A kajdanki zdecydowanie beda miec szersze uzycie, bo Wspanialy ekonomiczny, jak widac jest: 2 in 1:))))

    ReplyDelete
  2. O to to - to jest to, co mnie doprowadza (bynajmniej nie o seks chodzi;)) - jak sobie Rodzony Mąż pójdzie sklepie buszować i wraca - z dublem wszystkiego co mamy tudzież kompletnie od czapy rzeczami, których byt kończy się potem w koszu - tak wybitnie smaczne były. Ale rządzić musi, no.

    ReplyDelete
  3. Pomylone gary--> Znaczy sie co? Kajdanki z pejczem? :)))

    ReplyDelete
  4. Moniko--> Wiem co to znaczy dwojka mlodziezy w domu:) Wystarczy, ze Potomek przychodzi na obiad i juz gotuje wszystko podwojnie:)) Na mojego komorka nie dziala, bo ma wylaczona jak jestesmy razem:)

    ReplyDelete
  5. Laki--> Dobrze wiedziec, ze nie jestesmy jedynym przypadkiem:) Na szczescie Wspanialy nie lubi "gotowcow" jedyne co kupujemy z gotowych juz dan to ravioli z ricotta i szpinakiem. Wszystko inne to produkty z ktorych dopiero trzeba gotowac.

    ReplyDelete
  6. U nas przydałaby się smycz gdy zbliżamy się do działu z lodami, czy różnymi deserami,które A uwielbia i zawsze patrzy na mnie takim wzrokiem że śmiać mi się chce. Jestem twarda, bo nie przepadam za lodami(jem głównie latem a i tak z jednej czy dwóch firm) a za czekoladą nie przepadam. Przy czekoladzie zawsze jest ten sam tekst "może taką malutką czekoladkę???" :).

    ReplyDelete
  7. Ja MY robimy zakupy, to po fakcie okazuje się że nie mamy co jeść juz na drugi dzień, jak JA robię zakupy to wydaje fortunę i mamy co jeść przez 3 dni, a jak ON kupuje to przez tydzień pijemy piwo;)

    ReplyDelete
  8. Lubię czytać jak żyjesz... bo to trochę inaczej jest. Styl życia za oceanem jest jednak zupełnie inny. I dobrze! Ja uwielbiam zakupy z Marcinem. Musisz wiedzieć, że mój ukochany Marcin ma dużo z kobiety, ale dla równowagi ja mam dużo z mężczyzny. Jeśli jesteśmy na zakupach to on wie wszystko, totalnie ogarnia braki i nadwyżki naszego gospodarstwa. Uwielbiam go gdy stoi przy mrożonkach czy winach i pyta na co mam ochotę. Bo nasz związek to trochę przypomina dwoje na pustyni z ostatnią kroplą wody. Pierwszy zostawia dla drugiego, a drugi dla pierwszego. Ja potrafię wstać o świcie żeby mężulkowi uszykować ciuszki. On jak wiesz zabrać mnie na koniec świata. To nie frazes... to mężczyzna mego życia.I dlatego czasami trochę żal jest mi Twojego ukochanego, bo wydaje mi się , że jesteś taka trochę ostra... Przykład: zapytał gdzie powiesić skarpetki. Ja (wiem jestem nienormalna!) powiesiłabym za niego, byleby chłop się nie martwił.Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale bardzo mocno martwimy się o siebie (do przesady). Hm... odbiegłam od tematu. Tak czy siak uwielbiam robić zakupy z mężem!!!! A Ciebie błagam, nie krzycz tak na Wspaniałego.KONIEC.
    POLECAM TOBIE STRONĘ www.990px.pl Niesamowity obraz najważniejszych wydarzeń na świecie, okiem najlepszych fotoreporterów na świecie. "gekon"

    ReplyDelete
  9. Skoro obiecałaś to wyjścia nie ma :D Kupić trza i tyle

    ReplyDelete
  10. Jak widać doszliście do wspólnego mianownika w temacie gadżetów do sypialni! :))
    Śliczne!

    ReplyDelete
  11. Kachna--> My oboje lubimy lody, ale glownie latem i wtedy potrafimy zjesc polgalonowe opakowanie zamiast obiadu:))) Wspanialy lubi slodycze, wiec tu tez sie zgadzamy, ale wprowadzamy sobie swiadome ograniczenia:))) Bo wiesz... ;/

    ReplyDelete
  12. Magda--> Zupa chmielowa, to tez pozywienie:))))

    ReplyDelete
  13. Gekon--> Czy Ty na serio nie widzisz humoru w tym co ja pisze?
    A odnosnie zwiazku partnerskiego to widze, ze mamy zupelnie inne oczekiwania. Ja lubie doroslych mezczyzn, czyli takich co to sie potrafi sam ubrac, ogolic, wykapac, przygotowac sobie jedzenie, przyszyc guzik. No takie rzeczy to ja nawet wlasnemu synowi przestalam robic jak skonczyl 14 lat. Nie znosze matkowania ani nikomu, ani jak ktos mnie matkuje, to mnie meczy, dusze sie:)) Na szczescie Wspanialy jest taki sam. Wiesz jak bralismy slub, to pisalismy sobie wlasne slowa przysiegi i jego przysiega zaczynala sie od slow "jestes mi do niczego nie potrzebna, potrafie zyc sam i sam zadbac o moje potrzeby..." I konczyla sie slowami "... ale chce i wybieram zycie z Toba, bo wzbogacasz moje zycie o to wszystko o czym cale zycie marzylem, ale nigdy nie mialem"
    Wspanialy wlasnie skonczyl 63 lata, ja niedlugo skoncze 57 nie wyobrazam sobie, zebysmy w dowod milosci musieli byc tacy bezradni i od siebie zalezni. I bardzo prosze nie odbieraj tego jako krytyke Waszego zwiazku, Wam jest tak dobrze, to znaczy, ze to dziala w Waszym przypadku. Nas taka opiekunczosc zanudzilaby na smierc albo jedno z nas juz by dawno ucieklo.
    Nie pytamy w sklepie "na co masz ochote?" bo kazdy bierze to na co ma ochote, nie ma potrzeby bo nikt nikomu nic nie kupuje, to nie jest narzeczenstwo, to jest malzenstwo w dodatku dwojga starych ludzi:)))
    Nie martw sie nie zakrzycze Wspanialego na smierc, bo ja w ogole nie krzycze, a chocbym nawet krzyczala to on soibe i tak nic z tego nie robi, najwyzej zabilby mnie smiechem:)))) Zyjemy na wesolo, bo oboje tak lubimy:)))

    ReplyDelete
  14. Aeljot--> Ja nawet nie obiecalam, ja zagrozilam:))))))))

    ReplyDelete
  15. Nivejko--> Tez mysle, ze sie skusze:D

    ReplyDelete
  16. Iw--> Alez sie bedzie dzialo;)) :P

    ReplyDelete
  17. No waśnie po tytule liczyłam na jakieś figlarne sado-maso a tu ... rosół :)))

    ReplyDelete
  18. ja raczej jeżdżę sama na zakupy, albo wysyłam samego Skarba i zawsze z listą, tylko, że ja łażę po sklepie i wrzucam do wózka co popadnie i co wydaje mi się potrzebne, a na koniec przy kasie sprawdzam czy czasem czegoś z listy nie ominęłam, Skarb za to trzyma się wytycznych jak tonący brzytwy i jak napiszę "przecier pomidorowy pudliszki" to jak takiego nie ma to innego nie kupi! kończy się tym, że wydaje mało kasy, torby wnosi lekkie, ale za to za dwa dni trzeba znowu pedzić do sklepu...
    wzięłam się na sposób więc (bo taka sprytna jestem ;-) i do wszystkiego na liście dopisuję LUB PODOBNE... kiedyś napisałam oliwki zielone OLI! lub podobne to kupił czarne... te i te okrągłe stwierdził.. podobne...

    ReplyDelete
  19. We wstepie do tego bloga apelujesz o czytanie ze zrozumieniem.
    Sama jednak tej umiejetnosci nie posiadlas, albo uzywasz jej tylko wtedy, gdy jest Ci to wygodne.
    Pod poprzednia notka odpowiedzialas na moj konczacy dyskusje post w sposob swiadczacy albo o braku w/w umiejetnosci, albo o zlej woli.
    Moje wpisy byly rzeczowe i, jak mniemam, wystarczajaco kulturalne. Twoj atak na mnie w ostatnim komentarzu daje wiele do myslenia. A wlasciwie potwierdza wczesniejsze obserwacje.
    Oczywiscie skasujesz ten wpis, ale moze sie zastanowisz przez chwile nad tym, o czym tu pisze.

    A tu oba posty, moj i twoja odpowiedz:
    Anonymous said...
    "PAH to w ogole nie mam pojecia co oznacza, o pani Ochojskiej dowiedzialam sie wczoraj."

    A co to? Autorka zapomniala jak sie korzysta z gugli? Sheltera jakos umialas wyguglac.
    I o ile wiem, dosc zywo komentujesz to co sie dzieje w kraju, wiec dziwie sie, ze nic Ci nie mowi nazwisko Ochojskiej.
    Poza tym, w Polsce takie organizacje jak PAH czy WOŚP tez sa transparentne finansowo.
    A wczorajsza dyskusja (a nie bicie piany), dotyczyla nie tego, jakiej organizacji przekazemy pieniadze, ale jakiej pomocy ta organizacja udzieli i czy taka pomoc (konkretnie box przetrwania) ma w tym momencie sens w Japonii.
    EOT

    March 14, 2011 11:59 AM
    Stardust said...
    Wiedzialam, ze wczesniej czy pozniej kazdy Anonim pokaze swoje oblicze:))) NO i sie nie zawiodlam.
    Nie mam ochoty wydawac moich pieniedzy na polskie organizacje, a poniwaz pieniadze sa moje, to mam do tego absolutne prawo. Tak samo jak mam prawo nie wiedziec co to jest PAH i kto to jest pani Ochojska.
    Zegnam:)

    March 14, 2011 3:42 PM

    ReplyDelete
  20. Magenta--> Przed figlarnym sado-maso nalezy sie posilic rosolem:))

    ReplyDelete
  21. Ola--> Wspanialy tez tak ma:)) Jak idzie gdzies po drobne zakupy, wtedy z kartka, to tez nie kupi czegos zastepczego. Ale wtedy wydzwania co chwile i melduje "nie ma tego co chcialas, ale jest podobne, kupic?" Przygoda z oliwkami cudna, ale ja wolalabym czarne:)))

    ReplyDelete
  22. Anon--> A jesli "zla wola" to co? ukarzesz mnie? :)))

    ReplyDelete
  23. Volus--> Widze, ze wszyscy macie kudlate mysli:))

    ReplyDelete
  24. Tuv--> Ty tez za kajdankami? Na smyczy to Wspanialy mialby troche wiecej swobody obok tego wozka:))))

    ReplyDelete
  25. hyhyhy,już go widzę jak merda ogonem:)))

    jak smycz to i obroża,też ciekawe;).Ale wiesz,na wszelki wypadek ty mu wszczep czipa,na wypadek zgubienia się ;)))

    ReplyDelete
  26. i on ma IDEALNĄ KSYWKĘ - WSPANIAŁY wszak tak nazywał się pies Ferdynand.
    Ferdynand Wspanialy ( Kren to popełnił , dla dzieci,bardzo lubilam książeczkę;))

    ReplyDelete
  27. Tuv--> Bez przesady ja mialam na mysli taka smycz z szelkami co sie na niej dzieci uczy chodzic:)))
    A Ferdynanda Wspanialego pamietam:)

    ReplyDelete
  28. Jakbym widziala mnie i p. podczas robienia zakupow:)
    Ja jednak przygotowuje liste aby uniknac kolejnego worka czegos tam co mam juz w domu a i tak zdarzaja sie wpadki.
    Kajdanki to swietny pomysl i bedzie w zsiegu wzroku i dotyku:)))

    ReplyDelete
  29. wez, bo sie normalnie znerwuje, gdzie jest moj komc, co go tu rano zostawilam!
    a pisalam, ze ja twojego lubego wielce lubie, bo ja jestem wielce jako i on. :-)
    czasem mi sie zdarzy przyniesc do domu dwa mleka i zadnego soku, posiadam rowniez zapas papieru toaletowego w razie wojny i herbaty takoz :-)

    ReplyDelete
  30. uwielbiam costco - niestety mam tak do niego blisko, ze jestem tam obecna co najmniej 2 razy w tygodniu;)) maja swietny costumer service i bardzo dobrej jakosci rzeczy.
    rowniez zabieram meza - sluzy do pchania wozka, ladowania do samochodu, placenia;) puszczanie go samego na zakupy spozywcze to raczej strata czasu - z kazda rzecza ktora ma na liscie dzwoni i sie pyta czy to to, albo gdzie to jest, ogolnie wiec konczy sie na tym ze spedzam czas na telefonie tlumaczac co gdzie i jak.

    ReplyDelete
  31. Ja mam nerwy podczas zakupów. Mój mąż jest aktywnym kupowaczem i w sumie to on wrzuca do koszyka.On potrafi mieć zaplanowany jedzeniowo cały tydzień, ja nie....:-)

    ReplyDelete
  32. I to jest właśnie cudowne, że tak wiele nas różni! Pozdrawiam ! "gekon"

    ReplyDelete
  33. Hmmm. Have you been following us around Selgros? Sounds just like our shopping trips. A piece of advice, while in Poland do NOT call out Misiu to your loved one (unless you want 20 Misiu's to answer).

    And that reminds me of one shopping trip when I couldn't decide which shampoo to buy. Misiu after 10 minutes of frustration started his lecture..."Amerykanką, jak ja byłem mały mielyśmy jeden rodzaj szampon, smierdziało, był czarny i ochydny i było dobrze. Pick one ALREADY!"

    :)

    ReplyDelete
  34. nie wiem czy ogladalas "My big fat greek wedding"- Windex swietnie nadaje sie do wszystkiego, nawet na kurzajki!

    A Wspanialego spytaj czy na pewno chce biegac po sklepie w rozowych puchatych kajdankach ;)

    ReplyDelete
  35. (olaboga to sie narobilo, Star, niedobra Ty, wstydz sie wstydz, tak nadepnac komus na odcisk okrutnie ;)) - wlasnie przeczytalam wczesniejsze komentarze ;)

    ReplyDelete
  36. zdecydowanie kajdanki :)

    ReplyDelete
  37. Stardust: jak najbardziej kajdanki :) Smycz daje zdecydowanie za dużo swobody by jednocześnie pchać wózek, patrzeć na półki, ładować towar, myśleć o obiadach... i jeszcze zapobiegać okręcaniu się smyczy wokół nóg innym kupującym gdy uwiązany będzie kicał wokół :D.

    P.S. Niestety chyba "jestem facetem" bo nie cierpię zakupów aaaa!

    ReplyDelete
  38. Ataner--> Ja chyba powinnam sie zmusic do robienia listy, bo czasem to naprawde mamy wpadki:)) Dobrze, ze jest ta wielka zamrazarka:)))

    ReplyDelete
  39. Rinonko--> Cos sie dzieje chyba z komentarzami, bo zauwazylam ze jeden z moich tez wszedl duzo pozniej niz zostal napisany:)

    ReplyDelete
  40. Aniu_2000--> My mamy Costco troche dalej, bo jakies 15 minut samochodem, wiec to jednak wyprawa:)) Tez lubie ten sklep, chociaz wiele rzeczy jakie sprzedaja to akurat nie dla nas (gotowce). Lubie bo ja generanie nie lubie sklepow i zakupow, wiec jak pojade tam, to mam spokoj na dlugi czas:)) Wspanialy tez nie przepada za wyprawa po zakupy, ale jak juz jest w sklepie to musi obejrzec wszystko:)) Ja z kolei chcialabym wejsc i wyjsc, tam sie tak nie da, za duzo ludzi;))

    ReplyDelete
  41. Kasiu--> Zaplanowane to u nas nikt nie ma:) Ja mam wizje co ewentualnie moge ugotowac. Wspanialy sie z kolei super orientuje w srodkach czyszczacych, bo to on sprzata, wiec tutaj to ja sie nawet nie odzywam.

    ReplyDelete
  42. Gekon--> Oczywiscie, ze takie roznice sa cudne:)) I wazne, zeby sie odpowiednio dobrac, bo to by dopiero bylo nieszczescie gdybysmy trafili odwrotnie:))) Buziaki:***

    ReplyDelete
  43. Chris--> Misiu works exactly same like Honey in US:)))))))) And Misiu is right about shampoo;)

    ReplyDelete
  44. LillaMy--> Alez ogladalam "My big fat greek wedding" i to ile razy:)) Wlasnie sie cieszymy, ze mamy tak duzo lekarstwa na wszystko:)))

    ReplyDelete
  45. LillaMy--> Bo ja jestem SAMO ZUO:))))

    ReplyDelete
  46. Antares--> Wyobrazilam sobie to co napisalas:)))))))))))))))))) teraz bede miala glupawke do konca dnia:))
    Wyobraz sobie, ze moi wszyscy mezowie lubili zakupy, to ja nie lubie bardziej niz oni. Wspanialy moze isc do sklepu nawet jak nie potrzeba, on lubi, ja nawet jak potrzebuje, to wymysle produkt zastepczy, byle tylko nie isc do sklepu:)) To ja nie wiem jak to jest z tymi plciami:))

    ReplyDelete
  47. Haha zamiast "Dobra Ciocia z Ameryki" jestes "Ciocia Samo Zuo"? Jak dla mnie bomba ;)

    btw. a propos My big fat - przyjaciolka Greczynka zarzekala sie ze absolutnie, kijem nawet nie tknie, bo to na pewno jakies amerykanskie kalumnie po czym kiedy w koncu dala sie namowic na jeden probny seansik uzaleznila sie na amen :)

    ReplyDelete
  48. LillaMy--> Moi znajomi Grecy lubia ten film i zawsze mowia, ze to sama rzeczywistosc. Bylam kiedys na greckim weselu i musze przyznac, ze film niewiele sie rozni:)) A moje 45 urodziny obchodzilam w greckim klubie i tanczylam na stole:))) Opa!!!

    Ja lubie byc ZUO szczegolnie jak mi ktos probuje wskazac, gdzie mam wydawac moje pieniadze, argumentujac ze ktos inny zjadl zeby:)))) A co mnie obchodza cudze zeby??? :))))

    ReplyDelete
  49. Nasze zakupy wyglądają tak, że Żółw kupuje mięso, sery i warzywa, a ja całą chemię i oczywiście słodycze. Czasem Żółw odciąga mnie za rękaw od półek z czekoladami, ale on po prostu nie wie, co dobre! Więc jak jesteśmy przy mięsie, to ja mu się nagle gubię i wracam obładowana batonikami i ciastkami:-)))) Ale za to on odwiedza półki piwne i wszyscy są szczęśliwi;-)) Kicham takie zakupy!:-)))PS. Wszyscy mają sprośne myśli, mam i ja. Kajdanki, zdecydowanie!!;-))))

    ReplyDelete
  50. haha, moglabys byc na przyklad protetykiem lub dentysta, moglby Cie obchodzic :D

    tez bylam na greckim weselu. w Atenach. bylo tak nudno, ze kolo polnocy ucieklysmy i w balowych kieckach napstrykalysmy sie w lokalnym barze :D

    ReplyDelete
  51. Zolwico--> U Was widze dziala to na zasadzie wojny podjazdowej:))) Tez dobry sposob!! A ile przy tym radosci:))

    ReplyDelete
  52. LillaMy--> No szkoda, ze nie jestem protetykiem:)) Ale jakby sobie ktos wychodowal na twarzy poletko wagrow to jestem zainteresowana bardzo:))

    Tutejsi Grecy robia wesela na taka skale, ze sie w pale nie miesci, wydaja chyba na to dorobek zycia. No ale to ich dorobek wiec sie nie czepiam, pisalam niedawno o planach weselnych mojej klientki Wloszki z Grekiem. Dla mnie to pieprzniety pomysl, ale to ich pieniadze, wiec niech sobie robia co chca.

    ReplyDelete
  53. Hehe, a wyszło mi, że "kicham" takie zakupy;-) A przecież ja je "kocham!";-))))

    ReplyDelete
  54. Zolwico--> Domyslilam sie, ze to literowka:)

    ReplyDelete
  55. Wroce do twojego postu "Serce peka". Polska TV wziela temat na tapete prawie we wszystkich kanalach. Mialam racje - zal dziecka ale i zal matki. Sprawa jest niejednoznaczna. Ten przypadek stal sie medialny, a inne tocza sie za zamknietymi drzwiami. Oby tylko bez kolejnej tragedii.

    ReplyDelete
  56. Pila--> To dobrze, bo takie przypadki trzeba naglasniac. Wiem, zawsze najgorsze dzieje sie za zamknietymi drzwiami, ale moze wspolnymi silami uda sie troche tych drzwi otworzyc.
    Dzieki za update:)

    ReplyDelete
  57. Stardust,
    przed zakupem kajdanek obejrzyj ramę łóżka, czy gdziekolwiek dadzą się zaczepić?
    OK, wiem, wiem, że niekoniecznie łóżko, itepe, ale warto mieć jakiś punkt zaczepienia :))))

    Piszę to z własnego "doświadczenia", gdyż właśnie takowe dostałam [na urodziny, na urodziny!] od koleżanki, a rama mojego łóżka w jednym kawałku jest, solidna, drewniana....

    ReplyDelete
  58. Witaj,
    właśnie założyłem swój blog i chciałbym Cię zaprosić :) Mam nadzieję, że pomysł się przyjmie.

    http://dziewczynyurocze.blogspot.com/

    Pozdrawiam

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...