Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, March 16, 2011

Towar deficytowy

Nareszcie dzis rano postanowilam zawlec sie na poczte celem wyslania paczki, ktora spakowana zostala w niedziele. Mialam ja wyslac w ubiegla srode, ale brakowalo mi malego drobiazgu, jak juz byl drobiazg i paczka spakowana w niedziele, to wiadomo, ze poczta nieczynna. W poniedzialek nie chcialo mi sie ruszyc tylka, bo poniedzialek, to moj dzien wolny. Kto to widzial, zeby w dniu wolnym cos robic?
No to nie poszlam, wczoraj mialam do zabrania inne rzeczy do pracy i z paczka byloby niewygodnie. Ach wysle jutro - pomyslalam i zostawilam paczke w domu.
Obudzilam sie dzis rano a tu deszcz... szlag... poczekac jeszcze dzien, czy dwa? No niby moge, bo przeciez nikt mi glowy nie urwie, ale ja znam sama siebie, jutro nie dam rady, bo musze jechac wczesniej do pracy, w piatek tez... pozostaje odlozyc do nastepnego tygodnia...
Nie!!! Tak byc nie moze.
Zapakowalam paczke dodatkowo w plastikowy worek wrzucialm do duzej torby i postanowilam, ze wyjde z domu 30 min wczesniej i pojde na poczte tuz obok stacji subwaya. Tak tez zrobilam.
Paczka spora, choc lekka (Wspanialy przesadzil z wielkoscia kartonu) wiec robila wrazenie, nawet mi natychmiast ktos ustapil miejsca w autobusie. Wole myslec ze to ze wzgledu na paczke a nie moj sedziwy wiek. Dojechalam na poczte, a tam oczywiscie trzeba wypelnic jakies papiery. Wyciagnelam okulary, rozejrzalam sie nie ma dlugopisu. Poszlam do drugiego stolika, tez nie ma pusty lancuszek sie tylko poniewiera tam gdzie powinien byc dlugopis.
Zaczelam szukac w torbie, bo ja zawsze lubie miec pisadlo przy sobie.
Mam dwa, ale zadne nie pisze.
-- Czy moge tu dostac jakis dlugopis? - zapytalam dosc glosno.
-- Powinien byc na stolach - odpowiedziala panienka z okienka.
-- Tez mysle, ze powinien ale nie ma - powiedzialam machajac pustym lancuszkiem.
-- Ach to podejdz do okienka i Ci dam.
-- Dziekuje, domyslam sie, ze do zwrotu? - upewnilam sie biorac dlugopis.
Panienka potwierdzila. Troche mnie to zdziwilo, bo przez tyle lat nigdy nie spotkalam sie, zeby w jakims urzedzie nie bylo dlugopisu a tym bardziej, ze nalezy go oddac osobie ofiarujacej pomoc.
Trudno, nie bede tego analizowac, wazne ze mam czym wypelnic papierzyska.
Wypelnilam, zaplacilam, paczka wyslana.
Ma dojsc w ciagu 6-10 dni roboczych, czyli powinna dojsc przed koncem miesiaca.
Zadowolona, ze na poczcie poszlo mi tak sprawnie postanowilam isc jeszcze do banku, bo i tak musialam dokonac dzis wplaty, a jeszcze mialam wystarczajaco czasu.
Wchodze do banku, biore swistek wplaty.
Kurwa!!! Co jest??
Dwa pojemniki, ktore sa zawsze pelne dlugopisow stoja i zieja pustka.
Zmowa jaka czy co?
-- Nie ma dlugopisow w pojemnikach przy stanowisku dla klientow - zaanonsowalam znow na caly regulator.
Jakis pracownik podszedl i podal mi dlugopis. Jeden.
Biorac oferowane pisadlo spojrzalam na niego pytajaco...
-- Zdecydowanie za szybko te dlugopisy dostawaly nog - wyjasnil z usmiechem.
-- Ale moze jednak jakis chociaz jeden na dlugim sznurku, czy lancuszku.. chociaz... to niewiele da. Wlasnie wyszlam z poczty gdzie sa dwa puste lancuszki - usmiechnelam sie na potwierdzenie zrozumienia powagi sytuacji.
-- Wyglada na to, ze dlugopisy maja powodzenie, to ja chyba bede tu stal w drzwiach z jednym - zazartowal.
I nie rozumiem tego, jak pamietam przez te wszystkie lata dlugopisow bylo wszedzie multum, ale tez pamietam, ze sama wyprowadzilam kilka dlugopisow, bo akurat potrzebowalam i nie mialam przy sobie. Bylo to normalne, bo kazdy dlugopis zajumany w konkretnym banku, czy tez innej firmie mial nadruk z nazwa firmy i telefonem, czyli byl reklama. Byl w zakupiony przez firme w celu konkretnej reklamy, a wiec byl po to zeby go zajumac. A tu nagle takie pustki.
Czyzby az tak bylo zle, ze kazdy obcina koszty na czym sie da, nawet na reklamie?
Nie bardzo mi sie to miesci w glowie, bo dlugopis to jedna z najtanszych reklam jakie istnieja. 1000 takich dlugopisow z nadrukiem mozna kupic za $40.00 czyli koszt jednej sztuki to $0.04. A moze teraz juz nie warto reklamowac bankow?
Widze wiekszy sens w tej drugiej mozliwosci;)

32 comments:

  1. oszczędnosci zaczynaja się od rzeczy najprostszych i najbardziej widocznych - rozumiesz, pewnei tych długopisów szło setki miesięcznie wiec to był dla banku /poczty itpe koszt jakis namacalny;)

    a one i tak nei muszą się reklamować;>

    ReplyDelete
  2. Ja nie mogę, cukier tez podrożał? :)

    ReplyDelete
  3. U nas na pocztach tylko wtedy uchowa się długopis,jeżeli jest przymocowany tuż obok okienka, w którym siedzi urzędniczka.A może nasi rodacy na wycieczkę do NY zjechali i zbierali pamiątkowe gadżety???
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  4. Tuv--> Rozumiem:)) Co nie znaczy, ze kaze klientkom przynosic wlasny zmywacz do twarzy, albo myc ich nie dajbuk gabka:)) Czekuladki tez ciagle serwuje... no tak ale sobie niewiele place:))))))))))) Masz racje..;/

    ReplyDelete
  5. Aga_xy--> Podwyzki cukru i ziemniakow na pewno bym nie zauwazyla:) Nam na rok wystarcza 2.5 kg cukru i 5 kg ziemniakow, wiec tego akurat bym zupelnie nie odczula.

    ReplyDelete
  6. Anabell--> Wszedzie to samo jest:))) Ja owszem jak nie mam dlugopisu to wyprowadze jakis z banku, ale zwykle mam wlasny przy sobie. Tylko te sluzbowe ulatwiaja zycie, bo sa, bo nie trzeba otwierac torby i grzebac za dlugopisem. Ciekawa jestem czy beda jak pojde w przyszlym tygodniu;))

    ReplyDelete
  7. Ja juz nie wyprowadzam dlugopisow z bankow, urzedow i hoteli. Po prostu mamy ich zatrzesienie, bo stary z pracy przynosi, wszedzie ich pelno (ale jak potrzeba cos szybko zapisac to nie ma!)Ostatnio odkrylam u corki w szafce caly ich zbior, podprowadza nam je skubana z kuchni;)Co do tej poczty i banku, to ja mysle, ze chyba trafilas na zly dzien, moze faktycznie tam jacys Rodacy byli;))))??

    ReplyDelete
  8. Jesteś niesamowita, przeczytałam całego posta dwa razy :) Słuszna uwaga z długopisami, w Polsce źle się dzieje w głowach! :)

    ReplyDelete
  9. Startdust, a ja zupelnie nie w temacie, mozna? Czy warto wywalic sporo kasy na mikrodembrazje? Polecasz czy nie ma co?

    ReplyDelete
  10. to bylam ja - werita, w sprawie kosmetycznej :)

    ReplyDelete
  11. Kumam, w czym rzecz. Ja też co pewien czas dokupuję kilka, wstawiam do koszyka w centralnym miejscu, ale nie ma pomiłuj, po kilku godzinach nie ma już ani jednego! A dodam, że jest nas piątka w domu!

    ReplyDelete
  12. po pierwsze jest kryzys i oszczędzać trzeba, po drugie długopisy są plastikowe, czytaj nieekologiczne, może dobrze, że nie ma ich w nadmiarze ;)

    ReplyDelete
  13. Niby Ameryka, a całkiem jak u nas ;)

    ReplyDelete
  14. Moniko--> Dlugopisy maja juz chyba to do siebie, ze wedruja:)) Mnie tylko zaskoczylo, ze wywedrowaly tak zupelnie i to w obu placowkach.

    ReplyDelete
  15. Pela--> Witaj!! Wszedzie zle sie dzieje, to widac i slychac na kazdym kroku... ale zeby az tak;))

    ReplyDelete
  16. Werito--> Ja osobiscie jestem przeciwna, zwlaszcza w wieku po 30ce kiedy skora juz nie regeneruje sie tak szybko. Generalnie to uwazam, ze skora naturalnie z wiekiem jest coraz ciensza i bardziej wrazliwa, wiec po co pomagac procesowi starzenia przez dodatkowe mechaniczne dzialanie makrodermabrazji? Ale sa zwolennicy, czesc nawet zadowolona (zobaczymy na jak dlugo) no i sa ci co wydali kupe forsy na maszyne do makrodermabrazji i teraz robia wszystko zeby sie chociaz forsa zwrocila.
    Nie wiem w jakim celu chcesz zrobic zabieg(i), bo nie konczy sie na jednym, ale moze rozejrzyj sie za Green Peel, to jest metoda ziolowa i zdecydowanie mniej agresywna.

    ReplyDelete
  17. Wszędzie to samo :) U nas też :)

    ReplyDelete
  18. Anulla--> A u mnie (w pracy) dlugopisow przybywa:))) Wlasnie wczoraj zobaczylam, ze mam pelno roznych roznistych (napisy firmowe) zostawionych przez klientki. Pisza i zostawiaja, pewnie te ktore podprowadzily gdzies indziej:))) Nic w naturze nie ginie, tylko sie przemieszcza:)

    ReplyDelete
  19. Eulalio--> Masz racje z tym plastikiem, ale obawiam sie, ze jest nas o wiele za malo, tych co reprezentuja takie myslenie. Platik zalal swiat;//

    ReplyDelete
  20. Volus--> To sie nazywa globalizacja:))))

    ReplyDelete
  21. Laki--> No tos mnie pocieszyla:( Ja myslalam, ze chociaz u Was jest troche lepiej;)

    ReplyDelete
  22. Ja jestem długopisowa kleptomanką. Pisze coś i zupełnie odruchowo wychodzę z długopisem. Sekretarka się przyzwyczaiła. Przychodzi później po odbiór "fantów";)

    ReplyDelete
  23. Nivejko--> Jestes raczej w wiekszosci:)) To chyba juz taki odruch;)

    ReplyDelete
  24. Dzieki wielkie, rozejrze sie :) Werita

    ReplyDelete
  25. hehehe, to długopisy niedługo zostaną towarem deficytowym i pożądanym, jak cukier co najmniej ;)

    ReplyDelete
  26. Scenki--> Bez cukru moge zyc;) Bez dlugopisu troche gorzej:)))

    ReplyDelete
  27. To mnie zaskoczylas, u nas jeszcze dlugopisy nie znikaja. Moze "wyszly":)))
    Milego dnia!

    ReplyDelete
  28. Ataner--> Najbardziej to ja bylam zaskoczona:)) przez cale 26 lat nie widzialam czegos takiego:)) Sprawdze w przyszlym tygodniu i zdam relacje;)

    ReplyDelete
  29. ja nieustannie gubie wszystkie dlugopisy. dawno temu jak sie jeszcze uczylam ;) to mialam piornik, piornik trudniej zgubic, wiec zwykle mi ze dwa zostawaly. teraz mam porozrzucane po torebkach i co jakis czas musze dorzucac nowe, bo nie wiem, moze ja je nocami zjadam albo co? ;)

    ReplyDelete
  30. Zgadzam się z teorią przemieszczania! Faktycznie, robię wtedy rajd po pokojach i się odnajdują w różnych dziwnych miejscach.....

    ReplyDelete
  31. Ja ołówki namiętnie gubiłam, że co rok do szkoły musiałam kupować paczkę po 10, a następnie znikały. I nie to, żebym je zawzięcie temperowała do zera, tylko było i nie ma ;) Nie wiem do tej pory co się z nimi stalo. Ktokolwiek widział ktokolwiek wie ;).. Ale z długopisami sprawa ma sie podobnie, co prawda już więcej nie kupuje ale jak musze coś zapisać to np na stole przy sobie nie mam ani jednego. Albo jakiś jest ale wypisany. Taka magia jak ze skarpetkami po prostu...

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...