Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, April 29, 2011

Padam

Padam na siekacze, bo to trzeba miec niezle do rozumku nasrane, zeby wstac o 4 rano i ogladac zaslubiny ksiecia Williama z Kate. Nic na to nie poradze, lubie takie imprezy co zreszta tlumaczy fakt, ze sama wychodzilam za maz 3 razy. 30 lat temu ogladalam zaslubiny Diany i Charlesa, wiec dlaczego nie mialabym ogladac Williama?
Fakt, ze 30 lat temu to jeszcze mieszkalam w Polsce i nie musialam sie zrywac w srodku nocy, ale juz pogrzeb ksiezniczki Diany ogladalam tutaj o nieprzyzwoitej porze. Lezalam w lozku uryczana po pachy i obstawiona swieczkami. Potomek wlasnie wrocil z jakiejs balangi i sie biedak wystraszyl, ze to ja na lozu smierci leze. Wyjasnilam, ze jeszcze mi sie nie ma na smierc i poszedl spac, a ja dalej szlochalam.
Tym razem Wspanialy podrapal sie po glowie jak powiedzialam, ze chce wstac o 4tej bo on nie ma takich zachcianek, ale grzecznie ustawil budzik.
On sam pracowal dzis w domu, wiec nie musial wstawac, ale jak alarm warknal i ja wlaczylam telewizjor to sie chlop zerwal na rowne nogi i polecial do kuchni sporzadzac napoj Bogow czyli kawe.
Pierwsze pol godziny ogladalam jednym okiem, o 4:30 Wspanialy mnie poklepal po ramieniu ze slowami:
-- Moze wylacz ten telewizor, bo i tak spisz.
-- Ty chyba zwariowales!!! Mowy nie ma, nie spie tylko mi sie oko przymknelo.
Od razu mi sie przypomniala moja babcia, ktora tez kimala przy telewizorze, a jak jej mowilismy, zeby sie nie katowala na siedzaco tylko poszla spac, to szla w zaparte, ze przeciez ona nie spi.
Ot uroki starosci:))
Wspanialy przyniosl mi kawe do lozka, wiec sie sprowadzilam do pozycji pollezacej i juz tak dotrwalam do prawie 9tej rano, z niewielkimi przerwami na komentarze Wspanialego, ktory marudzil, ze strasznie te Brytole nadete, ze to powinna byc szczesliwa okazja, a nie taka sztywna ceremonia.
Wkurwial mnie tylko tym marudzeniem, wiec mu wyjasnilam, ze on nie ma pojecia o monarchi, o etykiecie, o protokole krolewskim.
To wszystko okrasilam przypominajac, ze przeciez Amerykanie bardzo rzadko biora sluby w kosciolach czy tez innych swiatyniach, bo tak sie sklada, ze tutejsi ksieza, rabini i te inne pastory to udzielaja slubow nawet w windach.
Ba, ja sama mialam kiedys genialny pomysl na slub w szczerym polu i towarzystwo ubrane wizytowo od pasa w gore, a od pasa w dol pelna dowolnosc. Skonczylo sie na pomysle, bo gwozdziem pomyslu mial byc labirynt, ktorym to mielismy maszerowac przed urzednika udzielajacego slubu, ale jak sie zorientowalam, ze sobie musze sama ten labirynt zbudowac, to stanelo na Las Vegas.
Mniej roboty a przyjemnosc taka sama, chociaz ciagle tamten pomysl uwazam za genialny, moze go wykorzystam w przyszlym zyciu, bo w tym to mi sie juz chyba nie uda..
I tak jak juz obejrzalam te wszystkie ceremonie zakonczone i przypieczetowane pocalunkiem mlodej pary, to trzeba sie bylo szykowac do pracy.
Na szczescie nie musialam sie w tej pracy dzis przemeczac szczegolnie i nawet bylam umowiona na lunch z kolezanka Susan, z ktora kiedys pracowalam, wiec bylo calkiem przyjemnie.
Tyle, ze Susan tez jak ja miala pobudke o 4 rano, to tak troche patrzylysmy  na siebie kaprawym okiem, ale wazne, ze udalo nam sie spotkac.
Susan jest pieprznieta zdrowo, ale lubie wariatke, kiedys, ok. 10 lat temu pracowalysmy razem, ech to byly czasy. Susan jest bardzo niska, ma moze ze 120 gora 125 cm wzrostu i do tego taka barylka z ogromnym biustem. Knajpa do ktorej sie wybralysmy jest na pietrze i trzeba tam bylo wchodzic po schodach. Puscilam ja pierwsza i patrze a ona idzie w gore jak 2 letnie dziecko, w szerokim rozkroku i trzymajac sie z jednej strony poreczy, a druga reka odbija sie od sciany.
-- Susan, obiecaj, ze na mnie nie spadniesz, bo ja sie boje - zawolalam.
-- Ja nie moge nic obiecac, pamietasz jak jechalysmy pociagiem?
-- Czy pamietam? Ja tego do konca zycia nie zapomne, tak tych podrozy pociagiem jak i slawnego weekendu. To wiesz ja poczekam na dole, az wejdziesz - zasmialam sie zlosliwie, ale jednak maszerowalam za nia.
Nie spadla, ale ja caly czas mialam wrazenie, ze za chwile straci rownowage i bede ja musiala lapac w locie.
Posiedzialysm, powspominaly dawne czasy i zanim sie obejrzalam mnielo poltorej godziny i musialysmy wracac do pracy. Ale postanowilysmy sie czesciej spotykac, a o niezapomnianym weekendzie i przygodach z Susan napisze innym razem, narazie musze isc spac, bo ledwie widze co pisze.
Dobranoc...

29 comments:

  1. Ja mam takie zboczenie na rozdania nagród. Nie żebym specjalnie wstawała, ale jak jest rozdanie nagród, to automatycznie oglądam, uwielbiam na maksa :) Kiedyś obejrzałam jakieś nagrody w świecie mody i zupełnie mi nie przeszkodziło, że tylko Stelle McCartney i parę najbardziej znanych modelek kojarzyłam :)))

    ReplyDelete
  2. Ty o 4 sie budzilas - a ja mialam prawie cala noc - bo u mnie zaczynalo sie o 1 am, wytrwalam do 4 a potem caly dzien normalnie w pracy!
    ale warto bylo:) optymistyczny i piekny slub przyjemnie poogladac - dobra odskocznia od tych ciaglych wojen i innych tragedii w tv..
    panna mloda jak laleczka, kapelusze przepyszne - raz na kilkanascie lat warto zarwac noc.
    Chociaz forma juz nie ta - pamietam ja zarywalam noce wkuwajac do egzaminow i zaliczen, i wcale tego nie czulam, a dzisiaj ledwo dogorywam hehe

    ReplyDelete
  3. zawsze zachodziłam w głowę dla kogo te transmisje, i z zadziwieniem odkrywam, że WSZYSCY OGLADALI - więc to ze mnie dziwoląg ;)))

    aleszzz mi się ckni za NY. gdyby qrcze to było bliżej - to już byś mnie miała na łbie ;)

    ReplyDelete
  4. I didn't have to get up at 4 a.m. to watch the wedding and I even forgot all about it (the Polish media is more focussed on the beatification of JP2). Luckily, I made a stop at the butcher's and was able to catch the bride's walk down the aisle on the butcher's enormous flat screen tv. You see, we have more than pasztet and ocet at the butcher's these days ;)

    ReplyDelete
  5. A ja bez telewizora od lat - posiłkowałam się zdjęciami z neta, bo transfer nie dał rady transmisji ;/;/;/
    :DDD

    ReplyDelete
  6. A ja ogladnelam zdjecia zza ramienia kolezanki z pracy. No co ja poradze, ze mnie takie eventy nie pociagaja. W sumie wspolczuje mlodym, ze intymnosci mieli tyle zwierzeta na discovery channel.

    ReplyDelete
  7. Podziwiam wytrwałość! Choć sam absolutnie stoję po stronie znudzonego Małżonka :D

    ReplyDelete
  8. Star: jakbys kiedys powrocila do pomyslu z labiryntem, to sluze pomoca. I tu w srodkowej Szwecji.. i w Lapponii sa juz gotowe(nawet bardzo stare;)), wiec tylko isc!!!
    Pozdrowionka

    ReplyDelete
  9. ''Moze wylacz ten telewizor, bo i tak spisz. ''
    Ha ha pojecia nie ma wspanialy :D:D gdy mi ktos w nocy TV wylonczy to mam po..... ! Budze sie i jakos mi sie noc konczy... W Aucie mam taki maly stoi w szafce i leci na akumulatorek ktory 3 godzinki wytrzymuje.. I dziwne ten sie moze wylonczyc i jest Gut.
    A slub byl o porze prac domowych wiec ;)

    ReplyDelete
  10. U mnie zaczynało się o przyzwoitej porze, ale niestety nie oglądałam. To co najważniejsze widziałam w wiadomościach i w internecie. I to mi wystarczy. Takie uroczystości mnie nudzą. No, chyba żebym to ja miała być tą panną młodą! Wtedy zniosłabym wszystko :))

    ReplyDelete
  11. Koalo--> Ja tez lubie takie rzeczy, chociaz nie zawsze ogladam. Zdecydowanie wole ogladac takie radosne wydarzenia niz np. pogrzeby:))

    ReplyDelete
  12. Aniu_2000--> Bez porownania, Ty mialas znacznie gorzej, ale na pocieszenie jestes duzo mlodsza:))) Wiesz ludzie w moim wieku nie zarywaja nocy, a mnie sie ciagle to zdarza;)) Ale co tam, wszystko da sie odespac po smierci:)))

    ReplyDelete
  13. Spt--> Teraz wiesz dla kogo? Dla mnie:))) A Nowy York tez za Toba teskni:))

    ReplyDelete
  14. Chris--> Jakos jestem mniej zainteresowana beatyfikacja:) Nic na to nie poradze;)

    ReplyDelete
  15. Granato--> Co raz czesciej pojawia sie w naszych rozmowach propozycja zrezygnowania z tv. Moze kiedys do tego dorosniemy, bo tak naprawde to ogladamy moze 1/25 tego co w tv jest, a placi sie jak za zboze;))

    ReplyDelete
  16. Porcelanowa--> Trudno troche spodziewac sie prywatnosci skoro wesele jest wydarzeniem na skale swiatowa. Mysle, ze Catherine zdawala sobie z tego sprawe przed faktem, a William sie w tym wychowal, wiec dla niego to bulka z maslem:)))

    ReplyDelete
  17. Cholera--> Bo ja jestem baba zawzieta jak cholera:)))) Witaj, milo mi, ze zagladasz:))

    ReplyDelete
  18. Ina--> Tutaj tez sa labirynty, pewnie nie tak duzo jak u Was, ale sa. Tylko ja sobie wymyslilam, ze chce labirynt w konkretnym miejscu, taki prywatny:)) W zwiazku z czym, owszem moglam go miec, ale musialabym go sama (z pomoca przyjaciol i rodziny) wybudowac i potem zburzyc, bo miejsce nalezy do parku;) No i mi sie odechcialo, ale w dalszym ciagu uwazam, ze spacer labiryntem do "oltarza" w przypadku slubu kobiety "po przejsciach" i mezczyzny "z przeszloscia" jest genialnym pomyslem:)))

    ReplyDelete
  19. Diesel--> Ja cale zycie lubilam zasypiac przy telewizorze lub w najgorszym wypadku radiu:)) Cale zycie, dopoki w tym zyciu nie pojawil sie Wspanialy, ktory potrzebuje ciszy, zeby zasnac. Wrrrr... to chyba jedyny kompromis z mojej strony, ale on tak wczesnie wstaje, ze nie mam serca upierac sie przy swoim:))

    ReplyDelete
  20. Monikana--> Ja wlasnie glownie dlatego ogladam takie uroczystosci, bo mimo, ze mnie sie nie udalo, dobrze wiedziec, ze ktos tego dokonal:)))

    ReplyDelete
  21. no mi się trochę wczoraj zaspało i oglądałam dopiero od 5am, ale warto było :)

    ReplyDelete
  22. Ze tez Ci sie chcialo.Mnie zadna sila o 4-tej rano by nie zmusila na ogladanie.
    Wieczorem obejrzalam powtorke calej transmisji.
    Mam nadzieje ze paparazzi nie beda ich przesladowac,tak jak Diane.

    ReplyDelete
  23. Evek--> Ja tez nie zaluje, ze sie poswiecilam:))

    ReplyDelete
  24. MAGA--> Mysle, ze sytuacja jest nieco inna. Diana miala 19 lat jak wyszla za maz za Charlesa, Kate jest 10 lat starsza, a to robi roznice. Charles w tamtym czasie juz byl pierwszym kandydatem do tronu zaraz po Krolowej, William jest drugim, po Krolowej i po ojcu, a wiec presja mniejsza. No i czasy sie zmienily, troche jednak ta krolewska rodzina jest obecnie mniej nadeta;)))

    ReplyDelete
  25. Przyznam, że nie oglądałam (nie miałam czasu) - tylko urywki potem w tv. Nie ciśnie mnie jakoś.
    Ale podziwiam - ja już nie mogę nie spać w nocy. Starość nie radość!

    ReplyDelete
  26. to-znowu-ja--> Dziecko kochane o czym TY mowisz? Ty nie masz prawa miec pojecia co to jest starosc:)))))))))))))
    Mnie tam cisnie na ogladanie szczescia, od razu mi sie morda smieje i zyc sie chce jak ogladam takie rzeczy:)

    ReplyDelete
  27. Ja tez ogladalam ale od ok 5.50 kiedy juz znalazlam sie w gymie:) Tez lubie takie imprezy, to w sumie takie wesole wydarzenie, no i przyjemnie popatrzec na bardzo ladna Kate i "cudacznych" Angoli:)

    ReplyDelete
  28. Stardust jak miło Cię widzieć znowu w formie blogowej! martwiłam sie jak ostatnio zamilkłaś, że Ci się blog znudził i znikniesz....
    serio brałaś ślub w Vegas? wow! ja jakoś boje się powiedzieć sakramentalne tak, ale od zawsze mówię Skarbowi, że jakby mnie wziął do Vegas to hajtam się choćby jutro! ;-)
    pozdrawiam

    ReplyDelete
  29. Olu--> Tak, serio bralam slub w LV w jakims malym chapel (to chyba kaplica sie nazywa) i bylo bardzo fajnie. Slubu udzielal nam pastor co nie ma zwiazku z zadna religia, ale tak akurat bylo. I wbrew pozorom ceremonia trwala ok. 30 minut a nie jak ludzie czesto mysla 3 minuty:))) Dostalismy dysk ze zdjeciami cos ok. 25 ujec i byl szampan i nawet kawalek tortu:)) ktory pozeralismy do zdjec:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...