Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, May 5, 2011

2 razy w roku

Wiosna i jesienia mam zawsze ten sam cyrk, czyli zmiana zawartosci szafy. Jesienia zmiana z letnich na zimowe, wiosna z zimowych na letnie. Co ja sie tymi szmatami ukatuje to buk jedyny wie.
A ubrac sie i tak nie ma w co.
W ubieglym roku wyrzucilam i wydalam 4 ogromne worki ubran, a i tak jest tego duzo. Nie wiem skad sie to bierze, niby nie kupuje, wiec chyba rosnie, mnozy sie, rozrasta, rozprzestrzenia.
Wspanialy ma osobna szafe, w ktorej sie miesci ze wszystkimi swoimi ubraniami. Jego szafa jest troche moze wieksza od mojej, ale ja i tak zabralam polowe jego szafy na moje ciuchy poza sezonowe.
Ale on sie miesci, bo on od czasu studiow nosi ciagle ten sam rozmiar, a ja jak ksiezyc mam szmaty w czterech rozmiarach:)
Wiec skacze po polkach i wieszakach i pakuje w takie specjalne pojemniki z materialu, ktore maja w srodku plastikowy worek, z ktorego z kolei mozna odessac powietrze odkurzaczem, wiec wchodzi do tego naprawde sporo.
I tak dwa razy w roku miotam sie miedzy szufladami, polkami, wieszakami.
Bardzo nie lubie tej roboty, schodzi mi nad tym caly dzien i potem patrze i szlag mnie trafia, bo wiem, ze za pol roku bedzie to samo tylko w druga strone.
Tej wiosny zwlekalam jak nigdy, zwykle tak w polowie kwietnia juz mam szafe zrobiona, ale tegoroczna aura jest jakas grymasna, wiec sobie pozwolilam na lenistwo.
Dzis wzielam dzien wolny, bo najlepiej sie robi takie rzeczy jak nie ma nikogo w domu i odbylam szmaciana wojne.
To jest autentyczna wojna, bo wiekszosc ciuchow przymierzam, ogladam czy dobre, kombinuje co ewentualnie z czym moge polaczyc, jakie dodatki... bizuteria...
Mezczyzni nie maja tego problemu.
Wlasnie utkwilam zamotana jedna noga w jakichs gaciach i z reka w rekawie bluzki, ktora moze sie bedzie nadawac, kiedy zadzwonil telefon.
Wspanialy, nozesz musze odebrac:
-- Kochanie, czy mozesz mi zrobic przysluge? - zapytal grzecznie.
-- Nie, nie moge - odpowiedzialm rowniez grzecznie.
-- Ale dlaczego nie mozesz?
Nie lubie jak mi sie przerywa robote, wiec trzymajac telefon broda i ciagnac za soba te nogawke, ktorej nie zdazylam zalozyc porobowalam upchnac jakies swetry w worku.
Wypadl mi telefon. Jak sie schylilam zeby go podniesc, to stanelam noga w nogawce na nogawke bez nogi, poslizgnelam sie na chodniku przy lozku i pierdolnelam jak dluga na lozko gorna czescia odwloka, reszta zostala w pozycji polkleczacej na podlodze.
-- Kurwa!! - zaklelam szpetnie.
To slowo akurat Wspanialy rozumie, zanim jeszcze podnioslam telefon do ucha to on juz wrzeszczal:
-- Co sie stalo?
-- Nic sie nie stalo - powiedzialam wymijajaco.
-- Jak to nic? to czemu tak klniesz? Ja tylko chcialem Cie prosic czy mozesz odebrac moje rzeczy z pralni chemicznej, tej na rogu zaraz za domem. Jak nie mozesz to nie musisz...
-- Oj dupe zawracasz, oczywiscie, ze moge, o ktorej zamykaja?
-- Za dwie godziny, ale najpierw powiedz mi co sie stalo?
-- Nic sie nie stalo... po prostu wypadl mi telefon i jak sie po niego schylalam to upadlam.
-- Kryste!! Na pewno nic Ci sie nie stalo?
-- Kochanie, nic mi sie nie stalo, slyszysz, zyje - zaczelam sie smiac, bo cala sytuacja zaczynala byc komiczna.
-- Dobrze, to odbierzesz?
-- Oczywiscie, ze odbiore, ale gdzie jest ten swistek?
-- W kuchni przypiety do lodowki magnesem.
-- O zesz w morde..
-- W czym problem?
-- Bo ja teraz musze isc do kuchni i sie pewnie znow wypierdykam.
-- Ale CO Ty robisz?
-- Nie wazne...
Zarzucilam zwisajaca nogawke na ramie i pomaszerowalam do kuchni. Jak to dobrze, ze kuchnia jest od strony podworka, bo jakby mnie ktos zobaczyl, to mialby niezly ubaw.
Wygladalam jakbym uciekala z plonacego domu.
Ale dociekliwy Wspanialy nie dal za wygrana i wreszcie musialam mu powiedziec co robie.
-- Ooo to jestes zajeta, to moze zostaw te moje rzeczy i ja odbiore w sobote.
-- Skarbie nie panikuj ile mi to czasu zabierze, 5 minut, moze nawet mniej.
Odlozylam telefon, ubralam sie w miare przyzwoicie i poszlam do tej pralni.
Nigdy tam nie bylam, bo te rzeczy zawsze zalatwia Wspanialy, nie znam tej kobity, nie mialam pojecia czego sie spodziewac. Zreszta Wspanialy tez byl tam w sobote pierwszy raz, bo spierdzielili mu juz trzeci raz spodnie w poprzedniej pralni, wiec postanowil szukac innej. Podobnie jak ja z fryzjerem.
Weszlam, grzecznie o malo nie dygnelam powiedzialam "dzien dobry ja po odbior" i podalam kobiecie swistek. A ta sie chyba nudzi tam sama, bo zrobila sobie ze mnie wolnego sluchacza i zaczela nadawac, ze ona te pralnie przeniosla tutaj niedawno z innej lokalizacji, 12 ulic dalej, bo tam stracila lokal, ale wiekszosc klientow i tak do niej przychodzi i nadaje, i nadaje...
Z natury jestem raczej towarzyskie i przyjazne stworzenie, ale tym razem ani nie mialam czasu, ani nastroju, a baba gada i gada.
Wreszcie odnalazla te koszule i portki, ucieszylam sie, bo wzielam to za dobry znak, blizej drzwi...
Ale gdzie tam!!!
Kobita jak otworzyla szuflade, zeby mi wydac reszte, to zaczela z niej wyciagac jakies listy pochwalne, a przy okazji zdjecia dzieci i wnukow.
Alez sie ubralam!!
Trzeba bylo faktycznie przyjsc tuz przed zamknieciem, a tak kobitka ma jeszcze prawie dwie godziny do fajrantu i moze mnie zagadac na smierc.
Juz zaczelam dyskretnie przestepywac z nogi na noge, na szczescie przyszedl jakis facet, widocznie staly klient, bo ze mnie przerzucila sie natychmiast na niego.
Szybko schowalam reszte, zlapalam wieszaki i poszlam.
Wspanialy jak tylko wrocil z pracy i zobaczyl, ze przynioslam jego rzeczy spojrzal na mnie podejrzanie i zapytal:
-- Zagadala Cie na smierc?
-- Dzizas, ja duzo gadam, ale przy tej kobicie to jestem niemowa - zaczelam sie smiac, bo juz mi przeszlo, ale serio mowiac to bylo denerwujace jak na pierwszy raz. Ja juz tam za cholere nie pojde;)
-- Ja sie nawet dziwilem, ze nie pytalas w sobote dlaczego mnie tak dlugo nie bylo - powiedzial Wspanialy.
-- Skarbie ja jestem przyzwyczajona, ze jak Ciebie wyslac do jednego sklepu to Ty z rozpedu nastepnych szesc zaliczysz - zaczelam sie smiac - Jak przyjdzie czas na mnie, to Cie po smierc wysle, bede mogla jeszcze troche pozyc.
-- Co Ci glupiego przyszlo do glowy?
-- Nic, to takie polskie powiedzonko...
-- A w ogole to dlaczego Ty jestes w domu? czy to aby nie dzis miales zostac na noc w Tarrytown? - przypomnialam sobie, ze cos mowil o jakims zebraniu i ludziach, ktorzy przyjezdzaja z calego swiata i to wszystko mialo sie odbywac w Tarrytown.
-- Eeech... - machnal reka -  zmienilem zdanie. Po co mialbym zostawac tam, jak ja lubie byc w domu, z Toba. Pojade jutro rano na spotkanie i tez bedzie dobrze.
-- Ooo biedactwo, przyrosniety koscia biodrowa - zaczelam sie nabijac.
-- Ty dobrze wiesz, ze ja nigdzie nie lubie byc bez Ciebie.
-- No niby tak, ale czasem bywa, ze przez caly weekend sie nie widzimy mimo, ze jestesmy razem w tym samym domu.
-- Ale to zupelnie co innego, ja lubie swoja przestrzen, ale pod warunkiem, ze jestem tam gdzie powinienem byc - cmoknal mnie w policzek i przytulil.
-- Wiem skarbie, Ty jestes najporzadniejszy maz na swiecie.
-- Zartujesz? A ja mowie serio.
-- Ja wiem, ze mowisz serio i wiem, ze takich mezow juz nie ma, a przynajmniej jest to zanikajacy gatunek - tym razem ja go pocalowalam.
-- Ale ja juz zprosilam sobie kochanka na noc - dodalam ze smiechem.
-- Hmm trudno, zadzwon i powiedz, ze odwolujesz, a ja zrobie to co on mial zrobic - zripostowal szybko i celnie.
To chyba skoncze juz to pisanie, bo dochodzi 22ga i kochanek czeka;)

21 comments:

  1. Ten Twój Wspaniały to model wart naśladowania jak wzorzec metra z Sevres :)
    A wybitnie zdolne do gadania panie w punktach usługowych to masakra.
    Nasza nowa szafa przybędzie pod koniec tego lub na początku następnego tygodnia. Co mnie wtedy czeka to aż się boję myśleć, bo z ciuchami ochrzaniam się do tej pory na konto jej niebycia.

    ReplyDelete
  2. Oooo, nieładnie się śmiać z cudzej niedoli, ale tak sugestywnie te perypetie ubraniowe opisane...tak znajome do tego... No nie mogę :D
    I ten księżyc - dobre, skorzystam z obrazowego porównania w razie czego ;)

    ReplyDelete
  3. Rozumiem już, dlaczego nazwałaś męża- Wspaniały;-)

    ReplyDelete
  4. Dziewczyno, ale masz dar pisania. Śmiałam się jak jaka głupia z tego posta. Czasami sama chciałabym założyć blog ale zaraz sobie myślę - po co i tak tak nie potrafię pisać. Porównanie z księżycem po prostu świetne. Jak Twoje to gratuluję.

    ReplyDelete
  5. "stanelam noga w nogawce na nogawke bez nogi" popłakałam się ;)))))

    ReplyDelete
  6. Laki--> Ja kobitke nawet troche rozumiem, bo w serwisie gadule trzeba miec, w sumie to chodzi o zdobycie klienta przez nawiazanie kontaktu, czesto prywatnego. Ale ona przesadzila i dodatkowo trafila na moj zly nastroj:)) Baba gada, a ja mam przed oczami ciagle gore szmat, ktore zostawilam na lozku, zeby wyskoczyc na 5 minut:))

    ReplyDelete
  7. iimajko--> Ladnie, ladnie smiech to zdrowie, wiec sie smiej ile sie da:))) A z tym ksiezycem to juz nie wiem czy moje, czy gdzies podsluchalam, ale tak jest.

    ReplyDelete
  8. Akularku--> On te ksywke dostal jakies 4 lata temu a wiec po 5 latach znajomosci, w sumie zapracowal sobie na to solidnie:))

    ReplyDelete
  9. Isiu--> Potrafisz pisac, potrafisz, dowodem jest komentarz:))

    ReplyDelete
  10. DS--> Ja mam jakies sklonnosci do zamotania sie w szmaty, juz raz tak bylo jak sie spieszylam rano. Brak koordynacji ruchow:))

    ReplyDelete
  11. Ja to nawet nie śmiałabym zrobić wymiany szmat w szafie, bo gdybym schowała wszystkie zimowe, natychmiast przyszedłby pogodowy grudzień :D Wystarczyło, że sobie kupiłam kilka letnich tunik na rower - i zaraz na drugi dzień mieliśmy śnieżycę w maju :D

    ReplyDelete
  12. A co z butami?
    "Feel so good" - Cactus

    Czester

    ReplyDelete
  13. Huraaaaaaaaa! A ja nie muszę! Mam taaaaaaaaaka szafę;)

    ReplyDelete
  14. Ja robię dokładnie to samo, chowanie i w sumie zaraz potem wyciągnie zimowych albo letnich, pranie ( bo przecież mogły się zakurzyć), suszenie, prasowanie... a szafa mała..., i tak dostałam połowę szafy chłopa:)

    ReplyDelete
  15. " Najporządniejszy mąż na świecie" i do tego jeszcze KOCHANEK - cały WSPANIAŁY...TY to masz dobrze!;)))
    Pośmiałam się nieźle przy scence z przymierzaniem ciuchów i telefonem :))))

    ReplyDelete
  16. Antares--> Ten snieg w maju to do historii przejdzie:)

    ReplyDelete
  17. To się nam zbiegły tematy! I ja dziś z szafą walczyłam...

    ReplyDelete
  18. Nivejko--> Zazdroszcze, bo ogromne szafy to skarb. Moja jest na dlugosc calej sciany tak ok. 5m i glebokosc 1 moze 1.2 metra. Niby jak dla jednej osoby to powinno wystarczyc, a mnie malo. Jeszcze sie wprowadzilam ze swoimi szmatami do szafy Wspanialego, ktora jest chyba pol metra duzsza. Najbardziej to by mi pasowala nie szafa tylko garderoba, taka do kotrej moglabym wejsc i sie tam kokosic:)) Mialam kiedys taka i miala nawet male okno, ale wcale nie byla duzo wieksza od tej, tyle ze kwadratowa.

    ReplyDelete
  19. Kachna--> U nas w starych domach to sa w ogole male szafy, wiem bo moi znajomi mi zawsze zazdroscili, ze ja niby mam duze. Ale ja zawsze mieszkalam w stosunkowo nowych i przewaznie dwurodzinnych domach. Ale szafy powinny byc gumowe:)))))

    ReplyDelete
  20. Kwoko--> Ja jak ta przyslowiowa Kowalska, co to nie dosc, ze ma meza i kochanka, to ja jeszcze zgwalcili:)))

    ReplyDelete
  21. Zgago--> Prosze odwalilysmy kawal dobrej roboty:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...