Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, May 16, 2011

Wyprawa niespodzianka

Nie byla to calkiem niespodzianka, bo jednak Wspanialy jest bardzo przewidywalny, jak juz wczesniej pisalam. Rano rzucil okiem na moje rzeczy przygotowane do wyjazdu i powiedzial:
-- Powinnas jednak wziac cos cieplejszego, jedziemy na polnoc.
Na "polnoc", zaczelam kombinowac i w sumie to juz mialam trzy typowania: Boston, New Hampshire, albo Mystic w Connecticut. Chociaz ten Mystic mi nie bardzo pasowal, bo mimo wielokrotnych prob namowienia go na te wyprawe, jakos nigdy mi sie nie udalo.
Trudno, zamienilam pare szmat na cieplejsze i stwierdzilam, ze jestem gotowa.
Wyjechalismy tuz po 9tej, jak trzeba to potrafie sie zorganizowac:)
Juz przy wyjezdzie z Triboro bridge zaczelam kumac, ze moje typowania sa prawidlowe, a przynajmniej wiedzialam, ze nie jedziemy do NJ czy tez Pensylwanii.
Na drodze 95 North bylam juz pewna, ze jestem na tropie.
Pogoda wbrew przewidywaniom byla bardzo ladna i z uplywem czasu robilo sie co raz cieplej.
Po drodze jak zwykle przystanelismy w DRunkin Donuts i zaopatrzeni w kawe ruszyli dalej.
Ja oczywiscie z aparatem, z czego Wspanialy sie caly czas nabijal.
-- Co Ty fotografujesz? przeciez tu nic nie ma poza lasem.
-- No wlasnie ten las fotografuje, bo Ty moze tego nie widzisz, ale mnie ciagle fascynuja amerykanskie drogi.
Az przyhamowal zeby spojrzec na mnie.
-- Co w tym fascynujacego? Wiekszosc i tak wymaga napraw, dziury jak po wulkanie, szczegolnie na odcinkach dojazdowych do duzych miast.
-- Tyle to ja tez wiem i widze, ale chodzi o cos innego.
I tu zaczelam mu opowiadac, jak to na poczatku nie moglam sie przyzwyczaic, ze w sumie z jednej do drugiej wsi czlowiek moze dojechac nie koniecznie autostrada, ale droga szybkiego ruchu, ktore sa wszedzie
oprocz normalnych wiejskich drog. Jest w tym cos co mnie fascynuje, ten caly system autostrad i drog, ktore sie przecinaja jedna nad druga, krzyzuja i rozwidlaja, lub sa przez jakis odcinek rownolegle do siebie, te tunele, mosty i zjazdy zakrecane na okraglo. Nic na to nie poradze, ale to mnie fascynuje.
Oczywiscie Wspanialy ma racje, sfotografowac sie tego nie da, bo albo jestem za daleko, albo juz za blisko zeby uchwycic widok, no ale aparat w reku na wszelki wypadek zawsze mam.
Mimo wszystko bylam zaskoczona jak wzial zjazd gdzies pomiedzy New London i Mystic, ale okazalo sie, ze tam wlasnie w Groton Wspanialy zarezerwowal pokoj w malym ale przytulnym B&B.
Troche tak w samym srodku niczego, no ale pomyslalam, ze skoro to rocznica slubu, to widocznie mam tylko sufit w pokoju ogladac.
Nie bylo tak zle;) albo az tak dobrze, jak kto woli.
Przyjechalismy tam na dlugo przed godzina meldunkowa, ale mila pani prowadzaca przybytek zaproponowala, ze w zasadzie to mozemy wszystko zostawic i przyjechac pozniej.
Zostawilismy wiec bagaz i ruszyli w droge do Mystic.
-- Przyznaje, ze zaskoczyles mnie tym Mystic. Nigdy nie chciales tam pojechac - powiedzialam jak ruszylismy.
-- No nie chcialem, bo w dalszym ciagu mysle, ze to nic nadzwyczajnego, ale skoro tyle razy slyszalem "Mystic, Mystic, ja chce do Mystic" to masz ten Twoj Mystic, zobaczymy co tez jest tam mistycznego.
Mistycznego nic tam nie bylo, male miasteczko, typowo amerykanskie, schludne, miejscami troche przeslodzone, ale ladne. Ot typowe portowe miasto.
W dodatku trafilismy na czas tuz przed sezonem, ktory zaczyna sie w ostatni weekend maja i bylo troche robot drogowych, ale najwieksza atrakcja byl zwodzony most.

Tak wyglada z boku.

To zdjecie maszynerii, ktore zrobilam jak przechodzilismy przez most.



A tutaj widac jak jest podnoszony az do pionu. Niestety nie udalo mi sie sfotografowac przeplywajacego ponizej statku, bo albo most albo statek, wiec wybralam most.
I ponizej troche zdjec z miasteczka Mystic.







Zjedlismy lunch w restauracji w porcie, ktora serwuje glownie owoce morza, w tym homary i doskonale ostrygi. Restauracja na swiezym powietrzu z widokiem na port.
Kilka zdjec z portu:





Po lunchu poszlismy pieszo do starego portu, w ktorym jest obecnie czesc muzealna, ale po drodze przechodzilismy przez czesc rezydencyjna miasteczka.
Bardzo ladne domy i pewnie bardzo drogie:)





I mniejsze, ale rowniez ladnie utrzymane:




Lubie takie male miasteczka, nie zeby w nich mieszkac, bo pewnie umarlabym z nudow, ale odwiedzic, polazic to i owszem. Po drodze do starego portu nawet widzialam krzaki bzu, ktory tutaj jest zupelnie niepopularny, ale czasem mozna zobaczyc.




I tym sposobem doszlismy do muzeum w starym porcie, gdzie mozna bylo obejrzec troche historii jak rowniez wejsc na te dwa obiekty i obejrzec je z bliska, ale ja nie jestem az na tyle zainteresowana budowa statku, wiec zrobilam tylko zdjecia.






I tak to caly Mystic mielismy w jednym malym palcu.
-- I co teraz? - zapytalam Wspanialego.
-- A teraz bedzie glowna niespodzianka - odpowiedzial z twarza rozpromieniona w usmiechu...
A ja tez sie domyslalam, co dalej, ale nic nie mowilam...

34 comments:

  1. Już myślałam, że rzeczywiście będziesz tylko mistyczny sufit oglądać ;))), a tu tyle atrakcji! A czuję, że najlepsze jeszcze przed nami...

    ReplyDelete
  2. Ale jaki to jest mąż, że w rocznicę postanowił zrealizować marzenie żony, pamiętał, co do niego mówisz, a nie kombinował pod siebie, jak to panowie potrafią! Nie dość, że Wspaniały to jeszcze Wyjątkowy.
    I daj Wam jakikolwiek PamBuk wiele lat razem w takiej radości.
    Aż miło się czyta normalnie.

    ReplyDelete
  3. bez niepopularny? ale jak to?!

    ReplyDelete
  4. Hmm, jak to niepopularny bez? W okolicach mojego obecnego miasteczka, a i jak mieszkalam w CT, byl prawie ze na kazdym kroku. I wlasnie teraz kwitnie, przy biurze jest pare krzakow, pachnialy dzis oblednie!

    Mystic faktycznie ladne, ale tak na jeden raz. Podzielam zdanie Wspanialego, ze nic specjalnego ;)

    Ciekawam co bylo dalej, kasyno? ;)

    ReplyDelete
  5. Tak myslalam, ze na Mystic nie koniec! tylko prosze nie daj za dlugo czekac na ciag dalszy;) Jak juz ktos napisal, super maz co to lubi zrobic zonie przyjemnosc! Swoja droga bardzo urokliwy ten Mystic:)

    ReplyDelete
  6. Toznowuja--> Z tym sufitem to bylaby lekka przesada, wiec musial sie chlop spiac w sobie i cos jeszcze dorzucic:))

    ReplyDelete
  7. Laki--> Czy Ty naprawde wierzysz w to co napisalas??:))) Nie myslal o sobie? Nie, on tylko umiejetnie i dyplomatycznie polaczyl jedno z drugim:)))

    ReplyDelete
  8. DS--> No jakos niepopularny moim zdaniem, chociaz widze, ze Aga_b ma inne doswiadczenie w tej kwestii.

    ReplyDelete
  9. wydaje mi się, że bzu jest pełno, tylko może go nie zauważasz? Na przykład w takim Rochester w stanie NY to mają nawet i festiwal bzowy w maju. Connecticut to mógłby mieć bez jako swój kwiat stanowy, tyle tam ich jest (jeżeli nie jest takim kwiatem), ja na wschodnim wybrzeżu zawsze widziałam mnóstwo bzu, nawet na Manhattanie jak tam mieszkałam w latach 80-tych.
    Pozdrawiam. Alicja

    ReplyDelete
  10. Aga_b--> Ja bzu nie uswiadcze w moich okolicach, wiec w sumie przez 26 lat widzialam bez moze 4 albo 5 razy. Natomiast tutaj ludzie sie bardziej nastawiaja na dluzej kwitnace krzewy. A Mystic faktycznie na jeden raz i nawet sie dziwie osobom, ktore tak zachwalaly:))

    ReplyDelete
  11. Moniko--> Mystic jest "slodki":))) Malutki, ladniutki i czysciutki a przy tym jednoczesnie nudniutki:))) Bo tak naprawde to poza spacerem od jednego do drugiego portu to tam nie ma co robic. No ale, bylam, widzialam, przestane marudzic:))

    ReplyDelete
  12. Alicjo--> Byc moze, ze nie zauwazam, chociaz zauwazam tysiace rododendronow, azalii i jeszcze wiele innych kwitnacych krzwewow. Wiec troche nie rozumiem dlaczego rodzimy bez nie rzuca mi sie w oczy:)) A na Manhattanie jestem codziennie od prawie 30 lat i nawet mieszkalam tam, tyle, ze w latach 90tych.
    W latach 80tych mieszkalam kolejno w 3 roznych dzielnicach Brooklynu i tez nigdzie w ogrodach nie widzialam bzu, wiec nie wiem.
    Slepota wybiorcza? :))))
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  13. Po raz kolejny zezarlo mi komentarz. Stardust, Wspanialy po raz kolejny okazal sie gosciem na medal. Zabral Cie w miescje ktore chcialas zobaczyc i to jest fajne. Miasteczka porotwe maja swoj urok, most robi wrazenie.
    A knajpki serwuje owoce morza, uwielbiam!
    MIlego dnia!

    ReplyDelete
  14. my w listopadzie mamy 10 rocznicę, ale nie spodziewam się romantycznych obchodów.. przestałam się łudzić ;)

    ReplyDelete
  15. Dla mnie wykazał się tym, że pamięta o Twoich potrzebach, a jeśli myślał o sobie, to w kategoriach "jej zadowolenie daje mi zadowolenie". Tak bym to odebrała i dlatego pisałam serio. Uważasz, że jest inaczej? :)

    ReplyDelete
  16. Juź podaję przykład gdzie rosną bzy na Manhattanie: w Parku Centralnym, jest miejsce o nazwie Lilac Walk czyli Alejka bzów - tam rosną bzy!
    Jest to przy północnej stronie Sheep Meadow. Rośnie też ich calkiem sporo przy Belwederze no i jeszcze w innych miejscach. Rośnie też na Union Square oraz na Washington Square. To są miejsca gdzie ja je znajdywałam dorocznie. No i tam gdzie mieszkałam była ich masa - był to prywatny park (Gramercy Park), ale ich zapach docierał nawet na ulicę!

    Pozdrawiam, może faktycznie masz wybiórczy wzrok? To się wszystkim zdarza! Ale nos też?

    Pozdrawiam, Alicja

    ReplyDelete
  17. Nie wiem dlaczego, ale ilekroć gdzieś za granicą Polski widzę krzewy bzu to jestem jakoś szczerze zdziwiona, bo wydaje mi się, że to... Polski krzew;) Piekna fotorelacja:)

    ReplyDelete
  18. Ataner--> Mnie sie ten most tez podoba:)) Wspanialy jest dobrym dyplomata:))) Pamieta tez to co wygodne, a czasem potrafi pytac o te sama rzecz siedem razy:))))

    ReplyDelete
  19. Chwilko--> W naszym malzenstwie to zdecydowanie Wspanialy jest, a raczej byl bardziej romantyczny. To we mnie jest tyle romantyzmu co w kuchennym taborecie:))) I jakos po drodze go z tego wypralam, bo juz zaniechal tych romantycznych momentow. A ten wyjazd to bardziej dlatego, ze juz dawno nigdzie nie bylismy.

    ReplyDelete
  20. Laki--> Tak;) Narazie masz racje:))) Poczekaj na dalszy ciag relacji:))))

    ReplyDelete
  21. Alicjo--> Ja wiem, ze Ty lubisz miec racje:) W tym wypadku moge miec slaby wzrok, ale nos i pamiec mnie nie zawodzi:)))
    Mowimy o dwoch roznych sprawach, alejka w Central Parku, to jedna alejka na 341 hektarow parku, jesli to swiadczy o popularnosci to masz racje:))) Ja nie mialam na mysli parkow, tylko mowiac o popularnosci mialam na mysli krzewy bzu rosnace na prywatnych posiadlosciach, a tych nie widze, mimo, ze mieszkam tu od 26 lat glownie w roznych dzielnicach prywatnych domow. Moim zdaniem bez nie jest tutaj popularny, duzo popularniejsze sa japonskie krzewy ozdobne, rododendrony, azalie, forsycje i wiele jeszcze innych krzewow, ale nie bez. Bez moze rosnac dziko, ale raczej nikt go nie kupuje i nie sadzi w celu ozdoby wlasnego domu. Moze robia tak w CT i to glownie imigranci z Europy, ale nie sadze zeby to sie zdarzalo Amerykanom trzeciego pokolenia.

    ReplyDelete
  22. ja chce zdjecia głównej niespodzianki!

    ReplyDelete
  23. Iva--> Tez mam takie wrazenie:)) W Polsce bzy byly doslownie wszedzie, a moze mi sie tylko tak wydawalo:)

    ReplyDelete
  24. Hehehe, ja bardzo lubię bez, to go wszędzie widzę. Całkiem możliwe jest, że u "rodzimych" Amerykanów bez nie ma takiego znaczenia jak dla nas, Europejczyków. Ja prawie zawsze kupuję bez (czyli jest w kwiaciarniach w maju), bo szkoda mi jest ścinać własny. Mój własny to ja sama sadziłam, chociaż poprzedni właściciele domu (Amerykanie) mieli jeden krzew z tyłu domu.
    Park Centralny jest wielki, ale nie wiem czy każdy z krzewów które opisujesz ma swoją własną alejkę - czy jest Zaułek Rododendronów czy też Uliczka Azaliowa? Może są, ale ja ich akurat nie znam, bo pewnie mnie zawsze ciągnie do tego bzu w maju. Przecież w NY można spokojnie w kwiaciarniach w maju kupić bez również.

    Nie chodzi tutaj o żadną rację, Stardust, naprawdę. Temat bzu jest mi bliski, bo to jest jeden z moich najulubieńszych krzewów, więc go zawsze wypatrzę o tej porze roku. Jakbyś pisała o forsycjach specjalnie, to akurat mi to wisi, mimo, że je lubię. Nie wiem czy w Polsce tak wszędzie jest bez, może też trochę pamięć nas myli. Czasem nasze wyobrażenia z przeszłości mijają się z rzeczywistością, ale jak jest możliwość sprawdzenia, to okazuje się, że pamięć nas zawiodła. To samo w sobie jest ciekawym zjawiskiem i kilka razy doświadczylam tego np. odnośnie smaków danej potrawy.

    Pozdrawiam, Alicja

    ReplyDelete
  25. Odnosnie bzu, to np. w Chicago rowniez rzadko mozna go spotkac. Amerykanie jednak nie lubuja sie w tym krzewie, tak jak my Polacy.
    Z reka na sercu nigdy w zyciu nie spotkalam bzu w kwiaciarniach, czesto zagladam do kwiatowych przybytkow w roznych czesciach miasta.
    Bez na Twoich zdjeciach Stardust, jest przepiekny i juz czuje jego zapach.

    ReplyDelete
  26. Beata--> Ty jestes konkretna:))) Jak ja to lubie:)))

    ReplyDelete
  27. Miło było przejść się razem z Tobą po Mystic :)
    A mostu zwodzonego to ja na własne oczy chyba jeszcze nie widziałam.
    I dobrze rozumiem Twoją fascynację tymi drogami amerykańskimi. Ja też uwielbiam jeździć i podziwiam tak dobrą organizację infrastruktury dróg.
    A dziur to Wspaniały nie widział, musiałby przyjechać do Warszawy, a najlepiej do Wrocławia :))) Pozdrowienia serdeczne!
    Ostatnio nie zawsze komentuję, ale staram się potem odrabiać zaległości!
    Pozdrowienia od póki co jeszcze przyprószonej betonem
    iw

    ReplyDelete
  28. Alicjo--> Tak na szybko co pamietam to owszem jest Azalea Walk, jest Strawberry Field, Daffodil Hill, Magnolia Way, Cedar Hill, Cherry Hill, wiec ten Lilac Walk nie jest jedyny:)) A ja nie wiem, moze sa jeszcze inne, w ubieglym roku trafilam na cala laczke frezji, ale one chyba nie sa gdzies specjalnie nazwane.
    Jesli jestes tak zakochana w bzie, to wcale sie nie dziwie, ze masz oko, nos i ucho na niego uczulone. Wiem, ze mozna kupic w kwiaciarniach, jest piekny, tylko jakos nie pachnie tak intesywnie jak ten z dziecinstwa:))) Moze to jednak kwestia czasu;)

    ReplyDelete
  29. Ataner--> W NYC mozna kupic bez w kwiaciarniach, ale tez nie we wszystkich, czyzby to znow potwierdzalo moja teorie o braku popularnosci:)))) W koncu kwiaciarze zamawiaja to co sie sprzedaje;)

    ReplyDelete
  30. Iw--> Ja tez juz od dluzszego czasu nie ogarniam blogowiska:(( Owszem wpadam, czytam, czasem nawet uda sie zostawic komentarz, ale zawsze mam zaleglosci... Duzo tego jest i chcialoby sie wszedzie zajrzec, ale czasu nie styka:))) Usciski:) i juz niedlugo bedzie moze troche lepiej:)

    ReplyDelete
  31. Stardust, Ty nie chwal tylko foto dawaj!:) i nie przejmuj sie zaległościami:() rozejda sie:)

    ReplyDelete
  32. Fajne miasteczko, lubię takie - połazić, pooglądać, wyciszyć się, zjeść coś w knajpce z widokiem na morze/jezioro/ocean (niepotrzebne skreślić ;)) i jechać dalej :)

    ReplyDelete
  33. Koalo--> Dokladnie tak:)) Mieszkac w takiej scenerii moge dopiero tak w wieku pomaturalnym, ok. 65+ :)))

    ReplyDelete
  34. są wszędzie i jeszcze piękniejsze:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...