Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, June 16, 2011

Mucha

Nikt nie wie skad sie wziela, bo teoretycznie nie miala prawa. Juz od wielu lat nie widzialam muchy w mieszkaniu, to dzieki moskitierom. A ta sie jakims cudem nagle zmaterializowala w naszym mieszkaniu.
Jak mi pierwszy raz przeleciala kolo nosa, to nie bylam pewna czy to aby nie jakies zwidy:
-- Kochanie, czy cos mi sie robi w glowe, czy tu cos lata? - zapytalam Wspanialego.
-- Lata, mucha lata - powiedzial nie odrywajac wzroku od monitora kompa.
-- Mu-cha? - zapytalam z niedowierzaniem - a jak ona sie tu dostala?
-- Nie wiem, ale przeciez nie bedziemy robic dochodzenia, wazne ze jest. Przejmowac sie tez nie ma czym, bo to tylko mucha - wyjasnil ze stoickim spokojem Wspanialy.
W glebi duszy przyznalam mu racje. Mucha to tylko mucha, nawet jak czlowiekowi na glowe nasra to nie widac, gorzej byloby w przypadku krowy.
Poszlismy spac ze swiadomoscia, ze mamy w domu fruwajacego lokatora, ale to nam wcale nie przeszkadzalo, przynajmniej tamtego wieczora.
Nastepnego dnia w drodze z pracy Wspanialy juz nie byl taki ZEN i stwierdzil stanowczo, ze trzeba sie tego fruwajacego stwora pozbyc.
-- Ooo a skad ta zmiana? Wczoraj twierdziles, ze to "tylko" mucha?
-- Nie dala mi spac, co zasypialem to, to byzkadlo mi latalo nad glowa i bzyczalo.
Zrozumialam i przyznalam racje mimo, ze mnie tam zadne bzykanie nie przeszkadzalo, ale jak mus to mus i trza sie muchy pozbyc.
Na poczatek rozwazalismy metody humanitarne, zlapac w cos najlepiej jakis sloik lub szklanke i wypuscic na zewnatrz. Ten pomysl jednak szybko padl, bo i kto w naszym wieku jest tak skoczny, zeby latac za mucha w dodatku z jedna reka uzbrojona w szklane naczynie? Jeszcze sie naczynie zbije i pochlastac sie mozna.
Ta wersja odpadla z powodow na duze zagrozenie bezpieczenstwa.
Otworzyc drzwi na taras i grzecznie wyprosic.
Niby mozna sprobowac, ale obawialismy sie, ze zamiast wyproszenia jednej muchy zaprosimy wiecej innych much i fruwajacego talatajstwa.
I tak powoli droga eliminacji zapadl wyrok smierci na muche.
Wrocilismy do domu, gdzie mucha przywitala nas radosnym tancem i bzykaniem. Nawet mi sie troche szkoda zaczelo robic i spojrzalam na Wspanialego blagalnym wzrokiem:
-- Ale ona jak wierna psina wita nas po calym dniu pracy steskniona i tak... zabic?
-- Nie daj sie nabrac na takie sztuczki. Powitanie powitaniem, ale w nocy to ja chce spac. Wyrok zapadl i zaraz bierzemy sie do roboty.
Powiodlam tylko smutnym wzrokiem w kierunku gdzie wydawalo mi sie nasza mucha odleciala i oczekiwalam dalszych rozporzadzen. Nigdy nie bylam katem, morderca ani nawet platnym zabojca wiec sie nie bardzo na tym znam.
Wspanialy zarzadzil, ze nalezy sie uzbroic w kuchenne reczniki do rak i tym walic jak mucha gdzies przysiadzie.
Jak nakazal tak tez sie stalo i po chwili uzbrojeni zajelismy stanowiska bojowe.
Najpierw byl moment ciszy i skupionego wyczekiwania kiedy mucha sie znow pokaze.
Troche mi bylo dziwnie, bo to takie wredne jest jak wiesz, ze swiadomie czekasz az Bogu ducha winna ofiara sama sie pojawi. Wspanialemu zaczelo sie chyba nudzic, bo stwierdzil, ze jak tak bedziemy czekac to mucha moze nigdy nie przyleciec. Wykombinowal, ze bedzie lepiej jesli dla zmylenia przeciwnika zajmiemy sie niby normalnymi zajeciami ale majac caly czas reczniki pod reka gotowe do uzytku.
Zgodzilam sie chetnie i zajelismy miejsca kazde przy swoim komputerze, ja w moim biurze, Wspanialy przy kuchennym stole.
Nie trwalo dlugo jak mucha przeleciala mi nad glowa i przysiadla na oknie tuz nad komputerem.
-- Jest!!! - wrzasnelam calkiem odruchowo i wstajac z krzesla zderzylam sie ze Wspanialym, ktory wlasnie wkroczyl na pole walki. To moje biuro nie jest duzym pomieszczeniem, a juz stanowczo za malym na dwoje machajacych lapami doroslych. Tak wiec w ciagu kilku minut zwalilismy ze sciany wiszaca tam moja karykature, Wspanialy wywalil na podloge koszyczek z moimi kosmetykami, a ja zrzucilam niewielki narazie stos korespondencji czekajacej od kilku tygodni na otwarcie.
Kiedy wrzeszczac tym razem na Wspanialego, zabralam sie za porzadkowanie pogorzeliska, mucha korzystajac z zamieszania, ktore sama tak sprytnie wywolala odleciala w nieznanym kierunku.
Pozniej stoczylismy walke w livingroom, ale tam duza przestrzen utrudniala nam polowanie. Zaczelo sie wiec nawolywanie "lazienka!" "uwazaj poleciala do kuchni" "odwrot znow jest w biurze". Latalismy tak z pomieszczenia do pomieszczenia jak poparzeni. Wreszcie po raz kolejny przyszedl czas na kuchnie gdzie znow udalo nam sie stracic kilka rzeczy z polek i wieszaczkow. Wreszcie zapowiedzialam zawieszenie broni w obawie, ze narobimy za duzo szkod. Teraz wzielismy sie za przygotowanie placu boju, Wspanialy przestawial z polki sloiki na stol, bo wlasnie przed chwila mucha siadala ciagle miedzy sloikami. Jak to sie zna jak wybrac strategicznie bezpieczne miejsce?
Zanim przestawil wszystkie ozdobne sloiki z orzechami i inszym suszem tak mucha juz zaczela sie lokowac bezczelnie na stole, wlasnie miedzy tam swiezo przeniesionymi sloikami.
-- Ty ona sobie cwaniara w chujki z nami pogrywa - powiedzialam machajac reka nad stolem zeby ja wyploszyc.
-- A w ogole to na jasna cholere mamy w tym domu tyle caculkow?
Wspanialy rzucil pytanie retoryczne.
Pominelam te prowokacje milczeniem, bo tez nie wiem po jaka jasna cholere, ale wiem, ze jest to pierwsze polowanie na muche, a caculki na codzien nie przeszkadzaja.
I tak po godzinie solidnej gimnastyki konczyn gornych polaczonej z przysiadami i wyskokami w gore mucha nas zmeczyla.
Wspanialy przed snem stwierdzil, ze przeciez ona tutaj i tak zdechnie, bo nie ma co jesc.
Bylo to raczej nie tyle stwierdzenie faktu ile pobozne zyczenie, albowiem nastepnego dnia mucha nie tylko zyla, ale powitala nas rownie radosnie jak poprzedniego dnia.
Wspanialy opracowal nowa strategie walki dzieki ktorej cala bitwa miala sie odbyc w jednym pomieszczeniu, przy czym wybor padl na kuchnie. Plan polegal na zgaszeniu swiatel we wszystkich innych pomieszczeniach poza kuchnia.
Brzmialo to nawet logicznie chociaz pewnie jest to metoda bardziej skuteczna w przypadku cmy niz muchy, bo nasza mucha owszem pokazywala sie od czasu do czasu w kuchni ale w miejscach zupelnie dla nas nieprzystepnych.
No coz, mamy madrego przeciwnika.
My opracowujemy nowa strategie, ale ta natychmiast rozbija sie o strategie muchy.
Ja nawet wpadlam na pomysl rozsypania torebki groszkow czekoladowych dla zwabienia ofiary, ale mucha nie dala sie na to nabrac i groszki zostaly pozarte przez nas zeby nie zostawiac przeciwnikowi zapasow jedzenia.
Taka ofiare postanowilismy poniesc na rzecz przyszlego zwyciestwa.
Trzeciego dnia mucha wykazywala zdecydowanie mniejsza witalnosc, ale tez my bylismy juz solidnie zmeczeni. Stalismy w kuchni uzbrojeni w reczniki i wodzili samymi oczami od czasu do czasu wymachujac recznikiem. Niestety z celnoscia obnizona do zera, lub wyraznie opozniona.
Za to oczy nam lataly jak opetane, szafka, polka, sciana, polka, zyrandol, okno, znow sciana.. stol, kuchenka, okno.. itd. itp.
Po godzinie takiego szalenczego maratonu wzrokiem nabawilam sie nerwicy rozbieganych oczu i nie bylam w stanie zatrzymac wzroku na niczym dluzej niz sekunde, do tego drgaly mi powieki. Wspanialy na pocieszenie stwierdzil, ze juz ma takiego zeza rozbieznego, ze telewizje moglby ogladac siedzac bokiem do telewizora z glowa miedzy kolanami.
Perspektywa kolejnej bzykajacej nocy juz go nawet nie przerazala.
Dzis rano wstalam w przekonaniu, ze mucha jest juz naszym nowym lokatorem po wsze czasy, nawet kombinowalam, zeby jej zostawic cos do jedzenia, bo przeciez nie przystoi, zeby zwierze domowe padlo z glodu. I jak tak myslalam, to najpierw postanowilam jak zawsze zrobic obchod balkonowego ogrodka.
Podeszlam do drzwi tarasu i patrze, a na szybie siedzi sobie spokojnie nasza mucha.
Machnelam reka i... zlapalam ja.
Przez ulamek sekundy kiedy czulam jak sie miota w mojej zamknietej dloni nie wiedzialam co z nia zrobic. Po czym otworzylam drzwi tarasu i wypuscilam ja na wolnosc.
Moze jeszcze kiedys wroci... przeciez mowia, ze jak kogos bardzo pragniesz przy sobie zatrzymac, to pusc go wolno...

48 comments:

  1. Metody humanitarne odnosnie muchy????? Ja nie jestem taka wspanialomyslna, o nie!!! No ale najwazniejsze, ze 'akcja mucha' zakonczyla sie pomyslnie, tylko sie nie zdziw kiedy Was znow nawiedzi;)

    ReplyDelete
  2. wez ty ostrzegaj o takich notkach, bo parskalam sobie w monitorek w pracy cholera ;) znow pomysla, zem nienormalna ;) nie dosc ze do siebie gada w dziwnym jezyku to jeszcze sie chichra do literek :P

    ReplyDelete
  3. Moniko--> Wiesz w naszym wieku to juz czlowiek pracuje na dobra karme na nastepne wcielenie, wiec kazde zabojstwo nalezy rozpatrywac uwaznie:))) Myslisz, ze wroci?
    To byla pierwsza mucha od ponad 20 lat:)))

    ReplyDelete
  4. Rinonko--> Napisz sobie ostrzezenie oczywiscie po polsku i powies na scianie biura:)))

    ReplyDelete
  5. pieknie:) ale powiem szczerze, ze ja tez wyłapuje muchy na oknie i wypuszczam..

    ReplyDelete
  6. że tak powiem, ja oprócz much wypuszczam też szerszenie..znaczy robiłam tak, dopóki nie założyłam moskitier.

    utłukuję jedynie komary!!!!

    i mi się przypomniało pytanie uczennicy:GDZIE mieszka mucha?

    wie ktoś?

    ReplyDelete
  7. Star Ty wariatko Ty!!!!!!:)))))))))
    Swoją drogą mam fobię muszą i w związku z tym mam odruch wymiotny gdy tylko usłyszę bzykanie a jeśli już zobaczę sprawczynię....droga do tolaety zajmuje mi 3 sekundy!:(

    ReplyDelete
  8. El--> Ja tez mam opory przed mordem:)) tylko komary ubijam jak leci:))

    ReplyDelete
  9. Mijko--> Moskitiery to jest dobro nieslychane:)) Komary ubijam bez zadnych wyrzutow sumienia.
    Nie mam pojecia gdzie zyja muchy:)))

    ReplyDelete
  10. Ade--> Siostro w fobii, tyle, ze ja tak reaguje na koty:)))

    ReplyDelete
  11. ja powiedziałam,że na kupie, bo w kupie raźniej:)

    no bo ani w ulu,ani w gnieździe...ani w noorze...

    ReplyDelete
  12. A za tydzień mucha wróci z rodziną kumpli i radośnie oświadczy 'tęskniłam, bo dałaś mi wolność' ;-)

    ReplyDelete
  13. Amerykańskie muchy widać tak samo upierdliwe jak te rodzime:-)

    ReplyDelete
  14. Trochę jak z Gabo - jak chcesz mu złapać, to ten myśli, że chcesz się z nim bawić w niekończącego się berka:-) No, z tą różnicą, że wobec Gabo nie mamy morderczych zamiarów!;-) Ja też wolę wygonić niechcianego owada niż go ukatrupić, ale czasem się nie da, niestety. Wasz mucha miała szczęście!:-)

    ReplyDelete
  15. Ja też raczej puszczam wolno. No chyba że za bardzo mnie wnerwi;)

    ReplyDelete
  16. No ja już też muchy długo tutaj nie miałam. Ale raz na jakiś czas zdarzy się "zaspana osa". Piszę zaspana, bo już od lat zatrzymują się u nas w kominie osy. I jak przychodzi sezon na kominek to trzeba najpierw otworzyć wylot do komina i wypsikać i zabić osy które z niego wypadną. I raz na jakiś czas zdarzy się że jakaś jedna się uchowa i wypełznie, bo zazwyczaj jest na latanie zbyt otumaniona, z kominka.

    ReplyDelete
  17. Polowanie przebieglo pomyslnie, mucha przezyla. Zlapac taka latajaca france, to nie byle wyczyn:)))
    Dlatego nie moglabym mieszkac np. na Florydzie tam przeroznego robactwa jest w brud, jaszczurki, weze i inne paskudztwa brrr.

    ReplyDelete
  18. " Mucha to jest zwierzę gupie, co siada na kupie " - nie wiem, skąd i jak, ale przypomniał mi się taki dwuwiersz...czytałam, słyszałam ???;D
    Kiedyś też, chyba - Jacek Fedorowicz albo K.Daukszewicz ( znani tam u Was ? )użył zwrotu a'propos poprzedniego ustroju - " precz KO-MUCHO z mego domu "w celu wygnania ONEJ. Bo taka MUCHA to niejednemu się dała we znaki, sama wiele razy polowałam z poskładaną gazetą - szczególnie na wsi, mimo lepów, gazy w lufcikach okiennych. Gdzie tam na wsiach u NASZ MOSKITIERY !!
    Mimo znanej i życiowej tematyki znów bardzo się uśmiałam ( chyba też u Ciebie nie tak dawno ) - nno, boki zrywać...!! ;)))

    ReplyDelete
  19. Mam uczulenie na komarzy jad i wpadam w drgawki, gdy mi coś takiego do chaty wpadnie.Muchy przynajmniej nie gryzą.Ale zauważyłam,że odkąd mam balustradę loggii porośniętą winobluszczem, jakoś mi do mieszkania zbyt często nie wpadają.Zresztą w oknach mam moskitiery, a drzwi loggii zamykam nim zapalę w mieszkaniu światło.I wiesz, przez te komary i muchy to nienawidzę imprez działkowych-siedzenie przy grillu i oganianie się od tych bzykających małych potworów to dla mnie żadna frajda.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  20. Leć mucho, leć! :D
    Jeszcze dzień, a dostałaby od Was smycz, obrożę i miseczkę :))

    ReplyDelete
  21. u mnie tez moskitiery okienne i drzwiowe chronią, ale czasem z domownikiem (także psami)'zabiorą' się do środka, wtedy pogoń za taką trwa do skutku:)

    ReplyDelete
  22. Ja tam nie wiem... muchy mnie specjalnie nie ruszają... wlatują... wylatują :) bzyczenie jest wkurzające... owszem :) ale żeby aż tak się męczyć?

    Tak czy siak gratuluję Ci refleksu ;D

    ReplyDelete
  23. A wystarczyło by takie dawniej znane urządzenie do mordowania much - "packa" się nazywa. W Starym Kraju jeszcze do dostania. ;) Oby przyjaciele i rodzinka muchy nie zwietrzyli, że to b. humanitarny dom jest. Haha.

    ReplyDelete
  24. Kobieto Ty to piszesz !!! cud i miód:)). - a ja znowu jako anonim, co robić ??? Kachna

    ReplyDelete
  25. Piekne, ale potrzeba Wam tam bylo mojegop M, ktory z niezwykla sprawnoscia i bezlitosnie szmata pozbawia zycia wszystkie muchy. Jako ze mieszkamy blisko lasu, i czesto drzwi sa otwarte do pgrodu, to muchy czsto u nas bywaja:)No ale poptrz wizyta muchy moze stac sie WYDARZENIEM :):)

    ReplyDelete
  26. Mijka--> No tez stawialam na kupe, tylko nie chcialam sie przyznac:)))

    ReplyDelete
  27. Dikejko--> Muchy sa obywatelami swiata:)) Poruszaja sie bezwizowo i bezpaszportowo, a upierdliwe sa wszedzie:)))

    ReplyDelete
  28. Zolwico--> Mucha chyba tez chciala sie z nami bawic:)) Nic dziwnego sama w wielkiej chalupie przez caly dzien;)

    ReplyDelete
  29. Nivejko--> Puscic wolno jest zawsze pierwsza opcja, ale jak sie nie da, to sie nie da:))

    ReplyDelete
  30. Madkasiu--> Kominka nie mamy, wiec odpada nam przyjemnosc przygod z osami:))

    ReplyDelete
  31. Ataner--> Ja sie nie tyle boje, co brzydze wszelkiego robactwa, a juz weze i inne przyjemnosci... brrrr.

    ReplyDelete
  32. Kwoko--> Jacka Fedorowicza oczywiscie pamietam, pan Dauszkiewicz jest mi nieznany. Ale pamietam tez lepy na muchy, to jeszcze z dziecinstwa. Ciekawe czy ktos jeszcze tego uzywa, bo moj ojciec zawsze sie smial, ze jak sa lepy, to teraz trzeba naganiac muchy zeby sie przylepily:)) Jakos tak bylo, ze te niby glupie muchy je sprytnie omijaly:))

    ReplyDelete
  33. Anabell--> U nas moskitiery naprawde sluza super, ale jak widac, raz na kilka lat jakis owad wpadnie jak sie wchodzi lub wychodzi na taras. Komary to moja zmora, te latajace gryzonie bardzo mnie lubia. Najczesciej grill konczy sie konsumpcja w mieszkaniu bo tu i tak przyjemniej ze wzgledu na klimatyzacje niz na zewnatrz.

    ReplyDelete
  34. EwaP--> Tak pewnie sie wystraszyla tej obrozy i dala sie zlapac:)))

    ReplyDelete
  35. Iva--> No wlasnie przy wychodzeniu na taras i wchodzeniu z powrotem musiala sie zabrac:))

    ReplyDelete
  36. MM--> Jak bylam w PL to zauwazylam, ze Was to jakos nie meczy, ale jak bys nigdy nie miala muchy w domu i nagle Ci taka wpadla, to raczej zmienilabys zdanie:)) Tak mysle.

    ReplyDelete
  37. Isia--> Packi pamietam:)) Tyle, ze packi mialy jedna wade, zostawaly po nich plamy na scianach:)) No chyba nie ma madrego rozwiazania:)))

    ReplyDelete
  38. Kachna--> Napisalam u Ciebie co mozesz zrobic w kwestii Anonima, bo nie wiem czy tutaj jeszcze wrocisz. Moze to pomoze:))

    ReplyDelete
  39. Robin--> Mieszkanie blisko lasu na pewno dostarcza Wam rozrywek w postaci nieproszonych gosci:))

    ReplyDelete
  40. No dzisiaj to i ja stanowiłam obiekt obserwacji, bo się rechotałam jak żaba.
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
  41. No podziałało jak widać :) dzięki - jesteś moim Blogowym Góru :)

    ReplyDelete
  42. Czarnawiewiorko--> Witaj:)) Smiech to zdrowie, mam nadzieje, ze udalo Ci sie pare osob zarazic;))

    ReplyDelete
  43. Kachna--> Ciesze sie, ze zadzialalo, ja te madrosci wyczytalam na blogerowym forum:))

    ReplyDelete
  44. ja czasem mimo siatek w oknach mam muchy, poniewaz mam koty, ktore do domu wchodza i wychodza i wchodza i wychodza. ale nie mam ich dlugo.... bo mam koty :)

    b.

    ReplyDelete
  45. B.--> Slowem koty same siebie zaopatruja w rozrywke i jedzenie:))

    ReplyDelete
  46. Nie wiedzialam, ze nieposiadanie much ani komarow (no nie ma, najwyzej czasami meszki, ale tylko nad woda) odbiera mi tyle wrazen :)

    ReplyDelete
  47. Czarownico--> Wlasnie stad sie biora wrazenia, ze nie posiadasz i nagle po latach nieposiadania zjawia sie fruwajaca zaraza:)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...