Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, June 29, 2011

Szlakiem wspomnien

Jak przyjechalam do Stanow to przez pierwsze 5 miesiecy mieszkalismy w Bay Ridge, to jedna z najbardziej wysunietych na poludnie dzielnic Brooklynu. Mam sentyment do tej dzielnicy, bo  tam przeciez stawialam moje pierwsze amerykanskie kroki, tam Potomek poszedl do pierwszej szkoly, tam sie uczylam calego zycia od nowa, poczawszy od tego jak robic zakupy. Zaznalismy tam wiele serdecznosci i szczerej pomocy od tamtejszej ludnosci. Potomek do dzis z sentymentem wspomina jak go serdecznie przyjeto w tej pierwszej szkole ile dzieci chcialo sie z nim kolegowac, jak nauczyciele starali sie pomoc nowemu uczniowi z innego kraju. Ja pamietam jak wiele cierpliwosci miala obsluga w pralni, sklepach kiedy nie potrafilam powiedziec czego chce:) No zostawilam tam kawalek serca.
Przez pierwsze lata jezdzilam tam od czasu do czasu, chocby po to zeby odwiedzic Vicky, u ktorej wynajmowalismy wtedy mieszkanie, ale z uplywem czasu wizyty staly sie coraz rzadsze, Vicky zmarla 9 lat temu, a ja tam bylam ostatni raz chyba 15 lat temu.
Rozmawialam kiedys z kolezanka, ktora mowila, ze dzielnica sie zmienila, ze nie jest juz tak bardzo wloska jak byla za moich czasow i to mnie zaintrygowalo, bo jakos w mojej podswiadomosci te "moje" pierwsze miejsca nie powinny sie zmieniac:))
Namowilam wiec Wspanialego na wycieczke i w sobote pojechalismy.
Dojechalismy do ostatniego przystanku subwaya, a potem poszlismy do Verazano Bridge.
Pierwsze zdjecie oczywiscie musialam kliknac zaraz po wyjsciu na powierzchnie ziemi, taka bylam podescytowana:)


Pogoda byla fantastyczna, bo cieplo ale bliskosc wody chlodzila, no i przy wodzie jest zawsze wiatr, wiec  milo mozna bylo pospacerowac, a spacer owszem odbylismy na jakies w sumie 7-8 km.
Przy okazji musze uprzedzic, ze jakosc zdjec nie jest najlepsza, bo nie dosc, ze bylo troche mgly, to jeszcze cos mi sie przyczepilo do obiektywu i na zdjeciach jest plama;/
Sprawdzalam pozniej w domu i chyba bede musiala oddac aparat do czyszczenia albo nawet wymiany obiektywu, ale to tylko taka informacja usprawiedliwiajaca te upierdliwe plamy.
Faktycznie zmienilo sie duzo, bo ten deptak przy moscie to przespacerowalam przez te 5 miesiecy w lewo i prawo wiele, wiele razy.
Zawsze bylo tam przyjemnie pojsc na dlugi spacer, przy dobrej widocznosci wyspa Staten Island jest o wiele bardziej wyrazna niz na tych zdjeciach.


Zaczelam obserwowac zmiany, o ktorych mowila Lisa i faktycznie deptak wzdluz rzeki jest poszerzony, o dodatkowa siezke rowerowa, dawniej z tego co pamietam nie bylo osobnej sciezki dla rowerow.


Jest bardzo czysto, duzo zieleni, lawki dla spacerowiczow i to wszystko jest zrobione jakos tak z glowa, nie scisniete, ale wrecz przeciwnie czlowiek czuje, ze jest na otwartej przestrzeni.




Przysiedlismy na jednej z lawek, zeby sie pogapic na wode, nawdychac powietrza i nacieszyc widokiem nadplywajacych statkow. Obok ktos lowil ryby,  chyba glownie dla sportu, bo kilka krokow dalej byla tabliczka z ostrzezeniem, ze zlowione tutaj ryby nie nadaja sie do jedzenia dla kobiet w ciazy i dzieci ponizej lat 10ciu, ale widocznie wedkarz starszy i nie ciezarny.



Na lawce siedzial glownie Wspanialy, bo ja co i rusz zobaczylam cos nowego do sfotografowania, a to statek, a to ptaszki mi pozowaly, a to znow przybrzezne kamienie zwrocily moja uwage.





I warto bylo tak z tym aparatem latac, bo nagle przyplynal statek wodnej "strazy pozarnej", o taki:



I panowie strazacy zrobili mi prywatny pokaz:))






Na koniec pokazu zatrabili, pomachali, ja im odmachalam i... odplyneli...
Czy ja juz gdzies pisalam, ze mnie ciagnie do strazakow? ;))
Od czasu do czasu na dlugosci pasazu jest wybudowany taki most dla przechodniow, ktorym mozna przejsc do miasta. Przy okazji fotografowania mostu udalo mi sie sfocic tatusia tanczacego z corka na deptaku.



Widok z gory na lewo i prawo:)




Bye, bye Verazano, bo nie wiem kiedy sie znow zobaczymy tak z bliska.




A po drugiej stronie mostu jest waski pas parku, gdzie rowniez mozna spacerowac w cieniu drzew, lub posiedziec i pograc np. w warcaby, lub szachy.





I dokument rzeczowy dlaczego w nowojorskich parkach nie ma psich odchodow, taka wysokosc grzywny dziala;)



I tak dotarlismy do miasta, gdzie czekala nas jeszcze dluga droga zeby dojsc do tej czesci dzielnicy gdzie mieszkalam. Najpierw tuz przy brzegu jest ciag blokow z mieszkaniami wlasnosciowymi, calkiem ladnie to wyglada.


Potem przeszlismy wiele ulic czescia rezydencyjna gdzie jest masa pieknych i bardzo zadbanych, wrecz dopieszczonych domow.





I wreszie z przystankiem na kawe w bardzo przytulnej kawiarni wloskiej dotarlismy do tej czesci, w ktorej zaczelam moje amerykanskie zycie. I tu juz nie bylo tak ladnie, a nawet gorzej niz za moich czasow.
Lisa miala racje, dzielnica sie zmienila i to niestety na gorsze. Wspanialy skwitowal to prosto, ze dzielnica sie zestarzala, ze wzgledu na odleglosc od Manhattanu przestala byc atrakcyjna dla mlodych, ktorzy zaraz po szkole wyprowadzaja sie tam gdzie jest blizej praca, a zostali starzy i do nich dolaczyla ludnosc roznych innych nacji, ktorej wczesniej tutaj nie bylo.
Wyglada to biedniej niz te 27 lat temu, a moze ja tez mialam inna perspektywe w tamtych czasach, zaraz po przyjezdzie z Polski, ktora w 1984 roku byla zupelnie szara i ponura?
Nie wiem, wiem, tylko, ze minela mi ochota na robienie zdjec, a to nie jest dobry objaw;)
Dom, w ktorym mieszkalam jest w stanie fatalnym.



Zachwaszczony ogrodek przed domem i tylko jakis raczej dziko rosnacy krzew. Te okna bez firanek, ani nawet zaslonek, wszystko to wyglada brudno i tak naprawde to wymaga remontu na przedwczoraj.
Wiem, ze Vicky sprzedala ten dom na kilka lat przed smiercia, ale mieszkala w nim do konca.
Nie byla kobieta, ktora dbala o dom przesadnie, ale lepiej, ze tego nie widzi.
A mnie zrobilo sie smutno...

43 comments:

  1. az wstyd sie przyznac, ze podczas moich lat w NYC tylko dwa razy pojechalam do Brooklynu, raz bo musialam Hasydom zdjecia robic, a drugi raz bo chcialam zobaczyc jak Greenpoint wyglada. Tak wiec w Bay Ridge nigdy nie bylam, a szkoda, bo ten park nad woda wyglada naprawde super.

    ReplyDelete
  2. Dwakoty--> Trudno musisz przyjechac do powtorki:)) Zdjecia Hasydom? Czy to bylo na zamowienie, bo oni sie nie bardzo daja fotografowac, probowalam;)) I skutek byl, taki sobie;))

    ReplyDelete
  3. Ostatni raz na Brooklynie bylam jakies 15-lat temu.
    Az mi sie leza w oku zakrecila.
    Mimo ze nigdy nie mieszkalam w okolicach i w samym New Yorku,ale fakt ze bylam tam kilka razy,to samo wspomnienie wywoluje u mnie dreszcze:)))

    ReplyDelete
  4. Fajnie tak zajrzeć do miejsc, z którymi nas coś łączy :)
    Byłam ostatnio pod moim internatem - pomalowali go, a maleńkie za moich czasów krzewiki rozrosły się zielonością obfitą :) Ładnie to wygląda.

    Ps. Mój aparat zrobił mi takiego psikusa, jak Twój Tobie. Ehhh.Trza iść do naprawy.

    ReplyDelete
  5. Ten deptak to musi, ze w kilku filmach widzialam, tylko ktorych??? Bylo ich o NYC bez liku:)))) I rowniez nie bylam na Brooklynie, wstyd, musze to nadrobic nastepnym razem. Lubie wracac do przeszlosci ale u mnie trudniej, bo zmienilam miasto a nawet prowincje;)

    ReplyDelete
  6. Najbardziej Ci zazdroszczę tego prywatnego pokazu :).

    ReplyDelete
  7. prywatny pokaz bajka! ;) wstyd sie przyznac, ale nawet nie wiedzialam ze istnieja wodne straze pozarne ;) i widoki też miłe dla oka - te nadbrzeżne bo te już po uliczkach nie bardzo.

    ReplyDelete
  8. jakby witali Cię uroczyście po tych 15. latach:))))
    Warto wracać na dawne ścieżki życia, choć na chwilę, bo wtedy człowiek jakby wewnetrznie młodszym się staje, jakby przyszłość od tamtej przeszłości nie istniała. Przynajmniej ja tak mam:))

    ReplyDelete
  9. Oj, strazacy! Zaraz po nich sa policjanci ale nie z drogowki no i lekarze ; ) Zdaje sie, ze odbieglam troche od tematu, ups!

    ReplyDelete
  10. Maga--> Koniecznie trzeba to nadrobic:) Bierz szczoteczke do zebow w rekaw i uciekaj z domu:)) Poszwedamy sie po NYC:))

    ReplyDelete
  11. Granato--> Wkurzona jestem na ten aparat jak nie wiem co, bo akurat treaz latem;/ Wrrrr a dodatkowo jeszcze nie zadzwonilam do punktu, bo jak jestem w domu to nie pamietam, a w pracy nie mam dokladnych danych aparatu. Skleroza nie boli:))

    ReplyDelete
  12. Moniko--> Fajne sa takie powroty, dobrze ze nie da sie cofnac czasu, bo tego to bym akurat nie chciala:))

    ReplyDelete
  13. Kachna--> Pokaz byl naprawde bomba!! A Wspanialy chcial mi wmowic, ze to nie specjalnie dla mnie, tylko pewnie mieli cwiczenia. No duronota, powiedzialam mu, ze owszem jak wrocimy do domu to JA moge JEGO przeciwczyc i jeszcze dodalam, ze jest zazdrosny bo zna moja slabosc do strazakow i przestal;))) A ja naprawde nie wiem, czy to bylo dla mnie czy nie, ale czy to wazne??? Wiem na pewno ze widzieli, ze fotgrafuje zanim zrobili pokaz, bo juz mi machali, wiec mam prawo pomyslec, ze to wlasnie dla mnie. Przecie wody w rzece nie brak:))))

    ReplyDelete
  14. Ucieczko--> Zaden wstyd, ja tez do tej pory nie mialam pojecia, ze istnieje cos takiego jak wodna straz pozarna:)) Teraz juz wiemy, o:))

    ReplyDelete
  15. Iva--> Masz racje, ze fajnie:) Ile przy tym wspomnien? Sklep w ktorym robilam pierwsze zakupy, wloska ciastkarnia, gdzie kupilam pierwszy tort urodzinowy dla syna, stacja z ktorej odbywalam moje pierwsze podroze metrem.. itp.

    ReplyDelete
  16. Socjo--> Nie odbiegasz od tematu, temat strazakow jest zawsze na temat:)))

    ReplyDelete
  17. Pewnie masz, jakieś własne porównanie wyglądu Twego dawnego domu, bo - jak dla mnie, to nie jest tak źle, nawet ładne drzwi... i niesamowity numer posesji 333 !! Ja bym Ci mogła pokazać domy w stanie ruiny - zgroza ! :((
    Moich domów z dzieciństwa w ogóle już nie ma i okolica nie do rozpoznania ( na szczęście korzystnie ). Zdjęcia dla mnie bardzo ciekawe ( stałam się wręcz fanką NYC ), A SZCZEGÓLNIE ze statkiem strażackim , oczywiście..., ale nie tylko i żadna plama mi nie przeszkadzała. Dzięki za pokaz i wspomnienia ! :)

    ReplyDelete
  18. Wybieram sie do NY,musze pare spraw zalatwic,na szwedanie nie bedzie specjalnie czasu.
    Ale o takiej ucieczce warto pomyslec:)))Awaryjna szczoteczka juz przygotowana:)))

    ReplyDelete
  19. Sentymenty, sentymenty... Zawsze warto!

    ReplyDelete
  20. Kwoko--> Ten dom nigdy nie byl nadzwyczajny, bo takie domy sa na tej ulicy, ale teraz sie wyroznia, niestety przez to, ze nikt o niego nie dba:(

    ReplyDelete
  21. Maga--> No mozsz nie miec czasu sie szwedac, ale daj znac kiedy, to sie chociaz na kawe czy lunch spotkamy. Ja jestem w samym centrum Manhattanu trzy ulice od Time Square.

    ReplyDelete
  22. Zgago--> Sentymenty, czesto tez pokazuja jak sie sami starzejemy:))

    ReplyDelete
  23. Aparat fotograficzny to jeden z moich ulubionych wynalazków;) Bez niego czułabym się ograbiona ze wspomnień. Fajnie się tak z Tobą przespacerować, jakbym na własnych nogach deptała ten deptak, a przeciez moja noga nigdy tam nie postała.

    ReplyDelete
  24. O, podróż do początków. Ale to musi być kosmos. Sama wiem, że na 'wyjeździe' w rok dzieje się tyle zmian (zwłaszcza na początku), co w PL przez pół życia. Oglądanie tego z perspektywy to musi być odjazd. Ciekawa jestem jak mi będzie po tylu latach :)

    ReplyDelete
  25. oo jaka ładna wycieczka, dziękuję:)))))

    podoba mi się wysokość grzywny, u nas proponuję MINIMUM tysiąc zeta.

    ReplyDelete
  26. piekne wspomnienia..wiesz jak czytam twoje notki, to Ameryka jawi mi się jako ten kraj mlekiem i miodem płynący. Czytam jak bajki o mieście na innej planecie.

    ReplyDelete
  27. Magda--> Dobrze, ze mam jeszcze to male pstrykadlo, ktore tez robi calkiem przyzwoite zdjecia.

    ReplyDelete
  28. Laki--> We wrzesniu minie 27 lat, a to juz kupa czasu:) Prawie polowa mojego zycia))

    ReplyDelete
  29. El--> Ameryka nie jest krajem miodem i mlekiem plynacym, bo takiego kraju nie ma. Ameryka jest krajem jak kazdy inny, ma swoje dobre i zle strony. Ja jestem tutaj bardzo szczesliwa, mimo, ze przezylam tez swoje, ze byl czas, ze bylo mi bardzo ciezko. Ale jakos te ciezkie dni tutaj sa pogodniejsze:)) Nie wiem co to powoduje, moze zyczliwosc ludzka, moze ogolne zadowolenie i zycie z usmiechem. Nie potrafie chyba wyjasnic, ale wiem, ze wole tutaj ciezki czas niz gdzies indziej lekkie zycie.

    ReplyDelete
  30. Fajne są takie podróże sentymentalne :) Świat się zmienia, zagajniki rosną nagle, to co było ogromne jest malutkie, skromniejsze... zmieniamy się :) Ale to bardzo przyjemne przeżycie.
    Ewa P. (no znowu wylogowana a tu zniknęło URL :))

    ReplyDelete
  31. EwaP.--> Dzizas Ty to masz przeboje z tym Blogerem:)) A ja patrze i oczom nie wierze "wydawnictwo"(!!!) Jakie wydawnictwo?? Szczescie, ze nie kurator:)))
    Masz racje, z perespektywy czasu to wszytko wyglada inaczej:) My tez;))

    ReplyDelete
  32. Sama jeszcze nie wiem dokladnie bo umowilam sie ze znajoma z Filadelfii,ona ma tez jakies sprawy do pozalatwiania,wiec we dwie razniej.Jesli damy rade to napewno sie odezwe o dokladniejsze namiary do Ciebie.

    ReplyDelete
  33. Mijka--> Kryste, jak to sie stalo, ze Ciebie przeoczylam? Zaraz pojde do kata i dam sobie po lapach:)))
    Tak, skutecznosc prawa zalezy od wysokosci kar:))

    ReplyDelete
  34. Bardzo często robię takie sentymentalne wycieczki. W tym roku, może mi się uda odwiedzić Karpacz. Nie byłam tam... ho-ho, a może i dłużej:)

    ReplyDelete
  35. może dlatego,że zbielałam:)))
    zaraz do kata..:)))
    ja spokojna kobieta jezdem..przeca:)

    ReplyDelete
  36. Tak sobie teraz pomyślałam - chyba mi lżej, że nie tylko mój aparat sfrajerował...
    Dziś mnie szlag trafił, bom dorwała pięknie deszcz na liści dywanie ze światłem idealnym - a tu dupaaaaaa blada, bo paproch na obiektywie robi swoje ;/;/;/

    ReplyDelete
  37. Świetna wycieczka.Zabieraj nas częściej na takie. Faktycznie czysto.Ładnie i czuć taki spokój i luz.Ludzie spacerujący, łowiący,grający w szachy.
    Pewnie wiesz,że Polska juz nie jest taka szara,ale dużo do zrobienia jeszcze.Najgorsze są drogi.To tragedia.Jak się jedzie to ino łeb odskakuje.Ludzie dbają o domu , o podworka. Czasem powstają ścieżki rowerowe.Czasem.Jest ciut lepiej.

    ReplyDelete
  38. Maga--> No koniecznie daj znac, Filadelfia tez sie przyda:))

    ReplyDelete
  39. Nivejko--> Ty do Karpacza, a ja wczoraj ze Wspanialym wybralismy sie do Beer Garden, ktory jest w naszej dzielnicy i kiedys bywalismy tam nawet kilka razy w tygdniu. Ale przez ostatnie 3 lata nie bylismy tam i Dzizas az mnie zamurowalo, tyle zmian:))

    ReplyDelete
  40. Mijka--> Spokojna kobieto;)) Juz wylazlam z kata, po lapach se dalam, bo to ponoc nie zaszkodzi:)) I obiecuje poprawe;)

    ReplyDelete
  41. Granato--> Nie da sie ukryc, ze jestem wkurwiona na ten aparat, bo to akurat latem, kiedy jest wiecej okazji do fotografowania. Dzisiaj musze zadzwonic i dowiedziec sie, co sie da zrobic i w jakim terminie. wrrrrr...

    ReplyDelete
  42. Kasiu--> Oczywiscie wiem, ze Polska sie zmienila i nie jest taka, jak za czasow kiedy wyjezdzalam. Ostani raz bylam w Polsce prawie 3 lata temu i jeszcze raz 6 miesiecy pozniej, ale to juz raczej byla moja ostatnia wizyta w Polsce. Jest duzo zmian oczywiscie bardzo mnie to cieszy, ale bede szczera, nie jest to kraj, w ktorym moglabym zyc. Mimo, ze na zupelnie stare lata kombinujemy zeby sie gdzies jeszcze przeniesc, ale tym razem bede szukala miejsca gdzie moge zyc w spokoju i zgodzie z natura:)))

    ReplyDelete
  43. Super blog. Interesujący. Często tu zaglądam.:) Przy ul. Nowowiejskiej znajduje się pracownia protetyczna Wrocław - scy protetycy są najlepsi- moim zdaniem- w Polsce. spędzam tu dużo czasu z racji, że pracuje jako proteyk-stomatolog. Jak czasem mam przerwę to mogę poczytać. Bardzo ciekawią mnie blogi. O wiele bardziej niż pisane przez wielkie magazyny artykuły. Gratuluje bloga! O! i przypominam o wizytach u dentysty:) Bo to bardzo ważne. Raz na pół roku trzeba zrobić przegląd. Czasem ludzie o tym zapominają i potem mają problemy:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...