Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, July 3, 2011

Na wariata

Mamy dlugi weekend. Dla mnie to on jest zupelnie normalny, bo ja mam wszystkie dlugie tzn. 3-dniowe, no to zeby bylo bardziej swiatecznie, w koncu to urodziny Ameryki, zrobilam sobie 4-dniowy i w piatek nie poszlam do pracy.
A co?
A nic:) Szefowa na mnie najwyzej nakrzyczy, ale i tak jej potrafie odpyskowac, wiec sie nie przejmam:))
I jak tak siedzialam w piatek w domu, to wymyslilam wycieczke, taka jednodniowa, bo wiedzialam, ze w niedziele bedzie padac, czyli najlepiej jechac na jeden dzien i w sobote.
Zadzwonilam do Wspanialego.
-- Jedziemy jutro na wycieczke - powiedzialam zanim zdazyl sie odezwac.
-- Ze co?
-- Co z Toba? Nie rozumiesz po angielsku?
-- Czasem nie rozumiem, bo za Toba to trudno nadazyc. Gdzie jedziemy?
-- Do Cold Springs.
-- A gdzie to jest?
-- W upstate.
-- Cos Ty znow wymyslila? Tak nagle? przeciez nic nie jest przygotowane - zaczal marudzic.
-- Wszystko jest pod kontrola - powiedzialam i sie wylaczylam, bo po co mam sluchac jego przekonywania mnie, ze moze lepiej innym razem.
Wspanialy tak ma, ze mu sie nigdy nie chce ruszyc tylka z domu, ale jak juz pojedzie, czy pojdzie, to pozniej jest zadowolony. Nie nalezy sie tym przejmowac.
Przygotowalam salatke z tortellini (przepis zaraz wrzuce na Gotuje bo Musze), upieklam (a w zasadzie ugotowalam) schab, ktory mial byc na kanapki, poszlam do sklepu zakupilam jeszcze kilka potrzebnych rzeczy, wydrukowalam rozpiske trasy z yahoo maps i juz bylam gotowa.
Wspanialy wrocil z pracy popatrzyl na te rozpiske i stwierdzil, ze on nie bedzie jechal w swiateczny weekend przez GW Bridge, bo tam bedzie tlok i ta rozpiska mu sie nie podoba.
-- Kurcze marudo, taka rozpiska byla, taka wydrukowalam, chcesz to sobie poszukaj lepszej.
-- No ale sama zobacz, po co ja mam jechac przez GWB na druga strone Hudson River, Palisades Parkway po to zeby pozniej znow przejechac na pierwsza strone rzeki? Jak juz jestem po wschodniej stronie i to miasteczko jest po wschodniej, to nie widze potrzeby przejezdzac przez rzeke dwa razy.
-- Rob co chcesz, to Ty prowadzisz nie ja.
Nie lubie dyskusji o niczym, wiec co sobie bede strzepic jezor. On prowadzi, ja czytam albo mape, albo trase z rozpiski, jaka sobie przygotuje rozpiske, taka bedzie mial podroz.
Wyjazd zaplanowalismy na 9ta rano.
Ja oczywiscie do rannych ptaszkow nie naleze, a teraz jeszcze z tymi dlugimi wlosami samo pizdrzenie sie przed lustrem zajmuje mi poltorej godziny. Oprocz przygotowania siebie musialam jeszcze zrobic kanapki i spakowac caly majdan. Zupelnie nie patrzylam na to co on  tam wydrukowal w zastepstwie mojej rozpiski. Umiem czytac, dam sobie rade.
Dojezdzalismy wlasnie do bramek na Triboro (obecnie R.F.Kennedy) Bridge gdy Wspanialy sobie przypomnial, ze nie zabral czapki i mu sie lysina przepali.
-- O kurwa! - zawolalam.
-- No co kurwa? Zapomnialem.
-- Ale ja nie o Twojej lysinie, Tobie to moge zrobic nakrycie glowy z obrusa. Ja zapomnialam wziac ten duzy aparat fotograficzny.
Nie bylo juz mowy o wracaniu, wiec pojechalismy, na szczescie mialam przy sobie male pstrykadlo, ale nie mialam zapasowych baterii, bo zawsze mam je w futerale tamtego aparatu. Nic to, baterie sie kupi.
Zaraz za mostem przyszedl czas patrzec na rozpiske.
Popatrzylam i zupelnie nie zwrocilam uwagi, ze ta rozpiska jest napisana zupelnie inaczej niz wszelkie rozpiski jakie do tej pory widzialam.
-- Jak daleko mamy jechac ta droga? - zapytal Wspanialy.
Zerknelam na papier i odpowiedzialam:
-- 9 minut.
-- Chyba 9 mil - powiedzial Wspanialy.
-- Nie, 9 minut! przeciez czytam 9 m-i-n-s - przeliterowalam.
-- To zupelnie bez sensu.
-- Oczywiscie, ze bez sensu, ale takie sobie wydrukowales takie masz.
Dopiero pozniej zobaczylam, ze w ostatniej kolumnie rozpiski, na ktora ja nigdy nie zwracalam uwagi, bo nie bylo potrzeby, sa mile, ale wtedy juz mielismy 3/4 drogi za soba.
W pewnym momencie chcialam Wspanialemu podac nastepny punkt rozpiski tak jak to zawsze robie, po przekroczeniu poprzedniego, a on mi przerywa i mowi:
-- Ale Ty mi nie czytaj wszystkiego na raz tylko nastepny punkt.
-- To jest nastepny punkt. I masz tam do pokonania 0.1 mili (jakies 160 metrow)
Kurde myslalam, ze zwariuje.
Wyobrazcie sobie, ze przez te 160 metrow kiedy on jedzie z predkoscia 85km/godz ja mam powiedziec: "Keep left at the fork, follow signs for New York 9A/Peekskill and merge onto New York 9A N/US-9N Continue to follow US-9N"
Parsknelam smiechem.
-- Z czego sie smiejesz?
-- Bo ciekawa jestem co bys zrobil jakbym nie umiala czytac po angielsku?
-- Siedzielibysmy w domu i uprawiali seks, proste. Ale zachcialo mi sie inteligentnej baby to musze siedziec za kolkiem i krecic - zripostowal szybko i rezolutnie.
-- No tak, "nie umiesz czytac, to sie rozbierz".
Ale jak zobaczylam ostatni punkt rozpiski to juz sie o malo nie posikalam ze smiechu:
"Skrec w prawo i jedz 59 stop"
-- Skarbie Ty mnie wysadzisz na zakrecie i ja te 59 stop odmierze, zebys nie pojechal za daleko bo sie zgubimy.
Nawet nie wiem jakim cudem udalo nam sie dojechac na miejsce z tylko jedna pomylka, bo tak rechotalismy juz przez reszte drogi, ze Wspanialy ledwie panowal nad kierownica.
Na szczescie jechalismy wiejskimi drogami, na ktorych nie bylo zadnego ruchu, ale za to tak malownicze widoki, ze wyczerpaly mi sie baterie.
A co bylo dalej, czyli o wiejskich drogach i Cold Springs to juz w nastepnej notce:)

PS
Tylko bardzo prosze, darujcie sobie informacje typu GPS, bo dopoki zyje i pamietam jak mam na imie, to chce cwiczyc moj mozg, a nie pracowac nad zamieraniem szarych komorek, a do tego drugiego moim zdaniem sluzy GPS.

42 comments:

  1. o,mieliście cudniastą wycieczkę...my również zawsze robimy rozpiskę trasy,jaką mamy pokonać...nie mam GPS...i chyba nie będę miała,bo tak jest bardziej uroczo...;-)
    pozdrawiam serdecznie Hania :-)))

    ReplyDelete
  2. Oj tam, ja nie wierzę w GPS. Gdy ostatnio koleżanka mi demonstrowała to cudeńko to wjechała w ulicę jednokierunkową, a poza miastem facetowi na podwórko.Mój mąż też robi takie boskie rozpiski,ale na podst. tradycyjnej mapy samochodowej, bo już kilka razy przekonał się,że nie zawsze mapa Google dobrze pokazuje.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  3. nie mam GPS, używam mapy i głowy:)))
    poza tym, jaka to radocha zgubić się i odnaleźć:)

    ReplyDelete
  4. GPS jest gupi! A jeśli nawet się go ma to nie można wyłączać myślenia:)

    ReplyDelete
  5. GPS mam, nie używam.Mapa i rozpiska to jest to.

    ReplyDelete
  6. Nie ma to jak szybka decyzja, zawsze lepiej zalowac, ze cos sie zrobilo niz zalowac, ze nic sie nie zrobilo. Troche przemocy domowej jednak sie oplacilo:)

    ReplyDelete
  7. nie nie nie. ja dyskutuję z moim gpsem, zaskakuję go dziwnymi pomysłami, oraz na przykład jadę samochodem po trasie opracowanej dla roweru. bardzo rozwija mózg, zapewniam!

    ReplyDelete
  8. Zgadzam się pod względem gpsa... ja tam wolę czytać mapę, gubić się... :) jest wesoło :)

    P.S. Star :) myślę, że może nie każde gdybanie, ale większość, stąd moje zaznaczenie na początku tekstu :) i wiesz co, strasznie podoba mi się Twoje podejście do siebie... wiele z nas powinno brać przykład z Ciebie :) lubienie siebie jest wspaniałe, a czasem nam go brakuje...

    ReplyDelete
  9. Przy stopach już padłam! Spod biurka nadaję :DDDD

    ReplyDelete
  10. Haneczko--> Jak tylko GPS sie pojawil na rynku lata temu, to oczywiscie ja jako milosniczka nowosci nawet chcialam kupic. Ale sie zreflektowalam, ze to nic innego tylko kolejna "maszynka do prania mozgu" i nie kupilam i pewnie juz nigdy nie kupie:) W sumie to ja sie juz nigdzie nie spiesze, a jak sie zgubie to zawsze cos nowego zobacze:))

    ReplyDelete
  11. Anabell--> Wcale nie jestem zaskoczona:)) GPS tak dzialaja, nawet chyba pisalam jak nas w ubieglym roku wiozl taksowkarz z Manhattanu na Queens o malo co nie pojechal przez Brooklyn. No ale kierowal go GPS:))) Trasa, ktora normalnie pokonuje sie w ciagu 20 minut, trwala ponad godzine. Kazdy myslacy czlowiek wie, ze Manhattan od Queensu dzieli tylko rzeka i wystarczy przejechac jeden most. Ale do tego trzeba myslec.

    ReplyDelete
  12. Może jakiś miły męski głos by mnie i przekonał do GPS-a, ale one strasznie marudzą i wyprowadzają na manowce :)))
    Uważam, że spisałaś się znacznie lepiej. Ja np mam talent do wyszukiwania na mapie nieistniejących skrótów. Kiedyś wyszło to na jaw, kiedy uparcie chciałam nakłonić, żeby jechał korytem rzeki.
    Ale kurczę, naprawdę było bliżej! :)
    P.S No znowu nie ma adresu URL!!! Więc znowu będę wydawnictwem. Zresztą Wydawnictwo to ja, jak powiedział kiedyś pewien król :))Ewa P.

    ReplyDelete
  13. Mijka--> Uzywanie glowy jest nie modne:))) Jestesmy dinozaurami:)) Tez sie lubie gubic:)

    ReplyDelete
  14. Nivejko--> A co to jest myslenie? ;)))

    ReplyDelete
  15. Beata500--> Ja tez lubie mapy i jestem dobra z czytania mapy, ale juz sie rozleniwilam, bo mapa to przewaznie duza plachta, wiec drukuje rozpiski, bo tak wygodniej:)

    ReplyDelete
  16. Ataner--> Ja zawsze stosuje przemoc domowa w tej kwestii:)) W najgorszym przypadku mowie "to sobie zostan w domu, a ja pojade/pojde sama" i wtedy Wspanialy juz stoi w drzwiach:))) Jemu sie tylko wyjsc nie chce, chyba lubi mieszkac:) Troche mu sie nie dziwie, bo w jego przypadku to on naprawde w tym domu tylko spi:))

    ReplyDelete
  17. DS--> Kazdy ma swoje upodobania. Ty lubisz pogadac z GPSem ja wole do tego ludzi:))
    A w kwestii wyjasnienia, bo chyba nie pojmuje, jedziesz samochodem po sciezce rowerowej, bo tak nakazuje GPS?

    ReplyDelete
  18. MM--> Wlasnie z tym gubieniem sie i odnajdywaniem jest dokladnie jak ze zlymi decyzjami:) Jedno i drugie jest potrzebne do ogolnego rozwoju:))

    ReplyDelete
  19. Aga_xy--> Ty sie nie smiej, te 59 stop to dokladnie do punktu gdzie sobie ktos wymyslil, ze jest centrum miasteczka chyba. "Chyba", bo naprawde nie wiem, zwlaszcza, ze ten zakret tuz przed 59 stop to kierowal w prawo, a cale zycie miasteczka zaczynalo sie wlasnie w lewo:)))

    ReplyDelete
  20. Wydawnictwo--> Oj tam, jazda korytem rzeki mogla byc calkiem przyjemna:)))
    A co do logowania to sie nie przejmuj, dla mnie i tak jestes Magenta:)) Ale chyba juz oficjalnie zostaniesz Wydawnictwem;) Tylko nie bardzo rozumiem dlaczego jest tak namieszane, bo ja tylko zlikwdowalam opcje Anonimow, cala reszta powinna dzialac.

    ReplyDelete
  21. Smieje sie tutaj. Ja tam mam GPS i rozleniwione komorki :):):)
    Odzyskalas wladze administratorska? :):):)

    ReplyDelete
  22. a ja czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg !
    masz fantastycznei pióro !
    pozdrawiam

    ReplyDelete
  23. Robin--> Ty jezdzisz sama w delegacje czesto do stanow, ktorych masz prawo nie znac, a to zmienia postac rzeczy. Ale znam ludzi, ktorzy jezdza do pracy z jednej dzielnicy do drugiej tego samego miasta z GPSem:))) Moze nawet wracaja ze sklepu do domu za pomoca GPS, no nie wiem czy to byloby madre:))
    A prawa juz mamy;)) Chris zadzialala:))) Chwala Bogu, bo ja juz dostawalam sraczki z padaczka:)))

    ReplyDelete
  24. A my tam lubimy GPS, czasem, fakt wariuje ale z reguly mozna na nim polegac. Do tego miewamy rozpiski i mape tez. Wiesz, jak jedziemy na takie podmiejskie wycieczki to mozna sobie poradzic z rozpiska ale jak jedziesz z Kanady na Floryde dwa dni (jedziemy w sierpniu i mamy do pokonanie 2400 km) to GPS naprawde zdaje egzamin. Ale ja tam musze miec zawsze mapy, bo czesto sa objazdy, roboty drogowe i inne nieplanowane trudnosci. Ale z tymi stopami na Waszej rozpisce to faktycznie jaja jak berety!

    ReplyDelete
  25. Moniko--> Bez przesady, z tym moim nielubieniem GPSow, bo rozumiem, ze sa sytuacje kiedy ulatwia zycie. Tak jak w Waszym przypadku z Kanady na Floryde, to jest jazda na kilka dni.
    Ale powiedz mi ile znasz osob, ktore pokonuja takie odleglosci samochodem? Ile osob jedzie przez cala czy pol Europy? I jak czesto? Oczywiscie, ze w takich przypadkach to jest naturalne i po to moim zdaniem GPS zostal wyprodukowany. Ale ja pisalam o nowojorski taksowkarzu, ktory wiozl nas z Manhattanu na Queens kierujac sie wskazowkami GPSa. Mowie o ludziach, ktorzy jezdza codziennie do pracy, ludziach, ktorzy na taka wlasnie wycieczke jak nasza sobotnia tez MUSIELI by miec GPS.
    Wiesz to tak jak z krojonym chlebem, jest, ulatwia zycie, ale jednoczesnie znakomita czesc ludzi juz nie potrafi ukroic kromki chleba.

    A te 59 stop to oczywiscie swiadczy o tym, ze rozpiska zostala przygotowana przez kogos kto nie jest kierowca i jezdzi tylko jako pasazer i to tez pewnie tylko i wylacznie w celach opracowania kolejnej rozpiski:))) Tam jeszcze gdzies bylo "go 102 feet" i sa takie kwiatki jak caly opis zmiany drogi, z zaznaczeniem po ilu minutach jazdy i ilosci mil ale nie ma przy tym zadnych zjazdow, ani innych oznaczen, no zupelnie nie wiadomo o co chodzi. Dopiero na miejscu przszlismy po rozum do glowy, ze to wszystko jest bez sensu, bo droga tylko zmienia nazwe i nic wiecej, ty jedziesz dalej jak jechales. Zamiast krotkiej informacji, ze droga z 9A zamienia sie w Sprain Brook Pkwy to jest caly opis na 4 linijki pelen symboli, numerow drog i wskazowek, ktore sa do niczego nie porzebne:)))
    Pomijajac mnie, to jak Wspanialy na koniec podrozy zobaczyl te rozpiske i sie przyjrzal solidnie to od razu stwierdzil, ze wracamy "na wyczucie".

    ReplyDelete
  26. Racja, ze to glupota z GPS w taxi;) Ale w kazdej widze jest, to juz chyba taka moda? Jeszcze mi sie przypomnialo jak jechalismy pierwszy raz do Twojego miasta!!! Stardust, gdyby nie ten GPS to ja nie wiem gdzie my bysmy wyladowali. On nam zycie kilka razy uratowal, bo wjechalismy w takie dzielnice, ze strach wychodzic z auta:) Jak jest ruch taki, jak w NYC lub Chicago albo np Atlanta (zgroza!) to czasem nie ma czasu czytac rozpisek, malo tego czasem GPS wydaje sie nie nadazac z podawaniem polecen gdzie jechac, a zwolnic na takiej I-75 nie mozesz, bo Ci w dupe wjada:)))Ja mysle, ze jest to fajny wynalazek ale nie dajmy sie zwariowac:))))))

    ReplyDelete
  27. Moniko--> Wjechac do NYC z ktorej kolwiek strony to jest wyczyn karkolomny. Wiem cos o tym, zajelo mi ladnych pare lat, zeby sie nauczyc. Laczy sie tam tyle drog, jest cala siec mostow, mosteczkow, tuneli, zjazdow, objazdow no oszalec mozna, albo co najmniej nabawic sie zeza rozbieznego:)) I to wszystko opanowac nie tracac szybkosci, wiem i wspolczuje:) Tak naprawde to wjazd do centrum od granic miasta moze trwac godzine i czlowiek nie wie gdzie wyladuje. Jak GPS za tym nadaza to jest dla mnie zagadka:))

    ReplyDelete
  28. Wiesz, my nawet do centrum NYC nie odwazylismy sie jechac. Nasz GPS/rozpiska/mapa mial nas zaprowadzic do Secaucus, NJ, tam mielismy hotel i stamtad mielismy robic wypady autobusem miejskim do Port Authority. Tak bylo najwygodniej, najszybciej i najtaniej. I tak wlasnie sie zakalapuckalismy gdzies po drodze do tego Secaucus, gdzies zle zjechalismy, bylo tyle autostrad krzyzujacych sie, ze cholera trudno sie polapac jak sie jedzie 120 km/h, nawet z GPS! A przejazd przez Atlante zawsze planujemy albo w nocy, albo nad ranem, tam jest kurcze ze 20 pasow, no nie przesadzam, czegos takiego to ja nawet w Toronto nie widzialam, to jest obled!! Gdzies czytalam, ze Atlanta to jest najbardziej ruchliwy odcinek autostrady w USA.

    ReplyDelete
  29. Tak samo mowilam o GPS jak Ty, jeszcze niedawno.
    Dopoki pare razy nie zgubilam sie w gorach probujac dojechac na wizyte, tez mialam go w d... powazaniu.
    Krecilam, nawracalam, dobijalam sie bogu ducha winnym ludziom do drzwi (a to wieeeelkie faux pas tutaj), zeby zapytac o droge, a oni czesto gesto tez nie wiedzieli. A nastepny dom w odleglosci mili albo i lepiej.
    No to jak pare razy sobie pokrecilam po gorach, a wizyty zamiast pol godz zajely mi poltorej, to dalam spokoj i kupilam GPS. Moze raz w tygodniu go uzywam, ale oszczedza mi czas znaczaco i nawet sie polubilismy - zwlaszcza, ze mowi do mnie aksamitnym barytonem ;)
    Do cwiczenia pamieci mam az zanadto innych okazji.

    ReplyDelete
  30. Moniko--> Nastepnym razem jak bedziesz robic wypady do Port Authority, to daj znac:)) Ja pracuje kilka ulic dalej, doslownie 4-5, to sie spotkamy:))

    ReplyDelete
  31. Czarownico--> Ja jade na wycieczke, nigdzie mi nie spieszno i jade ogladac krajobrazy. Ty jedziesz jako lekarz do chorego.
    Widzisz roznice? Ja widze:))
    A jak urosniesz i bedziesz w moim wieku, to bedziesz miala wieksza potrzebe cwiczenia pamieci i mniej okazji:)))

    ReplyDelete
  32. Jeśli ma się tak luźne podejście do odmierzania kolejnych punktów na trasie, to GPS nie jest potrzebny! :)
    Miło czytać, że znowu fajnie spędzasz czas!
    Pozdrowienia, mało komentuję ostatnio, chociaż staram się zaglądać i być na bieżąco.
    Buźka!

    ReplyDelete
  33. Iw--> Ja juz jestem w tym wieku, ze moge sobie pozwolic na luzne podejscie do zycia, nie tylko wycieczki:))
    Ja tez do wiekszosci blogow zagladam i nie komentuje, bo czasu nie styka:)
    Widzialam, ze Twoj remont zbliza sie ku koncowi, to juz poczekam, az sie uporasz i bede ochac i achac:))
    Buziaki:*

    ReplyDelete
  34. Zwizualizowałam sobie Ciebie odmierzającą te 59 stóp :)), i przypomniały mi się czasy gdy podnad 20 lat temu jeździłam z rodzicami do Bułgarii bez GPS, a moja Mama była osobistym pilotem Taty i jakoś dawali radę:)

    ReplyDelete
  35. Kachna--> Takie wspolne wycieczki i pilotowanie to jest doskonala frajda. GPS trzeba sluchac, wiec ja musialabym chyba siedziec cicho, a to jest raczej niemozliwe:)))
    Ludzie dawali rade bez wielu rzeczy, ale teraz jest modne MIEC.

    ReplyDelete
  36. Star, ja bym chciala bedac w Twoim wieku (a to juz nie tak dlugo, zleci jak z bicza strzelil) szukac okazji do cwiczenia pamieci.
    Niestety, nie mam zludzen zwiazanych z europejskimi systemami emerytalnymi i wiem, ze bede musiala pracowac grubo powyzej wieku emerytalnego, wiec nadal bede miala az zanadto (and God save the patients;)

    ReplyDelete
  37. I bardzo dobrze, że nie myślisz o zainstalowaniu GPS, najlepsza jest dobra mapa i już. I dobra rozpiska, oczywiście :))))))))))))))

    ReplyDelete
  38. Czarownico--> Pociesze Cie, ze to nie tylko europejskie systemy emerytalne:)) Ja tez wydam ostatnie tchnienie wyciskajac wagry lub odkrzaczajac jakas kobitke:)) Ale moja praca wymaga zdecydowanie lepszego wzroku niz pamieci, wiec wiesz, musze sie wspomagac:))

    ReplyDelete
  39. Anulla--> Nie mysle, bo jak teraz nie potrzebuje to juz chyba dam rade:) A jak by nie daj buk Alzheimer w gosci przyszedl to GPS tez mi nie pomoze:))

    ReplyDelete
  40. "Mamy dlugi weekend. Dla mnie to on jest zupelnie normalny, bo ja mam wszystkie dlugie tzn. 3-dniowe" To zdanie nieustannie wzbudza we mnie zaskakujące pokłady zawiści ;)))

    ReplyDelete
  41. :)))U nas zawsze wszystko na wariata i tez nie jestesmy posiadaczami GPS:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...