Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, August 22, 2011

Z dostawa do domu

Jakies 3 tygodnie temu poszlam do salonu na odklaczanie i obrobke pazurow. Chodze do tego samego zakladu juz 7 lat, a w zasadzie na dzien dzisiejszy moge napisac, ze chodzilam, bo wiecej juz raczej nie bede miala potrzeby tam pojsc. Wlasnie w czasie ostatniej wizyty moja Gina oznajmila mi, ze odchodzi i juz nie bedzie tam pracowac. Kurde, w pierwszej chwili ogarnelo mnie przerazenie.
-- Gina, ale dlaczego?
-- Bo Michael i Anna sprzedaja zaklad dla Amy, a wiesz, ze ja nie moge pracowac dla Amy.
Tyle wiedzialam, bo Amy to i ja nie lubie, mimo ze lubie tam wszystkich to ta jedna kobieta dziala na mnie odpychajaco. Nawet chyba nie potrafie powiedziec co mnie najbardziej w niej denerwuje, ale jest to splot roznych drobnych mankamentow. Na przyklad, przeciez przez 7 lat wszyscy wiedza, ze ja przychodze tylko do Giny, dziwnym zbiegiem okolicznosci jak przychodze na umowiona wizyte, to Amy zawsze wyskoczy ze swoim:
-- Co dzisiaj potrzebujesz?
Nie lubie ludzi natretnych, ona pewnie mysli, ze to grzecznosc i profesjonalizm, ja odbieram to jako atakowanie mnie juz od drzwi, co jeszcze moglabym zrozumiec gdybym byla nowa klientka i przyszla z marszu, z ulicy. Ale ja przychodze na konkretna, wczesniej umowiana wizyte, jestem zapisana w ksiazce i to w kolumnie Amy. Nawet wlasciciele nigdy nie napadaja na nikogo z pytaniami od drzwi, robi to tylko Amy.
Jak mi wiec Gina powiedziala, ze nowa wlascicielka zakladu bedzie Amy, to zbladlam.
Na szczescie w czasie tamtej wizyty mialysmy wystarczajaco duzo czasu, ze by omowic wszystko w prywatnym pokoju w czasie woskowania.
Dalam Ginie moj adres domowy i poprosilam zeby przyszla nastepnego dnia, czyli w poniedzialek, bo chcialam jej pokazac, ze pewne uslugi, a nawet wiekszosc uslug mozna robic w domu klienta.
Gina jest z Nepalu, slabo mowi po angielsku, ale ja sie z nia swietnie dogaduje, pod warunkiem, ze mamy czas na rozmowe.
Nastepnego dnia przyszla do mnie do domu i moglam jej spokojnie wytlumaczyc, ze przynajmniej do czasu kiedy znajdzie prace w jakims innym salonie, to moze pracowac przychodzac do klientow.
Nie bardzo mogla w to uwierzyc, bo ona nie ma samochodu, a wydawalo jej sie, ze przeciez bedzie musiala ze soba przynosic caly majdan roznych rzeczy.
Pokazalam jej maly przenosny podgrzewacz do wosku, ktory ja mam w domu juz od lat, jeszcze jak sama czasem chodzilam do klientek do domu. Bardzo jej sie to spodobalo, bo maszynka jest mala, bezpieczna i lekka. Wyjasnilam, ze nie musi nosic zadnych misek do moczenia stop, bo przeciez kazdy ma w domu jakis plastikowy pojemnik, wiaderko, czy cos innego w czym moze moczyc stopy.
Ja pamietam, ze jedna z moich klientek moczyla stopy w garnku do gotowania.
Jej stopy, jej garnek i nie bylo w tym nic zlego, w koncu garnek da sie umyc.
Raz tylko mialysmy przygode, bo Denise umowila sie ze mna i uprzedzila, ze jak przyjde to bedzie w domu jej matka z Colorado. Mialam zrobic manicure matce, a w tym czasie Denise wracala z pracy i mialysmy zrobic pedicure i manicure dla niej.
Jak przyszlam to matka pochwalila mi sie, ze piecze meatloaf, nawe otworzyla piekarnik, zeby mi pokazac, a ja pierwsze co zobaczylam, to ze meatloaf piecze sie w garnku, ktory zawsze uzywalysmy do moczenia stop:) Jak Denise wrocila z pracy, to ja chcialam zapobiec niefortunnej sytuacji i cicho wyszeptalam:
-- Nie robimy dzis pedicure..
Nie zdazylam dopowiedziec reszty dotyczacej garnka, bo Denise zdziwiona zapytala:
-- Ale dlaczego? Cos sie stalo? Nie masz czasu? Jak rozmawialysmy telefonicznie kilka godzin temu, to powiedzialas ze nie ma problemu.
Matka akurat dolaczyla do nas, wiec tym bardziej nie mialam mozliwosci wyjasnic o co chodzi i tylko powtorzylam:
-- Nie dzisiaj, moze przyjde za kilka dni, ale dzis to raczej niemozliwe...
Mialam nadzieje, ze Denise sie domysli, ale ta zupelnie nie wiedziala o co chodzi, natomiast matka jeszcze pogorszyla sytuacje mowiac:
-- No to bierzcie sie do roboty, bo jak skonczycie pedicure to akurat zjemy razem obiad, a potem Star zrobi Ci manicure.
Delikatnie przesunelam sie i stanelam za plecami matki i bezglosnie ruchami ust oraz przy pomocy rak nadawalam sygnaly do Denise:
-- W garnku piecze sie meatloaf - wskazalam przy tym na kuchnie i piekarnik.
Denise prasknela smiechem i chichoczac powiedziala:
-- Dobrze, to pedicure zrobimy innym razem.
-- Ale dlaczego?? - wtracila matka - przeciez mowilas, zebym obiad przygotowala na taka pore zeby Stardust mogla wszystko zrobic i razem zjemy.
-- Oj, no tak mowilam, ale sie sytuacja zmienila i nie robimy pedicure - chichotala Denise.
-- Ja nic nie rozumiem... Cos knujecie poza moimi plecami... - obrazila sie matka.
-- Oj mamo, nic nie knujemy, tylko Ty pieczesz meatloaf w garnku, w ktorym ja zwykle mocze stopy - wyjasnila Denise ledwie trzymajac sie na nogach ze smiechu.
-- W garnku!! Na meatloaf !! Ty moczysz stopy?!?! - wykrzyczala matka.
-- No a w czym mam moczyc? Ja nie gotuje, to byl Twoj pomysl, ze powinnam miec w domu garnki, przeciez nie siade na szafce kuchennej i nie bede moczyc w zlewozmywaku - chichotala ciagle Denise.
Przy obiedzie opowiedziala mi jak to wlasnie tego samego dnia w pracy miala jakies wazne posiedzenie zarzadu (Denise byla prezydentem wielkiej korporacji) a sekretarka zapowiedziala, ze ma matke na telefonie. Denise probowala pozbyc sie rozmowy i powiedziala, ze jak skonczy to zadzwoni do matki, ale matka byla uparta, wreszcie Denise powiedziala "zapytaj ja co chce?" na co sekretarka odpowiedziala "mama nie moze znalezc walka do ciasta w Twoim mieszkaniu" "bo ja nie mam walka, powiedz, zeby uzyla butelke" cala rozmowa odbyla sie oczywiscie przez glosniki w obecnosci ubawionego setnie zarzadu. Mialysmy super historie z Denise, to byla jedna z najwspanialszych osob jakie w zyciu spotkalam i wiele jej zawdzieczam. Jest ode mnie 2 lata starsza, fantastyczna kobieta, ale potem wyszla po raz drugi za maz i przeprowadzila sie na Wyspy Kanaryjskie.
Oczywiscie zaprosila mnie i Potomka zeby ja odwiedzic, spedzilismy tam super wakacje.
Innym razem o malo sama nie padlam ze smiechu, jak przyszlam do domu nowej klientki i drzwi otworzyl jej maz a ona sama siedziala na kanapie w salonie ze stopami w... patelni:))
Ten widok bedzie mnie smieszyl juz do konca zycia.
Tak wiec staralam sie przekonac Gine, ze nie musi przynosci nic do moczenia, zadnych recznikow ani kubla na smieci, bo to wszystko kazdy ma w domu.
Niby zrozumiala, ale ja nie bylam przekonana.
Tak czy inaczej w piatek zadzwonilam do niej, bo wiedzialam, ze w ten weekend musze miec zrobione pazury. Okazalo sie, ze znalazla prace, ale duzo dalej od mojego domu niz poprzedni zaklad. Wspanialy zadeklarowal, ze jak chce to on mnie bedzie tam wozil i odbieral. Pozniej jednak zapytal:
-- A moze tak jak polubilas Gine, tak samo znajdziesz inna dziewczyne...
-- Pewnie tak kochanie, problem w tym, ze ja jestem juz w tym wieku, ze staram sie ograniczyc liczbe ludzi, ktorzy ogladaja mnie od spodu... Gina juz widziala...
Przyznal mi racje.
Zdzwonilam do niej jeszcze raz i zapytalam czy moglaby przyjsc do mnie w poniedzialek, bo ona jak sie okazalo tez ma wolne poniedzialki, wiec to bylaby super sprawa. Dojazd ma latwy, bo tylko jednym autobusem...
Zgodzila sie.
I tak dzis mialam serwis z dostawa do domu.
Co najsmieszniejsze, jak wyszlam jej otworzyc drzwi wejsciowe do domu, to moja sasiadka Debbie byla przed domem i okazalo sie, ze ona tez korzystala z uslug Giny.
Debbie sie bardzo ucieszyla, ze jest taka mozliwosc zeby Gina przyszla do domu, w czasie kiedy rozmawialysmy nastepna sasiadka Kim zawolala z balkonu:
-- Ja tez bardzo chetnie dolacze do tych poniedzialkow!!
No i swietnie, ja sie bardzo ciesze, bo tym sposobem dziewczyna raz na jakis czas w poniedzialki bedzie mogla troche zarobic, a jak sie wiesc rozniesie, to bedzie jeszcze lepiej.
A mnie sie dzis spodobalo szczegolnie, bo Gina wymyslila, ze jest tak piekna pogoda, ze mozemy robic obrobke pazurow na tarasie.
Czulam sie jak rich bitch:)))

32 comments:

  1. Też chcę! Macie tam jeszcze wolne moce przerobowe na poniedziałek?

    ReplyDelete
  2. nio to szykują się Tobie miłe poniedziałki :)

    ReplyDelete
  3. Oj jak ja bym takie poniedziałki chciała mieć u siebie. Niestety się nie zanosi, bo po pierwsze brak Giny, po drugie brak funduszy, a po trzecie brak cierpliwości na jakieś takie siedzenie i moczenie stóp w garnku :)

    ReplyDelete
  4. Ludzie mają nieskończona wyobraźnię i potrafią użyć wszystko do wszystkiego. To jedna z moich ulubionych ludzkich cech no i jaka zabawna :) Poza tym, oby nigdy nie zabrakło poczucia humoru i można góry przenosić!
    Uważam, że gdyby ludzie się nie nadymali, cywilizacyjnie i technicznie bylibyśmy znacznie dalej :)

    ReplyDelete
  5. O, ja to bym nawet wolała taki serwis z dostawą do domu, zamiast wypraw do salonu kosmetycznego. Rzeczywiście można się poczuć luksusowo :-)

    ReplyDelete
  6. Pieprzniczko--> Przybywaj:))) bedzie impreza pazurowa:)

    ReplyDelete
  7. Elfii--> Nie wszystkie, ale co trzeci. Dla mnie wazne:)

    ReplyDelete
  8. Ale masz szczescie! Nie jest latwo znalezc taka osobe, bo oprocz umiejetnosci powinna miec to COS, dzieki czemu moglabym jej zaufac i polubic. Niestety, moja ulubiona kosmetyczka ma salon w Ciechocinku - nawet jak jestem w kraju, to nie zawsze moge ja odwiedzic, ze o wizytach domowych nie wspomne

    ReplyDelete
  9. devinette--> Zaplacic i moczyc stopy i tak trzeba, czy w salonie, czy w domu. Ja sie ciesze, ze nie musze nigdzie lazic a szczegolnie jak przyjdzie zima i juz nie mozna przeleciec w japonkach do domu tylko trzeba siedziec i te pazury suszyc:))) Najbardziej wlasnie tego suszenia nie lubie, bo mi szkoda czasu:))

    ReplyDelete
  10. EwaP--> Ja tez uwazam, ze poczucie humoru ulatwia i sprawia, ze zyje sie przyjemniej. A juz umiejetnosc smiania sie z samego siebie sprawia, ze zaczyna byc bosko:)))

    ReplyDelete
  11. Bee--> Ma to swoje plusy i minusy, jak wszystko:) W salonie jednak jest fotel z masazem, ktorego nie ma w domu, no ale w domu z kolei nie trzeba czekac az sie wyschnie, zeby wstac i pojsc:))

    ReplyDelete
  12. Socjo--> Rozumiem, ja tez mialam problem na poczatku, zeby znalezc kogos kto wie co robi i do tego nadaje sie do "lubienia":))) Ale przyszedl moment, ze musialam kogos sama przeszkolic w czasie wizyt, bo zaczynaly mi grozic wrastajace paznokcie u stop, a to bolesne jest cholernie. Niestety wiekszosc manikurzystek wycinalo mi paznokiec z boku, a to tylko sprawia, ze paznokiec rosnie bardziej w glab ciala. I tak kiedys trafilam na Gine, ktora mimo, ze te 7 lat temu prawie zupelnie nie mowila po angielsku, to sluchala i patrzyla co ja tlumacze. Po kilku wizytach juz wiedziala co ja chce, a ja moglam spokojnie zamknac oczy i sie zrelaksowac. Szkoda mi stracic taka dziewczyne, w koncu sama ja sobie "przeszkolilam":))) Wiec sie bardzo ciesze, ze sie dala namowic na te wizyty, a dla niej to wiecej pieniedzy, bo w salonie wiadomo to co placi klient idzie do kasy, a dziewczyny maja placone "dniowki" Wczoraj u mnie za godzine Gina zarobila polowe salonowej dniowki. Bede probowala dogadac sie z sasiadkami i moze bedzie nas wiecej chetnych.

    ReplyDelete
  13. Ach, rich bitch :))) Miałam taki wypas pod ostatnim polskim adresem. A nawet większy. Moją sąsiadką przez sufit oraz kumpelą była kosmetyczka. Ależ miałyśmy miłe sesje - dzieciaki robiły demolę a myśmy robiły się :))

    ReplyDelete
  14. No widzisz jak Ci sie wyfarcilo z ta Gina? Nie ma tego zlego.... Mam kolezanke kosmetyczke i ona tez do klientek po domach jezdzi i sobie dorabia. Niektore mieszkaja w super rezydencjach (Londyn)toz to sama przyjemnosc! Ma stala prace w gabinecie kolo Harrodsa i kiedys nawet ja wezwano do specjalnego zadania do jakiegos hotelu, okazalo sie, ze miala robic pazury.....JLo!!!!!

    ReplyDelete
  15. Super sprawa taka obsługa i to na tarasie własnego domu:).
    Ja mam ulubioną kosmetyczkę od 12 lat prawie, jak zaszła w pierwszą ciążę jeździłam do Niej do domu, potem wróciła do pracy, ale zmieniła zakład o czym mnie poinformowała.
    Nigdy mi nic złego z twarzą, stopą nie zrobiłą i mam do niej 100% zaufanie.

    ReplyDelete
  16. Swietnie,nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo:)))

    ReplyDelete
  17. Laki--> Pomijajac te wypasione salonowe sprzety, to jednak komfort uslug domowych ma swoje plusy:))

    ReplyDelete
  18. Moniko--> Pracowalam lata temu jako manikurzystka w salonie, ktory miescil sie w jednym z najdrozszych hoteli NYC i tam wlasnie czesto wysylano nas do pokoju, zeby wykonac jakas usluge prywatnie, co by jakas slawa nie musiala siedziec razem z pospolstwem:))) Mam swoja liste slawnych nazwisk, ze tylko wspomne niezyjaca juz Ksiezniczke Diane.
    A pozniej jak odeszlam z hotelu to i tak mialam zawsze jakies "szczescie" do prywatnej kilienteli z wyzszej polki. Wspomniana w notce Denise miala mieszkanie na piatej aleii w tym samym budynku co Jackie Kennedy-Onassis. Pamietam jak kupila to mieszkanie i robila remont, to zamowila 38 sztuk drzwi(!!!) Bywalam w roznych rezydencjach, nawet mialysmy w trzy dziewczyny weekendy pracownicze w upstate w domu gdzie zjezdzaly sie panie ze srodowisk politycznych. Takie weekendy to byla frajda:))

    ReplyDelete
  19. Kachna--> Tak zaufanie to najwazniejsza sprawa, nie da sie ukryc:)) Tutaj kosmetyczka to kobieta od twarzy, a manikurzystka robi paznokcie rak i nog. Nie wolno laczyc tych serwisow. Jak przyjechalam to przez pierwsze lata bylam manikurzystka i wlasnie wtedy mialam najwiecej okazji do swiadczenia serwisu w domach prywatnych. To byla super sprawa, bo klient za usluge domowa placi podwojna cene. Taka jest zasada, a niektorzy placili wiecej. Pamietam, mialam taka ksiezniczke z Arabii Saudyjskiej, u ktorej za 2 godziny pracy zarabialam cala moja tygodniowke:)) Ale czlowiek byl mlodszy i mogl pracowac w roznych polowych warunkach. Lata pozniej przekwalifikowalam sie na kosmetyczke i w sumie powoli te prywatne prace zaczely sie wykruszac. Teraz juz nie dalabym rady;) Zreszta robienie zabiegow twarzy wymagaloby za wiele sprzetu do wozenia. Bylo, minelo... dobrze, ze bylo:))

    ReplyDelete
  20. Maga--> No, udalo mi sie:)) Tylko Gina za chiny ludowe nie potrafi zrozumiec, ze przychodzac do domu klienta ma prawo kasowac podwojna cene. Wczoraj jej tlumaczylam, ale ona nie pojmuje, ze tak to jest. Stanelo na tym, ze owszem, wraz z kryzysem i recesja zmienily sie prawa rynku, wiec bedzie kasowac cene plus 20%, czyli jakby normalna cene plus napiwek. Ona twierdzi, ze dla niej to i tak duzo, bo w zakladzie placa slabo. Fakt, to jest Queens a nie Manhattan, no ale ja chce zeby dziewczynie oplacalo sie pracowac w ten wolny dzien. Wspanialy sie smieje, ze ja szkole sama przeciwko sobie:)))

    ReplyDelete
  21. To super Ci się udało z tą "dostawą do domu":)) Napewno tak jest wygodniej dla Ciebie a i ona na tym skorzysta:) Świetny pomysł!! A to, że szkolisz ją przeciw sobie to dobrze o Tobie świadczy, że pamiętasz jak to było na początku Twojej drogi w Stanach, a nie jak niektórzy zgodnie z powiedzeniem "nie pamiętał wół jak cieleciem był" :)))

    ReplyDelete
  22. Star, sorry, ze nie na temat ale od razu o Tobie pomyslalam. Zatrzesla Ci sie ziemia??? Nawet my w TO odczulismy, choc moje niektore wspolpracownice probowaly mi wmowic, ze cos ze mna jest nie tak, ze moze mam uderzenia goraca lub cos podobnego:) Ale i tak nie dalam sobie wmowic zadnego B/S, bo czulam wyraznie jak mi fotel faluje:)Matko, co roku tak teraz bedzie?

    ReplyDelete
  23. Bardzo, bardzo pozytywna historia. Je też lubię Ginę.... bo jest z Nepalu. Tam żyje 99% dobrych ludzi. Ty wiesz Star, że dobro które dajesz wraca do Ciebie. Wiem, że wiesz. To się sprawdza. Pozdrawiam. gekon.

    ReplyDelete
  24. Kiciu--> Pamietam jak bylo na poczatku i pamietam ile zyczliwych i pomocnych osob spotkalam. Tak to jest w zyciu, ze to co wysylasz w swiat wraca do Ciebie:) Ja w to wierze:))

    ReplyDelete
  25. Moniko--> Dzieki:) Zatrzeslo, kazali sie ewakuowac i pol godziny pozniej powrot. Nie odczulam tego bardzo, chociaz nie wiem czemu boli mnie glowa... Czy to moze miec zwiazek?
    Nie mam pojecia;/

    ReplyDelete
  26. Gekon--> Gina jest naprawde bardzo dobrym czlowiekiem, bardzo sie ciesze, ze mi ja los zeslal:) I wiem, malo tego, ze wiem, ja wierze w to, ze dobro wraca. Zlo tez;)
    Spotkalam w moim zyciu amerykanskim mase wspanialych ludzi, tony zyczliwosci i teraz tylko staram sie jak jest okazja, splacic zaciagniety dlug.
    Nawet dzis sie przydarzylo cos co w pewnym sensie jest niesamowite. Napisze o tym wieczorem, ale to wlasnie dowod na to, ze los jest dla mnie bardzo zyczliwy:))

    ReplyDelete
  27. ach...obie widac korzystacie na tej znajomosci :) a odrobiny luksusu tylko pozazdrościć ;)

    ReplyDelete
  28. rozbawiłaś mnie:))
    Ja nigdy nie chodzę do fryzjera, bo fryzjer podobnie jak Gina, od lat przychodzi do mnie do domu:) Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  29. Też bym chciała mieć swoja Ginę...

    ReplyDelete
  30. Iva--> Ja mialam kilka razy wizyte zaprzyjaznionej fryzjerki, ale to jest bardziej klopotliwe, bo jednak wlosy fruwaja wszedzie i trzeba potem cala chalupe sprzatac:))) A wiesz, ja len jestem;)
    Z tego samego powodu nigdy nie pracowalabym jako kosmetyczka w zakladach fryzjerskich i nigdy nie skorzystala bym z zadnych zabiegow na twarzy w zakladzie gdzie rowniez jest fryzjerstwo. Pracowalam jeszcze jako manikurzystka w zakladzie gdzie na jednym pietrze bylo fryzjerstwo na na drugim kosmetyka. Wiem, ze nawet w warunkach dwoch pieter nie da rady utrzymac tak czystosci, zeby wlos sie gdzies nie dostal. To jest po prostu niemozliwe:)

    ReplyDelete
  31. Zgago--> A moze znajdziesz tylko sie trzeba zaczac rozgladac:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...