Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, September 18, 2011

Wadliwy lancuch genetyczny

Dokonalam wczoraj niezwyklego odkrycia.
Szukalam wlasnie nowej ksiazki do czytania w subwayu i jak tak stalam przed regalem z ksiazkami wertujac wzrokiem tytul za tytulem to zauwazylam, ze wiekszosci przeczytanych ksiazek nigdy nie doczytalam do konca. Owszem wiem jak sie zakonczyla historia opisana w ksiazce, ale z domyslu a nie dlatego, ze faktycznie przeczytalam zakonczenie.
Przypomnialo mi sie, ze tak samo czytalam kiedys lektury szkolne.
Niby kazda ksiazka wzbudza moje zainteresowanie, bo inaczej przeciez zupelnie nie bralabym jej do reki, ale gdzies w polowie zainteresowanie spada i juz potrzebuje zaczac czytac nastepna ksiazke.
Teraz czytajac dwie na raz, zongluje nimi przez jakis czas, ale jak juz dojde do koncowki pierwszej dochodze rownoczesnie do wniosku, ze juz wiem co dalej i nie warto czytac.
Najczesciej wtedy pierwsza ksiazka zostaje odlozona na polke, druga jeszcze jest czytana, ale juz poziom zainteresowania zaczyna spadac, wiec wyciagam reke po nastepna. Tym sposobem czasem czytam 5 ksiazek na raz i na dobra sprawe sama sobie sie dziwie, ze jeszcze wiem o co w nich chodzi.
Na poczatek odnotowalam spostrzezenie i nie wiele sobie z tego robilam.
Wieczorem zabralam sie za drutowanie nowej kamizelki...
I jak tak siedzialam na kanapie z drutami i motkiem nowej welny przysiadl sie Wspanialy.
-- Co robisz?
-- Drutuje - odpowiedzialam konkretnie na zadane pytanie, bo ja konkretna jestem.
-- Tyle widze, ale co drutujesz?
-- Kamizelke.
Pomilczal przez chwile po czym znow zapytal:
-- A co sie stalo z tym swetrem, ktory drutowalas w ubieglym roku?
Ten ma pamiec - przelecialo mi przez glowe.
-- Jest.
-- Co jest?
-- Sweter jest.
-- ??? Nigdy go nie widzialem - zaczal dociekac.
-- Nie widziales, bo jest nie skonczony.
-- To po co zaczynasz cos nowego jak jeszcze nie skonczylas tamtego?
-- Kryste!! On jest skonczony, ale nie zeszyty!
-- Czyli nie skonczony.
I tu mnie dopadl.
Faktycznie sweter jest nie skonczony, bo nie mozna go zalozyc, ale zeszywanie jest na tyle nudne, ze jakos nie moge sie do tego zabrac. Nigdy nie lubilam zeszywania robotek, ale zwykle jakos udalo mi sie do tego zmusic.
-- Oj nie badz taki dociekliwy - rzucilam w kierunku Wspanialego.
-- Dociekliwy czy nie, Ty masz po prostu tendencje do niekonczenia. Nie ma nic w tym zlego, ja nie oceniam, tylko dziwi mnie, ze sama tego nigdy nie zauwazylas.
-- Ooo przyganial kociol garnkowi?
-- Nie masz sie o co obrazac, powiedzialem przeciez, ze nie oceniam i nie ma w tym nic zlego. Ja wiem, ze nie jestem krysztalowy. Z ta tylko roznica, ze ja pewne rzeczy odkladam, ale ich nie zaczynam. Jak juz zaczne cos robic, to koncze.
Dobrze, ze to powiedzial, bo juz mialam na koncu jezora, zeby mu wytknac te peknieta polke w lazience, ktora to czekala na naprawe 2 lata (!!!) i te baterie do zlewozmywaka, ktora lezy w garazu tez juz prawie 2 lata (!!!) Swoja droga to ja jestem bardzo tolerancyjna zona;)) Inna juz by mu na lbie niezle kolki wyciosala.
W tym momencie przypomnial mi sie sweter, ktory zaczelam robic jakies 15 lat temu, a ktory to sweter ciagle w stanie nieskonczonym lezy sobie gdzies na dnie szafy w pudelku.
Buk jeden raczy wiedziec ile razy juz z niego wyroslam, albo ile razy byl juz za duzy w miedzy czasie, ale jedno jest pewne, juz mi sie przestal podobac, wiec pewnie nigdy go nie skoncze.
Zreszta ten ubiegloroczny tez mi sie juz nie podoba.
No wlasnie, jak to jest u mnie z tym podobaniem?
Zaczelam myslec.
Kazde mieszkanie, w ktorym mieszkalam podobalo mi sie, bo przeciez inaczej bym go nie wynajela.
Ale potem przestawalo mi sie podobac i juz mnie korcilo, zeby sie gdzies przeprowadzic...
I znow wynjamowalam mieszkanie, ktore mi sie podobalo.
Za maz tez zawsze wychodzilam za faceta, ktory mi sie aktualnie podobal.
Ba!! Bylam zakochana do szalenstwa, a pozniej przychodzily problemy i tego podobania sie ani milosci jakos nie stykalo;/
Nie daj buk zebym miala cos co musialoby mi wystarczyc do konca zycia:))
Drutowalam tak i myslalam...
-- Ale jest cos co koncze!!! - wrzasnelam nagle uradowana.
-- Co takiego? - wykazal szczere zainteresowanie Wspanialy.
-- Gotowanie, jak juz cos gotuje, to koncze. Nie mow mi, ze jest inaczej, bo przeciez umarlibysmy do tej pory z glodu gdybym nie konczyla.
-- No konczysz, ale pomysl, czy to jest zawsze naprawde to co zaczelas? - parsknal smiechem.
-- Jak to?
-- No tak to, ze najczesciej w poniedzialki dzwonisz do mnie do pracy, pytasz co chcialbym na obiad, po czym sama przedstawiasz swoja propozycje, ja sie zgadzam, a jak wracam do domu, to czeka na mnie zupelnie cos innego - teraz juz rechotal na calego.
Nie powiedzialam nic, ale gdzies tam w zaciszu wlasnego jestestwa przyznalam mu racje.
Nic tylko trafil mi sie jakis wadliwy lancuch genetyczny...
Mam nadzieje, ze Wspanialego starczy do konca zycia... jest szansa... w koncu ciagle go lubie...
A moze to tylko objaw starosci?
Ojtam, nie bede sie przejmowac, najlepiej o takich rzeczach nie myslec;)

42 comments:

  1. Niech Cie wirtualnie uściskam:))
    Ja mam tak samo.
    Kilka książek naraz, wiele rzeczy naraz, czasem coś uda mi się dokończyć i jest to przede wszystkim cos do zjedzenia ;)

    ReplyDelete
  2. a ja jakkolwiek nie zawsze czytałam książkę w całości, tak jak np. 'Nad Niemnem, którą przeczytałam bez opisów przyrody, to zawsze znałam ich zakończenie:)))

    ReplyDelete
  3. o tak, właśnie ja na przykład czekoladę zawsze kończę :D inne produkty spożywcze mniej ale tabliczka czekolady czy batonik niestety ale w całości ;)
    Ksiazki tez czesto odkladam przed koncem bo juz mnie nudza i oczywiste zakonczenie jest.
    Nie myśleć na zapas to najlepszy sposób na zen i spokoj ;)

    ReplyDelete
  4. Ksiazki to ja koncze... ale z robotkami u mnie podobnie. Dbam o to aby miec zajecie jak przejde na emeryture. Leza pozaczynane serwetki, obrazy, rzezby i inne cudenka,ktorych wykonczenie zajmie co najmnie 50 lat;)
    Pozdrowionka

    ReplyDelete
  5. mam tę samą wadę, wielu rzeczy nie doprowadzam do końca, jak już wiem, ze umiem, ze potrafię i wcale to nie jest wyzwanie trace zainteresowanie i odpuszczam...

    ReplyDelete
  6. ojej, a ja jestem zupełnie inna... :-) jak coś zacznę to muszę skończyć bo padnę! jak zobaczę przed soba jakiś cel to po trupach! czasami nawet męczę się z ksiązką albo filmem, ale muszę, po prostu muszę dotrzeć do końca...
    za to takie rzeczy typu mieszkanie to też mi się nudzą - na początku mi sie podoba, mam wizję jak pourządzać, co kupić, co zrobić i kiedy jest gotowe to chwilę się cieszę, ale bardzo szybko zaczyna mi brakować nowego celu do doprowadzania do końca
    już mam mojej chaty dość i w głowie tylko wizje jak sobie te nowe mieszkanie urządzę :-)

    ReplyDelete
  7. Witaj.
    Tak naprawdę nie zastanawiałam się nad tym czy zakańczam sprawy czy nie.
    Książki z reguły czytam do końca.Chociaż im jestem starsza tym mniej książek mi się podoba.Przeczytam dosłownie kilka stron i odkładam ,już wiem ,że nigdy jej nie przeczytam.Ale gdy któraś mnie zainteresuje to czytam jednym tchem.
    Pozdrawiam serdecznie:))

    ReplyDelete
  8. Moja mamsia robiła przez 35 lat firankę na szydełku. Zawsze jak się nudziła (a nudziła się rzadko) to święta reklamówka z firanką wyłaniała się z czeluści szafy. Niedawno skończyła, tyle, że firanka zaprojektowana była do pierwszego małżeńskiego mieszkania i do obecnych okien nijak nie pasuje. Mama będzie przez resztę życia pruć.
    Ja też czytam kilka książek naraz. Tyle, że u mnie jest to - książka do torebki, książka na sen, książka do filmu (niestety zawsze kiedy oglądam to muszę czytać), książka do suszenia włosów w łazience i książka najważniejsza czyli czytana w czasie pory czytania. :)Jeśli pierwszych 100 stron mnie nie wciągnie to odrzucam ze wstrętem, nie ma po co tracić życia:))
    Ja mam najtrudniej z zaczynaniem, bo jak już coś zacznę to skończę:)

    ReplyDelete
  9. Jedyne co umiem na drutach to szalik. Pod warunkiem że będzie wzorem prostym; prawymi oczkami, lewe jakoś niekoniecznie mi wychodzą ;D

    ReplyDelete
  10. Magda--> Widzisz z jedzeniem to jest zupelnie inna sprawa, bo wiadomo, ze z glodu mozna umrzec. A w sumie nigdy nie slyszalam, zeby ktos umarl z powodu niedokonczonego czytania ksiazki:))

    ReplyDelete
  11. Iva--> Z opisow przyrody to chyba nigdy nie przeczytalam zadnego tak naprawde, zawsze mnie nudzily, ja jestem typ akcji:)) Tak samo nie lubie czytac opisow postaci, wole zeby sie ten obraz wylonil sam gdzies w mojej wyobrazni. I tutaj najczesciej jestem zawiedziona jak pozniej widze film zrobiony na podstawie ksiazki, bo nic mi nie pasuje:))

    ReplyDelete
  12. ucieczko--> To tez mamy bardzo podobnie, tylko czekolada musi byc ciemna:) Mleczna moze lezec i zaplesniec w mojej obecnosci, a bialej zupelnie nie toleruje:))

    ReplyDelete
  13. Ina--> Wyglada na to, ze bedziemy mialy dlugie emerytury:)) Ja tylko jak robie cos dla kogos to musze skonczyc, ale te robotki dla mnie, to moga czekac:)

    ReplyDelete
  14. chwilko--> Wlasnie to tak wyglada:) Juz wiem, wiec po co tracic cenny czas:)) Nowe i niewiadome zawsze mnie bardziej pociaga;))

    ReplyDelete
  15. Ola--> Nie mam problemu z wyjsciem z kina w polowie, bo mi sie nie podoba. Raz nawet wyszlam na samym poczatku bo sie okazalo, ze w roli glownej jest obsadzony Arnoldzik. A Arnoldzik, Sylwek i Norisek tak na mnie dzialaja, ze wychodze, nie moge patrzec i tyle:) Mieszkanie w sumie tez wiem, ze kiedys bede musiala miec jakies docelowe, bo przeciez nie mozna sie przeprowadzac cale zycie (podobnie chyba z mezami?;)) Ale po kilku latach juz nie ma we mnie tego zachwytu, tej energii i serca z jakim robie wszystko na poczatku.

    ReplyDelete
  16. Teniu--> Ja tez sie nad tym nigdy wczesniej nie zastanawialam. Doznalam tego olsnienia poszukujac ksiazki do czytania na nastepny tydzien jazdy:)) I masz racje, z wiekiem chyba mamy bardziej wykrystalizowany gust, a ze tez sie nie musimy do niczego zmuszac, to jest zupelnie fajnie:))

    ReplyDelete
  17. Pieprzniczko--> Juz kocham Twoja mame!!! A z czytaniem to tez mam te ksiazki w sumie porozkladane w roznych miejscach, zeby mi towarzyszyly w czasie innych czynnosci. Tylko ta co wedruje ze mna do pracy musi byc dobrana pod warunkiem gabarytow:)) Nie moze byc ciezka ani za duza, zeby nie zajmowala duzo miejsca i nie obciazala za bardzo torby:)) I tutaj przyznam, ze Kindle sie nie bardzo dla mnie sprawdza, bo jak mam zaladowane kilkadziesiat ksiazek to sie gubie i przeskakuje z jednej na druga jak malpa, w rezultacie nie czytam, tylko skacze:))

    ReplyDelete
  18. Nivejko--> Jak umiesz szalik to umiesz i cala reszte, przeciez wystarczy pozszywac razem kilka szalikow roznej wielkosci i juz jest sweter:))

    ReplyDelete
  19. Potrawę muszę skończyć! Książkę niekoniecznie... Rzeczy robionych na drutach bardzo nie lubię zszywać, bo nie mam wyobraźni przestrzennej. Ale, jak już mam przód, tył i rękawy, to jednak jakoś poskładam do kupy! Czasem tylko problemy mam z rękawami... Prawy do lewego? Czy lewy do lewego?...

    ReplyDelete
  20. Zgago--> Potrawe to ja tez koncze, tylko ona czasem zmienia postac w trakcie:)) Zaczynam jakas zupe, a pozniej sie okazuje, ze w trakcie gotowania zrobilam zupelnie inna. No ale to z zupami latwo, bo one raczej wszystkie opieraja sie na warzywach i wywarach:)) Rekawy prawe i lewe to jest faktycznie zmora:))

    ReplyDelete
  21. eee.no mam zaczęte szycie,tak ze dwa lata temu-jedne spodnie i spódniczkę, pozaczynane decupażki,swetry?chyba niespecjalnie,ale Zuzkowy robiłam dwa lata, zawsze najdłużej mi się drugi rękaw robi..

    wiesz, ale mi się przypomniało..moja koleżanka szyła kiedyś dla sztuki polskiej i generalnie szyła dla wszystkich( plastyczki na ogół szyją i dziergają, ot taki defekt mamy:)) i nie lubiła wykańczać..oddawała sąsiadce właśnie do wszywania pasków, podkładania, obrzucania itd.

    może powinno się mieć "specjalistę" od wykończeń?:)))

    ReplyDelete
  22. Stardust, czy my czasem nie siostry bliźniaczki ???
    ja też kiedyś lubiłam robić różne robótki drutowe, sweterki...i najgorzej dla mnie było, jak miałam je zszywać...;-)
    więc teraz robię tylko dla wnuków, a tu już muszę do końca, bo przecież maluchy rosną i potem już może być za małe...:-)
    pozdrawiam siostrzyczkę Hania :-)))

    ReplyDelete
  23. Książki kończę, bo lubię doczytać do końca i przeważnie nie umiem czytać kilku na raz.
    Jak już odkładam to w ogóle rezygnuję z czytania, parę razy mi się zdarzyło.
    Za to robótek tez mi się nie chciało nigdy zszywać, bo masz rację, to upierdliwa i nudna robota. Pewnie dlatego dałam sobie spokój z drutami, bo nie kończyłam prawie nigdy.
    Ale kończę inne rzeczy. Tłumaczenia kończę, bo muszę. Kończę też malowanie mebli, które sobie biorę do renowacji.
    I bardzo sprawnie kończyłam niegdyś związki, oj dobrze mi to szło! :))
    Co jeszcze kończę?
    W zasadzie większość, za co się wezmę, bo odkładanie mnie męczy.
    Najgorsze jednak są sprawy urzędowe - jeśli nie ma na mnie bata, to najchętniej bym nigdy nie skończyła! :))

    ReplyDelete
  24. Hahhaha. Mam tak z drutowaniem i szyciem. Ksiazki czytam do końca.NIe lubie niedokończonych spraw.

    ReplyDelete
  25. Jeszcze nie spotkałam Bliźniaka, który by miał inaczej ;) Wierzyć czy nie wierzyć, ale taki urok tych majowo-czerwcowych ;)

    ReplyDelete
  26. Mijka--> Po komentarzach widac, ze taka specjalistka-asystentka mialaby co robic:)) Moze wlasnie to jest TO:))

    ReplyDelete
  27. Haneczko--> Tak, masz zdecydowanie racje, te rzeczy robione dla kogos MUSZA byc wykonczone:))) Wiesz z wnukami to jeszcze jak czlowiek nie zdazy moze liczyc na nastepnego wnuka/czke:))

    ReplyDelete
  28. iw--> Tlumaczenia konczysz, bo z tego zyjesz:) Ja tez nie wypuszczam klientki z maska na gebie, zeby sobie sama zmyla:) Gorzej wlasnie z tymi robotami poza praca. Spraw urzedowych tez nie lubie, unikam jak ognia, ale czasem mnie dopadaja:))

    ReplyDelete
  29. Kasiu--> To jestes lepsza chociaz z ksiazkami;)

    ReplyDelete
  30. Star, to w sumie dobrze, że zaczynasz i nie kończysz. Ja myślę dość egoistycznie, bo gdybyś zaczęła pisać bloga i miała go skończyć, to ja bym się wściekła! A tak piszesz już któryś rok i wciąż nie kończysz!:-) Tak to sobie inteligentnie wymyśliłam!;-))

    ReplyDelete
  31. O matko:)) Tom się usmiała serdecznie, jak Cię nie lubić jak taka fajna jesteś i tak cudnie piszesz:)))))

    Cos w tym jest,w tym niekończeniu,mam z wieloma spawami podobnie,kilka obótek lezy i pedzej je mole zezrą niż dokonczę.
    Ale,ze to wadliwy łancuch, noooo,to jest argument! :)

    ReplyDelete
  32. a wiesz ze ja tez taka bylam :) :) co do ksiazek to ponoc wcale nie trzeba ich do konca czytac ;) ale jesli chodzi o robotki to jednak niestety nie moge nie skonczyc i zaczac cos nowego chyba by mnie krw zalala :) :) :)

    ReplyDelete
  33. Z książkami mam podobnie:), od niedawna chyba bo kiedyś udawało mi się zacząć jedną i ją skończyć zanim zabiorę się do następnej, teraz jakoś mi się porobiło, że czytam 2-3 w tym samym czasie. Ale drutować to bym chciała i to bardzo:)

    ReplyDelete
  34. FAJNA Z CIEBIE BABKA! LUBIĘ CIĘ ZA TO WSZYSTKO. gekon.

    ReplyDelete
  35. zolwico--> Ale juz widac, ze oprocz tego zaczelam inne blogi i jakos nie bardzo do nich zagladam:)) Moze jednak trzeba popracowac troche nad soba:))

    ReplyDelete
  36. dora--> Witaj w klubie niedokonczonych:)) Zawsze to lepiej w grupie niz jedna sama jak palec.

    ReplyDelete
  37. BN--> Jak Tobie sie odmienilo, to moze i dla mnie jest jakas nadzieja:))

    ReplyDelete
  38. Kachna--> Jak bardzo chcesz z tym drutowaniem, to zaczynaj, a odkladanie i niekoniczenie juz przyjdzie samo:))

    ReplyDelete
  39. gekon--> Milo mi bardzo z tego powodu:)))

    ReplyDelete
  40. Wiedzialam! Mamy wspolnych przodkow :-) Mam (niestety lub stety, zalezy od ktorej strony patrzec) podobny system genetyczny!

    ReplyDelete
  41. SB--> Zobacz i teraz wiadomo dlaczego nas tak do siebie ciagnelo:)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...