Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, October 31, 2011

No to jedziemy...

W niedziele obudzilo mnie piekne slonce, zrobilam kawe i z kubkiem w rece wyszlam na taras co by ja tam spozyc. Jakies szczatkowe resztki sniegu lezaly jeszcze tylko w zakatkach gdzie slonce ze wzgledu na wczesny ranek (7godzina) nie zdazylo dotrzec.
Blekitne i bezchmurne niebo zapowiadalo piekny dzien. Wypilam kawe, wrocilam do domu, wzielam aparat i postanowilam uwiecznic ten moment dokladnie w tym samym miejscu, gdzie jeszcze wczoraj byla zima i pokazywalam snieg.



Wyglada na to, ze zima sprawdzila teren, stwierdzila, ze jeszcze nie jestesmy gotowi i sobie poszla.
Godzine pozniej wstal Wspanialy i zaczal sie leniwy poranek.
-- To co chcesz dzis jechac na Greenpoint? - zapytal.
-- Eee nie musimy tam jechac, w koncu nic wiecej nie potrzebuje tylko te suszone grzyby, a i tak nie bede gotowac ani dzis, ani jutro, to sobie mozemy darowac.
Przyjal to z wyrazna ulga, bo jakos oboje nie lubimy jezdzic na Greenpoint z roznych powodow. Ja bo nie, tak po prostu. On to nawet lubi ale byc na Geenpoincie byle nie jechac i nie szukac tam parkingu. Wspanialy lubi lazic po tametjszych polskich sklepach i "czytac" nazwy roznych produktow na polkach. Nie bede tutaj przytaczac wynikow tego "czytania" bo tego sie nie da zapamietac ale zapewniam, ze kazde slowo jest niepowtarzalne i jedyne w jego wykonaniu:)
Natomiast jazda na Greenpoint to cala wyprawa i do tego z gory wiadomo, ze nie ma tam parkingow, ze wiekszosc parkuje podwojnie, a wiec blokuje pol jezdni i nic sobie z tego nie robi.
Dla Wspanialego to stres, bo on nigdy w zyciu czegos takiego by nie zrobil, wiec sie miota za kierownica, stara sie nic nie mowic, co by nie obrazic moich rodakow i moich ewnetualnych uczuc wzgledem tychze rodakow, ale widze jak mu czacha paruje.
I wlasnie dlatego postanowilam, ze darujemy sobie ten wyjazd, w koncu mamy zaplanowana wizyte u Nuski i nie bardzo chcialabym, zeby go walka o parking wykonczyla do tego stopnia, ze padnie.
-- A jak my pojedziemy do Nusi? - zapytal.
-- Jakos pojedziemy, nie martw sie.
Nusia mieszka na Roosevelt Island, to taka wyspa na East River miedzy Manhattanem i Queensem.
Dojazd jest tylko pozornie skomplikowany, bo w sumie na wyspie ciezko o parking, ale od czego do jasnej cholery sa srodki transportu miejskiego. A w tym drugim to ja jestem niezle obcykana;)
Chociaz na wyspie nie bylismy juz hohoho albo i jeszcze dluzej, no ale zawsze sie jakos da rade.
Mielismy w sumie kilka wariantow:
1. Jechac autobusem do subwaya F i subwayem na wyspe (jeden przystanek)
2. Isc do naszego poczciwego N, dojechac do Lexington i tam przejsc na Tram i dojechac na wyspe.
3. Dojechac na Manhattan lokalnym autobusem(Q101) i tam przesiasc sie na Tram.
4. Wziac Q101 i z niego przesiasc sie na Q102, ktory jezdzi na wyspe.
Tak wiec dojazdem to ja sie nie martwilam, ale Wspanialy, ktory w sumie w sieci tak autobusowej jak subwayowej nie jest rozeznany zawsze ma moment watpliwosci.
Tyle tylko, ze wie, ze ze mna nie zginie:))
Baba co to by diablu leb urwala zawsze da rade;)
Zerknelam na strone MTA w internecie i sie okazlo, ze subway F na odcinku gdzie go akurat potrzebujemy w ten weekend jedzie linia M, a ja akurat tutaj nie mam wielkiego rozeznania, wiec wolalam nie ryzykowac.
Spacer do N, czyli druga wersja, tez nam nie bardzo lezala, bo komu chcialoby sie tyle chodzic;) Tym sposobem odpadla rowniez ta wersja.
Pozostaly wersje 3 i 4, ale poniewaz ja juz bardzo dawno nie jezdzilam Q101 i nie pamietam gdzie jest ta mozliwosc przesiadki na Q102, a jest na pewno, wiec tez zrezygnowalismy z tej wersjii.
No i zostala nam sie droga eliminacji wersja nr. 3
Teraz tylko sprawdzilam o ktorej mamy autobus, ktory w sumie zaczyna trase nie daleko naszego domu, taki 5 minutowy spacerek to sobie mozemy zaliczyc.
W miedzyczasie zadzwonila Nusia co by mnie obsobaczyc, ze jeszcze nie potwierdzilam wizyty.
Troche sie pokajalam i potwierdzilam, ze owszem bedziemy gdzies miedzy 14ta a 15ta.
Oczywiscie przy moim tempie wybierania sie, to ledwie zdazylismy na autobus o 14tej.
Ale tu juz bylo z gorki.
Dawno temu jak jeszcze pracowalam w Bloomingdale's to jezdzilam tym autobusem codziennie do pracy i mialam wrazenie, ze przeciez wszystko pamietam.
Owszem pamietalam trase, tylko nie przewidzialam, ze jednak cos sie zmienilo w kwestii ostatniego przystanku i przezylam lekki szok, jak kierowca zapowiedzial, ze tu wlasnie wysiadka i dalej nie jedzie.
No nic, w sumie to tylko dwie ulice od miejsca gdzie wysiadka byla lata temu, da sie przezyc.
Teraz czekala nas podroz Tramem. Ja juz dawno temu jechalam tym ustrojstwem, ale Wspanialy nigdy.
A Tram to cos takiego:



Tutaj zdjecie wagonu czekajacego na odjazd na stacji:



Juz sie narychtowalam, zeby robic zdjecia z gory, Wspanialy poradzil mi cobym sie ustawila po lewej stronie kierunku jazdy, bo po prawej slonce dawalo tak do wiwatu, ze nic nie bylo widac.
No mial chlop racje, tylko nie przewidzial, ze chyba ten wagon umyli tuz przed podroza, bo na szybach po lewej z kolei byly krople wody.
No coz, nie chcialam sie przeciskac przez ludzi, bo jednak troche tloczno bylo w tym wagonie, wiec postanowilam, ze krople kroplami a zdjecia bede robic:))
No wiec sa jakie sa, ale sa, O!!
Tutaj nowojorskie ulice po wschodniej stronie, widok z gory:





Tutaj juz nad rzeka, po lewej Manhattan, po prawej Roosevelt Island:




I zblizamy sie do konca podrozy (calosc trwa chyba cos ok. 5 min.) bo to juz wyspa:



A ze stacji Tramu na wyspie przeszlismy spacerkiem do Nuski, oczywiscie Nusia przypominala mi, ze jest taki lokalny autobus, ktory kursuje po wyspie i kosztuje tylko $0.25 ale kto by o tym pamietal:)))
Jak wysiedlismy z Tramu to sobie przypomnialam, no ale jak zawsze oboje nie mielismy drobnych, wiec trzeba sie bylo przespacerowac.
I dobrze nam to zrobilo, bo Nuska naszykowala smacznosci nieziemskich w postaci pysznych serow, owocow i moich ulubionych suszonych sliwek zapiekanych w boczku (mmmmlassssk) ze jeszcze wspomne o jajkach na twardo z kawiorem.
Jejkujejku sie dziewczyna poswiecila jak nie wiem co!!!
Bo wiecie jak ja "gotuje bo musze" tak Nuska nie musi!!! zupelnie, absolutnie nie musi!!!
A wiec kazde 10 minut jakie spedzila w kuchni ze wzgledu na nasza wizyte jest wyczynem na miare Ksiegi Guinnessa. Kto zna Nuske, to wie, a ja ja znam od wielu, wielu lat:))
Oczywiscie nie moglam sobie darowac i musialam te wyczyny kulinarne sfocic:)))
W koncu taka okazja piechota nie chodzi i trzeba miec dokument, co by czasem Nuske w oko bylo czym polkuc;))




Bylo jeszcze winko czerwone dla Nusialka i Wspanialego oraz biale dla mnie, bo ja odmieniec jestem;)
No i byla nalewka malinowa wykonana moja tym razem krwawica, a wyszla raczej wyjatkowo pyszniasto, wiec przytargalam deczko na wizyte. I byla tarta owocowa zakupiona przez Wspanialego, ktora smakowala wyjatkowo "palce lizac".
A madra Nusia sie zbuntowala i zapakowala nam reszte (wiecej niz polowe) tarty na wynos z powrotem do domu. Wredota jedna;)) bo sama sie wyzwolila od pokusy, ale mnie owszem juz teraz jezor lata zeby uszczknac chociaz troche. Ale na wszelki wypadek nie wchodze do kuchni:))
Ale nie powiem oporu zbytniego nie stawialam, jak pakowala nam pudlo do torby:))))
Kryste, jaki ja jestem lasuch... ech, co tam, zyje sie raz.
W koncu jak juz kiedys stwierdzilam wlasnej trumny nie bede niosla, wiec sie nie ma czym przejmowac.
Wizyta byla super udana, pogadali, porechotali i zanim sie zorientowalam to byla 19ta i wreszcie odgwizdalam wymarsz do domu, bo Wspanialy sie nawet nie kwapil.
Zanim odstawilismy cmokania, podziekowania i pozegnania to minelo pewnie nastepne pol godziny.
Za to wieczor byl taki piekny, ze Wspanialy wpadl na genialny pomysl, ze mozemy przejsc przez most i potem wziac autobus prosto pod dom.
Moze i dalabym sie namowic, ale zadne z nas nie wiedzialo gdzie ten most:))) a bylo juz na tyle ciemno, ze nie moglismy go odszukac wpatrujac sie w rzeke.
Teraz wiemy, ze jest jeszcze 5 mozliwosc dojechania do Nusi, autobus i spacer przez most... ze ja o tym wczesniej nie pomyslalam... hmmm.
Wrocilismy wiec jak przystalo na statecznych ludzi Tramem do Manhattanu i potem...
No wlasnie, potem sie okazlo, ze ni cholery nie mamy pojecia gdzie jest przystanek naszego autobusu.
Tam gdzie ja pamietalam sprzed lat, nie bylo, poszlam wiec zapytac w knajpie, ktora jest na rogu, kasjerka mnie poinformowala, ze jest przeniesiony dwie ulice dalej, ale jak tam poszlismy to owszem przystanek byl, ale na M15 a nie Q101. Nawet bylam sklonna isc do stacji subwaya i jechac N, ale Wspanialy mial lepszy pomysl:
-- Chodz przejdziemy do koncowego przystanku, wiemy gdzie jest i zapytamy kierowce.
Tak tez zrobilismy, a tym razem kierowca (kobieta) powiedziala nam, ze owszem ten oznakowany jako M15 jest rowniez poczatkowym Q101 (ot Ameryka) ale nie musimy tam isc, bo ona nas chetnie zabierze z tego koncowego przystanku.
No mile to, ze tak zaproponowala, wiec usadzilsmy obzarte do wypeku dupy i wrocili do domu.
A z Nuska spotykam sie znow za niecale 3 godziny, bo mamy w planie obleciec High Line, ktora to ja oblecialam 2 tygodnie temu, ale tym razem idziemy w odwrotnym kierunku, czyli od gory do dolu.

25 comments:

  1. A ty wiesz, że jak u ciebie snieg, wichura, to na Kaszubach tak będzie za dwa tygodnie? Najstarsi ludzie tak mawiają:)

    a wycieczki po NY nieustannie zazdraszczam:)

    ReplyDelete
  2. Beata--> Za dwa tygodnie? Popatrz a samolotem szybciej:)))

    ReplyDelete
  3. Ogromnie mi się taka podróż kolejką linową nad miastem i rzeką podoba.U nas to już ze 2lata nie jeżdżę samochodem do centrum, bo musiałabym chyba chodzić z samochodem na plecach.Do tego z powodu grzebania w celu wykopania metra pół miasta jest nieprzejezdne.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  4. Nawet nie wiedzialam, ze taka kolejke linowa macie w NYC!!!! Nigdy nie widzialam, chyba nie te rejony zwiedzalam ale teraz wiem, ze warto i tam sie wybrac przejechac tym cudem:) Czy to nalezy do transportu miejskiego? Czy jakies oddzielne bilety trzeba kupowac?

    ReplyDelete
  5. chcę, muszę, pragnę się przejechać Tramem. koniecznie! jak będę na emeryturze, to przyjadę i będziemy razem łazić, zgoda? :)

    ReplyDelete
  6. bardzo przyjemnie było z Wami podróżować, i tylko szkoda, że smaków nie daje się publikować;( Wielka szkoda!

    ReplyDelete
  7. Fajne fotki w tych kroplach deszczu. Tez uwielbiam sliwki w boczku i tez pijam tylko buale wino...Kolejne podobienstwo odkryte :-))

    ReplyDelete
  8. Ten tram wygląda jak pojazd przyszłości! Gdyby jeszcze nie był zawieszony na linach...;0

    ReplyDelete
  9. anabell--> Tram to taka fajna atrakcja, szkoda tylko ze nie trwa to dluzej, no ale jest jak jest. A jak sie juz w Warszawie to metro przekopie to bedzie latwiej, wyobrazam sobie jak to musi fatalnie wplywac na obecne warunki, ale za to w przyszlosci bedzie lepiej. Metro to super sprawa!!!

    ReplyDelete
  10. Moniko--> Tram jest czescia normalnej komunikacji miejskiej i kosztuje tyle samo co przejazd autobusem czy tez metrem ($2.25 - obecnie) Tak samo kasujac karte przejazdu na Tram dostajesz jednokrotny transfer na wszystkie inne srodki komunikacji miejskiej pod warunkiem, ze od momentu kasowania karty nie uplynelo 2 godziny.

    ReplyDelete
  11. ds--> Jak TY bedziesz na emertyturze, to juz raczej ze mna nie polazisz:))) Chyba, ze bedziesz pchala moj wozek;) Na co czekac do emerytury, teraz sie sprezaj i przylataj.

    ReplyDelete
  12. Iva--> No nie da sie z tymi smakami, a najbardziej mi szkoda jak czytam blogi o gotowaniu:))

    ReplyDelete
  13. SB--> To nie jest deszcz:)) Nie bylo w niedziele ani zadnego deszczu ani sniegu, byla piekna pogoda. Ja mysle, ze oni ten wagonik umyli tuz przed podroza i woda nie zdazyla wyschnac. Nic, bede kiedys musiala zrobic takie same zdjecia na sucho:))
    Po czerwonym winie zasypiam w pol slowa;))) Wiec pije biale:))

    ReplyDelete
  14. Nivejko--> Te wagony sa nowe, stare nie wygladaly tak ladnie. A te sa calkiem superasne i wygledne:))

    ReplyDelete
  15. Wyprawa owocna, jak widać i słychać! A fotki piękne...

    ReplyDelete
  16. A i jeszcze jak mi SIĘ ta komunikacja podoba - no, ten Wasz cały NYC jest do pozadroszczenia. ;))I już chwalę sie niekomputrowym koleżankom swa wiedzą o USA I TO DZIĘKI TOBIE, GŁÓWNIE i Twym fotoreportażom.

    ReplyDelete
  17. Bylo powiedzuec, ze deszcz padal, to brzmi bardziej romantycznie hihi:-) Ja chwile po wypiciu czerwonego mam kaca i mnie okropnie suszy :-)

    ReplyDelete
  18. Kwoko--> Lejesz mniod na moje serce:))

    ReplyDelete
  19. SB--> Ty wiesz, ze we mnie tyle romantyzmu co w kuchennym taborecie:))

    ReplyDelete
  20. och jej....
    tak wiem PRAGNĘ pojechać TRAMEM !!!!!!!!!
    Naprawdę mi żal że majac rodzinę w USA nigdy jakos tam nie pojechalismy;/
    Wzdech.
    Parę lat temu nawet pieniądze były ale zaproszenie jakoś nie przyszło;/.
    mam kilka miejsc które bardzo chciałąm zobaczyć.
    Może,moze za rok lub dwa?
    JEJ - i byłabyś zapewne GENIALNĄ przewodniczką;)))

    ReplyDelete
  21. tuv--> Podroz Tramem bardziej chyba brzmi niz naprawde jest:)) To tylko 4-5 minut i w sumie zanim sie czlowiek rozejrzy dookola to juz jest na miejscu. No fakt, mozna sobie podrozowac w te i wewte (nie wiem co razem co osobno;)) i ogladac, ale to tylko kawalek Manhattanu i rzeka w sumie. Chociaz przyznaje, ze fajne to jest, jak dziala:)) W kwietniu 2006 roku byl jakis problem z zasilaniem i wagonik utknal w powietrzu nad rzeka na ladnych kilka godzin, to raczej juz bylo mniej fajne, bo nie ma tam ani lazienki ani nic, wiec mozna sie tylko domyslac co ci ludzie musieli przezyc. Od tamtej pory Tram jest nowy i ponoc bardziej przygotowany na ewetnualne awarie zasilania.
    Ale jak kiedys przylecisz to pojedziemy:)))

    ReplyDelete
  22. tez chce pojechac tramem! ;) ale to juz od dawna marze, że jak w koncu pojade do NY to obskocze subwaye (chociaz pewnie w nich zginę i będę cały dzien jezdzic zanim sie odnajdę ;) ), no i teraz tram do listy dodaje ;)... a uczta - tylko pozazdroscic i pogratulować gospodyni ;)

    ReplyDelete
  23. o to wtedy brak jeszcze woni:))) Np. bigosiku:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...