Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, October 5, 2011

Sadowa przygoda

Jak juz wiecie nareszcie dobrali mi sie do dupy. Pisze nareszcie, bo od czasu kiedy zrobilam obywatelstwo, a zaraz pozniej prawo jazdy (jakies 20+ lat temu) to automatycznie wskoczylam na liste kandydatow na lawnika. Dziala to tak, ze najpierw przysylaja czlowiekowi kwestionariusz z pytaniami, ktory nalezy wypelnic i odeslac, a potem juz sie czeka na ewentualne zaproszenie do Sadu.
Ja oczywiscie, bedac jednostka niesubordynowana, za kazdym razem jak dostalam kwestionariusz, to wyrzucalam go do smieci nawet nie fatygujac sie o otwarcie koperty.
Mialam, ze tak powiem gleboko w dupie obowiazek obywatelski.
A co? Przeciez jest to przyslane zwykla poczta i nikt nie moze mi udowodnic, ze dostalam. Owszem oni moga miec rekord, ze wyslali, ale nie ma rekordu, ze ja dostalam;))
Tak robilam przez ponad 10 lat, bo od czasu, kiedy zamieszkalismy razem ze Wspanialym, to on sie zajmuje odbieraniem poczty.
Ja moglabym nie odbierac przez kilka miesiecy i wcale nie wpadalabym na to, ze moze jakies rachunki leza w skrzynce, dopoki nie odcieliby mi swiatla lub internetu.
Ooooo wtedy to bylaby awantura:)))
Wspanialy znajac moja awersje do papierow zajmuje sie wiec odbieraniem poczty i ilekroc podawal mi te koperte, to ja zawsze mowilam:
-- Aaaa tym to mi nawet dupy nie zawracaj tylko wyrzucaj od razu do smieci.
Po czym jednym ruchem przerywalam koperte razem z zawartoscia na pol i wrzucalam do smieci.
W tym momencie Wspanialemu oczy wyskakiwaly przed okulary i szczeka opadala na klate.
-- Nie mozesz tak robic!!!!
-- Jak to "nie moge"? Ja tak robie od nastu lat i zyje - rzucalam przez ramie odchodzac ze sceny.
Od czasu do czasu Wspanialy probowal jednak przemowic mi "do rozumu" zapewniajac, ze to sie zle skonczy.
Oj tam, ojtam...
Od piatego roku zycia ciagle mi ktos wrozy, ze moje postepowanie sie zle skonczy, a ja jakos ciagle egzystuje, wzruszalam ramionami i tyle.
Az...
W styczniu tego roku, Wspanialy, ktory juz od pewnego czasu sam zaczal otwierac te koperte z kwestionariuszem, wpadl do mnie do biura wolajac:
-- Mowilem!!!! ale TY wiesz lepiej, no to masz!!! - i pizgnal papierem o moje biurko.
Spojrzalam na papier, a tam pogrubionym, czerwonym drukiem jak wol stalo:
Jesli nie odeslesz wypelnionej aplikacji, to grozi ci kara grzywny w kwocie $1000.00 oraz wiezienia do 3 miesiecy.
Przenioslam wzrok na Wspanialego, mine mial taka, jakby juz stal w kolejce z paczka zywnosciowa czekajac na wizyte w wiezieniu.
-- Kochanie, prosze tylko nie placz. "Grozi" to nie znaczy, ze juz policja puka do drzwi, te $1000.00 to tez nie sciagneli mi jeszcze z konta, tylko ewentualnie beda chcieli siagnac. Przynies dlugopis i wypelnie.
-- Szlag!!! - rzucilam na zakonczenie.
Ale tym razem papier wypelnilam i odeslalam.
Miesiac pozniej przyslali mi zaproszenie do Sadu na lawnika.
Przeczytalam, poszperalam w drobnym druku i doszukalam sie mozliwosci przelozenia obowiazku obywatelskiego na okres do 6 miesiecy.
Odliczylam na palcach, wyszlo, ze moge przelozyc na koniec pazdziernika, wiec napisalam, ze wlasnie chce skorzystac z tej mozliwosci.
Byl spokoj do wrzesnia, bo we wrzesniu przyszla nastepna nota, tym razem do Grand Jury, czyli powazniejszego Sadu, gdzie sprawy moga sie ciagnac dluzej.
-- Mowilem, ale Ty nie sluchasz, powinnas juz wczesniej pojsc, miec to z glowy, wtedy gdy wzywali Cie do normalnych spraw, ale Ty wolalas odlozyc, to teraz bedziesz siedziec w Grand Jury przez miesiac albo i dluzej - jeczal Wspanialy.
Pisalam juz kiedys, ze maz moj jest "idealnym obywatelem"?
Pisalam, na pewno pisalam, wiec jak ktos nie wie to niech poszpera w archiwum:))
-- Skarbie, nie kracz. Nie moga mnie posadzic w Sadzie na miesiac, bo to grozi moim bankructwem, a wtedy co? Lawnik bedzie sadzil Sad? No paranoja jakas i tyle.
Zaproszenie przyszlo jakos tak w polowie wrzesnia z nakazem zadzwonienia na podany numer 30 wrzesnia, zeby sie dowiedziec kiedy mam sie pojawic w Sadzie.
-- Ale widzisz, i tak przyslali Ci wczesniej niz prosilas, bo pamietam, ze prosilas o odroczenie na 6 miesiecy, to byloby pod koniec pazdziernika, a oni przyslali we wrzesniu. Ty juz jestes u nich na czarnej liscie - pouczal ciagle Wspanialy.
-- Zesz w morde jeza!! To nie pierwsza w moim zyciu czarna lista, jest OK.
-- A nie pomyslales o tym, ze moze nie moga wytrzymac czekajac tak dlugo zeby mnie zobaczyc? - dodalam z blyskiem w oczach.
Pojechalismy na wakacje, powrot mielismy zaplanowany na 29tego wrzesnia, wiec akurat wszystko pasuje i gra, bo nastepnego dnia mialam zadzwonic po dalsze instrukcje.
Gdzies tam w glebi duszy marzylo mi sie, ze 29 wrzesnia to piatek, zadzwonie, dowiem sie, ze mam przyjsc w poniedzialek, ktory jest moim dniem wolnym i jakos sie wymigam.
Ot i bedzie po problemie, bo przeciez ja lubie zycie bezproblemowe.
W piatek po powrocie z pracy Wspanialy zapytal:
-- Dzwonilas do Sadu?
-- Upsssss, zapomnialam.
-- Daj ten papier, ja zadzwonie...
Wykonalam polecenie juz sobie wyobrazajac, ze maz moj wspanialy pewnie jeszcze sam wezmie urlop, zeby mnie do tego Sadu osobiscie dostarczyc.
Zadzwonil, niestety nie chcieli mnie w poniedzialek.
I tu musze przyznac, ze sie wkurwilam, bo system dziala tak, jakby ludzie naprawde nie mieli nic lepszego do roboty tylko dzwonic tam codziennie zeby dowiedziec sie co ich czeka nastepnego dnia (!!!)
Teraz wyszlo, ze musze zadzwonic w poniedzialek, zeby sie do wiedziec czy chca mnie we wtorek, we wtorek bede musiala zadzwonic zeby sie dowiedziec, co mnie czeka w srode... itd.
TO mnie wkurwilo, bo przeciez ja tak nie moge egzystowac!!! Ja mam klientki i owszem sama moge sobie zyc w zawieszeniu, ale nie moge oczekiwac, zeby moje klientki robily to samo.
Padlo wiec kilkadziesiat kilogramow miesa wydobywajac sie z moich ust i osiadajac na scianach.
Wspanialy widzac, ze tym razem jestem naprawde mocno wkurwiona zaczal ratowac sytuacje:
-- Sprobuj skontaktowac sie z klientkami, ktore masz na wtorek i moze wyjatkowo uda Ci sie przeniesc je na poniedzialek. Ja wiem, ze nie pracujesz w poniedzialki, ale to sytuacja wyjatkowa.
Byl sens w takim rozwiazaniu, wiec siadlam przy kompie i napisalam 8 maili do wtorkowych klientek przedstawiajac sytuacje.
Juz w sobote, wszystkie wyrazily gotowosc przyjscia w poniedzialek.
Bylam uratowana, przynajmniej na ten jeden dzien.
Nie to zebym byla bardzo szczesliwa z pojscia do pracy w poniedzialek, no ale, jak trza to czeba.
W poniedzialek wieczorem znow zadzwonilam (bo dzwonic trzeba po 17ej a to jest wlasnie najbardziej wkurwiajace, ze czlowiek w sumie wisi w prozni) i dowiedzialam sie, ze mam byc w Sadzie we wtorek o godzinie 9 rano(!!!!)
Ja pierdole!!! Przed hejnalem!!!
Zupelnie nie mialam pojecia gdzie ten sad, mimo, ze oczywiscie adres jest podany, ale w tym molochu, to niewiele znaczy, nie mialam pojecia jak tam dojechac, a juz tak z samego rana to dla mnie tragedia.
Zaczelam szperac w necie, ktory podawal mi dojazd za pomoca trzech autobusow.
W dupe niech sobie wsadza taki dojazd!!!
Wkurwilam sie jeszcze bardziej i zaczelam sama kombinowac.
I wykombinowalam, ze moge dojechac jednym autobusem i subwayem.
Da sie przezyc!!! Tylko ta godzina kurewsko nieprzyzwoita.
Dla mnie wyjscie z domu o 8ej rano oznacza potrzebe wstania o 5tej, przeciez nie bede ryzykowac samobojstwa pod prysznicem.
Jak zawsze z odsiecza przyszedl Wspanialy, ktory zadeklarowal, ze mnie obudzi o 5tej zanim sam wyjdzie do pracy.
Obudzil, chociaz to za duzo powiedziane, raczej spowodowal, ze zwleklam zwloki z wyra i sprowadzilam do jako takiego pionu, po czym z ciagle zamknietymi oczami zsiadlam przed kublem kawy.
-- Czy moge Ci cos doradzic? - uslyszlam glos Wspanialego.
-- A radz, chuj tam, moge posluchac...
-- Jak juz tam bedziesz to staraj sie nie przewracac oczami - zaczal spokojnie.
-- Oczami!!! Nie przewracac!!! O czym Ty mowisz??
-- Ty sobie nie zdajesz z tego sprawy, ale Twoj wzrok zawsze pokazuje wiecej niz sama mowisz, a to moze byc odczytane roznie... Wiesz zobacza i pomysla, ze jestes tam bardzo niezadowolona i Cie udupia naprawde.
-- To taka moja rada - dodal calujac mnie w czubek glowy.
W duchu przyznalam mu racje, juz nie raz sie przekonalam, ze nie kontroluje mojego wzroku i juz nie raz wyszlo to... jak wyszlo;/
Postanowilam o tym pamietac, na ile sie da.
Dojechalam w sumie bez problemu, ale jak zobaczylam kolejke przed Sadem, to sie zalamalam.
Na jeden dzien bylo nas tam "zaproszonych" 450 osob!!!
Zebrali to wszystko talatajstwo w ogromnej sali i sie zaczelo.
Proste reguly:
Kazdy ma obowiazek sluzyc jako lawnik, nie ma od tego odwolania, moze byc chwilowe odroczenie w przypadkach jesli:
-- osobnik ma zaplanowane wakacje w ciagu najblizszego tygdonia.
-- osobnik JEST aktualnie na wakacjach (w tym przypadku wystarczy zadzwonic),
-- osobnik jest studentem i ma akurat sesje.
-- osobnik jest chory i choroba wymaga specjalnych warunkow (dostarczyc swiadectwo lekarza).
-- osobnik nie mowi po angielsku.
-- osobnik sprawuje opieke nad osoba niepelnosprawna, lub malym dzieckiem (tu nalezy rowniez przedstawic odpowiednie dokumenty).
I jeszcze chyba pare innych, ale jak uslyszalam, ze nawet gluchy i niemowa nie sa zwolnieni z obowiazku, to sie lekko podlamalam.
W przypadku gluchoniemych jest przewidziana pomoc w postaci osoby poslugujacej sie jezykiem migowym.
Bycie wlascicielem jednoosobowego biznesu tez nie zwalnia mnie z obowiazku.
No coz postanowilam liczyc na lut szczescia.
Wyglada to tak, ze siedzi sie na tej sali i czeka. Mozna czekac dlugo, mozna czekac krocej, to wszystko jest nieprzewidywalne, jedno jest pewne siedzi sie tam od 9tej do 17tej.
Mozna wychodzic na 10 minutowe przerwy po wpisaniu wyjscia i powrotu na liste, lazienki sa zaraz za sciana, mozna sobie przyniesc jedzenie i zrec caly bozy dzien, mozna czytac ksiazke, mozna ogladac telewizje (na sali sa dwa duze telewizory) mozna korzystac z komputerow, ktore znajduja sie na tylach sali. Komputery sa w takim stanie, ze napisanie wczoraj kilku komentarzy zajelo mi hohoho, albo i jeszcze dluzej, ale mozna np. skorzystac z nich bawiac sie w ustawianie pasjansa, lub poczytac wiadomosci.
No w sumie wazne, ze sa... jest przynajmniej na co ponarzekac;))
Mnie wywolano w trzeciej grupie, bylo nas 25 osob, z ktorych sedzia mial wybrac kto sie nadaje do konkretnej sprawy.
Straznik zaprowadzil nas do sali i tam, bez przedstawiania meritum sprawy, Sedzia powiedzial, ze jest to jedna z powazniejszych spraw rozstrzygana przez Grand Jury (chuj wie co to znaczy, ja nie jestem zainteresowana, wiec prosze nie pytajcie) i sprawa moze trwac miesiac, a nawet dluzej.
Po czym grzecznie zapytal ile osob z naszej grupy moze poswiecic tak duzo czasu.
Zglosilo sie chyba 5 lub 6 osob, wiec calej reszcie podziekowano i bylo po bolu.
Wrocilismy znow na sale oczekiwan.
Wyjelam z torby ksiazke i zaczelam czytac.
Nie poczytalam dlugo, bo znow zaczeto wywolywac nastepne 25 osob a wsrod nich mnie.
Tym razem przeprowadzono nas do drugiego budynku Civil Court, tu jest nadzieja na krotsze sprawy.
Ja tam nie nadwyrezam sie sluchaniem instrukcji, po prostu bedac w grupie 25 osob, uwazam, ze od sluchania jest pozostale 24 a ja sie grzecznie przystosuje, wiec oczywiscie nie sluchalam.
Ocknelam sie w momencie kiedy padlo:
-- Wszyscy wstac, Sad idzie.
Kurwa!!! Cos przegapilam, ale wstalam.
Po czym odbylo sie zaprzysiezenie calej grupy, co rowniez wywolalo moje zdziwienie, ale pamietalam, zeby nie przewracac oczami wiec na wszelki wypadek je zamknelam.
Kazano siasc, siedlismy. Rozejrzalam sie po grupie i zobaczylam, ze nie ja jedna nie mialam pojecia o co chodzi. Za chwile sedzia zaczal wywolywac nazwiska osob z grupy i oczywiscie czyje bylo pierwsze na liscie?
MOJE!!!! WTF???
Straznik powiedzial mi, zebym przeszla z "widowni" i siadla na pierwszym miejscu dla lawnikow.
Kurwa, to sie dzieje naprawde!!! No nic, poszlam.
Siadlam i za chwile oba rzedy lawnikow (8 osob) wypelnily sie pozostalymi osobami z grupy.
Nadchodzila godzina lunchu, zaczelo mi burczec, a moze chlupotac w brzuchu, bo oprocz 4 wielkich kublow kawy nie mialam tam nic wiecej, jakos z tego wszystkiego zapomnialam o sniadaniu.
Sedzia przedstawil w skrocie sprawe, w ktorej stronami byla jakas silownia i jakis obywatel, korzystajacy z tejze silowni. Zadnych szczegolow, chodzilo tylko o to, czy ktos z grupy wybranych 8 lawnikow nie jest uzytkownikiem tej silowni, lub zna obywatela po drugiej stronie.
To byloby czynnikiem zwalniajacym z udzialu w sprawie.
Niestety, nie mialam pojecia o silowni, nie znalam obywatela.
Teraz zwolniono nas na godzinny lunch, uprzednio zapowiadajac, ze po lunchu bedziemy przepytani na okolicznosc przydatnosci w orzeczeniu sprawy i jesli ktos z wybranych lawnikow nie bedzie sie nadawal, to zastapi go inna osoba z juz zaprzysiezonej grupy siedzacych ciagle po stronie "widowni".
Nic to, postanowilam, ze nie bede sobie tym glowy zawracac na pusty zoladek.
Poszlismy na lunch, wrocilismy po godzinie.
Znow nas usadzono dokladnie w ten sam sposob jak siedzielismy poprzednio i siedzimy.
Ni chuja nikt nie ma pojecia o co chodzi.
Sedziego nie bylo, a wiadomo jak kota nie ma...
No nie, nie moge powiedziec, ze mielismy tam bal, bo w sumie bylo nudno.
Po kilku minutach adwokaci obu stron wyszli do przylegajacego pokoju i domyslilam sie, a w zasadzie mialam nadzieje, ze tam probuja sie w sposob ostateczny dogagdac na jakas sensowna umowe, zeby uniknac przesluchiwan i calego tego kolowrotu machiny sadowej.
Tak sobie pomyslalam, bo Sedzia juz wczesniej zapowiedzial, ze sprawa w sumie moze byc rozstrzygnieta tego samego dnia, a najpozniej w ciagu najblizszyc 2 dni.
Na ewentualnie trzydniowe siedzenie w Sadzie moglabym sobie pozwolic, zawsze to lepiej niz miesiac.
Tutaj dodam, ze Sad placi za takie posiedzenia, oczywiscie w przypadku jesli nie robi tego pracodawca. Wiekszosc korporacji i duzych zakladow pracy ma obowiazek placic pracownikowi, ktory odsiaduje obowiazek obywatelski w Sadzie jako lawnik. W przypadku takim jak moj Sad placi $40.00 dziennie.
Nie jest to wiele, ale lepiej niz nic.
I tak sobie siedzielismy przez jakis czas, po czym nas znow wygoniono na korytarz, bo sala byla potrzebna do ogloszenia wyroku w innej, wczesniejszej sprawie.
Po ok. 40 minutach jak wrocilismy do sali, to tylko po to, zeby sedzia oznajmil, ze strony doszly do porozumienia i sprawa jest juz zamknieta.
Alleluja!!!!!!!!!!!!!!!!
Na to wlasnie czekalam!!!!
Byla godzina 16:35.
Teraz tylko wrocilismy do poprzedniego budynku po certyfikat, ze odbebnilismy (bo chyba nie inaczej;)) powinnosc obywatelska i mamy z glowy na 4 lata.
Jak wrocilam do domu, byla godzina 18:07 i bylam tak padnieta psychicznie, ze zrzucilam szmaty i poszlam spac. Wstalam jak Wspanialy wrocil z pracy, tylko po to zeby mu wszystko opowiedziec i wrocilam do lozka:)

43 comments:

  1. STAR -> jak zwykle rozbroiła mnie ta opowieść - czytałam ją na głos mojemu chłopowi i też się śmiał, Star przed Grand Jury, he he. fajnie jest wiedzieć jak to się wszystko odbywa, bo zawsze sie ławników widzi w filmach, ale nikt nie wie skąd oni się tam wzięli.
    jedno tylko mnie zastanawia - jakim cudem jak skończyłaś o 16.35 to dotarłaś do domu o 16.07? hi hi jakbyś przy okazji tego dnia w sadzie odkryła zagadkę podróży w czasie to błagam podaj przepis, hi hi hi

    ReplyDelete
  2. Usmialam sie, kilka razy zakrztusilam! Jestem zszokowana, ze w USA obywatele sa zobowiazywani do bycia lawnikiem. U mnie kolega z pracy jest lawnikiem dobrowolnym i nas denerwuje swoim siedzeniem w sadzie, wielokrotnie w ciagu roku. Zamiast pracowac! Jak mi sie odechce pracowac, zapisze sie na lawnika normalnie.
    Co do kwestii wiezienia, oczywiscie tego Ci nie zycze, ale mysle, ze zrobilabys tam furore, ba kariere literacka. Tyle materialu byloby do opisania :-)))))))))

    ReplyDelete
  3. Kurde, napisalam komentarz i mi go wcielo!!!!! Wrrrrrrr

    Twoj Wspanialy to taki sam "idealny obywatel" jak moj D. Tez mnie nazywa niesubordynowana. Jakos nie wylamuje sie spod prawa ale nie pekam z powodu nieodeslanego pisemka! Tez mnie straszy wiezieniem hehehe
    A co do naboru na lawnika, to w Kanadzie jest zdaje sie podobnie. Niestety pracodawcy nie sa zobowiazani placic pracownikom siedzacych w lawie przysieglych w czasie godzin pracy. I to jest glowny powod, dla ktorego prawie nikt nie chce tego robic! No, ale dobrze, ze masz to juz z glowy:)

    PS Po raz drugi zezarlo moj komentarz ale teraz przed wyslaniem zkopiowalam! chyba dlatego, ze nie bylam zalogowana, no wiec do trzech razy sztuka, tym razem jednak najpierw sie zalogowalam. Mam nadzieje, ze te komentarze nie zostana opublikowane z jakims znaczacym opoznieniem???

    ReplyDelete
  4. Olu--> Dzieki za zwrocenie mi uwagi na te godzine:) Zagadki podrozy w czasie "jeszcze" nie odkrylam:))) Mnie sie po prostu myli jak musze dodac te 12 zeby bylo po polsku:)) U nas prosciej bo jest rano, albo wieczorem i po zawodach. Skoro juz o tym mowa, to kiedy w Polsce jest godzina 24ta? bo nie mam pojecia czy przed 1sza rano czy po poludniu:))

    ReplyDelete
  5. O rany, jak na polskie warunki to historia jak z filmu... Rozumiem, że to wkurzające, ale dla mnie historia niezwykle ciekawa! Pozdrawiam obywatelko! gekon.

    ReplyDelete
  6. SB--> Ja mysle, ze to jest dobry sposob na przesiedzenie goracego okresu w pracy:)) Tyle, ze nie wiem czy mozna sie tak zglosic w odpowiednim dla woluntariusza czasie. Tak to jest obowiazek slodko zwany przywilejem:))) Sa ludzie, ktorym sie pewnie udaje zycie przezyc i nigdy ich to nie spotyka, a sa tacy, co wystepuja w Sadzie kilkakrotnie na przestrzeni zycia. Wspanialy ponoc byl dopiero dwa razy, a to na 63 lata zycia wcale nie jest duzo.
    Mam nadzieje, ze ja im sie nie spodobalam:)) i ze na tym bedzie koniec:)

    ReplyDelete
  7. Moniko--> Przykro mi z powodu tych pozartych komentarzy, ale to chyba dlatego, ze nie bylas zalogowana, a u mnie mozliwosc komentowania dla Anonimow jest zamknieta.
    Pracodawcy nie maja obowiazku placic, ale wszystkie duze korporacje z reguly placa, oczywiscie, ze jak ktos pracuje w malym biznesie typu piekania, zaklad fryzjerski czy tez maly sklep to pracodawca nie placi. I wtedy placi Sad, w kazdym badz razie nie jest to obowiazek darmowy:))
    Mimo to, tutaj tez sie nikt nie rwie do tego, bo nawet jak jest nieobecny w pracy i niby latwiej siedziec w Sadzie to potem wraca i ma zaleglosci. Ochotnicy to zwykle albo osoby bezrobotne, kobiety na utrzymaniu mezow i rencisci.

    ReplyDelete
  8. No to mozna powiedziec, ze mialas szczescie, bo moglas trafic na jakis hardcore i dopiero by było! W sumie to troche ten system nie jest do konca doskonaly - czy lawnicy maja sens przy tak blahych sprawach jak opisana? Dla mnie to byla bardzo ciekawa historia, bo wszyscy znamy lawnikow z amerykanskich filmow - na ogol widac ich od pasa w gore, jak kiwaja glowami i robia miny, ale kurde skad oni sie tam wzieli? Dzieki Star!

    ReplyDelete
  9. Nie było tak źle, przeżyłaś, kilka godzin i spokój na 4 lata:), szkoda że sprawa taka lajtowa - może zapisz się na tą siłownię i dowiesz się jakichś szczegółów ?:)

    ReplyDelete
  10. Socjo--> Ja sie tam nie znam na procedurach prawnych, ale mysle, ze kazda sprawa, ktora trafia na wokande sadowa musi byc rozwazona przez lawnikow. Tak mi cos chodzi po glowie:))) Ale jest wlasnie ta mozliwosc i nadzieja, ze prawnicy obu stron moga dojsc do porozumienia, w koncu obydwie strony wiedza na jaki kompromis sa w stanie pojsc. Tym sposobem w ostatniej chwili unika sie zmudnych przesluchan, godzin siedzenia i debat i automatycznie obniza koszty sprawy.
    Dla mnie bylo wlasnie dziwne, ze silownia i ten facet nie doszli do porozumienia w ogole bez udzialu prawnikow. W sumie to pewnie byla jakas blaha sprawa. No ale jak sie ludzie lubia sadzic, to nikt nic na to nie pomoze:)))
    Natomiast gdybym trafila na jakas dlugoterminowa sprawe to pewnie ze wzgledu na sytuacje w pracy (jednoosobowy biznes) zostalabym zwolniona. Sad nie moze zmusic czlowieka do bycia lawnikiem kosztem pozbawienia zrodla utrzymania. A moj biznes jest moim zrodlem utrzymania.

    ReplyDelete
  11. Kachna--> Ta silownia jest pewnie jakies 2 godziny jazdy samochodem od mojego domu:))) Nie jestem az tak ciekawa.
    Ja w ogole nie jestem ciekawa i olewam kto kogo zabil, zdradzil czy naplul w oko:)))

    ReplyDelete
  12. U nas mogliby taki obowiązek a propos wyborów wprowadzić - od razu frekwencja by wzrosła :DDD

    A na poważnie: strata czasu...

    ReplyDelete
  13. To prawie jak w Polskim sądzie (sprawy odraczane i nikt nic nie wie:) )

    ReplyDelete
  14. Mąż nareszcie szczęśliwy, bo po amerykańsku obowiązek został spełniony przez Ciebie:) Gdzieś zostałaś odfajkowana, nowe doświadczenie zdobyłaś i... do nastepnego razu;)))
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  15. Granato--> No strata czasu, ale takie jest prawo:))

    ReplyDelete
  16. Beata--> Ale ta sprawa nie zostala odroczona, tylko zalatwiona w ostatniej chwili polubownie, bez Sadu i jest juz zamknieta. To chyba normalna procedura sadowa wszedzie.

    ReplyDelete
  17. Iva--> Moj maz ma bardzo duze poczucie obowiazku w kazdej dziedzinie:)) I to raczej nie ma nic wspolengo z byciem Amerykaninem:)) Ot taki jest.

    ReplyDelete
  18. Tak czy siak przygoda z systemem sądownictwa zaliczona!

    ReplyDelete
  19. Zgago--> Dokladnie:) W zyciu trzeba wszystkiego sprobowac, jak jest okazja:))

    ReplyDelete
  20. A ja bym chętnie takim ławnikiem była:)) Strasznie lubię takie filmy sądowe:)) A na mnie nigdy nie trafi:( Cieszę się jednak, że TY , która takich ciągotek nie masz, wykpiłaś się jednym dniem:) Mówią , że szczęście szczęśliwym sprzyja i u Ciebie to sie sprawdza:)))

    ReplyDelete
  21. Ej, podoba mi się ten obowiązek obywatelski z użyciem siły:)) Jestes obywatelem wolnego państwa!! :)))))))))

    ReplyDelete
  22. nie neguję, ale ci których znam właśnie tacy są, obowiązkowi, prawi lub nawet bardziej:)

    ReplyDelete
  23. o rany. to ja już wolę francuską biurokrację bez takich hocków klocków.

    ReplyDelete
  24. To przymusowe ławnikowanie jest takie... zabawne;D

    ReplyDelete
  25. Mnie przysylaja ciagle zaproszenia z USCIS zebym zrobila obywatelstwo,no ale po przeczytaniu Twojego postu to ja dam sobie siana,nie dla mnie bycie jakims tam sumiennym obywatelo-lawnikiem:))
    Piekny ostatnio dostal od sadu zaproszenie,zrobil dokladnie to co Ty,wypieprzyl do kosza:),bo ma za saba doswiadczenie siedzenia caly dzien w sadzie i podobnie jak Tobie mierzi mu sie taki uklad:))

    ReplyDelete
  26. Kiciu--> Ja nie mam takich ciagotek, nigdy nie ogladam i nie interesuje sie zadnymi sprawami kryminalnymi. I tam tez nie wykazywalam wiekszego zainteresowania, na szczescie nie musialam. Byloby gorzej gdyby sprawa musiala odbyc cie w trybie regularnym, ale mysle, ze odpadlabym za poglady:)))

    ReplyDelete
  27. Pieprzniczko--> Konstytucja USA mowi w kwestii prawa i sadow, cos na podobienstwo (nie bede teraz szukac cytatu) "bedziesz sadzony przez wspolobywateli a nie zawodowcow". Wiec owszem jest to przymus, ale jak czlowiek glebiej pomysli to ma sens. No i jak widac nie jest to przymus utrudniajacy codzienne zycie, na 27 lat zycia tutaj z tego 21 obywatelstwa MUSIALAM to zrobic pierwszy raz:)) Czy jeszcze kiedys bede musiala? Nie wiem, ale juz wiem, ze to sie da przezyc:)))

    ReplyDelete
  28. Iva--> Byc moze;) Ja nigdy nie myslalam i nie obsrewowalam ludzi pod tym katem, chyba zaczne zwracac na to uwage. Do tej pory uznawalam za zupelnie naturalne, ze jak ktos sie umawia na konkretna godzine, to przychodzi o czasie, a nie trzeba na niego czekac. Punktualnosc lekarzy, prawnikow, fryzjera i kosmetyczki uwazam za normalnosc:)) To samo dotyczy dotrzymywania slowa. Inne rzeczy jak widac moge olewac, ale jesli sie umawiam z klientka to chocby sie nie wiem co dzialo, jestem punktualna. Jesli cos komus obiecam, to dotrzymuje slowa. Chociaz przyznaje i kiedys nawet o tym pisalam, ze odpisywanie na korespondencje nie nalezy do moich mocnych stron;))

    ReplyDelete
  29. ds--> Pomyslalam nad tym co napisalas i jednak dochodze do wniosku, ze dla mnie osobiscie odsiedzenie jednego dnia (platnie) w Sadzie jest mniej upierdliwe niz codzienna biurokracja np. w urzedach meldunkowych itp.
    No ale, to moje osobiste zdanie i opinia. Wazne, ze kazda z nas ma to co lubi:)))

    ReplyDelete
  30. ds--> Zapomnialo mi sie dopisac, ze ten jeden dzien w Sadzie to w moim przypadku raz na 25 lat.

    ReplyDelete
  31. Nivejko--> Zabawne? Pewnie tak, chociaz patrzac z innej nieco strony, to jedna z podwalin demokracji, jak pisalam wyzej do Pieprzniczki:)

    ReplyDelete
  32. Maga--> A ja nie wiedzialam, ze przysylaja zaproszenia do robienia obywatelstwa. Pierwszy raz o tym slysze, no ale czlowiek sie ciagle czegos nowego uczy:))

    ReplyDelete
  33. Moze zle sie wyrazilam,chociaz moja skrzynka e-mal(owa) byla ciagle pelna wiadomosci od nich jakie to korzysci plyna z bycia obywatelem,ale z tego co sie zdazylam zorientowac to tylko jako permanent resident nie moge glosowac w wyborach,a,no i nie moge byc lawnikiem w sadzie (na czym mi akurat nie zalezy)
    A ze mam wstret jakowys do papierkowej roboty to nawet Pieknemu oswiadczylam ,skoro chcesz sie zenic to wszystkie formalnosci z tym zwiazane se zalatwiaj:))Ja tylko zlozylam swoj szanowny podpis pod tym co mi podsunieto pod nos(oczywiscie wszesniej sprawdzilam co podpisuje)Ja zajmuje sie papierami jak mam tzw.noz na gardle,w zadnym innym przypadku nikt nie jest mnie w stanie zmusic do robienia czegokolwiek z urzedami wszelakiej masci:)))

    ReplyDelete
  34. Maga--> Naprawde pierwsze slysze, w dodatku, ze takie rzeczy dostajesz na skrzynke emailowa, ale to nieistotne. W koncu czasy i procedury sie zmieniaja.
    Ja tez nie cierpie papierow, od zawsze mialam wstret, dlatego nigdy nie moglabym pracowac w zadnym biurze, czy urzedzie. Nie wazne, ze teraz papier zostal zastapiony PDF, dla mnie to tak samo nudne. Mimo to obywatelstwo i prawo jazdy bylo moim priorytetem.
    Moze dlatego, ze w koncu czlowiek musi miec jakis paszport, a ja nie chcialam juz polskiego. Nie wiem, ale w sumie 5 lat mialam czasu na decyzje i wszystko przemawialo ZA:)))
    I gdybym miala siedziec w Urzedzie Imigracyjnym 4 miesiace non stop to i tak byloby warto. Zaznaczam, dla mnie. Nic nie sugeruje, a tylko pisze o sobie.

    ReplyDelete
  35. Jakos mialam to szczescie ze dostalam bardzo szybko zielona karte,a i w urzedzie imigracyjnym nie czekalam w jakis tam kolejkach bo bardzo sprawnie im to szlo.W New Jersej rano idziesz na egzamin a po poludniu masz zaprzysiezenie,oczywiscie jak zdasz:)
    Moze gdybym byla bardziej oblatana z jezykiem to poszla bym z marszu,a tak unikam jak diabel swieconej wody(pewnie w obawie przed nie zdaniem)I tu kolo sie zamyka bo wystarczyloby przysiasc faldy i sie pouczyc.Co zrobic jakas okropnie pod tym wzgledem leniwa jestem.Jak juz pisalam,mnie mobilizuje noz na gardle,jednak mam nadzieje ze mi do tego gardla nikt noze przykladal nie bedzie:))Jedyne egzaminy,do ktorych sie w zyciu przylozylam to te w szkolach:)
    A moze to tez taki moj upor,bo jak mi ktos cos kaze i do czegos zmusza(Piekny mnie ciagle molestuje o to obywatelstwo) to ja na odwrot.
    Taki ze mnie uparty osiol:)Po kim ja to mam????

    ReplyDelete
  36. Maga--> Ja Cie doskonale rozumiem, jednoczesnie zapewniam, ze przynajmniej ten egzamin na obywaltelstwo, ktory ja zdawalam byl na smiesznym poziomie. Az sie wstyd bylo uczyc:)) Ale byc moze, ze cos sie zmienilo przez te lata, byc moze, ze teraz jest powazniejszy, nie wiem.
    Po kim masz upartosc osla? :))) Pewnie po sobie samej:))))
    Ja dostalam zielona karte w ciagu bodajze tygodnia po przylocie. Pamietam, ze przylecielismy w czwartek, a w poniedzialek juz bylam w urzedzie SS i potem zaraz w Imigracyjnym, gdzie dostalismy zielone karty.
    Problem z zielona karta jest taki, ze jak podrozujesz to potrzebujesz do niej miec paszport kraju, w ktorym sie urodzilas. Ja poniwaz dostalam paszport polski z prawem jednokrotnego przekroczenia granicy, nie chcialam juz miec polskiego paszportu. Oczywiscie polski Konsulat przyslal mi pismo, ze moge sobie ten paszport wymienic na nowy, ale ja juz bardzo dziekuje, nie bede z czysto ambicjonalnych wzgledow. Jak mnie nie chca, to na tez nie chce:))) Wiem, ktos na pewno nazwie to chora ambicja, ale mnie naprawde nie zalezy na tym co "ktos" o mnie mysli, wazne jest to co ja sama mysle. Oooo :))))

    ReplyDelete
  37. Doskonale Ciebie rozumiem,sama bym sie wypiela na polski paszport w takiej sytuacji(bo ja pamietliwa jestem:)))

    ReplyDelete
  38. Grunt to dobrze spełniony obywatelski obowiązek :)

    ReplyDelete
  39. Maga--> Ja tez jestem pamietliwa:))) W tym przypadku odzywa sie we mnie Skorpion.

    ReplyDelete
  40. Gosia--> Aby z glowy i aby do nastepnego razu:))

    ReplyDelete
  41. Maga--> :D:D:D:D Aaaa to jak tak szukamy, to wiesz, ja tez mam niezly garniturek genetyczny:))))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...