Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, October 2, 2011

Wina, wina dajcie...

Piatek powital nas piekna pogoda, wiec wyruszylismy ochoczo na przeglad okolicy, slonce dawalo do wiwatu i tylko poranna rosa i mgla przypominaly o jesieni. Ale za to rzeskie powietrze nie pozwalalo leniuchowac dluzej i juz o 9 rano opuscilismy hotel.
Najpierw Clayton.
Calkiem przyjemne male miasteczko.


Ten pomnik w ksztalcie latarni morskiej jest poswiecony mieszkancom okolicy poleglym w I i II wojnie swiatowej. Podoba mi sie szczegolnie sposob w jaki dolozono staran, aby wyroznic kazda ofiare indywidualnie:



Z takich cegielek jest ulozony "chodnik" otaczajacy latarnie.
Kilka zdjec z samego Clayton.
Johnston House z 1880 roku.



Sklepy przy glowej ulicy:



Dosc ciekawy kosciol wybudowany z ciosanego kamienia:



I po drugiej stronie ulicy, naprzeciwko kosciola, dom pogrzebowy. Wygodnie, po drodze:)



I przystan, bo w tych okolicach ludzie czasem nie maja samochodow, ale maja lodki:)
Spotkalismy takiego pana, ktory prowadzi pub w Clayton wlasnie i on powiedzial, ze nie ma samochodu, ale za to ma lodke, bo bez niej trudno byloby mu tutaj zyc:))


I wlasnie w Clayton dowiedzielismy sie, ze w okolicy sa dwie winianrnie.
No to co? Szybka decyzja, jedziemy na smakowanie wina:)
Co prawda Wspanialy jako prowadzacy za wiele nie mogl, ale ja... i owszem:))
Najpierw pojechalismy do Thousand Island Winery...



... gdzie Wspanialy sobie wielbicielke przygruchal:)



Wykorzystujac okazje, ze ja bylam glownie zainteresowana takim oto widokiem:



A potem juz poszlismy na probowanie wina, gdzie serwowala bardzo mila pani i okazalo sie, ze mozemy za darmoche oboje wyprobowac 6 roznych win, a za drobna oplate $5.00 od lebka nawet cale 18 roznych gatunkow. Jakos nie mialam odwagi na 18, a na Wspanialego nie moglam liczyc, wiec zostalismy przy tych darmowych szesciu. Wina maja tam naprawde dobre, wiec zakupilismy butelke Chardonnay, Wellesley Island White i butleke deserowego o smaku malinowym. To malinowe wino zupelnie zawladnelo naszymi kubkami nie tylko smakowymi ale i powalilo zapachem.
Jest boskie!!
Przemila Pat, ktora serwowala i rozbawiala nas opowiesciami o historii winiarni w pewnym momencie nadmienila, ze wlasnie dzis wieczorem wniarnia ma party z okazji wyprodukowania dwoch nowych gatunkow wina. Oko zablysnelo mi z radosci, co nie umknelo uwadze Pat.
-- Oczywiscie zapraszamy, jesli tylko chcecie tutaj wrocic. Party zaczyna sie o 17tej i konczy o 19tej.
-- Zobaczymy jakie mamy plany... - wybakal Wspanialy.
-- Kochanie, planow nie mamy, bo jestesmy na urlopie - powiedzialam do Wspanialego, a do Pat szybko dodalam - wrocimy na 95%.
Pozniej poszlismy obejrzec winogrona.





A tak to wyglada w szeregach:




Nie chcielismy sie za dlugo krecic, bo wlasnie przygotowywano scenerie do wesela, ktore mialo sie tam odbyc nastepnego dnia:



Ale tego zdjecia nie moglam soibe darowac;)



Pojechalismy wiec do tej drugiej winiarni, ale tam niestety obsluga okazala sie mniej towarzyska i przyjazna. Na wstepie, gdy tylko przekroczylismy prog, dziewcze rzucilo w nasza strone:
-- Prosze sie rozejrzec i jesli macie jakies pytania, to sluze pomoca.
Niby grzecznie, ale jakos tak... z niepotrzebnym w takich miejscach dystansem.
Nic wiec dziwnego, ze ograniczylismy sie do rozgladania.
Przy czym ja przez oszklone drzwi wykonalam te zdjecia z sali produkcyjnej:




Dziewcze dopiero jak zobaczylo, ze kierujemy sie do wyjscia, zaproponowalo czy mamy ochote sprobowac jakiegos wina. Na co moj Wspanialy, bedac wspanialym szepnal mi do ucha:
-- To moze sprobujmy jakiegos Chardonnay i ewentualnie zakupimy do spozycia wieczorem..
Zgodzilam sie, bo ja wiem, ze on nie potrafi inaczej, jak juz wlazl, to nie wyjdzie z pustymi rekami.
I tym sposobem sprobowalismy i zakupili jedna butleke, a moglo byc lepiej.
No coz, nie kazdy ma talent do pracy w serwisie.
Dochodzila 14ta jak wyszlismy, a wiec mielismy do zabicia 3 godziny przed powrotem do pierwszej winiarni.
-- Co mozemy robic przez te 3 godzimy? - zapytalam troche w proznie, bo przeciez zadne z nas nie mialo zadnych planow.
-- Ty naprawde chcesz tam wrocic? - zapytal Wspanialy.
-- Oczywiscie, ze chce! A Ty nie chcesz?
-- Szczerze? nie bardzo mam ochote...
-- A masz cos lepszego do roboty?
Nie odpowiedzial, wiec wzielismy sprawe na zywiol:))
Wsiedlismy w samochod i skierowali sie w nieznane...
Nieznane zaowocowalo odwiedzinami jednego z licznych tam parkow.



Wspanialy jak na malego chlopca przystalo pobawil sie w rozbijanie kasztanow:





A mnie pozostalo fotografowac ptaszydla, ktore wdziecznie pozowaly:)





I rosliny wyrastajace w zupelnie nie oczekiwanych miejscach:



-- Wracamy do samochodu - wyrwal mnie z blogiego niemyslenia glos Wspanialego.
-- Tak natychmiast? Juz teraz?
-- Jesli chcemy zdazyc, to tak natychmiast, juz teraz.
-- Zdazyc??
-- Na party do winiarni, przeciez pamietam, ze chcesz tam pojechac.
Uradowana potruchtalam do samochodu, no wspanialy jest ten moj Wspanialy!!
Party okazalo sie byc bardzo mile i w sumie spedzilismy tam doskonale czas. Poznalismy wlascicieli winiarni, poznalismy milych miejscowych ludzi, wino lalo sie strumieniami, z czego akurat nie bardzo moglismy korzystac (przynajmniej jedno z nas) ale dodatkowo byly sery i krakersy, byly dwie potrawy przygotowane kazda z innym winem. I byl deser w postaci kremu z winem malinowym, dokladnie tym, ktorego butelke zakupilismy wczesniej.
Wlasciciel winiarni to byly zolnierz amerykanski, ktory kiedys stacjonowal w Niemczech nad Renem i tam wlasnie zachwycil sie zarowno sceneria krajobrazu jak i tamtejszymi winami. Kiedy po powrocie zamieszkal nad St.Lawrence River to tutejszy krajobraz przypominal mu tamtejsze widoki.
Kupil ziemie, posadzil winogrona i tym sposobem powstala winiarnia.
Juz wiem gdzie bedziemy zamawiac wina;)
A moze nawet uda nam sie namowic zaprzyjaznionego wlasciciela sklepu z alkoholem na sprowadzanie wina z Thousand Island. Mam taka nadzieje....
Nie zalapalismy sie na tegoroczny Oktoberfest, ale sto lat nie male... moze jeszcze kiedys;)


24 comments:

  1. Ta panna Wspaniałego wygląda jak Marzanna;D

    ReplyDelete
  2. I panna taka zadowolona, że Wspaniały ją trzyma ;) uśmiecha się od ucha do ucha :), a wino czy aby pyszne było ?

    ReplyDelete
  3. Nivejko--> Marzanna o ile pamietam to symbol zimy i topi sie ja na wiosne. A tutaj nie ma takich zwyczajow, to chyba taka jesien wystrojona na patyku:)))

    ReplyDelete
  4. Kachna--> Wspanialy tez uradowany, to chyba taka milosc od pierwszego wejrzenia:))) Wino bylo pysznosci i na pewno bedziemy tam zamawiac, bo mozna zamowic przez internet, tylko trzeba oczywiscie zamowic cala skrzynke, ale mozna pomieszac rodzaje. Z tych trzech butelek, ktore kupilismy wszystkie nam smakuja. Ja pije biale, Wspanialy czerwone, wiec sobie wymieszamy i bedziemy miec zapas na jakis czas:))

    ReplyDelete
  5. Acha! To ja wiem, gdzie ten pan stacjonował nad Renem, bo widziałam te opuszczone amerykanskie bazy wojskowe. A widoki i samo wino znad Renu jest cudowne, wiec nie dziwie sie ze pan tez sie zachwycil. A tu zdjecia znad Renu: http://socjopisanki.blogspot.com/2011/08/zagadka.html

    ReplyDelete
  6. Uwielbiam zwiedzac browary i gorzelnie whisky, mysle ze winiarnia tez by mi sie spodobala :)

    ReplyDelete
  7. Star - strasznie mi sie podobają Twoje fotoreportaże, bo Ty masz cos takiego (co nie wszyscy mają), że zachwycasz się każdą najdrobniejszą rzeczą... uwielbiam to! a winiarnia i winko malinowe to pozwolisz, że tylko westchnę... ech... :-)

    ReplyDelete
  8. Jakie dorodne te winogrona:-) A ja uwielbiam winogrona, ehh...

    ReplyDelete
  9. Fajny weekend. I znowu jesień wisi w powietrzu :)

    ReplyDelete
  10. Hehe :D Jesień wystrojona na patyku wygląda jak damska odmiana stracha na wróble :D

    Bardzo mi się podobają te cegiełki chodnikowe z nazwiskami - ciekawe rozwiązanie. W Polsce by się już wykłócano, że pomysł jest "be" bo ludzie będą deptać po nich...

    ReplyDelete
  11. Socjo--> Dzieki za link, piekne zdjecia:) Tereny nad St.Lawrence river nie bardzo nadaja sie na winiarnie, bo klimat jest tam jednak zimniejszy, ale kto wie? Moze to wlasnie poczatki;)

    ReplyDelete
  12. Czarownico--> Mysle, ze tak:) Szczegolnie jak jest przyjazna atmosfera tak jak w tej winiarni. W sumie to przeciez ludzie tworza atmosfere miejsca.

    ReplyDelete
  13. Olu--> Zachwycam sie, to prawda:)) Ale moze to z wiekiem przychodzi, ze czlowiek dostrzega wiecej piekna i uroku niz zlego:)) Dziekuje.
    Winko malinowe jest naprawde super:))

    ReplyDelete
  14. ladybird--> Ja tez lubie winogrona, zwlaszcza w towarzystwie dobrych serow:))

    ReplyDelete
  15. EwaP.--> Uwielbiam jesien, zwlaszcza sloneczna, taka zlota i ciepla:))

    ReplyDelete
  16. Antares--> Mnie sie tez podoba ten pomysl z cegielkami, a ze sie po tym chodzi? No coz na tutejszych cmentarzach chodzi sie w sumie po grobach i jakos nikomu to nie przeszkadza:) Co kraj to obyczaj;))

    ReplyDelete
  17. Jak bym chciała podegustować w klimatycznym miejscu...

    ReplyDelete
  18. Bardzo urokliwe sa takie miasteczka, a jak jeszcze sa winnince i winiarnia to juz super! My tutaj niedaleko (Niagara region) tez mamy taki mikroklimat, sa winnice i produkuja rozne wina, pilas cos z tego moze? Sa nawet niezle, specjalizuja sie tez w tzw icewine, drogie to-to i bardzo slodkie!

    ReplyDelete
  19. ale laska!!!

    winiarnie są cudowne,mają klimat.

    "cegiełki"mi się bardzo bardzo lajkują:)

    ReplyDelete
  20. Zgago--> Takie miejsca sa fajne, pod warunkiem, ze pracuja w nich fajni ludzie:))

    ReplyDelete
  21. Moniko--> Nie mialam okazji pic wina z tamego regionu:(( Bardzo slodkie wina sa OK, ale w minimalnych ilosciach:)) To malinowe jest bardzo slodkie, ale nie jest ciezkie, kupilam go z mysla o wykorzystaniu do deserow.

    ReplyDelete
  22. Mijko--> Ja chyba zaczne byc zazdrosna o te laske:))

    ReplyDelete
  23. Tylko pozazdrościć takiej wycieczki.
    Małe miasteczko a tyle zobaczyliście.Mało tego nawet zaliczyliście degustacje win.Masz rację ,że poprzestałaś na tych 6,bo po18 różnie to by mogło być:))
    Pamięć o poległych za wolność jest ważna-dobrze jest chwilę przystanąć......

    ReplyDelete
  24. W zeszla sobote stalam na moscie w Bazylei i gapilam sie nad Ren :-))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...