Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, November 20, 2011

Przedswiateczna karuzela

Nie mam za wiele czasu, bo w pracy ruch, kobitki chca ladnie wygladac i dobrze to o nich swiadczy, ale sa momenty, kiedy nie wyrabiam na zakretach, a nawet musze isc do pracy na 10ta.
A to przeciez bardzo nieprzyzwoita godzina.
Nic to, dzieki mojej rozpisce przygotowan swiatecznych i tak wiem, ze jestem ze wszystkim w odpowiednim punkcie, wiec to akurat nie sprawia zadnych problemow.
Problem jest inny.
Tatek jest w szpitalu. Wiemy juz, ze wyjdzie z niego w poniedzialek wieczorem i nie bedzie zadnych przeciwskazan w kwestii podrozy do NYC, ale jednak.
Juz od kilku miesiecy wiemy, ze tym razem Tatek przyjedzie sam, bo E. ciagle nie moze podrozowac. Nie pisalam o tym, ale jak bylismy pod koniec wrzesnia w Buffalo to troche sie podlamalam.
E. wazyla wtedy nie cale 45 kg, ubrania wisza jak na koscistym wieszaku, a ona nie moze przytyc, bo "nie lubi jesc". Nigdy ponoc nie lubila, ale jakos dawala rade, teraz "nie lubie" wzielo gore i kobieta niknie w oczach. Rozmawialam, tlumaczylam, ze musi sie zmusic, ale to sie raczej na niewiele zdalo.
Ma naprawde cudownego syna, ktory gotuje codziennie, stara sie i do pewnego stopnia zmusza, ale jak zmusic kiedy serce peka. Nie jest to latwe.
Przy pozegnaniu wyszla sprawa corocznej wyprawy do nas na Thanksgiving.
Zapytala czy jest zaproszona, co mnie troche zaskoczylo, wiec tylko powiedzialam:
-- Oczywiscie!! Z mala korekta, bo Ty nie musisz byc zapraszana. Jestes czlonkiem rodziny, a jako taka jestes zawsze zaproszona.
Ale dodalam, ze decyzja nalezy do niej, a glownie do dzieci, to one musza zadecydowac czy ona sie nadaje do podrozy. Mimo, ze niewielka to podroz, bo samolotem to troche ponad godzine, ale mimo wszystko. Syn natychmiast stwierdzil, ze bedzie to trudna decyzja.
Wiem, ze nie bylo im latwo, ale musieli jej wytlumaczyc, ze w tym stanie ciala nie da rady.
Nie jest z tego zadowolona, ale byc moze podzialalo to jako motywacja do jedzenia, bo niedawno w rozmowie pochwalila mi sie, ze juz przybrala na wadze 2.5 kg.
-- To bardzo dobrze, tak trzymaj, powoli musisz dojsc do sil - ucieszylam sie.
-- Sily silami, ale ja chce jeszcze kiedys pojechac do Was, do NYC, wiec sie zmuszam i jem.
Obojetne co jest motywacja, wazne zeby byly efekty. My wszyscy wiemy, ze E. jest zakochana w NYC podobnie jak ja, wiec wyobrazam sobie jak przykro musi jej byc.
A teraz wyszla sprawa Tatka.
Jeszcze tydzien temu, w czasie co niedzielnej rozmowy wszystko bylo w porzadku i nawet wybieral sie do przyjaciol na przed swiateczny obiad z indykiem, a w srode wieczorem dostalismy wiadomosc od Patty, ze wlasnie zawiozla go do szpitala.
Ten z kolei je bo lubi:))
Ale czasem przesadza, a glownie je tak jak moze sobie na to pozwolic 40latek a nie 84letni mezczyzna.
Tatek nie lubi zup, wiec ich nie je. Proste, prawda?
Tyle, ze zupy sa zdrowe i lagodne dla zoladka i calego przewodu pokarmowego.
Tlumaczylam to juz jak dziad krowie na rowie tysiace razy, bez skutku.
Nie pije wody, bo ta nie ma smaku.
Znow probowalam nauczyc pic wode z odrobina soku z cytryny, lub zaczac pol na pol z sokiem i regularnie zmniejszac ilosc soku. Nie, bo nie.
A problemy z przewodem pokarmowym ma nie od dzis.
Teraz obiecuje poprawe, byle tylko mogl do nas przyjechac:))
Lekarzom od pierwszej wizyty mowi, ze on ma juz bilet na samolot do NYC na Thanksgiving i niech robia co chca ale on musi jechac. Jego wlasny lekarz prowadzacy odwiedzil go w szpitalu a ten natychmaist:
-- Doktorze, ale niech im tu doktor wszystkim wytlumaczy, ze ja musze jechac do syna, do NYC na Thanksgiving.
-- Mr. Tatek, ale w Buffalo tez maja Thanksgiving - probowal zazartowac doktor.
-- Ale to nie to samo, jakby doktor wiedzial jak moja synowa gotuje, to by sie doktor sam juz pakowal.
Caly Tatek.
I on im tam wszystkim tak truje, bo Wspanialy rozmawial z jednym z lekarzy na temat stanu i ewentualnych restrykcji dietetycznych po wyjsciu ze szpitala, a na koniec rozmowy nagle pan doktor pyta:
-- Panie Wspanialy, ale tak juz zupelnie nie na temat stanu zdrowia ojca, to co panska zona robi na ten Thanksgiving, ze ojciec tylko o tym mowi.
No i masz, jak mi Tatek nie przestanie robic reklamy, to wyjdzie na to, ze niedlugo bede miala liste oczekujacych na zaproszenie z Buffalo:))
Rozmawiamy z Tatkiem codziennie wiec jestesmy na biezaco z przynajmniej jego samopoczuciem psychicznym. Wczoraj juz byl caly radosny, bo lekarze powiedzieli, ze w poniedzialek zrobia mu ostatnie testy i wieczorem bedzie mogl isc do domu.
-- Ale co masz jesc? Jaka dieta zaraz po szpitalu? - zapytalam dla pewnosci, mimo, ze lekarz powiedzial Wspanialemu, ze raczej nie bedzie zadnych drastycznych zmian, a tylko "czesciej i malo".
-- Moge jesc wszystko tylko czesciej ale mniej i mam pic wode, i mam jesc.... zupy - wydeklamowal
-- Oooo? a to cos nowego? - odezwala sie moja wewnetrzna zolza.
-- No tak, mialas racje juz od dawna jak mi mowials zebym jadl zupy i pil wode. A ile Ty bierzesz za porady? Czy moze Twoje w rodzinie sa bezplatne? - zaczal zartowac.
-- Rodzina rodzina, ale jak kazdy na Tobie zarabia to czemu nie ja? Wystawie Ci rachunek jak przyjedziesz.
-- A bierzesz karty kredytowe?
-- Nie ja tylko twarda gotowke - zazartowalam
-- Aaa i jeszcze doktor powiedzial, ze powinienem unikac ostrych dan... - dodal po chwili.
-- Nie wolno ostrych dan?! To po co Ty tu przyjedziesz? - zachichotalam do telefonu - Nic tam, bede Cie caly dzien owsianka karmic.
-- Moze byc i owsianka, ale wieczorem dostane troche nalewki?
-- Nalewki? A co doktor na to?
-- Nie pytalem, ale przeciez to dobre na trawienie.
W trakcie naszej rozmowy przyszli go odwiedzic jego przyjaciele Rose i Bill.
Tatek powital ich okrzykiem:
-- To wszystko przez Twojego indyka Rose!
-- Taki byl niedobry? - zapytala smiejac sie Rose.
-- Nie, wrecz przeciwnie, taki byl dobry, ze za duzo zjadlem!
I tak to z naszym Tatkiem.
A ja wczoraj popelnilam juz w/g planu zurawine z gruszkami i imbirem, zupe ze slodkich i normalnych ziemniakow z dodatkiem pomaranczy (mniammmm) i przygotowalam gravy (sos do indyka) tak, ze tylko trzeba go zagescic przed podaniem.
Dzis mam w planie pieczenie kasztanow i ciasto na pie.
A wiec komu w droge, temu... kuchenny fartuch:)

PS
Przepraszam, ze nie ogarniam ostatnio blogowiska, ale czytam, tylko na komentowanie juz nie styka czasu:(
I dziekuje jeszcze raz Zgadze za piekny limeryk, ktory napisala specjalnie dla mnie i zostawila w komentarzach pod poprzednia notka.
Zgago, podziwiam talent!!!!

11 comments:

  1. A nie wchodzi w rachubę pojechanie do E. na Thanksgiving? W pełnej tajemnicy, jako niespodzianka?
    Kiedyś, na okoliczność pogorszenia zdrowia E. pisałam, że kiedy będzie ten ostatni raz, lecz nie wiadomo kiedy. Dopiero po jakimś czasie wiadomo, że był ostatni...

    ReplyDelete
  2. No to rzeczywiście macie problem z Tatkiem. W jednym przypadku doskonale go rozumiem, ja też nie lubie pić wody, ona naprawdę nie ma smaku:))Wprawdzie nie wiem jak sie piecze kasztany, ale miłego pieczenia:) I nie przesadzaj z tymi smakołykami bo Tatce będzie przykro, że wszystko takie smakowite a On nie może jeść. Litości:))

    ReplyDelete
  3. Nooooo... moja babcia zawsze powtarzała żeby jeść dopóki się może, bo kiedyś (oby nie) nadejdzie taki czas że będzie stało, pachniało a jeść się nie da.

    ReplyDelete
  4. Iva--> To jest niemozliwe. E ma tam cala rodzine: siostre i rodzine siostry, swoich dwoje dzieci z wnukami. Tak naprawde to u nich na Thanksgiving jest ponad 20 osob. E przyjezdzala do nas z Tatkiem tylko dlatego, ze ja przesunelam nasz Thanksgiving na sobote, wiec mogla w czwartek byc ze swoja rodzina i w piatek przyleciec do nas. To jest naprawde najwazniejsze swieto rodzinne, a E mimo, ze my ja traktujemy jak rodzine, nie jest nasza rodzina. W czwartek kiedy cala Ameryka obchodzic bedzie Thanksgiving to ja bede miala gotowanie, w koncu my tez mamy rodzine, nasze dzieci i to jest jedyne swieto, z ktorego nikt z nas nie zrezygnuje.
    Oczywiscie, ze nigdy nie wiadomo kiedy bedzie ostatni raz... ale na to raczej nie mamy wplywu. Widzielismy sie z nia pod koniec wrzesnia i narazie tak musi zostac.

    ReplyDelete
  5. madame--> Nie bedzie mu przykro, bo wszystkie potrawy sa lagodne i bedzie mogl je jesc, tak samo jak bedzie mogla je jesc nasza roczna wnuczka. Ja w tym roku nie moge z niczym przesadzac chocby ze wzgledu na mala. On tylko musi uwazac, zeby sobie tak rozlozyc jedzenie, zeby sie nie przejesc:)
    Damy rade:))

    ReplyDelete
  6. Nivejko--> To prawda, jakos nam sie te narzady zuzywaja:))

    ReplyDelete
  7. Iva--> Jeszcze dla rozjasnienia sytuacji:)) E juz od czasu kiedy zmarl jej maz, a wiec 20 lat temu nie robi zadnych swiat u siebie. Zreszta obecnie ona sama mieszka u syna. Glownie przyjecia swiateczne odbywaja sie u jej siostry. Ja owszem jej siostre raz w zyciu spotkalam, ale to troche za malo, zeby pojawic sie na swiatecznym obiedzie. Wiem, ze nie znasz tych wszystkich niuansow, dlatego o tym pisze. Znamy jej dzieci, ale tez nie na tyle, zeby im sie zwalic na glowe. Jak jedziemy do Tatka, to po prostu zabieramy ja na caly dzien i spedzamy czas razem, ale bez obciazenia swoja obecnoscia jej rodziny.

    ReplyDelete
  8. W tematyce kulinarnej wolę się nie wypowiadać, bo to dla mnie trudne sprawy od wielu lat - taki los garbaty. Ale Tobie i wszystkim Twym gościom życzę SMACZNEGO!!! :)
    Ale trafny wierszyk od ZGAGI dla Ciebie
    pod poprzednim postem - właśnie przeczytałam....

    ReplyDelete
  9. Rozumiem, tylko pomyślałam, że ucieszyłaby się:) Oczywiście, że realiów nie znam, stąd nieśmiało zapytałam:)
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  10. Ju od kilku osob slyszalam, ze woda nie ma smaku i nie pija bo nie lubia. Ja wode pije calymi litrami, dlatego moja wizyta wszedzie zawsze zaczyna sie od zwiedzenia lazienki. Thanksgiving nie obchodze i moze to lepiej bom na diecie :)Tobie zycze swietnej zabawy i mam ndzieje, ze E. poczuje sie lepiej.

    ReplyDelete
  11. Fajne to Wasze Swieto. Przez 4 dni mozna "zaliczyc" kilka posiedzen przy swiatecznym stole w roznych konstelacjach.
    Milego swietowania i dobrego apetytu!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...