Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, November 20, 2011

Thanksgiving odwolany...

Nawet nie wiem od czego zaczac, bo jeszcze mi sie nogi w kolanach trzesa po tym co przezylismy.
Jak pisalam w poprzedniej notce, rozmawialismy z Tatkiem wczoraj i wszystko bylo OK, mial wyjsc ze szpitala w poniedzialek.
Dzis rano Wspanialy wlaczyl swoja komorke, a tam wiadomosc od Patty (corka E.) "ojciec wypisal sie ze szpitala na wlasna odpowiedzialnosc i zobowiazal sie, ze zglosi sie do lekarza w poniedzialek".
Nie zaniepokoilo nas to, bo w sumie wiemy, ze bywa uparty, no i byl w tym szpitalu 3 dni i skoro od poczatku nie znalezli nic groznego, to raczej nic nie wskazywalo na to, ze trzeba sie niepokoic.
-- Nie mogl juz uparciuch wytrzymac dwa dni dluzej? Jaki ojciec taki syn - skomentowalam do Wspanialego, na co on odpowiedzial:
-- Wiesz jak znam ojca, to pewnie musi zrobic pranie przed wyjazdem do NYC, a to juz jest powazny projekt.
Posmialismy sie troche jak to ojciec robi wszystko na ostatnia minute i na tym sie skonczylo.
Tuz po 10tej chcialam, zeby zadzwonic do niego i sprawdzic jak sie czuje, ale Wspanialy szedl do banku, wiec postanowil, ze zadzwonimy po jego powrocie.
Byla 10:46 kiedy przyszedl do mnie do biura i powiedzial, ze nie moze sie dodzwonic, bo nikt nie odbiera.
Wlosy stanely mi deba!!!
-- Moze jest w lazience...
-- Niemozliwe.. w ciagu ostatnich 10 minut dzwonilem juz 4 razy.
-- A moze faktycznie poszedl robic to pranie?
-- Nie, on wie, ze dzwonimy do niego o tej porze... zawsze siedzi i czeka na telefon...
-- Poczekaj zadzwonie do E. on do niej dzwoni zawsze o 10:30
Zadzwonillam, ale E powiedziala, ze dzis nie dzwonil, do czego ona nie przywiazywala wiele wagi, bo pomyslala, ze pewnie rozmawia z nami i zadzwoni pozniej.
Zadzwonilam do Patty.
-- Czy rozmawialas dzis z naszym Tatkiem?
-- Nie. Ale dzwonilam tuz po 10tej i nie odebral telefonu. A dlaczego pytasz?
-- Bo my dzwonimy juz od pol godziny i tez nie odbiera... czyzby gdzies pojechal?
-- Nie mogl nigdzie pojechac, bo ja mam jego samochod. Dzwonilam do niego, bo teraz wlasnie jestem w drodze do rezerwatu i wczoraj jak odwozilam go do domu mowil, ze moze bedzie sie chcial wybrac na przejazdzke. Dlatego wlasnie dzwonilam do niego, ale pomyslalam, ze moze jeszcze spi i nie chcialam przeszkadzac, wiec juz nie zadzwonilam drugi raz.
-- Kurde, jak daleko jestes od budynku, w ktorym on mieszka?
-- Jakies pol godziny moze 40 minut jazdy... wiesz zadzwonie do brata, on ma blizej. Ale z tego co wiem budynek jest zamkniety w weekend i nie ma zadnej obslugi. Nikt z nas nie ma kluczy...
Zamilklam, bo nie bardzo moglam pozbierac mysli w cos sensownego.
-- Moge zadzwonic na 911.. - zaproponowala Patty.
Ale tutaj wlaczyl sie Wspanialy:
-- Znalazlem w necie numer telefonu do zarzadu budynku, sprobuje cos zalatwic przez nich.
Rozlaczylysmy sie z obietnica, ze sie zdzwonimy natychmiast jak ktoras z nas bedzie cos wiedziala.
Wspanialy zadzwonil do zarzadu, ale tam jest w weekendy tylko taki ogolny serwis na wszystkie podlegajace im budynki. Przekazal wiec nasze dane z numerem telefonu i pani obiecala, ze jak tylko bedzie wiedziala czy i jak moga pomoc, to do nas zadzwoni.
Wspanialy z tego wszystkiego staral sie czyms zajac, ja chodzilam w lewo i prawo miedzy kuchnia a biurem zupelnie bez sensu. Milczeslismy oboje, ale kazde z nas myslalo o tym samym.
Minelo moze 10 minut jak panienka zadzwonila, ze niestety nie ma mozliwosci nic zrobic w weekend i mozemy tylko dzwonic na 911.
-- Zadzwonie do Doug'a i powiem mu niech dzwoni na 911, szkoda tracic czasu - powiedzialam.
Wspanialy nawet nie zareagowal, widzialam tylko po jego minie, ze zgadza sie na wszystko.
Zadzwonilam, okazalo sie, ze Doug jest juz w drodze do Tatka i bedzie probowal dostac sie to budynku jak ktos bedzie wchodzil lub wychodzil. Jest szansa, ze trafi na kogos kto go zna.
-- Nie czekaj, dzwon na 911 - powiedzialam i ciszej, zeby Wspanialy nie slyszal dodalam - boje sie, ze tracimy cenny czas.
-- Dobrze, ale ja jestem juz pod budynkiem, wiec zaparkuje samochod i zaraz dzwonie.
Czas wlokl sie niemilosiernie...
-- Teraz nawet jak bedzie trzeba jechac, to juz nie dostaniemy biletow na samolot.. - powiedzial w proznie Wspanialy i po chwili dodal:
-- Pociagiem i tak chyba lepiej, bo przynajmniej mozna probowac zalatwic sprawy telefonicznie...
Glos mu sie zalamywal dziwnie jak mowil te slowa, a ja weszlam szybko do biura, zeby nie widzial mojej miny. Zerknelam znow na zegarek...
Jak sie ten czas wlecze..
Od rozmowy z Doug'iem minelo jakies 15 minut kiedy znow zadzwonila moja komorka. Na ekranie pisalo "Doug". Spojrzelismy na komorke, na siebie i przez ulamek sekundy nikt nie rwal sie do odebrania.
Wreszcie wzielam telefon:
-- Tak, Doug?
-- Jest! Zyje!! Dzwonilem na 911 i to troche trwalo, bo operator pamietal, ze chyba mieli wezwanie dzis rano z tego adresu, wiec czekalem, zeby sprawdzili rekord. Ojciec dzwonil tuz po 10tej bo sie zle czul i zabrali go z powrotem do szpitala.
-- Dzieki - odetchnelismy z ulga.
Teraz Wspanialy zadzwonil do szpitala, ale okazalo sie, ze ciagle jest na izbie przyjec, wiec narazie nie ma mozliwosci z nim rozmawiac.
-- Ja chyba jednak pojade do Buffalo - powiedzial niepewnie Wspanialy.
-- Alez oczywiscie, ze jedz. Ja nie moge akurat teraz, ale Ty jedz.
-- A co z Thanksgiving?
-- Odwolamy i przelozymy na ktorys weekend przed Bozym Narodzeniem. To w koncu nie wazne w tej sytuacji.
-- Jestes pewna?
-- 100% i jeszcze wiecej.
Tak jak przewidywal nie bylo juz zadnej mozliwosci kupic bilet na samolot, wiec szybko zdecydowal sie na jeden z pewnie ostatnich biletow na pociag.
Wyjedzie jutro o 7ej rano.
Kiedy wroci? Narazie nie wiemy.
-- Zadzwon do Patty i E. niech sie nie denerwuja - powiedzial Wspanialy.
Zadzwonilam wiec i do jednej i do drugiej, wszyscy mielismy juz dosc tego rana.
To byla najdluzsza godzina, bo wlasnie zerknelam na zegar i byla dokladnie 11:49.
Tuz po 12tej zadzwonil Doug.
-- Bylem w szpitalu, ojciec jest ciagle na izbie przyjec, ale dali mu cos przeciwbolowego, bo skarzyl sie na duzy bol. Rozmawialem z lekarzem dyzurnym i beda robic jutro wszystkie badania, ktorych nie zrobili majac nadzieje, ze to tylko chwilowy rozstroj zoladka.
-- Doug, dziekuje Ci bardzo. Jestesmy Wam naprawde bardzo wdzieczni za wszystko co robicie i jak sie nim opiekujecie.
-- Alez nie ma sprawy, przeciez to moj ojciec chrzestny. Tatek jest nasza rodzina juz od wielu lat, wiec tu nie ma zadnej dyskusji na temat pomocy. My pomagamy jemu, on pomaga wielokrotnie nam.
Jeszcze mu tylko powiedzialam, ze Wspanialy jutro bedzie juz w Buffalo i to odciazy ich, bo to przeciez okres przed swietami i nikt nie ma za wiele czasu na siedzenie w szpitalu.
-- Star, jak trzeba to trzeba i czas zawsze sie znajdzie.
To prawda. E. ma naprawde wspaniale dzieci.
I tak to, dobrze, ze jeszcze za wiele nie nagotowalam na ten Thanksgiving, bo licho wie kiedy bedzie.
Ale to wszystko pryszcz, wazne, zeby Tatek byl zdrowy.

Update:
Godzina 15:15
Dostalismy wlasnie telefon ze szpitala, szykuja Tatka do operacji.
Wieczorem jeszcze zadzwonimy zeby zobaczyc jak jest po operacji.
Trzymajcie kciuki.

Update:
Godzina 18:20
Wlasnie dzwonilismy do szpitala jest juz po operacji i przeniesiony do prywatnego pokoju. Zadzwonimy znow za ok. 3 godziny, moze uda sie z nim rozmawiac.

Ostatnia wiadomosc:
Godzina 19:30
Przed chwila zadzwonil chirurg, ktory robil operacje. Tatek bedzie przez nastepne 24 godziny na ICU a potem w zaleznosci czy cos sie nie przypaleta przeniosa go do innego pokoju. Czyli na informacjach od lekarzy odzialowych nie mozna do konca polegac. Niech juz ten Wspanialy tam jedzie i sam wszystkiego dopilnuje, bo nie ma to jak byc na miejscu.
A jak juz Tatek dojdzie do siebie, trzeba bedzie znow wznowic pertraktacje nad przeprowadzka do NYC. Latwe to nie bedzie, ale zobaczymy, moze tym razem da sie przekonac.

57 comments:

  1. A nie mogłaś zacząć od dupy strony!Wystraszyłam się strasznie. Nie będę pisała żadnych banałów.Powiem tyle, musi być dobrze i czekam na dobre wieści.
    Tylko błagam, zaczynaj od końca .

    ReplyDelete
  2. Beata500--> Ja tez bym chciala zeby ta historia zaczela sie od konca, ale przekazalam tak jak to sie rozgrywalo w rzeczywistosci.
    Wierz mi, ze jak juz dowiedzielismy sie, ze zyje i odlozylam telefon to mi napiecie puscilo i sie rozryczalam.

    ReplyDelete
  3. Co za koszmar przezyliscie, na szczescie sie dobrze skonczylo. I oby Wspanialego Tatko dlugo jeszcze sobie podjadac mogl to i owo...
    Do d... z takim mieszkaniem daleko od starych rodzicow. Jeszcze u Was na tyle dobrze z odleglosciami, ze mozna pociagiem jak samolotem sie nie da.
    Trzymam kciuki i jestem z Wami myslami :)

    ReplyDelete
  4. trzymasz w napięciu, a po tytule obawiałam się najgorszego. Dobrze, że jest w szpitalu i dobrze, że tyle osób go wspiera:)

    ReplyDelete
  5. Thanksgiving niewazny, najwazniejsze, ze nie potwierdzily sie najgorsze mysli. Uff.

    ReplyDelete
  6. Dobrze, że Twój teść to przytomny człowiek i wezwał pomoc.I dobrze, że na razie to było tylko to.Badań dokładnych nie robili, bo wszędzie oszczędzają, szkoda tylko,że na pacjentach.Trzymam kciuki za Tatka, a indyk nie ucieknie, wszak już nie ma szans:))
    Miłego, trzymaj się dzielnie;)

    ReplyDelete
  7. no to teraz dobrych wieści wieczornych !
    a Thanksgiving - no kiedys się odbędzie,Tatek ważniejszy!:)

    ReplyDelete
  8. MarioAgdaleno--> Mozna pociagiem, bo Tatek mieszka na szczescie tylko w odleglosci 8 godzin jazdy pociagiem. Gdyby mieszkal w np. Kaliforni to nie byloby to takie latwe. Zebys wiedziala, ze mieszkanie w duzej odleglosci od starych rodzicow jest do dupy. Ale co zrobisz jak on sie nie chce przeprowadzic. I w sumie mu sie nie dziwie, bo tam ma wszystkich przyjaciol, a tutaj bylby sam jak palec w dupie a my w pracy. Ech...

    ReplyDelete
  9. Iva--> Wyobrazasz sobie co my przezylismy przez te godzine. To jest koszmar, no ale wazne, ze jest jak jest i jeszcze dzis beda operowac.

    ReplyDelete
  10. evita--> Tak, Thanksgiving moze poczekac. Dobrze, ze Wspanialy zdazyl jeszcze z kupnem tego biletu na pociag.

    ReplyDelete
  11. anabell--> Tak, to wszystko jest jakies szczescie w nieszczesciu. Niepotrzebnie sie uparl na to zeby pojsc do domu, no ale wazne, ze zadzwonil po to pogotowie. Na tyle to on jest przytomny, bo w koncu mieszka sam i wie, ze musi sobie radzic.

    ReplyDelete
  12. tuv--> Tak, Thanksgiving poczeka, indykowi juz sie nigdzie nie spieszy.

    ReplyDelete
  13. Magda--> Dzieki. Jak tylko bedziemy cos wiedzieli to napisze.

    ReplyDelete
  14. ale się przestraszyłam co przeczytam na końcu, dobrze, ze jest w szpitalu i trzymam kciuki bardzo mocno!!
    wszystkiego dobrego Star!

    ReplyDelete
  15. zajrzałam raz jeszcze ale nowych wieści niet.Trzymam kciuki za dobre wieści,trzyma j się ciepło.

    ReplyDelete
  16. kciuki trzymam bardzo mocno...

    O jakże ja nienawidzę takich sytuacji, bo nijak pomóc, ino trza czekać, co dobrego doktory zrobią, a czas się dłuży niemiłosiernie...

    Moc dobrych myśli przesyłam

    ReplyDelete
  17. elfii--> Mozna bylo naprawde dostac kociokwiku. Jak czlowiek jest w takiej odleglosci (ok. 500km) i nic nie moze zrobic poza czekaniem, az ktos inny sie cos dowie, to jest straszne.

    ReplyDelete
  18. tuv--> Nie ma jeszcze nowych wiesci, bo jeszcze nawet 2 godziny nie minely od czasu kiedy dowiedzielismy sie, ze bedzie mial operacje. Wspanialy zadzwoni do szpitala za jakies 3 godziny i liczymy na to ze juz bedzie po wszystkim i cos konkretnego sie dowiemy.

    ReplyDelete
  19. granato--> Czekanie w takiej sytuacji jest okropne. Dzieki za kciuki.

    ReplyDelete
  20. TRZYMAM KCIUKI,BEDZIE DOBRZE....MUSI.

    ReplyDelete
  21. Robin, Maga--> Dziekuje. Siedze jak durna i patrze na zegarek, kuzwa nie moge sie niczym zajac. Wspanialy twierdzi, ze nie ma po co dzwonic przed 6pm bo i tak sie nic nie dowiemy. Nie cierpie takich sytuacji, ale nie mam wyjscia, musze przez to przejsc.

    ReplyDelete
  22. no trzymam kciuka i niech MOC będzie z Tatkiem :-)

    ReplyDelete
  23. Ostatnio czytałam, ale nie komentowałam, ale teraz chce dać znać, że myślę i wysyłam pozytywne wibracje i myśli za Tatka i Was wszystkich!

    ReplyDelete
  24. Oby tylko najwyżej niedrożność, tfu, tfu!
    Wszystko będzie jak należy, jak mówi Cjocja Sze. Trzymajcie się.

    ReplyDelete
  25. zmorko, ucieczko i Nivejko--> Dziekuje Wam bardzo!!!

    ReplyDelete
  26. czarownico--> Liczylam na to, ze sie odezwiesz, bo wiesz, ze ja sie nie znam za wiele a juz w polskich terminach jestem zupelnie do dupy. Wiec Tatek mial Gastrointestinal perforation, to chyba jest wlasnie niedroznosc po polsku. Kurde jestem kaleka jezykowa... wyszkolilam sie po angielsku troche z pomoca Wspanialego, bo mi jezdzil paluchem po brzuchu i tlumaczyl na czym to polega, reszte z Wiki, a i tak jestem glupia. Wrrrrrrrrrrrrr

    ReplyDelete
  27. Trzymam kciuki, musk byc dobrze! Moja mama jest w polsce, Na razie zdrowa,ale co bedzie kiedys?

    ReplyDelete
  28. 3mam kciuki! najważniejsze, żeby był zdrowy! a Thanksgiving jeszcze będzie nie jeden.

    ReplyDelete
  29. M--> Moja mama mieszkala w Polsce, a wiec w sumie powinnam byc przyzwyczajona do odleglosci. Z tym, ze z mama mialam komfort psychiczny, bo w tym samym miescie mam dwoch braci. Mama zmarla w sumie nagle, wiec dostalam wiadomosc i bylam postawiona przed faktem dokonanym, co w pewnym sensie jest latwiejsze, bo juz wiesz, ze bez wzgledu na to gdzie jestes nikt nie jest w stanie nic zrobic. Tutaj jest o tyle gorzej, ze nie masz zadnej kontroli. Juz sie nie moge doczekac, zeby Wspanialy byl tam na miejscu.

    ReplyDelete
  30. Ojej, strasznie mi ciesnienie podskoczylo zanim dokonczylam Twoj post. Dobrze, ze sie tak skonczylo i Tatek jest w szpitalu. Tam juz sie nim zajma. Przyjaciel mamy mojego narzeczonego tez mial gastrointestinal perforation w zeszlym roku i zdarzylo sie to akurat kiedy byli na Florydzie. Ma 81 lat i po operacji ma sie dobrze:)Trzymam kciuki za Tatka, bedzie dobrze.

    ReplyDelete
  31. Trzymam kciuki za to, żeby wszystko było dobrze. Uściski.

    ReplyDelete
  32. Ogromnie wspolczuje cierpienia Tatce i Tobie i Twoim najblizszym - najwazniejsze, ze wszystko dobrze sie toczy, operacja sie udala i teraz to juz rekonwalescencja...XOXO

    ReplyDelete
  33. Wspolczuje, trzymajcie sie! Bedzie dobrze!

    ReplyDelete
  34. Trzeba być dobrej myśli, trzymajcie się...będzie dobrze, musi być dobrze...innej opcji nie ma...buziaki
    Hania

    ReplyDelete
  35. Witaj
    Obawa o życie kogoś bliskiego potrafi ściąć z nóg.Trzeba mieć nadzieję,że wszystko będzie dobrze.
    Wspieraj Wspaniałego .
    Pozdrawiam serdecznie.

    ReplyDelete
  36. Trzymam od wczoraj! Sama się zmagam z podobną sprawą i od dłuższego czasu żyję na bombie. Pewnie stąd ten "w"pieprz i padalcowanie. Tyle, że - życie leniwie toczy się dalej - co mnie nieustannie dziwi, bo wydaje mi się, że powinno wirować razem ze mną.

    ReplyDelete
  37. Trzymajcie się mocno! Ważne, że w szpitalu ma dobrą opiekę! Myślami wiele osób jest z wami :)
    Będzie dobrze!!

    ReplyDelete
  38. Star, niedroznosc to obstruction bardziej, perforation to perforacja czyli dziura sie zrobila ?w jelicie ?w zoladku? z jakiegos (jakiego?) powodu.
    Dobrze, ze w czas zlapane i sie peritonitis nie skonczylo.
    I dobrze, ze przytrzymaja na ICU dluzej, bo w tym wieku sie tak szybko do siebie nie dochodzi, a tam jednak opieka bardziej intensywna niz na zwyklym oddziale.

    Przeprowadzka trudna decyzja, ale chyba nie ma wyjscia rzeczywiscie.

    ReplyDelete
  39. czarownico--> Zaczne od Ciebie, dzieki, ze jestes, bo wiesz Wspanialy to musialby mnie rozpruc zeby wytlumaczyc:)) On ma ta dziure, czy dziury na small bowel.
    Wspanialy juz wyjechal i za nastepne 9 godzin bedzie na miejscu.
    Postanowilismy, ze przeprowadzka teraz nie bedziemy go straszyc, trzeba poczekac az dojdzie do siebie, bo to dodatkowy stres, akurat niepotrzebny w tej chwili.

    ReplyDelete
  40. Kochani, jak tak zbiorowo, bo w sumie nie bede sie powtarzac. Dziekuje Wam wszystkim, Wspanialy tez dziekuje. Musze Wam powiedziec, ze sie chlopisko wzruszylo jak mu powiedzialam, ze trzymacie kciuki. Taka swiadomosc, ze ktos mysli i jest zyczliwy bardzo pomaga.

    ReplyDelete
  41. Pieprzu--> Jesli masz podobna sprawe i to od dluzszego czasu to bardzo srdecznie wspolczuje, bo to faktycznie zycie na bombie.
    Mnie ostatnie, nawet jeszcze nie 24 godziny juz daly w dupe. Teraz juz sie uspokoilam, bo wazne, ze Wspanialy juz w drodze, a co dalej? Wierze, ze bedzie dobrze, chociaz tez zdaje sobie sprawe, ze w tym wieku moze byc roznie. Staram sie o tym nie myslec.

    ReplyDelete
  42. Myślałam, ze doczekam bez gadania do następnego update. Ale od tego ciągłe zaglądania tu, nieźle się już nakręciłam. Tatek, z Twoich opowieści na blogu, to mój ulubiony bohater i wyobrażam Go sobie jako super gościa. Nie umiem pocieszać i takie tam. Czekam, razem z innymi, na dobre wieści

    ReplyDelete
  43. zante--> Tatek jest naprawde fantastyczny, ja nie przesadzam i czekam, bo narazie nic wiecej nie pozostalo. Trzeba po prostu czekac, az sie polepszy. Wierze, ze wszystko bedzie dobrze, przeciez Tatek sie zawsze odgraza, ze bedzie zyl minimum 95 lat:)) No to jakos musi do tej grozby dotrzec:)
    Ja mysle, ze pierwszego telefonu od Wspanialego moge sie spodziewac za jakies 4-5 godzin.
    Narazie wymyslam sobie rozne zajecia, zeby przyspieszyc czas.

    ReplyDelete
  44. Czekam na dobre wieści,trzymam kciuki.

    ReplyDelete
  45. Trzymam kciuki!! i myślami jestem z Wami.

    ReplyDelete
  46. Trzymam kciuki za zdrowie taty!!!
    I z niecierpliwością czekam na szczęśliwe zakończenie.

    ReplyDelete
  47. i ja trzymam. chyba lepiej, że w small niż large. Wam - dużo siły i żelaznych nerwów.

    ReplyDelete
  48. I taki to już porządek w naszym życiu : rodzice opiekują się małymi dziećmi, a potem dzieci swymi schorowanymi rodzicami, co jest szczególnie nieproste, zwłaszcza, gdy owe dzieci same już są mocno niemłode lub niezbyt zdrowe... Czasem to bardzo trudne i wymagające odpowiedniej organizacji, wręcz logistyki w kręgu rodzinnym. Życzę pomyślności w Waszej sytuacji rodzinnej!

    ReplyDelete
  49. Witaj Stardust, ledwo doczytałam do końca z nerwów. Mam nadzieję, że dziś już wiecie coś więcej.
    A nad tą przeprowadzką to naprawdę trzeba nad Tatkiem popracować, bo inaczej powoli się robi za trudna ta opieka na odległość.
    Trzymam bardzo mocno kciuki za Waszego Tatkę i za Was!!!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...