Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, November 15, 2011

Thanksgivng, czyli planujemy swiateczne przyjecie

Wszyscy chyba lubimy swieta, ale bardzo czesto jest to okres wzmozonego wysilku i w sumie jak juz goscie pukaja do drzwi to niejedna gospodyni najchetniej ukrylaby sie w szafie, bo jest tak przemeczona przygotowaniami. Sama pamietam jak dawniej robilam wiele rzeczy na ostatnia minute i czesto gdy goscie siedzieli przy stole to ja ciagle biegalam miedzy kuchnia a stolem.

Juz od lat staram sie tak organizowac swieta i nie tylko, tak abym mogla byc nie tylko gospodynia, ale i gosciem przy stole. W ten sam sposob mozna zaplanowac kazde wieksze przyjecie.
Ja akurat skupie sie na przygotowaniu swieta Thanksgiving, bo obecnie jestem na etapie przygotowan do tego swieta, ale mysle, ze przy odrobinie wyobrazni kazdy bedzie sobie mogl ten plan dopasowac do wlasnych potrzeb.

Miesiac przed:
Ustalamy liste gosci i sprawdzamy czy nikt na liscie nie ma zadnych restrykcji lub preferencji dietetycznych, ktore musimy uwzglednic.

3 tygodnie przed:
Kompletujemy dokladne menu z zaznaczeniem kazdej przystawki, dania, deseru i napojow. Pamietajmy o napojach dla dzieci i osob nie pijacych alkoholu, glownie tych, ktorzy po przyjeciu musza siasc za kierownica.
Ja mam taki zwyczaj, ze przy okazji swiat i wiekszych przyjec nie powtarzam dan, ktore byly w ubieglym roku, a wiec praktycznie 100% mojego menu jest dla mnie zupelnie nowe, wiec przysiadam sie do tego szczegolnie ostroznie analizujac kazdy przepis pod katem wykonania, zeby uniknac niespodzianek.
Analizuje stopien trudnosci i czas wykonania.
Teraz tez sprawdzamy w jakim stanie jest obrus, ktory chcemy wykorzystac w dniu swieta. Jesli wymaga prania, czyszczenia czy tez prasowania robimy to teraz.
Wyprasowany obrus skladam delikatnie i wieszam w szafie na wieszaku, tak aby mial jak najmniej zagniecen skladania. Dobrze jest wykorzystac do tego celu wieszak do spodni i nalozyc na niego rurke kartonowa po recznikach papierowych. Tym sposobem unikamy dodatkowych zagniecen.

2 tygodnie przed:
Na podstawie przepisow dan, ktore wybralismy do wykonania robimy dokladna liste potrzebnych produktow.
Teraz jeszcze przed zrobieniem pierwszych zakupow przegladamy wszystkie zapasy domowe w poszukiwaniu produktow, ktore juz mamy w domu. Kazdy znaleziony produkt odznaczamy na liscie zakupow.
Dopiero teraz mozemy sie wybrac po wstepne zakupy, w czasie ktorych kupujemy wszystko co da sie zamrozic, lub co moze lezec na polce przez najblizsze 2 tygodnie.
A wiec kupujemy mieso, produkty suche, produkty nie wymagajace specjalnej troski i alkohole.
Teraz tez z lista dan robimy dokladny spis wszystkich naczyn, w ktorych te dania beda podane na stol oraz liste lyzek, szczypcow i widelcow do serwowania. Nie ma nic gorszego niz brakujaca lyzka do serwowania, ktora w ostatniej chwili trzeba zastapic lyzka nie pasujaca do serwisu.
Osobiscie bardzo sie przykladam do tego, bo nie znosze zadnej zbieraniny naczyn na stole. Mysle, ze warto poswiecic czas i wyobraznie zeby spisac wszystko co zapewni, ze nasz stol bedzie wygladal naprawde swiatecznie.

Tydzien przed:
Teraz mozemy juz zaczac przygotowywac dania, ktore moga spokojnie polezec w lodowce lub zamrazalniku do dnia przyjecia. Na tym etapie zwykle robie zurawine do indyka, oraz gravy (sos do miesa).
Juz widze niektore zdziwione miny, jak mozna zrobic gravy, skoro gravy robi sie na tluszczu z pieczenia indyka, albo na podrobach, ktore jeszcze spokojnie leza w zamrozonym ptaku:)
A wiec mam tutaj moja mala tajemnice:)) Co roku po upieczeniu ptaszydla, zlewam do plastikowego pojemnika tluszcz lacznie z wytopionym sosem i zamrazam na nastepny rok. Tym sposobem nie musze robic sosu na ostatnia minute i jest zawsze esencjonalny, bo przeciez wiemy, ze najlepsze sosy robi sie z wypieczonego tluszczu.
Teraz tez robie ciasto kruche na pie i zamrazam.

4-5 dni przed:
Zabieramy sie za naszego glownego gosica na stole, czyli indyka.
Najbezpieczniejsza metoda rozmrazania jest ulozenie ptaka na dole lodowki, ja wykorzystuje do tego jedna z szuflad, w ktorych normalnie znajduja sie warzywa.
W zaleznosci od wagi nasze ptaszydlo potrzebuje odpowiednia ilosc czasu na rozmrozenie (ok. jeden dzien na kazde 5 funtow - 2.5kg wagi ptaszora).
Moj tegoroczny indyk wazy 15 funtow czyli potrzebuje 3 doby na rozmrozenie, a wiec zostanie umieszczony na dole lodowki na 4 dni przed swietem. Uwaga! Ptaszydla nie rozpakowujemy, tylko rozmrazamy w oryginalnym opakowaniu.

2 dni przed:
Dzis gotujemy zupe, oczywiscie w przypadku jesli zupa jest daniem na liscie. Od kilku lat w moim domu jest tradycja minimlanej ilosci zupy i tak sie rodzina przyzwyczaila, ze bez zupy nie byloby Thanksgiving.
Dzis rowniez gotujemy brine (marynate wodna) dla indyka. Marynata to glownie woda, sol i przyprawy. Gotujemy ok. 4 litry wody, reszta bedzie uzupelniona zimna woda z kostkami lodu. Garnek (pojemnik) z ugotowana marynata wystawiamy na balkon, lub jesli w lodowce jest jeszcze miejsce wstawiamy do lodowki (w mojej lodowce juz nie ma miejsca:)), wiec marynata stoi na tarasie.
W tym dniu mozemy tez przygotowac czesc warzyw do dan "towarzyszacych" czyli side dishes.
I tak mozna juz pokroic lub zetrzec warzywa w odpowienia kostke, zdecydowanie mozna zetrzec ser do zapiekanek i te wszystkie skladniki moga lezec w lodowce w oznaczonych woreczkach ziplock.
Wiem, tarcie produktow mozna szybko zrobic w maszynie i tak robie, ale maszyne trzeba myc miedzy serem a marchewka, a to tez zajmuje cenny czas.

1 dzien przed:
Rano wyjmujemy indyka z lodowki, powinien byc juz rozmrozony i gotowy do dalszej obrobki. Myjemy ptaszydlo. Ja podroby i szyje pakuje do woreczka i chowam w zamrazalniku, w wolnej chwili z dodatkiem warzyw bedzie z tego wywar, ktory przyda sie do sosu, nadzienia i zupy na przyjecie w nastepnym roku.
Umytego indyka wrzucamy do brine (wodna marynata) i parkujemy znow na dole lodowki.
Dzis pieczemy ciasta oraz przygotowujemy side dishes (dania towarzyszace)
Mozna juz przygtotowac warstwy zapiekanki w naczyniu, w ktorym jutro bedzie zapieczona i podana na stol. Przygotowujemy wszystkie skladniki do nadzienia, tak aby jutro tylko zamieszac magiczna dlonia i wsunac je do piekarnika.
Mezem robimy ostatnie zakupy czyli warzywa lisciaste i owoce.
Przygotowujemy ewentualne zakaski, ktore wymagaja obrobki termicznej (pasztet) a moga polezec do jutra. W przypdku pasztetu mozna go spokojnie upiec kilka dni wczesniej i przechowywac w zamrazalniku.
Wieczorem nakrywamy stol, ustawiajac na nim nie tylko talerze dla gosci, ale wszystkie naczynia, ktore wczesniej zostaly przypisane odpowiednim daniom, stawiamy tam gdzie maja stac jutro. Tym sposobem unikamy przesuwania i reorganizowania stolu tuz przed obiadem.
Dzis wiemy juz gdzie kto siedzi:))
Uwaga na leworecznych, tych nalezy usadzic tak, aby nie tracali sie przy jedzeniu z praworecznym sasiadem.

Godzina zero czyli swieto:
Wstajemy radosne i podekscytowane (nie przemeczone) i pieczemy zapiekanki oraz nadzienie do indyka. Jesli jakies danie powinno byc koniecznie zrobione w dniu swieta, to robimy to teraz zaraz rano.
Myjemy i suszymy zielenine na salatki (ja zwykle robie dwie rozne salaty)
W czasie kiedy nasze side dishes i nadzienie sie piecze w piekarniku, my przygotowujemy salaty i umieszczamy je w miskach, ktore juz czekaja na nie na stole. Miske przykrywamy folia spozywcza i zapominamy o niej do czasu kiedy przyjda goscie.
Teraz przygotowujemy tez do pieczenia ptaka, czyli wyjmujemy go z brine i dokladnie osuszamy.
Ptaszydlo piecze sie dosc dlugo, min. 3 godziny ale dokladny sposob pieczenia jest juz w jednej notce, nie bede sie powtarzac.
Chociaz w tym roku po swiecie bedzie nowa:)) bo zmieniam brine i robie male udoskonalenia.
Ptak w piekarniku, gospodyni wyszla spod prysznica i sie pindrzy przed lustrem....
Wszystko idzie w/g planu.
Maz (partner) w tym czasie, poniewaz juz jest przygotowany na wizyte gosci, zeby mu sie nie nudzilo uklada na desce sery i owoce, ktore sa zakaskami, oraz na stoliku, przy ktorym beda spozywane zakaski uklada wszystko co przygotowalysmy wczesniej (dip, pasztet, nadziewane grzyby itp.)
Wiem, ja mam to szczescie, ze mam ogromny livingroom, w ktorym spokojnie miesci sie stol glowny i stolik do zakasek. Ale tez nie zawsze tak mialam, jak nie bylo osobnego stolika do zakasek to podawalam zakaski jako bufet na przygotowanej do tego celu szafce, lub na stoliku na kolkach.
Raczej unikam podawania zakasek przy stole glownym, bo to chcacy, niechcacy wprowadza to chaos na stole.
Moi goscie schodza sie na 2 godziny przed przewidywanym upieczeniem indyka.
Jest to czas wykorzystany wlasnie na zakaski i w tym czasie spoznialscy maja wybaczone;))
Nikt nie odwazy sie spoznic na obiad w moim domu:))
Nie u mnie, bo ja spoznialskich nie toleruje i musza sie sami obsluzyc, nie biegam, nie podaje, nie nadskakuje i nigdy nie odgrzewam dan, ktore zostaly podane zanim spoznialski sie pojawil. Ja w momencie gdy wyjmuje indyka z piekarnika juz jestem gosciem.
Wlasnie co robimy jak indyk jest upieczony?
Ptaszydlo musi odpoczac, my tez musielibysmy odpoczac gdyby nas trzymano w piekarniku przez kilka godzin. Wiec ptaszydlo nakryte folia aluminiowa odpoczywa przez 20-30 minut.
A my w tym czasie do ciagle wlaczonego piekarnika wstawiamy zapiekanki i dania towarzyszace, ktore powinny byc podane na cieplo. Teraz maja szanse podgrzania.
Ach, o malo co zapomnialam, bo ja nie ziemniaczana, ale Wspanialy zajmuje sie oprocz stolem zakasek rowniez gotowaniem ziemniakow. Tak, tak Wspanialy slini sie juz na sama mysl o ziemniakach od tygodnia:))
I to wszystko, to jest moj sposob na bezstresowe przyjecie swiateczne.
Mam nadzieje, ze komus sie przyda i rowniez mam nadzieje, ze w komentarzach podzielicie sie swoimi uwagami i swoimi sposobami.
A przepisy z ostatnich dwoch lat juz sa w notkach na Gotuje bo musze, oraz nowe, tegoroczne przepisy beda ale po swietach, a ja swietuje Thanksgiving w sobote;))

PS.
Zamieszczam te notke na obu blogach, bo nie wszyscy czytaja oba, a mam nadzieje, ze ta notka pomoze chociaz jednej gospodyni w zorganizowaniu przyjecia bez niepotrzebnego stresu.

52 comments:

  1. Przysięgam, że jestem pod wrażeniem! Szczególnie rozbroiła mnie lista naczyń, łyżek, szczypców i innych przyborów! U nas w domu rodzinnym przed niemal każdą większą imprezą jest bieganie i szał, chociaż Mamuśka zawsze obiecuje sobie, że tym razem będzie na spokojnie:-))) I nie ośmielę się tego szału skrytykować, jako że sama nadaję się jedynie do dekorowania stołu;-)

    ReplyDelete
  2. nigdy nie zrobiłam eleganckiego przyjęcia. moje "wydawane" obiady są podawane na rozkompletowanych talerzach, przez osobę która akurat stoi najbliżej kuchni (bo ja chyba już od momentu pomalowania rzęs - jestem gościem ;))) ale, jak kiedyś pojawi się potrzeba zabłyśnięcia przed jakąś nową teściową - wydrukuję tę notkę i powieszę na lodówce. miesiąc przed ! :)))

    ReplyDelete
  3. zolwico--> Pamietam przyjecia swiateczne w moim rodzinnym domu. Mama swietnie gotowala, ale wszsytko bylo wlasnie bez planu i konczylo sie tym, ze nawet nie miala sily sluchac zachwytow gosci nad potrawami, ktore podala;) No i stol byl z reguly przygotowywany na ostatnia minute tuz przed przyjsciem gosci, jak juz ludzie zasiedli za stolem, wtedy zaczynaly sie przesuwanki zeby zrobic miejsce na talerze i miski z jadlem. Robie wszystko zeby tego uniknac:)) Ja tez nie krytykowalam tego szalu:) Najczesciej zajmowalam sie wlasnie stolem, zeby chociaz to bylo jakos zorganizowane:)
    A jesli chodzi o przypisanie wszystkich drobiazgow, to ja mam juz takie zboczenie;) Kiedys na poczatku Wspanialy powiedzial, ze mialabym mniej roboty gdybym pozwolila gosciom przyniesc jakies dania. Owszem, ale oni przyniesliby te dania w SWOICH naczyniach, ktore nie pasuja do MOJEGO stolu!!!
    Mowy nie ma, nie zgadzam sie na to!!! Kazde swieto jest raz w roku i jesli jest celebrowane w moim domu, to MUSI byc po mojemu:))))

    ReplyDelete
  4. Robiłam zawsze podobnie, choć już zdarzyło mi się,że przesiedziałam własne imieniny w kuchni, czego nawet wspaniali goście nie zauważyli, dopóki im talerzyków starczało. Tyle tylko,że stół szykuję ze 2 godz. wcześniej, w dniu "O". Należę do osób mało świętujących, nie przepadam za dużą ilością ludzi przy stole, a do tego nie uważam,że wigilia ma być postna, na której nie mam co jeść (mój mąż też), więc raczej nie spraszam z tej okazji gości.Nie ma to nic wspólnego z moim światopoglądem, od dziecka cierpiałam męki przy wigilijnym, tradycyjnym stole.Ryb nie jadam, wszelkich kapust, grochów itp. też nie, nie lubię skórki pomarańczowej w ciastach, jedyne co jadałam to była zupa grzybowa i....orzechy oraz owoce. Przez wiele lat skutecznie omijaliśmy okazje świąteczne wyjeżdżając w góry. Mam za to zwyczaj zapraszać przyjaciół bez okazji i wtedy gotować coś, czego jeszcze nie jedli.Ale wtedy też nie ma "spędu" na ogół jest nas sześcioro.
    Jesteś, Stardust, bardzo mądrą i praktyczną osobą a ja takie lubię. Bo fantazji też Ci nie brak.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  5. spt--> Owszem obiadki dla przyjaciol, na ktore zbieramy sie celem poplotkowania moga byc takie i tak jest fajnie. Taki "artystyczny" rozgardiasz "kazdy robi co ma najblizej pod reka" tworzy atmosfere. Ale na pewno gdybys miala wydac obiad swiateczny, to nie ztrudnilabys ciotki czy kuzynki do podawania:))
    Czuje to w kosciach:)

    ReplyDelete
  6. anabell--> Ja tez nie robie duzych przyjec, gora 12 osob. Dawno temu pamietam maialam Thanksgiving na 22 osoby, ale to bylo raz jeden i sie nigdy nie powtorzylo:) Mamy mala rodzine, a znajomych nie zapraszam na swieta, bo swieta sa rodzinne:)
    Dawniej robilam obiady dla przyjaciol, ale teraz juz przestalam, wole sie spotkac w restauracji:))
    Ale za to widze, ze Ty i Twoj maz bylibyscie goscmi, ktorzy maja specyficzne preferencje dietetyczne, a ja takich uwzgledniam:))

    ReplyDelete
  7. anabell--> Jeszcze raz, bo mi umknelo:) Ja jestem skorupiara, wiec nie myje talerzy i talerzykow w trakcie, mam nazbierane tyle, ze wystarcza. Mam dwa komplety obiadowe na 12 osob kazdy, z ktorych jeden jest juz od kilku lat nie uzywany, bo mi sie nie chce go wyjmowac, a nigdy nie mam wiecej niz 12 osob. I mam dodatkowo kilka kompletow talerzykow deserowych i do przystawek, wiec jakos mi sie udaje przezyc przyjecie bez zmywania.
    No i kilka lat temu zakupilam skladany stolik z dwoma polkami, na kotry moge odkladac to co zdejmuje ze stolu, ale tym zajmuje sie juz Wspanialy. Ja serwuje, on zbiera uzywane.

    ReplyDelete
  8. harmonogram godny najwyższego podziwu:) Pozdrawiam::)

    ReplyDelete
  9. Iva--> Harmonogram wojskowy:) Ale dziala, wiec sie go trzymam:))

    ReplyDelete
  10. taka magiczna zdolność planowania z wyprzedzeniem na tygodnie jest dla mnie zupełnie obca... u mnie wciąż wszystko na ostatnią chwilę, co zwykle generuje zmiany planów (kulinarnych) bo czegoś nie ma w sklepie ;)

    ReplyDelete
  11. Świetnie się to czyta, naprawdę. Nie wiem jak to robisz, ale z każdego innego bloga uciekłabym w podskokach przed długą notką o organizowaniu przyjęcia, a tę czytałam z podziwem. Nie myślałaś, żeby być jak Martha Stewart? ;)
    Uświadomiłam też sobie, że w życiu nie wydam przyjęcia. Bo nie dość, że mam jak Spt, to jeszcze toleruję tylko tych, co są niekłopotliwi, czują się jak u siebie i nie trzeba ich obsługiwać szczególnie. Obym nigdy nie musiała gościć rodziców przyszłych synowych/zięciów ;)

    ReplyDelete
  12. Star, już dawno nie pisałem nic, ale mam pytanie - dlaczego ukradłaś plan mojej matki? Ładnie to tak? Ona też całe życie ma wszystko dokładne wypisane i na miesiąc przed imieninami czy innymi świętami wszystko jest zaplanowane dzień po dniu co do godziny.

    I jeszcze nie zdarzył się taki brak w sklepie, albo kryzys, żeby trzeba było zmodyfikować plany. Takie braki czy kryzysy były z góry brane pod uwagę. Przez pierwsze moje samodzielne lata było to dla mnie wygodne, bo stanowiąc świeżą rękę do kierownicy dostawałem koszyk i plan zakupów konkretnych produktów. Nie trzeba było myśleć, tylko jechać od punktu A do punktu B, kupić to czy tamto. Chłop ma odebrać zakupy i przytargać do domu.

    Biada mi, mojemy bratu czy ówczesnemu mojej matki partnerowi życiowemu, jeśli na drodze był korek, albo zator, albo zaspy śniegowe, albo jakieś opóźnienie - mamunia miała zaplanowane, że z zakupami wrócimy o, na ten przykład, 17:00. Spóźnienie nie było tolerowane. W związku z tym wyjeżdżaliśmy zawsze pół godziny przed planem, żeby tylko się nie spóźnić.

    Największą krzywdę zrobili kiedyś mojej mamuni awarią wodociągów o poranku dnia D-1, już nie pamiętam czy to były imieniny czy Wigilia, ale nic się nie stało, osobiście wiozłem samochodem kilka baniaków wody z mojego domu. Impreza odbyła się planowo, nawet pomimo braku wody. :)

    Nie mogę powiedzieć - mnie też się udzieliło i jak teraz mam wydać przyjęcie, czy zrobić lekką tylko bibkę to tydzień wcześniej siadam z kartką ustalając jadłospis, a że większość przyjaciół a to nie je mięsa, a to czego innego, należy zaprogramować wszystko starannie. Choć nieco mniej starannie mi to wychodzi i potrafię na przykład spowodować zmianę jadłospisu dwa dni przed spotkaniem, bo wpadł mi do głowy lepszy pomysł.

    Wiem BAAARDZOOOOO dokładnie o czym mówisz. Bardzo. Ale w sumie odpowiednie planowanie pomaga w oszczędzaniu sił i środków i unika się takiej sytuacji, że pani domu lata po nim z rozwianym włosem ciągle donosząc coś na stół. W tym aspekcie planowanie się sprawdza, choć mnie przysparzało tylko stresu :)

    ReplyDelete
  13. Witaj, do tej pory czytałam, ale się ujawniam :)
    Rewelacyjny plan! Uratowałaś mi życie nim, no prawie! Pozdrawiam ciepło.
    Latajacamysz

    ReplyDelete
  14. eulalio--> Z reguly nie mam problemow z kupnem odpowiednich produktow i praktycznie moge to zalatwic w jednym sklepie. Ale raz pamietam wydumalam sobie cos do czego byla potrzebna pasta z orzeszkow pistacjowych i te musialam zamowc w sklepie wysylkowym, bo juz nie mialam czasu jechac do Chelsa Market na Manhattanie. Od tamtej pory jestem ostrozna;)

    ReplyDelete
  15. zakurzona--> Nie nadaje sie na Marthe Stewart:) Wierz mi, wiem co mowie, znam ja osobiscie, ja przy niej to nawet kindergarten nie zaliczylam:)) Ta kobieta to kombajn, polska krew, wiadomo:))

    ReplyDelete
  16. plan swietny. stosuje taki od ubieglego roku, ale przed Wigilia (dlatego np. biore wolny tydzien przed Bozym Narodzeniem, a nie po). Thanksgiving jako swieto bardzo lubie, przygotowuje menu na tydzien przed, a zakupy robie w ostatnia sobote :)

    ReplyDelete
  17. Marku--> Ubawiles mnie swoim komentarzem, pozdrow Mame ode mnie:))
    Wiesz to jest upierdliwe na poczatku, po kilku latach wchodzi w krew i staje sie przyzwyczajeniem, a otoczenie tez sie chyba przyzwyczaja. A moze ja nie zwracam na to uwagi? Licho wie..
    Wspanialy jest przeszczesliwy jak go wysylam po zakupy, moze wlasnie dlatego, ze ma chwile wytchnienia ode mnie:))
    Zartuje, z reguly po takie powazne zakupy jezdzimy, tym sposobem unikam ciaglego wiszenia na telefonie w kwestii wagi, koloru, zapachu, producenta itp.:))

    ReplyDelete
  18. Magdaleno--> Witam i bardzo mi milo, ze sie ujawnilas:) Z powodu uratowania zycia, tez mi milo, mimo, ze to tylko "prawie" z tym zyciem:))

    ReplyDelete
  19. Wow, jestem pod ogromnym wrazeniem. Ja Thanksgiving nie swietuje, ale na Boze NArodzenie to u nas prawdopodobnie bedzie biesiada. Wpis przyda sie na pewno, zwlacza ta czest o gotowosci mosek polmiskow i tych nieszczesnych luzek do nakladania.

    ReplyDelete
  20. cutie-pie--> Urlop przed swietami to doskonala sprawa, niestety ja nie moge sobie na to pozwolic;/ Dlatego moj Thanksgiving jest celebrowany w sobote po swiatecznym czwartku. Tym sposobem mam wiecej czasu na gotowanie, a dzieci nie musza wybierac gdzie ida w tym roku na obiad. Wilk syty i owca cala:)) Organizacja przygotowan w etapach tez pomaga.

    ReplyDelete
  21. evita--> Wykorzystalam Thanksgiving do tej notki, bo akurat jestesmy na etapie, ale kazde swieto da sie przygotowac tym sposobem. Wiec prosze bierz i korzystaj:)))

    ReplyDelete
  22. Należy Ci się order, albo jakaś nagroda chociaż. Podziwiam Cię ogromnie!!! Wszystko zaplanowane w najdrobniejszym stopniu, powinnaś jakieś poradniki pisać- jestem pod wrażeniem, jestem pod wrażeniem, jestem pod wrażeniem:))))

    ReplyDelete
  23. Kachna--> Dzieki, ale ja nie zasluguje na zadne ordery:) Ja tylko zyje na swiecie wystarczajaco dlugo, zeby nie marnowac czasu:)))

    ReplyDelete
  24. Super!
    Mnie sie przyda czesc o indorze, albowiem mam zamiar w tym roku pomieszac polskie Boze Narodzenie i angielskie Christmas - tzn. Wigilia tradycyjnie, a w I dzien swiat indor a la anglaise. Sos zurawinowy po Twojemu (oczywiscie zmodyfikowany;) juz 2x robilam.
    Neci mnie tez pulpa z bananow i patatow, chyba sie skusimy.

    Gdzie mozna znalezc wiecej przepisow na nadzienie z kasztanow, bo nie wiem czy to Twoje z wloska kielbasa byloby naszym ulubionym?

    ReplyDelete
  25. czrownico--> Bardzo sie ciesze, ze korzystasz z moich przepisow:) W tym roku bede dodam do zurawiny sok z pomaranczy i troche imbiru. Nie moge poszalec tym razem, bo mam Avive, a ta mala piczka nie moze jesc szalonych potraw babci stardust:)

    Pulpa z bananow i patatow jest pyszna mimo, ze wielce niewygledna, szczegolnie na zdjeciach.

    Natomiast jesli moge, to polecam moj sposob na pieczenie indora, jest naprawde niezawodny od lat. I bede nieskromna, ale wszystkie inne indyki sa suche w porownaniu z moim.

    W kwestii nadzienia, w tym roku tez bede robic z kasztanow z dodatkiem suszonych sliwek i nie pamietam czego jeszcze, ale przepis na pewno wrzuce na bloga. Ale jesli chcesz miec wiekszy wybor, to sobie googlnij "chestnuts stuffing" i na pewno bedziesz miala multum przepisow.

    ReplyDelete
  26. Star! pekam z zazdrosci.... ze Ty taka zdyscyplinowana.
    Moje przygotowania trwaja co najwyzej 3 dni: jednego planuje, drugiego kupuje, a trzeciego gotuje....
    Pozdrowionka

    ReplyDelete
  27. Star... toż szczegółowe jak rozkład jazdy chirurga. Do-sko-na-łe.
    Jak kiedyś zajdzie potrzeba goszczenia - to do tej notki powrócę, boś mnie nią podbiła jak Aleksander Wielki czy inny Napoleon.

    ReplyDelete
  28. Ina--> Tak jesli chodzi o przyjecia jestem zdyscyplinowana. Moge nie scielic lozka na codzien, ale przyjecie ma byc dopieszczone na 100%:) W koncu nie robie tych przyjec wiele i najwiekszym oraz najwazniejszym jest zawsze Thanksgiving... a lozko trzeba scielic codziennie:))))
    To jest wlasnie roznica stopnia upierdliwosci:)))

    ReplyDelete
  29. granato--> Haha, Aleksander Wielki czy inszy Napoleon:)))) Rozpiska jest naprawde szczegolowa, ale wiesz jak czlowiek tak robi troche tu troche tam, codziennie cos to naprawde nie czuje sie tym zmeczony. Zawsze masz pewnosc, ze ze wszystkim zdazysz, wszystko jest pod kontrola i jak goscie pukaja do drzwi to nie padasz na siekacze:)))
    Jestem rowniez znana z tego, ze na 15 min. przed umowiona godzina siedze na kanapie i czekam, wiec nawet jakby jakiemus gosciowi zachcialo sie przyjsc kilka minut wczesniej to nie zastanie mnie w kuchennym fartuchu i rozwianym wlosem.
    Na szczescie tutaj przyjscie w gosci przed czasem nalezy do faux pas i ludzie zwykle kraza wokol domu, ale nie zapukaja wczesniej.
    To mi sie tez podoba:)))

    ReplyDelete
  30. Bosz... ja te notkę Mamie pokażę - może się czegoś nauczy ;)))
    Bo u mnie w domu święta czy inne okazje to katorga - panowie i goście mają labę, a my w kuchni przechodzimy męki i katusze...

    ReplyDelete
  31. granato--> Znam to, tak wlasnie bylo w moim rodzinnym domu. Nieprzespane noce i pozniej padanie na pysk. Kto wie, czy wlasnie dlatego nie postanowilam sie zorganizowac? ;))

    ReplyDelete
  32. Mam chyba podobny instynkt...
    Choć nie powiem, są sutyacje w których wolę minimalny wysiłek i zero efektów.

    To chyba typowo polskie, że kobitki w kuchi się uwijają, a panowie wypoczywają...

    ReplyDelete
  33. Ps. przepraszam za błędy zapisu, ale padam już na twarz...
    Dobranocka :)))

    ReplyDelete
  34. granato--> Nie nazwalabym tego "typowo" polskim. Owczesny byl Polakiem a jednak pomagal w pracach domowych. Oczywiscie nie bylo to na taka skale, jak robi to Wspanialy, przy ktorym ja nie wiem jak sie obsluguje odkurzacz, ale robil.
    Ja mysle, ze to my kobiety mamy gdzies gleboko zakodowany syndrom superkobiety, ktory nie pozwala poprosic o pomoc, nie mowiac juz o oczekiwaniu pomocy od mezczyzn.
    Wiesz nikt (bez wzgledu na plec i miejsce urodzenia) nie rwie sie do pracy, ale jak powiesz konkretnie co ma zrobic to zrobi. Ja tez nie jestem ochotniczka do roznych czynnosci domowych, ale jak trzeba, to potrafie sie zmobilizowac. Moim motto jest "wygoda przede wszystkim" ale to dotyczy nie tylko mojej wygody, rowniez wygody partnera. I na co dzien dominuje ta wygoda, ale jak przychodzi czas mobilizacji to jest pospolite ruszenie, ktore nie szczedzi nikogo:))

    ReplyDelete
  35. Stardust - nic dodać, nic ująć! Gdybym cię nie polubiła wcześniej, z pewnością stałoby się to teraz :-) Nie toleruję przyjęć z padającą na nos gospodynią/gospodarzem i to bez względu, czy impreza jest u mnie, czy u kogoś, bo traci wtedy cały sens. Pewnie dlatego tak lubię potlucks. A plan... plan jest po prostu doskonały. Zazdroszczę tylko, że sama go nie napisałam ;-)

    ReplyDelete
  36. Bee--> Cos w tym jest, bo ja jak jestem na przyjeciu, gdzie gosopodyni jest zmeczona, czuje sie winna i najchetniej ulozylabym ja w lozku, przykryla kolderka i wycofala sie cicho do wlasnego domu:)))
    To tylko sie roznimy tym, ze ja owszem lubie potlucks ale na takie sobie zwykle pogaduchy. Na swieta potlucks unieszczesliwilby mnie doszczetnie, bo naczynia nie pasowalyby do mojego wystroju stolu:)))
    A czy to wazne kto napisal plan?
    Wazne kto moze z niego skorzystac:))) Wiec jesli sie tylko do czegos przyda, prosze bardzo:)

    ReplyDelete
  37. Na szczęście nie jestem jeszcze panią domu i nie wymaga się ode mnie tego mozolnego przygotowywania świąt, jakkolwiek chętnie bym to uczyniła. W każdym razie samo kupowanie prezentów ile wymaga... ech najlepiej już!

    ReplyDelete
  38. Aurora--> Dla mnie kupowanie prezentow to zmora:) Wole siedziec w kuchni i gotowac nawet dla armii niz isc do sklepu i kupic jeden prezent. Na szczescie mam tak mala rodzine, ze da sie przezyc;))

    ReplyDelete
  39. Stardust, ja chromole, normalnie oblalam sie rumiencem;) U mnie zawsze na ostatnio chwile, obrus na 3 tygodnie przed???? U mnie w dniu przyjecia, moze na godzine przed latanie i prasowanie. Wiem, ze nie mam sie czym chwalic ale ja nie naleze do osob za bardzo zorganizowanych w tym temacie. W tym roku chyba wezme przyklad, przynajmniej obrus uprasuje wczesniej:)))) U mnie bardziej ksiegowe sprawy maja rece i nogi, papiery mam na miejscu i wiem czego gdzie szukac. Naszego indora nigdy nie trzymamy w brine, musze napomnknac mojemu, bo to on jest od indyka czy nie chcialby sprobowac czegos nowego. Aaaa i jeszcze mam pytanie: czy ten zamrozony sos to aby na pewno mozna az rok trzymac? ja robie w zamrazarce remanent raz na jakis czas i wypieprzam wszystko, co nie pamietam ile juz tam lezy:))) Ale rok to raczej nic nie trzymam, chyba bym sie bala.... PS Bardzo prosze o zamieszczenie fotki takiego udekorowanego stolu, musi to byc cudny widok, jak z zurnala!

    ReplyDelete
  40. Objedzeni i wyświętowani? :) No właśnie, ja wolę tę druga część rytuału, czyli świętowanie właściwe ;)

    ReplyDelete
  41. Jestem pod wielkim wrażeniem!
    Czy odniosłam słuszne wrażenie, że u Was Święto Dziękczynienia jest bardziej celebrowane niż Boże Narodzenie?

    ReplyDelete
  42. Star, tu się nie ma co być rozbawionym, tutaj trzeba płakać. Z taką 'rozplanowaną' osobą całe otoczenie ma sporo stresu i przeżywa to mocno. Być może przestałaś to zauważać.

    Mamunia pozdrowiona, ucieszyła się, że jest jeszcze na świecie inna porządna osoba, która potrafi właściwie prowadzić gospodarstwo domowe i kazała mocno pozdrowić i pochwalić. Bądź więc pozdrowiona i pochwalona!

    Wyznała też, że całość zadań na święta Bożego Narodzenia ma już zaplanowane. Będę potrzebny z autem "tylko" przez trzy tury zakupów, bo po resztę to ona sama sobie pojedzie, wybierze produkty właściwe i będzie z głowy. Dziarska ta staruszka (ona ma tylko siedemdziesiąt kilka lat, później, jak już będzie stara, świąt ani imprez robić nie będzie) nie dopuszcza myśli, że człowiek chciał dobrze, tylko mięso było niedostatecznie piękne, albo groszek nie tej firmy co trzeba. Zaś marchewka (pierwszy z brzegu przykład z ostatniej soboty) - okropna. Choć, słowo daję, wyglądała bardzo dobrze.

    Ciężkie rzeczy (napoje, mrożonki, zapasy żelazne) mam zanabyć jeszcze w końcu listopada, potem już nie będzie czasu i okazji. Na początku grudnia wyjeżdżam na tydzień, a potem to już będzie kołowrót i dom wariatów.

    Jak kiedyś pisałem, wymogłem na niej tylko kilka lat temu, że nie ma wielkiej, żywej choinki i jej ubierania. Jest mała, sztuczna, ubrana w ozdoby i lampki przez producenta. Tyż pikna!

    A Wspaniały jest przeszczęśliwy, dlatego że dostaje kartkę i potrafi się z nią właściwie obejść. Nie musi się zastanawiać, czy ten, niewyraźnie opisany na kartce, serek ma być duży czy mały. Ma, jak Cię znam, bardzo dokładnie napisane. Idzie do sklepu, wie gdzie, kupuje produkt znany sobie i cieszy się jak dziecko, że nie musi kombinować. Oraz, że lista zakupów załatwiona w całości.

    Facet myśli na raz o trzech rzeczach, kobieta, z konieczności, o tysiącu.

    To by było na tyle, szcześliwego Dziękczynienia!

    ReplyDelete
  43. Moniko--> Twoja mocna strona sa papiery, a u mnie swieto raz na rok:)) W papierach jestem cienizna, zreszta pisalam wielokrotnie, ze moge nie otwierac poczty przez 2 lata, a tylko wylawiam rachunki:))
    Ten sos to nie jest sos, tylko sam tluszcz wytopiony z pieczenia, wiec nic sie nie ma prawa stac. Zreszta robie tak juz od kilku lat i zyjemy:))
    Moczenie indyka w brine to jest indyk lepszy o cale niebo, naprawde. Mam przepisy w Gotuje bo musze, wiec jak chcesz to mozesz sobie zerknac.
    A z tym obrusem i calym wystrojem stolu to mam walsnie uraz z dziecinstwa, bo tak wlasnie sie to odbywalo. Goscie maja przyjsc za godzine, a tu awantura i prasowanie obrusa.
    Te kilka razy w roku jestem naprawde zorganizowana, jak widac, tylko od swieta;)) Na codzien moze byc kociol i sajgon:)))

    ReplyDelete
  44. zante--> Tak, dobre wrazenie odnioslas. Swieto Thanksgiving jest najwazniejszym, najbardziej rodzinnym i najbardziej lubianym swietem w Ameryce. To tez moje ulubione swieto, BN jest u mnie na drugim miejscu.
    Przede wszystkim jest to swieto zupelnie neutralne, jedyne swieto, ktore nie dzieli ludzi pod katem wyznania, pochodzenia, koloru skory, czy jezyka itp. A wiec w sumie laczy wszystkich, bo przeciez kazdy czlowiek, ktory zyje ma za co dziekowac, lub byc wdzieczny i nie wazne komu, wazna jest wdziecznosc. Ludzie tutaj moga nie spedzic wszelkich innych swiat z rodzina, ale na Thanksgiving kazdy jedzie (leci) chocby przez caly kontynent, tylko po to aby to swieto spedzic w gronie rodziny. Dostalam wlasnie rano email od klientki, ktora od kilku miesiecy mieszka w Europie, ale na Thanksgiving przylatuje do domu, czyli do Bostonu.
    Jedyny odpowiednik w Polsce jaki przychodzi mi do glowy to Wigilia. Z tym, ze Wigilia nie jest swietem wszystkich mieszkancow Polski, bo przeciez ludzie niewierzacy, lub innego wyznania nie swietuja Wigilii. Thanksgiving swietuje tutaj KAZDY:)))

    ReplyDelete
  45. EwaP--> Jeszcze nie objedzeni i wyswietowani, bo to dopiero w przyszlym tygodniu. Thanksgiving jest w czwartek, ale u mnie swietujemy go w sobote, w/g stardustowego kalendarza:)))
    Ja uwielbiam gotowanie swiateczne, a szczegolnie wlasnie to na Thanksgiving, bo nie jest nudne, jest ciekawe wrecz. Chocby tylko przez fakt, ze ja nie powtarzam dan, a wiec zawsze jest cos nowego, czego jeszcze nigdy nie robilam i nie serwowalam, to ekscytuje. W przeciwienstwie do codziennego gotowania, ktore bywa upierdliwie wkurwiajace:)))

    ReplyDelete
  46. Marku--> Dziekuje za pozdrowienia:))))
    Znow sie rechocze, bo ja od ubieglego roku mam wlasnie mala sztuczna choinke, ubrana przez producenta:))) Przez pierwsze 6 lat wspolnego mieszkania ze Wspanialym mielismy zywa i duza, bo on tak chcial. Ale wreszcie ja go przekonalam, ze zwya i duza, wokol ktorej trzeba chodzic dookola przez kilka tygodni jest niepraktyczna. W ubieglym roku wzielam byka za rogi i nic nie mowiac zamowilam mala sztuczna choinke, ktora mozna postawic na stoliku i nie wadzi nikomu. Najpierw sie krzywil, ale jak przyszedl czas sprzatania przyznal mi racje:))
    Wiesz z tymi zakupami to nie jest dokladnie tak, ze ja pisze ilosci. Owszem czasem pisze orientacyjnie bo jak wiem, ze bedzie mi potrzeba w sumie 12 gruszek do roznych przepisow trudno oczekiwac zeby sie domyslil.
    A wszystko inne to wiem, ze nie musze pisac, bo on kupi raczej wiecej niz za malo:))) Tak wlasnie bylo kiedys jak napisalam "sery" wiec kupil te 6-7 gatunkow sera, glownie te co zawsze kupujemy, ale za to kupil dwa duze krazki Brie.
    Po co tyle? - zapytalam.
    Bo ty lubisz brie, uslyszalam w odpowiedzi. No owszem lubie ale nie na tyle, zeby siasc w kacie i wszamac krazek o srednicy 20cm jak mam jeszcze 6 innych serow.
    Wiec takie niespodzianki sie zdarzaja, ale ja nie przywiazuje zbytniej wagi, on sie z czasem uczy, albo dzwoni co 15 min. z innym pytaniem:)))
    Ja nie wiem na ile to jest upierdliwe dla otoczenia, ale dawno temu w erze przed Wspanialym Potomek bardzo sobie chwalil, ze go wyslalam do sklepu raz z cala lista, a nie siedem razy bo cos mi sie przypomnialo.
    Wspanialy jest podobnego zdania, chociaz on nie ma problemu isc do tego samego klepu 4 razy w tym samym dniu, bo on jest lazik:))

    ReplyDelete
  47. Dzięki za wyjaśnienie, bo nie ukrywam, że tak do końca nie czułam co wyjątkowego jest w ŚD. Indyk musi być, a inne potrawy tradycyjnie też, czy reszta byle różnorodne i smacznie? Czy ludzie przy stole życzą sobie wzajem czegoś czy tylko i po prostu dobrych wspólnych chwil?
    Wiesz Wigilię BN, poza innowiercami i naprawdę nielicznymi ateistami, obchodzą chyba w Polsce wszyscy. Część traktuje to jak tradycję, część jak ja, jako ucieczkę do czasów dzieciństwa i "spotkanie" z tymi, co odeszli. Więc czuję to święto raczej nostalgicznie i z każdym rokiem, niestety, bardziej obowiązkowo niż przyjemnościowo. A ŚD, w każdym razie takie, jakie czasem widać na amerykańskich filmach, odbieram jako czysta radość i bardzo jednoczące ludzi

    ReplyDelete
  48. I jeszcze mam pytanie: czemu ta zalewa do indora musi byc zimna czy lodowata wręcz? czemu to służy?

    ReplyDelete
  49. zante--> To prawda, ze Wigilie obchodza wszyscy lub prawie wszyscy w Polsce, jedni bardziej religijnie inni bardziej dla samej tradycji. Ale Polska jest panstwem w sumie jednego wyznania, katolicyzm jest religia dominujaca. Pamietam, ze za czasow kiedy jeszcze bylam dzieckiem, to nikt nie przyznawal sie ani do bycia niewierzacym, ani nie daj buk do bycia innowierca:)) Natomiast w Ameryce, bylo nie bylo kraju wielkosci calej Europy jest takie pomieszanie religii, tradycji, narodowosci, ze naprawde nikt nie przywiazuje wagi do tego jakiej religii swieta ktos obchodzi. I glownie dlatego Thanksgiving jest tak wazny, ze nie jest religijny. Zestaw potraw ma rzekomo tradycje historyczne, chociaz to nie jest do konca prawda, bo wielu potraw jakie dzis serwujemy tego dnia przybysze z Europy nie mili, lub nie znali. Historycy ostatnio co raz wiecej mowia, ze ta pierwsza fiesta swiateczna byla bardziej zdominowana przez ryby i owoce morza. No ale dzis tradycja jest indyk oraz wszelkie warzywa i owoce sezonowe. A ze jesien jest w to bogata to i frajda jest z przygotowan za kazdym razem innych dan. Jesli chodzi o zyczenia? Wiekszosc ludzi wyznaje jakas religie, weic najczesciej zanim zaczna jesc ktos odmawia kilka slow w podziece Bogu, czy w co tam wierza za tegoroczne przyjecie.. za pomyslnosc itp. Wiesz takie typowe "thank you God... bla, bla, bla..." Ja poniewaz nie lubie takich serio pompatycznych momentow, to wprowadzilam tradycje, ze kazdy z nas siedzacych przy stole w czasie obiadu mowi za co jest szczegolnie wdzieczny losowi w tym roku. Nie jest to zobowiazujace, nie jest wyniosle, nie ma w tym zadnego nadecia, ani poboznosci, ale jest przyjemny akcent. Moja rodzina sie bardzo do tego przyzwyczaila, bo na poczatek to bylo troche smiesznie, bo mysleli, ze to musza byc jakies powazne osiagniecia. Ale szybko ich wyprowadzilam z bledu mowiac, ze wystarczy powiedziec, ze udalo ci sie prowadzic caly rok samochod bez mandatu za przekroczenie szybkosci. I w sumie teraz jest bardzo wesolo jak sobie nawzajem "podpowiadamy" za co jestesmy wdzieczni.

    A indyk musi lezec w lodowato zimnej kapieli, zeby zapobiec rozmnazaniu sie bakterii. Zimna woda z duza iloscia soli zapobiega rozwojowi np. salmonelli.

    ReplyDelete
  50. Tym bardziej zazdroszczę Wam takiego święta. Chciałam powiedzieć bez pompy, a jednak nasuwa mi się, dość pompatyczne, że to wolnościowe święto radosne, w czystej postaci. Aż kusi, żeby w Wasze święto przebiec myślami rok i powiedzieć sobie za co jestem wdzięczna w ostatnim roku. Choć to takie nie-polskie, dlatego, że u nas, często w podświadomości, wisi "zrób rachunek sumienia" czyli rozlicz się z grzechów, a nie osiągnięć i sukcesów.
    A z indykiem to już myślałam, że to zimno ma wzmagać kruszenie, czego nie rozumiałam.

    ReplyDelete
  51. zante--> Mnie sie tez to podoba:)) W sumie zycie sklada sie z drobnych rzeczy i incydentow i jest wsrod nich wiele pozytywnych, ktorych nie doceniamy na codzien. Wiec warto chociaz raz w roku (od swieta) je dostrzec.

    ReplyDelete
  52. no to podziwiam bo ja swiat zadnych nie lubie ze juz o gotowaniu nie wspomne, swieta dla mnie sa wtedy jak wreszcie nic nie musze robic ;)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...