Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, December 27, 2011

Srodkowy palec

Nie mam pojecia co robi ktos normalny jak ciachnie sobie palec, ale ja wpycham go do geby i odstawiam taniec swietego Wita. Tak tez zrobilam w Wigilie, kiedy to chcialam przekroic cytryne na pol i mi sie raczka omskla skutkiem czego ciachnelam wskazujacy palec u lewej reki. Wspanialy przylecial, bo ja przy tym jeszcze robie dosc glosne mruczando.
-- Co sie stalo?
-- Mmmmyyym... yyy... uuuu - wymruczalam wskazujac na palec w otworze gebowym i pokazujac ruchem ciecie nozem.
-- Przecielas palec?
-- Yyyyhyyy..
-- Pokaz.
-- UUummm.. eee.. buuuu - mamrotalam dalej pokazujac, ze nic nie pokaze dopoki nie zobacze plastra z opatrunkiem.
Poszedl do lazienki, gdzie w szufladzie szafki sa plastry. Wyjelam palec z geby i na wszelki wypadek odwrocilam glowe zeby nie widziec, bo ja mam tak dziwnie, ze jak ide na pobieranie krwi do badania to musze widziec, ale jak sie skalecze, to wole zeby mi ktos powiedzial jak wygladaja szkody.
Wspanialy obejrzal palec, przyniosl jakies swinstwo do dezynfekcji, na widok ktorego zawylam:
-- Ale ja nie chce zeby bolalooooooo..
-- Teraz i tak boli, a odkazic to trzeba.
Rzeznik, pomyslalam, ale glosno grzecznie zapytalam:
-- Jak bardzo sie ciachnelam?
-- No, tak srednio solidnie, ale w paskudnym miejscu, bo tuz przy nasadzie paznokcia.
-- Dobra, odkazaj, klej, bo nie mam czasu.
Nakleil mi dwa plastry, bo w tym domu oczywiscie nie ma poza plastrami nic, jakos tak nie przewidujemy, ze cos sie kiedys moze stac, a plastry to zawsze mam na wypadek jak mnie buty obetra.
Zakleil i wzielam sie do dalszych dzialan w kuchni.
Tym razem padlo na krojenie slodkich ziemniakow w cienkie plasterki tak 2mm wiec wyciagnelam z szafki mandoline do krojenia a w zasadzie szatkowania warzyw i po ustawieniu ostrza na odpowienia grubosc zaczelam ciachac. Ledwie sciachalam pol ziemniaka i w krzyk oraz wiadomo, palec do geby.
Uslyszal mnie Potomek, ktory palil papierosa na tarasie.
-- Co znow zrobilas?
-- Uuuuuu... myyyyy.. oooooo - jeczalam tylko i nie bylam w stanie nic powiedziec, ale tym razem mialam solidnego stracha, bo czulam smak wlasnej krwi w ustach.
Potomek popatrzyl na mandoline lezaca na desce do krojenia i zawolal:
-- Ciachnelas sie mandolina?!?!
-- Myyyyyyhyyyyyy...
W tym momencie do kuchni wszedl Wspanialy zwiedziony moim zawodzeniem i krzykiem Potomka.
-- Co sie stalo tym razem?
-- Mama sobie ciachnela nastepny palec, tym razem na mandolinie - powiedzial Potomek.
-- Na mandolinie!?!?
I obydwaj doskoczyli do deski w poszukiwaniu chyba koncowki palca, ale nic tam nie bylo, wiec Wspanialy znow spokojnie podszedl do mnie:
-- Pokaz.
-- Booojeee sieee... - wyjeczalam przelykajac krew.
-- Wiem, ze sie boisz, ale na desce do krojenia nic nie widac, wiec nie ciachnelas wiele, ale pokazac musisz, cos trzeba z tym zrobic.
-- Uuuuu...
Doszlam do zlewozmywaka i wycianelam palucha z geby trzymajac prosto nad zlewozmywakiem, zeby krwia nie zachlapac podlogi i znow odwrocilam glowe.
-- Mialas szczescie, ze ustawilas mandoline na cienkie plastry, ale bardzo krwawi.. - odezwal sie Wspanialy - Tego nie da rady zalatwic plastrem. Musze isc do apteki.
Na szczescie znalazl w domu gaze, ktora kiedys zakupilam do filtrowania nalewek i kazal mi trzymac palec w gore zawiniety w te gaze dopoki nie wroci z apteki.
Siedzialam wiec z tym palcem w gore i wylam, a Potomek mnie rugal za nie uzywanie ochraniacza przy takiej robocie. Nic sie nie odzywalam, bo wiedzialam, ze ma racje, ale tez wiedzialam, ze ja nigdy nie uzywam ochraniacza jak cos kroje na mandolinie, a przeciez robie to dosc czesto.
Nagle zobaczylam przez drzwi od tarasu wracajacego Wspanialego.
-- Wspanialy idzie, ale dlaczego on niesie cala torbe jakichs rzeczy z tej apteki? - zdziwilam sie.
-- Jak to dlaczego? - odezwal sie Potomek - przeciez wie, ze jeszcze Ci troche palcow zostalo, a gotowania tez jeszcze troche jest.
Nic juz nie powiedzialam, bo w sumie bylo w tym duzo racji, a ja sie z racja klocic nie bede.
Zaczelo sie opatrywanie na nowo, palec krwawil jak najety, ale jakos udalo sie to opanowac. Z tym tylko, ze jak Wspanialy skonczyl, to mialam palec jak bulwa mlodego buraka, bo oprocz opatrunku zalozyl taki specjalny rekaw, ktory sie naklada na palce, potem uszczelnil to tasma woodporna i jakby tego bylo malo to jeszcze nadzial na palec tak gumowy palec i znow uszczelnil go tasma.
Ja bym to zrobila zupelnie inaczej, ale nic nie mowilam, bo przeciez nie chcialam widziec co sie stalo, wiec teraz nie wypadalo krytykowac.
Wygonili mnie z kuchni i juz sami zajeli sie dalszym gotowaniem.
Potomek robil za szefa kuchni a Wspanialy byl pomocnikiem.
A ja sie wsciekalam, bo co jak co, ale swiateczne gotowanie chcialabym miec pod wlasna kontrola, wiec wtracalam sie do wszystkiego, marudzilam, krytykowalam, doradzalam, podpowiadalam, dawalam szczegolowe instrukcje i oglonie bylam upierdliwa.
Oczywiscie nie zdawalam sobie z tego sprawy, ale w pewnym momencie powiedzialam do Potomka, ze trzeba duza cebule pokroic w kostke i dodalam:
-- Zanim zaczniesz ja kroic w kostke, to najpierw przekroj wzdluz tak, zeby mogla lezec plasko na desce, tak jest latwiej..
Biedny Potomek nie wytrzymal i mowi:
-- Mamo, czy Ty myslisz, ze ja nigdy nie kroilem cebuli w kostke? A kto mnie gotuje? A poza tym, to Ty sobie ciachnelas dwa palce w ciagu 10 minut wiec chyba jestes ostatnia osoba, ktora powinna dawac rady w sprawie krojenia.
Wrrrrrrrrrrrrr - pomyslalam i sie nie odezwalam.
Ale juz po chwili przypielam sie do Wspanialego tlumaczac jak nalezy cos tam robic na co ten tez nie wytrzymal i powiedzial:
-- Jestes naprawde upierdliwa, nie tlumacz nam jak robic tylko daj krotkie polecenia co zrobic. Sama zawsze mowisz, ze mezczyzni potrafia tylko wykonywac krotkie polecenia, a teraz gadasz bez opamietania.
Uuuuu jak sie juz Wspanialy zdobyl na taka krytyke, to czas sie zamknac.
Wychodzilam z kuchni jak uslyszalam szept Potomka:
-- Ja nie wiem po cos Ty sie z nia ozenil? Na co nam taka upierdliwa baba w rodzinie?
Wybuchnelam smiechem i zawolalam:
-- Hej Potomek, nie badz taki madry, jakby sie Wspanialy ze mna nie ozenil, to Ty nie bylbys jego rodzina.
I tym razem dolaczyli do mojego smiechu.
Do kolacji wigilijnej nam juz wszystkim przeszlo i bylo fajnie.
Nastepny dzien tez sie udalo przezyc, wiec w sumie nie bylo zle. Gorzej tylko, ze praktycznie nie mam zadnych zdjec potraw, ktore przygotowane zostaly, albo przeze mnie, albo pod moje dyktando, bo oczywiscie nikomu nie przyszlo do glowy robic zdjecia, a ja za bardzo sie przejmowalam, zeby im sie udalo wszystko skoordynowac w czasie, wiec fotografowanie tez nie bylo na moim celowniku.
No trudno kilka zdjec mam, wiec cos tam wrzuce na GbM.
Indyk wyszedl mi chyba jeszcze lepszy niz normalnie i moge z cala odpowiedzialnoscia pochwalic sie, ze w pieczeniu indykow doszlam juz do zawodowej perfekcji. A tym razem dzieki odpowiedniemu ustawieniu ptaszydla w piekarniku i termometrowi, w ktory zainwestowalam calkiem przyzwoita sume. Ale inwestycja okazala sie oplacalna w 100% juz od pierwszego razu.
Na GbM cos napisze ale jak mi sie pisanie poprawi, bo narazie to mnie szlag trafia jak stukam palcem w trzy klawisze na raz i pozniej musze poprawiac.
Ale dzieki tym obciachanym palcom juz wiem dlaczego pokazuje sie ludziom w zlosci nie zaden inny palec ale srodkowy i wiem tez przy jakiej czynnosci srodkowy palec jest wrecz nie do zastapienia.
W toalecie.
Jesli ktos nie wierzy, to bardzo prosze wykonac cwiczenie i sprobowac sie podetrzec bez uzywania srodkowego palca. Zapewniam, ze to jest niewykonalne:)) Zaden inny palec tak nie pasuje do tej czynnosci jak srodkowy. Zuzylam pol rolki papieru, naklelam przy tym tyle, ze sie juz w lazience ciemno zrobilo od fruwajacego miesa, a i tak bylam nieusastysfakcjonowana:)))
Ja pierdykam, to powiedzenie "samotny jak palec w dupie" to tez odnosi sie z pewnoscia do srodkowego palca. I wlasnie dlatego pokazujemy srodkowy palec, bo zaden inny nie ma tak intymnego kontaktu z dupa:))
Oczywiscie moja ukochana Wnusia ile razy do mnie doszla tyle razy lapala mnie wlasnie za te bolace palce:))) Bo wygladaly inaczej, a przeciez taki bak nie rozumie. Jest przekochana i rozkoszna i co wazne bardzo jej posmakowalo babcine gotowanie;) A przeciez nic tak nie dziala na babcine serce jak wnuczeta pozerajace ze smakiem to co babcia ugotowala.
A wczoraj idac za ciosem ugotowalam bigos.
Tak, BIGOS!!!
Zawsze twierdzilam, ze bigos to danie, ktore powinno sie gotowac nie na swieta, ale po swietach, kiedy zostaja miesa pieczone i wedliny i tak tez zrobilam tym razem. Co tam, ze Wspanialy nie lubi...
Ups... przepraszam, bo jak powiedzialam, ze nie lubi to sie obrazil, ze to wcale nie jest tak, ze "nie lubie, po prostu nie przepadam, ale raz na kilka lat moge zjesc"
I dzis wlasnie zjadl, wiec prosze sie nie dziwic, jak jeszcze kiedys Wspanialy zlozy zamowienie na bigos;)

41 comments:

  1. Hmm...też mam tak jakoś z tym pokazywaniem komuś miejsca uszkodzonego, i pamiętam jak kiedyś nadziałam się na patyk sterczący z wiaderka...
    Cóż, ran nie odnosi ten co nic nie robi! W końcu poległas na placu boju:))) Uściski!
    Bigosik powiadasz?...

    ReplyDelete
  2. bigos ugotowalam na nasze wspolne, üierwsze "po swietach" i od tej pory gotowac go musze :)
    Niemcy lubia sauerkraut, ale w takiej postaci jej nie znaja, maz moj dziwil sie za pierwszym razem, ze tak kilka dni ten bigos gotuje, za drugim razem, sam juz podgrzewal i cos tam dorzucal czyli poejtna bestia :)

    bardziej od braku srodkowego palca, zdzwiwilo mnie kilkucentymetrowe naciecie na szyi z okazji wycinania gruczola tarczycy, przez trzy dni czlowiek nie jest w stanie podniesc glowy z poduszki, musialam lapac sie za kudly, zeby leb dal sie postawic z reszta kadluba do pionu, nawet o pociagnieciu dymka z papierosa nie bylo mowy, radzono mi wprawdzie w szpitalnej palarni, palic przez nos, ale nie zastosowalam :)

    w kuchni, gdy krores z nas gotuje, zadne nie wchodzi drugiemu w parade, bowiem istnieje ewentualnosc, ze nie tylko pelce, ale inne czesci ciala bylyby odciete, a noze mamy okropnie ostre i juz tradycja jest, ze jak ktores widzi noz w reku innego czlonka rodziny pada zawsze zdanie "uwazaj, bo noz jest okropnie ostry" :)

    ReplyDelete
  3. no Ty to masz szczęście!!!!

    co do podcierania, jako osoba głównie praworęczna musiałam rok temu używać ręki lewej.z powodu ukrzywdzenia prawej..bosz..mistrzostwo świata!


    a bigosik najlepszy jest gotowany dwa tygodnie, a jedzony po świętach, rewelacja!!
    oczywiście gotuje Księciunio:)

    ReplyDelete
  4. Nigdy, przenigdy nie wkładaj skaleczonego palca do ust. Mamy niestety w buzkach paskudna florę bakteryjną i ta ranka może się paskudnie zakazić. Najzdrowiej mieć w domu w kuchni i łazience buteleczkę z wodą utlenioną i natychmiast zalać nią skaleczenie- woda utleniona nie szczypie, nie powoduje martwicy tkanki a dobrze dezynfekuje.I zakup plastry hamujące krwawienie, są bardzo przydatne.Ostatnio pocięłam sobie palce papierem, jakiś ostry był.A na takiej szatkownicy najczęściej tracę paznokcie. A co by było, gdybyś się skaleczyła będąc sama w domu? A moja córcia zrobiła w tym roku bigos u siebie i jej mąż, który nie lubi kwaszonej kapusty na gorąco, był nim zachwycony. Ale jak znam swoje dziecko było tam więcej mięsa i kiełbasy niż tej kapuchy.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  5. Dobrze, że skończyło się tylko na tych 2 palcach, masz przecież 8 innych ;)). Ja jedynie tradycyjnie wyciągałam gorącą blachę z pierniczkami nie nałożywszy uprzednio wielkich rękawic. Jakoś tak mnie zawsze coś ogłupi a potem ręka ląduje na uchu:) Pozdrowienia poświąteczne!!

    ReplyDelete
  6. A mnie nachodzi taka refleksja, że to przecięcie palca nie było przypadkiem ;)

    ReplyDelete
  7. Ja przepraszam, ale nawet jak piszesz o nieszczęściach, to rechoczę jak żaba w okresie godowym :D
    nie godzi się tak pisać - potem mam wyrzuty sumienia, że tak z cudzej niedoli się śmieję ;)

    P.S. I od dziś znam nowe zastosowanie mandoliny :D

    ReplyDelete
  8. Pieprzu--> No jakos tak mam:)) Nie lubie widoku krwi, dawniej mdlalam jak zobaczylam krew, wiec i tak robie postep:)) Krew pobierana do badania jest w probowce to zupelnie co innego niz taka kapiaca:))

    ReplyDelete
  9. marga--> Niemcy lubia kapuste i chyba szczegolnie kiszona, natomiast Amerykanie sa wyjatkowo niekapusciani:))) Ja do tej pory, przez prawie 10 lat ugotowalam bigos dwa razy i za drugim razem Wspanialy zebral sie na odwage i przyznal, ze w sumie to on "moglby zyc bez tego dania". No to dalam sobie spokoj, bo ja za bigosem tez szczegolnie nie przepadam:))) Ale tym razem, poniewaz wybieram sie na te operacje stopy i wiem, ze nie bede mogla sterczec za duzo w kuchni chce miec troche jedzenia zamrozonego tak zeby mozna bylo na szybko cos goracego zjesc. I padlo na biogos, bo Potomek sobie kiedys przypomnial, ze dawno nie jadl. Ja zwykle gotuje bigos przez dwa dni z przerwami a potem wszystko zamrazam i taki odgrzewany po zamrozeniu jest super.

    Boziu, wyobrazilam soobie to podnoszenie glowy do pionu po operacji tarczycy, to dopiero musial byc hardcore. Brrrrrrrrrr

    A noze tez mam ostre, bo Wspanialy zanabyl noze Wusthof i do tego sa ostrzone na biezaco. Jesli chodzi o wyposazenie kuchni to mam naprawde na wysokim poziomie inaczej bym nie gotowala:))) A tak co prawda rzadko, ale jednak gotuje z przyjemnoscia;)

    ReplyDelete
  10. Mijka--> Ja lewa reka nawet nie probowalam:)) Mimo, ze wiele czynnosci potrafie wykonywac obiema rekami to jednak w tej sprawie tylko prawa:))) Bigos gotowalam 2 dni z przerwami bo pierwszego dnia rano ugotowalam, potem znow go wlaczylam na trzy godziny wieczorem i drugiego dnia znow dwie sesje ranna i wieczorna. A potem pizgnelam wszystko w pojemniki i do zamrazarki. Juz dawno doszlam do tego, ze dopiero po zamrozeniu bigos sie naprawde "przegryza":)))

    ReplyDelete
  11. anabell--> Wszystko fajnie, ale gdzies sobie ten palec musze schowac zebym go nie widziala, a w tym przypdku z mozliwych "schowkow" usta wydaja mi sie i tak najmniej groznym siedliskiem bakterii w porownaniu z np. pacha:))) Ja sie naprawde nie znam na tych wszystkich medycznych procedurach i jest mi wsio ryba czym to Wspanialy odkazal, nie szczypalo, tyle wiem:)))

    ReplyDelete
  12. Kachna--> To fakt zostalo mi jeszcze 8 palcow do zalatwienia:))) Wlasnie smialismy sie przy zyczeniach swiatecznych, bo ja jak zwykle zyczylam Wspanialemu zeby byl zdrowy i zyl dluzej niz ja. Na co on odpowiedzial, ze jak sie tak bede kroic po kawalku to jest szansa na spelnienie tego zyczenia:))) My nawet zyczen nie potrafimy sobie zlozyc na powaznie, taka zwariowana rodzina;)

    ReplyDelete
  13. Aurora--> A pewnie, ze to nie bylo przypadkiem, tylko mandolina i nozem:))) No i tak naprawde to nic nie dzieje sie przypadkiem;)

    ReplyDelete
  14. iimajko--> Nie przepraszaj, bo ja mam ochote usciskac Cie wlasnie za taka reakcje. Tak nalezy odbierac moje pisanie!!! Nawet jak kiedys napisze, ze umarlam, to tez ma byc wesolo, bo ja nie lubie nic na powaznie:))) Rechocz wiec do wypeku, bo to dopiero leje miod na moje serce i motywuje do pisania.

    ReplyDelete
  15. To oczywiste, że się uśmiałam i to tym bardziej, że reaguję zupełnie tak samo, jak Ty. :))))
    Ale też zawsze jakoś tak wiedziałam,że NASZA ślina działa dobrze na NASZE skaleczenia i obecnie się zdziwiłam, że tak nie jest :/
    Bigos juz TERAZ nie dla mnie :((

    ReplyDelete
  16. moj maz, to specjalista od profesji kuchennej, bo uwielbia gotowac, ale wlasnie musi miec konkretny sprzet do dzialania (nozy notabene nie ostrzy sie, sa same z siebie zawsze ostre), ja zas potrafilam dwadziescia kilka lat temu gotowac obiad z dwoch dan i deseru na jednopalnikowej kuchence elektrycznej, bo po pristu lubie gotowac i zadne wyzwanie mi nie grozne :)

    ps.
    zajrzyj prosze na gazetowa poczte i odbierz kluczyk :)

    ReplyDelete
  17. Tez bigos gotuje po swietach z resztek wszystkich pieczeni, wedlin, itp.
    A w tym roku, od kiedy mamy osobistego dostawce domowych wedlin, to uch... bedzie sie dzialo.
    Bigos jak znalazl na Nowy Rok, zwlaszcza jesli sie wychodzi na tanczona impreze w Sylwestra.
    Do tego zmrozona pieprzowka i mozna kolejny rok zaczynac :)

    ReplyDelete
  18. Bigos to jedyna potrawa, którą akceptuje mój szwagier - Anglik. On zwykle na śniadanie w Polsce je tosty. :-) Barszczu nie lubi, ale zawsze prosi o dokładkę bigosu. :-) A ja dzisiaj na obiad sobie trochę bigosiku zjadłam od teściów - pycha, chudy z dodatkiem grzybów suszonych. Taki, jak lubię!

    ReplyDelete
  19. Kwoko--> Ja mysle, ze z tym palcem do buzi to jest taki troche juz automatyczny odruch i nie sadze, zeby chcialo mi sie go kontrolowac. W koncu po to sie dezynfekuje przed opatrunkiem, zeby sobie czlowiek mogl nawet usiasc na skaleczonym palcu. A ilez to kobiet ma odruch w takich momentach lapania za recznik kuchenny? No i jakos zyjemy:)))

    ReplyDelete
  20. margo--> Ja mam kolekcje nozy roznych:)) bo moj chlop jak powiedzialam, ze chce solidne noze to dostal amoku i oprocz Wusthof'a zakupil pojedyncze rozne rozniste egzemplarze. Czesc z tego jest juz zabytkiem ale jakze przydatnym i te wlasnie stare (niektore z przedwojennej stali) trzeba ostrzyc. Ja lubie gotowac, ale glownie nowosci, takie codzienne gotowanie mnie nudzi:)))
    Dziekuje za kluczyk:)) Juz Cie zalinkowalam, wiec mi nie zginiesz:))

    ReplyDelete
  21. Czarownico--> Moj bigos dotrwa pewnie czesciowo do lata:))) bo jednak Wspanialy nie jest zupelnie przekonany, ale jak przyjdzie glod to moze zje;) Szczegolnie, ze za dwa tygodnie ja bede lezala plackiem przez tydzien z wychodzeniem tylko do lazienki a on musi isc do pracy. Krasnoludki raczej nie ugotuja;))) Dlatego mam juz zamrozone zapasy zupy grzybowej, barszczu ukrainskiego, zupy z lentils (zapomnialam jak to po polsku) mam tez meatballs, golabki, chilli, gulasz wolowy i teraz doszedl bigos. Mysle, ze uda sie przezyc dwa miesiace przy minimalnym gotowaniu czegos na szybko;)

    ReplyDelete
  22. KO--> Tosty to chyba najpopularniejsze sniadanie u nas tez, ale my czesto robimy owsianke z owocami jagodowymi, albo platki z mlekiem. Wspanialy ma na bigos dlugie zeby, za to lubi barszczyk i to obojetne czy z pasztecikiem czy uszkami.
    Ja tez daje do bigosu suszone grzyby i sliwki, czerwone wino i wszystkie gatunki miesa. W sumie ten bigos mi wyszedl bardzo dobry tez jest chudy, bo nie ma w nim nic tlustego, sa zeberka, ale chude i nie ma boczku. Natomiast jest kielbasa szynkowa i bardzo chudy baleron, oraz resztki poledwicy wedzonej.

    ReplyDelete
  23. Do wesela sie zagoi:))Teraz Twoj srodkowy sluzy do pokazywania co kto ma zrobic,a i jak ktos Ciebie wkur...:)))tez mozna pokazac w opakowaniu:))
    Z podcieraniem....swieta racja:)

    ReplyDelete
  24. Ty uwazaj na te Twoje zlote paluszki... bo bez nich to nie ma ani pracy i pieniazkow, ani przyjemnosci (pieszczot):))
    Szczesliwego Nowego Roku.... i wszystkich placow!!!

    ReplyDelete
  25. To znow ja.... Bloger robi ze mnie dyslektyczke, nie nadaza za mna i przestawia literki.

    ReplyDelete
  26. Można by ukuć nowe hasło. Zamiast: "Boże, chroń króla" hołdować myśli: "Boże, chroń mój środkowy palec!" :)
    Ps. Chłopaki i tak dzielne, że nie wyrzucili Cię z domu. :)

    ReplyDelete
  27. bigos u nas też ,jak zwykle,nie tłusty i mniam.
    A co do podcierania...
    bardzo wygodne i oszczędzające papier,do tego ekologiczne itp rozwiazanie:
    http://www.garnek.pl/geiger/7399190/bidetta
    Palec,nie palec,no i tyłeczek od razu wymyty.

    ReplyDelete
  28. W związku z powyższym itd itp dziś gotowałam bigos;)

    ReplyDelete
  29. Maga--> Tak do pokazywania co zrobic doskonale sie ten palec nadaje:)) Wspanialy boi sie juz patrzec w kierunku zlewu i zmywarki do naczyn:)) Ale przejdzie mu ten lek mam nadzieje.

    ReplyDelete
  30. Ina--> Wlasnie najgorsze jest to, ze ja zawsze naprawde uwazam na moje rece, bo zdaje sobie sprawe, ze to moje narzedzia pracy. Od wielu lat mi sie cos takiego nie przytrafilo;/

    ReplyDelete
  31. Iga--> Calkiem serio, to mieli prawo mnie wygonic:))) Teraz jeszcze bardziej z perspektywy tych kilku dni wiem, ze bylam wyjatkowo upierdliwa:)

    ReplyDelete
  32. tuv--> Tak sie sklada, ze ja oprocz normalnego kibelka mam tez bidet w domu i to nie taki w postaci telefonu z wodotryskiem ale prawdziwy wolno stojacy bidet. Tylko niestety do kazdego mycia jest potrzebna moim zdaniem reka, bo nawet bez bidetu mozna wejsc pod prysznic tylko bez uzycia reki niewiele to daje:)) A ta sluchawka telefoniczna to chyba tylko mozna podloge w calej lazience zachlapac:))

    ReplyDelete
  33. Normalnie horrory się u Was dzieją! :D

    ReplyDelete
  34. i tu się może zdziwisz - ale nie.Bidet też mam ,ale trzeba jednak się przemieścić na bidet co nie zawsze jest wygodne;)
    Bidetta zamocowana przy kibleku jest fajnym rozwiązaniem.No i nie zatyka papier rur,nie marnuje się lasów itp,itd.
    A i zdecydowanie higieniczniejsza.Nie każdy wszak myje ręce po użyciu kibleka niestety...

    ReplyDelete
  35. Ciesze sie, ze jednak swieta ci sie udały. Jestes bardzo dzielna, ja wpadam w panikę na widok własnych ran ciętych i gotowa jestem zemdlec. Zwykle opis wypadku jest zupełnie inny w moim wykonaniu, niz pozostałych swiadkow zdarzenia.

    ReplyDelete
  36. EwoP.--> Tak:)) Noze poszly w ruch:))

    ReplyDelete
  37. tuv--> Wcale sie nie bede dziwic, bo bidet nie jest wynalazkiem ostatnich lat, ale byl znany we Wloszech juz na poczatku XVIII wieku, jak rowniez w Afryce Poludniowej, wiec dlaczego mialabym sie dziwic, ze masz go w XXI wieku w Polsce:))) Nie mam pojecia jak dziala ta sluchawka (niestety skojarzenia z telefonem nie jestem w stanie zwalczyc) ale moim zdaniem bidet wolnostojacy jest o wiele wygodniejszy. Nie bardzo tez pojmuje dlaczego woda i mycie mialyby zastapic uzywanie papieru toaletowego? Chyba, ze to ustrojstwo ma cisnienie wody jak wodospad Niagara, ale wtedy na 100% chlapie:))
    Odnosnie mycia rak, to obawiam sie, ze jak ktos nie myje rak po uzyciu lazienki to zadne ustrojstwa go do tego nie zmusza, jaki niby dowod na to, ze umyje tylek skoro nie lubi myc rak? Moj bidet stoi w odleglosci mniejszej niz pol metra od kibelka, wiec nie jest to przesiadanie sie w odleglosci dla pokonania ktorej nalezy zalozyc czapke i szalik:))))

    ReplyDelete
  38. Socjo--> Przez wiele lat mdlalam na widok krwi, ale tylko takiej z ran cietych, kapiacej, tryskajacej po scianach, czy tez cieknacej ciurkiem:) Z wiekiem na szczescie mi to przeszlo, ale i tak nie lubie i jak tylko nie musze, to na zadna (tym bardziej swoja) rane nie spojrze:))

    ReplyDelete
  39. Witaj Stardust
    Trochę jestem spóźniona w czytaniu ,myślę więc ,że dzisiaj paluszki są już trochę podgojone i nie bolą tak bardzo.
    Świetnych masz w domu facetów-dokończyli zaczętą przez ciebie pracę.
    Pozdrawiam i życzę szczęśliwego Nowego Roku:))

    ReplyDelete
  40. Teniu--> Dziekuje:) Jeden palec juz jest dobry i nie musze nosic na nim opatrunku, ten drugi jeszcze sie musi troche lepiej podgoic, ale idzie ku dobremu:))
    Szczesliwego Nowego Roku dla Ciebie i Twoich bliskich:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...