Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, December 12, 2011

Srutu tutu klebek drutu

W niedziele odfajkowalismy najbardziej upierdliwy obowiazek zwiazany ze swietami, a mianowicie zakupy. Mam na mysli zakupy zywnosciowe, bo zadnych innych nie robie, jako ze dwa lata temu zaniechalismy obdarowywania sie prezentami z okazji swiat.
Ku mojej ogromnej radosci, bo owszem prezenty maja sens jak czlowiek jest dzieckiem, albo na tyle mlody, ze jeszcze mu wiele rzeczy brakuje, jest potrzebnych, czy tez sie po prostu podoba.
Ja zaczynam patrzec na wszystko co mnie otacza z przerazeniem w oczach, ze kiedys, a najlepiej przed smiercia;)) wypadaloby sie tego pozbyc, zeby nie zostawiac dzieciom w spadku zyciowego balaganu.
Mam juz nawet na to pozbywanie sie pewnien pomysl, ale nie bede go zdradzac, az przyjdzie odpowiednia pora, co by nie zapeszyc;)
Swiatecznie wiec przyjmujemy i dajemy tylko butelke wina, lub innego dobrego trunku, czyli cos co moze byc wspolnie skonsumowane i nie potrzebuje miejsca na polce, wieszaku czy w szufladzie;)
Zakupy zywnosciowe jednak wcale nie sa latwiejsze, glownie ze wzgledu na tlumy ludzi.
My rozwiazujemy to taktycznie, czyli na Greenpoint jedzie sie w niedziele w poludnie, wtedy kiedy ludzie sa w kosciele a nie w sklepach, no i oczywiscie robimy to jak widac z duzym wyprzedzeniem czasowym.
A jechac bylo nuzno, bo nie wiem czy bedzie mi sie chcialo robic paszteciki do barszczyku, wiec na wszelki sluczaj trzeba zakupic uszka, bo ja uszek nie robie. Podobnie jak nie robie pierogow, tzn. pierogi teoretycznie moge zrobic ale nie na wigilie, tej tradycji nigdy u mnie w rodzinnym domu nie bylo i tez mnie to cieszy. Zreszta od tradycji odbieglam juz tak daleko, ze jeden dodatkowy krok w postaci pierogow nie robi roznicy.
Na Greenpoincie kupuje tez gotowy juz barszczyk czerwony, ktory w domu tylko przyprawiam po swojemu, czyli dodaje mu ognia. Mam juz od lat ulubiony sklep, w ktorym sprzedaja te wyroby naprawde smaczne i domowej roboty, wiec nie bede sie wyglupiac i dodawac sobie zajec, na ktore nie mam czasu.
Zadzwonilam w sobote do Potomka z zapytaniem czy cos ewentualnie chcialby z polskiego sklepu, bo skoro jade, to juz mi wszystko jedno ile tych zakupow bede robic.
-- O fajnie - ucieszyl sie Potomek - to kup mi kielbase, taka do gotowania... wiesz ta co ja nie wiem jak sie nazywa...
Potomek akurat nie wie jak sie zadna kielbasa nazywa, wiec to mi wcale nie ulatwia sprawy, ale droga prob i bledow juz kilka lat temu zostalo ustalone, ze chodzi o podwawelska.
-- ... i jeszcze kup mi dwa opakowania pierogow z kapusta i grzybami i moze pol funta szynki, tylko wiesz, popros zeby naprawde cienko pokroili... - ciagnal dalej Potomek.
-- Synu, a tak przy okazji to czy chcesz jakies sledzie na wigilie, bo ja sie w tym roku buntuje, zawsze robie sledzie i potem zostaje z nimi sama na polu bitwy...
-- Mamo, bo Ty zamiast zrobic jedne sledzie, wymyslasz jakies cuda z rodzynkami i innymi cudami, ktorych potem naprawde nikt nie lubi. Czy mozesz zrobic tylko jedne sledzie w oleju?
-- A bedziesz je jadl?
-- Bede.
-- A jak zostanie, zabierzesz reszte do domu?
-- Zabiore.
-- Dobrze to kupie opakowanie sledzi i zrobie w oleju.
Pojechalismy wiec na Greenpoint, jak zwykle z parkingiem byl problem, bo tam znalezc miejsce do parkowania graniczy z cudem, ale udalo nam sie zaparkowac kilka ulic dalej, wiec idziemy.
Po drodze do "naszego" sklepu jest polska piekarnia, taka z ciastami, paczkami, ciastkami. Ja zawsze lubie zerknac na wystawe, czasem wchodzimy na paczka i kawe i tym razem zatrzymalam sie na moment przy wystawie.
-- Czemu stoisz? Chodz wejdziemy - powiedzial Wspanialy.
-- Ale po co, przeciez nie kupujemy zadnych ciast.
-- A.. zobaczymy co maja.
No to poszlismy zobaczyc co maja. Panienka za lada przejela sie tym i zaczela nam szczegolowo wyjasniac, ktore ciasto jest jakie i co zawiera. Juz czulam co sie swieci, bo ja znam Wspanialego i wiem, ze jak juz ktos poswieca mu tyle czasu, to on musi cos kupic, bo inaczej nie potrafi wyjsc.
No i ledwie pomyslalam jak Wspanialy sie odezwal:
-- To ktore ciasto bys chciala?
-- Skarbie, my naprawde nie planowalismy kupowania ciasta...
-- Nie planowalismy, ale przeciez mozemy kupic, prawda?
-- Oczywiscie, ze mozemy, ale dziwi mnie dlaczego Ty chcesz ciasto?
-- Kupimy kawalek na obiad!
-- Na obiad? Czy moze na deser?
-- Na obiad, czemu nie?
-- Dobrze, niech bedzie na obiad, to wybierz jakie chcesz.
I zaczelo sie... znacie takie powiedzienie "osiolkowi w zloby dano"... tak wlasnie Wspanialy dumal nad gablota, wreszcie zapytal czy mozemy wziac dwa rozne, ale po polowie, bo cale to bedzie za duzo. Oczywiscie panienka sie zgodzila i wyszlismy z kawalkiem biszkoptu makowego przekladanego kremem i kawalkiem sernika na zimno z bakaliami.
W sklepie gdzie od lat robimy zakupy juz nas znaja, ale ja dostalam tym razem jakiejs glupawki, oczywiscie wszystko przez Wspanialego.
Bo zakupy z nim wygladaja tak, ze ja pytam czy cos chce, potem tlumacze po angielsku co to jest, a pozniej zamawiam po polsku, po kilku razach zaczyna mi sie wszystko mieszac i zaczynam gadac do sprzedawczyni po angielsku, z czym na szczescie nie ma problemu, ale jak zaczynam Wspanialemu tlumaczyc cos po polsku to caly sklep ma ubaw, bo on patrzy na mnie jak na wariata i oczywiscie nie wie co ja gadam.
Tym razem dalam plame jak zupelna blondynka.
Jak juz Potomek zlozyl zamowienie na te pol funta szynki to ja namowilam Wspanialego, ze tez kupimy, bo moze sie przyda na swieta pare plasterkow, stanelo na funcie. Sprzedawczyni w miedzyczasie zorientowala sie, ze robie te zakupy juz na swieta i mowi:
-- Szkoda, ze pani nie zadzwonila wczesniej to moglam te wedliny zapakowac hermetycznie.
-- A to nie szkodzi, bo my mamy w domu te maszynke i jak wrocimy, to maz to zrobi.
I tak tu kombinuje co by jeszcze, sprzedawczyni co chwile mowie co nastepne, w miedzy czasie Wspanialy znosi mi jakies musztardy z pytaniem, ktora jaka i ktora lepsza, zupelnie jakbym ja wiedziala, ale staram sie przynajmniej wyjasnic, ze jedna jest z miodem, a druga z chrzanem a to w koncu roznica.
Ledwie skonczylam z musztardami a ten idzie z trzema opakowaniami herbat, ktore normalnie potrafi odroznic po obrazkach, ale jedna byla "lesna" a na opakowaniu miala owoce podobne do malin i cos mu nie pasowalo.
-- Co to za herbata? - podstawil mi pod nos te lesna.
-- Lesna.. forest..
-- Ale co w niej jest?
-- A skad ja mam wiedziec? Pewnie sciolka, wez to zobaczymy co w niej jest.
Tymczasem sprzedawczyni, ktorej przed chwila zadalam zeby mi zwazyla raz jeden funt i raz pol funta szynki pyta:
-- To moze ja pani dam tej szynki trzy razy po pol funta? Bedzie latwiej zapakowac hermetycznie..
-- Nie, wie pani, bo mi sie pomyli.
Juz przy ostatnim slowie prasknelam smiechem, bo to trzeba byc naprawde blondynka, zeby sie czlowiekowi pomylily 3 opakowania tej samej szynki kazde o tej samej wadze:))
Tak to Wspanialy ma szczegolne zdolnosci robienia ze mnie blondynki.
Jak juz kasjerka podliczala nasze zakupy to Wspanialy wzial jedna paczke z oplatkow lezacych na wadze i pytajaco spojrzal na mnie. Szybko wyjasnilam mu, ze nie potrzebujemy kupowac, bo oplatka przez to nasze zapominanie i kupowanie mamy zapas na nastepne 15lat.
-- Maz przypomina o oplatku, to mile, bo przeciez Amerykanie nie znaja tego zwyczaju - powiedziala obslugujaca nas sprzedawczyni. Usmiechnelam sie tylko i pomyslalam "zebys ty kobieto wiedziala, ze to nie tylko Amerykanin ale i zyd to bys dopiero byla zdziwiona".
Ale tak to u nas jest, ja pamietam o swiecach na Hanukka, on o oplatku na Wigilie:)
Tym razem nasze Boze Narodzenie bedzie pod wezwaniem Swiat Wszelakich, bo na obiad bedziemy mieli indyka, ktory powinien byc na Thanksgiving, w salonie na malym stoliku bedzie choinka, a na stole bedzie manorah. Tak sobie mysle, ze szkoda, ze nie mamy kogos czarnego w rodzinie, bo moznaby jeszcze do tego dodac Kwanze.
Potem pojechalismy do Costco, gdzie trzeba bylo zrobic pozostale zakupy, tym razem nie musielismy kupowac zadnego miesa, bo dopoki mam tego indora w zamrazarce nie bardzo jest gdzie pomiescic reszte zapasow. Ale zawsze w Costco znajdzie sie cos do kupienia.
I tak miedzy regalami stala panienka z jakims cudownym olejkiem do nawilzania skory. Pozwolilam sobie na kropelke olejku na reke, rozsmarowalam, wchlania sie szybko, ladnie pachnie... juz opakowanie polecialo do wozka. Wspanialy popatrzyl na liste skladnikow i pokiwal glowa z aprobata.
Niewiele ta aprobata miala wspolnego z moja  juz podjeta decyzja, ale udalam, ze milo;)
Za chwile wrzucilam do wozka opakowanie kremow do ciala, z serii ktora bardzo lubie.
Wspanialy tym razem zapytal:
-- Kremy do ciala? Nie mow mi, ze juz zuzylas te wszystkie zapasy jakie mialas.
-- Oj tam zuzylas, czy nie zuzylas. Przyda sie, teraz zima, to i Ty zaczniesz wiecej uzywac.
-- Czyzby poziom zapasu nareszcie spadl ponizej tuzina?
Nie komentowalam, bo nie pamietalam, dopiero pozniej w domu okazalo sie, ze poziom zapasu byl ciagle powyzej tuzina i jeszcze sie zwiekszyl o nowe cztery sztuki.
Wrocilismy do domu i z trudem poupychalam te wszystkie zakupy gdzie trzeba. Okolo 17tej James przywiozl pranie z pralni, ktore zaczelismy rozpakowywac przed pojsciem spac.
Jak juz kazde z nas zabralo sie za swoje rzeczy to nagle Wspanialy stanal przede mna z nareczem kilku par spodni jeansowych.
-- Ja naprawde nie mam miejsca w szafie..
-- Jak to nie masz miejsca?
-- A tak to, ze polowe mojej szafy zajmuja szmaty pozasezonowe mojej zony, a druga polowe polek moja zona zajela na jakies sloiki z przetworami..
Hmmm... nie da sie ukryc... ma racje.
-- Ale gdzies do tej pory te spodnie trzymales i nagle tak nie masz miejsca..
-- No trzymalem, ale postanowilem zakomunikowac problem - popatrzyl na mnie jak byk na rzeznika.
-- To trzeba dokupic jakas szafke... - zaczelam glosno myslec.
-- Moze niekoniecznie dokupic, moze tylko wystarczy oproznic niektore szafki ze swieczek i kremow do ciala.
-- Jestes zlosliwa malpa!!
-- Jestem, ale my nie mamy miejsca na dodatkowa szafke...
-- Jakby sie rozejrzec to moze sie znajdzie.
Zaczelismy sie rozgladac i okazalo sie, ze jedyne miejsce gdzie moglaby sie zmiescic mala, plytka szafka jest w sypialni tuz przy drzwiach do lazienki.
-- Tylko trzeba ten dziwny obrazek gdzies przewiesic.. - powiedzial Wspanialy wskazujac na moja pamiatke z Meksyku.
-- To nie zaden "dziwny obrazek" tylko Bog Milosci, ktorego sobie sprawilam bedac w Meskyku - oburzylam sie na taka obraze mojego bozka.
-- Bog Milosci? Kupilas go jak bylas w Meksyku w podrozy rozwodowej z Owczesnym?
-- Taaaak, a co Ci nie pasuje? To nie chodzilo o tamta milosc, ktora wlasnie minela, ale o przyszla - wyjasnilam.
-- No nic, tylko tak sobie mysle, ze ten Bog Milosci jakos sie nie spieszyl - dodal rozbawiony Wspanialy.
-- Oj moze Owczesny w ostatniej chwili rzucil na niego klatwe, bo on sobie kupil Boga Fortuny, kazde z nas stawialo na to na czym mu najbardziej zalezalo. Ale za to docen jak Bog Milosci sie jednak wywiazal z tego trudnego zadania.
Dzis wykombinowalam, ze Boga Milosci moge przewiesic w inne miejsce rowniez w sypialni, niech dziala, bo dobrze mu to idzie.
A w ogole to moze uda mi sie Wspanialego namowic na likwidacje polek, ktore stoja w sypialni i zajmuja niepotrzebnie duzo miejsca, a na nich w sumie jest tylko kupa badziewia...
W miejsce tych polek mozna zaprojektowac calkiem przyzwoita szafke... Juz sobie na stronie IKEA zaprojektowalam meble do salonu dwa lata temu, to chetnie sie pobawie nastepnym projektem.
Moze nawet uda mi sie ten projekt dac mu w prezencie swiatecznym, bo kupic to juz sobie bedzie musial sam:))

32 comments:

  1. "Moze nawet uda mi sie ten projekt dac mu w prezencie swiatecznym, bo kupic to juz sobie bedzie musial sam:)) "
    LOL I sie jeszcze usmialam na sam koniec.

    ReplyDelete
  2. Witaj Stardust.
    Czytając uśmiałam się tak jak moja poprzedniczka.Że też Ty potrafisz ze zwykłych(wydawałoby się) zakupów napisać taką zabawną historię.Ale jedno bije z tej zabawnej historii,że jesteście dla siebie bardzo tolerancyjni i wyrozumiali.A to jest wspaniałe.
    Pozdrawiam serdecznie:))

    ReplyDelete
  3. SUPER jest ten Twój Wspaniały :-)
    a tak przy okazji, nie masz czasem ochoty napisać książki...albo chociaż wydać w formie książkowej zapiski z tego bloga ?
    Cudownie się go czyta...:-)
    pozdrówki
    Hania

    ReplyDelete
  4. Chciałabym spotkać kogoś, kto ma wolne miejsce w szafach po kilku latach od ich kupienia.Przerażą mnie to obrastanie we wszelkie "dobra". I też doszłam do wniosku,że muszę zacząć pozbywania się rzeczy, które są, bo kiedyś nabyłam, a teraz leżą, wiszą, stoją i zabierają miejsce.A poza tym chcę pozbawić tych, co będą likwidować to co po mnie zostanie, przyjemności ze stwierdzenia,że mamuśka miała lekkiego fioła.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  5. Ameryki to nie... ale tego Wspaniałego to ci zazdroszcze ;D

    ReplyDelete
  6. evita--> Nie smiej sie, ja tylko w ten sposob chce uszanowac zasade, ze nie kupujemy prezentow;)

    ReplyDelete
  7. Teniu--> Tak na serio, to Wspanialy jest najbardziej tolerancyjnym czlowiekiem jakiego kiedykolwiek spotkalam. Ja sie dopiero od niego ucze;))

    ReplyDelete
  8. Haneczko--> Dzieki za laskotanie mojej proznosci, ale kto by to chcial wydac? :))) Ludzie maja problemy z wydaniem powaznej literatury a takie bazgroly? Musialabym do tego interesu niezle dolozyc;)

    ReplyDelete
  9. anabell--> Nasze szafy sa wbudowane w sciany, kazda sypialnia ma zawsze taka szafe. Ja korzystam z tej w naszej sypialni, a Wspanialy z goscinnej:) Sa duze, bo kazda z nich ma 260cm szerokosci, tyle, ze nie sa glebokie. Szafe wolnostojaca owszem czasem ludzie kupuja, ale to bardzo rzadko. Takie wbudowane szafy maja glownie miejsce na wieszaki i na gorze jest jedna dluga na cala szerokosc szafy polka. Mozna ich dorobic wiecej bo miejsca pod sam sufit jest duzo. Oprocz tego jest w kazdym mieszkaniu szafa na posciel i reczniki taka z polkami tylko. Ja mam komode na moje rzeczy skladane, ktore nie musza wisiec. No ale Wspanialy sie nie miesci glownie z powodu ilosci posiadanych swetrow. On mi wytyka kremy i swiece, ale sam ma pewnie ze 40 swetrow (nie przesadzam) I pomyslec, ze mnie sie nigdy nie podobali mezczyzni w swetrach;)))

    ReplyDelete
  10. Nivejko--> Sa dwie rzeczy(?) ktore uwazam za najlepsze, najpiekniejsze, najwazniejsze jakie sie wydarzyly w moim zyciu. To wlasnie Ameryka i Wspanialy, ale Ameryka jest na pierwszym miejscu, bo pamietaj, ze bez Ameryki nie byloby Wspanialego:)))

    ReplyDelete
  11. U nas zakupy w polskim sklepie tez tak samo wygladaja. Wszystko mi sie mieszka i mowie do mojego po polsku a do sprzedawczyni po angielsku:) A jak bylismy w Polsce w zeszlym roku, to byla tragedia z tym przestawianiem sie na wlasciwy jezyk;) Tez mam zawalona szafe kremami do ciala (ja sie glownie lubuje w Bath & Body Works, po prostu chyba zaczne jesc te kremy tak ladnie pachna!)A ze ten sklep ma ciagle promocje: kup 3 dostaniesz 3 za darmo to sama rozumiesz.....Nie moge sie oprzec!

    ReplyDelete
  12. ja od kilku lat pisze kartkę i mąż robi zakupy, przy czym kupi jeszcze drugie tyle co na kartce, a potem mówi bo pomyślałem, że to, czy tamto;) Lubię, gdy z tymi zakupami wraca, bo co rok tak samo, przed wyjazdem proszę - tylko to co na kartce:)
    A półek otwartych nie lubię, bo nie cierpię kurzu:)

    ReplyDelete
  13. Czasami z pewnych względów fajne są powroty i dostęp do internetu... FAJNIE ZNÓW Cię czytać! Pozdrawiam Cię i zaczytuję się po same uszy!!! gekon.

    ReplyDelete
  14. Jest jeszcze takie powiedzenie srutu tutu przy doopie organki a orkiestra gra:))))
    Kocham Cie Star, za Twoja normalnosc i trzezwe podejscie do zycia - buziaki:)

    ReplyDelete
  15. ale nie pomylily ci sie te szynki, nie? :D
    ja nie moge robic za tlumacza, bo mi sie wlasnie wszystko kopyrtka - raz pytalam sie pani w restauracji polskiej, czy maja ten sok taki, z tego zoltego takiego, taki troche jak jako - ten pineapple ten... Smialy sie ze mnie jak jasny pierun, a moi wspoltowarzysze nie mieli pojecia o co chodzi ;)
    W czwartek ide do polskiej restauracji i sklepu, to sie obkupie (mam nadzieje!)

    ReplyDelete
  16. Już się fafnasty raz zastanawiam czy ty czasem za mnie za mąż nie wyszłaś. Zwykle kiedy czytam o Wspaniałym to mam wrażenie, że czytam o sobie. Tyle, że ja bym się nawet tych kremów nie czepiała, bo u nas jest tak:
    - Kochanie popatrz armata! Kupmy armatę!-woła- Armata jest świetna!
    - Mamy już armatę w piwnicy, stoi koło moździerza, tuż topiarką serów. Ale oczywiście i ta weżmiemy. Jaki kolor?

    Byłam wczoraj na zakupach, to wiem co mówię:)

    ReplyDelete
  17. Co za wyśmienite poczucie humoru!:)

    ReplyDelete
  18. Moniko--> Tak to jakos jest z tymi naszymi mezami, ze normalnie to go ten polski nie interesuje, ale jak jedziemy po zakupy, to nagle wszystko chce wiedziec:))

    ReplyDelete
  19. Iva--> Po duze zakupy jezdzimy zawsze razem, bo jakbym go wyslala samego, to by mnie zabil telefonami:)) Wysylam go po male zakupy i wtedy wlasnie dzwoni po nascie razy i pyta "nie ma takiego jak zawsze kupujesz, ale jest... czy moge kupic" albo "cos tam jest takie ladne, to moze kupie wiecej" i tak bez konca.

    ReplyDelete
  20. gekon--> Ciesze sie, ze znow jestes:))

    ReplyDelete
  21. Ataner--> O tych organkach nie znalam:))) Moze mi sie uda zapamietac;)

    ReplyDelete
  22. Rinonko--> Z tymi szynkami to faktycznie dalam dupy:)) Ciekawa jestem jak Ci sie udadza zakupy w polskim sklepie. Ja juz tam bardzo rzadko jezdze, w sumie to glownie przed swietami i moze jeszcze dodatkowo raz w roku.

    ReplyDelete
  23. Wiesz, Star kiedy tutaj przyjechalam nie wobrazalam sobie BN bez zakupow w polskim sklepie. A dzisiaj coz - samo zycie! Zamiast kupowac syznke "niby polska" wole kupic kawlek miesa, doprawic tak jak chce i upiec tak jak chce - SMAKUJE WYSMIENICIE, i wszytkie tzw. "szzynki z Polski" mam - Wiesz gdzie:)

    Sledzie jednak musza byc- nawet nie ma o czym mowic. Kupuje, robie i sa przepyszne:)

    ReplyDelete
  24. Właśnie uświadomiłam sobie, że nigdy nie spędzałam Bożego Narodzenia poza domem i poza granicami naszego kraju. Zastanawiam się, czy wtedy przeżywa się je intensywniej, bo daleko do ziemi ojczystej? Czy bardziej tęskni się za tymi tradycjami i smakami z dzieciństwa? Tak w ogóle odczuwasz, że w Stanach to jest strasznie skomercjalizowane?

    ReplyDelete
  25. Ataner--> Ja tez pieke i robie swoje wlasne wedliny:)) Glownie dla tego, ze dla nas to wszystko jest za slone. Sledzie moge kupic w sklepie w mojej dzielnicy. Na Greenpoint pojechalam glownie po te uszka i barszczyk. A jak juz bylam to kupilam kawalek kielbasy takiej wiejskiej mocno wedzonej, kabanosy bo Wspanialy lubi, a tego akurat nie kupie nigdzie indziej no i ten funt szynki, na ktora jak znam zycie i tak bedziemy narzekac, ze za slona:) No ale jest funt da sie pewnie zjesc w 10 osob:))
    Masz racje, ze przez pierwsze kilka lat to polskie wyroby na swieta byly obowiazkowo:)) Przynajmniej tym sie swieto roznilo od innych dni, a teraz... przeszlo minelo;)

    ReplyDelete
  26. KO--> Nie wiem jak jest gdzies indziej w Stanach, ale w NYC polskie wyroby sa lepsze smakowo niz w Polsce:)) Tak twierdza ludzie, ktorzy przylatuja tutaj w odwiedziny.
    Przez piewsze kilka lat faktycznie w swieta tesknilam, to byl ten jeden dzien w roku kiedy brakowalo mi rodziny. Nic wiecej, ale rodziny tak. Natomiast, po tylu latach, to moja ojczyzna jest tutaj. Ja nie wyobrazam sobie zycia gdzies indziej:))
    Tradycja i smaki dziecinstwa?
    Ja nie jestem tradycjonalistka, wiec raczej tworze swoje wlasne tradycje niz podtrzymuje stare. Poza tym emigracja wzbogaca o tradycje nowego kraju, oczywiscie jak sie chce:) Ja akurat bardzo chetnie poznaje i poddaje sie nowosciom, wiec lubie. Od wielu lat moim najwazniejszym swietem jest juz nie BN, ale Thanksgiving.
    A smaki z dziecinstwa to chyba bez wzgledu na miejsce zamieszkania smakowaly lepiej, bo sa doprawione przez czas, ktory od tego dziecinstwa uplynal:))
    Komercja?
    A czy ona aby nie jest wszedzie?;)
    Ja mysle, ze duzo latwiej jest sie nie poddawac komercji tutaj niz w Polsce. Tutaj nikogo nie obchodzi jakie swieto obchodzi sasiad, albo czy myje okna z tej okazji;)) lub czy idzie do kosciola. Ja nie ulegam komercji i przychodzi mi to bardzo latwo, bo nie ma presji na to zeby sie pokazac, bo ktos skrytykuje, wytknie palcem.
    A przystrojone swiatecznie ulice i sklepy bardzo mi sie podobaja, tyle ze do nich nie wchodze;)) Przez caly listopad i grudzien nie robie juz zadnych zakupow poza jedzeniem.
    Obawiam sie, ze odczuwalabym komercje swiat bardziej w Polsce gdzie nie ma odskoczni do innej religii. Wszyscy tlumnie ida do tego samego kosciola i w BN cale zycie zamiera. Tutaj jest inaczej, bo na tyle wyznan, zawsze sa tacy dla ktorych BN akurat nie ma zadnego znaczenia i sa otwarte sklepy, restauracje, kina, teatry... wszystko. Kto swietuje to swietuje, ale cala reszta prowadzi normalne zycie. No i BN tutaj to tylko jeden dzien, podobnie jak Wielkanoc.

    ReplyDelete
  27. hahahha, mój nie pyta tylko kupuje i dlatego zazwyczaj więcej niż chcę;) A nie pyta, bym nie powiedziała 'nie':)

    ReplyDelete
  28. Star - masz racje co do komercji, pomyslalam sobie dzisiaj, że jak ktos narzeka na komercje, to znaczy, ze chyba nie potrafi jej zignorowac...W sumie to nasz wybor, czy pewne rzeczy robimy, czy nie. Komercja nie jest niczym narzuconym - wazne, co my z nia zrobimy...

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...