Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, January 30, 2012

Koszmar peknietej banki

Dotarlo dzis do mnie, ze ja tu w tym NYC zyje sobie jak pod kloszem, jak w jakiejs mydlanej bance marzen, z daleka od normalnego zycia.
Ja pierdykam przezylam szok!!!
Ale zaczne od poczatku.
W ubieglym tygodniu wracalismy ze Wspanialym z pracy, kiedy dotarlo do mnie, ze przeciez przynajmniej na czas tego buta, moge dojezdzac do pracy innym subwayem. Droga o tyle latwiejsza, ze wsiadam w autobus prawie pod samym domem, jade nim owszem trzy razy dluzej niz normalnie, ale wysiadam tuz przed stacja innego subwaya F i dojezdzam do pracy w tym samym czasie, bo F ma tylko 5 przystankow od tej stacji do mojej docelowej w porownaniu z 11 na linii N, ktora uzywam normalnie.
Dodatkowym plusem sa schody ruchome na stacji F przynajmniej tu w Queensie i tylko jeden odcinek ulicy do przejscia pieszo w porownaniu z czterema.
Normalnie doznalam olsnienia!!
Eureka:)
I tak juz w ubieglym tygodniu w piatek pojechalam nowa trasa i bardzo mi sie spodobalo. Wracalam co prawda stara trasa, bo mi sie zapomnialo.
Postanowilam wiec, ze dzis bede pamietac i droge w obie strony przemierze nowa trasa.
Na moje wlasne nieszczescie pamietalam.
Wyszlam z pracy tuz przed 18ta zupelnie nie myslac o tym, ze to jest godzina szczytu.
Ludzi na stacji duzo, ale mnie to jeszcze nie przerazilo, bo w sumie jezdzi przez te stacje cztery rozne linie, wiec nie przywiazywalam do tego wagi.
Stanelam grzecznie na peronie, podparlam sie laska i czekam.
Po ok. pieciu minutach pokazal sie pociag... eFka(!) ucieszylam sie!
Ale mina mi szybko zrzedla jak zobaczylam, ze w kazdym mijajacym mnie wagonie klebi sie dziki tlum.
Ki czort?
Ech pewnie dlugo nie bylo pociagu, a teraz beda dwa naraz pomyslalam i postanowilam przepuscic ten i poczekac na nastepny. Nastepny przyjechal znow po pieciu moze szesciu minutach ale zaladowany jak poprzedni. Moglam wyjsc z powrotem na gore, stracic oplate za przejazd, co w koncu tanie nie jest ale jednak bzdet, isc dodatkowy dosc dlugi kawalek ulica i jechac stara metoda czyli eNka.
Ale jak stanela mi przed oczami wizja pokonania schodow i tego kawalka ulicy to pomyslalam, ze te piec przystankow jakos dam rade.
Weszlam do wagonu, bylo tam tyle ludzi, ze normalnie ciemno.
Kurwa, co sie dzieje, czegos takiego nie widzialam od wielu lat!!
Miasto ewakuuja czy co?
Jakas mloda kobieta siedzaca tuz przy drzwiach zobaczyla moja laske i szybko oddala mi siedzenie. Ulokowalam sie i niech sie dzieje wola nieba.
Na nastepnym przystanku, nie mam pojecia czy ktos wysiadl, ale zdecydowanie dowalilo tlumu.
Przede mna stal facet, ktory widzial jak tamta babka oddala mi swoje miejsce siedzace, zerknal tez na mojego buta i usmiechem dal znak, ze jestem przy nim bezpieczna.
Fajnie, ale napor nowego tlumu przesunal faceta o pol kroku dalej i zostalam z lekka bez ochrony.
Chcialam te stope schowac za te zdrowa, ale ni cholery z tym buciorem sie nie moglam pomiescic, pozostalo mi zerkac co chwile znaczaco w dol i miec nadzieje, ze nikt mnie nie nadepnie.
Jak tak zerkalam to nowy facet, ktory pojawil sie w poblizu rowniez zerknal i powiedzial:
-- Ooo masz chora stope. Nie martw sie ja tu bede stal i nie pozwole zeby ktos Cie niechcacy nadepnal.
Podziekowalam i zapewnilam, ze ja "tylko nastepne trzy przystanki".
-- To dobrze, ja jade az do Jamaica wiec damy rade - zapewnil.
Ucieszylam sie chociaz z tym dawaniem rady nie bylo mi latwo, bo po manipulacjach z proba chowania buciora za zdrowa stopa nie zostalo mi za wiele miejsca.
Jakos dojechalam te trzy przystanki, pociag sie zatrzymal i facet, ktory wczesniej obiecywal opieke zapowiedzial, ze "wychodzi osoba z chora stopa, prosze dac miejsce".
Troche mi bylo glupio, ale tylko troche, bo zdawalam sobie sprawe, ze gdyby nie ta jego zapowiedz, to moglabym nie zdazyc wysiasc. Ktos nawet zastopowal drzwi zeby mi sie nie zamknely automatycznie przed nosem i dalam rade. Podziekowalam i poszlam.
Pozniej tylko autobus, a to juz bylo jak po masle w porownaniu z przygoda w pociagu.
I wlasnie w autobusie dotarlo do mnie, ze ja przez te cale 27 lat zycia tutaj zyje w jakims surrealistycznym swiecie. Przede wszystkim nie korzystam z komunikacji miejskiej w godzinach szczytu, a po drugie zawsze mieszkam w okolicy przystanku poczatkowego (lub koncowego, zalezy jak kto liczy) wiec zawsze mam miejsce siedzace przynajmniej w drodze do pracy.
Natomiast jak wracam z pracy to juz jest po godzinach szczytu i tez nie ma problemu z miejscami siedzacymi.
Oczywiscie juz nigdy nie pojade eFka do domu, piernicze, do pracy owszem, bo jade w czasie hejnalu wiec w pociagach sa luzy.
Ktos moze zapytac dlaczego eNka nie ma takiego tloku, a przeciez biore ja na stacji rownozednej czyli Time Square. A to proste, bo eNka zanim dojedzie do TS to juz jest w koncowce trasy, a eFka ciagle dopiero w polowie, bo ma dluzsza trase. I stad ten tlum.
Do dzis jak czasem slyszalam, ze ludzie narzekali na dojazdy subwayem do pracy to zupelnie nie mialam pojecia o czym oni mowia.
Kurwa w dupach sie poprzewracalo?
Jak im sie wygod zachciewa to prosze bardzo od wygod sa taksowki.
Teraz juz wiem.
Tak samo jak wiem, ze ja mam jednak ogromne szczescie, ze moge sobie pracowac kiedy chce, jak chce i dzieki temu unikam takich zwyklych trudnosci zycia codziennego.
Jakbym tak miala jezdzic codziennie to pewnie bym zwariowala.
A najlepszy byl Wspanialy, bo on wrocil pozniej ode mnie i opowiadalam mu te cala historie. Jak tylko doszlam do momentu, ze zdecydowalam sie jednak jechac w tym tloku to zapytal:
-- I co? Nikt Ci nie ustapil miejsca siedzacego?
-- A i owszem miejsce siedzace dostalam i to w trybie natychmiastowym, ale miejsce siedzace sluzy do posadzenia dupy, a ja mam problem nie z dupa, tylko ze stopa.
-- No tak, to prawda - przyznal mi racje;)

30 comments:

  1. Dzień dobry, ja tu pierwszy raz, ale od razu skomentuję... Nie wiem co masz ze stopą (pewnie doczytam się przeglądając starsze posty), ale mam nadzieję, że nie jest to external fixator (nie wiem jak to jest po polsku.. gwoździoramka?).. tak sobie myślę, że żyjesz w jeszcze jednej bańce - amerykańskim społeczeństwie. Wiem, że jest to temat rzeka, i w żaden sposób nie można uogólniać, ale z moich wątłych doświadczeń z amerykanami (byłam w us tylko raz i to na dosyć krótko) wynika, że naród to bardziej skory do pomocy i zwrócenia uwagi na osobę niepełnosprawną, niż w Europie. I nie mam na myśli Polski, gdzie w prawdzie co raz z tym lepiej, ale nadal nie ma raju, współczucia i zrozumienia, ale nawet bardziej cywilizowane społeczeństwa zachodu..

    Hm... a po przemyśleniu.. to chyba wszyscy żyjemy w bańkach. Lepiej ich nie przebijać, bo poza nimi tylko płacz i deprecha.. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. The Road, witaj:) Nie wiem co to gwozdzioramka (brrrr brzmi strasznie:)) ja mialam tylko opearacje stopy, a wiec moje zmagania sie sa chwilowe i przejsciowe. Za to bogate w doswiadczenia jak widac:)
      Banki lubie, bo fajnie sie w nich zyje:) I zawsze jak jedna peknie to sobie mozna "wystrugac" nowa:))

      Delete
  2. nie mam doświadczenia z pociągami czy metrem bo u mnie tylko busiki ale z ustępowaniem miejsca też nie ma problemu ,pomoc matce z wózkiem itp może dlatego że mała miescina i jakby młodzieniec nie pomógł to mamusia by sie dowiedziała no nie wiem generalnie z tym akurat nie jest źle
    a życie w bańce ? no cóż każdy ja ma ale zawsze się znajdzie taki co ma gorzej i taki co ma lepiej

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, z ustepowaniem miejsca bywalo tutaj roznie, albo moze ja nie zwracalam na to szczegolnej uwagi, a moze tylko nie bylam w przedziale wiekowym, ktoremu sie ustepuje:) Teraz jestem i bardzo mi sie to podoba:)))
      Ja mysle, ze ludzie maja wiecej empatii niz podejrzewamy, tylko trzeba im dac okazje do pokazania tej empatii w praktyce. Nie sadze, zebym miala tyle zaintersowania i pomocy gdybym nie maszerowala z laska. Buta malo kto widzi, bo i malo kto patrzy tak nisko;) Laske ludzie widza i reaguja pozytywnie, a ja sie tym ogromnie ciesze:))

      Delete
  3. Wiesz, dobrze,że o tym napisałaś, bo gdy mówię ,że nie tylko u nas jest tłok w komunikacji miejskiej w godzinach szczytu,że nie tylko u nas
    życie codzienne ma przeróżne mankamenty, to ludzie patrzą na mnie jak na idiotkę.Większość uważa,że wszystko co złe, niewygodne , uciążliwe jest tylko u nas, a w świecie to wszystko lepsze.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, tlok nie powienien nikogo dziwic, zwlaszcza a NYC, ktore bylo nie bylo ma powierzchnie tylko dwa razy wieksza od Warszawy, ale za to liczbe ludnosci czterokrotna, wiec chyba powinno to byc jasne.
      Mnie natomiast zaskoczyl fakt, ze doswiadczylam tego tloku po 27 latach zycia w tym miescie:))

      Delete
  4. Ha, ha, to zupełnie jak mój Osobisty, który się już wozi (no, i nas, przyznaję się bez bicia, z jakieś 15 lat) autem osobistem, i gdy korzysta ze środków masowego rażenia, zawsze jest pod wrażeniem ;))

    W tym momencie przypomniałam sobie, jak w ciążach jeździłam, marzyłam o tym, aby mój brzuch stał się niewidzialny... Albo minimalnych rozmiarów chociażby...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anulla, wozenie sie w NYC autem to bylby zupelnie poroniony pomysl, zwlaszcza z cena parkingow. Ja korzystam z transportu miejskiego przez te wszystkie lata i nigdy nie mialam powodow do narzekan, bo wlasnie korzystam poza godzinami szczytu, a to jak sie wczoraj przekonalam jest ogromna roznica.

      Delete
  5. hehehe, sprobuj szostki na Lexington Ave w godzinach szczytu to zobaczysz co to tlok. Kurcze, normalnie jak w Tokio, tyle ze na UES nie maja dopychaczy na peronach. A szkoda, bo by sie przydali. :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dwakoty, szostka jezdzilam przez kilka lat tylko, jakies 15-20 lat temu i to na krotkim odcinku, bo doslownie jeden przystanek (z 59ej na 51sza, albo z 59ej na 68a).
      Bylo to tak dawno temu, ze zupelnie zabylam:)))

      A widzisz, ja slyszalam z kolei ze komunikacja w Tokio jest tak idealna i glownie punktualna, ze znow do glowy mi nie przyszlo, ze moze byc tlok. A Ty jeszcze o dopychaczach piszesz. Kryste jak to dziala?
      Facet z peronu kolanem upycha ludzi?

      Delete
  6. Halo! Tu Polska południowa- nie ma tłoku, bo nie ma środków komunikacji publicznej :))) żartuję, jakieś resztki pozostały na lokalnych trasach, ale z Cieszyna (miasto powiatowe) do Katowic (miasto wojewódzkie) autobusów PKS- 0 pociągów PKP-0/ Za to jest świetna prywatna busowa linia, której busiki kursują co godzinę w świątek i piątek., Obsługa bardzo kulturalna i brak opóźnień. I to już jest, w naszym małym bałaganiku, EUROPA :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, zyjesz sobie jak widze u pana Boga za piecem:)) Na pewno ma to duzo uroku.

      Delete
    2. Rewizja- nie jak za piecem, tak cudownie to nie jest. Jak się dostaje od życia porządnie w d... to potem przybiera się maksymę"Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma" :) Ale tego "się" namnożyło? okropne :(

      Delete
    3. Jaskolko, maksyma cudnosci i zyje w/g niej juz od dawna:) Ale dodalam sobie swego czasu jeszcze jedna "jesli nie doceniasz tego co masz, to nie zaslugujesz na wiecej/lepiej" i tez sie sprawdza:))

      Delete
    4. Też cudna- pozwolisz, że sobie ją będę powtarzać. Pokory nigdy za dużo :)

      Delete
    5. Jaskolko, alez prosze bardzo czestuj sie:) Na zdrowie:))

      Delete
  7. Lepiej pozno nic wcale Star! hehehe A tak na powaznie, to chyba w kazdej metropolii to samo sie dzieje w srodkach komunikacji miejskiej w godzinach szczytu?? Tutaj przynajmniej jest tak samo, z tym, ze metro w Toronto jest naprawde kiepskie i ma tylko dwie glowne linie! Ja, na szczescie z niego nie musze korzystac, bo nie pracuje w downtown i jezdze samochodem;)Kilka razy bylam zmuszona jednak i faktycznie jest okropnie! Do tego - smierdzi!!!! Nie dalabym rady na codzien:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, chyba faktycznie jest to urok metropolii:)) Smrodu nie zidentyfikowalam, widocznie w wagonie nie bylo zadnego bezdomnego.

      Delete
  8. i to są tzw plusy dodatnie bycia na swoim :) ja w ten sposób omijam korki - a jak czasem się wsadzę w samochod w godzinach szczytu to myslę - mój bosz - co ja bym zrobiła jakby ktoś mi kazał być w pracy od 9 do 17-ej ...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, to prawda, ze jak czlowiek ma niezaleznosc decydowania pod tym wzgledem to czuje sie zupelnie wolny:))

      Delete
  9. Oj Stardust jak przeczytałam, to Ci pozazdrościłam tej bańki mydlanej, ale wcale nie dlatego, że jeździsz poza godzinami szczytu, tylko dlatego, że ludzie jacyś inni w tym NYC. W poczciwej Warszawie jako studentka jeździłam komunikacją publiczną z poparzoną stopą. Bolało jak stado diabłów, a jeździć musiałam bo sesja. Bandaża tonę widać było z daleka. Wsiadałam blisko pętli, sadzałam zadek i co? I pazurami musiałam się tego miejsca trzymać, bo każda, ale to każda emerytka rzucała się na mnie z pogadanką o niewychowanej młodzieży, a co bardziej dziarskie to chętne były mnie siłą wysadzać, albo siaty na mnie kłaść.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Elffaran, nie wiem od czego to zalezy, ze mnie ustepuja miejsca:)) Mam w 95% pogodna gebe, nie jestem jeszcze az tak stara, mysle ze to jednak ta laska. Chociaz 10 lat temu moja kolezanka miala noge po wypadku, poruszala sie o kulach i mowila, ze czesto musi na tych kulach wisiec, bo nikt jej miejsca nie ustapi.
      Tutejsze babcie nie napieraja:)) Raczej stoja grzecznie a jak im ktos ustapi miejsca to sa bardzo mile i dziekuja. Ale tez dopiero od jakiegos czasu slysze w subwayach komunikaty nawolujace do oddania miejsca siedzacego osobom starszym, to troche nowy zwyczaj. I co raz czesciej widze, jak ktos mlody wstaje i oddaje swoje miejsce.

      Delete
  10. Sprobuj 7 w godzinach szczytu. Jak nie dostaniesz paznokciem to bedziesz szczesciara. Ja sie juz przyzwyczailam do metra i powiem Ci, ze mialas szczescie, ze ustapiono Ci miejsca, bo to jest naprawde rzadkosc. Po przyjezdzie z Polski to byl jeden z najwiekszych szokow dla mnie: nikt nikomu miejsc nie ustepuje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Evita, korzystam z metra przez 27 lat, wiec sie chyba tez przyzwyczailam, ale do takiego o mojej porze:)) I faktycznie te 27 lat temu tez byla zaszokowana, ze nikt nikomu nie ustepuje miejsca, teraz przyznaje, ze widze jak ktos ustepuje co najmniej raz dziennie, czy to w metrze czy w autobusie, widze to co raz czesciej. Przez te siedem razy, ktore do tej pory pojechalam do pracy zawsze mialam miejsce siedace. W drodze do pracy, bo jak pisalam zaczynam podroz ze stacji poczatkowej, wiec to normlane, a w drodze powrotnej zawsze mi ktos ustapil. A nawet w ubieglym tygodniu wracalam ze Wspanialym i dwoch mlodych ludzi dalo nam swoje miejsca zebysmy mogli siedziec razem. Wspanialy sie troche krygowal, ze on nie musi bo siedzi caly dzien i jest bardzo wdzieczny ze ja dostalam miejsce, ale jak wstali tak juz nie usiedli.
      A 7 w godzinach szczytu nie bede probowac, tak samo jak nie bede probowac zadnych innych w godzinach szczytu:) Pamietaj ja mam chwilowo chora stope ale jeszcze nie glowe:)))

      Delete
  11. Wreszcie też mniej tłoczno na Twoim blogu i dlatego piszę, bo przedtem nie chciało mi się przeciskać przez tłum ,często zacietrzewionych, dyskutantów. Generalnie nienawidzę tłoku, a szczególnie i dodatkowo jako jednostka " nisko zawieszona "( zdarzało mi się przeżywać takie sytuacje w komunikacji miejskiej i bardziej w dużej Łodzi niż w moim mieście, w tzw.godzinach szczytu - zgroza!) Ponieważ zasadniczo nie lubię wszelkiej generalizacji i porównywania miejsc i ludzi - tu lepiej, tu gorzej, bo nie w każdej chwili i każdy z nas napotyka po drodze te same sytuacje i osoby. Z życia poznajemy tylko fragmenty, nie sposób ogarnąć całości, znamy to , czego doświadczamy. Bardzo słuszne to Twoje posłużenie się przykładem bańki, w której wnętrzu unosimy się...i czasem okoliczności wystawiają nas na zewnątrz - a tam jest RÓŻNIE W ZALEŻNOŚCI OD DANEGO MOMENTU ...od przypadku, nie zawsze tak samo...( zadumałam się ). Dobrych efektów w kuracji STOPY!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kwoko, no bo tak to jest:) Zbulwersuje czlowieka sytuacja, a tu natychmiast zaczyna sie burza nie nad sytuacja tylko miejscem. Ech... smiej sie pan z tego! To chyba najlepsza dewiza.
      Do tloku na ulicach jestem przyzwyczajona, bo tu jest zawsze i wszedzie tlok i w sumie pewnie ten tlok w pociagu tez by mi nie przeszkadzal, gdyby nie stopa.
      A ja sie po prostu boje, ze ktos mi na te stope niechcacy stanie:)) Wiec staram sie okopac;)

      Delete
  12. nie gniewaj sie, ale czytajac sie zypytowwuje w imie czego i kogo chcesz udowwodnic, ze potrafisz i ze podolasz, takze po najmniejszej linii oporu, i jeszcze raz przepraszam, ale mozna byc takze mistrzem swiata we wszystkim korzystajac z tego co sprawia najmniej problemow! :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marga, nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi? Potrafie, co? Chodzic? Tak potrafie chodzic i to od wielu wielu lat:))
      Udowodnic? Nie wiem co, masz na mysli, ale ja chyba juz jestem za duza na udowadnianie..
      Czy mozesz jasniej? :)

      Delete
  13. Od dawna podwożę się sama. Bardziej z konieczności niż dla wygody. jak sie mieszka na zadupiu i ma dwoje dzieci to mus autem włąsnym zapierniczać;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolzo, mieszkanie poza miastem i manie dzieciow to juz zupelnie insza inszosc:) Wspanialy poniewaz mieszkal w NJ i ZAWSZE dojezdzal do pracy samochodem tez na poczatku myslal, ze to sie da. Dalo sie przez pierwsze pol roku, a potem sie przesiadl na transport masowy. Zajmuje mu to dokladnie tyle samo czasu, czasem 10 min plus lub minus, ale to jest czas spedzony bez nerwow za kolkiem. Na szczescie w NYC mozna zyc bez samochodu.

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...