Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, January 28, 2012

Kowal zawinil, Cygana powiesili

Notka na temat artykulu w Wysokich Obcasach wywolala burze komentarzy, a co za tym idzie nasuwaja mi sie rozne refleksje i naszla mnie ochota, zeby je zapisac.
Nie zdziwila mnie ilosc komentarzy, bo wiadomo, ze jak sie wlozy palec w ognisko, to jest goraco wiec zdawalam sobie z tego sprawe, a juz szczegolnie jest goraco w polskim ognisku.
Najbardziej mnie zdziwilo, ze ludzie obrazaja sie na mnie, bo to ja opisalam, skrytykowalam polska sluzbe zdrowia. Nikt nie zwrocil uwagi na fakt, ze ja nic nie opisalam, ja tylko napisalam, ze mnie zatkalo jak przeczytalam artykul w WO, ktory tak naprawde jest listem do redakcji napisanym przez kobiete, ktora tych wszystkich rzeczy doswiadczyla na wlasnej skorze.
Ja tylko artykul przeczytalam i polecilam zaznaczajac, ze mnie zatkalo...
Nic wiecej, ani slowa krytyki na temat polskiej sluzby zdrowia... no tak znow uzylam slowo sluzba;/ Tym razem jesli mi sie dostanie to chociaz slusznie;))
Nawet odpowiadajac na komentarze czytelnikow nie napisalam slowa krtytyki na temat... hm..  moze "opieki" zdrowotnej w Polsce (czy opieka jest odpowiednim slowem? nie wiem, pewnie sie dowiem;))  Nie napisalam bo nie mam doswiadczen, wiec jak moglabym napisac, ja tylko caly czas prowadzilam konwersacje pod katem czlowieczenstwa, czyli owszem jest krytyka na temat niskiej zawartosci czlowieka w czlowieku, ale nic na temat krytyki doktorow, szpitali itp.
Mam wrazenie, ze do tej pory to oberwalo mi sie na zasadzie "Kowal zawinil, Cygana powiesili"... a przeciez lepiej byloby znalezc autorke tego nieszczesnego listu do redakcji i powiedzmy dla przykladu ukamienowac za szkalowanie polskiego ogrodka.
Moze ukamienowanie jest kara zbyt drastyczna, moze znow przesadzam (przyznaje sie mam sklonnosci) ale jakas kara powinna za to byc, a gdyby jeszcze nalozyc odpowiednia kare na redakcje poszczegolnych mediow za drukowanie takich paszkwili to pewnie sprawa bylaby rozwiazana raz i po wsze czasy.
Nie dziwi mnie juz, ze sie ludzie obrazaja, bo przez te niecale cztery lata od kiedy prowadze bloga obrazilo sie na mnie juz tyle osob, ze nie jestem w stanie zliczyc.
Niech im bedzie na zdrowie.
Ja sama nie mam zwyczaju sie obrazac, bo to moim zdaniem niczemu nie sluzy.
I tak nie obrazam sie na wspomniane w komentarzach koce, ktore to 30 lat temu Urban chcial wysylac do Ameryki dla bezdomnych, bo uwazam, ze szkoda tylko, ze nikt jednak nie zorganizowal tej zbiorki kocow i ich nie przyslal. Mam cicha nadzieje, ze owczesny rzad amerykanski przyjaby je na zasadzie "kocow ci u nas dostatek, ale i te przyjmiemy", bo bezdomnych tez mamy dostatek, a kazdemu nalezy sie koc jak psu buda.
Nie mam problemu z krytyka, nie obrazam sie na "glupi Amerykanie" bo wiem, ze jest duzo glupich w tym kraju i byc moze ktos tak piszacy nie mial okazji poznac madrych. A ze madrzy istnieja tez nie mam watpliwosci, bo w koncu o tym swiadczy ciagle wysoka pozycja Ameryki w swiecie.
O glupocie i bezmyslnosci sama pisalam w notce pt. Latarka , bo lubie sie smiac z tego co jest smieszne nawet jesli to dotyczy mnie samej, w koncu smiech to zdrowie i kazda okazja do smiechu jest okazja do poprawienia sobie zdrowia w sposob naturalny i latwo dostepny, czyli moim  zdaniem lepszy niz lykanie koralikow.
Tak samo nie obrazam sie o "tlustych Amerykanow", bo wiem, ze sama jestem tlusta, a przeciez jestem Amerykanka. Upsss... jestem tez Polka... hmm ale ta Polka we mnie to jest szczuplutka, zadbana, madra i w ogole ideal godny nasladowania.. szkoda tylko, ze jej nie widac:))
Widoczna jest niestety tylko tlusta, glupia Amerykanka:))
Wracajac do latarki, ktora to opowiescia karmie od lat Amerykanow, to jeszcze nikt sie nie obrazil, ani nie powiedzial mi, ze to ja jestem "glupia Polka", ktora sie uparla, ze kawalek sprzetu codziennego uzytku jest oznaka jej madrosci i przynaleznosci do "narodow o wyzszym ilorazie inteligencji".
A przeciez taka wlasnie jest prawda, cala ta historia opisana w Latarce swiadczy o mojej glupocie:))
Cos mi sie wydaje, ze opowiadajac te historie przyczyniam sie do ilosci kawalow o Polakach.
No coz, nie powiesze sie z tego powodu, kawaly o Polakach, tak jak wszystkie kawaly o  roznych narodach, nacjach i sracjach sa po prostu smieszne.
Jest taki blog Polish Housewife, autorstwa Lois, Amerykanki zamieszkujacej tymczasowo w Poznaniu. Lois jest pieknym przykladem jak mozna sie przystosowac do zycia w nowym kraju, jak mozna z siebie dac co mozliwe, aby to zycie w nowych, do tej pory nieznanych warunkach bylo przyjemne dla obu stron.
I tak wlasnie powinni zachowywac sie expaci, nie wazne, czy na stale, czy tymczasowi. Lois zachwyca sie polska kultura, polskim krajobrazem, polska tradycja a kuchnia nawet do tego stopnia, ze na jej innym blogu o tematyce kucharskiej sa polskie przepisy i nawet przepis na rogale marcinskie.
Nie wiem, czy to dobry przyklad, w koncu Lois jest jednak Amerykanka;))
Ale co tam, jade dalej.
Wszystkim ktorzy odwiedzaja tego bloga podoba sie jak Lois ladnie pisze o Polsce, kraju, w ktorym przyszlo jej mieszkac tylko na jakis czas. Natomiast ci sami czytelnicy oburzaja sie jesli ktos jak ja imigrantka od prawie 30 lat pisze ladnie i pozytywnie na temat kraju, ktory wybrala na stale.
Dziwne to wszystko...
Przypomniala mi sie sytuacja, a nawet kilka z naszej podrozy do Polski.
Kazdy kto kiedykolwiek mial okazje spedzic wiecej niz pol godziny w towarzystwie Wspanialego, wie jaki to jest latwy w obsudze egzemplarz, zawsze zadowolony, nigdy na nic nie narzekajacy i pozytywnie nastawiony do swiata. Przed podroza Wspanialy ambitnie nauczyl sie kilka grzecznosciowych zwrotow, moze niekoniecznie potrafil wymowic "przepraszam" ale potrafil to slowo wylowic z innych i znal znaczenie, natomiast ladnie mowil "dzienkui" i "prosi" w znaczeniu "prosze".
I tak bylismy w Zaczarowanej dorozce w Toruniu, siedzimy przy stoliku, czekamy na nasze zamowienie, przychodzi kelnerka, podala nam dania ale okazalo sie, ze Wspanialy nie ma widelca, wiec ja poprosilam o widelec, w koncu nie musze wyjasniac, ze moj maz po polsku niegramotny.
Kelnerka przeprosila i za chwile pokazala sie z widelcem na co Wspanialy wydukal swoje "dzienkui" i dodal usmiech. Kobieta stanela jak wryta.
Innym razem jechalismy autobusem i ktos przepychajac sie do kasownika popchnal Wspanialego, ktory nie mial pojecia po kiego licha ten osobnik na niego napiera. Oczywiscie napierajacy nie uznal za stosowne powiedziec "przepraszam" ale Wspanialy w sposob zupelnie naturalny odwrocil sie, spojrzal na osobnika, ktory przed chwila robil mu dziure w plecach lokciem i znow poslal usmiech.
Facet zupelnie zbaranial.
Po kilku takich usmiechach, ktore w roznych sytuacjach zmrozily krew w zylach osob, ktorym zostaly przeslane Wspanialy zapytal mnie dlaczego ludzie tak reaguja, czy on robi cos zlego.
-- Oczywiscie, ze robisz cos zlego, usmiechasz sie. Jak Cie ktos popchnal to powinienes mu przypierdolic albo chociaz na niego naklac, a Ty sie zachowujesz jak oszolom.
-- Ale ja to robie na znak, ze nic sie nie stalo, drobiazg...
-- Ale ten czlowiek Cie nie zna - rzucilam krotko.
-- No i co z tego?
-- A to, ze tutaj sie nie usmiecha do ludzi, ktorych sie nie zna. Pojal?
Nie bardzo pojal, ale przyjal do wiadomosci, ze usmiech to zlo.
Ja tez jestem tym zaszokowana przez pierwsze kilka dni bytowania w Polsce, ale przestawiam sie szybciej, bo zajmuje mi to tylko dwa, trzy usmiechy i juz jestem sprowadzona na ziemie, przyjmuje zbolaly wyraz twarzy i tak trwam przez reszte pobytu.
Na szczescie mozna sie usmiechac, a nawet smiac w gronie ludzi, ktorych znamy.
Nic wiec dziwnego, ze tak odebrana zostala moja notka Zatkalo mnie.
Coz, to moj blog i bede sobie w nim pisac co mi przyjdzie do glowy, a jak komus to bardzo przeszkadza, to juz naprawde nie moj problem. Ja wiem, ze zycie jest latwiejsze i swiat piekniejszy jak czlowiek wyluzuje i zacznie sie smiac, glownie z samego siebie, ale nie zmuszam.

113 comments:

  1. Chcialabym to tak ladnie napisac jak Ty, ale podpisuje sie pod tym 100%. Nie czytalam 132 komentarzy ani artykulu, ale wiem ze patriotyzm polski ( jak wiele innych polskich cech) charakteryzuje sie olbrzymia energia, ktora idzie w rure. Globalnym oburzeniem. Bialym albo czarnym. Polska i reszta swiata. Mieszanka kompleksow wyzszosci i nizszosci. Tzn, protesty, slowa, emocje - zamiast zastanowic sie , OK co mozna z ta sytuacja zrobic, jesli mi sie nie podoba. Czego moge sie z tej sytuacji nauczyc? Jesli mnie to poruszylo, to dlaczego.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Robin, bo niestety najlatwiej jest sie obrazic, a jeszcze jak sie uda dodatkowo zaatakowac, to juz jest HURRA!!
      Latwo rowniez jest sie uwazac za pepek swiata, tylko szkoda, ze to jest samoocena, ktora nie ma potwierdzenia na zewnatrz.
      A jak juz nie ma wyjscia to jest zawsze zwalanie albo na komune, albo na rozbiory, deszcz, wiatr, polozenie geopolityczne, slowem wszystko czego sie nie da zmienic.
      Zamiast wykorzystac te energie w pozytywny sposob, to latwiej narzekac i sie obrazac.
      Nie pojmuje tego.

      Delete
    2. Amen. Wydaje mi sie ze jest to jakas wyuczona przez lata totalitarnego systemu bezsilnosc podpedzona osobliwym polskim ( tez troche totalitarnym) wydaniem rzymsko-katolickiej religii, ktora (smiem zaryzkowac stwierdzenie) odcina Polakow od prawdziwej duchowosci, etyki,i samorefleksji. Az sie boje tego tutakj napisac, aby nie narazic sie na 132 komentarzy na TWOIM blogu. Ja sie przyznaje ze musialam bardzo duzo pracy wlozyc aby zmienic pewne schematy myslowe.

      Delete
    3. Robin, na temat religii nie chce sie wypowiadac, bo ja akurat zupelnie odcielam sie od wszelkich religii, dodatkowo religia to sprawa bardzo intymna. Ale na pewno ma wplyw na ksztaltowanie pogladow, co do tego nie mam watpliwosci.

      Ja generalnie uwazam, ze czlowiek w ciagu swojego zycia powinien sie zmieniac, weryfikowac pewne poglady, odrzucac to co zostalo mu wpojone w mlodosci czy nawet dziecinstwie, a na dojrzalszym etapie zycia jest bezuzyteczne. No slowem ewolucja:)

      Moze nam bylo i jest latwiej, bo wyjechalysmy i sila rzeczy nasze dotychczasowe zycie i swiatopoglad musialy ulec weryfikacji. Nie wiem, pewnie jest to jakis wazny czynnik, ale tez od czasow naszego wyjazdu Polska przystapila do UE, swiat stanal otworem, jest internet, ktory tez mozna wykorzystac.
      Jak sie chce, to chyba mozna sie zmienic?

      Wlasnie po ostatnim pobycie w Polsce, kiedy rozmawialismy na temat wrazen, szczegolnie Wspanialego, w pewnym momencie powiedzialam "czy myslisz, ze jak bym nie wyjechala, to tez bylabym taka jak wiekszosc ludzi w PL?" Na co oczywiscie on odpowiedzial "nie bylabys taka, bo Ty jestes zupelnie inna, masz wrodzona ciekawosc swiata i umiejetnosc przystosowania".
      No tak mila, ugrzeczniona odpowiedz;)
      A ja przyznam, ze mnie to bardzo czesto nurtuje...

      Delete
  2. Stardust,KOCHAM CIEBIE!!!!!!
    Lepiej juz nie da sie wyjasnic roznic kulturowych(zeby nie powiedziec kulturalnych:)))

    ReplyDelete
  3. Ostracyzm i mnie za to samo spotyka - wystarczy, ze powiem, ze system opieki zdrowotnej w UK jest na wyzszym poziomie niz w Polsce.
    Nic nie poradze, ze jest - chocby z powodu wielu lat wkladania w niego funduszy o jakich NFZ moze tylko pomarzyc. Sa dostepne statystyki swiatowe, mozna zobaczyc, gdzie jest Polska w nich.
    Falszywie pojety patriotyzm kaze krzyczec, ze nie i ze u was to bija Murzynow;)

    Jeszcze mi sie podobalo, ze poszlam sobie, bo sie obrazilam :)
    Podobnie jak Ty, nie widze sensu w obrazaniu sie - poszlam sobie, bo mi poziom i kierunek dyskusji przestal odpowiadac po prostu.
    Ale podziwiam, ze ktos wie lepiej, co mysle i jakie ma motywacje - jasnowidztwo normalnie!

    W kazdym razie - kolejny raz mialam dowod, ze nie ma sensu brac udzialu w takich dyskusjach i wiecej nie bede, szkoda czasu i tyle.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czarownico, ja Cie znam juz na tyle i chyba nawet tak dlugo, ze wiem, ze sie nie obrazilas:)
      U nas bija Murzynow, ale nie nazywaja ich Murzynami, co akurat jest najwieksza obelga dla czarnoskorych:))

      Poruszylas teraz bardzo moim zdaniem wazny aspekt tego wszystkiego, a mianowicie PATRIOTYZM.
      Nie uznaje slepego patriotyzmu, bo to jest wrecz glupota na szkode ojczyzny. Moim zdaniem patriotyzm powinien przejawiac sie w konstruktywnej krytyce, a co za tym idzie praca na rzecz pozytywnych zmian.

      A w ogole to prosze mi nie mowic, ze nie bedziesz brala udzialu w tematach konfliktowych, bo ja bardzo lubie z Toba dyskutowac:) NO!

      Delete
    2. Nie no, z Toba bede dyskutowac, moge sie nawet klocic jak potrzeba ;)

      Dziwne to Twoje podejscie do patriotyzmu i slaba wiara Twoja, corko - znawca tematu czyli Antoni M. z-twarzy-podobny-do-Dzierzynskiego moglby sporo Cie nauczyc.
      Jak w zeszlym roku przeczolgal naszego męczesterskiego konsula przed komisja sprawozdawcza (byl oburzony, ze w Męczesterze nie ma marszow w miesięcznice, albo chociaz polskich mszy, a byla tylko jedna rocznicowa) i nakazal wzmozenie dzialan w celu upatriotycznienia Polonii, to chlopaki z konsulatu od razu poniali aluzju i szkola na wycieczke w miejsce pamieci pojechala. Ale nie jestem pewna czy Antoni z-twarzy... im to zaliczy, to nadal nie miesięcznice.

      Delete
    3. Czarownico, zawsze wiedzialam (przynajmniej mialam mowione) ze mam wypaczone poglady:)))
      A pana Antoniego to mam zdjecie jak sie opychal paczkami w podziemiach polskiego kociola w czasie pobytu w Chicago. Byl tam z pania, ktora wyglada jak pan i nazywa sie na F. :))
      A zdjecie dostalam od blogowiczki z Chicago.
      W NYC tez ponoc byl na Greenpoincie, a ja wredota nie poszlam na spotkanie;))
      Miesiecznic tez nie obchodze, ale nie moge, bo juz nawet miesiaczki nie posiadam:)))

      Delete
  4. mnie sie nawet nie chcialo zagladac po zostawieniu komentarza, w ktorym tez tylko wyrazilam moja opinie na temat indolenctwa redackji, ktora zamieszcza takie bzdury, bo wiedzialam, ze bedzie jatka :)))
    mnie jednak urazilo na pewnym blogu nazywanie ludzi z kraju w ktorym mieszkam "szwabami", nie zycze sobie, a juz tym bardziej od kogos, kto jest gorszym szwabem, od rzeczonych :)))

    ludziom ciezko zrozumiec roznice kulturowe, wiec w zamian atakuja, a juz kochani rodacy sa w tym mistrzami swiata :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Margo, czyli jednak mam racje? Kamienowac za takie artykuly i wtedy wszystko bedzie dobrze? nie szkodzi, ze zmiecione pod dywan, ale zgodnie z mentalnoscia Dulskich na wierzchu bedzie ladnie:)))
      Jednak z komentarzy osob zamieszkujacych w Polsce okazalo sie, ze jest to czesto powtarzajacy sie przypadek.

      Co do "szwabow" to tez mi sie bardzo nie podoba taka bigoteria, moim zdaniem swiadczy tylko o wlasnych kompleksach.
      Przyznaje, ze ja nie lubie jezyka niemieckiego, po prostu nie lubie jego dzwieku, jego ostrosci brzmienia... ale lubie niemieckie piosenki:))) Jakos w polaczeniu z melodia moje ucho (naprawde nie mam sluchu) odbiera to w sposob przyjemny:)
      Natomiast nigdy nie zapomne jak w Kosciele Mariackim w Gdansku (wiele lat temu) ucieklam na wieze kosciola tylko dlatego, ze weszla niemiecka wycieczka i mnie bolaly uszy:))

      Delete
    2. to byla na bank wycieczka z dedeerow, od saksonskiego dialektu mozna nie tylko ogluchnac, ale i umrzec :)))

      http://www.youtube.com/watch?v=PHOA_XtENW8

      kliknij sobie, ja tak dokladnie slysze amerykanow ;)))

      Delete
    3. Margo, dobre, ale to mi akurat brzmi na albo brytyjski, albo irlandzki akcent. Na pewno nie jest to amerykanskie wydanie angielskiego:)

      Tamta wycieczka, to bylo w czasach kiedy ja jeszcze nie mialam okazji slyszec obcego jezyka w wydaniu duzej grupy ludzi, a to poteguje wrazenie.

      Teraz jak sie juz obylam z jezykami swiata, bo slysze na codzien roznosci to wiem, ze kazdy jezyk, ktorego nie rozumiemy brzmi dziwnie:)) Polski jest brzeczacy:))

      Delete
    4. Ten wokalista urodzil sie w Kent i skonczyl prywatna boarding school, kiedy mowi normalnie, to pewnie ma posh southern British accent ;)

      Delete
    5. Czarownico, a wiesz, ze ja mam czasem problem ze zrozumieniem brytyjskiego akcentu:)) Tzn. rozumiem, ale np. ogladamy czesto brytyjskie komedie, bo oboje lubimy ten sarkastyczny humor i jak jest jakas wartka konwersacja to owszem rozumiem, ale gubie sie w pojedynczych slowach;)

      Delete
    6. Brytyjskie już niezle łapię, a że mieszkamy na północy Anglii to dzięki tym wszystkim "luv" na love, "bot na but, itp. niestraszny mi nawet geordie czy szkocki. A BBC to jak balsam ;)
      Za to teksanski... Matko...

      Delete
    7. Czarownico, teksanski:))) To bylo w pierwszych latach mojego pobytu tutaj, jak do pracy przyjeli faceta z Teksasu. Ile ja sie napocilam zeby go zrozumiec:))
      W ogole poludniowy akcent to dla mnie tragedia, jak slysze to "jolll" to mi sie cos robi, takie rozwleczone.
      Ale co tam szukac daleko, ja mialam kupe smiechu z wlasnym tesciem, ktory mieszka w tym samym stanie i juz sa roznice. Pierwszy raz jak ojciec byl u nas i zapytalam go czy cos chce, a on na to "yeah can I have a pop please" Ja pierdykam, co to jest POP??
      Poszlam do kuchni i pytam Wspanialego, a on na to "a pop to jest soda". Teraz sie smiejemy oboje z Tesciem z tego i jak on przyjezdza, to ja juz znam te wszystkie Buffalowe slowka;)

      Delete
    8. Sprobuj tego, piekny geordie (aha, to dialekt, nie tylko akcent, wiec same slowa tez moga byc inne, nie tylko akcent):
      http://youtu.be/AhHLmhchLrU
      Jak mi dziecko po 4 latach studiow w Njucosle tak zacznie mowic, to sie powiesze ;)

      Delete
    9. O ja piorkuje!!! Gdybym nie wiedziala, ze to ma byc angielski to bym w zyciu nie rozpoznala:)) Wylapalam tylko pojedyncze slowa:)) Ale pozniej poslucham jeszcze raz, moze mi sie uda wiecej.

      Delete
  5. Zgadzam sie w zupelnosci. Nie wiem czemu tak jest, ze tak trudno jest Polakom przyjac slowa krytyki od kogokolwiek, a zwlaszcza od kogos z zewnatrz. Bo jako ze w Polsce nie mieszkamy juz na stale, jestesmy traktowani jak ludzie z zewnatrz, ktorzy nie maja pojecia o tym co sie dzieje i jak sie sprawy maja i tylko krytykuja wszystko co polskie a pod niebiosa wychwalaja swoje obecne i juz stale kraje zamieszkania. Problem w tym, ze jak sie nie zauwaza wad i problemow to nie ma szans zeby cos zmienic na lepsze.

    Jak bylismy w Polsce kilka lat temu, to stalismy na przystanku i razem z kilkoma innymi osobami czekalismy na autobus. O czyms tam rozmawialismy i oboje bylismy rozbawieni i sie glosno smialismy, co sprowokowalo oburzone spojrzenia ze strony innych oczekujacych. Jak to tak mozna byc zadowolonym z zycia i publicznie swoja wesolosc okazywac... Smutne to i mam nadzieje ze jednak kiedys sie zmieni podejscie do zycia Polakow i zwiekszy dystans do samych siebie, bo to jednak bardzo pomaga.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kobieto;) tez tego nie pojmuje. Moim zdaniem fakt, ze nie mieszkamy w Polsce daje nam inna perspektywe widzenia i przy szczerych checiach mozna to wykorzystac w sposob pozytywny. Ale nie wiem, moze to za duzo pracy?

      Akurat tak sie sklada, ze tak Wy jak i ja mieszkamy w krajach wielokulturowych i chyba weszlo nam w krew, ze jak czlowiek chce to moze sie zawsze czegos nauczyc.
      Nie mozna sie niczego nauczyc od kogos kto jest dokladnie taki sam i zyje tak samo jak my. Niestety najwiecej mozna sie nauczyc od tych, od ktorych sie roznimy.

      Delete
  6. Ja tam w pl ide pod prad, jak Wspanialy. Usmiecham sie do ludzi, nawet do pana kierowcy, ktory na uprzejma prosbe o bilet rzuca: "w automacie se mozna kupic", nawet do tej pani, ktora prawie wskoczyla mi na plecy i wypchnela z autobusu razem z walizka itp., mowie dzien dobry w sklepie oraz dziekuje i do widzenia na lotnisku...Takam nieokielznana ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Beatta, ja nie mam sily isc pod prad;) Moze dlatego, ze tak rzadko jezdze, wiec wiem, ze to moje usmiechanie sie i grzecznosc nic nie zmieni. Po prostu mam dosc i odliczam dni do powrotu do siebie.

      Chociaz oczywiscie zawsze mam na ustach "prosze, przepraszam, dziekuje", bo inaczej juz nie potrafie.
      Mam wrazenie, ze nawet takie przypadki jak Ty i Wspanialy to tez sa skazane na kleske, bo to sa sporadyczne przypadki.
      Tu chyba przydalaby sie jakas akcja bardziej masowa.

      Wczoraj poczynilam pewne obserwacje tutaj wsrod miejscowych. Chodzenie w tym bucie nawet z laska jest upierdliwe i jak mam do pokonania kilka ulic to robie sobie przystanki na rozprostowanie stawow biodrowych.
      I wlasnie wczoraj zauwazylam, ze ile razy przystanelam doslownie na 20-30 sekund to zawsze ktos sie do mnie odezwal. Zwykle takie "take it easy" czy "are you OK?" albo chociaz zwykly usmiech.
      No chce sie zyc w takiej atmosferze:)

      Delete
    2. Zmieni, Star, kazdy jeden usmiech cos zmienia. Tez mam banana na ryju, nawet jesli pierwszy zonk to skwaszony pan od paszportow na lotnisku o 2 w nocy :)

      Nadzieja jest w tym, ze spora czesc mlodych ludzi, ktorzy wyjechali do Europy tylko za chlebem, wrocila, a troche jeszcze wroci. Mieszkajac gdzies przez kilka lat, lapie sie duzo tych dobrych zachowan, od usmiechu poczynajac, poprzez sortowanie smieci i uczciwe placenie podatkow, na pracy charytatywnej konczac. I oni beda od spodu rozsadzac ten beton na wierzchu, te skorupe.
      A przynajniej mozemy miec taka nadzieje :)

      Delete
    3. Czarownico, jest duzo zdrowego sensu w tym co piszesz i daj buk zebys miala racje:)
      Napisalam nizej, w odpowiedzi dla Zakurzonej, jak usmiechem sprowadzilam nieszczescie na rodzine brata:)) Wiec wiesz, bywam ostrozna;)

      Delete
  7. Star .... to juz taki dziwny fenomen z pojmowaniem "dumy narodowej" przez naszych rodakow.
    Sami moga krytykowac wszystko i wszystkich, ale nie daj Bog aby ktos udarzyl w cos co polskie nawet jak jest to najgorsze.
    Sama przezylam juz kilka wojen polsko-polskich np. na temat: prowadzenia samochodu po kielichu i nie tylko, przemytu papierosow i alkoholu, lapownictwa w "sluzbie zdrowia" ..... itd, itd.
    Potrzeba jeszcze wiele, wiele lat aby zmienic mentalnosc i nauczyc ludzi demokracji i trzezwego spojrzenia na swiat.
    Trzymaj sie i pamietaj, ze nie jestes sama!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ina, no przykre to, ale tak jest.
      A juz prowadzenie samochodu po kielichu, przemyt roznych rzeczy to nie sa postrzegane jako przestepstwo, tylko wrecz przeciwnie zaradnosc.
      Tez mam nadzieje, ze to sie kiedys zmnieni, mimo, ze nie mam zludzen do faktu, ze ja juz tego nie dozyje:))

      Delete
  8. Dziewczyny. Nie wiem, co powiedzieć. Wstydzić się za resztę Polaków w Polsce i na świecie, czy...? Wierzcie mi, ale pewnie to wiecie, że nie wszyscy tu w kraju tacy jesteśmy. To, że Star dostało się "w zamian" nie dziwi mnie tak bardzo, bo jest na portalach mnóstwo ludzi szukających ofiary do bicia. Włażą i najczęściej tłuką bez opamiętanie gospodarza i komentujących. Dziwi mnie niezmiennie coś innego- ludzie często komentują, udają, że wiedza, że byli, że znają się, a tak naprawdę "w d... byli... g....widzieli "(przepraszam) :)tez odebrałam post Star jako zastanawianie się nad człowieczeństwem, zwłaszcza w kontekstach, gdzie powinno ono być ponad normę. Sytuacje, które opisujecie są mi znane. Polacy zachowują się, jak pies ogrodnika, sami nie mogą innym nie dadzą. Nie wiem, dlaczego. Nie wszystko można tłumaczyć złą sytuacją finansową i bytową. Jedno jest pewne- króluje wszechobecna zawiść :( Star- pisz i powiem brzydko, olej.... Uśmiech dla Was :))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, po pierwsze, to nie masz sie czego wstydzic!!! Niech kazdy wstydzi sie za siebie.
      Ja wiem, ze to o czym tym razem piszemy to sa uogolnienia i bardzo czesto krzywdzace dla wielu jednostek.
      Chodzi o to, ze dopoki nie zaczna sie zmieniac jednostki to bedzie jak jest.

      I bardzo dobrze odebralas moja intencje tamtej notki, mnie nie chodzilo o nic wiecej jak traktowanie czlowieka, przez drugiego czlowieka tylko dlatego, ze moze tak traktowac.
      Wiem tez, ze nie dostalo mi sie az tak bardzo jak moglo mi sie dostac, gdybym np. pisala bloga na Onecie.
      Czy dala mozliwosc komentarzy dla Anonimow.
      Na szczescie tego sie juz nauczylam, ze Onet owszem daje wysokie statystyki wejsc, ale kosztem chamstwa, a z kolei Anonimowi zachowuja sie adekwatnie do tego kim sa.

      Pisac bede, bo lubie:))

      Aaaa i nie przepraszaj za takie slowa jak dupa czy gowno, bo ja tu ciezszymi rzucam i uwazam, ze wolno, a czasem wrecz trzeba przycisnac do gazu;)

      Delete
  9. Mnie czasem nachodzi radość życia i mimowolnie się uśmiecham do siebie i ludzi idąc ulicą, ale doprawdy rzadko odpowiedzią jest również (nieśmiały) uśmiech - o dziwo, najczęściej od zmęczonych życiem staruszek.
    Młodzi patrzą jak na głupka i odsuwają się, bo z pomylonymi to nie wiadomo :D

    Ta zbolała mina do końca pobytu znów mnie rozbawiła - jak tak parskam, to i mąż się zaciekawia i zyskujesz biernego wybiórczego czytelnika :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iimajko, tu sie nie ma z czego smiac:) Ja sie tylko staram wtopic w tlum. Ale najbardziej to mnie zawsze rzuca o ziemie jak przylatuje do Polski. Wiadomo, ze jak sie wybieram to jestem podekscytowana i jak juz wreszcie dolece to zabieram bagaz i wychodze na spotkanie oczekujacych w poczekalni lotniska.
      I natychmiast mam wstrzas:) Bo ja wychodze mimo, ze zmeczona dlugim lotem to jednak zadowolona, a tam czeka tlum posepnych twarzy.
      I sie zastanawiam czy oni tak bardzo nie lubia tych ludzi na ktorych czekaja?

      Delete
    2. Jak to nie ma? Z naszych, jakże trafnie wskazanych przywar narodowych :) No bo jak nie śmiać, to już w ogóle, owinąć się krepą i czekac na stolarza...

      Delete
    3. Iimajko, chyba wyznajemy te sama wiare;)))

      Delete
  10. "Ja tez jestem tym zaszokowana przez pierwsze kilka dni bytowania w Polsce, ale przestawiam sie szybciej, bo zajmuje mi to tylko dwa, trzy usmiechy i juz jestem sprowadzona na ziemie, przyjmuje zbolaly wyraz twarzy i tak trwam przez reszte pobytu. " Przez ten fragment dziecko rżeniem obudziłam :)))
    Bardzo Cię lubię, Stardust.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zakurzona, Ty sie nie smiej. Usmiechem sprowadzilam nieszczescie na brata rodzine:)) Wystawilam leb przez okno, zeby zapalic papierosa, w sasiednim oknie rowniez ukazal sie jakis leb, wiec ja ciemnota egipska sie usmiechnelam. Leb z sasiedniego okna sie schowal i za chwile zapukal do drzwi, bo chcial sie zobaczyc z ta pania co sie do niego usmiechala. No ja pierdole!!! A skad ja moglam wiedziec, ze to czubek? Brat mnie obsobaczyl i mi ochota na usmiech przeszla na nastepne 3 tygodnie pobytu.
      Teraz czaisz? :))

      Delete
  11. Wiesz, Star - a ja to odebrałam chyba zgodnie z Twoim zamysłem. To znaczy: przeczytałam artykuł, bez założenia, że chcesz komukolwiek coś wytknąć, skrytykować czy "przyłożyć. I tak jak jedna z komentujących nie przeczytałam wszystkich komentarzy - rzuciłam okiem na parę i prawdę mówiąc, odechciało mi się dalej. :-) Pisz po swojemu, to Twój blog i Twój styl. Podziwiam ludzi optymistycznych - o dziwo, sama jestem tak odbierana, choć czasami daleko mi zachowań Twojego Wspaniałego. :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. KO, no wiec wlasnie o to chodzi, ja nic nie krytykowalam bo i nie mam co. A tu oczywiscie nie na moim blogu, ale spotkalam sie z uwaga, ze "ktos tam cos tam" jakies moim zdaniem, totalnie nieporozumienie, albo czytanie bez zrozumienia:)

      Wspanialemu to tylko Dalai Lama dorownuje:)) ja taka swieta nie jestem, chociaz przyznaje, ze przy nim sie wyciszylam;)

      Delete
  12. Wiesz, ja nie za bardzo pasuje do naszego kraju, bo: uśmiecham się do ludzi,niezależnie od stopnia znajomości, nawet wchodząc do samoobsługowego sklepu mówię "dzień dobry", używam tych niemodnych słów "dziękuje i przepraszam" a nawet "proszę", nie ubliżam anonimowo autorowi postu, z którego zdaniem się nie zgadzam, uważam,że patriotyzm to nie owijanie się we flagę narodową i śpiewanie z byle powodu hymnu narodowego, ale patriotyzm to płacenie podatków i przestrzeganie przepisów i działanie na rzecz lokalnej społeczności.Może nie przepadam za organizacją naszej służby zdrowia, ale wiem, że w żadnym kraju europejskim nie jest ona idealna, a u nas trafiają się naprawdę dobrzy i uczynni lekarze, tacy z powołania. I jestem wrogiem stereotypowego określania różnych narodowości. A gdy jestem za granicą to często (niestety) wstydzę się za rodaków, którym wydaje się,że tylko oni znają język polski i naprawdę wyrażają się
    często wulgarnie i do tego głośno.
    Miłego,;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, czyli moim zdaniem, jestes normalna:)) Ja tez nie potrafie wejsc do sklepu, autobusu czy gdzies bez "dzien dobry".

      A z jezykiem polskim to powiem Ci mialam przygode:)) Bylo to jakies 20+ lat temu, jezdzilam do pracy z kolezanka (Polka) bo akurat pracowalysmy w tym samym rejonie Manhattanu, a po drodze mialysmy przesiadke z jednego pociagu na drugi.
      Przesiadka byla o tyle skomplikowana, ze nalezalo przejsc korytarzami i roznymi schodami dosc spory kawalek, raz w gore, to znow w dol itp.
      Wiadomo, ze jak czlowiek wie gdzie ma isc to sie porusza pewnie, wiec my obie jak nawiedzone wariatki napitalamy po tych schodach tylko drzazgi leca, a nagle wyrosl przed nami facet, ktory trzy schodki w dol, potem sie cofa znow w gore i tak sie kreci.
      Oczywiscie krecac sie tamowal przeplyw tlumu (a tlumu tu nie brakuje zwlaszcza w godzinach szczytu) no i juz dobrze nie pamietam, ktora co, ale jedna z nas powiedziala "a ten co sie tak kreci?" na co druga odpowiedziala "wpadlo gowno w wiatrak to sie kreci" a na to facet dodal "no, krece sie bo nie wiem gdzie mam isc".
      Glupio nam bylo, pamietam, ze nawet poswiecilysmy ze wstydu chwile czasu, zeby wysluchac gdzie on chce jechac i mu pomoc. Ale wlasnie tak to jest;))

      Od tamtej pory jestem bardzo ostrozna;)

      Delete
    2. Ale nie rzucałyście przysłowiowym mięsem, które właściwie jest określeniem charakteru, a nie najstarszego zawodu świata. Ostatnio, gdy wracałam autobusem z rehabilitacji, usiadłam na przeciw starszej pani, która b. miło się do mnie uśmiechnęła, ja oczywiście odwzajemniłam uśmiech i zaczęłyśmy b. miłą rozmowę. Pani się dziwiła,że tak rzadko u nas ludzie się uśmiechają do siebie, a sąsiedzi na klatce schodowej nie mówią sobie dzień dobry, jeśli się osobiście nie znają. Na zakończenie pogawędki (pani wysiadała wcześniej) życzyła mi miłego wieczoru i wszystkiego dobrego.
      Miłego, ;)

      Delete
    3. Anabell, na szczescie poza tym "gownem" nie bylo ciezszego ladunku:)) chociaz jak mnie znasz, u mnie wszystko mozliwe:))

      Takie wlasnie pogawedki lubie z ludzmi zupelnie nieznajomymi. Jak jechalam pociagiem z Kielc do W-wy po pogrzebie mamy i bylam sama, wiec mialam cos tam do czytania przy sobie, ale mi wyjatkowo nie szlo to czytanie. Naprzeciwko mnie siedziala kobieta mniej wiecej w moim wieku, troche ja chyba zaskoczyl moj usmiech, bo nie bylo zadnej ani pozytywnej, ani negatywnej reakcji, ot zupelnie udala, ze nie widzi, nie wie o co chodzi. Ale ja za jakis czas cos tam zagadalam, raz drugi i w sumie rozkercila sie rozmowa i do samej W-wy spedzilysmy bardzo fajnie czas.
      Wiec to wszystko jest mozliwe, tylko trzeba chciec.
      Z drugiej strony niektorzy maja taka mine, ze bez kija nie podchodz i wtedy czlowiek sie boi;))

      Delete
  13. no to byloby na tyle amen ;) ;) ;) glupoty nie brakuje nigdzie

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lewym, dokladnie tak!! Zaden narod nie ma patentu na madrosc i zaden nie jest glupszy od innego:))

      Delete
  14. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  15. O matko jedyna, teraz do mnie dotarło, że kiedy uśmiecham się i radosnym tonem zwracam do ludzi, to mogą mnie odbierać jak przygłupa :)))) A moja córa stwierdziła, że teraz nie dziwi się reakcjom niektórych panów na jej uśmiech niebowiązujący i neutralny. Jak to człowiek uczy się życia via Stany Zjednoczone i reszta świata :))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Domyslam sie, ze przeczytalas moj komentarz o sasiedzie brata. No faktycznie to byl jakis hardcore:)) Facet ponoc jest naprawde niezrownowazony psychicznie, zona od niego uciekla nie zostawiajac zadnego namiaru.
      No glupia sytuacja, ale skad ja moglam wiedziec:))

      Delete
  16. Cudna sytuacja. Też nie przyszłoby mi do głowy, że kiedy się uśmiechnę do sąsiada, ten to odbierze jako "awanse". Na naszej wiejskiej uliczce jest 8 domów i wszyscy się do siebie przy spotkaniach uśmiechamy, żartujemy, pomagamy sobie. Może opisane polskie ponuractwo bardziej w miastach się szerzy?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, na pewno na wsiach i w malych miastach jest inaczej, ludzie sie znaja, sa ze sobia zzyci. Miasta izoluja. A z tym sasiadem brata, to sytuacja byla o tyle niezreczna, ze facet jest niestety troche nie teges;)

      Delete
  17. Myślę, że paskudny charakter moich rodaków (przy czym nie uogólniam!) wywodzi się z tego, że przez wiele lat byliśmy zamknięci w tyglu i tak się kisiliśmy sami ze sobą. Praktycznie tylko ludzie, którzy wyjeżdżali - poznali życie i ludzi innych nacji, inną kulturę i może nawet czegoś się nauczyli o mają szersze spojrzenie.
    15 lat temu pracowałam w Berlinie i codziennie dojeżdżałam do pracy U-Bahnem. Słowo daję - słychać było tylko Polaków i przeważnie lecieli łaciną. Myśleli, że nikt nie rozumie ich i ich kretyńskich komentarzy. Ale z kolei każdy jest oburzony, że Niemcy w Polsce podobno zachowują się głośno i ekspansywnie.
    Generalnie jestem pogodna. Dużo się uśmiecham, często sobie podśpiewuję pod nosem idąc ulicą, ale rzeczywiście - jak kogoś widzę naprzeciwko, to od razu się usztywniam. Boję się, że mnie ktoś w kaftanik, albo co... ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgadnij jakie jest nieangielskie slowo, ktore mozna najczesciej uslyszec na ulicach Londynu?
      Dla ulatwienia dodam, ze okresla charakter, nie zawod i zaczyna sie na "k" ;)

      Delete
    2. Tzj, ja nie wiem skad sie to bierze;) Nie pamietam tez juz moich poczatkow tutaj ale ja to bylam bardziej wystraszona zeby nikt do mnie nie zagadal, bo przeciez jak przyjechalam to angielskiego ni w zab:)
      To byl stres, ale mi szybko wytlumaczono, ze jak nie rozumiem to nie rozumiem i nie ma w tym nic zlego. Jak juz sobie to poprzekladalam odpowiednio w moim ptasim mozdzku, to gadalam do wszystkich;))
      Nie pytaj po jakiemu? glownie rekami i nogami w polaczeniu z dukaniem.
      Moimi ulubionymi rozmowcami byli policjanci;)
      Taki nie moze czlowieka zbyc i musi w sumie odpowiedziec na kazde najbardziej glupie pytanie;))
      Co do glosnosci, to mam wrazenie, ze znow, jezyk ktorego nie znamy odbiera sie glosniej. Oczywiscie nie odnosi sie to do Twojego przykladu, bo akurat polski znasz, no ale tak mi jakos wychodzi;))

      Delete
  18. nigdy nikt nie odebrał mnie jako przygłupa gdy się usmiechałam. ale może trzeba mieć jakiś choćby minimalny rys inteligencji na twarzy i wiedzieć kiedy uśmiechać?

    jest coś takiego (to nauka - nie ja) - jak temperament narodowy. zmieniający się w zalezności od położenia kraju na mapie. wystarczy porównać styl w jakim gromadzą się ludzie w autobusach na południu Europy - a styl w jakim to się dzieje w Skandynawii. Gdy jechałam z dzieckiem pociagiem w Danii - było zaszokowane CISZĄ. I bało się odezwać. Z drugiej strony Skandynawowie - przynajmniej na zewnątrz są bardzo grzeczni i zyczliwi. W odróznieniu od wiecznie roześmianych Włochów. Co potrafią za Tobą gwizdać.

    W żadnym kraju oprócz US nie spotkałam się za to z sytuacją kiedy tragam walizkę po schodach i NIKT nie proponuje mi pomocy. Być może to własnie cecha amerykańska, Uśmiechac się POZORNIE i trzymac koszmarny dystans jak potrzeba faktycznej pomocy. A uprzejmosc w szpitalach zapewne wynika tylko z obawy przed procesem. Mogłabym się wypisać jako specjalista od cech narodu amerykańskiego. W końcu spędziłam w Stanach całe dziesiec dni! I gazety czytam. To już zdecydowanie daje mi prawo do bycia fachowcem od tego jak życie wyglada w Stanach. I po co te uśmiechy. (i podskórnego wniosku, że jak dobrze że jestem tu anie tam).

    Ja też się Star nie obrażam. Ale naprawdę mnie dziwi, że tak mądra osoba jak Ty - w absolutnie niezliczonej ilości sfer życia - w tym konkretnym temacie - temacie starego kraju - nie widzi, że ma jakiś problem.

    Bo gdy doczekam notki o tragicznym traktowaniu kobiet w Afganistanie, dzieci w Kongo i może kartelach narkotykowych w Ameryce Środkowej. wtedy uwierzę, że po prostu Cię rusza złe - co dzieje się na świecie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, o ile pamietam, to Wspanialy proponowal, ze wezmie dzien wolny i odwiezie Cie na lotnisko z ta walizka. Podobnie jak wzial dzien wolny, zeby Cie odebrac z lotniska, bo przylecialas nie do NYC tylko do New Jersey. Powiedzialas, ze nie ma potrzeby bo dasz sobie rade, pozniej ja zalatwilam z obsluga budynku i wyslalam z Toba jednego z pracownikow.

      Faktem jest, ze poza tym nikt Ci nie pomogl. Masz racje.
      Mnie pomagaja, nie wiem dlaczego, moze wlasnie dlatego, ze nie wiem kiedy sie usmiechac, mam za malo tej wysublimowanej inteligencji, ale tez pisalam wyzej w notce, zem glupol jest amerykanski, wiec to nic nowego i zdaje sobie z tego sprawe.

      A z drugiej strony to czyja to wina, ze sprzedano Ci bilet do Newarku, ktory jest w stanie New Jersey jak Ty lecialas do NYC w stanie Nowy York?
      Subtelna roznica? A jednak znaczna. Dobrze, ze nie wyslano Cie do Utah czy inszego Arkansas.

      Widze, ze ciagle nie rozumiesz, ze to nie ja napisalam artykul w WO.

      Delete
    2. Spt,
      24 lata temu w Polsce bardzo czesto jezdzilam do Mamy, tak sie paskudnie zlozylo, ze w Weglincu mialam przesiadke na pociag do Zgorzelca, podrozowalam z rocznym dzieckiem, ani RAZ nikt mi nie pomogl przy wysiadaniu badz wsiadaniu, hmm moze nie mialam tego cienia inteligencji na twarzy.
      Mieszkalam w NY przez 17 lat, codziennie korzystalam z metra, zawsze, ale to zawsze znalazla sie osoba ktora pomogla Matce z dzieckiem w zniesnieniu wozka.

      Ale jednego nie rozumiem, przeciez kierowcy taksowek zawsze pomagaja przy wyciagnieciu bagazy, a pozniej to juz wozek, hmm dziwne.

      Delete
    3. Rozumiem. Ale także rozumiem co piszesz w komentarzach. I wyczuwam w Tobie wielkie NIE. tak nawet dzisiaj o tym myślałam. Czytam ze cztery blogi emigrantów. Twój, DS, Czarownicy i Daisy. I nawet jak pozostałe blogerki coś piszą o Polsce (najczęściej DS) to ja nie mam połowy takich emocji jak tutaj. I też na nie nikt się nie obraża. I nawet jeżeli Ty się tym nie przejmujesz - bo to akurat jest bardzo przeze mnie w Tobie podziwiane - to wcale nie oznacza że nie istnieje powód do tego obrażania. Za chwile stworzysz blog na którym będziesz miała tylko zachwyconych emigrantów i będziecie radośnie utwierdzac się wzajemnie w słuszności swojego życiowego wyboru. I może tak ma być.

      A bilet sama sobie taki zamówiłam przez net bo byłam głupia i nie pomyślałam, ze to może być inne lotnisko niż JFK. Tak czasem mam. Do Paryża też ostatnio na fajerwerki pojechałam i nie sprawdziłam czy w ogóle będą. Więc wina tylko i wyłącznie moja. Wspaniały zachował się wspaniale. Ty też byłaś cudowną gospodynią. I jestem niezmiernie wdzięczna. Co zupełnie nie zmienia faktu, że jak tragałam pieprzoną walizkę to każdy mnie z uprzejmym uśmiechem minął. Takiego burdelu jak na lotnisku w Newarku nie spotkałam na żadnym lotnisku. Nie było klimatyzacji - co przypominało stary mały terminal na Okęciu. A tak chamskich urzędników jak Ci od emigration nie spotkałam nigdzie. Traktowali ludzi jak podludzi - co wydaje się dziwne w świetle ogólnej opisywanej tu amerykańskiej ogłady.

      Poza tym NY miał także cudowne strony, miejsca itp. I jestem głęboko przekonana, że gdybym trafiła tam do szpitala wszyscy by byli uprzejmi. Pracowałam w życiu dla dwóch amerykańskich firm. British American Tobacco. I Pepsico. Znam standardy obsługi klienta. I absolutne milion procent świadomości skąd się biorą. I to bardzo dobrze, że trzyma się perfekcyjny poziom bez względu na to dlaczego. Ale trzeba pamietać, że nie ma on nic wspoólnego z wrodzoną narodową grzecznością. A Ty Star - w notce dałaś link do artykułu. A potem dokonywałaś porównań. TAM i TUTAJ. I to porównywanie jakoś mnie rozemocjonowało. Bo uważam, że z conajmniej kilku względów jest nierzetelne i krzywdzące dla wchodzących tu nieemigrantów.

      Delete
    4. Spt, ulegasz emocjom. Podalam link do artykulu i napisalam, ze mnie zatkalo. Nie napisalam ani slowa porownania. Blogi innych emigrantek sa inne, bo po pierwsze dziewczyny (madrze) trzymaja sie z daleka od wrazliwych tematow. Po drugie DS mieszka we Francji ale tak ogromnie teskni za Polska, ze czasem sama sie dziwie dlaczego jeszcze nie wrocila.
      Dla jasnosci, dziwie sie ale nie pytam, to to jej sprawa.

      Co do lotniska w Newarku, to znam Twoja opinie i przyjmuje ja do wiadomosci, sprzeczac sie z tym nie bede, to nigdy w zyciu nie bylam na tamtym lotnisku.
      Mam dwa lotniska tutaj na miejscu.

      Delete
    5. "Czarownico, a ja widze wielka roznice w traktowaniu ludzi uzalezniajac je od wyksztalcenia czy zajmowanego stanowiska tutaj i w Polsce. W Polsce moim zdaniem ludzie posiadajacy wyzsze wyksztalcenie i wysokie stanowiska patrza na tych mniej wyksztaconych z gory"

      pierwszy lepszy cytat z Ciebie Star.

      Mieszkam w Polsce. Mam wyższe wykształcenie. nie wiem jak zakwalifikować stanowisko. znamy się. może nawet lubimy. wchodzę. i zonk. czytam coś takiego. tak.

      ULEGAM EMOCJOM.

      Delete
    6. Sie staram unikac tematu ojczyzny umilowanej i porownan, prawda.
      Niejedna zjebke na emigranckim forum za to zebralam, a potem dotarlo do mnie - NIE WARTO.

      Mysle, ze czesc problemu jest taka, ze ludzie wiele biora do siebie - skoro ktos pisze, ze w Polsce ponuractwo na ulicach, to mnie krzywdzi, bo ja sie przeciez usmiecham. A ten co pisze, to co on tam wie, skoro wyjechal kilka/nasice/dziesiat lat temu, co tam przez wakacje mozna zauwazyc.
      Emocje biora gore nad logika i jatka gotowa.

      Ciekawam, jak byloby z walizka w UK, ale nie sadze, zebywielki tlum biegl na pomoc lasce z walizka, co wyglada na 10 lat mniej niz ma. Choc moze z jeden ludz by zapytal czy nie potrzebuje pomocy.
      Czy to nie jest efekt uboczny bezmyslnego wrzasku o rownouprawnienie?
      Taka mala meska zemstyjka?

      Delete
    7. sądzę że nawet na pewno. plus psychoza molestowania.

      co do brania do siebie - trudno żeby nie brać. to tak jak w tym kawale gdzie facet do drugiego mówi, że nie znosi Kanady bo tam same kurwy i hokeiści. Drugi oburzony - co pan mowi! moja żona jest z Kanady!

      taaaak? a w której drużynie gra?

      ;)

      wszelkie uogólnienia są krzywdzące. ale one zawsze jak są negatywne wynikają z niechęci. poczucia krzywdy. czegoś w tym stylu. ale zaprawdę - ofiara uogólnień wcale nie musi siedzieć cicho i udawać że jej to nie rusza. litości. niby dlaczego?

      Delete
    8. Spt, w tym przypadku autentycznie tak uwazam i nawet Ci napisze dlaczego.

      Po pierwsze moje malzenstwo.
      Bardzo czesto spotykam sie z opinia blogowiczek, ktore chetnie znalazlyby partnera i pierwszym wymaganiem jest wyksztalcenie wyzsze lub rownomierne do tego co dana pani posiada. Tak jakby hydraulik z wlasna firma (pewnie zarabiajacy wiecej niz nauczycielka po studiach) nie mogl byc dobrym mezem.
      Ja bez wyzszego wyksztalcenia wyszlam za maz za podwojny doktorat. Nie bylo to przeszkoda.

      Drugi przyklad.
      W naszej dzielnicy zginal tragicznie smieciarz, ktory sprzatal ulice. Poltora roku pozniej odcinek ulicy gdzie zginal jest nazwany jego imieniem.
      Dzielnica oddala honor pamieci SMIECIARZA.

      Trzeci przyklad.
      12 lat temu bylam zaproszona na wesele mojej klientki. Klientki, ktorej rodzice sa multimilionerami, wesele ktore kosztowalo pol miliona i ja kosmetyczka dostalam na nie zaproszenie. Oprocz mnie zaproszona byla rowniez manikiurzystka i nawet niania panny mlodej, starsza Filipinka. To jest wyraz szacunku dla ludzi, ktorych praca ulatwia zycie milionerom.

      Czwarty przyklad spokrewniony z trzecim.
      Teraz tez zostalam zaproszona na urodziny klientki, ktorej maz zarabia ok. 2-2.5 miliona rocznie, to jest bardzo wysoka polka, ktorej ja nigdy nie siegne:) Marc daje Alice $5000 miesiecznie na drobne wydatki:)) To jest mniej wiecej nasz (moj i Wspanialego) dochod miesieczny.

      Piaty przyklad.
      17 lat temu jak mialam operacje stopy to moja prywatna klientka, ktora byla CEO (cos jak glowny dyrektor) najwiekszej firmy kosmetycznej dala mi na caly dzien prywatna limuzyne z kierowca, zebym nie musiala jechac taksowka.

      I wlasnie dlatego uwazam, ze tu traktuje sie ludzi wykonujacych prace w serwisie (nie wyksztalconych, lub posiadajacych nawet tylko kursy zwodowe) lepiej niz w Polsce.

      Podalas przyklad naszej znajomosci, zgadzam sie znamy sie i lubimy. Poznalysmy sie przez bloga i mialysmy naprawde szczescie poznac sie na zywo.
      Ale pytanie, czy Ty zapraszasz pania, ktora sprzata Twoje mieszkanie na jakies imprezy rodzinne?

      Delete
    9. bardzo przyjaźnię się z moją kosmetyczką. nawet Ci chyba o tym mówiłam, to ta panna od marszobiegania. aczkolwiek ona w trakcie naszej przyjaźni zrobiła studia więc teraz już jest wyksztalcona. za to nie mam pojęcia ile zarabia. i ona nie ma pojecia ile ja zarabiam. nigdy o tym nie rozmawiałysmy. podobnie nie wiem ile kosztowało jej wesele - byłam zaproszona, nie poszłam bo mi się wrednie zgrało z rozwodem i doła miałam. ale to podobno Polaków interesuje ile kto zarabia i ile na co wydaje.

      Pani która sprzata moje mieszkanie - nie jest zapraszana na imorezy rodzinne bo jak sam nazwa wskazuje te są rodzinne. nie jest zapraszana na nie także np. moja wspólniczka. ani nikt inny z grona znajomych. chociaż na inne towarzyskie imprezy też nie jest zapraszana bo nie jesteśmy w relacji towarzyskiej. ona mnie też nie zaprasza. kwestia nie wykształcenia co szeroko rozumianego poczucia humoru. w imprezach towarzyskich nie uczestniczy także np. moja matka. bo po co ? co nie zmienia faktu, że zawsze jak pani Gala u nas jest (poniedziałki) jemy razem obiad i ja jej go podaję. nie na odwrót.ona ma wtym czasie robotę.

      nie mam limuzyny więc nie mogłam nikomu pożyczyć. czasami robię za kierowcę koleżnkom co są różnie powykształcane. nie to nas łączy. bo jak napisałam - rodzaj chemii.

      małżeństwo z dobrze wykształconą kobietą często nie sprawdza się jak facet jest gorzej wykształcony. ego mu wyje. w drugą stronę dziala to zupelnie inaczej. samiec jest górą. wszystko jest na swoim miejcu. reguła. oczywiście są wyjątki. na pewno i w Polsce i w Ameryce i na dalekiej Antartydzie.

      Ale wycofuję się już z tej dyskusji, bo u nas zapada noc i już w ogóle chyba starczy. Dobranoc :)

      Delete
    10. No tak, obie poparlysmy nasze argumenty o idywidualne doswiadczenia, co jest nieadekwatne do ogolu.
      Chociaz moj przyklad z nazwaniem ulicy imieniem smieciarza swiadczy o szerszej tendecji.

      Ale jakby bylo malo, to jeszcze napisze, ze moja kuzynka byla tutaj i pracowala z zamieszkaniem u rodziny na Long Island. Byla tam traktowana jak czlonek rodziny.
      A nawet zdarzylo sie dwa razy w czasie jej tam rocznego pobytu, ze jak mieli rodzinna impreze i potrzbowali ja zatrzymac na weekend to zapraszali mnie.
      Bo normalnie weekendy spedzala u mnie, wiec chcieli zebysmy mogly sie widziec.
      Oni do dzis do niej dzwonia do Polski, mimo, ze uplynelo juz 10 lat od czasu kiedy wyjechala.

      7 lat temu zmarl maz mojej kolezanki (ona Polka i on rowniez Polak) On byl gospodarzem budynku mieszkalnego na Manhattanie. Mieszkancy i zarzad budynku zaplacili wszystkie koszty zwiazane z pogrzebem (lacznie z ubraniem ciala) oraz zorganizowali stype.

      Mysle, ze to troche szerszy zasieg niz moje indywidualne doswiadczenia.

      Delete
    11. Malzenstwo z lepiej wyksztalcona lub lepiej zarabiajaca kobieta, to dla mezczyzny jest ogromne wyzwanie.
      Im bardziej usiluje temu zaprzeczyc, tym szybciej gdzies kompleks wylezie.
      Nawet jesli dla kobiety temat nie istnieje zupelnie.

      Bardzo podobna sytuacja do bycia rzekomo niezazdrosnym/obojetnym wobec swoich poprzednikow - buhaha.

      Delete
    12. Czarownico, w poprzednim malzenstwie zarabialam wiecej niz Owczesny. Mielismy rozne problemy, ale raczej nie ten, albo moze tak dobrze ukrywal:))
      Tak czy inaczej moje malzenstwo z tego co widze w Polsce raczej przez znakomita wiekszosc uznane byloby za mezalians:)) Przeciez ponoc z mniej wyksztalconym wspolmalzonkiem nie ma sie wspolnych tematow. A tym czasem nam jakos tematow nie brakuje przez te prawie 10 lat.
      Jak sama wiesz, wyksztalcenie nie zawsze idzie w parze z zarobkami. Dobry fachowiec moze zarabiac wiecej niz prawnik czy lekarz.
      Mamy sasiada, ktory jest z zawodu hydraulikiem. Przestal pracowac w zawodzie majac 40+lat w miedzy czasie postawil dom 4 rodzinny, a wiec trzy mieszkania wynajmuje i otworzyl sklep, w ktorym pracuja zatrudnieni przez niego ludzie, a on sobie zyje. Dochod ma zarowno z domu jak i ze sklepu, nie musi sie martwic.
      Dla mnie taki facet bylby idealnym partnerem nawet jakbym miala ze cztery doktoraty:))
      Jesli tylko podzielalibysmy te same wartosci i poglady to wyksztalcenie techniczne nie byloby zadnym problemem.
      Zazdrosna tez nie jestem o poprzdniczke;) Wspanialy tez jest chyba na to za madry, zeby byc zazdrosnym o przeszlosc.
      Mozna byc zazdrosnym jak sie ma do tego realne powody, ale przeszlosc?

      Delete
  19. oj to trafiłaś w moim mieście:)))
    powiem Ci,że nienawidzę chodzić do knajp w moim miecie i do sklepów też, najechało się tutaj sporo mentalnej wiochy i tyle,ale to chyba wszędzie się trafia:)
    no trudno,ale wczoraj mi cycki z ręcyma do wód gruntowych opadli..
    vice kupowała w sportowym sklepie rękawice narciarskie dla córki..panięka zapytała, czy ale zimowe???

    oczywiście z wyrazem twarzy odpowiednim.

    najbardziej nie lubię bywać w sklepach w okresie przedświątecznym,sama mam ochotę warczeć, ale nic to uśmiecham się, przecież nie będę swego niezadowolenia publicznie okazywać, bo ono jest moje i tylko moje!


    generalnie nie miewam nigdzie problemów, bo wszędzie jak wchodzę mówię dźbry, z uśmiechem na twarzy i na ogół spotykam się z tym samym, ale wiele osób zapomina, że jak oni będą uśmiechnięci to i świat się do nich uśmiechnie:)i włazi taka dziunia skwaszone jedna z drugą i się potem dziwi,a i vice versa też bywa.

    w Anglii w Liverpoolu trafiliśmy z kolei na buca w sklepie bitlesowskim, nie no sorry, ten pan był przykładem totalnego olewactwa, chamstwa itd,a później pan na lotnisku wystawił karty pokładowe dwa razy na te same nazwiska, akurat moje brzmi podobnie jak anglistki i leciałam jako zupełnie inna osoba(kapnęłyśmy się w bezcłowym,że nazywam się nieco inaczej, fakt,że nasze nazwiska dla anglika mogą brzmieć podobnie, te wszystkie szczś:),ale trudno,zdarzyło się,żadne tam halo:)jeden się pomylił,jeden był chamem, to nie oznacza,że wszyscy!
    może w tym problem,że ludzie zaraz biorą wszystko do siebie i generalnie?

    a o Polsce nie będę pisać,jak mi coś nie pasi, to piszę u siebie:),szczególnie o dyletanctwie sklepowym, coraz częściej sprzedają tam ludzie nie mający zielonego pojęcia co sprzedają, fachowca szukać ze świeczką.

    a że w necie się obrażają? swego czasu napisałam notkę o wychowaniu(często gęsto kiepskim) i się różne widać dotknięte niezwykle osoby obraziły:))

    ale ja pracuję z dziećmi,jestem z nimi często po osiem godzin dziennie, widuję też różnych rodziców i mam sobie prawo pisać u siebie co i jak chcę:)

    a obrażalstwo mnie co najwyżej śmieszy, masz rację, na zdrowie:)))

    pysy.idę połyżwuję, wczoraj zrobiłam pijueta na dwóch,ha!

    i wszyscy się tam uśmiechają, i sobie pomagają, a to zwykła ślizgawka jest!

    ReplyDelete
    Replies
    1. "I mam prawo pisać u siebie, co chcę"- Brawo, ja nie potrafię sobie jeszcze z tym poradzić, zwłaszcza, że kiedyś strasznego bagna narobiły mi tzw. znajome z Netu (inne niż teraz- teraz to miodzio)wpisując komentarze obrażające wszystkich, mnie. Niby żartem, ale... i skutecznie na jakiś czas mnie wyhamowały.

      Delete
    2. Mijka, akurat dalam przyklad z Zaczarowanej Dorozki, ale nie chcesz wiedziec co nas spotkalo w Lodzi:)) rowniez w restauracji pod wezwaniem Quo Vadis:)) Tyle, ze w Quo Vadis nikomu nie bylo do smiechu:))

      A swoja droga Torun to piekne miasto i Wspanialy jest do tej pory zachwycon Toruniem.

      Rekawice narciarskie, czy aby zimowe mnie zabily:))) Moze panieka miala jeszcze jakies letnie z zaluzjami przeciwslonecznymi na stanie;))

      Gratuluje pijueta!!!!!!!!!! Znaczy jestes w formie!!!!!

      Delete
    3. Jaskolko, rozumiem i sama juz mialam przedsmak tego co srodowisko Netowe moze zrobic. Skonczylo sie na zablokowaniu Anonimow... narazie;)))
      Zreszta ilosc zamknietych blogow, ktore kiedys byly otwartymi o czyms swiadczy.
      Ja wychodze z zalozenia, ze pisanie bloga ma byc przyjemnoscia dla piszacego, tym sposobem staram sie izolowac od frustracji innych.
      Jak dlugo sie uda? Nie wiem:)) Narazie jakos to idzie;)

      Delete
    4. Heh, przypomnialyscie mi jak to obrazone na moje niemoralne prowadzenie sie dziunie (co to wszystkie jedna w druga mialy idealne zwiazki i rodziny oczywiscie) za kasowanie napastliwych komentarzy na MOIM blogu, specjalnie zlozyly w tym celu nowy blog, gdzie kopiowaly moje notki i komentowaly je.
      Admin serwisu zamknal go na moja prosbe, za lamanie praw autorskich (niewatpliwa kradziez tresci takie kopiowanie bez zezwolenia), za co zostalam DONOSICIELKA.
      Dziunie oczywiscie nic niestosownego w swoim postepowaniu nie widzialy - one byly dobre, moralne,wiec i ich postepowanie tez, a ja czarownica zla, hu, hu! ;)

      Delete
    5. Star, ja nawet nie wiem, gdzie owa dorożka jest, ale zajrzę a co!:)))))a nie pisałaś kiedyś o tej Łodzi? to chyba było w okresie, kiedy u nas międzynarodowi byli i podali nam w Zamkowej herbatę w kubku po barszczu, chyba tu pisałam.albo u siebie:)

      forma jeszcze taka sobie, ale..ale jutro zakupię inne łyżwy, dzisiaj dałam anglistce Zuzowe wyczynowe i boszebosze, one same jadą!!!!!!! w tych moich nie daję rady na krawędź wejść, i chyba dlatego rok temu z bliska oglądałam lód:))


      Jaskółka, olać, serio, nie tykać gówna, bo śmierdzi! nauczył mnie tego Brat i przez pewien czas milczałam, co i tak spowodowało ataki na mnie, donosy do niego(nie wiem, po co:)))), trzeba przetrzymać, a tłumaczą się najczęściej winni:)dasz radę:)

      Delete
    6. a Star na fotograficznym dam zdjęcie zaraz:))) na razie niewyraźne, bo wew ruchu:)

      Delete
    7. Mijka, ale ta dorozka to fantastyczna restauracja jest!! Piekny wystroj, jedzenie super!! Bardzo nam sie tam podobalo, tylko pani byla zaskoczona usmiechem, widac sie nie spodziewala;)
      Ale i tak zrobila nam zdjecie, bo poprosilam.
      Torun jest naprawde sliczny:)
      Zdjecie na fotograficznym polece obcykac, jak mi Wspanialy skonczy siwizne malowac;)))

      Delete
    8. masz dobrze, ja muszę sobie sama zamalować, ale Księciunio obiadek robi:)

      Delete
  20. Niewykluczone, że w ten sposób odezwał się malutki, a więc zakompleksiony patriotyzm, a konkretnie jego charakterystyczna dla polskiego bagienka odmiana, która jakąkolwiek krytykę, nawet słuszną, celną odbiera jako zamach na świętość. To ten sam kraj, w którym obrazy uczuć religijnych doznają ludzie, którzy dzieła rzekomo ich obrażającego na oczy własne nie widzieli.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Elu, podejrzewam, ze wlasnie o to chodzi.

      Delete
  21. Hm... a ja sie tak zastanawiam, czy kwestia usmiechania sie, forma pozdrowien itd itp, nie powinna byc raczej rozwazana w kontekscie roznic kulturowych? w Japonii na przyklad ludzie sie klaniaja i co oni powinni sobie myslec o nas? a w Chinach na przyklad pytanie o zarobki jest swiadectwem uprzejmosci? a jakby na to zareagowal ktos z Zachodu? byc moze rzecz nie jest tak do konca oczywista... ?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Abc, to o czym piszesz, czyli klanianie sie Japonczykow, czy pytania o zarobki w Chinach, to SA glebokie i tradycyjne roznice kulturowe. I jest chyba zjawiskiem naturalnym ze nalezy je szanowac. Mam znajoma Japonke, ktora nie wejdzie do naszego mieszkania w butach i ja jej do tego nie zmuszam, bo szanuje jej tradycje, mimo, ze ona podobnie do mnie mieszka od wielu lat w USA.

      Natomiast sprawa usmiechu, to mysle, ze zalezy od tego co nazywamy usmiechem. Na pewno nie jest to ciagly banan na twarzy:) Ale jak ide ulica i nagle moj wzrok spotka sie ze wzrokiem osoby idacej na przeciwko, to towarzyszy temu obustronny usmiech, ktory w tym momencie nazwalabym "przyjaznym wyrazem twarzy". Takie ot, widze cie i jest mi milo, ze ty tez mnie widzisz:)

      Jak ktos Cie zapyta o droge, to nie warczysz przez ramie nawet sie nie zatrzymujac "zobacz se na mapie" albo "nie wiem" tylko starasz sie pomoc z rownie przyjaznym wyrazem twarzy. Jesli nawet nie wiesz, bo masz prawo to starasz sie byc przy tym grzeczny i mowisz, ze jest ci przykro ale nie mozesz pomoc, nie znasz okolicy itp.

      Dla przykladu (mam nadzieje, ze znow sie nikt nie obrazi;)) Na dworcu PKP podeszlam do okienka informacji i grzecznie zapytalam pania tam siedzaca, o ktorej godzinie jest pociag pospieszny lub ekspres Z... Do... Pani nawet nie patrzac na mnie rzucila "pisze na tablicy".

      Problem w tym, ze ja nie mieszkajac w Polsce, zeby odczytac te tablice musialabym poswiecic godzine czasu na nauczenie sie tych wszystkich znaczkow. A przeciez chyba po to jest informacja, zeby udzielic informacji. Ja nie zapytalam nikogo z oczekujacych na poczekalni, ani nawet kasjerki sprzedajacej bilety, ale kobiete ktorej praca bylo udzielanie informacji, prawda?

      To jest wlasnie roznica, o ktorej pisze. I chyba prosta zyczliwosc nie powinna byc zaliczana do roznic kulturowych pomiedzy krajami.

      No nie wiem, ale tak mi sie wydaje.

      Delete
    2. To z tym okienkiem i panią w nim wielce uprzejmą nie zdarzyło się w Legnicy? Tam na dworcu PKP zawsze jakieś jaja wychodziły.Kiedyś żołnierz, któremu pani podała złą godzinę odjazdu i długo bilet podbijała, spóźnił się na peron dosłownie 3 minuty, wrócił i zwrócił pani uwagę, że go w błąd wprowadziła:"Oj o głupie 3 minuty się pan targa?" A te 3 minuty to brak dalszego połączenia, spóźnienie do jednostki i paka. I myślicie, że przeprosiła? Oduliła się i zaczęła fukać po następnych pasażerach. Mam też różne spostrzeżenia na temat zachowania się ludzi, różnego w różnych regionach Polski.

      Delete
    3. Jaskolko, pani w okienku przytrafila mi sie w moich rodzinnych Kielcach:))

      Delete
  22. Mnie często odwiedzają Amerykanki, które uważają, że Polska to jest wspaniały kraj pod każdym względem. Którym niezwykle podobają się nasze 'małe' auta i to, że można nocą iść przez miasto bez strachu. A co do ochrony (zamiast służba funkcjonuje od kilku lat, co nie zmienia faktu, że ta praca to służba) zdrowia, to w ubiegłym roku nasłuchałam się samych ochów i achów, po tym jak jedna z nich została przyjęta i zdiagnozowana w jednym z warszawskich szpitalu. Personel pielęgniarski znakomity, lekarze tacy nieamrekańcy (?), i szybkość rewelacyjna etc. Kompletnie nie rozumiały co tak naprawdę Polacy chcą od tej ochrony.
    I my sami - Polacy, mamy inne oceny. Ja przykładowo mam do czynienia z lecznictwem akademickim od 1985 roku jako pracownik i jako pacjent. I gdy mnie ktoś zapyta to szczerze odpowiem - nie czekam w kolejkach, jestem pod stała kontrola specjalisty, mam całodobowy kontakt z lekarzem rodzinnym, leki dostępne w aptece z zamiennikami jeśli tylko mam takie życzenie. Moja córka także nigdy nie miała kłopotów z dostępem do lekarzy/leków, także korzystała z placówek w innych regionach Polski, choroba niespodziewanie dawała o sobie znać. Także ja w Krakowie byłam pacjentką zupełnie obcą, bo może ktoś powie, że po znajomości to cacy, przez dwa tygodnie leżałam na OIOM, bez żadnych zastrzeżeń. Ale... słyszę z prawa i lewa same narzekania. W oparciu o swoje doświadczenie mogłabym powiedzieć, że to nieprawda, nieuzasadnione oceny, ale jestem osobą myślącą i zdaję sobie sprawę, że zdarzają się też takie i na pewno gorsze sytuacje niż ta opisana w artykule przytoczonym przez Ciebie. I nie tylko w Polsce, także w US. Za długo by opisywać.

    Ja myślę, że blog jest po to, by bez zahamowań móc pisać co mnie cieszy i co mnie boli oraz komentować wypowiedzi innych.
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. OBCY to u nas jednak spory problem wciąż jest.Bo obcy to inny niż nakazuje obyczaj/schemat/tradycja...obowiązujące powszechnie w danym środowisku.
      Wiadomo,że jak wszyscy myślą jednakowo to przeważnie nikt nie myśli i dlatego sejm ma problem z postawą akceptacji,aprobaty i uznania posła Biedronia, a głównie z jego uśmiechem.Mam podobny problemik, choć na znacznie mniejsza skalę.- Z czego pani wciąż tak się cieszy?- zaczepił mnie ktoś i wcale nie był miły.Mnie po tym spotkaniu też nie było miło, ale nadal uśmiecham się .Z jeszcze większą radością,że mogę.Serdecznie pozdrawiam.

      Delete
    2. Iva, ja naprawde nie wiem jak jest w Polsce z ochrona (jakie to dziwne slowo w tym kontekscie) zdrowia. Nie wiem, bo nie mieszkam, a nawet jak sporadycznie odwiedzam, to nigdy nie mialam potrzeby korzystac.

      Wiem tylko tyle, co czytam albo w polskich stronach netowych (glownie wiadomosci) lub na polskich blogach. I na blogach juz nie raz przeczytalam, ze ktos sie chcial zapisac na wizyte do specjalisty i pierwsza mozliwosc jaka mu proponowano to byla za kilka miesiecy.

      Amerykanki, ktore Ciebie odwiedzaja prawdopodobnie zachowuja sie z typowo amerykanska kurtuazja. Podobnie jak Wspanialy, ktory na kazde pytanie w czasie pobytu w Polsce, jak mu sie podoba, odpowiadal, ze jest zachwycony.
      Natomiast jak juz wrocilismy do domu i ja zapytalam czy chcialby jeszcze kiedys pojechac, odpowiedzial juz szczerze, ale rownie grzecznie "jesli bedziesz chciala to pojedziemy"
      Subtelna ale jednak roznica.

      Mysle tez, ze jesli jak piszesz odwiedzajaca Cie Amerykanka miala potrzebe skorzystania z ochrony zdrowia, to wiadomo, ze zostala przyjeta bez kolejki i z pelna kurtuazja. Tak traktuje sie cudzoziemcow na calym swiecie i to mnie nie dziwi.

      Nie dziwi mnie to, bo podobne traktowanie przytrafilo nam sie wlasnie w Lodzi. Czekalismy na obsluge w restauracji 1.5 godziny i wreszcie postanowilismy opuscic lokal. Kolega, ktory nas goscil w Lodzi w czasie naszego tam pobytu jednak sie bardzo wnerwil i zarzadal rozmowy z kierownikiem, lub menadzerem restauracji.
      Przyszla pani i twardo bronila swojego stanowiska, co bylo dziwne, bo restauracja byla w polowie pusta, wiec nie bylo powodu na tak dlugie czekanie.

      W pewnym momencie nasz gospodarz powiedzial "najbardziej mi wstyd, ze wlasnie mam gosci z Ameryki", na co pani menadzer odpowiedziala "to trzeba bylo od razu tak mowic"
      Czyli co? Inna miara mierzy sie tubylcow a inna cudzoziemcow? No wyglada na to, ze tak.

      Jesli chodzi o bezpieczenstwo, to przyznam, ze w Krakowie, gdzie akurat bylismy sami, ewakuowalismy sie do hotelu jak tylko zaczynalo sie sciemniac, bo ja sie balam. A hotel mielismy przy Poselskiej, doslownie kilkadziesiat metrow od Rynku. Wiec to sa sprawy wzgledne, ja sie boje pijanych, a niestety nie brakowalo ich. Czego tutaj nie widze.

      Podsumowujac, ja napisalam, ze mnie zatkalo jak przeczytalam ten artykul, ale to nie JA jestem autorem artykulu. Komentarze pod notka, tez potwierdzily, ze nie jest to odosobniony przypadek, wiec nie bardzo rozumiem dlaczego to JA dostaje po glowie:)

      Delete
    3. O matko, ale walnelam babola!!!
      Oczywiscie nie "kolega zarzadal" tylko "ZAZADAL"
      Wstyd panno star:))

      Delete
    4. "Ochrona" to faktycznie makabreska jaks, moze lepiej "opieka"?
      Health care chyba tlumaczy sie jako "opieka zdrowotna" wlasnie?

      Delete
    5. one niemal co roku mnie nawiedzają i zapewniam, że nie o kurtuazję chodzi;) Dobrze się tu czują:)
      Właśnie, by nie stwarzać wrażenia, że obcokrajowiec jest dobrze traktowany podałam przykład siebie. Muszę co 3 tygodnie mieć wizytę u specjalisty kardiologa i ją mam, bez jakichkolwiek znajomości. Też czytam na blogach i w gazetach o złym potraktowaniu pacjenta, ale nie można uogólniać, bo wszystko zależy od doświadczenia, od placówki, od ludzi - lekarzy i pacjentów. U mojego brata zdiagnozowano raka i nie miał żadnego kłopotu z wizytą w Centrum Onkologii, wiec to nie jest tak, że wszystko źle działa. Mnie nasuwa się pytanie dlaczego są miejsca gdzie źle działa, skoro są miejsca, że działa inaczej? Oczywiście pytania nie kieruję do Ciebie:)
      Ja też nie rozumiem dlaczego dostałaś po głowie?;(

      Delete
    6. dla wyjaśnienia od 1999 roku funkcjonuje 'Ochrona Zdrowia' albo 'System Ochrony Zdrowia'. Służba zdrowia to nazewnictwo z PRL, które jeszcze obowiązuje w placówkach MON, MSWiA oraz Min.Sprawiedliwości:)

      Delete
    7. http://sjp.pwn.pl/szukaj/opieka
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Ochrona_zdrowia
      http://pl.wikipedia.org/wiki/System_opieki_zdrowotnej
      http://pl.wikipedia.org/wiki/System_opieki_zdrowotnej_w_Polsce

      "ochrona" tez jest dosc szeroko uzywana, ale SJP zdecydowanie podaje "opieka".

      Delete
  23. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  24. Kurczę, Starduście, ja chyba w innej Polsce bywam, bo cieszę paszczę do ludzi na ulicy, babć w autobusach MZK, urzędników w urzędach i ludzie mi odpowiadają tym samym. Miał Wspaniały pecha jakiegoś chyba.
    A w temacie - nie nauczyłaś się przez iks lat pisania bloga po polsku, że ludzie uwielbiają czytać między wierszami?
    I co z tego, że napisałaś tylko "zatkało mnie" - toż z tego można jak widać całą teorię o Twoich niechęciach do systemu.
    Ech...
    Mnie to też zatkało, przeczytałam i opadła mi szczęka. Dlatego nic nie napisałam pod tamtym postem, bo brak słów, które by mogły nazwać taką sytuację. Ale wiem z drugiej strony, że bydlę nie człowiek trafi się w każdym zawodzie. A lekarz czy pielęgniarka to zawód, nie cierpię wpieprzania ludziom na głowę poświęceń i powołań. Powołania są dobre dla księży.
    I jak można z jakiegoś jednostkowego przypadku wywodzić opinię o całej służbie zdrowia - nie rozumiem. Ja też rodziłam w tym kraju, lekarze w tym kraju nie raz uratowali życie nie jednej osobie z mojej rodziny. Miałam szczęście nie trafić na nieczłowieka. Wiem z drugiej strony, że w Norwegii musiałabym przynieść własną głowę odrąbaną w siatce, żeby lekarz dostrzegł, że coś mi jest. Bo generalnie tu się zajmują mówieniem pacjentowi, że na pewno nic mu nie jest i wystarczy jak będziesz pić więcej wody. Tak jest na mojej wyspie i to nie tylko moja opinia.
    No i co z tego?
    Nico.
    Albo - brutalnie mówiąc - mamy farta, albo go nie mamy. I to tyle.
    Co ma do rzeczy cały system?
    Nie rozumiem.
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Laki, ja tez rodzilam w Polsce i to za komuny, o czym pisalam wlasnie w komentarzach do tamtej notki. Urodzilam, zyje i nie mam zadnych przykrych doswiadczen.
      Pod tamta notka jest juz cos ok. 300 komentarzy, wiec temat popularny nie tylko u mnie:))

      A to co piszesz o Norwegii to tez ciekawe.

      Delete
    2. A widzisz.. to podam taki przykład (mogłabym wiele). W naszym mieście "wojewódzkim" jest jeden lekarz z Polski, chirurg zresztą. Ale wiem od koleżanki Norweżki, która też w tym mieście mieszka, że Norwedzy odwiedzają go na oddziale ze wszystkim i ma renomę najlepszego diagnosty w całym województwie.
      Tytuł najlepszego ginekologa w Skandynawii dwa lata temu zgarnął również polski doktor pracujący w Szwecji.
      To o czymś świadczy.
      Natomiast nasza reprezentacja "pierwszego kontaktu" naprawdę sprawia wrażenie, jakby na studiach medycznych najlepiej opanowała pocieszanie i wmawianie pacjentom, że nie jest źle i zaraz minie. Bez badań. A że nie mija w wielu przypadkach, to inna sprawa.

      Delete
    3. Laki, ja nigdzie nie napisalam, ze polscy lekarze sa beee. Powtorze sie jeszcze (chyba setny) raz: to NIE ja napisalam ten artykul (list) to nie ja napisalam pod nim 300 komentarzy i wiele z nich przytaczajacych podobne przypadki.

      Mimo to przyznaje, ze opisane tam traktowanie pacjentki jest dla mnie szokujace chocby przez sam fakt nie odizolowania jej od kobiet ktore urodzily zdrowe, zywe dzieci, ze juz nie wspomne od odwiedzajacych.

      Delete
    4. Ale ja Ci tego nigdzie nie sugeruję, Stardust i wiem. Opowiadam jak wygląda sprawa u nas, bo napisałaś, że to ciekawe więc rozwinęłam myśl o siatce i głowie :)

      Delete
  25. Bo droga Star, niektórzy mają kłopoty z logicznym czytaniem, a inni wystawiają komentarza na podstawie wcześniejszego komentarza - taka oszczędność czasu. No i wtedy wychodzi jak wychodzi. Ktoś nie doczytał, oburzył się, inny przeczytał tylko komentarz i poleciało :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Volus, a ja glupia jak juz gdzies komentuje, bo nie zawsze to robie, to czytam nie tylko notke, ale i komentarze:)) A tu prosze tak latwo mozna sobie ulatwic zycie idac na skroty i po lebkach;))

      Delete
    2. O nie! Ja czytam wszystko i nie idę na skróty, nawyżej po piwo do kuchni, teraz, bo mi oczy zaschły od czytania.:)))

      Delete
    3. Jaskolko, ja tez sobie chyba piwo zapodam z tego wszystkiego:)))

      Delete
  26. Spodoblalo mi sie to co npisalas ze moglabym skopiowac i wkleic na moj blog :)

    ReplyDelete
  27. Ja je juz mam ... wiec mozemy klub zalozyc ;) :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maugosha, wlasnie sprawdzilam u Ciebie, Ty szukasz problemow:)) No to juz zpodaj cos co wywola burze. Wystarczy jak napiszesz, ze w Polsce jest brzydsza pogoda niz u Ciebie (mniej, albo wiecej sniegu (slonca), nie ma zorzy polarnej, wiatr wieje nie w tym kierunku co trzeba itp) i juz bedziesz miala ruch jak w Rzymie:)

      Ja nawet nic nie napisalam tylko podalam link do listu, ktory napisala Polka mieszkajaca w Polsce, a ktory to list zostal wydrukowany w Wysokich Obcasach.
      I widzisz co sie dzieje:)

      Juz trzeci dzien siedze i udowadniam, ze nie jestem wielbladem, a i tak nikt nie wierzy;))
      Jak tak dalej pojdzie to mi naprawde podwojny garb wyrosnie.

      Delete
    2. Wiesz takie dyskusje to ja juz mialam nawet jak nie na moim blogu :D :D :D obrazilam kupe ludzi i jestem zeszwedziala do kosci ... ale coz i takie jak ja musza zyc ... ale lubie ciebie czytac , chodz nie zawsze chce mi sie wlaczac w dyskusje w komentarzach, no bo i po co? Glowa muru nie przebije a moge sie tylko mocno wkurwic ;) :)) a ja jestem coraz starsza i musze dbac o swoje zdrowie bo i w Pl zle w sluzbie zdrowia a zagranica ludzie jak muchy padaj, jak na polskiego lekarza nie trafia oczywiscie ;) ... wiec jak chce jeszcze pozyc ,to tylko ciebie poczytam ...sama wymiekam ;) :))

      Delete
    3. Maugosha, weźźź daj noteckę, plizzzz!!

      zorzy polarnej zazdraszczam! bo tak! możesz napisać o zorzy!

      Delete
    4. Mijka, jaka notecke? a zorzy i ja nie mam kurza morda , nawet tego nie mam ;)

      Delete
  28. No dziewczyny luzik. Star- wierzę, że nie masz garbów, no może życiowy tylko. Na razie odkrywam, z Waszą pomocą, dziwne spojrzenie blogujących na różne rzeczy.I uczulam się pod wpływem... dzisiaj specjalnie obserwowałam, jak to jest z tym uśmiechaniem się do ludzi. Testowałam Katowice. Nie zauważyłam jakiegoś szczególnego ponuractwa ekstra, życzliwości też nie. Raczej taka norma. No ale nie wiem, czy nie powinnam tej normy już weryfikować.Czytam z zainteresowaniem Przede wszystkim dowiaduję się o życiu w różnych krajach i o odbiorze Polaków. Dobra wiedza :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, zyciowego garba tez nie mam, bo mnie z garbem jakos nie do twarzy:))
      Testuj, testuj i zdaj relacje, niedlugo napiszemy prace habilitacyjna:)))
      Ja Ci jeszcze wyjasnie o jaki usmiech chodzi;) jak idziesz ulica i nagle spotkasz wzrok osoby idacej z przeciwka to sie usmiechnij i zobacz czy dostalas usmiech zwrotny, czy tez osoba obejrzala sie za siebie rozgladajac sie do kogo sie Ty usmiechasz, albo zrobila zdziwiona mine.
      Bo to glownie o to chodzi:))
      A ogolnie to masz racje, jest tu niezla lekcja pod tymi dwoma notkami:))

      Delete
  29. No, Twój blog, ale ja tu jestem:)

    ReplyDelete
  30. To ja napisze nie na temat :)
    Bardzo podobała mi sie wycieczka do blogu Polish Housewife !
    Tyle pieknych zdjec z mojego Poznania.:) Poznalam nowe knajpki!
    Wszystkie zlokalizowalam i wiem gdzie sa.
    Niestety nie poczytalam, bo nie znam angielskiego.
    Domyslilam sie tylko, ze maz tej pani zajmuje sie chyba futtbolem, ponieważ mial zdjecia na stadionie "Lech", a Lech to duma i milosc wielu Ponaniakow.
    Ja bedziesz sie Stardust kontaktowala z Polish Houswife to pozdrow ja od poznanianki od 3 pokolen.
    Ciebie tez pozdrawiam
    Pola
    o sluzbie, ochronie, czy jak ja zwal, zdrowia ani slowa ciiiii:D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, maz Lois jest bodajze wojskowym i zostal oddelegowany do Polski wraz z samolotami F-16 tak mi cos chodzi po glowie. A zdjecia ze stadionu, bo on lubi sport i jak maja okazje to oboje chodza na mecze.
      Lois nawet udziela sie w jednej z tych knajpek, cos tam piecze i dostarcza, bo ona nie pracuje, wiec jakos stara sie zapelnic sobie wolny czas w sposob pozyteczny.
      Pozdrowienia przekaze z przyjemnoscia:)
      A wiesz, ze ja w Poznaniu nigdy nie bylam? Mam okazje jedynie ogladac przez zdjecia Lois i bardzo mi sie podoba.

      A o reszcie ciiiii :D:D:

      Delete
  31. Star, tak tak, tyle się doczytalam, ze w jednej z knajpek sa spotkania "zagranicznych", glownie amerykanskich pan i one tam robią rozne rzeczy.
    Oj F16 bardzo dokuczaja swoim halasem ludziom,ktorzy mieszkaja blisko lotniska. Oni sie tam pobudowali w czasach, kiedy Polska nie byla w NATO i o F16 nie snilo sie najstarszym polskim goralom.
    Prawde mowiac niektorzy pobudowali domy kiedy juz bylo cos na ten temat wiadomo, ale urzedy nadal dawaly zezwolenia na budowe.
    Teraz wszyscy rowno protestuja, ale nie maja szans. Gdzies musza stacjonowac i gdzies musza latac te maszyny.
    Poznan jest bardzo ladnym miastem. Zadbanym, czystym,dla mnie najladniejszym, bo moim :)
    Teraz niestety rozkopanym wzdluz i wszerz ze wzgledu na EURO 2012.
    Zakorkowanym przez to niemilosiernie.
    No, ale EURO minie, a infrastruktura zostanie. I to jest wielka korzysc dla miasta.
    A Ty jak jezdzisz do Polski to do jakiego miasta ? Moze tez go wcale nie znam :D:D
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...