Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, February 18, 2012

Dylematy starosci

Przeczytalam ten artykul w Washington Post i znow mam myslowke:)
Dla tych co nie czytaja po angielsku, krotkie wyjasnienie sytuacji.
Pani Mary Kantorowski mieszka od 1953 roku w tym samym domu, ktory kupila razem ze swoim mezem i wychowala w nim dwoch synow. Po smierci meza przepisala dom na starszego syna z zastrzezeniem, ze bedzie mogla w nim mieszkac az do swojej smierci.
W ubieglym roku starszy syn (Peter) prawowity obecnie wlasciciel domu dal matce nakaz wyprowadzenia sie, jak twierdzi albo do niego, albo do domu opieki.
Jego zdaniem matka jest za stara zeby mieszkac sama.
Poniewaz matka nie chciala sie wyprowadzic, to w grudniu ubieglego roku, tuz przed jej 98-mi urodzinami podal sprawe o eksmisje matki do sadu.
Pani Kantorowski zatrudnila w tej sprawie adwokata, ktory twierdzi, ze kobieta jest na tyle samodzielna, ze moze zyc sama. Argumentem starszego syna bylo, ze matka w tym wieku powinna miec regularne posilki i zyc wsrod ludzi jej pokolenia.
Troche metna jest postawa syna, zwlaszcza, ze nie odpowiada na proby kontaktu rowniez z dziennikarzami, ktorzy sprawe przedstawili w mediach. Dziwne jest rowniez, ze Peter mieszka w odleglosci 20 minut jazdy samochodem, a mimo to nie odwiedzil matki przez ostatnie 8 miesiecy.
Natomiast jest jeszcze mlodszy syn, Jack, ktory twierdzi, ze nie ma zadnych przeszkod, zeby matka mieszkala w dalszym ciagu w domu, w ktorym mieszka od 60 lat. 
Opinie Jacka potwierdza rowniez adwokat pani Mary, twierdzac, ze wykonuje ona sama wiekszosc czynnosci domowych lacznie z gotowaniem.
Sprawa bedzie rozpatrywana przez sad w marcu.
Narazie adwokat Mary Kantorowski wstrzymal probe ewentualnej sprzedazy domu, ktorego wartosc jest wyceniona na $330.000.

No i tak sobie siedze i mysle.
Wczesniej czy pozniej wszystkich nas czeka, albo starosc, albo wczesniej dylemat co zrobic ze starzejacymi sie rodzicami. Jak dlugo mozna uznac starsza osobe za niezalezna i zdolna do zycia samej.
Mam w sasiedztwie rowniez kobiete w wieku Mary Kantorowski, ma tez 98 lat i dzieci mieszkajace duzo dalej, bo najblizej mieszkajacy syn jest w Pensylwanii, a corka w Texasie.
Nasza (a w zasadzie moja) znajoma mieszka sama w dosc duzym domu, radzi sobie calkiem dobrze, jak potrzebuje pomocy, to zawsze znajdzie sie ktos chetny z sasiadow.
Nawet rozmawialam z nia w ubiegla zime, kiedy mielismy duzo sniegu i powiedziala, ze to dla niej zaden problem, bo sasiedzi odsniezajac wokol swoich posesji zawsze odsniezaja tez u niej i nawet nikt nie chce zaplaty. Corka mieszkajaca w Texasie jest nauczycielka, wiec przyjezdza do matki na wakacjie i ferie zimowe oraz wiosenne.
Dorothy sie smieje, ze nie lubi jak corka do niej przyjezdza, bo ogranicza jej wolnosc i nakazuje co i jak matka ma robic, a ta z kolei uwaza, ze skoro radzi sobie dobrze w czasie kiedy jest sama, to nikt nie ma prawa narzucac jej swoich racji.
Mamy tez naszego Tatka, ktory mieszka sam i dosc daleko, wiec temat jest nam bliski.
Ale ciekawa jestem co Wy sadzicie o takiej sytuacji.

64 comments:

  1. Jesli ktos jest samodzielny w wieku 98 lat, to nie ma sprawy, niech robi co chce. Tyle ze to raczej rzadkosc - nawet jesli fizycznie w miare, to glowa juz nie ta.

    Widze czesto druga strone medalu - staruszkow przekonanych o wlasnej wydolnosci i sprawnosci, a po jakims czasie regularnych kontaktow sie okazuje, ze leki nie brane, jedza tak sobie, myja sie jeszcze rzadziej, a myslec juz nie bardzo maja czym.

    Nt. sytuacji z artykulu wypowiadac sie nie bede - za malo danych.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czarownico, na pewno sa i takie przypadki, o ktorych piszesz. Ja mam przyklad tej mojej sasiadki, ktora naprawde radzi sobie dobrze. Widze ja czesto, bo akurat o tej porze (poludnie) jedziemy czesto razem autobusem. Ja do pracy, ona po zakupy.
      Kazdy przypadek jest inny, to prawda.
      Mysle, ze skoro juz sprawa zostala naglosniona przez prase to z czasem bedzie wiecej informacji. Pewnie ze wzgledu na rozprawe sadowa nie moga pisac wiecej. No i ten starszy syn, ktory odmowil kontaktu, a wiec automatycznie nie ma jego opinii w artykule.

      Delete
    2. to ja sie podpisze pod Czarownica to samo chcialam napisac...
      Moje doswiatczenie wlasnie na to wskazuje :) a pracuje w z ludzim starymi juz lat ze dwadziesica :))
      Wprost przeciwnie, za malo jest synow/corek ktore moga sie przeciwstawic woli rodzicow i szukac dla nich pomocy w odpowiednim czasie ;)
      osobiscie napisze "testament za zycia" ze jak moje dzieci zobacza ze mi pomoc potrzebna ( jak bede nie dojedzona, nie domyta i wszystko wokolomnie bedzie brudem zarastac + zdziczeje z samotnosic)to maja jej szukac dla mnie ... bewzgledu na to co ja wtedy powiem - a bede stawac okoniem,to wiem ;) ...
      O artukule tez sie nie wypowiadam ... bo i za malo danych i w gazetach naswietlaja tak by byla wieksza sensacja :D :D

      Delete
    3. Star, ale przeciez w tym artykule cytuja jego wypowiedz dla mediow:
      “I’m not throwing her on the street,” he told WTNH-TV in New Haven. “At her age, at 98, I’m sure that she should be with people of her peers. She should have her meals on time.”

      Czyli cos moze byc na rzeczy z odzywaniem sie tej pani, czyz nie?

      Delete
    4. Czarownico, cytowana przez Ciebie wypowiedz to bylo w TV ale syn odmowil rozmowy z dziennikarzem.
      W artykule jest nizej napisane, ze pani jest dobrze odzywiona co potwierdzaja lekarze i odwiedzajace pielegniarki, wiec chyba nie ma problemu z odzywianiem.
      No i jak on moze wiedziec, skoro nie odwiedzil matki przez 8 miesiecy, wiec nie bardzo wiem na jakiej podstawie wyraza taka opinie.

      Delete
  2. Facet podal glupi powod - ze matka jest za stara. Jakby byla niesamodzielna, to wtedy co innego. Starosc to nie choroba.

    Chyba chodzi mu o chalupe - w koncu nawet jesli matka jest niesamodzielna a nie chce sie wyprowadzic (co mozna zrozumiec) a on nie ma czasu sie nia opiekowac to dlaczego nie zatrudnil dochodzacej np. raz dziennie osoby do opieki?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Futrzak, z tego co jest napisane w artykule, to faktycznie wyglada jakby chodzilo mu tylko o chalupe.
      Nasza E. mieszka z synem, bo ze wzgledu na utrate wzroku nie moze mieszkac sama, ale syn tez zatrudnia kobiete, ktora przychodzi codziennie na kilka godzin kiedy on jest w pracy, zeby dopilnowac jedzenia, brania lekow.
      To sa wszystko sprawy do rozwiazania.
      Kobieta na zdjeciu wyglada calkiem do rzeczy, ale to tez tylko zdjecie...

      Delete
  3. Trudny orzech do zgryzienia... trudny jak cholera...

    Nie mniej jednak starych drzew się nie przesadza... dopóki starsza pani żywotna i samodzielna - dobrym rozwiązaniem jest osoba dochodząca raz dziennie, a potem może opiekunka na stałe - skoro syn ma za daleko?

    No i ja - na miejscu tej pani - zmieniłabym testament :).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na testament za późno skoro dom już należy do syna. A jemu wyraźnie widać o co chodzi skoro poszedł do sądu, zamiast odwiedzac matkę, rozmawiac, przekonywac, załatwic opiekę. On chce eksmisji, a nie narzucenia jej opieki ;)

      Bo to co napisała Czarownica - znam i z własnych przeżyć rodzinnych - ludzie, którzy całe życie decydowali o sobie i innych nie potrafią przyjąć mysli, że potrzebują pomocy, nawet gdy nie pamiętają czasem gdzie są i z kim, lekarstw nie biorą bo się "lepiej" czują, higieny nie mają siły zachować...
      Ale poczucie niezależności jest silne...

      Delete
    2. Ida, problem w tym, ze ona juz przepisala ten dom na niego. Wlascicielem domu legalnie jest juz syn a nie ona:(

      Delete
    3. Babo, dokladnie tak jak piszesz, ludzie maja bardzo gleboko zakorzenione poczucie niezaleznosci. Czesto sa faktycznie zdolni do zycia samodzielnie, ale co zrobic jak czlowiekowi sie tylko wydaje? A naparawde sobie nie radzi?
      Kurde boje sie takich sytuacji.

      Delete
  4. Takie dylematy byly, sa i beda wszedzie. Kazdy ma swoja wlasna prawde.
    Jest jednak zlota zasada, ze by z diablem z wlasnymi dziecmi(czyt.rodzinka) nie podpisywac "cyrografow".
    Kazdy ma prawo do "wlasnego zycia" nawet jesli sie staje odrobinke "zapominalskim" i mam goraca nadzieje, ze taka sytuacja mnie w zyciu ominie.
    Pozdrowionka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ina, tez mysle, ze ta kobieta popelnila blad przepisujac dom na syna. W koncu mozna bylo zostawic to w testamencie, przeciez 60 letni dom to juz na pewno jest splacony. No chyba, ze nie bylo jej stac na utrzymanie tego domu z emerytury.
      "Zapominalstwo" dopoki nie jest grozne dla zycia jest norma. Moja sasiadke widze czasem z dwoma roznymi rekawiczkami, czy krzywo umalowanymi ustami. Nie dawno opowiadala, ze zgubila karte przejazdow. Ale to sa jeszcze drobne sprawy, ktore zdarzaja sie nawet duzo mlodszym.
      Ciekawa jestem jak sie ta sprawa rozwinie.

      Delete
  5. Myślę , że każdy ma prawo do niezależności. Jeżeli potrzebuje pomocy, ma ją bezwzględnie otrzymać... Ale eksmisja matki, bo koleś chce sprzedać dom, bezczelny patałach i tyle. Z resztą, skoro jej nie odwiedza, to chyba jasne jaki to typ.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Margo, to nieodwiedzanie matki mowi bardzo wiele. Facet sam ma 71 lat, wiec juz raczej nie pracuje i 20 minut jazdy samochodem, to nie jest odleglosc, ktorej nie mozna pokonac raz na tydzien, jesli juz nie codziennie.

      Delete
    2. This comment has been removed by the author.

      Delete
    3. O nieodwiedzaniu matki, to na razie mowi jej adwokat, a jaka jest prawda?
      Zalozenie ze facet raczej nie pracuje, bo ma 71 lat, jest na wyrost.

      Delete
    4. Czarownico, oczywiscie, ze takie zalozenie jest na wyrost. Nawet jesli pracuje to ile godzin zajmuje mu praca skoro nie moze wsiasc w samochod i poswiecic godzine raz w tygodniu na wizyte u matki?
      Nie sadze, zeby sam bedac w wieku 71 lat pracowal na dwoch pelnych etatach. No i w artykule pisze, ze jest retired, czyli sprawa raczej jasna.
      Oczywiscie to matka czy tez adwokat mowi o nieodwiedzaniu, ale skoro on odmawia rozmowy z dziennikarzem, to automatycznie odcina sobie mozliwosc zdementowania takiego stwierdzenia.

      Delete
    5. Moze ma w d... opinie publiczna i dementowania tego, co podaja o nim media?

      Delete
    6. Wyglada na to, ze tak. Ciekawa jestem jak sie sprawa rozwinie i zakonczy. Mysle, ze skoro juz o tym napisano, to bedzie dalszy ciag.

      Delete
  6. Jak dla mnie - w podobnej sytuacji -, nie widze zadnego problemu. Temat przerobiony z kazdej strony. nie jest latwo, ale.. Opiekunka dochodzaca albo mieszkajaca na miejscu. Jesli stan zdrowia nie pozwala, to juz jakis dom opiekunczy, gdzie jest opieka lekarska.
    A artykul - dno i 3 metry mulu. W sensie starszego syna.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kamyk, jestem tego samego "wyznania":)
      Mam nadzieje, ze mi sie poglady nie zmienia jak przyjdzie czas, bo to roznie ponoc bywa;)

      Delete
  7. Ważne, żeby odróżnić prawdziwą troskę od zwykłej chciwości i bezduszności.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ewo, no wiec bez wzgledu na intencje facet wyglada na chciwca i tyle. Ale trzeba przyznac, ze kobitka madra i zatrudnila prawnika. Dobrze, tez, ze sad do czasu rozprawy wydal juz zakaz sprzedazy domu.
      Kurde, to jest dla mnie straszne, ludzie pracuja cale zycie, dorabiaja sie kosztem wlasnych przyjemnosci i zdrowia, a potem i tak nie ma gwarancji na nic;/

      Delete
  8. też jestem zdania że jeśli jest samodzielna i chce żyć sama to syn powinien uszanować Jej "testament" w którym zastrzegła sobie żyć w tym domu do śmierci ale powinien zapewnić starszej pani dochodząca opiekę skoro sam nie ma czasu bo jak pisze czarownica starsi ludzie może i samowystarczalni ale czy aby do końca robią co powinni ?
    Problem mnie nie dotyczy nie posiadam już nikogo ale mam nadzieję że mój syn będzie szanował moje zdanie ,będzie mi ufał ale kontrolował ( bo wiadoma sprawa człowiek na starość dziecinnieje a wiadomo dzieciom się ufa przez kontrolę ;-)
    a w ogóle to przepraszam że to napisze ale myślę że moje pokolenie ( mam 40 lat) nie dożyje wieku 98 a przynajmniej w mojej rodzinie nie ma takich śmiałków

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, ja tez mam nadzieje, ze nie dozyje, bo tak naprawde to zycie w tym wieku jest tylko... zyciem.
      Smutne to.
      Postawa tego faceta przemawia na jego niekorzysc, bo naprawde sa mozliwosci zapewnienia osobie starszej opieki tak prywatnie jak i przez sluzby miejskie. Gorzej jak ktos juz nie chodzi, nie jest sprawny fizycznie, lub psychika odmawia posluszenstwa, ale na to z kolei powinien miec orzeczenia lekarskie. Przeciez ta kobieta musi gdzies chodzic do lekarza.

      Delete
    2. Nie moze miec orzeczenia lekarskiego o stanie zdrowia matki bez jej zgody - confidentiality.
      Sad moze zazadac od lekarza i mam nadzieje, ze tak zrobia.

      Delete
    3. Czarownico, cytuje z gazety:
      "Mary Kantorowski’s attorney, Richard Bortolot Jr., said she can take of herself, still does some of her own cooking and is seen regularly in her home by doctors and nurses."
      Wynika z tego, ze Mary jest wizytowana regularnie przez pielegniarki i rowniez zalicza wizyty lekarskie.

      Delete
    4. Bycie regularnie wizytowanym, a mozliwosc udzielenia informacji rodzinie pacjenta, to zupelnie rozne sprawy.

      Delete
    5. Czarownico, wiem, ale tez nigdzie nie napisalam, ze on takie orzeczenie ma miec.

      Delete
    6. A to pare komentarzy wyzej: "ale na to z kolei powinien miec orzeczenia lekarskie"?

      Delete
    7. OK, powinnam napisac "powinny byc" zamiast "powinien miec":)) Ale to juz troche dzielenie wlosa na czworo;)

      Delete
  9. ja akurat mam ostatnio milion przemyśleń na ten temat... mam babcię w wieku 87 lat, która do grudnia mieszkała sama (jakieś 15 min samochodem ode mnie i 10 min od mojej mamy, swojej córki). ostatnio babcia coraz bardziej niedomagała i mama jeździła do niej po 2 razy dziennie i praktycznie wszystko za nią robiła (posiłki, sprzątanie, nawet podawanie lekarstw), ja starałam się wpadać kilka razy w tygodniu. babcia w styczniu przewróciła ię i złamała rękę i biodro... po tygodniu w szpitalu ja wypisali, nie pytając czy ma gdzie i do kogo iść. babcia nie jest w stanie sama nawet wstać z łóżka, a ani mama ani ja nie jesteśmy w stanie jej dźwigać, przewijać, rehabilitować. babcia po długich naradach z różnymi osobami trafiła do domu starców, wydawało nam się to najlepsze rozwiązanie. jesteśmy tam teraz codziennie, niestety mimo grubej kasy jaką jej pobyt kosztuje (cała emerytura babci, plus mama dopłaca około 1600zł!) wcale tam nie jest dobrze - bywa, że cały dzień siedzi na wózku i nikt sie nią nie zainteresuje... albo lezy cały dzien i ten pies ze złamaną nogą się nie pojawi... masakra... moja mama tylko beczy, nie widzi rozwiązania, ja szczerze mówiąc też nie... najlepiej by chyba było, zeby udało jej sie stanąć na nogi i zeby wróciła do siebie jednak, nawet kosztem wynajęcia pielęgniarki na czas gdy my jesteśmy w pracy. aha była jedna próba zabrania babci do domu rodziców (oni mają bardzo małe mieszkanie), ale ta siedziała tam wpatrzona w ścianę i obrażona na cały świat, że ją wywieźli z jej domu... nie potrafiła tam niczego obsłużyć ani w łazience, ani w kuchni... też nie dobrze... starość kiedy człowiek nie jest w stanie sam o siebie zadbać jest straszna - i dla tej osoby i dla najblizszych i nie ma uniwersalnych najlepszych rozwiązań wg mnie...
    uff... ale się rozpisałam! pozdrawiam
    PS. czy w USA domy starców są płatne? bo u nas musi płacić rodzina (chyba, że ta osoba ma wysoką emeryturę, a w 90% przypadków nie ma)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olu, czytalam u Ciebie o Twojej babci. Faktycznie ciezka sprawa do rozwiazania, wspolczuje Wam.
      Tutaj sytuacjia domow starcow jest troche inna, bo sa prywatne, bardzo drogie, ale tez sa miejskie i te przyjmuja chyba nawet w sytuacji gdzie nie ma kto placic, ale tez nie wiem jak przebiega procedura dostania sie do takiego domu.
      W tych miejskich na pewno nie jest rozowo i pewnie przyjmuja juz najgorsze przypadki. Prywatne sa tez na roznym poziomie, wiadomo im drozszy tym lepszy. Kto placi? Naprawde nie mam pojecia, czy to jest zalatwiane tylko z emerytury czy tez musi doplacac rodzina.
      Ale dobrze, ze o to zapytalas, bo bede miala motywacje do rozejrzenia sie w sytuacji.
      Zaskoczyl mnie koszt tego domu, w ktorym obecnie jest Twoja babcia, bo skoro mama doplaca 1600zl to i to juz po calej emerytrze babci, to ile do licha kosztuje utrzymanie czlowieka w takim domu??
      Z tego co czasem czytam, czy slysze, to sa rodziny, ktore musza wyzyc za 1600zl miesiecznie.

      Delete
    2. Olu, wlasnie przepytalam Wspanialego, ktory byl laskawie uprzejmy zejsc juz do pionu:))
      Wiec sprawa wyglada tak, ze w przypadku kiedy ktos stara sie o umieszczenie w domu starcow, a nie stac go na oplaty i ma za niska emeryture, to DS zabiera wszystko co ten czlowiek posiada. I to moze byc dom, samochod, ewentualne kwoty z ubezpieczen jesli takie sa, cala emeryture itp.
      Jest bardzo rzadko spotykane zeby wystepowano z zadaniem doplaty przez rodzine, to juz jest ostatecznosc, ale nie wyklucza sie takiej mozliwosci.
      Generalnie Wspanialy stwierdzil, ze domy starcow sa gorszymi pijawkami niz szpitale.

      Delete
    3. W Polsce dom opiekunczo-leczniczy kosztuje ok. 2600-3000 PLN. Panstwowy, zeby nie bylo. Od ok. 6 lat ustawa sie zmienila i zabieraja 75% emerytury, a reszte trzeba doplacic, pewnie to 1600 to jest to, o czym Ola pisze.
      Ale jak sie mialo "szczescie", te 6-7 lat i wczesniej, to wtedy niezaleznie od emerytury zabierano 75% emerytury i nikt nic nie doplacal. I to bylo uczciwe.
      Bo to co jest dzisiaj, to wola o pomste do nieba. Samotna emerytka z mieszkaniem komunalnym, majaca 1000 PLN emerytury nie ma szans na DOL albo DPS :(

      Delete
  10. Prawdę mówiąc, uzależniałabym decyzję od relacji, jakie wiążą mnie ze starą osobą, która zaczyna wymagać opieki. Jeśli byłaby mi tak bliska i serdeczna, jak Michasia, moja teściowa - nie wahałabym się ani chwili. Ma już 82 lata, wciąż sobie radzi, ale zaprosiłam ją do siebie, gdyby zaistniała taka potrzeba. Była wzruszona. W przypadku osób wrednych, złośliwych i żądnych władzy - nie ma mowy - nie wpuściłabym pod swój dach i nie radze nikomu. Najpierw sporo wysiłku ludzie wkładają, żeby się od takich osób odseparować, a potem wracać do tego samego? Nie. Należy zadbać, oczywiście, o opiekę dla takiej osoby, ale i zadbać o siebie i swoje zdrowie psychiczne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Elu, poruszylas bardzo wazny, moim zdaniem, aspekt opieki nad starszymi ludzmi w rodzinie. Tez uwazam, ze powinno sie zadbac o swoj wlasny komfort i zdrowie psychiczne. Mysle, ze opiekowanie sie strasza zgryzliwa osoba tylko dlatego, ze tak "wypada" i "co powiedza ludzie" powoduje, ze przenosimy te zgryzote z pokolenia na pokolenie.
      Mam podobny stosunek do naszego Tatka, jak Ty do Michasi:) Tatek tez jest pogodny i malo absorbujacy, nie ma wymagan, chociaz przyznaje, ze lubi zainteresowanie;) Mam nadzieje, ze tak zostanie i jak kiedys przyjdzie czas to wlasnie bedzie taki "latwy w obsludze":))

      Delete
    2. Życzę tego i sobie i Tobie. Bo najgorsze uciążliwości "w obsłudze" dotyczą nie kwestii technicznych: jak podnieść, jak zorganizować przestrzeń, jak umyć, tylko tego co się dzieje między, co nas łączy z podopiecznym. Jeśli to jest niechęć nie ma co nawet udawać, że za techniką kryje się troska.

      Delete
  11. Moja mama ma 80 lat, mieszka sama, chodzi na gimnastykę, jeździ na wycieczki, uczy się angielskiego i włoskiego. Mimo to casem zastanawiam się, czy naprawdę ze wszystkim daje sobie radę. Wiem z jej własnych słów, że wspólne zamieszkanie byłoby ostatecznością, gdyby już całkowicie była niedołężna. Ja też bym tego nie chciała - nie da się wejść do tej samej rzeki, wrócić do czasów dzieciństwa. Przebyliśmy wszyscy długą drogę, jesteśmy ukształtowanymi ludźmi, mamy swoje nawyki i swoje życie - trudno byłoby się podporządkować którejkolwiek ze stron. Ideałem byłoby zamieszkanie obok siebie, a jednak osobno, ale na to nas nie stać. Obawiam się jednak, czy zdołam w porę uchwycić ten moment, kiedy większy zakres opieki okaże się niezbędny.
    Sytuacja z artykułu to coś innego, tam ewidentnie chodzi o kasę!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Flosko, takie powrtoty sa na pewno trudne. Tak jak napisalas, to juz sie nie wraca do czasow z dziecinstwa, a raczej jest to sytuacja odwrocona i teraz rodzic jest dzieckiem. Wszystko chyba zalezy, czy obie strony potrafia przestawic sie na ten nowy uklad.
      Ja widze na przykladzie naszego Tatka, jak z czasem stajemy sie wyrocznia:)) Np. ktos ze znajomych powie mu, ze powinien jesc wiecej warzyw i on niby wie, ze to prawda, ale zrobi to dopiero po konsultacji z nami:)))
      Nagle od kilku lat (Tatek w lipcu skonczy 85lat) wszystko opiera sie na "moj syn/moja synowa powiedzial/a" Oczywiscie nie w kwestiach medycznych, tutaj Tatek slucha lekarzy. Ale wszystko inne i tak ostatecznie jest konsultowane z nami:)
      Jakos odczytuje to jako wlasnie etap przestawiania sie i godzenia sie z fatkem, ze my mozemy wiedziec lepiej niz on.
      I masz racje, wazne, zeby uchwycic ten moment w pore.

      Delete
  12. żadna z moich babć nie była na starośc samodzielna, ale każdą "dobiło" przeprowadzenie do dzieci. stare powiedzenie o starych drzewach co się ich nie przesadza ma chyba głeboki sens. dlatego ja wymyśliłam, że jak moi rodzice będą starzy wynajmę im opiekunkę. całodobową. do wspólnego mieszkania. chociaż moja Mama na przykład już teraz twierdzi, ze ona chce do fajnego domu opieki bo nie po to rodziła dzieci żeby im pół życia psuć. o tyle wie co mówi - bo naprawdę umęczyla się z Babcią. A teraz Ojciec bardzo męczy się z drugą.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, Twoja mama ma racje ja tez tak mysle. I chyba tez wolalabym dom opieki, niz opiekunke w domu. Jakos mam wrazenie, ze nawet wsrod innych staruszkow czlowiek nie czuje sie tak samotnie jak z jedna opiekunka, ktora czesto ma prawo stracic cierpliwosc.
      Z tymi korzeniami tez sie zgadzam, czlowiek wrasta w otoczenie, wyrabia sobie jakis wlasny rytm dnia i nagle to wszystko zostaje przewrocone do gory dupa przez kochajace dzieci.

      Delete
    2. Ale zeby nie przesadzac starych drzew, to drzewa (lub ich potomstwo, jesli czuje sie zobowiazane do opieki nad rodzicami, bo roznie bywa) musza miec srodki na zatrudnienie calodobowej opiekunki lub umieszczenie drzew w domu opieki.
      Czesto (zwlaszcza w Polsce) przeprowadzka do dzieci jest jedynym ekonomicznie mozliwym wyjsciem, bo utrzymanie 2 gospodarstw lub doplata do dopmu opieki nie wchodzi w gre.

      Delete
    3. człowiek ma całe życie żeby sobie wymyśleć co chce ze sobą zrobić na starosć. mając świadomośc, że w pewnym momencie straci sprawnosć. i odłożyć sobie kase na ten pomysł. jak się zacznie odpowiednio wcześnie to wystarczy regularnie odkładać grosze :)

      Delete
  13. Dzisiaj dowiedziałam się, że wczoraj tj. w sobotę rano, zmarł mój dziadek - ojciec mojej mamy.
    Miał 96 lat, mieszkał sam, w domu który wymagał codziennego palenia w piecu i mial niewielki ogródek.
    Nie życzył sobie ŻADNEJ pomocy a im większy kłopot sprawiały mu podstawowe czynności, tym bardziej chciał być sam i nie wpuszczał nikogo.
    Los zrządził, że w ostatnich dniach mama była przy nim codziennie, bo przewrócił sie i upadł. Jego stan tak się pogorszył, ze zgodził się na opiekę, ale tylko sprawowaną przez moją mamę.
    Wcale nie byłam zdziwiona, kiedy mama opowiadała mi jaki dziadek ma porządek wszędzie i że rozsady bratków już czekały równo poprzerywane. Tylko odkurzać podłogi nie miał siły.
    Nie był miłym ani opiekuńczym dziadkiem. Bezwzględny był i skupiony zawsze na tym, żeby JEMU było dobrze. Ale BYŁ. Twardy był i samodzielny. Dumny i hardy był też, ten mój Dziadek.
    Będąc dobrze po 80 -tce sam mył okna w 4 pokojowym mieszkaniu i wieszał firanki wyłażąc na stołek. A malinówki wielkie jak grejpfruty tylko on potrafił wyhodować. Robił przetwory, gotował i piekł.
    I nikogo nie słuchał. I co by się nie działo - robił wszystko, żeby być panem sytuacji. Imponował mi i czasem się nim chwaliłam, choć miałam z nim kontakt sporadyczny.
    Moja mama i jej bracia mieli problem, żeby się z tym pogodzić. Duży problem. Czuli się winni, że mu nie pomagają(czyt. nie urządzają mu życia), bo przecież w takim wieku to Dziadek nie powinien....
    Ale On i tak postawił na swoim.
    No ale ze Śmiercią nie ma dyskusji, więc tym razem Ona postawiła na swoim.
    I tak to.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ruda, przykro mi z powodu smierci Twojego dziadka, ale pocieszeniem niech bedzie, ze sie nie meczyl, nie chorowal i przezyl zycie tak jak chcial.
      Jakos bardzo mi blisko do jego filozofii, bo ja tez jestem control freak i ciezko byloby mi sie pogodzic z podporzadkowaniem innym.
      Mialam dobry przyklad w ostatnia Wigilie, kiedy to uciachalam sobie dwa palce i Wspanialy z Potomkiem musieli przejac kuchnie.
      Kurde myslalam, ze oszaleje!
      Musialam byc naprawde upierdliwa skoro Wspanialy powiedzial, ze zachowuje sie jak Nasza Zona:)))
      Troche mnie to przywolalo do porzadku, ale... niewiele;/

      Delete
  14. Replies
    1. PS. A propos wczesniejszej notki- Star, nie rob sobie jaj tylko startuj w wyborach. Moj glos juz masz :)

      Delete
    2. Evito, z tym startowaniem to mam zagwozdke, bo jak patrze i slucham co wygaduje Rick Santorum, to mam ochote tutaj startowac:))) Chyba bede sie musiala rozdwoic:)))
      Ale takiego debila jak Rick Santorum to juz dawno nie widzialam, chyba nawet Bush mial jedna szara komorke wiecej.

      Delete
    3. Ogladalas dawno temu glupiego i glupszego? Kazdy mial po pol mozgu a razem mieli tez pol :) I tu podobnie.

      Delete
  15. sytuacja w artykule, który stał się inspiracją dla Twojego posta, porusza kilka ważnych problemów. Jeden z nich to uczciwość dzieci wobec rodziców. Rodzice ufają nam i w dobrej wierze przekazują własność za ycia, czyli nie czekają na odczytanie ich woli w testamencie podczas jego otwarcia. Dobrze, że starsza pani zastrzegła sobie możliwość mieszkania do końca swoich dni. Osobiście znam kilka podobnych spraw, w których dzieci nie dotrzymały umowy i rodzica sprawnego pod względem umysłowym i fizycznym przenieśli do siebie albo do domu opieki, bo sytuacja w jakiej znaleźli się wg nich samych wymagała spieniężenia majątku oddanego przez rodziców, a więc nie chodzi o troskę o darczyńcę, a o zaspokojenie własnych potrzeb, przy jednoczesnym złamaniu umowy/danego słowa. Osobiście nie jestem zwolennikiem przepisywania nieruchomości na dzieci jeśli istnieje choć cień groźby nie dotrzymania postanowień umowy i gdy sytuacja życiowa darczyńcy tego nie wymaga (np. jest nie na łożu śmierci). Istnieje instytucja testamentu i ona jest dobrą formą rozporządzania własnym mieniem za swojego życia z przeniesieniem czasu wykonania na po śmierci. Niestety często wydaje się nam, że własne dzieci znamy najlepiej, zapominając o tym, że są sytuacje, które radykalnie zmieniają postępowanie także najbliższych ludzi. Niestety tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, wiec nie wiemy tak naprawdę czego możemy się obawiać/spodziewać.
    Wiadomo, każdy człowiek starze się inaczej i moment, w którym już sam nie może sobie poradzić fizycznie/umysłowo wypada bardzo różnie. Bywa, ze blisko stuletni ludzie są intelektualnie i fizycznie na tyle sprawni, by mogli sami funkcjonować, nie stwarzając zagrożenia dla innych ludzi. Jeśli sami tego momentu nie dostrzegą lub za wszelką cenę przed zmianą życia będą bronić się, choć ta zmiana wynika z troski o nich i o otoczenie, to na dzieciach spoczywa obowiązek uczciwego zadecydowania za rodziców.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iva, masz racje, ze to duzo wiecej niz sam fakt przedstawiony w prasie. Mysle, ze w pokoleniu tej pani wlasnie pokutuje jeszcze ta tradycja "zrobic wszystko dla dzieci, to dzieci sie odplaca tym samym".
      Niestety, nie zawsze, co raz czesciej jest inaczej.
      Ale w moim pokoleniu juz jest inny stosunek, juz nie ma tego myslenia, ze dzieci sie mna zajma.
      Ludzie bardziej mysla o tym, zeby nie byc ciezarem lub nie byc na lasce.
      Na pewno ta kobieta wyszlaby lepiej na tym gdyby sprzedala dom po smierci meza, wynajela male mieszkanko a reszte pieniedzy ulokowala w ubezpieczeniu na starosc. Jest taka forma nazywa sie Long Care Insurance, ktora wlasnie zabezpiecza samotnych ludzi.
      No ale madry czlowiek po szkodzie...

      Delete
    2. Dokładnie tak jak napisałaś.
      W ludziach starych nie ma przebiegłości, jest natomiast dziecinna ufność.
      I ja jestem z pokolenia, które woli liczyć na siebie, jakkolwiek kiedyś przychodzi czas, że trzeba staremu człowiekowi pomóc. To co napiszę nie tyczy się wszystkich, ale łatwiej poczuwać się do zabezpieczenia potrzeb opiekuńczych starego człowieka, gdy się wie, że coś po śmierci zostawi, a i wtedy stary człowiek nie boi się prosić o cokolwiek. Staje się jakby pewniejszy i dlatego nie powinien przekazywać swego dorobku za życia. Oczywiście, jak zawsze, nie należy tego uogólniać. Pozdrawiam:)

      Delete
  16. Z niepokojem myślę o tym że kiedyś moja mama przestanie sobie radzić. Tez mieszkam daleko a ona za nic nie da się przeflancować do mnie...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, dlatego postanowilam o tym napisac, bo w sumie w mniejszym lub wiekszym stopniu wszystkich nas czekaja tego typu problemy. Tez ciagle myslimy o Tatku, bo jednak to jest daleko, a Wspanialy jest jedynakiem.

      Delete
  17. Tak długo, jak człowiek jest umysłowo sprawny i nie ma wątpliwości, że mówi co myśli i wie co myśli nie wolno go ubezwłasnowolnić. Każdy ma jedno swoje życie. Generalnie nie wchodzę w żadne konflikty z moimi dziećmi, ale jeśli nadejdzie moment, że zaczną uzurpować sobie prawo do decydowania za mnie, co dla mnie dobre, może się okazać, że na sam koniec nadrobimy konflikty z całego życia.
    Mam tylko jedną wątpliwość, potwierdzającą, że nie można generalizować. Najbliżsi muszą mieć pewność, że stary człowiek, jak natrafi na jakiś mur dla siebie nie do przebicia to uczciwie powie i zwróci się o pomoc. Bo są tacy starsi ludzie, którzy pławią się w swoim nieszczęściu bo oczekują, że dzieci będą się domyślać czego im trzeba. Jak dzieci połowy swego życia nie zużywają na przenikaniu potrzeb swoich rodziców to w oczach tego rodzaju rodziców są złe i niewdzięczne. Proszą o pomoc w ekstremalnej sytuacji, a na pytanie czemu wcześniej nic nie mówiłaś/mówiłeś odpowiadają: nie chcę obciążać cię swoim istnieniem. Domyślasz się, że to cytat z życia ;-))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, domyslam sie. I to wlasnie jest bardzo przykre, ze ludzie tak robia, bo to jest szantaz emocjonalny. Dodatkowo nikt w takiej grze nie wygrywa, sa tylko przegrani po obu stronach.

      Delete
  18. Tu nie ma co sądzić. Kobieta sobie radzi, więc nikt nie ma prawa jej ruszać z domu, ale synek chce opylić chałupę i stracił już cierpliwość - mamusia ma 98 lat i nadal ośmiela się żyć. No ile można! Przecież on też jest już bardzo niemłody. Kiedy skorzysta z pieniędzy? Ot, i cała sprawa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ove, niestety (bo to przykre) ale tak sprawa wyglada z tego artykulu. Ciekawe jak sie to roziwnie.

      Delete
  19. Nie czytalam komentarzy,wiec jesli moj poglad bedzie identyczny z jednym z nich to wybacz.
    Cholera wie jak tam jest tak naprawde.Tak sobie pomyslalam,zaraz po przeczytaniu Twojego posta....synek ewidentnie chce zagarnac dom mamusi...(niby prawo do tego domu ma,ale jak matka w nim mieszka to raczej niewiele moze zrobic)obym sie mylila.Bo czy trzeba zaraz oddawac matke do domu opieki,jesli syn taki troskliwy to powinien wynajac kogos dochodzacego do pomocy mamie.
    Poprostu nie wierze w to ze facet czyni to co czyni tylko i wylacznie w trosce o matke.

    I teraz to sie tak zaczelam zastanawiac nad tym co bedzie jak ja bede stara i nie daj panie zaczne fiksowac ze zdrowiem,o glowie juz nie wspone:)
    Medycyna jest na wysokim poziomie i srednia dlugosc zycia jest coraz wyzsza.Mnie tam na zyciu nie zalezy,moge zyc i 200 lat,byle w pelnym zdrowiu i sprawnosci umyslowej:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, sama sie czasem zastanawiam nad dalszym zyciem, niby jeszcze mam czas;) Ale kto tam wie:)) Wlasnie najwazniejsze, zeby zyc dopoki czlowiek jest sprawny, no ale, takiej gwarancji nikt nam nie daje;/

      Delete
  20. W sprawie artykułu nie mogę się oprzeć wrażeniu, że matka mimo późnego wieku naprawdę nieźle sobie radzi, a starszy syn po prostu chce ją wysiudać z jej domu, bo sam ma chęć z niego skorzystać.
    A skoro Mamusia i tak już niewiele mu może dać, to niech chociaż miejsce zwolni.
    Współczuję tej Mamie, chociaż nie znam kobiety.
    Jednak wielu starszych ludzi w takim mocno zaawansowanym wieku naprawdę już potrzebuje opieki.
    Twoja sąsiadka z pewnością zaś da sobie spokojnie radę jeszcze długo, tym bardziej z tak życzliwymi sąsiadami.
    Gdybym nie dawała sobie rady z własnym domem, a była już bardzo stara i moje dziecko miałoby na przykład ciasne mieszkanko, to postarałabym się jednak zamienić dom na mniejszy, albo wolałabym się przenieść do czegoś mniejszego, żeby mieć mniej sprzątania.
    Ale tak mówię dziś, a kto wie, co powiem mając o wiele więcej lat.
    To nie są łatwe sprawy i wymagają według mnie zawsze indywidualnego podejścia.
    Pozdrowienia serdeczne! :)
    iw

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, wszyscy sobie tak "gdybamy", bo nas to jeszcze nie dotyczy:)) Niestety, sama obserwujac siebie widze jak czlowiek sie zmienia;) I to co kiedys wydawalo mi sie niewyobrazalne, lub do czego mialam "nie dopuscic" wlasnie ma sie calkiem dobrze w moim zyciu:))
      Tez odnosze wrazenie, ze syn chce zeby matka zwolnila miejsce...

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...