Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, February 14, 2012

Powalentynkowo czyli o...

... komercji, szmirze i tandecie.
Przy okazji roznych swiat, a szczegolnie tych znienawidzonych, ktorych pochodzenie przypisuje sie Ameryce, wszedzie gdzie nie spojrze odzywaja sie glosy krytyczne. I nikomu nie wadzi, ze Walentynki maja rodowod wsrod rzymskich chrzescjan. Legenda glosi, ze cesarz Klaudiusz zabronil mlodym ludziom wstepowac w zwiazki malzenskie, bo uwazal, ze malzenstwo wstrzymuje mlodych mezczyzn przed wstapieniem w szeregi wojska. W Rzymie byl ksiadz o imieniu Walenty, ktory potajemnie udzielal slubow mlodym parom, za co zostal skazany na wiezienie, w ktorym zmarl 14 lutego. I to wlasnie na jego czesc zaczeto obchodzic Walentynki. W Ameryce Valentines Day zaczeto obchodzic w XIX wieku, ale kto by tam sie takimi drobiazgami przejmowal, jak nie nasze, to pewnie z hameryki.
A jak z hameryki to pluc trza i to gesta slina:)))
I tak czytam o komercji, o szmirze, o tandecie, o bezgusciu i ogolnie to nagle wszyscy sobie przypominaja Noc Kupaly i plona goraca miloscia do tejze kupalowej nocy.
A jak przyjdzie Noc Kupaly, to nikt o niej nie pamieta;)
Wlasnie mnie dziwi, dlaczego jak mieszkalam w Polsce przez pierwsze 30 lat mojego zycia to nigdy nie slyszalam o Nocy Kupaly. No moze nie zupelnie "nie slyszalam" bo gdzies tam obilo mi sie o uszy w literaturze, ale nie przypominam sobie zeby Noc Kupaly byla w jakis szczegolny sposob obchodzona w calym kraju. Moze i gdzies byla obchodzona, ale ja jakos nie pamietam, zeby bylo o niej glosno.
Owszem pamietam Tlusty Czwartek, Andrzejki i te byly zawsze i wszedzie obchodzone szumnie i trudno bylo o nich nie slyszec, lub je przeoczyc, a Noc Kupaly?
Nieistotne, bo ja ani o Kupale, ani o Walentynkach nie chcialam, a raczej tak ogolnie o swietach.
O tej znienawidzonej komercji i tandecie wkradajacej sie podstepnie pod polskie dachy, sufity i strzechy.
Zaczelam sie przygladac wszystkim znanym mi swietom obchodzonym na swiecie i doszlam do wniosku, ze kazde swieto jest komercyjne, przereklamowane, pelne tandety i szmiry.
Czyz wielkanocny baranek to nie szmira i tandeta?
W dodatku niezdrowy:))
Bo i kto przy zdrowych zmyslach da takiego do pozarcia dzieciom?
Albo czekoladowe kroliczki, rowniez wielkanocne.
A swieto Zmarlych?
Jak pamietam to rowniez swieto komercji, a teraz jak ogladam zdjecia z grobow i patrze na te ozdoby, lampki z wymyslnym zadaszeniem ociekajace roznymi kolorami teczy i brokatem, wiazanki ze sztucznych kwiatow, aniolki, toz to zywa tandeta.
Dzien Kobiet, ktory akurat ma amerykanskie korzenie ale, o dziwo, jest lagodnie traktowany w kraju nad Wisla, w sumie nie wiem dlaczego?
Ale chyba glownie dlatego, ze nie obchodzi sie go w Ameryce:))
A tandeta tez zalatuje, bo dawniej to byl obowiazkowy gozdzik i rajstopy, teraz moze gozdzik zostal wyparty przez wiosenne tulipany i nie wiem co zastapilo rajstopy, ale komercja jest.
A moim zdaniem kazdy kupuje na co go stac i tak wlasnie powinno byc, tak jest dobrze, bo tylko tym sposobem swieto jest dostepne dla mas.
Przeciez nikt nie mowi, ze na Walentynki koniecznie trzeba kupic ukochanej pluszowego misia, czy czerwone serduszko wypelnione czekoladkami.
Mozna nie poddawac sie szmirze i kupic kolie diametnowa, srebrna bransoletke, albo torebke z Prady, mozna zaprosic dame serca na wakacje w Hiszpanii, tudziez na innej Krecie i te prezenty nie beda tandetne, ani szmirowate.
Tylko czy wtedy swieto byloby dostepne dla wszystkich?
Raczej nie.
A moze wlasnie o to chodzi, zeby nie mieszac sie z pospolstwem tylko miec swieta godne elit?
Moim zdaniem czy chcemy czy nie, komercja napedza gospodarke i stad sie bierze potrzeba komercji.
Owszem w Tlusty Czwartek mozna nie kupowac paczkow, tylko upiec je samej w domu, ale wystarczy, ze trzeba kupic make i olej do smazenia tych smakolykow i juz sie robi komercja, juz sie napedza gospodarke, juz sie komus daje zarobic.
Niestety, podoba nam sie to czy nie, to jak nie damy zarobic kwiaciarce, piekarzowi czy listonoszowi, to oni nie dadza zarobic nam. Taka jest prawda, wszyscy jestesmy od siebie uzaleznieni i nie widze nic zlego w tym, ze ktos zarabia na mnie, bo i ktos inny daje mnie zarobic.
A przeciez sa zawody, ktore tylko z okazji swiat maja szanse zarobic, dlaczego im tego zalowac?
Sama nie obchodze zadnych swiat "kalendarzowych", nigdy nie lubilam i juz raczej nie polubie.
Co nie znaczy, ze mi te swieta w jakis sposob przeszkadzaja.
Wrecz przeciwnie, uwazam, ze kazde swieto ma swoja role do spelnienia i chocby dlatego wszystkie sa wazne. Mnie akurat Walentynki nie sa potrzebne, bo i tak w kazdy dzien slysze "kocham cie" co najmniej trzy razy dziennie, wiec 14 lutego nic tu nie zmieni. Zdecydowanie wole kolacje we dwoje bez okazji, lub przy jakiejs konkretnej okazji dotyczacej nas niz pudelko czekoladek dlatego tylko, ze wszyscy kupuja czekoladki.
Upsss.. przeszukalam zwoje mozgowe i okazuje sie, ze owszem byl czas na poczatku naszej znajomosci, ze Wspanialy dawal mi prezenty z okazji Walentynek.
Chyba tak byl szkolony w poprzednim malzenstwie.
W pierwszym roku byl to zloty pierscionek z emeraldami, bo stwierdzilam kiedys wczesniej, ze w kolekcji bizuterii ciagle nie mam emeraldow, za drugim razem dostalam zlote kolczyki.
Ale juz wtedy wyjasnilam, ze tak naprawde to tego typu swieta nie robia na mnie wrazenia i ze wolalabym abysmy zaprzestali kupowania sobie prezentow z okazji kalendarzowych, czy tez bo tak trzeba, bo tak robia wszyscy, bo to wlasnie taki dzien.
Wiec za trzecim razem dostalam juz tylko kartke z zyczeniami, ale te kartke zrobil sam i dodatkowo napisal tam tak piekne zyczenia, ze mam ja do dzis:)
Kryste, nigdy nie dostalam misia i czekuladek... to chyba nie wazne;)
Moze gdyby Walentynki byly w innym czasie, ale sa dzien po jego urodzinach, na dwa tygodnie przed urodzinami Potomka i na miesiac przed rocznica naszego poznania.
Skupiam sie raczej na tych swietach i Walentynki jakos same legly w cieniu pozostalych dni.
Ale kazde swieto ma swoj cel, wiec poswiecilam chwile na myslenie o celu roznych swiat.
Pamietam dawno temu, to byl chyba jakis kabaret, ale juz oczywiscie nie pomne kto, co i jak, wiem tylko, ze ktos zartowal ze swiatecznych porzadkow i padly tego typu slowa "swieta sa potrzebne, bo gdyby nie swieta to niektorzy zarosli by w brudzie". Musialam byc wtedy bardzo mloda, bo pamietam jak nasmiewalam sie z babci, ktora na trzy dni przed kazdym Bozym Narodzeniem i Wielkanoca meldowala "jeszcze tylko musze zetrzec kurz z szafy i mam wszystko wysprzatane".
A kurz z szafy byl dla babci wyczynem, bo musiala sie biedna wdrapywac na krzeselko, jako ze wzrostem nie grzeszyla, ale tez nikomu innnemu nie ufala na tyle, zeby pozwolic sobie pomoc.
Wstrzasnelo to powiedzenie mna na tyle, ze w doroslym zyciu nigdy nie robie sprzatania przedswiatecznego:) Przekorna natura:)
Sprzatalam kiedy mialam na to ochote, a od czasu kiedy Wspanialy przejal ten obowiazek, to sprzatanie jest uzaleznione od jego ochoty.
Mimo to uwazam, ze te kalendarzowe swieta, ktorych nie lubie i nie obchodze, maja jakis sens.
Wezmy taki Dzien Matki.
Jak czesto slyszy sie o matkach, ktore w nieskonczonosc czekaja na wizyte czy chocby telefon od dziecka, wiec taki dzien jest potrzebny, chocby po to zeby przypomniec, moze nawet poruszyc sumienia.
Podobnie ze swietem Zmarlych, ilez jest grobow, ktorych nikt nie odwiedza, poza tym jednym dniem roku.
I podobnie jest z Walentynkami.
Sa ludzie, ktorzy nie maja zwyczaju mowic "kocham", bo uwazaja, ze to wynika z ich postepowania, ze to jest oczywiste, bo tak zostali wychowani, bo nie maja tego w naturze. A z tym postepowaniem tez roznie bywa i mozna zycie przezyc w otoczeniu bliskich i nigdy nie uslyszec, nigdy nie powiedziec.
Przynajmniej tak bylo wychowane w wiekszosci pokolenie moich rodzicow, a juz na pewno moich dziadkow.
Ba, tak byl wychowany moj Wspanialy i Tatek.
Jak poznalam Tatka to nie moglam uwierzyc, ze Wspanialy, ktorego juz znalam jako bardzo cieplego czlowieka nagle zachowuje sie tak ozieble. Przez te trzy dni naszej pierwszej wizyty u Tatka, gdyby nie ja i E. to obydwaj panowie siedzieliby przed telewizorem bez slowa.
Zupelnie nie mialam pojecia co jest grane, ale tez nie wypadalo mi nic mowic, w koncu to byla moja pierwsza tam wizyta.
Natomiast jak tylko wyruszylismy w podroz powrotna do NYC to powiedzialam:
-- Ja juz nigdy wiecej tu z Toba nie przyjade.
-- Ale dlaczego? przeciez pol godziny temu obiecalas mojemu ojcu, ze bedziemy sie z nim widywac dwa razy w roku - Wspanialy byl zaskoczony moim oswiadczeniem.
-- Bede wysylac Ciebie, ale ja z Toba nie bede przyjezdzac, to zupelnie inna sprawa.
-- Ale dlaczego? Co sie stalo?
-- Nic poza tym, ze Ty sie zachowujesz okropnie, tak jakbysmy byli sobie zupelnie obcy!
W tym momencie zaskoczyl i powiedzial:
-- Bo wiesz u nas nigdy nie okazywalo sie uczuc... i ja chyba nie potrafie w obecnosci ojca.
-- To albo sie nauczycie, albo ja nie nadaje sie do tej rodziny - stwierdzilam stanowczo.
-- Wiesz, to bedzie troche trudne, bo ojciec to chyba nigdy w zyciu nikomu nie powiedzial "kocham cie".. no moze mamie... ale to pewnie bylo bardzo dawno temu..
-- Zobaczymy, moze byc trudne, ale niekoniecznie niewykonalne.
I od tej pory jak tylko dzwonilismy do Tatka, a wprowadzilam zwyczaj co tygodniowych telefonow, to na zakonczenie z nim rozmowy mowilam "kocham cie".
Do dzis sie dziwie, ze Tatka nie sparalizowalo za pierwszymi kilkoma razami, ale cisza byla po jego stronie tak przerazajaca, ze az klula w uszy, a ja spokojnie odkladalam telefon.
Po kilku miesiacach uslyszalam niesmiale "ja tez", co w sumie bylo glupie, bo co? on tez siebie kocha?
Ale nie zwracalam na to uwagi, uznalam za postep.
Uplynelo nastepnych kilka miesiecy kiedy Tatek powiedzial pierwszy raz "ja tez was kocham" i to juz byl prawdziwy sukces.
A teraz?
Teraz Tatek konczy rozmowe wyliczeniem listy osob, ktorym mamy przekazac, ze on ich kocha, a lista zawiera wszystkie nasze dzieci i wnuczke.
Ostatnio kiedy byl w szpitalu i zadzwonilam do niego zakonczyl rozmowe ze mna slowami "ja cie naprawde bardzo, bardzo kocham" i to byl prawdziwy szok, gdyby Wspanialy nie byl w tym czasie przy drugim aparacie, to pewnie by nie uwierzyl.
I chocby dlatego Walentynki sa potrzebne.
Tak jak napisalam w komentarzu u Volusia, najbardziej boje sie, ze kiedys umre zanim powiem najblizszym ze ich kocham. Dlatego mowie to przy kazdej okazji, tak na zywo, jak i telefonicznie.
I nie przeszkadza mi w tym komercja, bo nie musze sie jej poddawac, przeciez nie ma zadnego odgornego nakazu kupowania pluszowych misiow czy czekoladowych serc.
Wystarczy tylko otworzyc wlasne serce.

46 comments:

  1. noc kupały, tudzież przesilenie letnie zabrał nam kościół katolicki ;)

    gratuluję Tatka, to jeden z tych prawdziwych sukcesów ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Eulalio, "zabral kosciol katolicki". Dawniej bylo, ze komuna zabrala kosciol, teraz kosciol zabral:) Zastanawia mnie, ze to wszystko co sie dzieje w Polsce, dzieje sie niejako obok narodu. Narod, ludzie nie maja na to zadnego wplywu, tylko im biedakom ktos ciagle cos daje, zabiera, narzuca.. troche to dziwne zjawisko.

      Za Tatka dziekuje:)

      Delete
    2. Normalka, że "zagospodarowują" różne siły. Kto chce rządzić jakąś populacją musi zacząć rządzić seksem - albo zakazywać, albo pozwalać na wszystko.

      Delete
    3. na zabrał zabrał.. to słowiańskie święto było, a więc pogańskie, a pogan tępić trzeba itd. itp.

      Delete
    4. za wikipedią cyuję:

      Kupała, Kupało, Kupajło – domniemane słowiańskie bóstwo płodności.

      Informacje o męskim bóstwie imieniem Kupała pojawiają się w XVII-wiecznych podaniach[1], wiążąc jego kult z obchodzeniem Nocy Kupały. Przypuszczalnie jest to zjawiskiem wtórnym, wynikłym z prób zasymilowania przez chrześcijaństwo dawnych słowiańskich obrzędów kupalnych z postacią Jana Chrzciciela (którego w niektórych regionach zaczęto wręcz zwać Kupałą)[2][3]. Mianem kupały określano słomianą kukłę wykorzystywaną podczas święta[1], możliwe zatem że wraz ze stopniowym zanikiem dawnych wierzeń wykreowano z niej bóstwo, któremu ludowa wyobraźnia przypisała opiekę nad zalotami i miłosnymi igraszkami[4]. Noc Kupały obchodziło się w najkrótszą noc w roku (21/22 czerwca).

      Istnienie bóstwa o imieniu Kupała nie jest jednak potwierdzone źródłowo, zaś sama nazwa święta wywodzi się z indoeuropejskiego pierwiastka kump, oznaczającego grupę, gromadę, zbiorowość, z którego wywodzą się słowa takie jak kupa, skupić, kupić (w sensie gromadzić). Według mniej popularnej opinii wywodzi się ją od słowa kǫpati "kąpać"[2], albo też indoeuropejskiego *kup- "pożądać"[1].

      Delete
    5. Eulalio, no tak z Wiki to ja tez juz sie wyszkolilam:))
      Chodzilo mi o to, ze nie pamietam tego swieta z autopsji:) Nie pamietam zeby i w jaki sposob bylo swietowane.
      Po prostu w temacie Kupaly mam czarna dziure w mozgu:))

      Delete
    6. Antku, jest zrozumiale, ze kazdym narodem "ktos/cos" kieruje. Najlepiej jest jak jest to wola wiekszosci narodu niezalezna i nie zwiazana z zadna religia.
      Ale z tego co widze, to w Polsce kosciol rzadzi nie tylko ludzmi, ktorzy do niego przynaleza ale i polityka.

      Delete
    7. ja pamiętam je, bo moja mam ma w ten dzień imieniny i zawsze była imprezka, no i po nocy kupały (tudzież janie chrzcicielu) można już było się kąpać w jeziorze ;0

      Delete
  2. Noc Kupały chyba trudno byłoby należycie świętować, bo ktoś mógłby oskarżyć za nieobyczajność:)))) Noc Kupały czasem rzeczywiście pojawia się w rozmowach, ale zwykle w tonie takim, ze szkoda, ze kupujemy cudze święta, a nie obchodzimy swojego.
    Co do zarzutów wobec Walentynek. Rozumiem, że bronisz Ameryki przytaczając genezę obchodów tego dnia (jest ona jednak bardziej niejednoznaczna i Walentynkom przypisuje się również inne pochodzenie). Ale przecież nikt nie ma nic przeciwko Walentynkom jako takim. Są jedynie głosy krytyki wobec komercji, a tej ani chrześcijanie, ani Rzymianie, którym tez walentynki się przypisuje, raczej nie rozwijali aż tak jak to się robi współcześnie.
    Mnie osobiście Walentynki ani grzeją, ani ziębią:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ilenko, nie bronie Ameryki, bo nie ma tu co bronic. No chyba, ze uznacie, ze Amerykanie wprowadzili nakaz swietowania Walentynek i Halloween jakims dekretem w Polsce, lub moze sila zbrojna, wtedy naprawde wyjde na durnia:))
      Natomiast te swieta pojawily sie w Polsce jako skutek emigracji zarobkowej wlasnie do Ameryki, przywiezli je ze soba powracajacy z zarobkow Polacy.
      Tak samo jak emigranci z calego swiata przywoza do Ameryki rozne swoje tradycje i zwyczaje, ktore obchodza i nikomu to tutaj oscia w gardle nie stoi. Nikt sie nie czepia Polakow jedzacych w Tlusty Czwartek paczki, albo palacych swieczki na grobach w Swieto Zmarlych mimo, ze to nie jest ogolnie przyjetym zwyczajem w Ameryce.
      No jakos sie nie rozprzestrzenilo.
      Natomiast te "amerykanskie" zwyczaje przywiezione przez Polakow do Polski sie przyjmuja, czyli ktos ma w tym udzial. I podejrzewam, ze jest to ktos (albo i cala duza ilosc ktosiow) ktorzy mieszkaja w Polsce.
      Czy moze na Walentynki i Halloween nagle przyjezdzaja masowo turysci z USA i oni szerza ten podly zwyczaj?
      Tak jak pisalam w notce, komercja to "zlo" naszych czasow i towarzyszy ona nie tylko Walentynkom, ale tez Wielkanocy, Bozemu Narodzeniu, Zaduszkom i generalnie wszystkim swietom jakie sa obchodzone na swiecie.
      Nikt nie protestuje przeciw posrebrzanym kwiatom na grobach, ale walentynkowe serca wywoluja tyle emocji.
      I tylko to mnie niezmiennie zadziwia.

      Delete
    2. Jesli chodzi o świeczki na grobach to i owszem , czepiają się. Pamietam debaty w chicagowskiej prasie i radiu polonijnym . Swieczek nie mozna palic z powodu amerykanskiej obsesji na punkcie pozarow.

      Endo

      Delete
    3. Enzo, nie mozna palic swieczek na grobach, owszem takie jest prawo w calej Ameryce. Ale dopoki stoisz przy grobie nikt nie zabroni Ci palenia swieczek.

      Delete
  3. Co rok obchodzimy razem z innymi świruskami ze Wsi Nadmorskiej kupałowe święto. Puszczamy wianki, śpiewamy i tańczymy. Wszystko nad tzw Czerwoną Rzeczką. Przyjedź kiedyś:)
    A same Walentynki tez mi wcale nie przeszkadzają:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, ja mam pojecie "z czym sie je" kupalowe swieto. Tylko nie pamietam, zeby zwyczaj obchodzenia tegoz byl jakos szczegolnie popularny, przynjamniej za moich czasow.
      Osobiscie wrecz pozorom, bardzo bym chciala, zeby Polska byla Polska, a wiec swiecila polskie swieta, uzywala polskiego jezyka, a nie zapozyczala ciagle cos od obcych.
      Problem w tym, ze gdyby nie bylo popytu nie byloby chyba podazy, prawda?

      Delete
  4. Kupały się nie obchodzi, ale pamiątaka została - nie paliłaś ognisk w noc świętojańską? Po wsiach jeszcze chłopcy przez nie skaczą, a okazja do wypitki w Sobótkę to juz namawiac wielu nie trzeba ;)
    Tyle, że nie swintuszą już (jawnie) przy tych ogniskach :D

    Walentynki mają swój urok, właśnie dlatego, że są delikatniejsze, dla zakochanych, dla przyjaciół - problem tylko, że mniej U NAS w tym święcie idei, a za dużo komercji, handlu - i to przeciw temu się ludzie burzą, to to kojarzą z ameryką - jak Ameryka to pieniądze ;)

    W moim domu też nie było okazywania uczuć i takie dziwne zderzenie - z mężem tak, ale nie przy rodzicach :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, nie palilam ognisk, nie puszczalam wiankow:(( Moze dlatego, ze mieszkalam w Kielcach, gdzie nie bylo rzeki (trudno nazwac Silnice rzeka) chociaz jak bylam ostatnio to nawet woda tam jakas plynela:)
      Nie pamietam tego zwyczaju, natomiast doskonale pamietam paczki na Tlusty Czwartek i lanie wosku w Andrzejki.

      Piszesz, ze Walentynki sie kojarza z komercja i pieniedzmi, a jak pieniadze to "zla Ameryka", a dlaczego pieniadze to zlo? Pieniadze przeciez sa nam wszystkim potrzebne do zycia, wiec jak mozna patrzec na nie jako zlo?
      Poza tym jak juz pisalam wyzej gdyby sie te walentynkowe cuda nie sprzedawaly, to by ich nie bylo.
      Sama sprzedaje i wiem, ze jak klientki czegos nie kupuja to tego nie zamawiam. Proste, przeciez sama sobie nie strzele w stope:)))
      Tak samo i tutaj gdyby nikt nie kupowal, to ilosc tych koszmarkow na rynku by malala, a ona rosnie.
      O czym to swiadczy? :))

      W moim domu tez nie bylo okazywania uczuc:( Generalnie widzialam calujacych sie rodzicow tylko przy skladaniu zyczen swiatecznych lub imieninowych. Bardzo nie lubie takiej pruderii, wiec swiadomie wprowadzilam drobne czulosci w moje zycie dorosle, zycie codzienne. Mysle, ze dzieci (nawet te dorosle) powinny widziec, ze rodzice sie kochaja, lub kochaja swoich partnerow (w przypadku powtornego malzenstwa jak nasze).

      Delete
    2. Bo reklama, reklama, reklama :)Nachalna reklama - gadzety a nie uczucia ;)

      A no taki stereotyp - polak pijak, amerykanin gruby i bogaty :D
      Myśli tylko o zarabianiu.

      To tak siedzi myslę wciąż i głęboko w nas i stąd te narzekania, walentynki fe - bo wymagają nie pójścia na łąkę i zrobienia darmowego wianka, a kupienia kartki czy kwiatów, bo się połówka naoglądała reklam lub nasłuchała sąsiadów i się obrazi :)))

      Miłość też jest nam potrzebna do życia, a też wielu uwaza ją za nieszczęście ;)

      Delete
    3. Babo, nie znam ludzi samowystarczalnych:) Nie wiem moze gdzies tacy sa, ale generalnie kazdy kiedys cos musi kupic, czyli dac komus zarobic. Na to sie nie narzeka, jesli to my zarabiamy, ale juz dac zarobic komus?
      No nie to zupelnie niekoszerne:)))
      A swiat kreci sie wokol zarobkow. Prosperujace kraje, to kraje w ktorych sie zarabia i wydaje. Nie ma innej mozliwosci.

      Delete
  5. Wystarczy porownac co Hameryka wyczynila z Walentynek i Sw Mikolaja a co zrobila Brazylia z karnawalu. Kicz wystepuje w obu przypadkach a reakcja odbiorcy jest diametralnie inna . Ale nade wszystko Polak to maruda. Wiec jeczy o komercji. A w kraju gdzie ponoc jest 90% katolikow to 90% z nich nawet nie wie ( ja tez) ze w Polsce jest kosciol Sw Walentego z relikwia w postaci szczatkow doczesnych. I co ? Sa pielgrzymki wiernych badz zakochanych ? Nie . Ale marudzi 90% . Bo to nasza religia dominujaca :)
    Tom of Ayr

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tom of Ayr, ale co to kogo obchodzi co sobie Ameryka robi w Ameryce, czy Brazylia w Brazylii? Ja pisze o Polakach w Polsce:))) Czy moze te walentynkowe cudaki i koszmarki, ktore pojawiaja sie w lutym na polskim rynku, na polkach polskich sklepow sa "made in USA"? Czy ktos je sprowadza, przywozi sila, przemyca?
      Chyba nie, chociaz jesli sie okaze, ze tak, to bede pierwsza osoba, ktora to odszczeka:))
      Tymczasem Ameryka olewa, a Polska zawsze znajdzie kogos/cos w czyim kierunku mozna wysunac oskarzajacy wskazujacy palec:))
      Niech sobie podla Ameryka swietuje swoje swieta, Brazylia swoj karnawal, a Polska noc kupalowa i bedzie spokoj.
      Niestety swieta i zwyczaje maja to do siebie, ze wedruja, ale tez wedruja tylko tam gdzie jest podatny grunt.

      A poza tym, to witam serdecznie na moim blogu:)

      Delete
  6. Dla mnie każda okazja do świętowania i do okazywania sobie uczuć - nie tylko miłości, ale także zwyczajnie przyjacielskich - jest dobra. I - tak jak piszesz - nie chodzi tu o żadną przesadę (chociaż wcale nie obraziła bym się, gdyby mąż z takiej okazji zabrał mnie do ciepłych krajów ;))) W takie walentynki mogę bezkarnie przypominać innym, że ich lubię - powołując się na święto. Tak normalnie niektórzy mogli by być nieco zdziwieni (ludzie jacyś tacy poważni są...).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tzj, jestem tego samego "wyznania":))) Jak jest okazja do swietowania, to poza muzulmanskim Ramadanem wszystko jest dla mnie dobre:) A Ramadan mi nie pasi tylko dlatego, ze nie wolno jesc od wschodu do zachodu slonca, a to moze byc wielce upierdliwe:)
      Gdybym nie miala tlustej dupy to nawet jadlabym paczki w Tlusty Czwartek i zaraz po tym w amerykanski Tlusty Wtorek, chociaz ten wtorek nie ma nic wspolnego z paczkami.
      Ale bylaby okazja do krzewienia polskiej tradycji w Ameryce:)

      Delete
    2. Łączę się z Tobą w bólu! (z powodu tłustej dupy) ;)))

      Delete
    3. Oj tam, mamy przynajmniej na czym siedziec:)))

      Delete
  7. Dzień Kobiet akurat też ma korzenie rzymskie, jakby się uprzeć :)
    Mnie z kolei śmieszy, że się wszyscy czepiają, że to komunistyczne święto i się z ZSRR kojarzy, podczas gdy współczesna wersja zaczęła się zanim jeszcze ZSRR istniało, w USA, choć faktem jest, że z socjalizmem jest powiązane. Inna sprawa, że ludzie nie rozumieją różnicy pomiędzy socjalizmem początku XXw, a jego późniejszą wersją, ale to już osobny temat ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Koalo, bo swieta i zwyczaje wedruja po swiecie. Jak sie dobrze przyjrzec to chyba jest niewiele swiat obchodzonych w Polsce, ktore moglyby sie poszczycic polskimi korzeniami. A mimo to ubieramy niemieckie choinki, spiewamy przy nich koledy i jest dobrze.
      A kto wie ile ludzi sie buntowalo na poczatku przeciw choinkom?
      Tak samo i teraz, psy szczekaja, karawana jedzie dalej;)

      Delete
  8. Pięknie to napisałaś. Moi Rodzice są naprawdę wyjątkowi bo zawsze mówili mi i bratu, że nas kochają, a teraz odkąd mieszkamy daleko od siebie to słyszę to jeszcze częściej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kachno, Twoi rodzice to moje pokolenie:) a tu juz jest o wiele lepiej. Moi rodzice tez nam (dzieciom) mowili, ze nas kochaja, zwlaszcza do czasu kiedy bylismy kochanymi dziecmi:)))

      Delete
  9. A u nas w sąsiedniej gminie w noc Kupały jest festyn i puszczają wianki na tubylczej rzeczce. Całe święto nazywa się "Wianki" i pół powiatu na nie ściąga.
    Star- chyba się wkurzyłaś, bo napisałaś cały elaborat- bardzo ładny- o ważności różnych świąt. My chyba nie negujemy świąt jako takich i chyba nawet nie bardzo czepiamy się tej komercji. To raczej chodzi o przewagę blichtru nad tymi uczuciami i tyle. Zauważ, że większość tu komentujących także twierdziła, że do powiedzenia "kocham cie" nie potrzebują Walentynek. Może brak umiejętności okazywania uczuć jest powodem, że w to święto można "bez poczucia wygłupu" powiedzieć "kocham cie" (a potem ewentualnie zwalić na tradycję walentynkową). Mówi też o ty, To-znowu-ja.
    Dla porządku- w moim obecnym domu (moim a nie rodzinnym)bardzo zminimalizowaliśmy obchodzenie świąt. To dla nas czas, przede wszystkim, odpoczynku i jeszcze bardziej bycia z sobą, bez gotowania, pieczenia, strojenia, sprzątania i prezentów. I dobrze jest :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, nie wkurzylam sie bo to pieknosci szkodzi:)) Po prostu staram sie przemyslec, przeanalizowac i swoje przemyslenia przelalam tutaj.
      Piszesz, ze "chodzi o przewaga blichtru nad uczuciami"
      Moze i tak, ale w takim razie po co te kwiaty na dzien kobiet, dzien matki, po co swieczki i wience na grobach? Przeciez tam tez chodzi o wyrazenie uczuc, a te mozna wyrazic bez blichtru.
      Mozna isc pomodlic sie nad pustym grobem, nieboszczykowi naprawde sa nie potrzebne wience.
      Matce mozna ugotowac obiad zamiast malowac laurke i znosic kwiaty. Moj syn od lat przychodzi w Dzien Matki po to zeby ugotowac mi obiad, kupuje produkty i gotuje u mnie w domu.
      Nie ma blichtru, jest czas wspolnie spedzony i okazane serce.
      Ja tez jestem minimalistka jesli chodzi o swieta, bo i rodzine tez mamy mala. Mialam juz nawet kilka razy swieta bez choinki, bo nam sie nie chcialo;)
      A jakie to ma znaczenie?
      Dla mnie tylko dekoracyjno-tradycyjne.
      Ale jak napisalam na blogu, ze bede miala swieta bez choinki to tez byl raban:))
      Gotowac i piec na swieta akurat lubie, wiec robie to z przyjemnoscia:)

      Delete
    2. Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Gotuję zupę mamie (mój brat raz na pół roku pojawia się i daje małą bombonierkę, a siostra przynosi małe ciasteczko od czasu do czasu)), minimalizuje wystrój grobu. Od 4 lat mamy tylko stroi na święta, a na Wielkanoc żadnej pisanki nie pomalowałam już od X lat.

      Delete
  10. przyznam, że choć Walentynki już zadomowiły się w Polsce, to są jakby obok mnie.
    Lubię jednak patrzeć, jak młodzi ludzie kupują owe pluszaki, by obdarować bliskich. To jest bardzo miłe i nie postrzegam tego przez pryzmat komercji, jakkolwiek dla wielu do niej sprowadza się. Wszak, jak piszesz, nie ma obowiązku kupowania, jest bardziej chęć manifestowania, że ktoś jest dla kogoś ważny:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iva, ja podobnie jak Ty mam wiele swiat, na ktore patrze z boku. Jak chce moge je celebrowac, jak nie chce to nie i nikomu nic do tego, ale nie czepiam sie, ze ktos mi cos naruzca, bo w koncu zyjemy w demokratycznych spoleczenstwach i nikt nie moze nikomu nic narzucic.
      Nie przeszkadzaja mi Mikolaje z dzwonkami na kazdym rogu ulicy juz od listopada. Po pierwsze to jest ich praca, po drugie zbieraja pieniadze na przyzwoity cel.
      Skoro mnie nie stac aby zasilac wszystkie akcje charytatywne, to sie ciesze, ze ktos to robi zbierajac pieniadze na ulicy.

      Delete
    2. dokładnie i ja trzyma kciuki za różnego rodzaju akcje charytatywne, doceniam ofiarność tych, dla których takie akcje mają sens. Dla mnie mają.
      A co do narzucania, to np. nie cierpię, gdy faceci wiedzą lepiej co potrzeba kobietom, gdy wyznawcy jakiejś religii próbują ingerować w życie społeczeństwa jako całości etc. Wybieram co uważam za stosowne, ale czasem ten wybór jest blokowany:( Ale to raczej na inna rozmowę:)

      Delete
  11. nie obchodzę walentynek i dnia kobiet ale nie mam nic przeciwko i jak w dzień kobiet dostaję tulipana to częstuję ciastem bo ciasto mam zawsze :-)
    uwielbiam tłusty czwartek a bardziej jego owoc -pączki które oczywiście sama piekę :-)
    czego nie lubię ? halloween bo przeniesiony na polski grunt nie ma nic wspólnego z waszymi obchodami.Chodzi mi o to że u Was dzieciaczki się przebierają i zbierają słodycze a u nas przyjdą w zwykłych ciuchach staną i wszystko na co ich stać to "cukierek albo psikus" a jak widzą cukierka to niezadowoleni bo przecież bardziej o kasę im chodzi.Przyznam się że sprawdzam przez wizjer jak wygladają i jak normalnie to nie otwieram drzwi
    kiedyś to jeszcze w 3 króli można było spotkać kolędników ale teraz to niespotykany widok a szkoda bo kolędy są tak piękne :-)
    co do okazywania uczuć to ja jako najmłodsza córcia nie miałam oporów i czasem mówiłam Mamie ze ją kocham i ona mi też ale już mój 8 lat starszy brat czy siostra to chyba mieli opory ( nie wiem może jak nie widziałam to mówili )

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, no wlasnie przypomnialas piekny i polski zwyczaj kolednikow. Pamietam i to bylo naprawde piekne. Ale sie nie utrzymalo, bo ludzie przestali nikt ich nie zmusil, nikt nie zabronil, ot przestali.
      A teraz w to miejsce zaszczepiaja Halloween i znow nie dlatego, ze ktos im nakazal, tylko po prostu chca.
      I tylko o to mi chodzi, ze nie ma co sie oburzac przy takich okazjach na Ameryke, bo Ameryka nie ma nic do tego.
      Ameryka nie spuszcza desantu Amerykanow, ktorzy te swieta propaguja tylko one zostaly przywiezione przez Polakow wracajacych z zarobkow w Ameryce.
      Moim zdaniem nalezy sie cieszyc, ze Polacy nie jezdza na zarobek do Afganistanu, bo niechybnie przywiezli by burki i to bylby dopiero problem.

      Delete
    2. no jak zwykle masz rację z tym Afganistanem :-)
      co do przywożenia zwyczajów niech przywożą bawmy się i radujmy bo polacy to dość smutaśny naród ale żeby te zwyczaje wszczepiali "oryginalne" a nie połowiczne co im pasuje !
      bo samo halloween jest super ale w Waszym wydaniu :-)

      Delete
    3. Zmorko, mysle, ze takie swieta zyja swoim wlasnym zyciem, rozwijaja sie tez w rozny sposob w zaleznosci od potrzeb i mozliwosci grup spolecznych. Ja widze nawet roznice miedzy Halloween sprzed 27 lat a teraz, inny tez byl Halloween w Brooklynie gdzie mieszkalam na poczatku, inny znow w innej dzielnicy Brooklynu i jeszcze inny tu gdzie mieszkam teraz. Mysle, ze generalnie mozna tylko zaszczepic idee a dalej to ona juz sie rozwija sama:)
      I mysle, ze tak Halloween jak Walentynki beda zupelnie inne za np. 10 lat w Polsce.
      Ale pomysl z burkami Ci sie spodobal:))

      Delete
  12. I tak trzymać! Ja też, nauczona przez Mamuśkę, często powtarzam najbliższym, że ich kocham. W sumie to Tacie najmniej, bo z jego strony też zawsze było okazywanie uczuć czynem, nie słowem, ale ... może czas to zmienić? Hmm... Walentynki nawet lubię, choć nie mamy z Żółwiem parcia na ich obchodzenie. Wczraj na przykład w ogóle nie było walentynkowo, bo byliśmy w podróży, a potem ... padliśmy po podróży:-) I żadna to strata, bo jesteśmy razem, a dowody miłości i pamięci dostaję i daję zdecydowanie częściej niż raz w roku:-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, ja mysle, ze mezczyzn troche za dlugo wychowywalo sie w duchu jakiejs (moim zdaniem) falszywej meskosci. Mezczyzna nie placze, nie caluje, nie glaszcze, a tylko zdobywa zarlo i krzesze ogien, bo od podtrzymywania tego ognia to juz mialy byc kobiety:))
      Ciesze sie, ze juz jestes razem z Zolwiem.
      Zaraz polece poczytac jak minela podroz:))

      Delete
  13. Przyznam, że w tym roku nawet nie zauważyłam walentynek, w wymiarze komercyjnym. Jakoś tak nie wpełzłam do centrum miasta i nie dostrzegłam serduszkowego szału na wystawach, a 14 luty nie pokolorował się w moich myślach czerwoną farbą skojarzenia z dniem zakochanych.
    Ale już wieczorną porą przypomniał mi o walentynkach pewien miły telefon, zupełnie niekomercyjnie, niespodziewanie, ale bardzo, bardzo ciepło :)))

    Nie lubię przesady w obchodzeniu świąt którychkolwiek. Nie kręci mnie coroczne kupowanie tysiąca ozdób do domu na Boże Narodzenie, ani pieczenie mazurków na Wielkanoc, bo tak trzeba.
    Uwielbiam za to możliwość, jaką święta dają: można pobyć z bliskimi, nie martwiąc się o pracę, urlopy itd. I to naprawdę od nas zależy, co będziemy robić :)))

    Pozdrawiam ciepło, przesyłając spóźnione życzenia dla Wspaniałego - wszystkiego naj w każdym wymiarze! :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Granato, pieknie to napisalas. Wlasnie takie podsumowanie, swieta sa po to zeby miec czas dla bliskich. A juz czy kupujemy i jakie prezenty kupujemy to jest indywidualny wybor kazdego z nas:))
      Dzieki za zyczenia dla Wspanialego, przekaze z przyjemnoscia:))

      Delete
  14. Ja o Nocy Kupały słyszałam od mojej mamy, bardziej znana mi jest pod hasłem "wianki" (zresztą, nigdy ich nie puszczałam). Walentynek z mężem nie obchodzimy i nie przypominam sobie, żebym od niego dostała i abym jemu dała prezent z okazji tego święta. Chyba podczas studiów zdarzało mi się obchodzić to święto wyjściem do kina, kolacją z chłopakiem. Jednak nie mam nic przeciwko temu, aby to się działo obok mnie. Żyjmy i dajmy żyć innym. :-) Każdy może wziąć z tego to, co mu się żywnie podoba. A co do Tatka, to ja chyba na swoim to muszę przetestować, bo on też "z domu" taki nieemocjonalny jest...Za to mama nadrabia słowami, ale czasem te słowa nie mają pokrycia w tym, co później robi (i to też jest wskazówka, żeby nie przesadzać w drugą stronę :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. KO, u nas sie mowilo wiecej o Nocy Swietojanskiej i wiedzialam, ze to swieto laczy sie z tradycja puszczania wiankow, ale nigdy nie bylo to cos waznego, cos w czym mialabym okazje wziac udzial.
      Mam bardzo podobny stosunek do Twojego jesli chodzi o swieta, niech sobie kazdy wybiera co mu pasuje, aby tylko byl szczesliwy:)
      Natomiast nie lubie tego "bycia ofiara" tego ciaglego wskazywania palcem na innych. A to mi cos zabrali, a to mi cos narzucili takie wieczne ustawianie sie na pozycji biednego Jasia co to mu wiatr w oczy i broda rosnie.
      Jak mnie cos zabrali, to zawsze mowie, ze to moja wina bo pozwolilam sobie zabrac, jak mi cos narzucaja to szukam czy i jakie mozliwosci mam zeby to albo odrzucic albo chociaz zignorowac.
      Nie mozna cale wieki szukac winnych wlasnego nieszczescia poza soba. To co sie dzieje w naszym zyciu dzieje sie za naszym przyzwoleniem, inni traktuja nas dokladnie tak jak sami na to pozwalamy.
      Jak czlowiek zdaje sobie sprawe z tego to nagle nabiera sily i wladzy nad tym co sie wokol niego dzieje. Zaczyna sam kreowac swoje zycie, swoja rzeczywistosc i juz nie musi obwiniac innych.
      To wspaniale uczucie, tylko trzeba sie wyzbyc tego... zwalania winy i narzekania.
      Sorry, ze sie tak rozpisalam:))

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...