Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, April 9, 2012

Swieta po mojemu

Byla kiedys taka piosenka "Cysorz to ma klawe zycie" spiewal to bodajze Tadeusz Chyla i wlasnie przez te swiateczne dni dotarlo do mnie, ze cysorz jak cysorz, ale ja tez mam klawe zycie:)
W piatek zrobilam sobie dzien wolny, bo dlaczego by nie? Przeznaczylam go na upieczenie sernika, ktory robi sie doslownie z przygotowaniem wszystkiego 20 minut, no moze 30... bo jednak trzeba dodac te 12-15 minut na podpieczenie spodu, ale przeciez w tym czasie mozna nic nie robic.
No i jeszcze sie rozpedzilam i upieklam babke drozdzowa.
Hallelujah!!!
Nareszcie znalazlam przepis, dzieki ktoremu udalo mi sie opanowac suche drozdze, bo nie chcialo mi sie isc do sklepu po takie zywe, ktore zwykle sa w jednym sklepie w okolicy, ale licho wie przed swietami moglo ich nie byc, a isc na darmo to nie w moim stylu.
Babka wyrosla pieknie i jest naprawde dobra, tyle, ze ja juz zapomnialam jak ciasto drozdzowe jest nudne, szczegolnie pod postacia babki, do ktorej mozna dodac tylko konkretna ilosc np. rodzynek czy innych dodatkow, bo jak czlowiek da 2 gramy wiecej to babka sie zemsci i nie urosnie.
Dobra, Wspanialy orzekl, ze nadaje sie to na tosty francuskie, czym mnie bardzo pocieszyl, bo ja raczej nie lubie nudnych ciast.
Ale mialam na te babke ochote juz od lat, wiec zrobilam.
Zaspokoilam swoja ciekawosc i teraz moge zyc nastepne 27 lat bez babki drozdzowej;)))
No chyba, ze sie pokusze na zrobienie wloskiego Panettone, ale niby po co jak mozna kupic i jest naprawde 100 razy lepszy niz babka drozdzowa.
Tyle narobilam w piatek. Upsss przepraszam, jeszcze ugotowalam zurek z chrzanem.
W sobote rano pojechalismy kupic zielenine, bo to wiadomo musi byc swieze i tak bylo pieknie, ze wyladowalismy w parku. Slonce swiecilo, wszystko sie ladnie zieleni, no szkoda czasu na siedzenie w domu.
W koncu co mozna robic?
Zakupy juz wszystkie mialam zrobione wczesniej, ciasta upieczone, Wspanialy jedynie musial odkurzyc chalupe i ogarnac lazienki, a to wszystko mozna zrobic w ciagu godziny.
Na sobotni obiad przybyli Potomkowie, upieklam wiec tradycyjnie biala kielbase z cebula i zaczynam dorastac do decyzji, ze to kolejny zwyczaj, ktory powinnismy porzucic.
No dobra, nie jem tej kielbasy wiecej niz raz w roku, ale za kazdym razem ten jeden raz w roku czuje sie jakbym sie najadla kamieni. Strasznie to ciezkie jest.
Jak juz Potomkostwo poszlo, to wzielam sie za przygotowanie rzeczy na niedziele.
Pomylam i przygotowalam zielenine na salatki, przygotowalam mase jajeczna z pieczarkami do faszerowania skorupek, kozi serek ze szpinakiem do nadziewania ogorkow, wszystko co sie dalo przygotowac na tyle, zeby nastepnego dnia tylko wymieszac, napelnic, zwinac.
Takie polprodukty zapakowalam do lodowki i poszlam spac.
A niedziele mialam bardzo latwa, bo ustalilam, ze skoro Y i T przyjezdzaja na 14ta to nie ma sensu robic sniadania o 10tej tylko po to zeby w poludnie sprzatac jedno jedzenie, zeby zastapic go nastepnym.
Tym sposobem zminimalizowalam sobie robote.
Wiem, wiem tradycyjne wielkanocne sniadanie...
No i co z tego?
Czy dla tradycji trzeba sie koniecznie zarobic na smierc?
Ja uwazam, ze zadna tradycja nie jest tego warta.
W niedziele rano zabralismy sie ze Wspanialym do prac wykonczeniowych, on kroil wedliny, ja nadziewalam plastry ogorka twarozkiem, oraz skorupki z jajek pasta, potem on smazyl te skorupki, a ja wymieszalam salatki. Poukladalam wszystko na miskach i talerzach, przykrylam folia spozywcza i czekalo w lodowce.
Przygotowalam nadzienie i zrolowalam udziec, przyprawilam i czekal spokojnie w garze na swoja kolejke.
Tak nam to sprawnie szlo, ze od poludnia juz nie mielismy co robic, wiec na dwie godziny przed przyjsciem gosci zaleglam przed telewizorem.
Stol byl juz nakryty poprzedniego dnia i tylko na 15 minut przed 14ta wystawialam polmiski z przystawkami.
A goscie zebrali sie w ciagu 20 minut (wyjatkowo szybko, nikt sie nie zgubil w drodze, chyba dlatego, ze zdecydowali sie jechac samochodem) i jak tylko weszli to kazdy porwal talerzyk kilka przystawek na talerzyk, krzeslo pod pache i wylegli na taras.
-- Uffff jak dobrze, ze posprzatalem taras - westchnal z duma Wspanialy.
Mial racje, bo ja w zasadzie uwazalam, ze sprzatanie tarasu nie jest konieczne, ale on stwierdzil, ze nigdy nic nie wiadomo no i dobrze przewidzial.
Tak wiec polmiski z zakaskami wyjechaly na stolik na tarasie i tam przesiedzielsmy az do dania glownego, ktore podalam o 15:30. Potem byla krotka przerwa na ulozenie sie w zoladkach i deser.
O 18tej pozegnalismy gosci uprzednio wydajac kazdemu torbe z zapakowana walowka, bo ja tego wszystkiego nie chce trzymac w domu. Zostawilam tylko tyle, zeby bylo na kanapki dla Wspanialego na lunch w tym tygodniu i na jeden obiad, reszta wymaszerowala razem z goscmi.
Wspanialy zabral sie ostro za sprzatanie, ja pochowalam resztki jedzenia, on zaladowal zmywarke, a co trzeba pomyl recznie.
O 19:30 mieszkanie bylo w takim stanie, ze nic nie wskazywalo na fakt, ze jeszcze poltorej godziny temu byli tu goscie. O 20tej zaleglismy z lampka wina przed telewizorem.
Takie swieta to ja lubie:))
Dzis jeszcze spalam jak Wspanialy pojechal do pracy.
Jak sie wreszcie obudzilam to stwierdzialam, ze naprawde nie mam nic do roboty i caly dzien przelezalam przed telewizorem ogladajac zalegle programy, ktore mialam zachowane w recording.
Czarownica w komentarzach pod poprzednia notka z zyczeniami pytala czy swietujemy dyngus.
Nie, nie swietujemy.
Jak siegne pamiecia to nigdy nie lubilam tego zwyczaju, no moze z wyjatkiem okresu wczesnego dziecinstwa, ale juz jako nastolatka, poniedzialek wielkanocny zawsze przesiadywalam w domu, bo i co to za radosc jak czlowieka ktos woda zleje.
Moge wiec spokojnie powiedziec, ze do dyngusa mam stosunek wyjatkowo olewajacy i olewam:)
Potomek chyba nawet nie ma pojecia, ze taki zwyczaj panuje w Polsce.
Jedynym czlowiekiem w mojej rodzinie, ktory wie co to jest dyngus jest Tatek, bo on mieszka w Buffalo, a tam jest duza Polonia i ponoc organizuja co roku najwieksze dyngusowe swieto w Ameryce. Tak mi sie pochwalil w czasie ostatniej rozmowy, bo gdzies tam wyczytal, ze tak wlasnie jest.
Slowem moje swieta spedzilam naprawde przyjemnie.
Chyba sie nawet nie przejadlam, bo dzis weszlam na wage i przybylo mnie tylko 1kg, a to chyba nie jest tragedia jak na swiateczne jedzenie.
Za to wypoczeta jestem nieprzyzwoicie, ze az sie wstyd przyznac.
Jutro z przyjemnoscia pojde do pracy.

40 comments:

  1. to byla Silna Grupa pod Wezwaniem, morze wodki z nimi wypilam :)))
    mysle, ze kazdy emigrant spedza swieta po swojemu, tutaj Wielki Piatek jest najwazniejszym, swiatecznym dniem, jest ustawowo dniem wolnym i jest zakaz ogolny tancow i dyskotek, gowniezeria sie buntuje, ale nie ma szans i bdb +
    my mamy zas odwrotnie z mezem i w swieta, oprocz Wielkiego Piatku pracujemy, nie mniej jednak progeniture wczoraj tradycyjnie ugoscilam, a co do tradycji, ciesze sie ze mieszkam w kraju, ktory takowe posiada, bo moge sobie te tradycje dopasowac do upodobania, tym sposobem zamiast lac wode, pale tradycyjne Ognisko Wielkanocne, a w nim pale wpizdu, całe złe z minionego roku :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Margo, czytam i czytam i przyznam, ze nie rozumiem Twojej wypowiedzi. Nie wiem zupelnie o czym piszesz w pierwszym zdaniu, o jaka Silna Grupe pod Wezwaniem chodzi?
      Wielki Piatek jest tez najwazniejszym swietem (dla wyznawcow wiary chrzescijanskiej) w Ameryce, wiec tutaj sie akurat nic nie roznimy, moze tylko tym w jaki sposob go swietujemy, lub nie.
      Natomiast co do kraju z tradycjami, to ja uwazam, ze kazdy kraj ma jakies tradycje. Kraj w ktorym ja mieszkam ma nawet tradycje wszystkich religii i narodowosci jakie tenze kraj tworza i kazdy sobie moze wybrac co chce.
      Nigdy nie slyszalam o kraju, ktory nie ma zadnych tradycji, chociaz skoro tak piszesz, to pewnie gdzies taki kraj istnieje, tylko ja o tym nie wiem.
      Natomiast z tego co piszesz to Ty tez sobie te tradycje dopasowujesz do indywidualnych potrzeb i upodoban, czyli podobnie jak ja:))) W moich tylko nie ma ognia ani wody, poza ta do kapieli:)))

      Delete
    2. http://pl.wikipedia.org/wiki/Silna_Grupa_pod_Wezwaniem

      o tym pisze na początku Tadeusz Chyła, był członkiem tego zespołu, a właściwie grupy kabaretowej i właśnie "Silna Grupa pod Wezwaniem, cysorza co ma klawe życie miała w swoim repertuarze, a ze Jacek Niezychowski był praktycznie Szczecinianinem i niezależnym pracownikiem Działu Artystycznego w Szczecińskiej TV, znaliśmy się jak dwa łyse konie i tym samym poznałam tez Tadzia :)

      co do kraju z tradycjami, mam na myśli tradycje sięgające kilku ładnych stuleci, pochodzące z rdzenia narodów, jak na ten przykład Polanie, Germanie, Wikingowie i kultywowanie ich w krajach tychże, jeżeli chodzi o Amerykę, dla mnie musiałyby być to tradycje indiańskie :)

      Delete
    3. Ano tak, Tadeusza Chyle pamietam, ale o Silnej Grupie to juz zapomnialam:)) Stad nie mialam pojecia o co Ci chodzi.

      Co do tradycji siegajacych ladnych stuleci to faktycznie przyznaje bez bicia w moim kraju ich nie ma. Jesli chodzi o indianskie no mozna podciagnac pod to Thanksgiving, ale jak znam zycie do tego sie tez mozna przyczepic.
      Ale mam pytanie, czy w Twoim kraju rowniez obchodzi sie tradycje nazistowskie?
      Jak widzisz, jak sie chce uderzyc, to kij sie zawsze znajdzie:)))

      Delete
  2. Hihi, zemści się :) Mnie się nie chciało babki robić, poprzestałam na mazurku kokosowym (całe szczęście, że był kokos, bo nie cierpię mazurka) i torciku bezowym i dwóch sałatkach z ryżem zamiast ziemniaków, jaja, żur i kiełbaska - cześć pieśni! było spokojnie i fajnie :D
    A o dyngusie zapomnieliśmy z tego rozleniwienia :D
    Wspaniały w loterie grywa? Z takimi przeczuciami jak w kwestii tarasu, to może powinien? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, no grywa Wspanialy w loterie, ale jakos przeczucia miewa bardziej trafne w kwestii sprzatania:)))
      A babka drozdzowa sie na mnie zemscila kilka razy, dlatego tak pisze;) Mimo wszystko ciesze sie, ze nareszcie nie bede sie bala drozdzy, bo ciasto drozdzowe nie musi byc nudne, jak sie zrobi z niego np. makowiec;) A moze jeszcze kiedys pokusze sie na babke z czekolada, no w kazdym badz razie cos tam trzeba "wrazic", zeby bylo czyms wiecej niz slodkim chlebem;)))

      Delete
  3. to są bardzo podobne świta do moich:)) I takie ja też lubię:) Tylko ozdoby świąteczne, które pozostawię do końca tygodnia będą wskazywały, że to czas okołoświąteczny:) Chciałam je już dziś schować, ale mąż grzecznie poprosił, by zostawić, więc... czego nie robi się dla kochanego człowieka;)
    Pamiętam, że gdy brat męża wykładał przez rok na uniwersytecie w Buffalo wspominał o polskich tradycjach świątecznych - o Śmigusie Dungusie:)
    Włoską babę panettone kupowałam od lat, ale w tym roku nie mogłam jej kupić:(
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, mnie sie nie chcialo w tym roku nawet wyciagac ozdob swiatecznych;) Moze to i dobrze, bo przy moim lenistwie to pewnie stalyby do czerwca:)))
      Panettone kupuje zawsze wlasnie na francuskie tosty, chociaz nie wiem jakim cudem, ale panettone jest zawsze bardziej wilgotna od normalnej baby drozdzowej i jest jakas bardziej lekka. Moze jednak powinnam sie poswiecic i szlifowac te baby drozdzowe, ale cos mi sie wydaje, ze tego nie zrobie;)))
      W Buffalo jest bardzo duza i bardzo przywiazana do tradycji Polonia. Nawet nie wiem czy nie bardziej niz ta chicagowska. Wspanialy wychowal sie w Buffalo i tam przezyl bodajze pierwsze 30 lat zycia, wiec tez wie, ale nikt z nas tego nie praktykuje:)

      Delete
    2. Ivo, bo lanie woda moze i mialoby sens gdyby to byla pelnia lata, ale przy temperaturze ledwie siegajacej 5C to chyba zadna przyjemnosc:)
      Chociaz pamietam jeszcze z dawnych lat, ze mielismy takich gentelmenow w sasiedztwie, ktorzy przychodzili do domu i "skrapiali" panie perfumami:))))))))))
      To byl dopiero obciach, bo jeszcze jak sie udalo, ze wszyscy panowie na ten cel zakupili "Byc moze" to chociaz zapach byl ten sam, ale ilosc i tak nie do zniesienia;)
      Moze faktycznie ostatni powinien wtedy wylac na czlowieka wiadro mydlanej wody;))

      Delete
    3. Teraz do mnie dotarło, ze ja nic z ozdób nie wyjęłam i nie postawiłam na stole. NIC- zupełnie NIC. Nawet jednego jajeczka, jednej bazinki, jednego kurczaczka NIC! Zupełnie zapomniałam :( A święta przeleniuchowaliśmy i tez NIC nie upiekłam :( I nie żałuję :))))A kultowe "Być może" mam w półce w łazience (można je kupić znowu). Mój ojciec dżentelmen zawsze nas skrapiał "perfumą" i zawsze dostawałam po łepetynie butelką od tejże "perfumy"

      Delete
    4. Jaskolko, widze, ze mamy bardzo podobny stosunek do swiat:) Ja tez mam jakies palmy ozdobne, kurczaki, jajka w gniazdkach i to wszystko przelezalo w szafce:))
      Wiesz z tymi perfumami to fajnie dopoki tylko ojciec Was skrapial, ale jak trafilo sie jeszcze kilku innych i kazdy z inna perfuma to juz byla mieszanka piorunujaca:))

      Delete
    5. To nawet ja, ateistka uparta, świeczki w kształcie jajek i koszyczek z ozdobami na stole postawiłam, no wiecie co państwo... ;)

      Delete
  4. U nas tez spokojnie i bez wariactw. Nic nie "musze" od lat, robimy to, co lubimy i juz. Tylko tesciowa sie burzy, ze u nas sniadanie jest o dwunastej- cale dla nas szczescie- dzieli nas piekna odleglosc dwoch tysiecy kilometrow. Wieczorem wino, dobre kino i duuuuuzo lenistwa:)
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Casablanco, ja tez w sumie ciesze sie, ze jestem daleko od mojej polskiej rodziny w swieta;)) A sniadanie to tez zwykle miewam tak o 11tej czyli troche wczesniej bo mieszcze sie przed poludniem:))
      Ale nie, ja juz nie chce spedzac swiat pod pregiezem tradycji, ktore mnie mecza;) Owszem jak mam na cos ochote w danym roku to moze byc i tradycyjnie, ale jak mialam gosci umowionych na 14ta to juz zupelnie nie rozumiem dlaczego mialabym sie katowac wczesniejszym sniadaniem.
      W koncu swieconki i tak nigdy nie mam, bo nie bede tylko po to gonic w sobote do polskiego kosciola.
      Ja chyba w ogole nie pojmuje celowosci swiecenia, bo w moim malym rozumku tak sobie kombinuje, ze skoro cos jest poswiecone to powinno byc traktowane z poszanowaniem.
      A poswiecic zeby zjesc?
      Przeciez wszyscy wiemy co sie dalej dzieje z jedzeniem;))
      Z drugiej strony sa ludzie, ktorzy modla sie i blogoslawia kazdy posilek. Czyli najlepiej niech sobie kazdy robi jak mu tam w duszy gra i tyle;)))

      Delete
  5. Stardust, to Ty tak, jak ja. Ja tez nie zarobiona na smierc i nie przezarta. Pisalam o tym u Res Varii:) Czasem, jak jest tutaj w Wielkanoc moja Mama, to jedziemy ze swieconka ale jak jej nie ma, jak w tym roku, to nikt nie czuje takiej potrzeby. A tylko dla tradycji, to ja sie zmuszac nie bede:) Ja w ogole nie pieke, moj D upiekl strawberry-rhubarb pie i to nam wystarczylo. Panettone kupujemy ale raczej na Boze Narodzenie, nigdy bym tak dobrego sama nie upiekla:) Stwierdzam, ze z wiekiem robie sie corab bardziej wygodna (a moze i leniwa?)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, to znow mamy podobnie:))) Ja tez wychodze z zalozenia, ze swieta maja byc przyjemnoscia i okazja do odpoczynku. Chociaz przyznaje, ze lubie swiateczne gotowanie i pieczenie;) Dla mnie to okazja do wyprobowania czegos nowego, na co w codziennym gotowaniu nie zawsze mam czas i chec.
      Swieconka o ile mnie wzrok nie myli jest wybitnie polska tradycja. Nigdy nie widzialam swiecenia w np. wloskich kosciolach, a przez lata cale mieszkalam dwie ulice od wloskiego kosciola, wiec chyba widzialabym ludzi idacych ze swieceniem.

      Delete
  6. Jak siegne pamiecia nigdy nie lubilam tego wariactwa przedswiatecznego. U nas tez swieta minely spokojnie bez przesadnego obzarstwa, ot tak, normalnie.
    Tak jak napisalas, wystarczy wszystko dobrze zorganizowac a wtedy czlowiek nie pada na pysk, czerpie przyjemnosc z swietowania i przyjmowania gosci:)
    A babki drozdzowej to moj p. bardzo ci zazdrosci, nie wiem co sie dzieje, ale w naszym domu drozdze nawet nie drgna:(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ataner, to moze ja mu te babke podesle:))) Zostala polowa i pewnie nikt jej nie ruszy dopoki nie zrobie french toast:))
      U mnie tez drozdze nawet nie mrugaly;) Ale sie zawzielam i tym razem zrobilam gleboki research i sie okazuje, ze aby babka sie udala to musi byc spelnionych wiele warunkow. To jest cala filozofia obchodzenia sie z drozdzami:)))
      Ja pamietam swieta jeszcze z czasow dziecinstwa w Polsce, to bylo cos strasznego. Zaraz po kosciele szlo sie do kogos albo zaczynalo przyjmowac gosci u siebie. Zaczynalo sie od sniadania i trwalo to jedzenie az do poznego wieczora, tylko dania i talerze sie wymienialy. Oczywiscie, ze przy takich swietach nie jedna gospodyni padala na siekacze;))
      Caly dzien za stolem... cos strasznego;)
      Ale moze nie wszyscy tak swietowali, mam nadzieje, ze nie wszyscy.
      I dobrze, ze takie tradycje odchodza w niepamiec.

      Delete
  7. Bardzo przyjemnie spędziłaś Święta, i tak normalnie, ja też tak lubię :).
    W Polsce obowiązkowo pamiętam sprzed lat szorowanie całego domu, okna, drzwi, dywany, podłogi, każda duperela z szafki musiała być wyjęta , wymyta, odstawiona na uprzednio umyta półkę...
    Na szczęście odwidziało się mojej Mamie takie szorowanie , części rzeczy się pozbyliśmy przed przeprowadzką z Wrocławia pod Wrocław i tak jest o wiele lepiej :) Mniej przydasiów do sprządania.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kachna, tez pamietam to szorowanie kazdego zakamarka:)) Tak jakby sie nigdy wczesniej nie sprzatalo;))) Nigdy tego nie rozumialam i do dzis nie pojmuje. Sprzatamy na biezaco, a w zasadzie jak wiadomo sprzata Wspanialy. Dwa razy do roku, kiedy mu sie chce a nie na swieta odsuwa wszystkie graty i odkurza za nimi, pod nimi. Ja swoja szafe robie dwa razy w roku przy okazji wymiany odziezy. Szafki i szuflady kuchenne robie jak mi sie chce, pojedynczo, bron buk wszystkie na raz, po prostu jak widze, ze sie nagromadzilo badziewia, albo nie pamietam gdzie co jest, to znaczy jest czas zeby konkretna szafke uporzadkowac. I to wszystko. Nie wiem skad sie wziela ta tradycja sprzatania i szorowania przedswiatecznego. Zydzi robia tak przed Passover, bo nie moga miec ziarenka maki w domu, wiec rozumiem, ze lataja po chalupie z igla i gmeraja w kazdej szparce:) Chociaz moi zydzi tego nie robia;)))

      Delete
  8. Bardzo słuszna postawa, nie można dać się zwariować...ale jednak, jeśli się zupełnie nie olewa, wymaga to dobrej organizacji pracy i opanowania wewnętrznego oraz umiejętnego skorzystania z pomocy domowników ( nawet i dzieciaków ). A Ty tak właśnie POTRAFISZ ! ;))
    Przy okazji przypomniałam sobie od Ciebie tę świetną "Balladę o cysorzu" oraz Tadeusza Chyłę i zaraz odszukałam na YouTube ( łączy się ona także ze wspomnieniami z młodości , bo wtedy Chyła był popularny )...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kwoko, to NASZA mlodosc, bo my tak prawie z tej samej polki:))) Ja sie po prostu pewnych rzeczy oduczylam;) No i mam wyjatkowe szczescie, ze Wspanialy zostal juz dawno udomowiony i przystosowany do robot domowych. Potomek jak przychodzi to bardzo lubi urzedowac ze mna w kuchni, bo on akurat lubi kucharzenie, podobnie syn Wspanialego, tez wchodzi prosto do kuchni i oferuje wszelka pomoc. Dziewczyny mniej sie garna do gotowania, ale za to zawsze sprzataja ze stolu i pomagaja w serwowaniu deseru, robieniu kawy itp. a ja nauczylam sie z takiej pomocy korzystac. Wcale juz nie mam ochoty na tytul Superwoman:))

      Delete
  9. U mnie było jeszcze lepiej, bo trudy kuchenne wzięła na siebie moja Córcia, a ja akurat za kuchnią nie przepadam, więc jestem jej niezmiernie wdzięczna.
    Poza tym potraktowaliśmy te dni jako zwykłe dni, bo niestety jak się razem nie mieszka, to się każdy wolny dzień wykorzystuje na różne prace domowe. Ale z efektów naszej wspólnej pracy jestem tak zadowolona, że hej!
    I fajnie, że odpoczęłaś.
    Mnie też dziś dobrze się pracuje :)
    pozdrowienia poświąteczne!
    iw

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha gotowac i piec to ja akurat lubie:) Wazne zebym nie musiala sprzatac to gotowanie nawet dla armii glodomorow bedzie przyjemnoscia:)))

      Delete
  10. Star - dziękuję za życzenia :)))
    No u mnie wariactwo do kwadratu... Nie dość, że dom lśnił, to jeszcze szopka z tradycjami :D Ksiądz wydziwia, rodzina baaardzo katolicka i tylko mnie łeb pęka od bezsensu tego wszystkiego: narobić się trza, żarcia nagotowane jak dla pułku wojska i jeszcze każą zachwalać taki stan rzeczy. Lanego poniedziałku nie obchodzimy - podobno jak miałam 4 miesiące chłopaki wylali na mnie wiaderko wody, a moja prababka powzięła na nich chęć mordu. I tak jakoś tradycja umarła ;)
    Przebieg Świąt wg Stardust - wymarzony!
    :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Granato, moja rodzina robi sie katolicka z wiekiem:))) Dlatego tak bardzo sie ciesze, ze jestem daleko, ale mam cos dla Ciebie na pocieszenie;)
      Dostalam kilka e-kartek swiatecznych, mily gest, chociaz ja jakos mam zawsze problem kartkowy i chyba generalnie zyczeniowy;))) Wiekszosc kartek z zajaczkami, jajkami, kurczakami, jakis baranek... no fajnie.
      Az nagle otwieram kartke a tu Jezus na krzyzu i do tego z glosnikow wali po uszach muzyka kosciolkowa...
      O matko, az odskoczylam od komputera ze strachu!!!
      Musze pamietac, zeby wylaczyc glosniki przed otwieraniem kartek, ale moje glosniki sa zawsze wlaczone, wiec nie wiem czy sie uda;)))
      Oczywiscie kartka jest od rodziny;)))
      Gdyby sie rodzina wysilila lekko, naprawde nie trzeba wiele, to by wiedzieli, ze ja juz dawno pozegnalam katolickie zwyczaje.
      A moze, wlasnie wiedza i chca mnie nawrocic? :)))
      Nie bede dociekac, do niczego nie jest mi ta wiedza potrzebna.

      Delete
  11. tak czytam te wszystkie komentarze i dochodzę do wniosku że coraz więcej jest nas tych "niespinających się " na czas świąt myślę że zasługa tego ze mamy zupełne inne podejście do tych wszystkich tradycji no i to że żyjemy w czasach "wyścigu szczurów " i jak nadarza się dzień czy dwa wolnego potrafimy to wykorzystać
    też jestem zadowolona z minionych świąt i o to powinno w tym wszystkim chodzić
    pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, ubieglas mnie:) Dokladnie to samo zauwazylam:)) I cale szczescie, bo za moich czasow to przez caly wielki tydzien ludzie wisieli w oknach i pucowali. Dywany wynosilo sie na trzepaki, mimo, ze juz dawno w kazdym domu byl odkurzacz, ale trzepane to jednak trzepane;) No i byl argument nie do zbicia "a jak umyje podloge pod dywanem jak go nie zdejme?" Wiec dywan sie targalo na trzepak, a podloge mylo POD dywanem;) Moja babcia to jeszcze malowanie ram okiennych nie raz zaliczala. No i wszystko musialo byc czyste, nie wolno bylo miec w domu jednej brudnej rzeczy:)) Juz nie pomne jak to bylo z ubraniem, bo przeciez to sobotnie bylo juz brudne po calym dniu noszenia;) A moze jak Marga w pierwszym komentarzu pisze, trzeba bylo spalic;))
      Zupelna schiza.

      Delete
  12. Ten Twój wpis jest tak pozytywny, a u nas odpowiedź na tradycyjne pytanie "jak święta?" brzmi: "święta, święta, i po świętach"...a mnie szlag trafia, gdy słyszę ten sam komentarz od kolejnej osoby. Super, że się nie przejadłaś, wszystko zorganizowałaś na czas i - co najważniejsze - się nie umęczyłaś. Matka Polka Umęczona to często symbol naszych świąt - przynajmniej w starszych pokoleniach...Pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. KO, ja mysle, ze ogolnie jest jakas tendencja do bycia ofiara, albo bycia Superwoman. Jedna i druga prowadzi do tego samego celu, w pierwszym przypadku "ja taka biedna, musze sie narobic jak wol" w drugim "nikt nie zrobi lepiej niz ja", ale efekt jest ten sam "litujcie sie albo podziwiajcie, ale ja jestem padnieta". Na szczescie wiekszosc z tego wyrasta:)) Chociaz dla starszych pokolen, to juz raczej nie ma nadziei... upss... ja przeciez JESTEM starsze pokolenie:))))

      Delete
  13. W pewnym momencie życia zauważyłam,że znacznie przyjemniej i weselej jest w święta robić to co się komu podoba, niż umartwiać się wpierw gigantycznym sprzątaniem, potem pichceniem do upadłego, wreszcie siedzeniem godzinami przy stole. I zaczęliśmy wyjeżdżać w góry- i na BN i na Wielkanoc. A teraz -wreszcie mam pełny luz i nic nie muszę szykować, gotować pucować., nawet wyjeżdżać nie muszę.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, masz racje z tego sie wyrasta i czlowiek zaczyna cenic bardziej inne aspekty swiat. Byl czas, kiedy bylam sama z Potomkiem, ze tez wyjezdzalismy na swieta, bo i co za swieta we dwoje. Teraz mam rodzine i swieta nabraly innego troche uroku, jest okazja do bycia razem i z tej okazji korzystamy, ale nie za cene martyrologii:))

      Delete
  14. MOjej Asi baba wyrosła na pół metra niemal... Nie narobiliśmy się nadmiernie, na szczęście. Śniadanko było na jedenastą... Kiedyś nie do pomyslenia, by później niż o dziewiątej! Luzik był i to najważniejsze...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, moja tez wyrosla:) Pierwszy raz od lat:)) Ale teraz dopiero pamietam, ze baba drozdzowa to jest cymes na jeden dzien. Jak jest wieksza ilosc osob, to taka babe zjadaja jednego dnia i jest fajnie. U mnie zostala polowa baby i nie bardzo wiem co z nia zrobic. Owszem najlatwiej przerobic na francuskie tosty lub bread pudding, tylko ze to cholernie kaloryczne;/ I tak mam rozterke z baba:)))
      U Was jest jednak duza rodzina, a u mnie nie dosc, ze jest nas malo, to jak juz dojdzie do kawy i ciast, to slysze ze wszech stron "bardzo prosze cieniutki kawalek i wystarczy na nas dwoje" I tak sie dziela tym plasterkiem, bo wiecej juz im sie nie miesci.

      Delete
  15. Wstawało mi się ciężko ale do pracy też przyszłam dziś z przyjemnością:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, bo po kilku dniach lenistwa to sie ciezko wstaje:)

      Delete
  16. Maga, Twoje swieta byly jeszcze lepsze:)

    ReplyDelete
  17. no takie święta to ja rozuuuuuumiem!:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...