Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, April 26, 2012

W pogoni i o suchym pysku

Bylo to wczoraj. Mialam umowiona wizyte u doktora na zdjecie szwow po szpilce, nic wielkiego, wizyta na 10ta, normalny czlowiek zdazy z palcem w dupie. Ja jako czlowiek nienormalny zazyczylam sobie, zeby mnie Wspanialy obudzil przed wyjsciem do pracy czyli o 5:30, bo przeciez wiadomo, najpierw kawa, potem druga, dopiero teraz prysznic itd. A to wszystko oczywiscie w zwolnionym tempie, bo ja nie mam przyspieszenia z rana.
I tak sie zaczelo, wedlug planu, wstalam, wypilam kawe, druga, powloklam odwlok pod prysznic, wyszorowalam, wypucowalam, nakremowalam, wyklepalam i zasiadlam z kolejna kawa przed kompem.
Ech wlosy i tak zwiaze bo przeciez po doktorze ide prosto do pracy, wiec sie nie przejmowalam zbytnio, jeszcze tylko musze sobie narysowac kawalek urody, a to mozna zrobic na ostatnia minute.
Jak ja lubie wszystko na "ostatnia minute", wiec rowniez na ostatnia minute odlozylam sniadanie, ktore tym razem mialo byc w postaci shake, bo tak szybciej i nie trzeba myslec.
Plan byl taki, ze musze zalapac sie na autobus o 9tej wiec zaczne rysowanie urody polaczone z piciem shake o 8:30 i bedzie luzik.
No i luzik byl, polazilam po blogach, sama napisalam notke, weszlam tez jak zwykle na forum polityczne i  wszystko na pelnym luzie i to byl blad. Nagle moj zegar zaczal wybijac godziny, a ja ciagle na luzie zaczelam podswiadomie liczyc jeden, dwa... piec... osiem, dziewiec.
O kurwa!!! Niemozliwe!!!
Odskoczylam od komptera, polecialam zerknac na zegar a tam jak wol 9ta, nastepny zegar tez 9ta, dopadlam znow komputera, bo ten jest przeciez niezawodny... 9:01ja pierdole!!!
A ja w domowych gaciach, shake przygotowany ale nie zrobiony, uroda nienarysowana...
Wpadlam do sypialni, dorwalam jakies gacie, biustonosz, skarpety jeszcze zdazylam zerknac czy obie takie same, portki na dupe i pakowanie torby, zeby niedajbuk telefonu nie zapomniec, zamknac chalupe...
Takiego dostalam rozruchu, ze juz o 9:10 stalam na przystanku i czekalam na autobus.
Musialam, za wszelka cene musialam zdazyc na ten o 9:15 bo inaczej jak sie spoznie do doktora, to bede musiala czekac dluzej, a ja sobie umowilam klientke na 11:30 bo wiedzialam, ze przeciez na pewno zdaze. A potem juz od 11:30 bylam zajeta az do 15tej wiec nic nie moglam przesunac.
Autobus na szczescie podjechal punktualnie, a chyba nawet minute wczesniej wiec cala zadowolona teraz dopiero poczulam, ze jestem cholerycznie glodna.
Nic dziwnego, bo przeciez wczoraj jako obiad zjadlam tylko kopiec zieleniny przyozdobiony gruszka i orzechami oraz okraszony co nieco serem feta. Dobra, z glodu sie jeszcze nikt nie zesral, dam rade...
Z takich wlasnie rozmyslan wyrwal mnie glos kolezanki/sasiadki:
-- A co Ty dzis tak wczesnie?
-- Zapitalam do lekarza i w sumie powinnam wziac ten wczesniejszy autobus, ale chwala na wysokosci zdazylam na ten.
Siadlam obok niej, pogadalysmy, zwykle jak sie juz spotkamy, co nie czesto sie zdarza, bo Diana zaczyna prace zawsze o tej samej (wczesniejszej) porze, to jedziemy rowniez w tym samym wagonie subwaya.
Tym razem poniewaz chcialam/musialam zaoszczedzic kazdy krok powiedzialam jej, ze ja niestety zasuwam na sam poczatek pociagu.
-- Nie ma sprawy, rozumiem, a ja i tak musze jeszcze uzupelnic pieniadze na karcie, bo nie bede miala na powrot - pozegnala mnie ze zrozumieniem kiedy ja juz atakowalam schody prowadzace na peron.
Dopadlam wagonu, moje (ulubione) podwojne siedzenie bylo wolne, wiec klapnelam.
Za chwile usiadl obok mnie jakis facet i ledwie usiadl to wyciagnal swoje sniadanie, tak bo to jest ta pora kiedy w subwayu trafic mozna ludzi jedzacych sniadanie i popijajacych kawe.
Zaburczalo mi w brzuchu i nawet mialam ochote sie przesiasc, ale wiem jak glupio czuje sie czlowiek, ktory siada obok kogos kto natychmiast wstaje i odchodzi w inne miejsce.
Samej mi sie zdarzylo kilka razy i zawsze myslalam "co jest grane? czy ja smierdze?"
Na szczescie facet mial na sniadanie jakies muffin, a ze ja absolutnie niemuffinkowa jestem, to mnie za bardzo nie meczylo i postanowilam zostac. Ale moj pusty zoladek i tak jakims cudem powodowal, ze zerkalam na te muffin z chciwoscia.
Dojechalam do stacji docelowej, wyskoczylam znow jak wystrzelona z procy i aby tylko jak najszybciej pokonac te 6 ulic dzielace mnie od gabinetu. Wiadomo, ze nie biegam, ale nawet szybkie chodzenie jest utrudnione o tej porze, bo duzo ludzi zaczyna prace o 10tej wiec trzeba sie niezle skoncetrowac, zeby nie zderzyc sie z kims, kogos nie popchnac, nie nadepnac i ladnie omijac slalomem przeszkody.
Wyjatkowo wlasnie teraz najbardziej przeszkadzaly mi te ruchome vendors z kawa i doughnuts, bagles itp, ktore zawsze o tej porze stoja na chodnikach, a wiec nie tylko zajmuja same w sobie miejsce, ale dodatkowo przed kazdym takim wozkiem stoi 2-3 osoby w kolejce.
To wszystko powoduje, ze chodnik jest czesto o polowe wezszy, a ludzi na nim jak zawsze duzo.
Nic, na poczatek szlo mi calkiem dobrze i dwie pierwsze ulice pokonalam w rekordowym czasie, ale dobrze zarlo dopoki nie zdechlo.
Nie wiadomo skad przede mna wyrosl dosc obszerny facet. To ze byl obszerny to maly pikus, ale on jeszcze dodatkowo szedl w rozkroku. Ani chybi ma ostre zapalenie genitaliow, albo ktos mu nasral w spodnie - pomyslalam - ktos, bo do wlasnego gowna to czlowiek moglby sie przytulic, do obcego nie bardzo. Udalo  mi sie go wyminac dopiero przy kolejnym skrzyzowaniu, metoda obchodzenia wkolo.
Potem jeszcze byla starsza paniusia z dwoma torebeczkami firmowymi, oczywiscie w obu raczusiach, bo jakze tak niesc torby w jednej rece? A paniusia tez sie poruszala w tempie zolwiowym, bo miala na stopach ogromne szpile, ktorymi wymacywala grunt przed postawieniem kazdego kroka.
Na szczescie paniusia byla chudzienka, wiec dalo sie ja jakos wyminac, bez dodatkowych zabiegow.
Do doktora dopadlam na 4 minuty przed 10ta.
Ufffff
Wpisalam sie na liste, siadlam i poczulam, ze zoladek nie tylko przykleil mi sie do kregoslupa, ale wydaje ciche (narazie) odglosy burczenia polaczone z dolegliwym ssaniem.
Na to wszystko wlasnie weszla jedna z pielegniarek i rzucajac pokazna torbe z Dunkin Dounuts przez okienko recepcji wydala radosny okrzyk:
-- Przynioslam dounuts dla wszystkich!!
Zrobilo mi sie ciemno w oczach z glodu i tylko powiedzialam silac sie na usmiech:
-- Irene, czy Ty moglabys nie uzywac "wyrazow" w mojej obecnosci.
-- Star, ale dlaczego?
-- Bo ja jestem na diecie - sklamalam obludnie, bo gdybym powiedziala, ze jestem glodna to na pewno poczestowano by mnie tym dounut, a nie bardzo bylam przekonana, ze na pusty zoladek to jest dobre rozwiazanie. Na szczescie w tym momencie inna pielegniarka zawolala mnie do gabinetu.
-- Rachel, kto zdejmuje moje szwy?
-- Ja moge zdjac, ale doktor i tak musi zobaczyc, a dlaczego?
-- Bo mnie sie dzis wyjatkowo spieszy.
-- Nie ma problemu, to tylko przygotuj stope i ja za chwile przyjde.
Przygotuj stope, myslal by ktos ze to moze trwac godzine, zrzucilam but, sciagnelam skarpete i ledwie siadlam na lezance do gabinetu wszedl moj doktor.
Doktor zabral sie do roboty, a ja nie moglam sie pozbyc wizji dwoch kawalkow surowego kalafiora, ktore zostawilam wczoraj w pracy w lodowce.
Z jaka przyjemnoscia pozarlabym je wlasnie w tym momencie, bo ja uwielbiam surowe kalafiory i ostatnio najczesciej stosuje je jako cos do przegryzienia miedzy posilkami.
Dotarlo tez do mnie, ze jak nic nie zorganizuje po drodze, to nie mam szans wyzyc przy tych dwoch kawalkach kalafiora az do 15tej.
Od doktora wyszlam w rekordowym czasie 20 minut po 10tej wiec mialam duzo czasu na dojazd do pracy, ktory z dojsciem do subwaya zajmuje mi nie wiecej niz 20 min, postanowilam wiec, ze musze zdobyc cos na zab. No i zdobylam, bulke z jajecznica.
To byla najlepsza bula z jajecznica jaka pamietam:))
A komputer to jest jednak zuo.

26 comments:

  1. przyjemnie Cię poczytać
    uśmiech na twarzy sam się maluje :D

    pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Euforko, milo mi, ze zagladasz:) Dzis ja tez sie z tego smieje, ale wczoraj nie bardzo mi bylo do smiechu:))

      Delete
  2. Ja to lubię bułę z sadzonym jajem... narobiłaś mi smaku

    a z lekarzem to rzeczywiście rekord, ja ciągle tracę na nich kilka godzin :( nawet jak jestem umówiona na godzinę, to coś się przesuwa... maakra

    buziaki

    ReplyDelete
    Replies
    1. Margo, ja tez lubie bule z jajem, ale staram sie nie naduzywac:) Wiekszosc lekarzy do jakich tutaj chodze w zasadzie pracuje zgodnie z rozpiska wizyt, czasem trafi sie, ze musze czekac, ale nigdy dluzej niz pol godziny. Niby da sie to przezyc, ale nie lubie czekania:) Kiedys ktos mi powiedzial, ze jak chce zeby lekarz przyjal mnie na czas to najlepiej umawiac wizyte jako pierwsza w danym dniu, lub pierwsza po przerwie na lunch. I to sie sprawdza:) pod warunkiem, ze wezmie sie poprawke na fakt, ze wiekszosc lekarzy spoznia sie do pracy:))

      Delete
  3. Komputer to wielkie zuo!!! ;))) Ile rzeczy ja bym zrobiła, gdyby nie on! Ale - z drugiej strony - po co?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tzj, oj tak ja tez bym wiele rzeczy zrobila gdyby nie komputer:) Ale tak przyjemnie polatac po blogach, wdac sie w dyskusje polityczne na forum.
      Tyle tylko, ze jak piszesz, po co? Robota nie zajac, nie ucieknie i sama sie nie zrobi:))

      Delete
  4. 'narysować kawalek urody' te słowa przejdą zapewne do kanonu moich ulubionych zwrotów;))))
    A głód jest rzeczywiście straszny, potrafi bardzo ograniczyć naszą bystrość, bo nieustannie przywołuje obrazy z jedzeniem związane, jak np. kalafior z lodówki. Trzeba uważać, bo w takim stanie o nieszczęście nie trudno i mówię to całkiem serio. Głód rozprasza naszą uwagę. Jestem pod wrażenie Twojego rozsądku, bo ja na pewno na widok apetycznych dounuts nie pomyślałabym o pustym żołądku, lecz pożarłabym je w locie:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, to wcale nie rozsadek, tylko balam sie ze bedzie mi niedobrze po takich slodkosciach na pusty zoladek:) W domu na pewno nie oparlabym sie pokusie, ale szlam prosto do pracy.
      To prawda, ze glod nie daje o sobie zapomniec:))

      Delete
    2. no to właśnie ja bym była nierozsądna i aż strach pomyśleć czym by to mogło się skończyć;(

      Delete
    3. Muszę tutaj, bo pasuje do punktu czytania. Z tym rysowaniem urody. Cudne. Ma racje Iva- to powinno stać się hasłem reklamowym :))) Poza tym jesteś dzielna z przetrzymaniem głodu. Ja umarłabym z niedocukrzenia, a na mur pożarłabym coś niewłaściwego.

      Delete
    4. Jaskolko, staram sie nie przesadzac z cukrem i generalnie to jak juz slodkie to najchetniej walnelabym jakis tort albo sernik:)) Taki paczkowaty dounut to za duzo cukru i za malo radosci:)) I glownie skoro juz mi sie jakos nareszcie udaje stracic troche wagi w dosc latwy sposob, to tez chce to wykorzystac:))

      Delete
  5. Dobrze, że jednak zaczęłaś od tej buły z jajecznicą, bo surowy, lodowaty kalafior na pusty żołądek po nocnej przerwie, mógłby Cię przyprawić o atak bólu. Wiesz, ja też lubię surowy kalafior, brokuł również.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, to jest nas dwie z miloscia do surowych klafiorow:)) Wszyscy sie dziwia jak mozna lubic surowe klafiory, no ale widocznie mozna:) Surowe brokuly tez lubie, ale mniej, bo wchodza miedzy zeby, z kalafiorem nie mam tego problemu. I lubie jeszcze surowe pieczarki:))

      Delete
    2. Ja też uwielbiam surowe kalafiory (normalka przecież! ;))), brokuł nie. A pieczarki surowe, tylko z lekka posolone! Pycha!!!

      Delete
    3. Tzj, no prosze zaczyna nam sie tworzyc klub wielbicieli surowizny:)) Ja pieczarek nawet nie sole:)

      Delete
    4. ja się też dorzuce do funclubu ;) pieczarki i kalafiory ;) za to brokuł mnie jakoś odrzuca surowy...

      Delete
  6. "bo do wlasnego gowna to czlowiek moglby sie przytulic"
    kocham Twoje powiedzonka !!!!
    ha i też pożeram surowego kalafiora i surowe pieczarki :-)
    pieczarkami wzbudzam wstręt wśród znajomych choć już przywykli :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, witaj w klubie pozeraczy surowizny! Tak to prawda, ze pieczarki wzbudzaja wieksze zdziwienie i wlasnie czesto wstret:)) Ale za to jakie pyszne:P

      Delete
  7. ;-))))) "z glodu sie jeszcze nikt nie zesral ;-))))))))) No dokładnie! A z przeżarcia to nawet ludzie umierają ;-))))))))))))))))))))
    A ja też rano potrzebuję kupę czasu na rozruch. Coś koło godziny + czas w łazience. W sumie, z głębią oka, 2 godziny jak nic

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, mamy dokladnie tak samo z rana:) I na szczescie Wspanialy tez nie jest rannym ptaszkiem, mimo, ze musi, ale to praca. Natomiast w weekend to ja wstaje duzo wczesniej od niego. On odsypia, a jak juz wstanie to i tak sie nie ma co do niego odzywac przez pierwsze pol godziny bo nie ma pojecia o co chodzi:))
      Moj byly byl skowronkiem z rana... tragedia.

      Delete
  8. Aż zgłodniałam czytając! :)))
    I też coś muszę chwycić na ząb.
    Mam podobne objawy, jak czasem nie zjem niczego przed pracą, a potem tłumaczę ustnie przez pół dnia lub cały, a żołądek mi mało nie wyskoczy!
    Kiedyś jeszcze mogłam podjeść jakieś ciasteczka, a teraz od jakiegoś czasu to mi byle jakie ciasteczka nie smakują i nawet mi po nich niedobrze, więc tak czekam, czasem na sam wieczór.
    Rozumiem Cię więc dobrze :)
    Dobrze, że wszystko się skończyło sukcesem!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, ja poniewaz pracuje pozniej to z reguly nigdy nie wychodze do pracy na czczo, zawsze musze cos wrzucic na zab. Tym razem to byl zupelnie nieprzewidziany przypadek i mam nadzieje, ze sie nigdy nie powtorzy:))

      Delete
  9. ;* przypadkiem wpadlam i pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  10. Ja ostatnio przesadzam z tymi biegami na autobus. Też jestem typem z powolnym rozruchem. minimum 30 min na kąpiel (nie znam pojęcia 'szybki prysznic'), potem tak do 2 godzin na to by zjeść, ochłonąć po kąpieli, narysować kawałek urody i się ubrać. Z tym, że o ile mam gdzieś zdążyć na 8 to nie ma sprawy, wszystko zgodnie z harmonogramem. sprawa się komplikuje, kiedy mogę dłużej pospać a wyjść jakoś o 14 z domu...wtedy na mur beton, albo się spóźniam, albo biegnę z tymi kawałkami urody które potem zdążą spłynąć z twarzy po sprincie.
    a absolutnie mam zakaz od samej siebie włączać kompa przed wyjściem. więc czy na 8 czy na 14, posiłkuje się telefonem i internetem w nim (Bo niewygodnie się pisze i korzysta i nie mam tam moich stu linków do odwiedzenia)...

    ReplyDelete
  11. o mamo, na dzisiaj koniec czytania, bo zwieracze mam już słabe! Kwiczałam w głos!Powiedzonka masz niesamowite!
    I ja tez lubię surowego kalafiorka i pieczarki ;)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...