Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, May 25, 2012

Rece precz od...

... mojego Dnia Matki.
Mialam ten post napisac juz dwa tygodnie temu, bo wlasnie wtedy byl u nas Dzien Matki, ale wyszlo jak wyszlo i nie napisalam. To pisze teraz, bo to i tak na czasie skoro jutro jest Dzien Matki w Polsce:))
Jak napisze, ze jestem porypana to nie bedzie to zadna nowoscia, wszyscy wiedza, ale moje porypanie szczegolnie odnosi sie do wszelakich swiat nazwanych Dzien Czegostam lub Kogostam.
No nie lubie, mam awersje i generalnie to uwazam, ze jest to wymuszanie na publice tego co powinno byc naturalne. Po co komu Dzien Nauczyciela czy Kolejarza?
Tylko po to, zeby tego jednego dnia nauczyciel lub kolejarz mieli prawo do dumy z wykonywania swojego zawodu? No coz moim zdaniem skoro taki zawod wybrali to powinni byc z niego dumni na codzien, jako ja jestem;)
A moze po to, zeby szeroka publika uszanowala w tym dniu prace nauczyciela czy tez kolejarza?
Tez nie, bo znow, moim zdaniem powinno sie szanowac ludzi roznych zawodow zawsze a nie tylko od swieta.
Ja mowie kierowcy autobusu codziennie "dzien dobry", "dziekuje", "dobranoc" a moze robie to tylko dlatego, ze nie ma w Ameryce Dnia Kierowcy Autobusu?
No nie ma, ale tu jakos wyjatkowo malo tych swiat dniowych jest.
Jest na ten przyklad dzien ojca i matki, ale juz nie ma dnia dziecka, co osobiscie uwazam za wielka niesprawiedliwosc, bo gdyby nie dzieci to nikt nie bylby ojcem ani matka.
Chociaz tu mozna sie niezle zagmatwac w skomplikowana dyskusje co bylo pierwsze jajko czy kura, wiec moze dam sobie spokoj.
I tak mimo, ze nie lubie tych swiat oznaczonych jako konkretny Dzien Czolobicia Komus, to mialam i mam sentyment do Dnia Matki, ale tylko sentyment, bo swietowac tego dnia raczej nie swietuje.
Ale od pierwszych lat zycia w Ameryce znielubilam rowniez to swieto;/
Znielubilam, bo tutaj jest taki zwyczaj, ze w ostatnim tygodniu przed Dniem Matki, ktory jest zawsze w druga niedziele maja wszyscy dookola zycza wszystkim kobietom w wieku wskazujacym na mozliwosc posiadania potomstwa "Happy Mother's Day".
No nie wiem jak taki dzien moze byc happy dla kobiety, ktora na ten przyklad nie jest matka, albo moze dla takiej, ktora wlasnie przeszla przez trzecie rozczarowanie in vitro. Generalnie wiec mysle, ze takie podejscie "na hurra" byle wiecej, radosniej i glosniej moze byc w wielu przypadkach co najmniej bardzo niedelikatne.
Druga sprawa, ze nawet jak jestem matka, to nie jestem matka mojego doormena w pracy, listonosza, pana sprzedajacego pietruszke, jak rowniez nie jestem matka mezczyzny, lub kobiety, ktorzy sa ode mnie starsi.
Czepiam sie?
A pewnie, bo lubie i nawet dobrze mi to idzie;)
Rozumiem wszelkie inne swieta, ale tutaj tez juz sie publika zmadrzyla i juz nie wrzeszczy Merry Christmas do wszystkich po kolei jak leci, tylko Happy Holidays, niech se kazdy wybierze z tych Holidays co lubi i co mu pasi. Jak mi zyczyli dzis Happy Memorial Weekend to tez jest OK, bo niech on sobie bedzie chociaz happy skoro i tak ma byc deszczowy, Happy Thanksgiving tez z radoscia przyjme...
Ale Dzien Matki to powinno byc bardzo intymne swieto, ktore dotyczy tylko konkretnej kobiety i jej dziecka, calej reszcie wara od tego..., a przynajmniej od mojego Dnia Matki.
Juz 13-letniemu Potomkowi wyjasnilam, ze jestem jego matka nie tylko tego dnia, ale zawsze i az do smierci, wiec owszem jest i zawsze bedzie mi milo jesli tego dnia spedzimy troche czasu takiego tylko dla nas, ale to nie znaczy, ze chce jakichs prezentow, kartek, laurek, kwiatkow, sratkow itp.
Jestem matka a wiec do szczescia wystarczy mi obecnosc mojego syna i ilosc czasu jaka moze mi poswiecic. Zawsze mialam dobre "uklady" z Potomkiem wiec tez nigdy nie dorobilam sie "glodu" kontaktow z nim i dlatego w zaleznosci od jego sytuacji zyciowej jestem w stanie zaakceptowac kazda ilosc czasu, bez wzgledu na to czy jest to 5 minut czy 5 godzin (bezstresowo:P).
I tak wlasnie bezstresowo bylo w tym roku, kiedy to w sobote Potomek zadzwonil i oznajmil:
-- Mamo, tak mi przykro, ale jestem chory i nie bede mogl jutro do Ciebie przyjechac.
-- Synu, jak jestes chory to nie daj buk nie przyjezdzaj, bo ja nie chce chorowac, ale nie rozumiem czemu Ci przykro?
-- Bo to pierwszy raz kiedy w Dzien Matki nie bede z Toba.
-- Ojtamojtam... przyjedziesz innym razem i wyrownamy. Jak chcesz to nawet mozemy nastepna wizyte nazwac Dniem Matki, przeciez wiesz, ze ze mna takie rzeczy sa mozliwe.
-- Wiem i wlasnie dlatego uwazam, ze jestes najlepsza matka na swiecie.
-- Milo, a ja uwazam, ze wlasnie dostalam najbardziej wartosciowy prezent swiata.
I takim to sposobem lekko, latwo i przyjemnie obie strony zostaly uszczesliwione.
A i tak najwieksza przyjemnosc sprawil mi Potomek jak mial 21 lat.
Jechalismy razem na Manhattan i siedzac w pociagu gadalismy sobie o zyciu, o moich malzenstwach, o jego dziewczynach i nagle w rozmowie powiedzial:
-- Jak narazie to jestes najwazniejsza kobieta w moim zyciu i nigdy nie chcialbym sprawic Ci przykrosci.
Tych slow nie zapomne do konca zycia, pelne milosci, szacunku i jednoczesnie jakze dojrzalego realizmu, bo wiadomo, ze "jak narazie", bo z czasem kiedys to inna kobieta bedzie (jest) najwazniejsza, ale ja juz swoj moment mialam, wiec nie jest mi przykro i nigdy nie bede zazdrosna o te ktora to najwazniejsze miejsce zajmie (zajela).
Na koniec humoreska zyciowa, ktora mi sie nawinela po drodze akurat w warzywniaku;))
Stalam sobie w kolejce, przede mna kobieta, troche ode mnie starsza wylozyla na lade swoje zakupy, mlody sprzedawca podliczyl i powiedzial:
-- 27.80 my dear. (27.80 moja droga)
Na co kupujaca zareagowala oburzonym glosem:
-- Not my dear, Ma'm (nie moja droga, tylko pani)
W czasie kiedy ona placila ja sobie pomyslalam, ze teoretycznie kobieta ma racje, ale praktycznie to ilez jeszcze osob zwraca sie do niej w tak mily sposob w tym wieku?
Chlopak ja oczywiscie wyprzepraszal na wszystkie mozliwe sposoby i bylo mu bardzo glupio, ze ja to widzialam, w koncu nikt nie lubi byc publicznie strofowany. Polozylam moje banany na ladzie, bo tylko tyle kupowalam i powiedzialam:
-- You can call me my dear (mozesz do mnie mowic moja droga)
Usmiechnal sie i widzialam, ze mu to wyraznie ulzylo:)
Mnie tez, bo w kraju gdzie wszyscy sobie mowia na ty lub wy (to ta sama forma), ja sama do prawie wszystkich mowie honey nagle kobiecie sie przypomnialo, ze jest nietykalna.
No coz, ja tam poki zyje, wole zeby mnie tykali;)))

52 comments:

  1. A ja nie lubie, nie cierpie jak ktos do mnie mowi my dear, albo honey czy sweetie. Nie zwracam nikomu uwagi co prawda, ale rozumiem te pania.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Evita, jest to oczywiscie sprawa osobistych preferencji a co za tym idzie osobowosci;) Ja jestem otwarta jak ksiazka;) nawiazuje kontakty z ludzimi gdzie popadnie i bez wzgledu na to czy trzeba czy nie;) Lubie kontakt i to bliski, dlatego tez wybralam zawod, ktory wymaga dotykania i jak wiesz bardzo czesto itymnego dotykania.
      Owszem prawdopodobnie sa sytuacje kiedy takie dear czy honey, bo sweetie oglonie nie lubie, jesli juz to sweetheart, ale nawet w tej chwili nie moze mi przyjsc do glowy jaka to moglaby byc sytuacja.
      Zaraz jak przyjechalam to oczywiscie po 30 latach zycia w PL bylam zaszokowana tym, ze tutaj ludzie pomijaja to Sir, czy Miss, (Ma'm nigdy nie lubilam, kojarzy mi sie z matrona;)) ale tez bardzo szybko mi sie to spodobalo. Kontakt tykany jest bardziej personalny, przede wszystkim czesto spotykany w moim zawodzie to raz, dwa rownie czesto spotykany w handlu.
      Z jeszcze innej strony, jak napisalam w notce, ta kobieta miala racje, ale sposob w jaki to zalatwila moim zdaniem pozostawia wiele do zyczenia. Mozna zwrocic komus uwage, ale niekoniecznie trzeba pozosawiac po tym trwaly slad.
      Sama piszesz, ze nie cierpisz, ale nie zwracasz uwagi.
      Moim zdaniem istnieje cos takiego jak Sztuka Zwracania Uwagi i niestety niewielu ja posiada, ale o tym moze innym razem;))

      Delete
    2. Boziu zzeram nie tylko litery, ale polowki mysli:))
      Oczywiscie chodzilo mi, ze pewnie sa sytuacje kiedy i mnie by takie dear przeszkadzalo, ale nie potrafie w tej chwili wymyslic jaka to moglaby byc sytuacja:)

      Delete
  2. Też nie lubię tych różnych "dni" i nie stosuję. Często świętuję coś zupełnie bez świątecznego powodu, bo jestem w dobrym humorze i czuję się dostatecznie szczęśliwa. Tak naprawdę to oficjalnym świętem w domu są urodziny, bo uważam,że to znacznie ważniejsze od imienin, które ( o czym nie każdy pamięta) wcale nie są naszym, osobistym świętem a świętem naszego Patrona, którego imię nam dano.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, wlasnie ten DZIEN mnie wkurza;)) bo moze akurat tego DNIA nie jestem w humorze, moze nie mam ochoty, moze wolalabym lub musze cos innego. W sumie zeby kochac czy szanowac ludzi i mowic im o tym nie potrzebuje konkretnego dnia w kalendarzu. Kwiaty bez okazji sa dla mnie 1000 razy milsze niz te z kalendarzowego przykazu.
      I masz zupelnie racje w kwestii urodziny/imieniny. Urodziny bardzo lubie, bo sa osobiste, imieniny maja niwielki zwiazek ze mna, wiec co tu swietowac?;))

      Delete
  3. Ojej!Ja tam lubię Dzień Matki (u nas jest tez Dzień Dziecka)Właśnie przed chwilą dostałam śliczny kubek z napisem Kubek Niesamowitej Mamy (mam hopla na punkcie kubków -i buziaki od Lusi i Grzesia)
    Ale z tym składaniem życzeń "Happy Mother's Day" nie swojej matce to okropne w czasach , gdy tle kobiet ciągle marzy o własnym dziecku, a nie wszystkie marzenia się spełniają;/
    Nie mogę strawić jednego "święta" -od kilku lat (w każdym razie wcześniej nie słyszałam)jest Dzień Teściowej!!!! (- dla niektórych jeszcze jeden powód,żeby się czepiać)Ciekawe, że Dnia Synowej czy Zięcia nie ma!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, ja tez LUBIE Dzien Matki pod warunkiem, ze jest to dzien dotyczacy mnie jako corki i mojej matki, lub dzien moj jako matki i mojego syna, tego listonosza, sasiada i pare jeszcze innych osob chce z tego dnia wyrzucic;))
      A jak juz jest taki ped, do mianowania nowych dni (tesciowej, chlopaka, dziewczyny, stroza nocnego, ukladacza towarow na polkach, zamiatacza ulic) tak ci wszyscy wymienieni w nawiasie tez zalsuguja na swoj DZIEN, bo ich praca jest wazna. Wyboraz sobie ile byloby przestepstw gdyby ktos nie pilnowal w nocy, jak wygladalby sklep, w ktorym nikt nie uklada towarow na polkach, albo ulice, ktorych nikt nie zamiata. No ale my tylko swietujemy dni uprzywilejowanych zawodow, dlaczego?
      Hipokryzja? Czy poczucie wyzszosci jednego zawodu nad drugim? Apropos czy jest w PL dzien Soltysa? Tak mi sie skojarzylo:))) Jesli nie ma, to koniecznie powinien byc.
      Az braknie dni w kalendarzu, az kazdy dzien bedzie mial po dwa lub trzy rozne swieta, tak jak z imieninami. Marii 30 lat temu bylo 26 razy w roku, czyli tak co drugi tydzien. Robmy to samo ze swietami:)))
      A komu by to przeszkadzalo?
      No chyba nikomu oprocz takiej jednej stardust, ale pies ja tracal;))

      Delete
    2. No jak możesz pytać?? Jest dzień mężczyzny i chłopaka;)
      A dzień Sołtysa nader często -choćby jutro -cała niedziela na wyjeździe, bo ulubiona drużyna gra i kibole jadą pociągiem kibicować!Pewnie wróci w pon rano.
      Uważam, że każdy człowiek ma prawo do własnych pasji, do spędzania czasu tak jak lubi -niekoniecznie z druga połową!Oczywiście zasada obowiązuje w obie strony;)
      A o Dniach z okazji czegoś tam Sołtys zwykle zapomina,nawet o swoich urodzinach;)

      Delete
    3. Misiu, tez jestem za tym, zeby zaden zwiazek nie naruszal wolnosci osobistej i nareszcie tak mam:)) Takie male rozstania spedzone osobno na tym co kazde z nas lubi sa bardzo cenne dla kazdego zwiazku.

      Delete
  4. Bycie mamą jest mimo tych wszystkich powodów do wzruszeń, dumy, satysfakcji, bla bla bla, często trudne, uciążliwe, wykasowuje parę lat z własnego życia. Bo ileż mam jest tak zwanymi matkami-polkami i wszystko robi dla dziecka z palcem w nosie i nieustanną radością w sercu? Reszta ma również gorsze chwile, zwątpienia, do których się nie przyzna głosno ;)
    I rzadko nawet dziecko (dopóki nie ma własnych dzieci) zrozumie co to wszystko znaczy i rzadko umie podziękować - zwłaszcza w naszej swojskiej mentalnosci, gdzie jakoś trudno się mówi o tym co piękne, o uczuciach.
    I taki dzień sprowadza to wszystko do tradycji, do czegoś normalnego, pozwala przełamać tę kluchę w gardle, która byłaby w powszedni dzień, zwłaszcza przy tych wszystkich konfliktach pokoleń. I nader (niestety) często to jedyna okazja dla matki w ciągu roku, gdy dostanie kwiaty i usłyszy "dzięki, że jesteś mamą" :)
    Więc jak sztucznie by to nie wyglądało - jak te wszystkie walentynki i inne - dobrze, że jest ten dzień. Niech sobie jest.

    To prawdziwe szczęście żyć w rodzinie, gdzie potrafią mówić o uczuciach na co dzień. Z okazji Dnia Matki tego właśnie wszystkim życzę - otwarcia :)


    Ja też Cię tykam! :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Acz to było oczywiście ogólnie, specyfiki zyczenia wszystim, OBCYM kobietom, nie wiedząc nic o ich statusie rodzinnym, nie rozumiem i nie popieram także...

      Delete
    2. Babo, tykaj mnie tykaj, tak mi rob, tak mi dobrze:)) Zgadzam sie z tym co napisalas i wrecz mysle, ze jest zupelnie naturalnym zjawiskiem, ze kazda matka ma kiedys dosc. Jak wszystko, bycie matka to tez nie same przyjemnosci ale i kupa wyrzeczen i dobrze, ze ktos to docenia. Nie, nie przeszkadza mi Dzien Matki tak samo jak nie przeszkadzaja mi Walentynki. Roznica polega tylko na tym, ze w Walentynki chetnie przyjme serduszko od kazdego, natomiast Dzien Matki jest intymnym swietem, ktory dotyczy tylko MNIE i MOJE DZIECKO, cala reszta sie nie liczy.
      Mowie o uczuciach na co dzien i tego samego nauczylam Potomka, bo nikt z nas nie wie czy dozyjemy nastepnego dnia matki, wiec lepiej sie zabezpieczyc, zeby nie zalowac, ze nie bylo okazji do tego ostatniego "kocham cie i dziekuje ze jestes".

      Delete
  5. Nie lubię gdy ktoś (poza najbliższą mi osobą) mówi do mnie :słoneczko, kochanie... drażni mnie to niesamowicie.
    Kocham moją Mamę nie tylko dzisiaj. To jest najważniejsze. I nie tylko dzisiaj o tym pamiętam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kachna, w sumie napisalas to o co mi najbardziej chodzi, kochajmy i doceniajmy zawsze, kazdego dnia. Zamiast tworzyc dni pamieci i milosci ludzkosc powinna sie skupic na szacunku drugiej osoby tak zwyczajnie na co dzien tylko dlatego, ze ta druga osoba jest czlowiekiem bez wzgledu na funkcje jaka spelnia w naszym zyciu. Kochajmy, bo tylko w ten sposob mozemy byc kochani.

      Delete
  6. No całkiem masz rację, że takie ogólnonarodowe święta, które co do zasady są osobiste, są wkurzające. Ja nawet rozumiem (choć to zapewne naleciałość homosovieticus) święta typu dzień nauczyciela czy górnika. To dzień bez pracy, za to z nagrodami w postaci pieniężnej tudzież darmowej wyżerki ;-)))
    Świętowanie dnia matki to dla mnie, osobiście....no nie jest fajne. Podobnie jak urodziny. Zastanawiam się właśnie czy to świętowanie dzieciom (dorosłym) potrzebne jest czy uważają, że tego oczekuję, więc odstawiają "wypada". Mam teraz naprawdę ciężki czas, nie wiem w co najpierw łapy wkładać i którego jęczenia słuchać najpierw (matki czy męża), a to powoduje, że wolne popołudnie to cymes jest. I miałam nadzieję, że takie będę mieć jutro. Ale nie, bo córcia wymyśliła, że u siebie kolacyjkę z okazji dnia matki będzie robiła (jutro, bo dziś to muszę do mojej pojechać), synuś mnie tam zawiezie i będzie cudnie. Wiem, że zrobiłabym przykrość albo wywołałabym wścieklicę (jeśli świętowanie na siłę jest), gdybym odmówiła. I taka prawda o radości świętowania

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, Ty wiesz, ze ja wiem, ze sie z Toba zgadzam:)))
      Nie kazda matka lubi swoje dziecko i nie kazde dziecko lubi swoja matke, moga sie kochac, ale to nie znaczy, ze sie lubia i lubia swoje towarzystwo.
      Tez wole jak Potomek zadzwoni i powie "czy moge do was wpasc dzis czy jutro? czy mozemy sie spotkac na lunch, bo jestem w poblizu twojej pracy?, czy mozemy isc razem do kina?" tak bez okazji.
      Zawsze sobie bardziej cenie to co druga osoba robi dla mnie z potrzeby serca niz kalendarzowej. Dwa tygodnie temu zapomnielismy oboje ze Wspanialym o naszej rocznicy slubu:) Uznalismy, ze to zapomnienie swiadczy o tym, ze jestesmy szczesliwi i WOLNO nam zapomniec bez konsekwencji obrazy majestatu wpspolmalzonka.
      A malzenstwo swietujemy kiedy mamy czas i ochote, w sumie czesto;))

      Delete
    2. Wiesz, w relacjach z moim dziećmi nie mam chwil zwątpienia czy Ich lubię. Lubię jak to mawia Akular aż do niedobrze. Co nie zmienia faktu, że świętować nie lubię, spotkań z okazji, jaka by nie była, nie lubię, bo to zawsze pachnie rodzajem imperatywu nie mającego nic wspólnego z potrzebą serca. I takie sytuacje zawsze mnie nieco usztywniają, bo ktoś ma jakieś oczekiwania wobec mnie. "Wpadnę jutro, jesteś w domu?", podobnie jak u Ciebie, bardzo lubię. Jednak już typu: "chciałabym byś poszła ze mną do galerii handlowej, bo ty nigdzie nie wychodzisz" już mi ciśnienie podnosi. Jak będę miała ochotę to pójdę. Jak nie chodzę znaczy, że mi to nie jest do niczego potrzebne. A takie na siłę integrowanie matki z dorosłą córką (nawet, jeśli dla córki to fajne jest) mnie nie sprawia przyjemności.

      Delete
    3. Wiem o co Ci chodzi, to zupelnie jakby ktos Tobie czy mnie powiedzial "chodz pojdziemy do kosciola, bo chyba dawno nie bylas".
      Przez sekunde czytajac Twoj komentarz zastanowilam sie czy troche nie patrzysz na relacje miedzy Toba a corka przez pryzmat relacji miedzy Toba a mama. Nie wiem skad mi sie to wzielo, ale tak mi przebieglo przez glowe, wiec pisze;)

      Delete
    4. Tak po prawdzie długo analizowałam co powiedziałaś i nie mogę się doszukać analogii. Na takie Twoje odczucie może wpływać jedno: nie znoszę sztuczności, na siłę i teatrów w wykonaniu mojej matki, więc gdy ktoś stawia mnie w sytuacji, że sama czuję się sztucznie, to bardzo boję się, że to widać. A to prosta droga do porównań: zachowujesz się jak matka. Nie wiem czy ktoś może mi sprawić większą przykrość albo wywołać większą złość (zależy od kontekstu)

      Delete
    5. Akurat zrozumialas to odwrotnie. Ale pewnie dlatego, ze ja zasygnalizowalam mysl, ktorej nie rozwinelam.
      Zrobie to teraz. Pomyslalam po prostu, ze moze sztucznosc z jaka stykasz sie w wykonaniu Twojej mamy moze byc na tyle denerwujaca i silna, ze w jakims stopniu podejrzewasz o podobna sztucznosc Twoja corke.
      To nie Ty zachowujesz sie jak matka, tylko byc moze podswiadomie widzisz zachowanie matki w tym co robi corka.
      Moze akurat Twoja corka sklada te propozycje "galerii handlowej" z prostej potrzeby serca bycia z Toba, spedzenia wspolnie czasu, ale nie analizuje czy TY lubisz galerie handlowe. Wiesz mlodym ludziom takie rzeczy sie zdarzaja, patrza na swiat przez pryzmat wlasnych potrzeb i upodoban niekoniecznie analizujac czy inni maja podobne potrzeby i upodobania.
      I tylko to mialam na mysli.
      Bron boze nie przyszloby mi do glowy, ze kto jak kto, ale Ty mozesz powielac zachowania Twojej mamy.
      Moze teraz brzmi to jasniej, mam nadzieje.

      Delete
    6. Jasno jak nie wiem co ;-))) Myślę, że wszyscy, w jakimś stopniu, powielamy zachowania rodziców. I dobre i te z dupy.
      Nie wykluczam, że jestem na tyle uczulona na wychwytywanie symptomów teatralnych gestów, że czasem widzę je tam, gdzie ich nie ma. A z przykładową galerią to jest tak: Córcia uwielbia zakupy. Ma naprawdę stresującą i odpowiedzialną pracę. Wypad na zakupy traktuje na równi z zajęciami jogi. Odprężenie, odsunięcie od siebie poważnych spraw i przeniesienie uwagi. Sprawdziła na sobie, że to bardzo skuteczne.W analogicznej sytuacji ja oglądam niewymagające seriale, leżę na kanapie albo czytam kryminały. Dziecko nie wierzy, że z wiekiem zakupy nie tylko przestały mnie kręcić, ale są dla mnie katorgą. Za to uważa, że moja niechęć do wspólnych zakupów, spotkań w kawiarni czy kursów gotowania to prosta droga do starości i życiowej przegranej. Bo Jej metoda jest super i najlepsza, bo Ona wie lepiej, co mi potrzeba. Ostatnio coraz częściej odnoszę wrażenie, że wchodzi w rolę mojego opiekuna i nauczyciela (zresztą jest bardzo apodyktyczna). A mnie się wydawało, że to najlepszy czas, byśmy zostały przyjaciólkami...

      Delete
    7. No wlasnie:) Chcemy czy nie to nawet podswiadomie reagujemy tak samo, ja tez sie na tym przylapuje. I tez widze w innych zachowania mojej mamy:)) Nawet kiedys Wspanialemu powiedzialam, ze sie zachowuje jak moja matka;) Nie wdawalam sie w szczegoly, ale zasygnalizowalam, ze nie jest to pozadane zachowanie;)
      Corka jest w tym wieku, ze sama odkrywa co ja odstresowuje po odpowiedzialnej pracy, wiec mysli, ze na Ciebie podziala to tak samo. Chyba musimy sobie tez zaczac zdawac sprawe z faktu, ze pewne madrosci przychodza z wiekiem i doswiadczeniem zyciowym.
      A przyjacielem doroslego dziecka byc jest ciezko, przynajmniej w przypadku syna;) Ja owszem widze, ze on mnie rozumie bez slow, ale z kolei wyciagnac cos od niego jest trudno. Ale chyba tacy sa mezczyzni, czasem mysle, ze wlasnie z corka byloby latwiej... licho wie. Trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie ulicy;))

      Delete
    8. Myślę, że to tylko w części zależy od płci dziecka. W zdecydowanym ułamku jednak zależy to od charakteru. Moja Córcia uzurpuje sobie prawo do wiedzy o tym co robię, myślę i czuję na co dzień i w szczegółach. Ale o odwzajemnieniu nie ma mowy. Jak jest coś, co chce opowiadać-nie zatrzymasz;-). Jak zadasz czasem, z pozoru banalne pytanie, wprawdzie nie mówi wprost, ale miną, gestem daje do zrozumienia, że pytanie jest niestosowne czy przekracza granice Jej prawa do swojego życia. Przykład świeży (by nie snuć domysłów o jaką kategorię pytań chodzi): opowiada z iskrami w oczach, że wyjeżdża latem na tydzień, że nad morze, że bez męża, że turnus relaksu, bo jogi, że leżenie na piachu do upadu, że żarełko pod nos...no cudne plany. Radosne podniecenie szlag trafił, bo zapytałam: ile za takie wyciszanie nad morzem trzeba zapłacić...

      Delete
    9. :))) To jest wlasnie to:))
      U mnie z kolei, syn potrafi po mojej minie, po spojrzeniu wyczuc wszystko i potem jak nie powiem co mnie wkurwilo to sie martwi. Wiem juz dlaczego sie martwi, wiec rozumiem;) Martwi sie "dziecko" czy mamusi aby nie pierdolnie i znow sie nie rozwiedzie, przeciez w koncu nigdy nie byl wtajemniczany w szczegoly przyczyn moich rozwodow. Chociaz za drugim razem to sie domyslal i w sumie moja decyzje przyjal z ulga. Teraz natomiast ma tak idealne stosunki ze Wspanialym, ze pewnie balby sie utraty, no i kolejny rozwod to znow bylaby matka na jego glowie;) A tak ma z czapki, chlop dobry wiec sie cieszy.
      Natomiast sam o swoim zyciu mowi ile chce i bronbuk o cos zapytac, nie obraza sie, nie pyskuje, ale wystarczy, ze przewroci oczami i juz wiem, ze przekroczylam jakas granice;)

      Delete
    10. Tak patrząc z boku i siląc się na obiektywizm, to u Ciebie bardziej uzasadnione jest, że syn ... trzyma rękę na pulsie Twojego życia;-)))) Byliście wiele lat z sobą, tylko z sobą, czując się wzajemnie za siebie odpowiedzialni. U mnie to są mąż (ten sam, niestety;-)))), dorosły syn w domu, a jednak córka uważa, że wymagam kontroli ;-)
      Z drugiej strony jest coś na rzeczy, że dorosłe dzieci uzyskują spokój, gdy rodzice nie są samotni, są zdrowi i żyją swoim życiem czyli są nieabsorbujący. To daje Im wolność autentyczną i to pozwala na kontakty takie, jakie się chce, a nie z obowiązku

      Delete
    11. Tak to jest, obiektywnie czy nie, to taka jest prawda. Za dlugo bylismy sami, zupelnie sami, bez zadnej rodziny, nikogo bliskiego i stad wytworzyla sie taka wiez i poczucie odpowiedzialnosci.
      Tym bardziej, ze przez tamte lata obowiazywala zasada obustronnego meldowania typu "gdzie jestes", "o ktorej wrocisz" itp. W sumie nie bardzo moglo byc inaczej w tym ogromnym miescie, gdzie wszystko moze sie zdarzyc. Nie moglo jedno siedziec w domu i zamartwiac sie czy drugiemu cos sie nie stalo.
      I mimo, ze od lat jest spokoj i kazde z nas ma swoje zycie, to jednak sa jakies pozostalosci. Potomek np. moze nie dzwonic 2 tygodnie, ale jak jedno z nas jest chore, to dzwoni co dziennie:))
      Wspanialy na poczatku nie mogl tego zrozumiec, bo sam ma dwoje dzieci w podobnym wieku i nie ma takiej wiezi. Dopiero jak mu otworzylam oczy na fakt, ze jego dzieci wychowaly sie w rodzinie to skapowal na czym polega roznica.

      Delete
    12. Ano właśnie. Okoliczności determinują wzajemne zachowania. Oraz cechy charakteru. Jeśli ktoś ma w naturze troskliwość, wrażliwość na drugiego człowieka i umiejętność wczuwania się w emocje to powstają silne więzi. Takie na przykład jak Twoje i Potomka

      Delete
  7. A ja zwyczajnie nie lubię świąt ku czci. Nie lubię, bo wtedy jestem czasem zmuszana. Ale ja nie lubię musieć. Aktualnie przy młodszych dzieciach zostałam przeciorana przez różne barwne występy w szkołach/przedszkolach ku mojej czci. Ganiałam na złamanie karku zwalniając się z pracy, potem to odpracowując. I jestem zmeczona. Wolałabym wspólne wyjście, no ale, dzieciaki sie przygotowały, były przejete, więc nie mogłam zawieść. Wolałabym iść z nimi na rower. Ale co tam, naszczęście te wszystkie instytucje po jakimś czasie zaniechują ciagania rodziców po akademiach ku czci. I ze starszeństwem mogę zwyczajnie pójść do kina.
    A Potomek pieknie rzekł. Zazdraszczam. Może i mnie się przytrafi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Agula, tez nie lubie nic musiec;)) To jest pewnie zrodlem calej przekory i niech tak zostanie, zebym nigdy nic nie musiala;)))
      Odnosnie tego co rzekl Potomek, jestem przekonana, ze Tobie sie tez to przytrafi, bo mysle, ze kazdemu rodzicowi sie przytrafia tylko trzeba zauwazyc i zapamietac;)
      Dzieci robia i mowia tak bez okazji bardzo madre rzeczy tylko my nie zawsze je dostrzegamy, bo jestesmy wyszkoleni na okazje i z okazji oczekujemy cudow.
      A tymczasem cuda sie zdarzaja ot tak sobie zupelnie bezwiednie i bez planu;))

      Delete
  8. Mam zagwozdkę... czy Ty też jesteś zgryźliwa :))) (dla tych, którzy mnie nie znają, Star wie, o jaką zgryźliwość mi chodzi), bo ja tu widzę solidne wkurzenie, a moje posty są też pisane pod wpływem takiego wkurzenia się na coś- nazwałam to pro forma zgryźliwością.I twoje i moje uważam za poztyw. A w temacie- moja dzisiaj przyniosła mi kwiatek, słodkości i śliczny wazon- białe szkło. Zrobiła to z takim wdziękiem, że....Nie lubię takich świąt, a w Dzień Nauczyciela cierpiałam. Jak wytłumaczyć dzieciom sztuczność sytuacji? Te akademie, kwiaty, zrzutki mam na prezenty. Czasem wręcz "dyskretnie" pytano, co sobie życzę. I MUSIANO coś kupić, nie pomagały tłumaczenia, że mnie to krępuje, że niepotrzebne, że wystarczy (jak już musi być coś)jeden kwiatek. A w dodatku dzieci, które nic nie darowały, czuły się gorzej, bo... może pani to zapamięta? Eh... temat rzeka.
    Zbytniego spoufalania się też nie lubię, ale nie zwracam uwagi, no chyba, że ktoś bezczelnie się spoufala. Wtedy warczę :)
    Wszystkim tym świętom mówię zdecydowanie- NIE !:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, a pewnie, ze JESTEM zgryzliwa!!!! I to jeszcze jak!!! A co myslisz tworzy te nic przyciagania miedzy nami? Na 100% zgryzliwosc:)))
      Tylko my jestesmy tak "ladnie" zgryzliwe, nasza zgryzliwosc ma urok i logike, a nie jest tylko bezsensownym warczeniem na swiat;) My potrafimy ubrac nasza zgryzliwosc w odpowiednie warstwy slow, nadac jej piekne barwy i kolory, wyposazyc w odpowiednie dodatki i akcesoria, a nie jak inni wypuszczac nago w swiat zeby straszyla ludzi:))))
      Tak sie domyslam, ze Dzien Nauczyciela moze byc bardzo uciazliwym swietem i wielokrotnie stawia nauczyciela w bardzo niewygodnej sytuacji.

      Delete
  9. Jak ja od kilku lat opiekuję się mamą każdego dnia to idiotyzmem by było jakieś świętowanie.
    Jedyne święto jakie z potomkami obchodzimy to urodziny.
    Bardzo dokładnie wyłożyłaś mój stosunek do wszelakich świąt na zawołanie.
    Chyba jedyną rzeczą jaką bym chętnie przeflancował z U.S.A. to forma per Ty. Bo nie ważna jest moim zdaniem forma a treść jest najważniejsza.
    Pozdro.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jerzy, wlasnie o to mi chodzi. Robmy na co dzien to co powinnismy a jednodniowe swietowanie bedzie niepotrzebne.
      Dziekuje i pozdrawiam wzajemnie:)

      Delete
  10. Mysle ze wiekszosc tych wszystkich dni,kolejarza,murarza,kierowcy,...itp,itd,to komunistyczny wymysl(zeby nie powiedziec propagandowy),zwlaszcza w Polsce.Dochodzi do tego tez marketing,trzeba krecic biznes,a wiadomo ze w tego typu dniach jest lepszy zbyt(w zaleznosci jakie w danym dniu swieto)na kwiaty lub gorzalke:)))Kwiaciarki i restauratorzy w tych dniach zacieraja raczki:))
    Mnie to w sumie lotto i powiewa.
    Pare razy uslyszalam jak sie do mnie zwracano w sklepie prosze pani,jessu..jak ja sie wtedy staro poczulam,tez wole byc tykana:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, bo tak naprawde to ta tytulomania i "paniowanie" to przerost formy nad trescia;) Co z tego, ze mi ktos powie "pani" w sklepie jak mnie i tak obsuguje po chamsku, lub ignoruje? Co z tego, ze mi powie "pani" jak mi wpycha kolano w plecy pchajac sie do pociagu?
      Forma na ty wcale nie musi swiadczyc o braku szacunku.
      A tej konkretnej sytuacji to chlopak za lada byl mlody, z mocnym azjatyckim akcentem, wiec prawdopodobnie swiezo upieczony imigrant, ktory ciagle sie uczy tak zycia tutaj jak i jezyka. Po co takiego strofowac? Tylko dlatego, ze stoi za lada i PANI poczula wyzszosc? Nie wiem, ale nawet jesli koniecznie chciala to mogla to zrobic na tysiace innych i bardziej taktownych sposobow.

      Delete
    2. Przypomnialas mi Star o tej chorej tytulomani.Pamietam jak bylam w Polsce na cmentarzu i nie tylko raz obil mi sie o oczy napis na nagrobku...tu spoczywa mgr.inz(imie i nazwisko)
      Albo jescze lepszy numer,jak pracowalam przyjechal do naszej firmy dyrektor innej firmy i zaczal sie przedstawiac...nazywam sie DYREKTOR PIPEK PIPCINSKI.
      Juz rozne imiona i nazwiska w swoim zyciu slyszalam,ale dyrektor!,pierwszy raz:)))
      Co do pani za lada
      Jak ktos wyzej sra niz dupe ma,to ja nic nie poradze:)

      Delete
    3. A Ty mi przypomnialas, jak pierwszy raz musialam wystapic na jakims bankiecie u Wspanialego w pracy i na poczatku byla czesc oficjalna, czyli przemowienia (na szczescie krotkie) i w pewnym momencie osoba zapowiadajaca mowi: "a teraz zabierze glos Doktor Wspanialy" a moj Wspanialy podnosi dupe z krzesla (!!!)
      O malo go nie zlapalam za rekaw na zasadzie "teraz akurat musisz do kibelka" dopiero potem dotarlo do mnie, ze przeciez to jego Phd to nic innego jak doktorat.
      Pozniej sie smialismy z tego oboje, bo na co dzien w pracy to tez nikt tych tytulow nie stosuje tylko mowia sobie wszyscy po imieniu.

      Delete
  11. Mam dość luźny stosunek do wszelkich obchodów Dnia Czegośtam. Ale najszczerzej na świecie nie lubie Walentynek! No to jest dopiero chała! Nagle wszystkie knajpy, kina, kawiarnie pękają w szwach od ludzi, którzy muszą udowodnić, że kochają.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, zawsze ale to zawsze unikam wszelkich miejsc typu knajpy itd. wlasnie w takie dni. Raz tylko Potomek zaprosil mnie do zaprzyjaznionej czeskiej restaruacji wlasnie z okazji DM, ale to bylo jakos tak nagrane z wlascicielem lokalu, ze mielismy prywatny stolik zupelnie w miejscu niezaleznym od glownej sali.
      Natomiast 2 tygodnie temu akurat w DM bylismy z Tatkiem w Nyack i w porze lunchu odwiedzilismy pub do ktorego zawsze zagladamy. I przyuwazylam, ze bylo duzo wlasnie matek z dziecmi i przy wyjsciu kazda matka dostala kwiatki od obslugi baru. Balam sie czy aby nie uznaja Tatka i Wspanialego za moich synkow, ale jednak wykazali sie taktem i kfiotkow nie dostalam:)))

      Delete
  12. W sklepach bywam : aniołkiem, złotkiem, kochanieńką, skarbusiem, rybką itp. Nie przeszkadza mi to zupełnie! Gdy byłam młoda, wkurzało, nie wiem dlaczego.
    Pamiętam, że sto lat temu Mama wręczyła mi prezent z okazji... Dnia Nauczyciela! Zapytałam, ile lekcji z nią miałam... Poskutkowało!

    Do klubu zgryźliwych chętnie przystępuję, a Ciebie Stardust, zgłaszam na Prezeskę!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, prezent z okazji Dnia Nauczyciela od wlasnej Mamy!!! Bijesz na glowe wszystko co w tym watku do tej pory zostalo napisane:))) Mnie tez nie rusza jak mi slodza w sklepach:) Moze to wlasnie zwiazane z wiekiem, bo jak czlowiek byl mlody to slodzili glownie starzy:)) A teraz jak my jestesmy w wieku "odpowiednim" to nam slodza mlodsi, o co sie tu obrazac?
      Klub Zgryzliwych to swietny pomysl.
      Prezeske wybierzemy demokratycznie, chociaz ja sugeruje glosowanie na Twoja kandydatke:))))

      Delete
  13. Mój mąż uwielbia wszelkie dni i strasznie je celebruje. Ja uznaję tylko niektóre. Oczywiście w swoim gronie obchodzimy te różne dni nauczyciela, bibliotekarza ale nie celebrujemy i nie wymagamy od otoczenia. A Dzień Matki lubię. Szkoda, że to już ostatni w przedszkolu. Dzieciaki są takie wdzięczne:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, trudno zebys nie obchodzila Dnia Nauczyciela skoro pracujesz jako nauczycielka, to zrozumiale. Moj maz tez na poczatku sie stresowal, czy aby nie zapomni, albo nie pomyli ktorego maja rocznica ktorego slubu:)) Bo ja sobie tak wymyslilam nie wiedzac, ze on pierwszy slub tez bral w maju, tyle, ze oni 23 a my 12. Nie dziwota, ze sie chlopu moze namieszac, ale mu grzecznie i skutecznie wyjasnilam, ze w moim przypadku obowiazuje go jedna tylko zasada, ktora brzmi "nie ma zadnych zasad". Teraz zyje na tak pelnym luzie, ze o rocznicy zapomnielismy oboje;)))

      Delete
  14. może w US myślą, że dni matki i ojca wystarczą także za dzień dziecka, wszak logicznie - rodzice są też dziećmi, czyli 2w1;)) Odwrotnie to nie działa;)
    Co do zwrotu 'moja droga', to bardziej spodziewałabym się sprzeciwu ze strony Polki. Muszę zweryfikować filmowy obraz Amerykanów, którzy w każdym wieku, bez względu na znajomość czy nie znajomość (z drugą osobą) są na 'Ty';)
    A dni, np. nauczyciela, kolejarza, żołnierza, strażak, hutnika, lekarza, bezrobotnego, matki, ojca, dziecka, niezapominajki, psa, kota etc. kompletnie nie wiem po co istnieją, ale najwidoczniej są potrzebne niektórym, a i sama tym potrzebom ulegam, jak własnie dzień matki/ojca/dziecka:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, widocznie z jakichs powodow istnieje potrzeba tych wszystkich dni;) Mnie tylko trafia jak mi ktos obcy wchodzi w moje maciezynswto:) A jeszcze dziwniej wygladaja te ogolne zyczenia "happy father's day". Matka jest zwykle zidentyfikowana na 100% a jak ktos chodzi po ulicach i wola "happy father's day" to mnie sie kojarzy z poszukiwaniem ojca;))) Wiem, mam glupie skojarzenia, no ale przeciez pisalam, zem porypana:)))
      Amerykanie prawdopodobnie w 95% nie maja problemu z mowieniem sobie na "ty", ale jednak istnieje tez te pozostale 5% i czasem sie ujawnia:)

      Delete
    2. :)) Porypana nie jest bardziej niż ja:))))

      Delete
  15. Gdyby obcy ludzie mi składali życzenia z okazji dnia matki, to też bym się czuła nieswojo :), ale w Polsce akurat takiego zwyczaju nie ma.
    Chociaż matkom generalnie się życzenia składa.
    A ja zawsze składam i mamie i moim teściowym, bo mam dwie fajne :)
    Mnie tam zawsze miło, jeśli obca osoba bez podtekstów zwróci się do mnie w miły sposób, więc nie byłoby to dla mnie problemem.
    pozdrowienia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, cos mi sie wydaje, ze w Polsce JESZCZE nie ma tego zwyczaju:)) Podobnie jak kiedys nie bylo Walentynek i Halloween. Obawiam sie, ze wszystko jeszcze przed Wami:)

      Delete
  16. U nas obowiązkowo ,,tykanie" czy ,,paniowanie" ma przyczepioną łatkę odnoszącą sie do szacunku,konwenansów i dobrego zachowania.No bo jak to do starszej nie daj blog kobiety powiedizeć na ty? Toż język powinno od razu pokręcić,lub parchami pokryć.
    Jakby szacunek zależał tylko od tego:)
    Nagminne jej tykanie wszelkich potencjalnych i realnych przestępców,pijaczkow i tzw .elementu.Są ludzie i nadludzie?

    ReplyDelete
  17. Zapomniałam dodać,ze te Dni zazwyczaj były po to by dodatkową kasę dostać od pracodawcy czy zorganizowac imprezę zakładową (np.u nas nauczyciele nie dosc ,ze w ten dzien mają wolne, i albo idą knajpy albo organizują wyjazd weekendowy,to już dzien wczesniej dzieciaki latają z suwenirami ,dzien po też,więc swietowanie odbywa sie w rezultacie kilka dni)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...