Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, May 8, 2012

Uwaga zakret

W piatek przyjezdza Tatek, wiec niby powinnam miec troche roboty. Moze niekoniecznie zwiazanej z jego przyjazdem, ale jednak powinnam przynajmniej zrobic to na co nie bede miala czasu w czasie jego obecnosci. Na ten przyklad zamiana ciuchow w szafie z zimowych na letnie, bo chyba jednak lato bedzie...
Ostatnio nawet zaczynam w to watpic, ale jednak prognozy zapowiadajace temperatury w okolicach 20C sklaniaja do optymizmu.
W sobote pojechalismy po zakupy, w sumie nie bardzo potrzebowalismy cos kupic, ale jak Tatek przyjezdza to w domu musi byc zapas piwa, no to trzeba bylo ruszyc dupska.
Wrocilismy nie tylko z piwem, ale z samochodem wypchanym po brzegi, a wszystko to na zasadzie "wyjatkowo dobra cena", "oj a moze jednak uda sie wyskoczyc na piknik" i wreszcie "od przybytku glowa nie boli".
Faktycznie, nie boli, ale moze peknac.
Moja o malo nie pekla jak zaczelam porcjowac zakupione miesiwa i okazalo sie, ze nie ma ich gdzie schowac, bo obie zamrazarki sa wypelnione po brzegi.
Ja pierdole, to juz jest powazna choroba!!!
-- Kochanie, melduje, ze nareszcie dotarlismy do celu!! - krzyknelam do Wspanialego, ktory upychal inne zakupy w szafo-spizarce.
-- Jakiego celu? Co Ty mowisz? Czy my w ogole mielismy kiedys jakis cel?
-- Nie wiem, ale jesli uznamy, ze celem mialby byc zakup nastepnej wolnostojacej zamrazarki, to wlasnie jest juz taka potrzeba, bo tu sie juz nie da wcisnac palca.
-- Oj pewnie przesadzasz...
-- Chodz i zobacz.
Przyszedl, stanal nad otwarta zamrazarka i mowi:
-- No tak, nie wyglada to wesolo, ale co my tu w zasadzie mamy?
-- Zarcie Skarbie, zarcie, jestesmy kurwa gotowi na wojne siedmioletnia!!! A mowilam, ze nie musimy kupowac zadnego miesa, to sie uparles.
-- Oj zadzwon do Potomka, niech sobie cos wezmie.
Potomek niestety stwierdzil, ze jego zamrazalnik tez nie jest gumowy.
Skonczylo sie na calkowitym przepakowaniu zamrazarki i wypizgnieciu kolejnych workow z kawa, bo sie okazalo, ze Wspanialy znow zaczal gromadzic zapasy kawy.
Chwilowo jestesmy uratowani, nie wiem na jak dlugo, ale kazda chwila jest warta celebracji.
Wczoraj mialam szczere checi zrobic porzadek z moimi ciuchami... na checiach sie skonczylo.
Bo jakos tak nie wiedziec czemu wzielam sie za odgruzowanie mojego biura, ktore tez sie juz przelewalo:)
Ale wszyscy wiedza, ze jestem balaganiara, wiec mi nawet nie jest wstyd.
Ot taka moja uroda:)
Dzis wstalam rano i przy pierwszej kawie wykombinowalam, ze najlepiej byloby nie pojsc do pracy.
Jak wykombinowalam tak zrobilam, klientki ktore mialy przyjsc dzis przyjda jutro i pojutrze, co ma wisiec nie utonie. Potem wykombinowalam, ze moze sie jednak wezme za te szafe.
No ale zanim sie wzielam za szafe to moj wzrok padl na kamizelke, ktora zaczelam robic rok temu i nigdy nie skonczylam.
Hmm tak naprawde to mi sie juz ta kamizelka przestala podobac...
Zaczelam pruc, jak prulam to juz mialam w glowie wizje czapki i szalika na zime, kolor odpowiedni, twarzowy, bedzie fajny komplet, a jak sie uda to i na ocieplacze rak wystarczy...
Zabralam sie za druty i zaczelam robic.
W miedzyczasie zadzwonilam do Wspanialego, zeby mu powiedziec, ze jestem w domu.
-- Zostalam w domu, bo nie warto jechac dla dwoch klientek, to co chcesz na obiad?
-- A chce Ci sie gotowac?
-- Skarbie, a kiedy mi sie chcialo?
-- No to nie gotuj, jest w domu mozzarella i pomidory, to bedzie akurat super lekki obiad.
Kocham mojego meza!!!
Wylaczylam sie szybko, zeby mu sie czasem nie odmienilo.
Wlasnie minela 15ta a szafa nie ruszona...
Jak zwykle robie wszystko tylko nie to co powinnam...
I tak czas idzie do przodu, swiat jako tako nadaza, a ja nie wyrabiam na zakretach i ciagle jestem w czarnej dupie. Za to czapke i szalik na zime moze bede miala... chyba ze mi sie znow odpodoba:)

59 comments:

  1. Kobieto nie bluźnij, lato jeszcze nie przyszło, a Ty już dziergasz czapkę i szalik??:))) jak wykraczesz to ....uhhh:)
    Ale tymi zamrażarkami mnie dobiłaś - nie mam miejsca na takie cudo, muszę się mieścić w zwykłej przestrzeni w ramach lodówki:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmijo, nie przejmuj sie, z tym dzierganiem to wiesz, poczulam ZEW, ale mnie szybko mija:))
      Z zamrazarki musimy sie oboje zaczac leczyc, bo to jest naprawde powazna choroba.

      Delete
    2. Znajduję wyjście z sytuacji: Wy oddajecie jedną, ja przyjmuję jedną ( potem tylko wyrzucę sąsiadów z mieszkania obok, aby mieć ją gdzie trzymać ale to już pikuś :P )

      Delete
    3. Zmijo, pomysl przedni, to moze ja pchne te moja na wode w NYC i za jakis czas Ty wylowisz z Baltyku:)))

      Delete
  2. W sumie jak masz jakies nadwyżki w żarełku to ja chętnie przyjmę, bo moją rodzinę wykarmić to jest cholernie trudna sprawa. Zawsze mało, bo mają po 7 żołądków, jak jacyś kosmici : )

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, to moze przybywajcie:)) Bo widzisz u mnie zamrazarka peka w szwach a Wspanialy chce mozzarelle z pomidorami na obiad:))) My mamy oboje cos nie tak z glowami.

      Delete
  3. Z tą czapką to chyba nadmiar przyszłościowego myślenia? ;)
    ps. A jak tam jest? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Elu, no miewam takie odchylki od normy, nie da sie ukryc:) A pogoda, taka wiosenna, troche pada, to znow slonce, temperatura w granicach 18 do 24C. Zmienia sie to jak w kalejdoskopie wiec trudno powiedziec:))

      Delete
    2. Kwiecień, plecień... A nie! Przecież już mamy maj! ;)

      Delete
  4. Ej, spokojnie. Ja cały dzień miałam się uczyć. Obecnie (godz.23:35), nawet mi się nie chce zrobić ściągi. Taki globalny dzień na nicnierobienie, poważnie ;).

    ReplyDelete
    Replies
    1. O matko z corka, ale sie przebralas, az Cie poznac nie moge:))) Musze znow zalinkowac, bo widze, ze sie uaktywnilas;)
      Nicnierobienie to mi zawsze wychodzi koncertowo:P

      Delete
  5. Na razie daj sobie spokój z tą szafą! W piątek upchnęłam ciepłe rzeczy do szafy,a wczoraj szukałam co na siebie włożyć(ciasno u nas jak w Twoich zamrażalkach!:))Trzeba robić takie manewry;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, ja sobie zostawie kilka szmatek na wypadek sniegu;)) Tez sie nie moge pomiescic z ciuchami, bo wiesz ja mam ciagle nadzieje, ze do wiekszosci jeszcze schudne;)

      Delete
    2. OOO!Właśnie przez takie myślenie mam osiem par spodni na chudszą wersję i trzy pary na dziś!;)
      Może powinnam je upchnąć do lodówki (te szczuplejsze) -jako motywację?

      Delete
    3. Misiu, dokladnie tak!!! A wlasnie sie cieszylam, ze udalo mi sie schudnac 8.5 kg. I mialam nawet cicha nadzieje, ze tym razem uda sie chociaz jedna pare spodni przerzucic z tych na szczuplejsza wersje, do tych na dzis....
      Niestety, chyba nie pamietam kiedy mi sie przytylo jeszcze wiecej, bo ciagle kupka wersji szczuplejszej jest nienaruszona...;/
      A 50% szmat z metkami. Przyjdzie sie pochlastac;)

      Delete
    4. 8,5 kg?! jesteś WIELKA!(nie mam na myśli gabarytów, hehe)
      Jak w ciąży miałam cukrzycę i trzeba było pilnować jedzenia dałam radę (dla dziecka)i przytyłam w sumie 4 kg!(Grzesiek miał 3,910), ale po porodzie nareszcie słodkie i "normalne" jedzenie ;/

      Delete
    5. Misiu, gabarytami tez jestem wielka:))) Niestety, taka moja uroda:)P Wiesz wszystko byloby fajnie gdyby nie fakt, ze jeszcze dwa razy tyle powinnam zgubic:))
      Oj tam nie bede sie przejmowac;)

      Delete
    6. To masz szczęście-kilogramy się równomiernie rozkładają;) Ja z ledwością 158cm, więc jakby więcej widać tam, gdzie nie trzeba;/

      Delete
  6. O mamuśku, to jakieś zakazne, widać,że nawet przez Ocean człowieka trafia. Ja też się przymierzam do tego przełożenia ciuchów letnich i schowaniu zimowych i....kolejny dzień minął, zrobiłam kolejny biżutek , a te głupie ciuchy jakoś same nie zamieniły się miejscami! Muszę wreszcie to zrobić, bo podobno lato jednak będzie, ale na razie się wzięło i ochłodziło.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, widocznie z wiatrem ten wirus sie przenosi po calej kuli ziemskiej:)) Tak nie lubie tego przemieszania zawartosci szafy, ze robie wszystko tylko nie to:)
      Ale dzis musze skonczyc, bo w tej chwili mam polowe szafy na lozku, a gdzies trzeba spac;)))
      U nas sie tez ochlodzilo na przelomie kwietnia i maja, wtedy gdy u Was byly upiorne upaly, no ale moze to lato jakos doczlapie do nas:))

      Delete
  7. Sobie do Gdyni przywiozłam na ,,wsjaki pażarnyj'' cztery letnie bluzki! Ale zapomniałam o ,,dołach'' odpowiednich... Oby lato mnie nie zaskoczyło!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, z tego co widac, to mamy takie same szanse na zaskoczenie przez lato jak i zime;)))
      Tfu, tfu juz pluje na wszelki wypadek:P

      Delete
  8. U mnie tez szafa nie ruszona i czeka na zamiane ciuchow cieplych na letnie. Kupilam pare nowych ciuchow i szafe omijam szerokim lukiem, nic mi sie nie chce:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Musialam wczoraj skonczyc z ta szafa, bo Wspanialy odmowil spania z moimi letnimi szmatami:)))

      Delete
  9. "Żeby nie brać się do pracy
    Wymyślamy sobie różne sprawy
    Wyciągamy z zapomnianych szuflad
    Różne stare graty do naprawy
    Jakieś gniazdka elektryczne
    Wtyczki, albo części od samowara
    Że to niby jest takie pilne
    I że trzeba naprawić zaraz

    I że zaraz po tej naprawie
    To się weźmiemy do pracy że aż ha!
    A tymczasem wpadamy na pomysł
    Że by trzeba wyprowadzić psa

    Więc się go wyprowadza na ulicę
    Albo powiedzmy na skwerek
    A na skwerku nam się przypomina..."

    (Amdrzej Waligórski, Preteksty)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie tak to jest:)) Ile sie czlowiek musi narobic zeby tylko nie zabrac sie do roboty:))

      Delete
  10. ja na drutach mam przód swetra, tył zrobiony, już ze 4 lata. Niby modny bo ażurowy klasyk, ale czarny, a oczy od czasu, gdy zaczęłam robótkę bardzo mi siadły. Powinnam spruć, bo swetra nigdy nie dokończa, ale... szkoda mi;)))
    A co do robienie wszystkiego innego, niż tego co potrzeba - jestem mistrzem, wiec Cie doskonale rozumiem:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, ja mam jeden sweter, ktorego tez juz nie skoncze, zaczelam go jakies 17 lat temu:))
      Tak jak pisalam wyzej do Ove, czlowiek sie naprawde musi narobic unikajac roboty:) Straszne to jest, ale dobrze wiedziec, ze nie tylko ja na te przypadlosc cierpie.

      Delete
  11. ale fajnie:-)))
    a ja wlasnie dojrzałam do kupna kamizelki, bo coś zimny maj nam sie zrobił..pozdrowienia z drugiej półkuli!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. El, ja dzis wstalam i za oknem byl listopad:)) Wiec moze z ta czapka i szalikiem to nie jest taki zly pomysl.
      Buziaki:***

      Delete
  12. Standardowe ADHD ;-) Mam podobnie zaplanuje jedno, zrobię tysiąc rzeczy dookoła a zaplanowanej nie ruszę. W temacie lodówki/zamrażarki, to u nas sprawa wygląda tak, albo wypchana po brzegi, ze palca się wcisnąć nie da, albo kompletna pustka - nie wiem jak my to robimy :p

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ta moja zamrazarka to juz pewnie nie jednemu sie odbija czkawka, ale pisze o tym ciagle z nadzieja, ze kiedys wreszcie dotre do dna tej trumny:) Wczoraj wymusilam na Wspanialym harceskie przyrzeczenie, ze nie kupujemy nic dopoki nie ujrzymy dna.
      Zobaczymy jak nam to pojdzie, oboje mamy jakiegos swira pod tym wzgledem.

      Delete
  13. no tak, zamrażarka.. miałam się przyjjżeć co tam wogóle jest.. ale może jutro, dziś zbyt pięknie i sadzę konwalie ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chwilko, jak dobrze wiedziec, ze nie tylko ja mam takie zboczenie z ta zamrazarka:)) Moje konwalie juz przekwitly:((

      Delete
    2. tyle, że moa zamrażarka ma 70 litrów ;)

      Delete
    3. O matulu, wlasnie skorzystalam z przelicznika i wyszlo mi, ze moja ma 420 litrow:) Ide do kata plonac ze wstydu... ja pierdykam, mowilam, ze mamy zapas na wojne siedmioletnia;/

      Delete
  14. jesteś boska z tym Twoim ADHD;)))))i przyznam się, że mam podobnie...niestety!;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ade, to moze jakis klub zalozymy:))) Fatalna sprawa, niby dorosle kobitki po wojsku, a tu taki obciach;P

      Delete
    2. żaden obciach, w "naszym" wieku już wszystko wolno, nawet ADHD;)

      Delete
    3. Ade, tu masz racje, w naszym wieku to juz wiele wolno, a jeszcze niedlugo doczekamy prawa do puszczania bakow w towarzystwie i juz bedzie zupelnie fajnie:))))

      Delete
  15. Ooo, druty to rzecz niesamowita. Gdyby mi ktoś pół roku temu powiedział, że opanuje, to padłabym z wrażenia :) Za mną już dwa pulowerki dla Chrześniaka, a dopiero się rozpędzam :)
    Szal też mam w planach, ale w pierwej muszę wyrobić coś dla brata, bo mu obiecałam.
    Aha, u mnie w domu używa się trzech zamrażalek. Nie pytaj :DDD
    Pozdrawiam Cię ciepło :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Granato, kocham Cie za te 3 zamrazarki!!!!!!!!!!!!
      Nie masz pojecia jak mi ulzylas, co nie znaczy, ze rezygnuje z terapii.
      Druty sa wielce terapeutyczne, przynajmniej dla mnie;)

      Delete
  16. To Welcome to the Club Star:) Ja od malego robie nie to, co akurat powinnam. Nad lekcjami zawsze siedzialam po nocach, bo w dzien mialam inne, wazniejsze rzeczy do zrobienia. A tak naprawde to zawsze chodzilo o moje problemy z koncentracja! Moze to i ADHD ale kiedys nikt tego nie badal a teraz to mi nie zalezy LOL? Ile ja mam rzeczy do zrobienia w domu, ktore czekaja miesiacami/latami zanim sie doczekaja!! Az wstyd sie przyznac. Podam Ci jeden przyklad, dwa lata temu wykonczylismy nasz basement. STary prosil aby zbierac wszystkie rachunki, zapisywac kazdy koszt co by potem podliczyc i wiedziec ile nas to w sumie kosztowalo. Mam ziplock bag z tymi rachunkami, ktore czekaja, nie wiem na co? Stary ciagle pyta, to co, ile nas ten basement kosztowal??? WSTYD! Przyjdzie nam chyba zejsc z tym z tego swiata!? Ratunku na to nie ma.
    Jesli zas chodzi o zamrazarke to lepiej zrob remanent, bo niektore rzeczy, ktore masz tam juz dlugo pewnie i tak sie do smieci nadaja:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, przeczytalam zanim wyszlam z domu i cala droge myslalam od czego by tu zaczac odpowiedz na Twoj komentarz:)
      Ja wiem, ze sobie tutaj jaja robie i nabijam sie sama z siebie, ale nie myslalam, ze az taka idiotka ze mnie promieniuje:)))
      Wiesz, ja wiem jak korzystac z zamrazarki i naprawde przez te 4 czy moze 5 lat co ja posiadam, to ja ja nawet rozmrazam i myje dwa razy w roku.
      No i zanim zainwestowalam w zamrazarke to nabylam sobie urzadzenie do hermetycznego pakowania, bo uwazam, ze to jest konieczne jesli chce sie cos przechowywac w zamrazarce.
      Naprawde przysiegam, ze jeszcze nikogo nie otrulam, ani nawet nikt nie mial rozstroju zoladka po jedzeniu u mnie w domu:))))
      A z rachunkami za basement to masz tak jak ja z rozliczeniami podatkow, zbieram, zbieram i dopiero jak ksiegowy zaczyna nade mna wisiec to wtedy robie z tym porzadek:P)))

      Delete
    2. Droga Stardust, calkowicie na opak odczytalas to, co napisalam:) Ani przez moment nie pomyslalam, ze nie wiesz jak korzystac z zamrazalki albo, ze celowo chcesz truc swoja rodzine/znajomych;) Wprost przeciwnie! otoz co chcialam przekazac piszac, to to ze jesli masz ta zamrazarke stale pelna, to moze tracisz rachube (tak, jak ja na ten przyklad) co, ile czasu w niej trzymasz? A wiadomo przeciez, ze nawet w tej bardzo niskiej temperaturze produkty moga byc trzymane do jakiegos tam czasu i czasem trzeba ten zamrazalnik "przetrzebic". To nawet nie chodzi o to, ze mozna kogos otruc, bo ja tez w to nie wierze, musialoby chyba nie byc pradu przed kilka dni a potem to-to sie od nowa zamrozilo aby mozna bylo mowic o mozliwosci zatrucia pokarmowego. Takie zamrozone przez wiele miesiecy jedzenie po prostu nie smakuje juz tak samo, czasem dostaje tzw freezer burns itd Powiem Ci, ze ja nawet nie mam tego ustrojstwa do hermetycznego pakowania, po prostu wierze w ziplocki:) Ale jak bym miala to bym pewnie uzywala, bo jest to fajna sprawa. Szczerze sie przyznam, ze jak myje zamrazarke to czesto ogladam jakis worek z zarciem, czyt. bryle lodu i sie zastanawiam ile to-to juz w tej zamrazarce jest? I jesli nie pamietam, to zwykle znaczy, ze dlugo i wypieprzam;) mam nadzieje, ze mnie teraz zrozumialas i "szafa gra"?:)))))))

      Delete
    3. Moniko, szafa zawsze grala i gra!!!!!
      Freezer burn znam jeszcze z czasow zwyklej zamrazarki i dlatego pakujemy wszystko hermetycznie, bo jak sie nie dostaje powietrze, to nie ma zagrozenia freezer burn.
      Ja nie jestem dobra w opisywaniu zamrozonych obiadow, dlatego jak pisalam kiedys zawsze mamy mistery na obiad jak cos wyjmuje, bo zamrozone jedzenie w pojemniku ciezko poznac. Natomiast Wspanialy zajmuje sie pakowaniem hermetycznym i on opisuje z datami - wiesz naukowiec:))) Ja potem pakuje to do zamrazarki, bo mam taki podzial na sekcje i wiem co mniej wiecej kiedy zostalo tam zakamuflowane:))
      Powiem Ci szczerze, ze jak nie mialam tej zamrazarki to wlasnie mialam gorzej, bo w tej malej klitce lodowkowej, to faktycznie upychalam wszystko na styk i wlasnie pozniej trafialam na takie niespodzianki jak opisujesz. Tutaj jest latwiej, bo wiecej przestrzeni i zeby schowac nowe trzeba przelozyc starsze do zamrazarki tej w lodowce, bo tam wiadomo, ze bedzie wykorzystane szybciej.
      Tak czy inaczej, Wspanialego kiedys otruje, ale to jeszcze nie teraz i nie miesem, a grzybami:)))))

      Delete
    4. Apropos braku pradu, to nam sie kiedys przytrafilo, ze gosc wylaczyl zamrazarke z gniazdka na bodajze 2 dni:))) Ale przy tej ilosci zarcia, to nawet sie nie zdolalo rozmrozic dobrze, tylko sernik zrobil sie miekki i po tym zauwazylam.
      Jak byla awaria elektrycznosci i dopiero po 3 dniach dostarczyli nam zimny lod dla ratowania jedzenia to tez mi sie nic nie zepsulo, bo zamrazarka byla dopchana do ostatniego centymetra (wtedy jeszcze nie mialam tej wolnostojacej) Jak jest tak duzo, to w sumie jest jedna bryla lodu i sie nie rozmraza tak szybko. I co wazne, ja nie zagladalam do mojej zamrazarki, a moje sasiadki co chwile lecialy "sprawdzac" co sie dzieje.
      Tlumaczylam, ze to sprawdzanie wlasnie powoduje wiecej strat, bo sie otwiera i doplyw cieplego powietrza powoduje szybsze rozmrazanie.
      Ale nie wytlumaczysz:))) To tak samo jak ludzie pieka indyka i co chwile otwieraja zeby zobaczyc, przez co piecze sie dluzej, bo wiadomo, kazde otwarcie piekanika obniza jego temperature.
      Ale tak jak nie przetlumaczysz Wspanialemu, ze kawa nie musi byc w zamrazalniku tak ludziom tez wiele nie przetlumaczysz:))

      Delete
    5. Wspanialy to rzeczywiscie ma power aby to wszystko dokladnie opisywac:) U nas nikomu sie nie chce i stad nigdy nikt nic nie wie;) 2 lata temu jak robilismy ten basement to zamrazalka stala na srodku, bo wszedzie przeszkadzala. Sluzyla robotnikom jako stolik do piwa/kawy/wody:) No i kiedys ktos ja odlaczyl, bo pewnie potrzebowal gniazdka. Co za debil, bo pozniej nie raczyl jej wlaczyc. Jak sie zorientowalismy, to juz wszystko w tej zamrazalce plywalo. Nie musze chyba pisac co ja z tym jedzeniem musialam zrobic? A ze to byl dosc cieply maj, to musialam trzymac to rozmrozone zarcie do konca w zamrazarce i dopiero w dzien, kiedy przyjezdza smieciara wynioslam to 'na garbage'. Balam sie, ze jak to wyrzuce do smieci w garazu to sie nie opedze od maggots, brrrrr No, troche strat mielismy ale nic to:)

      Delete
    6. Moniko, Wspanialy pisze tylko beef, pork, veal itp i date nic wiecej. Ja poniewaz dziele to wszystko to i tak rozpoznaje po pakunkach. Problem z duza zamrazarka jest glownie z tym, ze ona powinna byc w sumie pelna, zeby zuzywala mniej energii, no i zeby sie nie tworzyl lod na sciankach.
      Ale wyobrazam sobie co mialas po tych kilku dniach(!!!) Ja pamietam w tym czasie co mielsmy awarie elektrycznosci moja kolezanka byla w Polsce i zostawila mi klucze od mieszkania, zeby podlac kwiaty itp. No i ona miala troche rzeczy w zamrazalniku, ale to byly pojedyncze kawalki, wiec tez nie mialy szansy sie przetrzymac i musialam wyrzucic. Ja juz przezylam dwie awarie i w sumie dzieki temu, ze mam zawsze pelno to sie nic nie psuje, bo nie ma wiele powietrza miedzy pakunkami.
      A moja zamrazarka stoi w pokoju goscinnym:)) W sumie rzadko kiedy ktos tam spi, wiec nie przeszkadza za wiele.

      Delete
  17. A propos prucia to mnie się przypomniała ta Twoja okragła maszyna zastępująca szydełko... Szukałam tego po pasmanteriach i internecie i nijak nie znalazłam :)

    A po co się kawę zamraża?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Znowu mnie się konto pomerdało :/
      Baba

      Delete
    2. Babo:))) Nawet jak Ci sie konto pomyli to ja i tak wole Babe niz Iimajke:))))
      No szkoda, ze nie mozesz znalezc tego ustrojstwa, a poszperaj w internecie (allegro??) to sie nazywa loom po mojemu tutaj, co po polsku byloby wrzeciono, no ale gdzie mu tam do wrzeciona:))
      Kawe zamraza Wspanialy, bo ktos mu nakladl w glowe, ze tym sposobem kawa utrzymuje dluzej swiezosc. Co moim zdaniem jest gowno prawda, bo i tak kawe kupujemy w ziarnach i jest hermetycznie pakowana, wiec pomaga jej to zamrazanie jak umarlemu kadzidlo:)) Ale moze on tym sposobem chowa te kawe przede mna, bo Wspanialy jakby przyszedl glod, to moze nie miec chleba, ale musi miec kawe. Jak tylko jest gdzies w sklepie to ZAWSZE wraca z kolejna torba kawy i to nie mala torebka, ale tak ok. 3kg:))
      Ja juz raz tlumaczylam, ze tego nie musi zamrazac, ale dalam sobie spokoj bo za duzo gadania a efekt i tak zaden:))

      Delete
  18. dwie zamrażarki.. jak Ci cudownie! ja mam tylko taką małą, co jest częścią lodówki.. i to nawet nie normalnych rozmiarów, jak powiedzmy połowa lodówki, żeby ze 3 szuflady się zmieściły.. gdzie tam, taki kurdupel, że jak włożę 2 kurczaki i kubełek lodów, to z resztą muszę kombinować :/

    wiesz.. najtrudniejsza rzecz pod słońce, to dla mnie zabrać się do roboty.. jak się już zabiorę, to wiesz, z górki, mogę i po 12 godzin coś robić.. ale żeby zacząć... och.. jak to boli ;) to zaczynanie w sensie ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. The Road, dwie zamrazarki to w moim przypadku prawie koniecznosc, bo ja nie lubie robic zakupow, wiec jak juz jade raz na miesiac, to kupuje hurtem. Faktycznie kupujemy hurtem, bo tak taniej, ale ilosci sa na armie:)) Wracamy do chalupy, ja porcjuje, Wspanialy pakuje kazda porcje hermetycznie i jest z glowy. Potem ja pakuje w tej "trumnie" bo ja wiem z ktorej strony sa rzeczy, ktore moga jeszcze dluzej polezec. Te, ktore powinny isc do uzytku w pierwszej kolejnosci przenosimy do zamrazarki tej, ktora jest czescia lodowki.
      No i wiesz, my wracamy pozno z pracy, wiec ja nie gotuje codziennie, tylko wyciagam cos co jest juz ugotowane wczesniej i mamy obiad z glowy. Tak ze moja zamrazarka, to nie tylko miesiwo do przerobu, ale tez juz przerobione porcje obiadowe w pojemnikach, zamrazam tez chleb, bo przeciez nie mam mozliwosci kupic dwie kromki chleba, a my jemy wlasnie 4-5 kromek tygodniowo:)) Zamrazam tez owoce jak sa w sezonie i wtedy mam na zime swoje wlasne, wiem, ze odpowiednio umyte i wiem jakiej jakosci:)
      Co ja jeszcze zamrazam? Polprodukty wlasniej wytworni:) Robilam w lutym pierogi, ale caly jeszcze duzy pojemnik farszu zamrozilam na pozniej. Zamrazam mojej wlasnej produkcji wywary z jarzyn, miesa, drobiu i ryb, ktore potem uzywam do gotowania. Nie kupuje takich rzeczy, bo po pierwsze jest tam za duzo soli, po drugie nie wiem co jeszcze tam moze byc, moze piora z ptaszydel:)) A jak zrobie sama to wiem co jem.

      Zabieranie sie do jakiejkolwiek roboty to jest straszna robota:))))

      Delete
  19. Replies
    1. Jaskolko, a gdzie tak zapitalasz? jesli mozna zapytac... zwolnij bo se jeszcze konczyne jaka uszkodzisz:P

      Delete
  20. Z dużej ilości informacji wyłowiłam jedną, która wprawiła mnie w zdumienie.
    4 - 5 kromek chleba na tydzień dla 2 osób ?
    Mistrzostwo świata ! :)
    Cholera jasna, mam jednak paskudne nawyki żywieniowe - chleb i pyry/czyli ziemniaki/ :D
    Pozdrawiam wesolutką Stardust co w maju robi zimową czapkę tylko po to,żeby ją w październiku spruć :D:D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, no tak wychodzi, bo Wspanialy bierze do pracy zwykle pozostalosci z obiadu, a ze obiady nie zawsze sa, to czasem musi zrobic kanapke. Ja staram sie jesc jedna, gora dwie kromki chleba tygodniowo.
      Kupujemy co prawda zdrowy chleb, bo pelnoziarnisty, ale i tak staram sie byc rozsadna, bo przeciez nie odmowie sobie ravioli (tudziez innego makaronu) raz na dwa tygodnie, czy niedajbuk chleba czosnkowego maczanego w oliwie... mmmm az sie zaslinilam:)) A ziemniakow to ja prawie wcale nie jadam, bo tak naprawde to jem ziemniaki ok. 5 razy w roku:)
      Wspanialy za to cierpi, bo on lubi ziemniaki... ale przeciez ja mu nie bronie, niech sobie kupi, ugotuje i je.
      Za leniwy jest zeby zrobic tylko dla siebie, wiec teraz juz zaciera rece, bo w piatek przyjezdza Tatek, a on tez ziemniaczany:))

      Delete
  21. Ale dzięki temu wciąż masz przed sobą cel:)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...