Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, June 10, 2012

Ale jazda!!!

Juz od kilku lat Wspanialy przebakiwal cos o kupnie rowerow, ale ja nie przywiazywalam do tego wiekszej uwagi, wiec on bakal, ja milczalam i na tym sie konczylo. Jednak co jakis czas powracalo pytanie:
-- Przeciez chyba umiesz jezdzic na rowerze?
-- Nie wiem czy umiem, kiedys umialam, ale teraz nie wiem.
I tak jak bumerang temat roweru wracal i odchodzil, ale ja powoli zaczynalam sie oswajac z mysla, chociaz nic nie mowilam, bo sama balam sie czy ja w ogole jeszcze potrafie wgramolic sie na rower.
Nigdy nie bylo okazji zeby to sprawdzic.
Okazja nawet byla, jak pojechalismy na Governors Island, bo tam mozna bylo wypozyczyc rowery, ale przemilczalam, bo przeciez nie bede sobie robic obciachu w miejscu publicznym, w dodatku takim gdzie ludzie poruszaja sie tylko z buta lub na rowerze.
Po mojej ostatniej operacji stopy stwierdzilam, ze dojrzalam psychicznie, a reszta sie jakos zalatwi... sama;)
I teraz to juz ja zaczelam mowic o rowerach.
-- Naprawde chcesz? - pytal Wspanialy niedowierzajac.
-- Naprawde. Jakbym nie chciala to bym o tym nie mowila, jasne?
Tym sposobem mezowaty zaczal sie rozgladac za mozliwoscia kupna i dopytywal jaki ja chce ten rower.
-- Jak to jaki chce? Rower po prostu, zeby nie byl za ciezki, bo nie raz pewnie bede musiala taszczyc go po schodach do subwaya.
-- Tyle to wiem, ale jaki w sensie ile ma miec biegow, jakie...
W morde!! O czym on gada?? Jakie biegi? Ja prosze ksiedza w zyciu jezdzilam tylko na rowerze co mu sie pedaly krecily do przodu i do tylu, to drugie jak sie czlowiek chcial zatrzymac lub zwolnic.
Biegi???
Coruniu kochana!!! Jeszcze mi zycie mile!!!
Tamta rozmowa rozbila sie o te biegi.
Pozniej kiedys Wspanialy wytlumaczyl mi, ze to na czym ja jezdzilam to rower z czasow amerykanskich Indian, a nawet on, starszy ode mnie o cale 6 lat jezdzil w dziecinstwie na rowerze z trzema biegami i recznym hamulcem.
Juz mu nawet mialam dac po hamulcach za te biegi i Indian, ale jak zwykle doszlam do wniosku, ze to za duzo roboty, wiec mu sie udalo.
Natomiast w zaciszu wlasnej glowy (tam wcale tak cicho nie jest) zaczelam oswajac te biegi i reczne hamulce, co znow odlozylo sprawe kupna ad acta na jakis czas.
A Wspanialy z kolei, w zaciszu wlasnego kompa ciagle poszukiwal gdzie ewentualnie mozna dokonac zakupu, az pewnego dnia padlo pytanie:
-- Czy Ty na pewno chcesz te rowery, czy ja niepotrzebnie trace czas, bo wiesz jak juz kupie i sie okaze, ze nie potrafisz jezdzic, a rowery tanie nie sa.
-- A kto Ci powiedzial, ze ja chce rower za $400.00 czy moze wiecej? Kupimy uzywane rowery, aby tylko jezdzily i zobaczymy czy potrafie.
Przy okazji wykumkalam sobie, ze po drugiej stronie ulicy jest szkola, wiec moglabym potrenowac na boisku, wieczorem jak nie bedzie dzieci, ktore tam sie zawsze bawia lub w cos graja.
Wspanialy uznal, ze faktycznie pomysl kupna uzywanych rowerow w tym ukladzie ma sens i przerzucil sie z poszukiwaniami na ebay. Okazalo sie, ze sa dwa miejsca, jedno niedaleko Juniora (Potomek dzieki komentarzowi Jaskolki zostal przemianowany na Juniora) a drugie troche dalej, ale tez w odleglosci do pokonania. Z tym, ze ja na wszelki wypadek zaznaczylam, ze ja nie jade po rower, bo nie wiem czy bede mogla na nim wrocic do domu, a wiec Wspanialy mogl albo jechac dwa razy sam, albo ewentualnie poprosic Juniora o pomoc.
I jak juz prawie wszystko bylo na celowniku, juz ustalilam, ze rower ma miec opony szerokosci kol od traktora na wypadek, zeybm sie pewniej czula nagle... zapadla cisza(!!!)
On nic i ja tez ani slowa.
W koncu nadarzyla sie okazja, bo zblizaly sie moje urodziny i Wspanialy jak zwykle pytal co ewentualnie chcialabym dostac, wiec powiedzialam "rower". Pytanie powtarzalo sie przez tydzien codziennie i ja codziennie, niezmiennie odpowiadalam to samo "rower".
Wreszcie chyba dotarlo, bo zadzwonil do Juniora i ustalili, ze w sobote pojada cos kupic.
Wczoraj obdzwonil obydwa miejsca, z tym, ze oczywiscie preferowane bylo to blizej Juniora i pojechali.
A ja siedzialam w domu na dupie i obgryzalam paznokcie;)))
A co bedzie jak nie dam rady?
Ale szybko porzucilam takie mysli, w koncu nic mi one nie pomoga, a i tak nie mam gwarancji na to, ze chlopaki wroca z rowerami.
Wrocili. Z rowerami i nawet z kaskami.
Wow!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Teraz sie dopiero zaczela sraczka z padaczka;)
Wspanialy ustawil rowery tuz przy patio na podworku.
Podeszlam i probuje czy da sie na to wgramolic.
-- Nie wyglupiaj sie tu masz za malo miejsca, wieczorem pojdziemy na boisko - chcial mnie powstrzymac Wspanialy.
-- Ja sie nie wyglupiam, ja tylko chce sprobowac czy dam rade podniesc noge do gory tak wysoko zeby usiasc na tym.
-- No jak to nie dasz rady?
-- Kochanie oboje wiemy, ze daje rade w pozycji lezacej, ale teraz chce sprobowac na stojaco - powiedzialam nie zwracajac uwagi na obecnosc Juniora, w koncu on nieodrodny syn swojej matki jest przyzwyczajony do takich moich komentarzy.
-- A kiedy ostatni raz jezdzilas na rowerze? - zaptytal Wspanialy.
-- Hmmm... jutro koncze 58 lat... to tak ok. 42 lata temu...
Nic nie powiedzial, tylko pokrecil glowa i przewrocil bialkami oczu za okularami.
No tak, 42 lata to prawie pol wieku...
Na szczescie trzeba bylo pojechac po zakupy i zalatwic kilka spraw, wiec nie bylo czasu myslec o rowerze. Bylo juz po 17tej jak wrocilismy do domu i uznalam, ze albo teraz albo nigdy.
-- Zakladasz kask?
-- Nie no, tylko na boisko to chyba troche wstyd?
Okazalo sie jednak, ze boisko jest pelne dzieci, a to niebezpieczne dla mnie, bo jak tylko osiodlalam diabelska maszyne, to zaczelo mnie zarzucac na boki.
Przejechalismy w sumie dwa okrazenia w kwadracie ulic, po chodniku ma sie rozumiec i stwierdzilam, ze wystarczy na pierwszy raz. W miedzyczasie udalo mi sie wyminac grupe 5 osob, ktore szly jedna obok drugiej cala prawie szerokoscia chodnika.
Wspanialy jadacy za mna jak zobaczyl, ze nadchodza, to zawolal:
-- Pomysl z ktorej strony ich objedziesz, albo sie zatrzymaj!
-- To niech oni mysla! - odkrzyknelam, ale obylo sie bez ofiar.
Pozniej mialam na drodze ojca z malym dzieckiem w jakims samochodziku, w ktorym dzieciak przebieral nogami, troche mi bylo dziwnie, bo taki dzieciak nigdy nie wiadomo co zrobi, ale udalo sie.
Raz tylko o malo nie zahaczylam o ogrodzenie, ale tez w ostatniej chwili dalam rade utrzymac rownowage. No i sasiad wyszedl przed dom zeby mi bic brawo!!
Odwazny!!! Ja na jego miejscu siedzialabym w chalupie albo wdrapala sie na pierwsze z brzegu drzewo:))
Oczywiscie juz przed pojsciem spac zapowiedzialam Wspanialemu, ze rano robie mu pobudke bo musimy jechac na rowery.
-- Ja rozumiem, ze rano, ale na mily buk nie budz mnie o 5tej - zgodzil sie przewidujaco Wspanialy, bo ja wiadomo juz od 4tej krecilam sie w lozku i nie moglam doczekac rana.
O 7ej nie wytrzymalam i wyrwalam go z lozka na sile, troche marudzil, ale nie dlugo w koncu to moje urodziny wiec musi (chce czy nie) byc mily:)
Przypielam do spodni butelke z woda, zalozylam kask... przygotowalam rekawiczki...
-- Wygladasz jakbys sie szykowala na powazna wyprawe rowerowa - rzucil Wspanialy przygladajac sie moim przygotowaniom.
-- Bo to jest powazna wyprawa, przynajmniej dla mnie.
-- Ale na te dwa okrazenia dookola potrzebujesz wode?
Obrzucilam go takim wzrokiem co to pajaki od niego w locie zdychaja i powiedzialam:
-- Jedziemy do parku, przeciez nie bede sie krecic dookola domu.
-- Zwariowalas??!!!
-- Nie, nie zwariowalam ja chce do parku.
-- Kobieto to jest 5 km w jedna strone, nie dasz rady i co ja z Toba i tym rowerem zrobie? Ja nawet nie dam rady.
-- To mow od razu, ze to Ty nie dasz rady - zagwizdalam pod nosem lekcewazaco, a on patrzyl na mnie jak na wariatke.
"Pewnie nie dam rady" przyznalam w duchu zakladajac rekawiczki.
-- A na co Ci te rekawiczki? - dopiero teraz Wspanialy zauwazyl co robie.
-- No przeciez nie wyhoduje sobie odciskow na dloniach tylko dlatego, ze zachcialo mi sie jezdzic na rowerze.
-- A Ty mialas takie rekawiczki?
-- Nie, nie mialam. Kupilam dwa miesiace temu.
-- Dwa miesiace temu!!! Przeciez wtedy jeszcze nie wiedzialas, ze kupimy rowery.
-- Kochanie umowmy sie, ze to Ty nie wiedziales, ja wiedzialam.
Wsiadlam na rower i ruszylam tak jakbym jezdzila juz co najmniej od miesiecy, ulicami przeprawilismy sie do 20 Ave gdzie jest sciezka rowerowa. Fakt, ze o tej porze w niedziele nie ma wielkiego ruchu samochodow, ale radzilam sobie naprawde dobrze, zadnego zarzucania, zadnych niepewnych ruchow. Tylko raz przy hamowaniu maszyna wydala dziwny odglos, ale dalam rade i to pokonac;)
Nawet w pewnym momencie Wspanialy musial mnie skarcic przypominajac, ze przeciez nie jestesmy na wyscigach!!! Tak pomykalam.
W sumie pokonalismy ok. 4 km i uznalam, ze to wystarczy. Tylko w drodze powrotnej juz nam sie nie chcialo objezdzac kawalka gdzie mamy pod dosc stroma gorke i Wspanialy powiedzial:
-- Ja wczoraj tedy jechalem ale nie dalem rady i skonczylo sie na tym, ze ten odcinek prowadzilem rower z buta.
No to zeszlam z maszyny grzecznie i pod gorke poszlismy pieszo.
Teraz wiem, ze moge sobie spokojnie robic te trase codziennie przed praca.
Cos mi mowi, ze zycie zaczyna sie po 60tce, mam wiec tylko dwa lata zeby sie do tego przygotowac.
A teraz lece swietowac w Beer Garden!!!
Na wszelki wypadek zakladam, ze wszyscy zyczycie mi dobrze;) wiec mozecie sobie darowac zyczenia urodzinowe. Natomiast zachwyty nad moimi wyczynami rowerowymi beda mile widziane;P

73 comments:

  1. Podziw! Szczery .A dupa to Cię nie boli ? Bo ja kilka lat temu nabyłam też to ustrojstwo, po drugiej przejażdżce nie mogłam chodzić.
    Wiesz, chyba jutro zobaczę w jakim stanie jest mój rower i może, może tez się zdecyduję wziąć byka za rogi.

    Ty to jesteś kobita z charakterem!Postanowione, zrealizowane.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Narazie mnie dupa nie boli:) Ale tez dawkuje sobie te przyjemnosc w miare rozsadnie:)) Wspanialy za to narzeka na bol w dupie, ale on ma w tej dupie tylko kosci;)) Ja mam na czym siedziec:P No ale on tez ma mniej wygodne siedzenie przy jego rowerze i chyba bedzie musial go wymienic;)

      Delete
  2. Dzielne BABSKO z Ciebie! Podobno jazdy na rowerze, pływania, jazdy na łyżwach i prowadzenia samochodu się nie zapomina. Zazdroszczę Ci nieco tego roweru, , bo ja mam szlaban na rower.A życie zacina się po 40-tce, bo wszystkie grzechy młodości wtedy się odzywają. Gdy się ma 60, to zaczyna się druga młodość. Ja chyba zacznę łazić na basen.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, 40tka juz dawno minela i tylko wspomnienia pozostaly:) To ja sie szykuje na 60tke:)))
      Nie moge plywac, bo nie potrafie;) Tzn. potrafie ale tylko w takim rozowym baseniku jak moja Aviva:P
      Serio, nie mam plywalni, ani basenu tak blisko, najblizszy basen i kryta plywalnia to w parku osiedlowym, a to troche daleko, zeby sie codziennie wybrac, wiec sie uparlam na rower:)
      A BABSKO jestem!!! I malo tego, to jeszcze jestem z tego dumna:)))

      Delete
  3. No ja też podziwiam i gratuluję i życzę wytrwałości:))
    Co do tego, kiedy zaczyna się życie, to i w moim przypadku jest to po 40- tce, dorosłe dzieci i hulaj dusza wszystko od nowa :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Liv, zakladam, ze codziennie rano bede robic te 4 km, przez caly tydzien, a w przyszlym tygodniu jade do parku. Ze Wspanialym czy bez:)) Wtedy bede miala do pokonania 10km i tak powoli zaczne sobie dodawac.
      A w kwestii tego kiedy sie zaczyna zycie, to moze umowmy sie, ze zaczyna sie po kazdej nowej 10tce:) W koncu od przybytku nowych "poczatkow" glowa nie boli... moze tylko peknac;)

      Delete
    2. hahahaha :))nooo może pęknąć, trzymam kciuki :))

      Delete
  4. Zuch dziewczyna! Nie przesadź tylko z treningiem, bo potem zakwasy i inne boleści.
    Moje przyjacioły z Woodsite/Jackson (nigdy nie wiem w którym z nich mieszkają - 69-ta ulica) jeżdżą dookoła Flushing-Corona Park, to chyba blisko Ciebie? Fajne miejsce.
    pozdrowienia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marku, nie przesadzam:) Wlasnie wstalam (poniedzialek) i zaraz sie wybieram zrobic te sama trase co wczoraj. Nic mnie nie boli, czyli mieszcze sie w granicach rozsadku;))))) Sama mnie to smieszy, ja i rozsadek;P
      Flushing Meadows-Corona Park jest naprawde fajny, ale to troche za daleko na teraz. Blizej mam Astoria Park ze sciezka rowerowa nad sama rzeka, ale tez jeszcze sie obawiam, ze moge nie dac rady dojechac i wrocic. Moze w weekend sprobujemy, bo jak bede jezdzic codziennie to powinnam sie juz na tyle poczuc pewnie, zeby tam pojechac.

      Delete
  5. sto lat Stardust:)))))dzielna baba jesteś:))))

    ReplyDelete
  6. O Kobieto, oswoiłaś potwora!
    Nigdy przenigdy zachwytów nad rowerową przygodą nie zrozumiem - wstręt mnie trzyma od lat dziecięcych...
    Tym bardziej podziwiam! :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Granato, po placeniu za gym przez 15 lat i nie chodzeniu tam, a przynajmniej tylko od swieta, uznalam, ze rower to jedyne co moge robic. Zobaczymy jak mi to bedzie szlo;)

      Delete
  7. :)Patrzę na zestawienie połączeń z Krakowa jeszcze nie masz życzeń,no to wszystkiego naj,naj,naj.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Macieju, dzieki:) Po krakowskich zyczeniach juz lepiej:))

      Delete
  8. A ja Ci życzę wszystkiego najlepszego!!! (podziękowania możesz sobie darować, czytałam jakiś wpis a propos;)
    A z tym rowerem to dzielna jesteś!Wiedziałam,że dasz radę( słyszałam,że to jak z seksem -nigdy się nie zapomina!)
    Sama nastawiam się na wyprawy rowerowe z Lusią(chciałabym zrzucić kilka kilogramów):))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, mam tu sciezki rowerowe, sa fajne parki tez calkiem blisko, chociaz dla poczatkujacej jak ja rowerzystki jeszcze nieosiagalne, ale juz niedlugo:)) Ja zrzucilam juz 10kg ale teraz trzeba cos z tym zrobic, zeby nie wisialo:))

      Delete
    2. Zdjęcie zmieniłaś:) Tylko czekam na relacje jak pomykasz po tych kamieniach!;)))

      Delete
    3. Misiu, dzis juz bylam, tym razem sama, bo Wspanialy w pracy. Zrobilam te sama trase, czyli ok. 4 km, zajmuje mi to 30 minut. I mam zamiar tak robic codziennie, a w sobote moze nam sie uda ze Wspanialym pojechac az do parku, oczywiscie jesli on da rade:))) Bo to on ma bardzo niewygodne siedzenie, moje jak narazie zdaje egzamin w 100%.

      Delete
  9. Oprócz biegów rowery dzisiaj mają też... amortyzatory, a biegów nie np. 6 lecz np. 21;)) Ja jeżdżę co dzień... w pokoju;) Nie byłam nigdy zapaloną rowerzystką, no może trochę w dzieciństwie, kiedy to była najprzyjemniejsza z rozrywek;)
    Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Marlo:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, tak rower ma amortyzatory, wiec jezdzi sie calkiem przyjemnie, biegow mam 12, ale narazie nie mam potrzeby korzystac, bo to chyba przyjdzie pozniej, jak naprawde sie gdzies wybiore w teren. Tez nigdy nie bylam zapalona rowerzystka, ale teraz to chyba jedyne co moge robic z przyjemnoscia:)) Buziaki i dziekuje:))

      Delete
  10. Brawo Star! Dzielna jestes, ja uwielbiam jazde na rowerze i jak tylko mam okazje to jezdze jak szalona, pozniej troszke dupsko boli:)
    Milego swietowania, wiem, ze nie lubisz zyczen ale co tam - wszystkiego najlepszego:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ataner, poki co to dupsko ma jeszcze tyle tluszczu, ze o dziwo nic a nic nie boli;) To Wspanialy narzeka, ale on ma tylko kosci w dupie i bardzo niewygodne siedzenie przy swoim rowerze, wiec MUSI wymienic.

      Delete
  11. Jeździłam samodzielnie na rowerze tylko we wczesnej młodości, potem z ex-em na tandemie (jak jeszcze nie był ex-em). To było trzydzieści parę lat temu. Potem ciągle ktoś coś sobie łamał na rowerze, więc ja cała w strachu. Ostatnio dwie koleżanki poważnie się poturbowały i naprawdę podziwiam wszystkich starszych (kości), którzy odważają się na taki (dla mnie) hard core. Poważnie - wolę pomykać na swoich własnych nogach, dokładnie patrząc pod nie i przed siebie.
    Nogi ćwiczę na stacjonarnym i czuję się bezpiecznie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tzj, gdyby nie bylo w okolicy sciezek rowerowych to pewnie tez bym sie bala. Dzis pojechalam sama i troche mi bylo dziwnie, ze za mna nikt nie jedzie i nie gada, ale dalam rade. Wczesnie rano nie ma jeszcze takiego ruchu na ulicach, wiec powoli sie przyzwyczaje do mijajacych mnie samochodow i mam nadzieje pojdzie to jakos bez wiekszych przygod;)) A na zime jak nie bedzie mozna jezdzic na zewnatrz to kupimy stojak i jeden z rowerow przerobimy tymczasowo na stacjonarny, zeby nie wyjsc z wprawy:))

      Delete
  12. Baw sie na maxa! Jak świętować to z przytupem. A roweru strasznie zazdroszczę bo sama bardzo chciałabym sobie sprawić. No ale ciagle jakieś inne wydatki, więc zbieram się w sobie, żeby odłozyc kasę. sciskam z wiadomej okazji.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, jak widzisz my tez przymierzalismy sie do tych rowerow dlugo i z wielkim znakiem zapytania, ale nareszcie sa. Wspanialy nawet wczoraj popatrzyl jak mi sie morda jarzy, ze daje rade i powiedzial, ze moze za rok, dwa wymienimy je na nowe. Nic nie powiedzialam, ale moim zdaniem to bez sensu, wyczynowymi rowerzystami juz raczej nie bedziemy, a chodzi o sama przyjemnosc i ruch.
      Bo wiesz, Tatek mowi, ze w pewnym wieku jak sie czlowiek nie rusza to go pogrzebia:)))

      Delete
  13. No Ci powiem, że szacun!
    Nigdy za rowerem nie przepadałam.....no nie ma się co oszukiwać: za żadnym ruchem dla zdrowia. Czas wolny to najbardziej na kanapie. I tu mam opracowanych kilka zdrowych pozycji, które dodatkowo pozwalają klikać po laptopie albo czytać z papierków czyli książek. Ostatnio jednak dzwoneczki we łbie mi się odezwały, że jak nie zamienię części czasu kanapowego na prawdziwy ruch to niedługo z tej kanapy będę się zwlekać, a nie wstawać. Rower jawi się jako mało nudny. Tyle, że nie ukrywam: boję się upadku i bólu dupska. Tym bardziej czekam na relacje i opis syndromu "dzień po" czyli w jakim stanie poślady i łydki

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, tez nie jezdzilam nigdy na rowerze duzo, ot mielismy rower w dziecinstwie wiec sie nauczylam jezdzic. I podobnie jak Ty lezenie na szezlagu uwazalam za czynne cwiczenia, ale wiesz, Ty jestes ode mnie duzo mlodsza to jeszcze nie widzisz potrzeby. Ja musze, tym bardziej, ze schudlam 10kg i zaczynam obwisac, a to nie jest przyjemny widok;P
      Wlasnie wrocilam z dzisiejszej przejazdzki i jest spoko. W sumie ta trasa ktora pokonalam wczoraj i dzis zajmuje mi dokladnie 30min. jazdy a to nie jest tak duzo. Mysle, ze jak sie zaczyna powoli i czlowiek sie nie forsuje, to nie powinnam miec zadnych niespodzianek z bolem.
      Narazie nie czuje zadych zakwasow ani nic podobnego. Tylek tez mnie nie boli, siedzenie moj rower ma duuuzoooo wygodniejsze od rowera Wspanialego, no i wiesz, ja nawet bez siedzenia MAM na czym siedziec:)))

      Delete
    2. Za niepełne 2 miesiące kończę 50-tkę więc jakoś mi się nie wydaje, by różnica wieku była aż tak duża. Mamusią moją za Krystusa byś nie mogła być ;-))))))))))
      Kurcze...trochę mnie podkręciłaś na ten rower...na razie jednak nadal porozważam.... może sobie na urodziny zafunduję;-)))))

      Delete
    3. Zante, powiem Ci szczerze, ze 8 lat to jednak duzo, sama poczujesz;) Teoretycznie na pych mozemy powiedziec, ze jestesmy w jednym wieku, ale w praktyce to juz jest roznica;)
      Jak sama widzisz ja tez sie nad tym kiwalam przez dlugi czas, przyznam, ze teraz troche zaluje, ze nie zdecydowalam sie wczesniej. Ale nie bede rwac klakow ze lba:)) Ponoc nigdy nie jest za pozno. Jesli masz gdzie jezdzic, to moim zdaniem jest fajna sprawa. Wiesz ja placilam za silownie przez lata i nie chodzilam, bo mi sie nie chcialo, bo pada, bo za ciemno, bo za zimno, bo nie mam z kim itp. A rower to jest troche moim zdaniem ciekawsze zajecie, bo na powietrzu i bezpieczniejsze na stawy niz np. bieganie.
      Przy nowojorskim klimacie to praktycznie moge jezdzic przez 9 miesiecy w roku, a jak bedzie snieg czy za zimno, to juz planujemy kupic stojak i jeden z rowerow przerobimy na stacjonarny, zeby nie wypasc z wprawy:)))

      Delete
    4. Kurcze...;-)))) Ja sobie takich dalekosiężnych planów, w kwestii sportowej, absolutnie nie robię. Na drugie mam indiańskie imię Słomiany Zapał

      Delete
    5. Oj Slomiany Zapal to jest tez moje imie:))) Jedyna nadzieja w tym, ze naprawde dotarlo do mnie, ze w tym wieku nie ma wyjscia, jak sie chce w miare mozliwie zyc, to trzeba sie kopnac w dupe i zaczac ruszac:))

      Delete
    6. Do wniosku, że trzeba się zacząć ruszać to także doszłam! A co!
      Tylko........eh ;-))))) Już wszystko powiedziałam co oznacza "eh", ale może zmądrzeję wraz z 50-tymi urodzinami ;-)))))))))))))))

      Delete
  14. NO dobrze, ze Wspaniały taki rozsądny i nie pozwolił Ci się sforsować, bo po każdej przerwie mogą być zakwasy i dupsko boleć - no chyba, ze masz żelowe siodełko:) Z rękawiczkami sprytnie wymyśliłaś:)
    Życie wiele przyjemności z jazdy na rowerze i z okazji swięta też wszystkeigo dobrego:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mada, zelowego siodelka nie mam i narazie nie CZUJE potrzeby, pewnie z czasem sie przyda jak bedziemy sie wybierac na dluzsze trasy:) Rekawiczki to dla mnie MUS, bo ja jestem pierdolnieta na punkcie dloni, no i wiesz, ja nimi dotykam ludzkie twarze, wiec musze uwazac.
      Dziekuje:)))

      Delete
  15. Od przybytku głowa nie boli, ale od siodełka może straszliwie rozboleć... zad. Dlatego polecam silikonową nakładkę na siodełko, zwłaszcza jak zapał będzie stygł. Chociaż absolutnie najniezbędniejszą z niezbędnych rzeczy w rowerze są koszyki. Bez pedałów bym mogła jeździć, ale bez koszyków? Never ;)
    To w końcu ile tych przerzutków tam masz?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Inwentaryzacjo, przerzutkow mam 12 i jak narazie wiem, ze sa, ale sie ich boje;P
      Koszyk sie owszem przyda jak bedziemy naprawde jezdzic gdzies dalej na piknik itp. Narazie jak wyjezdzam na te 30 min. to wszystko co mi jest potrzebne mam w kieszeni spodenek (klucze, telefon) a butelka z woda wisi przy pasku od spodni.
      Rozumiem, ze nie wyobrazasz sobie rowera bez koszyka, bo wiekszosc kobiet nie wyobraza sobie zeby wyjsc z domu bez torebki, niektore nawet biora torebke zeby wyrzucic smieci:))) Ja nie znosze torebek, toleruje, bo musze, ale gdybym mogla to upchnelabym cale moje zycie w kieszeniach:)))

      Delete
  16. No weź i przestań Star... jazdy na rowerze się nie zapomina :))))))Do tego wystarczy zwykła "damka". Fajnie, ze zdecydowałaś się jeździć. To jest wielka frajda :)))Ja mam taką "damkę' bez przerzutek i za nic w świecie nie chce innego. A śmigam szybciej od moich młodych. Kondycha po uprawianiu sportu wyczynowego jeszcze jest :)))A w ogóle to najlepszego i protestuj sobie teraz do lustra- zdania nie zmienię :))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, mnie tez nie rajcuja przerzutki, duperele, bo na co mi to? Ja doskonale odrozniam znaczenie slow "chciec" i "potrzebowac", jesli czegos nie potrzebuje to na chuj mi to chciec lub miec:))) Rower jest po to zeby sie nim przemieszczac z punktu A do B a do tego nie sa mi potrzebne cudawianki:))) Ale dobrze, ze Wspanialy mi juz zamowil trabke, taka do sygnalow:)) bo to sie jednak przyda, dzis stwierdzilam jadac w wiekszym ruchu ulicznym, ze czasem moze byc potrzeba dac po decybelach:))

      Delete
  17. A jednak pożyczę ci 100 lat i zdrowia i szczęścia i czego tam sobie winszujesz. Oraz tego, żeby to wojażowanie na dwóch kółkach było ci przyjemnością i pożytkiem jako i dal mnie jest czytanie Twojego bloga;)Bo? Bo dobrych życzeń nigdy za wiele.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko dzieki serdeczne;) Przyjemnosc czytania mamy obustronna, bo ja UWIELBIAM Twojego bloga, a szczegolnie te opowiesci w odcinkach, chociaz czesto szlag mnie trafia jak widze "cdn", ale to mala cena za wielka przyjemnosc:))

      Delete
  18. zyczenia byly w poprzedniej to teraz gratuluje. ja wstyd sie przyznac ale na rowerze nie umiem jezdzic. tzn jako dziecko nie umialam, potem juz nie testowalam, a teraz wrecz wyksztalcilam niechec do rowerow. To najwyzej poczekam do 60 zeby sie nauczyc. a Tobie powodzenia w śmiganiu po okolicach, parkach a ostatecznie kiedyś moze do pracy i spowrotem. Kto wie, na ile Ci to pomoze podnosic nogi, w lozku i poza nim :D ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ucieczko, rozne ludzie maja sposoby na czynne spedzanie czasu i wazne zeby kazdy robil co lubi. Mam nadzieje, ze mi ten rower nie "przejdzie" jak wiele innych rzeczy;))
      Do pracy nie bede jezdzic, na pewno nie, ale jak zaczne dzien od 30 minutowej czy godzinnej przejazdzki to juz bedzie duzo, a weekendy moze z czasem zaczniemy wybierac sie w dalsze trasy, licze na to:))

      Delete
  19. Zaimponowałaś mi nie po raz pierwszy.
    Konsekwencją, umiejętnością pokonywania własnych oporów,witalnością i jeszcze paroma innymi rzeczami :)
    Jesteś wielka Star !
    Wiadomo, że życzę Ci dobrze, ale chcę żebyś to miała ode mnie na piśmie :D
    Buziak urodzinowy posyłam.
    Pola
    PS. Byłam dzieckiem z biednej, miejskiej rodziny i nigdy jako smarkacz nie miałam własnego roweru. Pewnie gdybym była ze wsi to jakiś rower byłby w domu i nauczyłabym się jeździć, choćby pod ramą.
    Potem kupowałam rowery dzieciom, o sobie nigdy nie pomyślałam.
    Efekt jest taki, że nie umiem jeździć na rowerze. Teraz zresztą już bym się na niego nie wgramoliła. Prawa jazdy też nie mam. Czyli 100 % niedojda :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, mamy te sama przeszlosc, tez rodzina z tych raczej co to im sie mniej niz bardziej powodzilo. Rower mialam wspolnie z bratem i to chyba dzieki temu, ze on chcial. Wiec byla okazja nauczyc sie jezdzic i na szczescie tego sie naprawde nie zapomina:))

      Delete
  20. Zgodnie z zyczeniem daruje sobie zyczenia i tylko wyraz zachwyt:
    Ale z Ciebie pistolet, Stardust! Wymiatasz, na tym rowerze, brawo :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ove, dzieki!!! Staram sie:) Dzis juz o 6:20 wyjechalam znow, ale tym razem sama. Poszlo dobrze, wiec bede powtarzac codziennie:))

      Delete
  21. Ja się szczerze zachwycam rowerowymi umiejętnościami. Nie pamiętam kiedy ostatnio na rowerze jeździłam i właśnie mam problem: czy ja jeszcze umiem jeździć?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, tez sie tego balam, bo w koncu 42 lata to dlugo, ale jak mnie sie udalo, to mysle, ze Ty tez dasz spokojnie rade. Pierwszy raz nie powiem, rzucalo mnie na boki przez te okrazenia w kwadracie ulic. Ale juz wczoraj wyjechalismy na ulice i bylo w porzadku, dzis zrobilam powtorke i jest OK:)))

      Delete
  22. WOW:)
    Jestm pod wrażeniem Twojej rowerowej desperacji.Uparta kobieto:) Powodzenia i coraz dłuższych tras do zwiedzania.To tak ogólnie powiem,Wszystkiego dobrego;))

    (ja nie umiem,owszem kiedys troszeczkę jezdziłam,ale z zazdrosci)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dora, dziekuje. Ja nie jezdzilam tyle lat i tez sie balam czy sie w ogole dam rade utrzymac, ale poszlo calkiem niezle i mysle, ze bedzie co raz lepiej:))

      Delete
  23. jesteś absolutnie niesamowita :) udanej jazdy!

    ReplyDelete
  24. Replies
    1. DS, staram sie starzec czynnie:))
      Zdjecie maszyny? Moze kiedys bedzie jak bedzie okazja ze mna na maszynie, bo wiesz sama maszyna jak maszyna zadne cudo.

      Delete
  25. Gratulacje podwojne - urodzinowo-prezentowe. Takich prezentów się nie zapomina. Ja też odświeżyłam jazdę na rowerze zaraz po 40tce, wybierając się ze znajomymi na tydzień na Bornholm. Sama nie wiem, jak wytrzymałam: 1. jezdzac na pozyczonym rowerze, ktory sie zacinal 2. ktory mial zepsute hamulce.. raz spadlam zjezdzajac w gory, ale chlopcy stwierdzili, ze oni tez by wyryli zjezdzajac w gory na 45 stopniowym zakrecie. Teraz pamietam tylko krajobrazy i zdarzenia ...pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Diuk, zjezdzac z gory i do tego zakret, to jestes naprawde odwazna. Ja przyznam, ze sie boje upadku, bo w moim przypadku kazda nawet najdrobniejsza kontuzja rak to koniec z praca. Staram sie byc bardzo ostrozna.

      Delete
  26. Naturalnie i ja zycze Ci "dobrze".... na urodziny i na "torach rowerowych".
    Koncentruj sie na miarowym pedalowaniu i nie rozgladaj sie za ludziskami, ktorych bedziesz mijac, nawet jesli sa tego godni. Szerokiej drogi i usciski

    ReplyDelete
    Replies
    1. Inko, staram sie nie rozgladac i jestem ostrozna, bo wiesz o wywrotke nie trudno, a wolalabym uniknac;))

      Delete
  27. gratuluję aktywności, ale nie wiem, czy nie współczuć równocześnie:
    http://kobieta.wp.pl/kat,26353,title,Jazda-na-rowerze-grozi-zaburzeniami-seksualnymi,wid,14397403,wiadomosc.html?ticaid=1e9c9

    ReplyDelete
    Replies
    1. I oczywiście wszystkiego naj,...naj....naj!!!

      Delete
    2. Znacznie wiecej ni 16 km dziennie :)

      Delete
    3. Jerzy, najwazniejsze, ze nie grozi nieplodnoscia, bo tego sie najbardziej boje:)))))
      Dzieki za zyczenia:)

      Delete
  28. Zycze Ci jak najlepiej :) A gdybys szukala kiedys towarzystwa do jezdzenia, to ja jezdze chetnie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Evita, niech sie tylko rozjezdze tak na powaznie to moze sie kiedys umowimy na rowery, dlaczego nie?
      Tylko Ty torche daleko mieszkasz ode mnie;/

      Delete
    2. To nic, to nic :) Przyjedz do mnie rowerem ;)

      Delete
    3. Cudnie Ci to poszlo:) Moja Nuska tez pyta kiedy przyjade do niej na rowerze, a mieszka na Rosevelt Island:)))

      Delete
  29. Taki wyczyn po tak długiej przerwie to naprawdę powód do gratulacji!
    Świetnie, że się przemogłaś i bardzo słusznie, że kupiłaś rękawiczki, zapobiegają odciskom :)
    Ja mam jeszcze takie gatki z pieluchą, żeby pupina się nie obcierała podczas dłuższych wycieczek :)
    Pozdrowienia!

    ReplyDelete
  30. Życzenia załączam oczywiście też, ale nie ma to jak rower! Ja mojego też ostatnio wyciągnęłam z łóżka 1 maja na rower, ruszyliśmy o 8 rano! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, ja nie wiem dlaczego wszyscy pisza o bolacym zadzie? Co prawda narazie jezdze tylko 30 minut ale jestem nieprzyzwyczajona i w ogole tego nie odczuwam.
      Czy moze w PL sa rowery z drewnianymi siedzeniami??? ;)))

      Delete
  31. Jestem z ciebie dzielna.
    Sama bardzo bym chciala mieć rower, ale najpierw musiałabym zainwestować w wieksze mieszkanie ...
    Tym czasem pozwól że złoże ci najserdeczniejsze zyczenia.
    Radosci, miłosci i wszystkiego wspaniałego

    ReplyDelete
  32. Może ciut spóźnione, ale za to w żółwim stylu;-P Wszystkiego, czego tylko sobie zażyczysz z okazji urodzin, Star! Bezpiecznych wojaży na rowerze i jeszcze więcej miłości od Wspaniałego, o ile da się więcej;-P
    Ale się ubawiłam, czytając o Twoich przedrowerowych lękach! I przyznaję, że uparta bestia jesteś - jak już coś wymyślisz, to nie ma zmiłuje! I tak trzymać:-P

    ReplyDelete
  33. A gdzie mozna kupic motywacje?:)Bo ja rower mam tylko z motywacja gorzej:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...