Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, June 15, 2012

Dalam w dupe!!

Wczoraj wieczorem poprosilam Wspanialego, zeby "cos zrobil" ze swoim rowerem, bo ja potrzebuje lancuch na dzis, a poki co mamy jeden lancuch i rowery sa "skute" razem, jak w kajdankach. Jak z kolei jak wyjezdzalam na moje przejazdzki to lancuch mi nie byl potrzebny, a tym razem uznalam, ze moze sie przydac, bo "nigdy nic nie wiadomo".
Bo ja prosze cioci to sobie kazda decyzje przepracowuje w mojej malej glowce i podchodze do wykonania jak jestem solidnie przygotowana, inaczej sie nie zabieram do niczego. Wszystko musi byc zaplanowane, tak jak te rekawiczki, ktore to zanabylam na dwa miesiace przed rowerem tak teraz tez planuje, trawie, wykonuje. Nie ma skokow na glowke, ten okres juz minal;))
I tak musze jeszcze koniecznie zanabyc ochraniacze na nadgarstki, bo to najbardziej narazona na zlamanie czesc ciala w przypadku jak czlowiek leci na morde z roweru. Ochraniacze sa wiec niezbedne, musze przysiasc i sie rozejrzec jaki model i gdzie zamowic, tak zebym byla przygotowana na powazniejsze wyprawy.
Koszyka w dalszym ciagu nie przewiduje;)))
Za to przewiduje posiadanie lekkiego plecaka, bo narazie jezdze jak choinka.
Niezupelnie, bo dopiero dzis wyjechalam obwieszona jak choinka, bo nie tylko butla z woda, ale i mala torebusia mi zwisaly przy dupie, bo na wszelki sluczaj zabralam killka krakersow, telefon, dwie dychy, na wypadek gdyby zaszla nagla potrzeba dokupienia wody, lub posilenia sie sniadaniem w terenie. Dodatkowo zwisal mi aparat fotograficzny, bo chcialam zrobic kilka zdjec i oczywiscie zrobilam nawet wiecej niz kilka.
Tak wiec Wspanialy popatrzyl na mnie podejrzanie gdy poprosilam o zrobienie czegos z jego pojazedem.
-- Do tej pory Ci lancuch nie byl potrzebny, a teraz nagle? Cos kombinujesz?
-- Nic nie kombinuje, chce pojechac troche dalej i wiesz, moze bede musiala przysiasc gdzies na krawezniku, to rower przymocjuje do czegokolwiek...
-- Zeby przysiasc na krawezniku to wcale nie musisz go do niczego mocowac, nikt Ci go nie ukradnie jak bedzie stal obok.
-- Oj Wspanialy, zamiast gadac to zrob cos!
Zrobil, odprowadzil swoj rower do garazu.
Rano wstalam i zaczelam sie rychtowac, wszystko mialam przemyslane "pojade tylko do parku i nawet nie bede wjezdzac na trase wzdluz rzeki tylko zaraz zawroce to i tak bedzie podwojna trasa jaka codziennie wykonuje czyli zamiast 4km to cos ok. 8km".
Tak planowalam i planowalam jeszcze, ze jakby co i nie bede mogla wjechac czy tez zjechac z tej gorki to zamiast ryzykowac hamowaniem siekaczami grzecznie zejde z roweru i go poprowadze.
Lancuch zawinelam wokol kierownicy, wszystkie potrzebne rzeczy poobwieszalam na sobie i bylam gotowa do drogi.
Wyjechalam.
Szlo calkiem dobrze wiec jak juz minelam ten odcinek, ktory do tej pory pokonywalam codziennie to zczelam sie przygotowywac do pokonania gorki, bo ona nie jest stroma, ale ciagnie sie przez ok 6 ulic, czyli 6 ulic solidnego pedalowania. Dalam rade, chociaz przyznaje, ze latwo nie bylo.
Potem z gorki, to juz jest latwiej, bo jak czlowiek tylko pamieta, ze moze regulowac szybkosc hamulcami to juz idzie latwo. A ja sobie na szczescie jeszcze przed zakupem roweru tak zakodowalam w malej glowce, ze hamujemy recznie, a nie jak 42 lata temu pedalowaniem do tylu, ze jeszcze mi sie to nigdy nie pomylilo.
Tak samo jak mam zakodowane w glowce, ze prawy hamulec to tylne kolo, a lewy przednie, poniewaz nalezy uzywac prawego (tylne kolo) najpierw a dopiero pozniej wspomagac lewym (przednie kolo) to juz mam rozpracowane, ze wszystkie cztery palce prawej dloni zawsze trzymam na raczce hamulca, a lewej tylko dwa ostatnie.
Z ta mala glowka to nie jest zart, ja mam naprawde mala glowe:)) Nawet kask potrzebowalam uszczelinic grubszymi gabkami:)) Ptasi mozdzek? Moze i tak, wazne, ze jeszcze pracuje;)
Dojechalam do parku i tesknym wzrokiem spojrzalam za rzeke...
Oj tam, pojade sobie tym pasazem tak zupelnie na luzie, powoli, prawie jak spacerek... jest tak ladnie... szkoda tego zmarnowac...
Pojechalam, faktycznie na luzie, co chwile przystajac i klikajac zdjecia.
Widok za rzeka:


Pierwszy przystanek na posiedzenie i pierwsze zdjecia Divy:





A dalej mijalam takie widoki:






Dojechalam do konca tej sciezki dla biegaczy i spacerowiczow. Tak naprawde to nie mam pojecia, czy powinnam nia jechac, ale nikt mi nie zwrocil uwagi, ani tez nie bylo nikogo, kogo moglabym zapytac.
W sumie byla dopiero godzina 7 rano i nawet jeszcze park nie byl sprzatniety, co udokumentowalam:



Ale ludzie chodza, biegaja, jezdza na rowerach, ci ostatni w zaleznosci od kondycji wybieraja sie tez w glab parku gdzie jest naprawde hardcore, bo park jest pelen pagorkow, gorek i gor.
Nie wiem czy kiedys do takiej formy dorosne;/
Ale nie mowie, nie bo i po co sie z gory ograniczac?




W sumie z krotkimi przerwami i dwoma posiedzeniami w parku cala wycieczka zajela mi godzine i 40 minut, a odleglosc jest mi troche trudno ocenic, ale tak na oko mam wrazenie, ze tym razem pokonalam cos okolo 14-15 km. Jak na kogos kto jeszcze tydzien temu probowal czy uda sie podniesc noge tak wysoko, zeby osiodlac potwora, mysle, ze jest calkiem dobrze.
Chociaz przyznaje, ze do domu dojechalam na "ostatniej pompce":)))
Bo dom tez na gorce i nawet podjazd na podworko tez pod gorke.
Ale przezylam bez zadnych sensacji poza jednym przypadkiem kiedy musialam sie zatrzymac na swiatlach i potem nie moglam wystartowac, bo to bylo akurat na tym odcinku ciezkiego pedalowania.
Troche wprowadzilam zamieszania przez kilka sekund, bo trzy samochody czekaly az wystartuje, ale wszyscy kierowcy wykazali cierpliwosc i sie udalo:)
Oczywiscie jak tylko dojechalam do chalupy i sie rozzbroilam z tych wszystkich obwieszonych cudakow, to zadzwonilam do Wspanialego i zostawilam mu wiadomosc na telefonie sluzbowym tej tresci:
-- Skarbie, ja tylko melduje, ze wlasnie wrocilam z parku!!!
On w tym czasie jeszcze nie dojechal do pracy, ale do tej pory nie dzwonil, to chyba mi nie urwie glowy;)
Jutro wybieramy sie do parku oboje. Planujemy zabrac maly piknik i spedzimy tam troche czasu.
Och jak mi sie podoba to rowerowanie!!!

38 comments:

  1. Ooo, to Ty z tych okolic! Bedziemy musialy chyba pojsc na kompromis i spotkac sie w Central Parku. A z koszyka na rower nie rezygnuj, bo plecak bedzie Ci sie kleil jak sie spocisz. Okropne uczucie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Evita, z tym plecakiem masz pewnie racje. Ja nie probowalam to nie wiem. W takim ukladzie pewnie sie skonczy na kszyku, chociaz jak jezdze sama to mnie wiele nie jest potrzebne. Nie lubie kupowac rzeczy, z ktorych nie bede korzystac, wiec narazie to obserwuje co ewentualnie by mi sie przydalo i wtedy kupie. Jutro jedziemy do parku na piknik, ale to Wspanialy bedzie jechal z plecakiem, zobaczymy jak mu to pojdzie:))
      Do Central Park to ja sie nie spiesze, bo tam ludzie szaleja na rowerach i do tego lazi duzo ludzi ze sluchawkami w uszach, z telefonami i tekstuja jak ida. Troche mnie to stopuje, bo w ubieglym roku moja klientka wlasnie w CP zlamala nadgarstek, bo jej baba wlazla pod rozpedzony rower. Mysle, ze musze miec wiecej doswiadczenia, zeby sie porwac na CP.
      Chyba szybciej wybiore sie na Bay Ridge, albo na Governors Island.

      Delete
  2. Haha, moje tytuły przy Twoich chowają się w ...gdziekolwiek;)
    Rozumiem,że jeszcze tydzień i zapiszesz się na udział w jakimś maratonie??;))
    Ale widoki cudne!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, Twoj ostatni tytul wymiata!!!!! Maraton? Nie, no moze sobie daruje;) Ten park jest przyjemny, bo wlasnie ma fajne widoki wiec bede tam jezdzic pewnie codziennie, tym bardziej, ze przed praca nie bede miala czasu na nic innego:)

      Delete
  3. Ale wyprawa! Aż Ci zazdroszczę, ja ostatnio trochę zaniechałam roweru, za dużo zajęć. Ale zamierzam się obrobić z pracą i znów porządnie pojeździć!
    pozdrowienia weekendowe! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, Ty to jestes na chwile obecna kobieta-kombajn, wiec wiadomo, ze z czegos musialas zrezygnowac:))

      Delete
  4. Aha, piękne masz widoki, też bym tam chciała pojeździć na rowerze! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Widoki sa fajne i w dodatku tak przyjemnie nad woda, nawet jak bedzie goraco to tam nie bedzie sie tego odczuwac.

      Delete
    2. Tak blisko koło mnie nie ma wody, ale za to jest las. Kiedyś mieszkałam nad jeziorkiem Czerniakowskim, a nawet swego czasu tam codziennie rano biegałam.
      Gdzie te czasy, aż takiej regularności nie umiem teraz utrzymać, ale rower to wspaniała sprawa, dobrze, że sobie odświeżasz tę umiejętność, bo to wspaniale robi na kolanka, wiem coś o tym, dotlenia i na kondycję, a takie widoki to w ogóle świetne są dla psychiki! :)

      Delete
  5. Jeszcze troche i do Toronto rowerami przypedalujecie:)))))) Wszak trening czyni mistrza:)))) Super Stardust, przyjemne z pozytecznym, chego jeszcze mozna chciec wiecej?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahahaha Toronto na rowerze:))) Chyba zajeloby mi dojechanie ze dwa lata:)) Ale juz widze roznice w tym co bylo pierwszego dnia jak mnie zarzucalo na boki;)

      Delete
    2. No dobra, przesadzilam z tym Toronto ale do Buffalo to dasz rade;))))

      Delete
    3. Taaa do Buffalo to na pewniaka;) tylko sie zastanawiam czy posuwac brzegiem torow pociagowych (ladna zielen) czy tluc poboczem thruwaya;))

      Delete
    4. ;)))))) no wybór masz jakby co

      Delete
  6. Mnie się też bardzo podoba Twoje rowerowanie:)))
    Wg mnie dobrym rozwiązaniem byłby zakup >>> licznika rowerowego, bo mogłabyś precyzyjnie planować swoje trasy i prowadzić statystyki pokonanych odległości:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, zajrzalas mi do glowy? Wlasnie dzis w parku pomyslalam o liczniku:)) Na pewno kupie, bo to sie przyda, zeby wiedziec tak dla wlasnej satysfakcji;)

      Delete
  7. Licznik koniecznie! Zaraz będą padać rekordy Twoich wycieczek.Chętnie poczytam ile masz w nogach kilometrów.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Beata, ja juz siedze na internecie i wyszukuje rozne cuda, ktore chce zakupic. Licznik tez juz wypatrzylam tylko musze z tym wszystkim poczekac na Wspanialego, bo to on bedzie montowal i lepiej sie moze na tym zna;)) Tak czy inaczej, za tydzien powinnam miec juz pelne wyposazenie!!!

      Delete
  8. Z energetycznego punktu widzenia, to tak jakbyś wygrała w totolotka, a że o tym piszesz, to jakbyś dzieliła się odsetkami :))
    Piękne zdjęcia i piękna okolica, fajnie że to sobie odkryłaś.
    No to pięknej pogody na kolejne wyprawy :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Liv, dzieki. Okolice tu sa naprawde fajne, ten weekend na pewno spedzimy w tym parku co bylam dzis, ale na nastepny tydzien moze wybierzemy sie gdzies dalej.

      Delete
  9. Wszyscy chwalą Star, a nikt nie pochwalił roweru, a on jest taki piękny :) Poważnie, podoba mi się.
    Idziesz Star jak burza !
    Zamiast koszyka mogą być sakwy rowerowe. Są w różnych rozmiarach i fasonach, może jakieś Ci się spodobają.
    Powodzenia w pedałowaniu !

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, dzieki, mnie sie tez Diva podoba, mimo ze mi zupelnie nie zalezalo i nie zalezy jak ona wyglada:) Wazne, ze jezdzi a jak mi zapal nie minie, to w przyszlosci wymienie na cos lepszego.
      Wiesz ja sie caly czas zastanawiam co ewentualnie bedziemy wozic, bo jak jezdze sama to mi wiele nie potrzeba, w koncu nie moge sie wybrac nigdzie na dluzej niz 1-2 godziny, bo musze wrocic i wyszykowac sie do pracy. Czyli tak na codzien to potrzebuje butelke z woda, telefon, jakies pieniadze na wypadek gdyby byly potrzebne i to wszystko mozna spokojnie zmiescic w jednej kieszeni. Natomiast jak bedziemy jezdic ze Wspanialym to niech on sobie obciaza rower, a nie ja:)) Z nim tez wyjezdzajac gdzies nie potrzeba wiecej niz dwie kanapki i owoce, jakies niezbedne narzedzia na wypadek gdyby trzeba bylo cos przykrecic czy cos. Tutaj gdziekolwiek bys nie pojechala to wszedzie mozesz kupic cos do jedzenia w odleglosci kilku metrow. Fakt, ze nie lubimy jesc badziewia z fast foodow, ale knajpy sa tez na kazdym rogu. Nawet jakbysmy sie wybierali gdzies w dalszy teren to prawdopodobnie samochodem, a wiec wtedy moge zabrac co chce i tylko co najpotrzebniejsze przerzucic z samochodu na rower.
      Ja mysle, ze to w sumie wyjdzie w praktyce, co jest najbardziej potrzebne. Bronie sie przed koszykiem, bo nie lubie tych koszykow, zdecydowanie wole juz mala torbe z materialu, ktora mozna umocowac pod siedzeniem lub przy kierownicy. Koszyki kojarza mi sie z malymi dziewczynkami i w kazdym koszyku mis albo lalka;)))
      A chyba juz z tego wyroslam;P

      Delete
    2. W Holandii bez koszyka to nie ma roweru:) bezpieczniejszy koszyk niż torba.

      Delete
    3. Beata, jakim cudem koszyk ma byc bezpieczniejszy, jesli zeby z niego korzystac to najpierw trzeba wszystko co potrzbne wrzucic do torby i te torbe przypiac czyms do koszyka? Przeciez nie wrzuce kluczy luzem do koszyka:))) No chyba, ze bylby to koszyk wiklinowy.
      A torba jest zamocowana w tym samym miejscu co koszyk, czyli przy kierownicy, albo po mojej stronie, lub na zewnatrz (kwestia preferencji), jest zamknieta, nic z niej nie wypadnie i w kazdej chwili moge ja odpiac zeby np. isc do sklepu po butelke wody.
      Na szczescie nie mieszkam w Holandii:)))

      Delete
  10. Nooo kobietko! Jedziesz ostro, widze, ze rowerowanie wciagnelo cie na calego - tak trzymaj! Niewatpiwie jest to wielka frajda.
    Rower super!
    Zlapalas bakcyla, a to najwazniejsze:)

    Widoki piekne!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ataner, zlapalam bakcyla, przyznaje:) Az mnie dupsko swedzi, zeby gdzies znow jechac, ale wytrzymam do jutra;)

      Delete
  11. Podziwiam i zazdroszczę. Po pierwsze chciejstwa, a po drugie miejsca") Ide poczytac w tył, żeby zobaczyć co u Ciebie ciekawego się zdarzyło:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu, narazie mi sie chce i mam nadzieje, ze tak zostanie:))

      Delete
  12. Brawo Star, dzielna z Ciebie dziewczyna! A rowerek masz ładny, ładna ta damka. Bardzo przyjemna ta droga i widoki też ładne.Koniecznie zamontujcie licznik, warto wiedzieć ile się kilometrów "nakręciło". I też polecam koszyk- nawet mały plecak grzeje w plecy gdy jest upał.I koniecznie jakąś zapinkę by przypiąć torbę do koszyka, by nie wyleciała lub nie skusiła jakiegoś drania.Moja koleżanka ma koszyczek z klapką, która się zamyka.
    Miłego,;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, dzieki:) Licznik juz zamowiony, dostane pewnie w przyszlym tygodniu i bedzie wszystko wiadomo:) Tez jestem ciekawa, bo takie ocenianie na oko, to pic na wode:)
      Koszyka nie chce, obejrzalam dzis prawie tysiac koszykow i zaden mi sie nie podoba, w ogole to nie podoba mi sie pomysl koszyka. Koszyk jest dobry i potrzebny jak sie jedzie rowerem po zakupy, a ja nie bede jezdzic po zakupy. Natomiast zakupilam sobie torbe, do ktorej moge wrzucic telefon, klucze, aparat fotograficzny, drobne pierdoly i to jest wszystko co mi potrzebne. Torba jest kompaktowa, zajmuje niewiele miejsca, jest ja latwo dopiac i z powrotem przypiac, nic z niej nie wyleci, bo ma wszystko zamykane albo na zamek blyskawiczny, albo na velcro. Ma specjalne miejsce na mape, ma ochraniacz przed deszczem, chociaz nie przewiduje jazdy w deszcz. I teraz tylko trzeba poczekac, zeby przyszla paczka.
      Ja rozumiem, ze wiekszosc kobiet lubi chodzic z torebkami, a wiec koszyczek to taka kobieca ozdoba roweru. We mnie jest akurat tyle kobiecosci co wdzieku w kuchennym taborecie:) Nie cierpie torebek, ktore nosze z koniecznosci, bo mam za malo kieszeni, a wiec koszyczek tez mnie nie uszczesliwi.
      Milego weekendu:)

      Delete
  13. Rowerkowanie w plenerze jest piękne,nie masz takiej zadyszki jak przy bieganiu, a ile sie naoglądasz to twoje. fajnie, że masz takie tereny do podziwiania. Nie oszczędzaj Divy;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Magda, to prawda:) Nigdy nie biegalam, bieganie za bardzo obciaza kolana, co czesto (nie zawsze oczywiscie) daje znac o sobie w pozniejszym wieku. Nie mam zamiaru oszczedzac Divy:)) Jak tylko pogoda bedzie dopisywac ja do tej pory, to Diva dostanie po lancuchach:))

      Delete
  14. Z "przyjemnoscią" zauważyłam łataną drogę rowerową, papierki na drodze, bo u nas ciagle słyszę, że mamy fatalne drogi i brudno:)

    maupa jestem, wiem

    poza tym gratuluję rowerowania, kiedy wrócę do Miasta zamierzam kupic sobie rower i wyjeżdżać na wieś rowerem:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Beata, a nie odmawiaj sobie tej przyjemnosci, niech Ci bedzie na zdrowie:))) Cos mi wyglada na to, ze park przygotowuje sie do procesu odnowy, bo na poczatek sa jakies plotki przy drzewach, nie mam pojecia po co i czesciowo widzialam jakies ogrodzenia z siatki. Na moj gust to znaczy bedzie remont.
      A samo rowerowanie bardzo mi sie spodobalo, oby mi to nie przeszlo szybko:)))

      Delete
  15. świetnie !
    brawo dla Ciebie ! Wspaniały zapewne ucieszy się na piknik ciekawe czy On będzie w takiej formi by do parku dojechac hihihi

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wspanialy da rade dojechac do parku, bo zawsze to chlop;) ma wiecej sily. Ja jestem slabeusz:)))
      A jak dobrze pojdzie to byc moze jutro wybierzemy sie do innego parku w Brooklynie. Zobaczymy?

      Delete
  16. Witaj Star
    Przeczytałam również poprzednie Twoje posty i jestem pełna podziwu.Brawo.
    Nie napisałaś nic o przerzutkach(chyba,że przegapiłam).Mam nadzieje,że je używasz,bo bez nich jazda pod górkę jest bardzo ciężka.Ja doszłam już do dużej wprawy w ich używaniu.Jak pod górkę to 2 a nawet 1,droga prosta to 3 nawet do 7 i mknie się jak wiatr.
    Pozdrawiam serdecznie:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...