Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, June 17, 2012

Dzien Ojca mnie wykonczyl

Nie zmienilam plci, nie jestem ojcem, ale wyszlam za maz za ojca, w dodatku takiego, ktory nawet na spotkanie z wlasnymi dziecmi nie pojdzie beze mnie. No coz jak sie juz w taki cyrk ubralam to trzeba isc za ciosem. Kilka lat temu nawet "podnioslam temat" publicznie, czyli w obecnosci dzieci i powiedzialam, ze nie chce byc ta "zona ojca", ktora sie wpiernicza miedzy wodke i zakaske i ciagnie sie przy kazdej okazji jak smrod za dupa, ze chcialabym zeby czasem spotkali sie sami bez mojej obecnosci. Skonczylo sie na tym, ze dzieci spojrzaly najpierw po sobie, potem na mnie i prawie jednoglosnie powiedzialy:
-- Star, ale my go nie chcemy widziec bez Ciebie. On sam jest nudny.
Wiec jestem, jestem jak cien przy kazdej okazji i tak samo bylo dzisiaj. Dzien ojca jest troche ciezki dla syna i synowej, bo jej rodzice teraz latem mieszkaja w Hamptons, a to kawalek drogi w dodatku z malym dzieckiem. A ojciec dodatkowo mial wylew w niedziele wielkanoncna, wiec trudno byloby zeby nie odwiedzic go wlasnie w Dzien Ojca. I tak jakos dzieciaki chcialy pogodzic wszystko razem jednego dnia.
Nie wiedzielismy o tym jakie maja plany, ale kilka dni temu zadzwonila corka z pytaniem czy mozemy przyjechac na sniadanie do Brooklyna.
Kryste!!! Najlepiej na 9ta rano!!!
Co oznacza wyjscie z domu o 8ej.
Wspanialy jak zawsze popatrzyl na mnie oczkami Shreka i co mialam zrobic?
No nic, przeciez i tak zawsze wstaje miedzy 5 a 6 wiec nie moge powiedziec, ze jest to nierealne.
Troche nas dziwilo, ze od syna nie bylo nawet telefonu, no ale... tesc po wylewie... male dziecko... zona w ciazy... wszystko mozna zrozumiec.
Na wszelki wypadek wstalismy o 5tej bo przeciez oboje potrzebujemy czasu zeby sie obudzic.
O 8ej bylismy juz w autobusie i wszystko wskazywalo na to, ze bedziemy u corki dokladnie o 9tej.
Wszystko, gdyby nie fakt, ze mnie sie cos popierdolowalo i jak weszlismy na stacje subwaya to pomylilam perony. Tu musze zaznaczyc, ze Wspanialy nie ma pojecia o sieci metra, on tylko potrafi wyjechac z domu do Penn Station skad bierze pociag do pracy i wrocic. Jesli chodzi o inne trasy to trzyma sie jak 4-latek spodnicy, co nie znaczy, ze gdyby musial sam, to by trafil, ale skoro ma mnie to przeciez nie musi.
A subway do corki bierzemy inny niz ten codzienny, wiec polazl grzecznie za mna i stoimy.
W miedzyczasie juz przejechal jeden pociag w przeciwnym kierunku (czyli akurat tym wlasciwym ktory powinnismy wziac) a my stoimy i w momencie kiedy po naszej stronie pociag zaczal wjezdzac na peron to mnie olsnilo!!!!
-- Skarbie!!! My jestesmy na zlym peronie!!!
-- Jak to?
-- No kurwa tak to, ze z tego peronu zamiast na Brooklyn pojedziemy na Jamaice!!!

Ledwie skonczylam mowic jak uslyszelismy, ze pociag wjezdza tez na tamten (wlasciwy peron) i biegiem po schodach ruchomych, potracajac ludzi, nastepnie przez krotki (na szczescie) korytarz i znow bieg po ruchomych schodach w dol.
Zdazylismy w ostatniej chwili przed zamknieciem drzwi!!!
Padlam na lawke lapiac oddech i nagle Wspanialy mowi:
-- To nie ten pociag!
-- Jak to nie ten??
-- Bo to jest E, a my powinnismy wziac F.
Patrze na tablice, faktycznie E, ale tez wiem, ze na tym konkretnym odcinku nie jezdzi nic innego tylko F, ki diabel?
-- A Ty sprawdzales na stronie metra czy nie ma jakichs chwilowych przestawien, remontow itp.?
-- Yyy.. yyyhyyy..
Jak sie tak jaka to juz wiem, ze nie sprawdzil, ale teraz to mi i tak nic nie pomoze, trudno, zobaczymy co bedzie dalej, narazie wydedukowalam, ze z jakichs nieznanych nam przyczyn F zostalo zastapione E.
-- Dobrze, poki co sie nie denerwuj, wazne, ze jedziemy w odpowiednim kierunku, a nie na Jamaice.
Przy okazji jak sie Wspanialy zaczal rozgladac, to zauwazyl, ze to E konczy kurs na Manhattanie, a my musimy owszem przez Manhattan, ale dostac sie na Brooklyn.
-- Dobrze, to sie przesiadziemy, poki co jedziemy i jest dobrze - powiedzialam.
-- Nie jest dobrze.
-- Co znow nie jest dobrze?
-- Zimno mi...
Faktycznie jak powiedzial to sama zauwazylam, ze w pociagu jest wlaczona klimatyzacja, my w krotkich rekawkach, pozostali pasazerowie tez patrza na nas dziwnie, bo ranek jakis wyjatkowo pochmurny i chlodny. Postanowilismy wysiasc na najblizszym przystanku i poczekac na F albo przynajmniej na cos co jedzie tam gdzie chcemy sie dostac.
Udalo sie, przyjechalo F i dalsza podroz juz byla bez problemow.
Smialam sie tylko, bo jak wyszlismy na zewnatrz to Wspanialy zadzwonil do Y. zeby sie dowiedziec w ktora strone mamy isc do jej domu, a ona zdziwiona, ze nie sprawdzil na GPS, albo na internecie.
Kuzwa, 4 ulice i oni to wszystko sprawdzaja na GPS, bez GPSa nie trafiaja chyba do wlasnego lozka.
Na miejscu okazalo sie, ze na sniadanie byli rowniez zaproszeni syn z synowa i mala.
Slowem cala rodzina w komplecie i teraz zrozumialam dlaczego cala impreza byla zorganizowana pod tytulem "sniadanie" i dodatkowo tak wczesnie rano, bo przeciez syn i synowa musieli jechac do Hamptons do jej rodzicow.
Malej najbardziej spodobala sie moja torba, bo mogla do wypeku nazywac wszystkie kolory:


Po sniadaniu komu w droge temu buty czyli jedne dzieci wyjechaly w dalsza podroz, a my posiedzielismy jeszcze troche i potem razem z Y. wybralismy sie na brooklynska promenade.
Przy okazji zrobilam zdjecie szczesliwego ojca z corka:



I nawet mnie sie udalo zalapac na fotografie z Y.



Troche sie ocieplilo, ale i tak bylo pochmurnie, slonce tylko od czasu do czasu wygladalo niesmialo zza chmur, dopiero jak wyjezdzalismy z Brooklyna po 15tej wyjrzalo juz w pelni.
Jutro moze znajde chwile czasu, zeby wstawic zdjecia z Promenady, bo tam jest naprawde piekny widok na Manhattan i zrobilam tez kilka zdjec okolicy. Bardzo mi sie podoba ta czesc Brooklyna i podoba mi sie co miasto planuje tam zrobic, wiec musze to uwiecznic na pamiatke.
Ale teraz padam na siekacze;)

19 comments:

  1. Ostatnio, niczym wielce światowa osoba, przed wyjazdem z domu zajrzałam do kompa, by zobaczyć rozkład jazdy autobusów-zajrzałam zapisałam, nie przewidziałam tylko jednego, że nikt ostatnio w tej dziadowskiej firmie nie aktualizował tej strony i z trudem zdążyłam na autobus, miałam na dobieg.Zresztą z uwagi na Euro i budowę nowej linii metra i remontów różnych ulic cała komunikacja powywracana do góry nogami i ciężko to ogarnąć.Znam takich, co bez GPS do własnej łazienki nie trafią, nie mówiąc już o czymś takim jak przejście 300 m na sąsiednią ulicę, na którą prowadzi jedna, jedyna droga.
    Miłego,;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, nowojorskie metro dziala 24 godziny na dobe 7 dni w tygodniu i moze dlatego, ze polega na nim miliony ludzi dziennie ta ich strona jest naprawde up to date. Oczywiscie nie ma tam na biezaco jakichs chwilowych komplikacji, ale wszelkie remonty sa robione w weekendy i ZAWSZE sa na stronie, no ale Wspanialemu sie zapomnialo sprawdzic, a ja nie mialam czasu, bo wiadomo kobieta potrzebuje go troche wiecej zeby sie przygotowac do wyjscia;)
      Ale dojechalismy:) Z przygodami, bo z przygodami ale sie udalo:))

      Delete
  2. Wiesz co, w sumie to fajnie, że razem chodzicie na te imprezy rodzinne, bo tak właśnie wg mnie jest ok. Rodzina, która w dodatku chce Cię widzieć i cieszy się na Twój przyjazd, to piękna sprawa :)
    Z NY to i ja bym się pewnie bez GPSa nie ruszyła. Mnie to urządzenie ratuje, bo w mieście mam kiepską orientację w nowych miejscach, a do tych znajomych zawsze trafiam na pamięć, więc nie kojarzę ulic. :)
    pozdrowienia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, ja rozumiem i na pewno w duzym miescie zwlaszcza nowym GPS jest potrzebny a moze nawet niezbedny. Ale my mielismy przejsc doslownie 4 ulice od stacji do domu Y. to wydaje mi sie troche smieszne, zeby uzywac GPS w takiej sytuacji. Jak jade gdzies w nieznana mi okolice nawet w miescie, ale przeciez sa dzielnice, ktoryc w ogole nie znam, to owszem rzucam okiem na mape przed wyjsciem z domu i jakos daje rade. A co ludzie robili jak nie bylo GPSow?
      Ja mam wrazenie, ze niedlugo przestaniemy zupelnie polegac na wlasnej pamieci, bo jej nie bedziemy mieli;) Organ nieuzywany zanika i chyba to czeka ludzka pamiec;)

      Delete
  3. Tworzycie tak świetną parę ,że jak tu Was gościć osobno:)
    Dla mnie to trochę hardcor,żeby posuwać na 9 rano na wspólne śniadanie,o wiele bardziej wspólny obiad czy kolacja byłyby na miejscu,ale z drugiej strony wszyscy byli zadowoleni,dzieci mogły jeszcze do drugich rodziców pojechać a Wy mieliście miły początek dnia :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dora, przy odleglosciach jakie tutaj sa, to czasem trzeba sie poswiecic:) Jednego dnia jest ciezko obskoczyc dwie rodziny, zwlaszcza, ze do jej rodzicow musieli jechac w jedna strone ok. 2 do 3 godzin w zaleznosci od plynnosci ruchu. Z malym dzieckiem to tez ciezko przewidziec czy bedzie spalo w samochodzie, czy moze padnie ze zmeczenia. A w sumie to ja i tak wstaje rano, tyle, ze nie musze sie natychmiast pindrzyc:))))

      Delete
  4. fajne z Was amerykany takie prawdziwe uśmiechnięte !
    a u nas dzień ojca dopiero będzie :-) ale ja nie mam na stanie ani ojca ani teścia co najwyżej Kuba może Paskudowi lizaka zakupić hihihi

    ReplyDelete
    Replies
    1. Eeee tam Zmorko, zauwaz, ze te prawdziwe Amerykany to tak tylko polgebkiem sie usmiechaja, a ja sie szczerze:))) Czyli to wcale nie taki amerykanski usmiech, a czysto polski:))))

      Delete
  5. to Wy Dzień Ojca obchodzicie jak w Anglii:)) u nas dopiero będzie 23.
    W sumie to fajnie, ze dzieci tak to zaplanowały, bo i wilk syty o owca cała, a ze razem ze Wspaniałym byłaś zaproszona ? - to Duży + dla Ciebie - bo może dzieciaki prawdę mówiły?;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mada, u nas Dzien Ojca jest zawsze w trzecia niedziele czerwca, a Dzien Matki w druga niedziele maja. Moze dlatego, ze ta Ameryka taka wielka to lepiej w niedziele takie swieta obchodzic, zeby byl czas dojechac:)))
      Jak mam byc szczera to oni wszyscy sa nudni beze mnie:))))

      Delete
  6. Jak by mój stary chciał mnie zabrać do swojego ojca to bym się broniła do upadłego. Jakoś go nie lubię. Mam wrażenie, że jemu rodzina kończy się na jego synu i wnuczce, a ja i moja 2 dzieci to niepotrzebne dodatki. Z tego co piszesz wnioskuję, że wy wszyscy lubicie się i akceptujecie wzajemnie, a to nie jest takie oczywiste. Z reguły te następne żony (jak ty) albo panny z odzysku w dodatku z przychówkiem (jak ja) nie mają lekko. Fajnie, Star, że masz udaną rodzinę!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, rozumiem i wiem, ze takie sytuacje potrafia byc przykre. Mysle, ze tutaj jest bardzo wazna dobra wola obu stron i przede wszystkim wzajemny szacunek. Nie oczekuje zeby dzieci mojego meza mnie kochaly, ale ich szanuje, nie wtracam sie, nie narzucam. Sa dorosli po prostu traktuje ich z szacunkiem i sympatia i chyba jakos tak to dziala. Osobiscie wolalabym, zeby ich matka byla bardziej "normalna" w tym wszystkim, ale nie jest:) I musze to zaakceptowac. Co mam na mysli piszac normalna?
      Otoz to ona chciala rozwod, Wspanialy nigdy w zyciu nie wpadlby na tak genialny pomysl. A nawet przed rozwodem powiedziala do Tatka, ze "ma nadzieje, ze kiedys Wspanialy znajdzie sobie kogos z kim bedzie szczesliwy".
      Well, be careful what you wish for.
      On znalazl, jest szczesliwy, a ja to uwiera. Nic na to nie porardze, probowalam, nie dalo sie, wiecej zrobic nie moge.
      I zeby bylo jasne, jesli gdziekolwiek musimy byc razem, to ona ze mna rozmawia, zachowuje sie calkiem przyzwoicie tylko jak moze to zawsze jemu gdzies "przylozy".
      Typowy Syndrom Bylej Zony. Znam to, sama bylam byla zona, co prawda nie bylo juz po mnie nastepnej, wiec pewnie nie znam tego uczucia. Ale wiem na pewno, ze takie zachowania sprawiaja, ze czlowiek (swiadomie lub nie) tkwi w przeszlosci a to z kolei stoi na drodze przyszlosci.
      Po co? nie wiem.

      Delete
  7. a mnie się wydaje, że Dzień Ojca służy Ci, bo bardzo kwitnąco wyglądałaś:)

    ReplyDelete
  8. No to można teraz śmiało powiedzieć, że imprezujesz od rana do ....Udała się Wam córka Wspaniałego i wnuczka Juniora, a razem to niezłe lasencje jesteście :))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak mi jakos wychodzi, ze w mlodosci balowalam DO bialego rana, a na starosc baluje OD bialego rana:)))

      Delete
  9. wcale się nie dziwię, że dzieciaki Cię uwielbiają... :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Vermis, a to ja sie z Toba (uwaga) z wrodzonej grzecznosci zgodze;P

      Delete
  10. No Ci powiem przyjąć zaproszenie na śniadanie u kogoś, choćby za płotem, na 9 rano to dla mnie byłby wyczyn! A jeszcze jakbym miała jechać? Podobnie jak Ty potrzebuję duuuużo czasu rano, żeby zrozumieć czy jestem we śnie czy na jawie, a potem zmobilizować się do działań higieniczno-kosmetyczno-upiększających (to ostatnie jakoś mało efektywne jest). Tylko, że w odróżnieniu od Ciebie wstawanie wczesne jest dla mnie krzywdą, udręką i czuję się jak pisklę wyrzucone z gniazda,

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...