Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, June 6, 2012

Jeszcze autobusowo:)

Kolejna przygoda, jak sie nic nie dzieje, to nic, a tu nagle dwa dni pod rzad.
Jade sobie dzis, godzina 11ta i nagle na jednym z przystankow stoimy i nikt nie wchodzi.
Mysle sobie "kie licho" i w tym momencie na podloge autobusu wskakuja dwie torby podrozne, ale takie sredniej wielkosc, co to je mozna zawiesic na ramieniu. Torby wskoczyly, nikogo nie widac i po chwili za torbami wtoczyla sie ogromna waliza... uuu... poznalam walize, bo juz nie raz mialam ja okazje widziec.
Za waliza wkroczyl facet, ktory ja wtargal do srodka a za nim wlascicielka walizy.
Dla ulatwienia nazwijmy pania PoW czyli Pani od Walizki.
PoW widzielismy juz kilkakrotnie ze Wspanialym, ale zawsze wieczorem jak wracamy z pracy do domu. Zawsze towarzyszy jej ta ogromna waliza i oprocz tego jest objuczona innymi drobniejszymi torbami jak wielblad. PoW jest chora, nie wiem co to moze byc, ale zakrawa mi na jakies rozdwojenie jazni, Wspanialy twierdzi, ze to moze byc forma schizofreni, ale w stopniu poczatkujacym.
W sumie to jest nieistotne, bo co nas to obchodzi.
O tyle tylko, ze PoW ciagle prowadzi glosne rozmowy sama ze soba, najpierw myslalam, ze ona gada przez bluetooth, ale nie, ona mowi sama do siebie, zadaje sobie pytania, odpowiada na nie, wybucha od czasu do czasu glosnym smiechem. Biedna kobieta i nalezy jej wspolczuc.
Czy i kto sie nia opiekuje, czy tez jest zupelnie sama, tego nie wiemy, jest dosc atrakcyjna i w wieku ok. 35 lat. Co jest w tych torbach i walizach, tego tez nie wiem, jak i nie wiem gdzie ona z nimi podaza.
Tak wiec jak juz PoW weszla do autobusu to poprosila faceta, ktory pomagal jej z waliza zeby postawil ja tuz obok tylnych drzwi autobusu, a sama stanela nad calym bagazem i tak jechalismy az do przystanku gdzie wiekszosc pasazerow wysiada i idzie do subwaya.
PoW tez wysiadla zabierajac ze soba mniejsze torby i ktos znow pomogl jej wyciagnac walize z autobusu. Patrze, a ona te dwie torby polozyla na lawce, ktora stoi na chodniku tuz przy przystanku, ale nie jest to lawka taka typowo przystankowa, ot normalna lawka jak w parku.
Polozyla wiec te torby, wyciagnela raczke walizy i pociagnela walize na kolkach kierujac sie w strone przejscia przez ulice.
Mysle sobie "zapomniala o tych torbach" wiec mowie:
-- Przepraszam, ale te Twoje torby, czy Ty o nich zapomnialas, czy moze Ci pomoc?
Przyznaje szczerze, ze nie bylam za chetna do tej pomocy, bo sama mialam torebke i torbe z rzeczami, ktore zakupilismy w czasie weekendu i dzis musialam zabrac je do pracy. Ale jakos uznalam, ze tak wypada powiedziec. Spojrzala na mnie, usmiechnela sie i powiedziala:
-- Niech leza, siostra je wezmie - i zaczela przechodzic na druga strone ulicy.
Zglupialam zupelnie, jaka siostra, gdzie ta siostra, ale nie mialam pojecia co zrobic, a ze sama musialam przejsc na druga strone ulicy to poszlam za nia.
Po drugiej stronie na rogu jest Starbucks i tam wlasnie PoW skierowala swoje kroki.
A ja postanowilam zobaczyc co bedzie dalej, mialam wystarczajaco duzo czasu, wiec moglam sobie pozwolic na zmarnowanie kilku minut.
Torby leza na lawce jak lezaly, ludzie przechodza ale nikt nie zwraca na nie uwagi, PoW w Starbucks, a ja stoje jak ch.. druhna weselna i patrze. Po uplywie ok. minuty na tejze lawce usiadl gosc z laska, nie wiem w jakim wieku, bo trudno powiedziec skoro widzialam go tylko z tylu.
Siadl pozostawiajac miedzy soba a torbami odleglosc ktora mogla zmiescic wygodnie jedna osobe, a wiec dla przechodzacego obok nawet trudno byloby stwierdzic czy on jest wlascicielem tych toreb czy nie.
A PoW ciagle w Starbucksie, zadnej siostry tez nie widac, a ja glupia stoje i czekam na rozwoj wypadkow.
Przeszlo mi przez mysl, ze gdyby nawet ktos chcial te torby ukrasc, to jestem tak daleko, ze nie mam prawa zareagowac, jedynie musialabym w jakis sposob wydobyc PoW z kawiarni.
Uplynelo nastepne 3 minuty i dopiero wtedy PoW wyszla z kawiarni i poszla po torby, tym razem walize zostawila w Starbucksie.
A ja czekalam jeszcze jak ona spokojne bez pospiechu przeszla przez ulice, podeszla do lawki i zabrala swoje torby. Nikt jej nie zatrzymal, nikt sie nie odezwal.
Tylko ja zupelnie oniemialam, bo teraz nie wiem czy to cos z nia nie tak, czy ze mna, bo jestem przekonana, ze jakbym tak ja zostawila cos swojego na te kilka minut to na 100% nie mialabym po co wracac.
Czy to naiwnosc, czy wiara w ludzka uczciwosc, czy moze ona robi to tak czesto, ze ludzie wiedza i nikogo to nie dziwi oprocz mnie?
Zupelnie nie wiem.

33 comments:

  1. Skoro jest jak mówisz, że jak na ławce w NY zostawi się coś, to za kilka minut już tego nie ma, to ja Jarka K. przywiozę i pozostawię na jednej z ławeczek.;-)))
    A tak na opis to Wspaniały ma rację, że PoW ma schizofrenię. Po tobołki wyszła "siostra" i PoW pewnie o tym święcie przekonana.
    Paskudna choroba. Ciekawi mnie jednak czy ludzie nią dotknięci są w swoim świecie na swój sposób szczęśliwi

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, ja nie wiem czy cos zostawione na lawce znika, bo nigdy nie probowalam, zeby zostawic i sobie pojsc gdzies na prawie 5 minut. Jesli cos zostawiam to odchodze na tyle, zeby ciagle miec "na oku":)) Zostawiamy otwarte drzwi, okna i bagaznik samochodu jak wracamy z zakupami i czas rozladowania troche trwa, ale to jest pod domem. Natomiast nigdy nie przyszlo mi do glowy zostawic cos zupelnie "bez opieki" i np. leciec do sklepu na moment:)))
      To moze nie przywoz tego Jarka, bo co bedzie jak go nikt nie bedzie chcial? Zakurzy sie chlopina, pajeczyna obrosnie...
      Ty wiesz, ze ja sie zupelnie nie znam na chorobach, wiec nie mam pojecia jak sie czuje taki chory. Dziewczyna jest zadbana, dobrze ubrana, zawsze pelen makijaz. W sumie jedyne co zdradza chorobe to te rozmowy i bagaz.
      Przykre to jest i przerazajace.

      Delete
    2. Star, a tak rączkę na sercu połóż i powiedz: CO BY ZŁEGO BYŁO W TYM, ŻE JAREK SIĘ ZAKURZY, ZAPAJĘCZY ITP?????
      A podobnie zachowująca się dziewczyna kręciła się w pobliżu mojego poprzedniego miejsca życia. I podobnie jak ta u Ciebie, zwracała uwagę bardzo porządnym, nawet gustownym strojem. Nieprzerwanie gadała, czasem nawet krzyczała i ewidentnie była przekonana, że ktoś jest obok niej. Nawet jak stała przy przejściu dla pieszych to wyciągała rękę, jakby chciała ją komuś podać i go przeprowadzić. Żebyś wiedziała, że to straszne jest

      Delete
    3. Zante, jak to co by bylo zlego? A jakby sie zasmierdzial???
      Mnie jest zawsze szkoda chorych ludzi, zaraz kombinuje, czy taki ktos jest sam, czy moze jednak ma kogos na kogo moze liczyc.
      Z drugiej strony niby dopoki czlowiek chory porusza sie normalnie po ulicach, to znaczy, ze nie zagraza bezpieczenstwu tak otoczenia jak i swojemu. Niby, bo czy na pewno? Ilez razy sie slyszy o roznych nieszczesliwych przypadkach, a wiec moze tylko do czasu?
      Czy na pewno w odpowiednim czasie ktos zdola zapobiec nieszczesciu?

      Delete
    4. Oj tam, zaśmierdział zaraz. Jakiś zwolennik, miłośnik, fan w końcu się zaopiekuje....poza tym podobno amerykańskie dezodoranty są bardzo efektywne.
      Niewiele wiem o schizofrenii, ale zdaje się tacy ludzie mają normalnie funkcjonujący instynkt samozachowawczy, tzn np nie wchodzą pod auto częściej niż zdrowi. Jednak chyba nie można wykluczyć, że mogą być narażeni na agresję bardziej niż inni, bo zdają się być bezbronni....ale to tylko takie moje gadanie, bo nie znam nikogo tak chorego.

      Delete
    5. Ha!!! Ty liczysz na to, ze ktos by tu Jarusia dezodorantami podlewal? :))) Tu jest goraco i wilgotno czlowiek wiec prawdopodobienstwo smierdzenia wyzsze;P
      Co do dezodorantow, to chyba naprawde dobrze dzialaja, bo przyznam, ze ludzie nie smierdza, nawet po calym dniu pracy jak wracam do domu to nie odrzucaja mnie zapachy, a nos mam nie od parady:)))
      Druga rzecz, ze ludzie, ktorzy smierdza to mam warazenie, ze nie tylko nie uzywaja dezodorantow, ale nie piora ubran i to powoduje ze capia jak stare kozly:)))

      Na pewno masz racje z tym narazeniem na agresje, bo to nie tylko bezbronnosc, ale ja mysle, ze taki czlowiek jest bardziej naiwny i latwiej go zwabic w pulapke. Tez na szczescie nie znam blizej nikogo tak chorego, a tej kobiecie nawet jak ja widze, to sie nie przygladam, bo to dopiero zwraca uwage w negatywny sposob.

      Delete
    6. Myślałam, że jakby tak się zapajęczynował na tej ławce, to dla zdrowia otoczenia ktoś go kolońską potraktuje. Ale prawda taka, że część Polonii kocha Jarka miłością pierwszą i czystą. Gdyby tak siedział to na pewno jakaś moherowa a la Szczypińska by go przytuliła. I jeszcze pół biedy, gdy sobie PiS-bis w USA założy. Cała bieda, gdy moherowa opiekunka przywróci Jarka na ojczyzny łono

      Delete
    7. Zante, PiS-bis w USA juz istnieje pod nazwa partii republikanskiej, wiec dziekuje, postoje:)) A Polonia moze i Jarka kocha, ja nie mam zadnych zwiazkow z Polonia na szczescie w takim razie;))

      Delete
  2. Przypadek?
    Z drugiej strony, zastanowiło mnie to co powiedziałaś "Biedna kobieta. Nalezy jej współczuć". Hmmm...myslę, że ona może byc szczęśliwsza niz każde z nas. To tylko my ze swojej strony widzimy ją jako tą biedną i wymagającą współczucia, ona ma swój własny świat. Kto wie? Może widzi/wie więcej niż my?>

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu, masz racje, to my (otoczenie) tak odbieramy, a co ona czuje/wie to nikt z nas nie ma pojecia.

      Delete
  3. To mi przypomniało "garażową" sąsiadkę mojego taty. Widziałam ją kilkakrotnie, jak zamykała swój garaż. To był cały proces.

    Najpierw przymykała drzwi, zostawiając je lekko uchylone i przez tą szparkę zaglądając do środka. Kilka razy. Następnie zamyka drzwi, ale otwiera wizjerek. Tak, ma wizjerek wmontowany "tył na przód", czyli z zewnątrz zagląda do środka. Nie wiem co widzi, bo światło wyłącza, okien w środku nie ma, więc jedyne co można zobaczyć to ciemność. Fakt wmontowywania wizjerka "tył na przód" w garażu pozostawię bez komentarza.

    Jak już się napatrzy, to przekręca klucz. Wyjmuje. Wkłada i próbuje dalej przekręcić - pewnie upewnia się, że zamknięte. Odchodzi. Wraca. Zagląda przez wizjerek.

    Odchodzi podśpiewując.

    A teraz hit - ona nie ma samochodu.

    Bardzo, bardzo chciałabym wiedzieć, jak tacy ludzie postrzegają rzeczywistość.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Theroad, a moze to jakas obsesja? Z drugiej strony, wiesz ja tez kiedys nie majac samochodu kupilam sobie blokade kierownicy;) Wiedzialam, ze bede miala!! I sie spelnilo, nie tylko samochod ale od razu z kierowca;))

      Delete
    2. Moze tacy ludzie widza to czego my nie widzimy.Ona pewnie ten samochod w garazu widzi wiec zamyka na wszystkie spusty.

      Delete
  4. Co najmniej zagadkowa sprawa dla obserwatora z zewnątrz, a nie np.psychiatry, jeśli nie wie się nic o tej dziwnej kobiecie i do tego jeszcze tak młodej, jak określasz, a więc odpada motyw starczej demencji...? I do tego porusza się SAMA w tak wielkim mieście - podobnie jak Ty, też byłabym zaintrygowana i też skłonna do pomocy, bo nie mijam ludzi obojętnie( oczywiście nie wtrącam się po wścibsku, czyli też podobnie jak Ty ). A jak owa kobieta się czuje? Skoro tak się wypuszcza w świat, korzysta z komunikacji, kawiarni itp. - istotnie bardzo ciekawe i odpowiedzi oraz domysły z naszej strony mogą być także różne...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kwoko, opowiedzialam to zdarzenie Wspanialemu wczoraj i on mowi, ze byc moze ona nie pracuje tylko ma ten nawyk wychodzenia z domu, wiec zabiera ze soba to co jest "potrzebne" i reszte dnia spedza w tym Starbucks.
      Licho wie. Widzimy ja czasem wieczorem, ale tez nie wiemy skad wraca.
      Ja wczoraj autentycznie chcialam zobaczyc/ewentualnie bronic tych toreb bo to dla mnie cos niezwyklego, zeby sobie tak zostawic i pojsc. Ja nawet jakbym sobie nie mogla poradzic z tymi tobolkami to weszlabym do sklepu i zapytala czy moge zostawic na te kilka minut, bo sobie nie radze.
      Najdziwniejsze mimo wszystko jest, ze nikt sie tymi zostawionymi torbami nie zainteresowal.

      Delete
  5. Właśnie dopiero zauważyłam i przeczytałam komentarz powyżej ( o "garażowej " kobiecie ) - też niezwykle dziwne zachowanie dla ludzi z zewnątrz. Muszę sobie przypomnieć czy też nie zetknęłam się sama z takimi przypadkami, poza osobnikami z typową demencją starczą ( bardzo niedawno sąsiadka z mojego piętra - ponad 80 lat, ale już zmarła )...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kwoko, ale z tym sprawdzaniem (nie do takiego stopnia jak kobieta garazowa) to niektorzy tak po prostu maja:)) Moja mama po kilka razy wracala i sprawdzala czy wylaczyla gaz, zelazko czy tam licho wie co, a jak sie juz upewnila ze wszystko jest zabezpieczone wewnatrz i zamknela mieszkanie to jeszcze 3 razy sprawdzala czy na pewno zamkniete:)) Ojciec nie raz mowil "a teraz wyrwiesz klamke i nigdzie nie pojdziemy" I robila to bedac mloda, czy sie nasililo na starosc to nie wiem, bo juz mnie tam nie bylo. Ale to byla obsesja, nawet jak ktos inny (ojciec czy ktores z nas) zamknelo mieszkanie to mama i tak musiala "sprawdzic".

      Delete
  6. non stop zostawiam gdzieś klamoty i nigdy nikt mi nic nie ukradł. może to kwestia karmy :) (albo tego że pozostawiony bagaż wzbudza niepokój złodzieja - bo jak to - może pułapka ? ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, ale tutaj od wielu juz lat, bo od czasow 11 wrzesnia ciagle sie trabi o zglaszaniu takich pozostawionych bez niczyjej opieki pakunkow i bagazy, wiec to mnie dziwi, ze zanim dziewczyna po nie wyszla to nie przyjechal oddzial do rozminowania. Widocznie nowojorczycy juz sie uodpornili:))

      Delete
  7. Jakas opatrznosc nad nimi czuwa:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, niech czuwa co chce, byle czuwalo.

      Delete
  8. Mozliwe, ze jakas trauma z przeszlosci wlasnie dotyczaca jej siostry? Powodujaca tzw denial? Ale tak, jak mowisz to nie jest istotne, choc w sumie intrygujace. Jest tyle roznych schorzen psychicznych, ja tez nie potrafie ich rozpoznawac. A to sprawdzanie po kilka razy to jest lagodna forma natrectw. Gorsze jest jak np ktos myje rece 5 razy na godzine! Znalam taka jedna osobe, mloda 20 letnia dziewczyna. chyba kazdemu sie jakies natrectwa? Z drzwiami to tez sie lapie, ze po fakcie sie zastanawiam czy je zamknelam? Teraz juz jednak odpuszczam sprawdzanie, bo i tak zawsze sa zamkniete:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, intrygujace, na pewno, ale tez nigdy nie bedziemy wiedziec.
      Z tym sprawdzaniem, to ja kiedys jeszcze w starym mieszkaniu zostawilam jajka na gazie i poszlam do pracy:)) Na szczescie plomien byl ustawiony na minimum i bylo w nich duzo wody wiec nie wybuchly;))
      Tutaj juz kiedys poszlam do pracy i zostawilam otwarte (zupelnie otwarte) drzwi na patio:)) Kurde Wspanialy przez miesiac wydzwanial, zeby mi przypomniec czy wszystko zamknelam, az go zjebalam, ze to przypadek a jeszcze nie demencja i przestal.
      Ale mojej mamie by sie takie rzeczy nie przytrafily:)))

      Delete
  9. Stardust, z tymi drzwiami na patio, to wlasnie wczoraj wchodze do domu po pracy a tu patio otwarte, calkiem otwarte, nawet siatka nie zasunieta!!!! O matko, pomyslalam w pierwszej chwili, pewnie jakies myszy juz wlazly do chalupy. Jestem tak swirnieta na punkcie tych myszy, ze nie tyle obawiam sie zlodzieja jak wlasnie myszy. To moja corka sobie wyszla i zostawila otwarte. Oczywiscie doslala "lomot" za to i zapowiedzialam, ze jak sie okaze, ze jednak jakas mysz wlazla i znajde odchody, to ona wzywa exterminators i placi za usluge!:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahaha tez bym sie bala mysz:) Pamietasz chyba jak ucieklam na patio z gola dupa tylko przyslonieta przez dluga T-shirt i dzwonilam do Potomka do pracy, zeby przyjechal z odsiecza bo w kuchni pod umywalka zlapala sie mysz;))) Mysz byla oczywiscie zdechla, ale ja sie balam byc w domu.

      Delete
  10. hmmmm, zupełnie nie wiem co o tym myśleć...
    Może jednak potrzebna jest wiara w ludzka uczciwość albo w ogóle nie zastanawianie się nad nią :)

    ReplyDelete
  11. Takie osoby nie z tej galaktyki zawsze mnie niepokoją, raczej nie zagadałabym do Niej, jak Ty.
    Ale najdziwniejsze jest to, że im się jakoś tak właśnie wszystko układa, że nie giną im rzeczy odłożone na jakiś czas w zupełnie obcym miejscu, a kiedy upadną, to zawsze szczęśliwie.
    Ogólnie rzecz biorąc jeżdżąc od paru lat samochodem w większości rzadko widuję takie sytuacje, bo w tym celu trzeba by jechać środkami komunikacji miejskiej.
    Tak jak tych sytuacji, także nieuprzejmych ludzi, dzięki temu unikam.
    Wydaje mi się zawsze, że to są jedne z nielicznych chwil, kiedy mam spokój i mogę pobyć sama ze sobą, tylko jadę, słucham muzyki i czuję się dobrze. Za nic nie odstąpiłabym tego komfortu, chyba że sama czasem mam chęć się przejechać pociągiem, tramwajem czy autobusem :)
    pozdrowienia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, nie wyobrazam sobie zeby tutaj ktos dojezdzal do pracy codziennie samochodem. Nie tylko w korkach, ktore daja mozliwosc przesuwania sie 5 cm na 10 minut, ale i z cenami parkingow. Ja nawet nie jestem pewna ile kosztuje parking na 8 godzin ale pewnie cos w okolicy $60.00 Nie bardzo wiem kogo na to stac 5 dni w tygodniu. Raczej taniej wyniesie taksowka, z tym, ze taksowka nie da sie uniknac korkow.
      Komunikacja miejska jest w NYC wrecz doskonala i niezawodna przez 24 godziny na dobe i 7 dni w tygodniu. Owszem izolowanie sie od reszty swiata we wlasnym samochodzie jest pewnie wygodne, ale to jest de facto izolacja od rzeczywistosci zycia:))
      Ta kobieta nie jest z innej galaktyki, ona jest tylko chora. Ja sie nie boje ludzi, nie boje sie do nich odezwac, nie boje sie zapytac czy potrzebuja pomocy. To sa ludzie.
      Nikt z nas nie ma gwarancji, ze nie dosiegnie go kiedys choroba, czy nieszczesliwy los i nie zostaniemy na ulicy. Nie ma takiej gwarancji, najwieksze fortuny upadaja i nie wyobrazam sobie jakbym sie czula, gdyby ludzie mnie omijali tylko dlatego, ze jestem chora lub bezdomna.

      Delete
    2. Stardust - tak się składa, że przeważnie moim miejscem pracy jest moje biuro w domu. Dojeżdżam do centrum na tłumaczenia ustne i czasem załatwić jakąś sprawę. Ale dojazdy na co dzień i tutaj są zbyt drogie ze względu na koszt paliwa i parkingów, poza tym dzięki buspasom jeździ się szybciej autobusem niż autem.
      Jeśli więc jeździłabym do pracy codziennie, z pewnością przesiadłabym się do autobusu, bo kursują już coraz lepiej, to nie te czasy, co 15-20 lat temu.
      Ale jeździłam tak przez pierwszą część mojego życia od małego do 30-tki, kiedy kupiłam sobie mój pierwszy samochód, dojeżdżałam jako szkrab na mnóstwo zajęć, więc pewnie się najeździłam i chwilowo jeszcze nie tęsknię za komunikacją miejską.
      Poza tym pozostały mi niemiłe wspomnienia, kiedy bałam się wystawać i wsiadać wieczorami na niektórych przystankach na warszawskiej Pradze.
      Bałam się zaczepiania przez nietrzeźwych ludzi, do dziś mam uraz do tego typu osobników.
      Może nienajlepiej się wyraziłam o tej chorej kobiecie. To nie jej wina, że jest chora, ale napisałam szczerze, że czuję obawę przed kontaktem z ludźmi chorymi na schizofrenię i tego typu zaburzenia psychiczne (może to za sprawą sąsiada i wieloletniego prześladowania mnie).
      Jeśli kiedykolwiek widziałam człowieka potrzebującego pomocy, pomagałam. Nie muszę o tym opowiadać.
      Nawet pewnego pijaczka kiedyś uratowałam własnoręcznie przed zmiażdżeniem drzwiami autobusu.
      Ale nie ukrywam, że lubię swój świat i czuję się w nim dobrze, a do reszty idę wtedy, kiedy to ja mam ochotę.
      Gdyby tak się ułożyło, że jeździłabym komunikacją, pewnie spotykałoby mnie częściej coś ciekawego, jak Ciebie :)
      Faktem jest że jazda samochodem izoluje.
      Kiedyś częściej wpadałam do ulubionych sklepów po drodze, teraz nie mam gdzie zaparkować, albo po prostu nie jeżdżę tam, gdzie chodziłam na piechotkę.
      Trochę mi tego brakuje, dlatego od pewnego czasu zastanawiam się nad dojazdami komunikacją do miasta, ale mieszkam dość daleko od centrum i potem nie wyrabiam się z zakupami, bo najwygodniej mi je zrobić po drodze, wracając z miasta na moje zadupie :)
      Mam też niedaleko kolejkę szynową do centrum, coraz częściej myślę, żeby nią jeździć, ale na komunikację warto mieć bilet miesięczny, a on też kosztuje już ponad 100 zł na wszystkie linie.
      Więc muszę wybierać - albo większośc samochodem, większa wygoda i zdążam dojechać jednego dnia w kilka miejsc na raz, albo autobus, ale wtedy już na samochodzie musiałabym oszczędzać.
      Podczas remontu z kolei ciągle jeżdżę do marketów na zakupy, wiele przewożę własnym kombi, transport jest płatny i to oznaczałoby znów wydatki, poza tym taki wyjazd do marketu autobusem, trzema liniami to strata pół dnia i zmęczenie, że nic już potem nie dam rady zrobić. A samochodem ta sama trasa to dwie godziny w obie strony, zdążam odpocząć i jeszcze posta napisać oprócz zrobienia pracy :)
      Wszystko ma więc swoje plusy i minusy.
      pozdrowienia!

      Delete
    3. No tak mieszkamy w innych warunkach. U nas przejazdy komunikacja miejska tez nie sa tanie, ale zdecydowanie sie lepiej oplaca niz wlasny samochod.
      Pijanych boje sie panicznie, wiec na pewno takiemu bym nie pomogla, ale na szczescie tutaj szybciej mnie trafi szlag z rak terrorysty niz spotkam pijanego.
      Moge na palcach jednej reki policzyc okazje kiedy widzialam pijanego czlowieka na ulicach NYC, no z wyjatkiem niestety polskiej dzielnicy, tam sie zdarzaja czesciej zwlaszcza w "swieta".
      Pamietam kilka lat temu bylismy na urodzinach kolezanki wlasnie w restauracji na Greenpoint i to byl ogromny blad, bo moja kolezanka urodzila sie 10 marca, a wiec dwa dni po Dniu Kobiet, ktory jest w polskiej dzielnicy hucznie swietowany. Wyszlam ze Wspanialym tuz przed drzwi restauracji bo padal deszcz, wiec chcielismy stac pod zadaszeniem palac papierosa i wychodzacy z restauracji konsument obrzygal Wspanialemu buty.
      Nigdy wiecej nie pojade na Greenpoint w czasie zbiegajacym sie z jakimis swietami lub popularnymi imieninami:)))

      Delete
  12. dla mnie jakby mało czujni ludzie, bo co by było, gdyby te bagaże kryły np. ładunek wybuchowy. Nie wiem, może jestem przewrażliwiona, ale od razu to mi się nasunęło.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, to tez przyszlo mi do glowy, ale to raczej na Manhattanie ludzie sa bardziej wrazliwi na takie rzeczy, a moze juz minela fala paniki? Trudno powiedziec.
      Kiedys jechalismy pociagiem ze Wspanialym, a ze zaczynamy podroz na stacji poczatkowej to pociag byl pusty i dlugo stal. Jakis mlody czlowiek zostawil na chwile plecak i poszedl do kosza wyrzucic kubek po kawie. Akurat w tym momencie zamkenely sie drzwi i pociag ruszyl, a plecak zostal w wagonie. Reakcja innego chlopaka byla natychmiastowa, zlapal plecak i miedzy wagonami wyrzucil go na peron. Co mial na mysli? Trudno powiedziec, moze obawial sie wlasnie, ze w plecaku COS jest, a moze chcial tylko zeby wlasciciel plecaka go nie stracil.

      Delete
    2. czyli jakby nie było uniwersalnego zachowani...

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...