Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, June 19, 2012

Lepsza polowa Blizniaka

Wczoraj bylam umowiona na bardzo wazne spotkanie, spotkanie, ktore przy roznych okazjach planowane bylo od duzszego czasu i nareszcie nadarzyla sie okazja, zeby wirtualna znajomosc przelozyc na realne zycie. Oczywiscie chodzi o spotkanie z Aneta , ktora wlasnie przyjechala do NYC sluzbowo.
Umowilysmy sie w Brooklynie o 17tej bo wlansie wtedy Aneta konczyla prace.
Ja jak zawsze mialam zwariowany dzien, bo najpierw rowerek przez godzine. Ledwie wrocilam z wyprawy rowerowej i sie co nieco ogarnelam jak przyjechala Gina, zeby zajac sie moimi pazurami i odklaczaniem, co trwalo, nie powiem ponad dwie godziny.
Nie popedzalam jej, ale w miedzyczasie wymienilam z Aneta kilka "esesmanow", co by sie upewnic, ze jak sie nie daj buk spoznie to ona bedzie na mnie czekac.
Obiecala, ze bedzie, ale ja planowalam byc na czas.
Umowilysmy sie, ze poniewaz dzien byl raczej pochmurny i niezbyt goracy to najlepiej bedzie wykorzystac go na spacer przez Brooklyn Brigde.
Teraz pozostalo sie zastanowic jak sie ubrac. No tak, to jest wazne, bo skoro sie czlowiek umawia z kims kogo w zyciu nie widzial na oczy, to jestem za czyms rzucajacym sie w oczy, zeby bylo latwiej sie znalezc.
Czerowne!!! Tak, czerwone rzuca sie w oczy, no to machnelam czerwona bluzke i czerwonojebny zakiecik, na wszelki wypadek takie z nieco wyzszej polki elegancji;)) Licho wie, a moze nas poniesie do jakiejs knajpy gdzie chociaz od stolu w gore wypada byc przyzwoicie ubranym.
Ale co z dolem?
Dol musi byc przeciez wygodny, bo jak mamy zapierniczac po tym moscie, to musze miec sneakersy, to nie ulega watpliwosci. W tym ukladzie gora wyjatkowo nie bedzie pasowac do dolu, ale kto by sie tym przejmowal. Zwlaszcza tu, w Nowym Yorku.
No wiec odstawilam sie od pasa w gore wyjsciowo, a od pasa w dol sportowo i uznalam, ze jest dobrze.
Czasu na dojazd dalam sobie godzine i 15 minut, liczac na to, ze dojade z palcem w dupie.
Najpierw autobus, pozniej subway, poki co wszystko odbywalo sie w/g planu.
Tylko oczywiscie szlag trafil plan, bo dobrze zarlo, ale na koniec zdechlo, moze niepotrzebnie uprzedzalam fakty, ale tuz przed stacja, na ktorej mialam wysiasc subway utkwil w tunelu pod woda (pod rzeka dzielaca Brooklyn od Manhattanu). Szlag mnie trafial a minuty nieublagalnie mijaly, komunikaty, ze stoimy, bo przed nami jest inny pociag tylko potegowaly mojego wkurwa, bo to jest moim zdaniem niemozliwe, zeby utknac na cale 20 mninut w tunelu, ktorym jedzie tylko jedna linia subwaya i nie bylo zadnego wypadku.
No ale bez wzgledu na to jak bardzo sie wkurwialam, tak nie mialam wplywu na sytuacje.
Nareszcie dotarlam, wyszlam na powierzchnie ziemi i uslyszalm jak mi telefon bipczy, ale uznalam, ze szybciej bedzie zadzwonic niz wyciagac okulary i sprawdzac co sie dzieje.
Kierujac sie na wyczucie, bo jak wiemy ja nie uzywam zdobyczy techniki;) zaczelam razno maszerowac jednoczesnie dzwoniac do Anety.
Odebrala.
-- Jestem! - wrzasnelam do mikrofonu - Mam nadzieje, ze posuwam sie w prawidlowym kierunku i zaraz bede na miejscu.
Oczywiscie nie pytalam ani nie dalam Anecie mozliwosci wyjasnic mi gdzie dokladnie ona czeka, tylko sie wylaczylam i zapitalalam dalej. Nagle przyszlo mi do glowy, zeby zapytac kogos czy ja chociaz ide we wlasciwym kierunku, zobaczylam dwoch facetow, stali spokojnie i palili papierosa.
Ja tez palilam, tyle ze nie spokojnie, wiec uznalam, ze to znak z nieba i oni na pewno beda wiedziec gdzie powinnam isc;)
-- Przepraszam budynek Metrotech to gdzie jest?
-- Ale ktory budynek Metrotech? - zapytal jeden z nich, co bylo naturalne, bo Metrotech to kompleks kilku budynkow, ale ja ciemnota egipska o tym nie pomyslalam, wiec szybko choc malo inteligentnie wybrnelam:
-- Och to za inteligentne pytanie, umowmy sie, ze ktorykolwiek.
-- Aaa to tu ten kompleks na prawo.
-- Dziekuje - rzucilam przez ramie i polecialam.
Teraz dopiero przypomnialo mi sie, ze Aneta miala pracowac w budynku numer 9, ale pierwszy jaki rzucil mi sie w oko to byl numer 15. Cholera, lepiej zadzwonie, bo bede tak latac jak pershing i szukac w nieskonczonosc.
-- Aneta, jestem przed pietnastka i nie mam pojecia co dalej, wiec dzwonie.
-- Ooo to ja Cie juz widze, spojrz w lewo, siedze na lawce.
Spojrzalam w lewo, faktycznie pomachala mi reka i juz za moment byly usciski i gadanie, oczywiscie na powitanie juz rzucilam kilkoma kurwami pod adresem komunikacji i zaraz wyjasnilam:
-- Jak widzisz w realu klne tak samo jak w wirtualu, nic sie nie zmienia.
Ustalilysmy, ze jesc nam sie nie chce, a przynajmniej nie tak bardzo zeby trzeba bylo natychmiast, wiec tylko zarzadzilam sikanie w Starbucksie, bo Starbucks tylko do tego sie moim zdaniem nadaje;))) Jako, ze posiada zawsze dla wszystkich otwarte sikalnie, a kawy starbucksowej nie lubie jak zarazy.
I jak zawsze Starbucks jest w calym NYC prawie na kazdym rogu, wiec nie ma problemu.
Oczywiscie zanim trafilysmy na most, to juz pewnie przeszlysmy trase dluzsza od dlugosci samego mostu, bo dzieki zlym oznakowaniom o malo nie wyladowalysmy na Manhattan Bridge a nie Brooklym, ale i tak bylo fajnie, bo caly czas nadawalysmy.
Szczerze obawiam sie, ze to ja nadawalam wiecej niz Aneta, bo przy mnie troche ciezko dojsc do glosu, chociaz buk mi swiadkiem staralam sie zachowywac przyzwoicie.
Ale bylam tak podeskcytowana spotkaniem, ze jak wchodzilysmy na most to jakis (chyba Wloch) zaatakowal nas podstawiajac mi prawie pod nos aparat fotograficzny i cos nawet nadawal w swoim narzeczu, ale go zupelnie zignorowalam.
Dopiero pare krokow dalej Aneta powiedziala:
-- On chyba chcial, zeby im zrobic zdjecie?
No tak, wyszlam na chama prostego, trudno. Niech sie potem nikt nie dziwi jak ktos mowi, ze nowojorczycy sa nieuprzejmi, widocznie ten ktos mial nieszczescie spotkac mnie.
Och well...
W polowie drogi przez most przysiadlysmy na lawce i zjadlysmy po bananie, ktore to dwa banany w ostatniej chwili wrzucilam do torby przed wyjsciem z domu, ot tak zeby ewentualnie, na wszelki wypadek. Ale znow oczywiscie nie pomyslalam, zeby zabrac jakas torebke, gdzie bedzie mozna wrzucic skorki, no ale ja nie moge byc tak kompletnie przygotowana, w koncu mimo, ze dlugo planowane, to spotkanie mialo zupelnie spontaniczny charakter. Na szczescie kilka krokow dalej byl kosz na smieci, bo w przeciwnym przypadku musialybysmy niesc te skorki do samego Manhattanu.
Pogoda byla faktycznie idealna na taki spacer, troche chlodno, ale nie zimno, tylko niestety nie jest to dobra pogoda do robienia zdjec, ale i tak udalo mi sie namowic Anete na dwie fotki;) ktore niestety zgodnie z jej zyczeniem nie zostana opublikowane.
A szkoda i jest czego zalowac, bo Aneta to super atrakcyjna kobieta!!!
Jak juz zeszlysmy z mostu to pomaszerowalysmy przez niewielki ale przecudny Park Row i teraz byl czas na szukanie czegos do zjedzenia. Poniewaz ja tez nie bywam czesto w tej okolicy to szlysmy za wechem:)
Problem tej okolicy polega na tym, ze ciagle jeszcze trwaja prace przy budowie Freedom Tower, ktora zastapi dawne WTC i wiekszosc tego terenu jest nie tylko nie zagospodarowana ale i ogrodzona.
Nie chcialysmy tez odchodzic daleko od mostu, bo Aneta chciala wrocic rowniez maszerujac przez most do swojej brooklynskiej firmy, gdzie zostawila na parkingu samochod.
W sumie trafilysmy do irlandzkiego pubu i tam zjadlysmy conieco, co akurat okazalo sie calkiem smaczna mala kanapka i kilkoma skrzydelkami w ostrym sosie, nawet wypilysmy po piwie, bo jak to byc w pubie i nie wypic piwa, to bylby grzech wielki i zbeszczeszczenie miejsca;)
Na dobra sprawe nie pamietam o czym rozmawialysmy, na pewno o wszystkim i o niczym, o sobie, o zyciu, o blogach, o naszych malzenstwach i to wszystko bylo obgadane po trochu, bo wiadomo, ze Blizniaki nie lubia zglebiac tematu, a tylko tracic tu i tam:))
Blizniaki, tak, bo my obie z Aneta jestesmy spod tego samego znaku Blizniat, Aneta ma urodziny dokladnie 4 dni po moich i niedokladnie wieleeeee dluuuuugich laaaat rowniez po moich, ale w takie szczegoly zupelnie sie nie wdawalysmy i mam nadzieje, ze te kilka lat swietlnych roznicy nie przeszkadzaly jej, tak samo jak i nie przeszkadzaly mnie.
Moge tylko powiedziec, ze Aneta jest ta lepsza polowa Blizniaka:)))
A ja juz czekam na nastepne spotkanie.

53 comments:

  1. haha:) no dokladnie tak sobie wyobrazam spotkanie z toba:)
    fajnie miec takiego takie spotkania :) super - a czerwony zakiet, to jest to;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, no fajnie:) Nasze dzieci (te z Aviva) wlasnie wybieraja sie w przyszlym tygodniu na czeresnie do Portland i tak im zazdroszcze, ze mnie w dolku sciska:)) Ale jak mnie kiedys rzuci w tamta strone, to mam nadzieje, ze bede sie mogla spotkac z Toba. Nawet ten czerwony zakiet zabiore;)

      Delete
    2. o kurcze! szkoda! bo u nas odpowiednia pogoda na czerwone zakiety - 74F i lekki wiaterek:)
      Mam nadzieje, dzieciom sie uda pobyt, i tak spodoba, ze next time rowniez sie wybierzecie:) moze nie na czeresnie - ale wino z winiarni, prosto z krzaka - albo pifko;)))

      Delete
    3. Aniu, za czeresnie moglabym zabic:)) Tak bardzo je kocham, dzis nawiasem mowiac mam czeresniowy dzien i chyba nie bede jadla nic wiecej tylko czeresnie. Moj stepson jest tak samo napalony na czeresnie jak ja, stad ta wycieczka, ma ponoc liste wszystkich mozliwych sadow czeresniwoych;))
      Wierze, ze kiedys nadejdzie moja kolej:)))

      Delete
  2. Star! Mysle, ze Aneta nie mialaby problemu aby Cie rozpoznac, Ty jestes niepowtarzala:)
    Fajnie, ze wasze spotkanie bylo udane, bo czasami to roznie bywa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ataner, to prawda, ze przy takich spotkaniach moze byc roznie, ale przyznaje, ze jak bylismy w Polsce to zaliczylam bardzo duzo spotkan wlasnie takich z netu i w 95% bylo tak jak przewidywalam:)) A w wielu przypadkach nawet lepiej.

      Delete
  3. O ile Aneta nie ma nic przeciw to prosze fotki na maila.

    ReplyDelete
  4. W takich spotkaniach coś jest. Dzięki pisaniu bloga poznałam kilka fantastycznych osób, z którymi utrzymuję kontakt i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej :)
    Czerwony żakiet musi wyglądać świetnie!

    :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Granato, to jest zawsze fantastyczne jak mozna kogos po latach znajomosci netowej zobaczyc na zywo. Uwielbiam takie konfrontacje z rzeczywistoscia i chcialabym wiecej;/

      Delete
  5. Dobrze, że nie wyskoczyłaś z czerwoną różą w zębach - byłoby trudniej kląć na tę komunikację ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo z roza w zebach i krokiem kujawiaka:)))

      Delete
  6. Ooooo, w końcu ktoś z identycznym zdaniem o Starbucks'ie!
    Swietnie, ze spotkanie się udało :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czarownico, tez mi milo;))) Chociaz wykorzystuje Starbucks jako sikalnie ile sie da;)

      Delete
  7. Super sprawa tak poznawać ludzi, których zna się tylko z wirtualnego świata. A jeszcze lepiej, kiedy na żywo nadal wydają się fajni i do tego klna tak samo jak na blogu!;-P "... gdzie od stołu w górę wypada być przyzwoicie ubranym" rozłożyło mnie na łopatki!:-P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, "przyzwoicie wygladac od stlu w gore" to byla moja wigilijna regula z Juniorem;)) Ten jako nastolatek mial zawszze opory zeby sie przyzwoicie ubrac, wiec mowilam "OK idziemy na kompromis ubierz sie tylko przyzwoicie od stolu w gore, bo trzeba zrobic zdjecia i wyslac do babci".
      Dzialalo:)))

      Delete
  8. niezwykle miłe musi być przeniesienie takiego spotkania z wirtualnego do realnego świata:) Wyobraź sobie, że ja nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, szczerze i z calego serca namawiam na takie spotkanie. Jest naprawde fantastycznie spotkac kogos, o kim sie juz duzo wie, a jednoczesnie nic nie wie;))

      Delete
  9. Ale fajne spotkanie!;))
    I już rozumiem dlaczego lubię tu przychodzić - Sołtys też bliźniak;))
    Sciskam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu Blizniaki to porzadne ludzie sa od slowa "pozadac" nie mylic bron buk z "porzadkiem":)))

      Delete
    2. Oj ! Zgadzam się w 100%;) Ale i tak wolę to pożądanie, z porządkiem sama sobie poradzę;)

      Delete
    3. Misiu, teraz wiesz dlaczego u mnie porzadkiem zajmuje sie Wspanialy:))

      Delete
    4. A Wspaniały nie jest czasem kwietniowy? I uściski dla Niego;);P

      Delete
    5. Misiu, Wspanialy jest lutowy, dzien przed Walentynkami:))

      Delete
  10. Amen!

    Widzisz Star jak skorzystałam na braku zdjęcia? Jakbyś opublikowała, to "jaki jest koń każdy widzi", a tak wszyscy Ci uwierzą na słowo ;).

    P.S. Już Resvarii przesłałam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aneta, zaraz Ci lutne:))) Ty jestes BARDZO atrakcyjna, a nawet jeszcze wiecej, zupelnie nie rozumiem czemu se robisz podsmichujki z tego.
      Bezpiecznej drogi na dzis zycze i do nastepnego razu:))))

      Delete
  11. Fajne sa takie spotkania, znam to z wlasnego doswiadczenia, bo tez poznalam w taki sposob kilka osob. No i w zwiazku z powyzszym z utesknieniem czekam na nasze ze Star spotkanie, juz niedlugo:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, ja tez sie nie moge doczekac tak spotkania z Toba jak i z rodzinka Resvarii:)))

      Delete
  12. Z kilkoma osobami poznanymi w necie miałam przyjemność się spotkać i był to bardzo sympatycznie spedzony czas:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, ja mysle, ze jak sie kogos uwaznie czyta i odbiera blogowo to i rzeczywistosc pokrywa sie z wyobrazeniem:)

      Delete
  13. Serce rośnie kiedy czyta się takie opowieści :) cieszę się, że metro nie przeszkodziło Wam się spotkać!

    Oby kolejna możliwość była niebawem :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. MM, nastepna mozliwosc bedzie juz na poczatku lipca, potem we wrzesniu a potem to prawie co tydzien przez dwa lata.
      Hurraa!!!!!!!!!!!!

      Delete
  14. Czytajac relacje z Waszego spotkania uruchomilam wyobraznie i staralam sie widziec caly przebieg wyprawy i spotkania(nawet Twoje kurwowanie na komunikacje:)))
    Super fajniarsko,ciesze sie ze spotkanie udane.
    Zycze wiecej takich:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, a tak przy okazji jak juz te wyobraznie uruchomilas to nie zauwazylas, ze to wstyd, ze Ty i ja jeszcze sie nie spotkalysmy? :))))

      Delete
    2. No wstyd nad wstydami,tym bardziej ze ja tez blizniaczka:)))
      Ale mysle ze tez w koncu nadejdzie taka okazja,a jak nie okazja to moze zepne dupe i przyjade specjalnie:)))
      Juz o maly wlos by bylo spotkanie ,tylko z mojego wyjazdu do NY,gowno wyszlo:(

      Delete
    3. Maga, a moze trzeba jakis zlot Blizniakow zorganizowac? Cos na rodzaj Sabatu, bo przecie w kazdej Blizniaczce jest duzo Wiedzmy:))
      Mam nadzieje, ze sie kiedys wybierzesz do NYC, bo chyba najwyzsza pora;))

      Delete
  15. Szkoda, że tych zdjęć nie ma. Może na fejsbuka :)?

    PS Dojechanie na Brooklyn zajmuje Ci 1.15 ?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Drugi Ps. Juz myslalam, ze bedziesz o Kaczynskich pisac :)

      Delete
    2. Evita przeciez ja na Brooklyn musze jechac przez Manhattan, a to raczej zajmuje czas.
      Nie rozumiem dlaczego mialabym pisac o Kaczynskich?

      No i pamietaj ja nie uzywam zadnych ZBUKOW, nawet jak maja face;))) Wiec o zdjecia prosze sie upominac u Anety;)

      Delete
    3. :) Zobaczylam u mnie tytul o blizniakach i mysle sobie: no ciekawe, ktory to ten lepszy :DDD na szczescie to o innych blizniakach...

      Delete
    4. Hahahaha no tak:))) Ale tamte blizniaki nie mialy lepszej polowy:))))

      Delete
    5. Evita, jak się tylko trochę ogarnę z wojaży to wrzucę. Może nawet dzisiaj, bo w weekend jadę na biwak :).

      Delete
  16. Niezwykłe muszą być takie spotkania... :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, tak, jest w tym cos niezwyklego, bo spotykasz kogos, kogo nigdy wczesniej nie widzialas, a jednak duzo o tej osobie wiesz.

      Delete
  17. Dobre, dobre. Jak to przedmioty martwe mają wpływ na żywe ;)

    ReplyDelete
  18. Gdy umówiłyśmy się z Graszą 44 na pierwsze spotkanie obie wciągnęłyśmy na siebie czerwone żakiety, a do tego Grasza wzięła wielką, kolorową torbę maxi i dzwoniąc do mnie nadała: ja jestem z taką duuużą, kolorową torbą. Poznałyśmy się natychmiast i było dużo śmiechu z tych czerwonych żakietów.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahaha fajnie, obie pomyslayscie o tym zeby sie wyrozniac:) Aneta byla prosto po pracy wiec nie miala wielkich szans na wyroznienie sie z tlumu, wiec wiedzialam, ze ten obowiazek spada na mnie:))

      Delete
  19. Jak to tak - być w pubie i nie wypić piwa hehehe och, chętnie bym z Tobą przeszła się do nie jednego pubu :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bliżniaka w Tobie,Sardust, rozpoznałam już czas jakiś, bo mam Córkę spod znaku Bliżniąt.Wypisz, wymaluj...Serdeczności.

      Delete
    2. Auroro, praktycznie nie zawsze odpowiada mi atmosfera Pubu, bo najczesciej jest tak glosno, ze czlowiek wlasnych mylsli nie slyszy, nie mowiac o tym, ze by z kims pogadac. Ale tu bylo wyjatkowo spokojnie.
      Mam fajny Pub niedaleko domu i nawet lubimy tam czasem wpadac ze Wspanialym, ale tam jest zawsze tak tloczno, ze kiedys piwo barman podawal nam przez ludzi, a my ta sama droga podawalismy pieniadze:)) Do tego glosna muzyka, troche hardcore, ale i tak lubimy tam czasem wpasc:))

      Delete
    3. Dobrochna, no tak Blizniaka ciezko nie wyczaic;) Pozdrowienia dla Corki:)) I oczywiscie usciski dla Ciebie:**

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...