Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, June 7, 2012

Mrowki w dupie

Idac za ciosem po wczorajszej notce dzis bedzie o natrectwach.
Pamietam jak bylam dzieckiem to ciagle sie wiercilam, nie moglam usiedziec na tylku spokojnie, a to przebieralam nogami pod stolem, a to zwisalam z jakiegos mebla, a to znow lezalam na tapczanie z nogami opartymi pionowo o sciane wymachujac przy tym gornymi galazkami. Babcia patrzyla na te moje wyczyny i mowila " czy ty nie mozesz usiedziec spokojnie? krecisz sie jakbys miala mrowki w dupie".
Z wiekiem moje mrowki w dupie sie ustatkowaly i zdarza mi sie nie tylko siedziec ale i lezec spokojnie, miewam jeszcze mrowki w glowie czyli jakby babcia powiedziala "kielbie we lbie", bo na brak szalonych pomyslow nie narzekam i czesto nawet wcielam je w zycie.
Ale nawet w najgorszym okresie "mrowek w dupie" to nie mialam odruchow ciaglego poprawiania, sprzatania, pucowania... nie, co to, to nie, do roboty to ja nigdy sie nie rwalam, wychodzac z zalozenia, ze robota nie zajac, nie ucieknie, ale zawsze jest szansa, ze zrobi ja ktos inny.
Dopiero co byla u Klarki dyskusja na temat sprzatania przed wizyta gosci, a szczegolnie tesciowej, bo wiadomo tesciowe maja swoje za uszami.
Przypomnialam sobie jak to na poczatku mojego zycia w Ameryce mialam kolezanke (nazwijmy ja Ania), ktora caly czas cos sprzatala, wycierala, polerowala, ukladala. Owszem w mieszkaniu Ania miala blysk jakiego mnie nigdy nie udalo sie osiagnac, jej mieszkanie wygladalo jak salon meblowy, blyszczade i dopucowane slynelo wsrod wszystkich znajomych. Ale Ania miala taki zwyczaj, ze praktycznie caly czas trzymala jakas szmatke pod reka, jak otworzyla szafke to juz natychmiast polerowala uchwyt, zeby bronbuk nie zostaly slady palcow na blyszczacym metalu.
Lubilam towarzystwo Ani, ale glownie jak przyszla do mnie, bo u mnie panowal calkowity luz.
Natomiast ilekroc poszlam do niej, czulam sie jak intruz przeszkadzajacy w pucowaniu mieszkania. Jeszcze nie zdazylam przelknac ostatniego lyka kawy jak filizanka juz byla pod kranem, jeszcze nie odlozylam dobrze widelca po ostatnim kesie ciasta jak talerzyk i widelec byly juz w zlewozmywaku, a Ania przy nim.
Osobiscie meczy mnie goscina u takich ludzi.
Rozumiem sprzatanie, sama tez nigdy nie zylam w gnoju, obecnie dzieki Wspanialemu, poprzednio dzieki kobietom, ktorym za to placilam, ale jak gosc w domu, to ja tez jestem gosciem:)
Przypomniala mi sie tez historia sprzed miesiaca bodajze kiedy przyszla do mnie klientka.
Beth jest matka moich klientek, bo corki Beth przychodza do mnie od ponad 20 lat, natomiast Beth byla tylko dwa razy, 5 lat temu na tatuazu brwi, ktory za pierwszym razem robi sie w dwoch aplikacjach. Pisalam juz kiedys, ze nie lubie tego robic, ale dla moich klientek lub ich rodzin ciezko mi odmowic.
Tym razem, po 5 latach Beth potrzebowala jednorazowego odswiezenia, bo taki tatuaz nie jest na cale zycie i po kilku latach sie utlenia. Lubie ja bo fajna kobieta i przede wszystkim lubie jej corki, bylam nawet gosciem na weselu Jen 15 lat temu, wiec troche sie znamy, ale nie wiedzialam, ze ona wlasnie ma az takie mrowki w dupie, chociaz dziewczyny prosily zeby przy okazji matce "naklasc w glowe".
Nic nie obiecywalam, bo nie wiedzialam jak to naprawde wyglada no i przeciez nie postawie kobiety pod sciana i nie zaczne, tylko okazja musi wyjsc jakos samoczynnie.
Na poczatek wizyty musze polozyc krem znieczulajacy, ktory dziala dopiero po uplywie godziny, wiec klientka siedzi w tym czasie i zwykle zajmuje sie czytaniem ksiazki czy jakiegos magazynu, mialam kiedys tez taka, ktora na te godzine przyniosla sobie szydelkowanie, w sumie kazda zawsze znajdzie sobie jakies zajecie na ten czas.
Kazda, ale nie Beth.
Beth wstawala, chodzila, ogladala zdjecia dzieci, ktore wisza na tablicy na scianie, co chwile pytala jak dlugo jeszcze i czy bedzie bolalo, poszla do lazienki, co w sumie jest normalne i mialam te kilka minut spokoju jak poszla. Wrocila, zaproponowalam kawe, owszem chciala, wiec zrobilam kawe. A ta natychmiast jak tylko kawa przestala sie parzyc otworzyla maszyne gdzie sie wklada pojedynczy pojemnik z kawa i zanim sie zorientowalam co ona robi to juz po niego siegnela.
-- Beth! Zostaw, przeciez to gorace, poparzysz sie! - zanim zdazylam zawolac to ta juz miala pojemnik w rece, wiec zabralam jej, zeby wyrzucic do kosza. Gorace to cholerstwo, gdyby nie wyciagnela to siedzialby tam ten pojemnik do czasu kiedy chcialabym zrobic nastepna kawe, czyli nastepnego dnia.
Sam na pewno by nie wyszedl, a mnie nie przeszkadza.
Wyjelam juz wczesniej mleko z lodowki, wiec jak ja wyrzucalam pojemnik to ona sobie wlala mleka do kawy, kropelka mleka spadla przy tym na stolik. Patrze a ta leci po recznik papierowy i wyciera, nie tylko te kropelke mleka, ale pol stolika przy okazji.
Przy wycieraniu niechcacy popchnela wazonik z kwiatkami, juz poprawia.
Torebke przekladala -nascie razy, raz w lewo, raz w prawo, to znow uklepala zeby stala rowno. Na szczescie zadzwonil jej telefon, przysunela torbe do siebie, szuka telefonu, nie moze znalezc. Patrze, cos sie swieci pod torebka.
-- Beth, telefon jest chyba pod torebka bo cos tam swieci - podpowiadam.
-- Oooo tak, dobrze ze zauwazylas.
Rozmawia przez telefon, wstala, poprawia poduszki na lawie, bo jak siedziala to sie jedna przesunela, poklepuje zeby je na nowo spulchnic.
Ja pierdykam, jeszcze 20 minut do rozpoczecia pracy, moze by jej dac odkurzacz to mi posprzata, przemknelo mi przez mysl, ale na szczescie nie wprowadzilam tego pomyslu w czyn.
Skonczyla rozmawiac, znow siadla, schowala telefon, za chwile przelozyla go do innej kieszonki. Teraz juz musialam zaczac przygotowywac narzedzia tortur, a ze caly czas rozmawialysmy to powiedzialam, zeby sobie siadla wygodnie na lozku na czas kiedy ja wszystko przygotuje.
Siadla, ale co ja rozpakowalam igle czy jakas czesc jednorazowego uzytku nalezaca do wyposazenia maszynki to juz zabierala ten jeden papierek i leciala z nim do kosza.
-- Zrelaksuj sie prosze - zaproponowalam w nadziei, ze przestanie sie krecic.
-- Star, ja nie potrafie, a poza tym sie denerwuje, bo sie boje bolu.
-- Wiem, ze sie boisz, dlatego staram sie zagadac Twoj strach, ale to nic nie pomoze jak sie nie zrelaksujesz - staralam sie przemowic jej do rozsadku.
Dobra, nareszcie moglysmy zaczac, usadowilam ja wygodnie na lozku dostosowujac pozycje do prawie siedzacej z lekko podniesionymi nogami, dla bardziej relaksujacego efektu, nakrylam ramiona recznikiem, podpielam wlosy, zeby nie przeszkadzaly, znow poprawilam recznik na ramionach, bo juz sie zdazyla ruszyc i jedno ramie bylo odkryte.
Ustawilam wszystkie narzedzia, wlaczylam lampe, skierowalam jeszcze strumien powietrza z wiatraka delikatnie na twarz, zeby dodatkowo chlodzil, znow poprawilam recznik. Dalam jej pileczki do cwiczen dloni, zeby mogla cos zaciskac na wypadek bolu. Znow poprawilam recznik;)
Nareszcie moglam zaczac.
Caly zabieg trwal 15 minut.
Skonczylam, podalam lusterko.
-- Star!! Ja Cie kocham!!! Uwielbiam moje brwi, wlasnie takie. Ty jestes artystka!!!
-- Dziekuje, milo mi.
Przylozylam oklad lodowy zabezpieczajac go opaska, zeby nie spadal i zabralam sie za sprzatanie balaganu jaki w miedzyczasie powstal na stoliku.
Po 15 minutach zdjelam kompres, posmarowalam wszystko mascia z antybiotykiem i Beth byla gotowa do wyjscia.
Nie, no nie byla gotowa, bo teraz ona zaczela skladac recznik, ktory miala na ramionach w czasie zabiegu, poprawiac przescieradlo na lozku, a przeciez to wszsytko juz i tak mialam za chwile zdjac i wyrzucic do kosza na bielizne do prania.
-- Beth, prosze Cie, Ty jestes klientka, to ja tu sprzatam - powiedzialam ze smiechem - daj spokoj jakby klientki sprzataly po sobie to musialabym solidnie obnizyc ceny.
Spojrzala na mnie, zastanowila sie chwile i powiedziala:
-- Ja nie potrafie usiedziec spokojnie, w domu jestem 100 razy gorsza. To jest straszne, prawda?
-- No wiesz, moze nie "straszne", ale moja babcia powiedzialaby, ze masz "mrowki w dupie".
-- Mrowki w dupie - powtorzyla za mna - dobre okreslenie, ale ja musze zaczac nad tym jakos panowac, bo szczerze, to juz nikt nie moze przy mnie wytrzymac i wszyscy narzekaja na to moje ciagle poprawianie czegos.
-- Naprawde chcesz nad tym zapanowac? - zapytalam tym razem powaznie.
-- Chce, bo jak tak dalej pojdzie, to nie tylko maz ode mnie ucieknie ale i dziewczyny.
-- Sprobuj medytacje.
-- Nie umiem, nie mam pojecia o czym mam myslec w czasie medytacji.
-- Medytacja polega na tym, zeby wlasnie o niczym nie myslec.
-- To jest niemozliwe, ja mam tyle na glowie!!
-- Jest mozliwe, tylko na poczatek w krotkich dawkach. Zacznij od 2 minut, albo nawet od 1 minuty jesli dwie to za dlugo. Nastaw timer, usiadz wygodnie, zamknij oczy i czekaj az zadzwoni. Na poczatek bedziesz sie musiala zmusic, ale po kilku probach bedzie co raz latwiej.
-- Tak myslisz?
-- Nie mysle, tak wiem - usmiechnelam sie - nie jestes pierwsza osoba, ktorej to poradzilam i wszyscy maja pozytywne efekty. Jedni szybciej, inni wolniej ale wazne zeby nie rezygnowac.
-- Sprobuje, obiecuje, ze sprobuje.
-- To jeszcze obiecaj, ze dasz znac jak Ci idzie.
-- Obiecuje.
Wymienilysmy serdeczny uscisk i poszla.
Nie liczylam na to, ze zadzwoni po tygodniu i powie, ze potrafi siedziec spokojnie pol godziny, ale wiedzialam, ze wczesniej czy pozniej to dziewczyny mi cos powiedza.
Dzis przyszla Jen i juz od drzwi wola:
-- Star, to jest niesamowite!!!
-- Co jest niesamowite? - bo nie kapowalam o co jej chodzi.
-- Matka. Moja matka. Ona Ciebie posluchala i cwiczy doszla juz do 3 razy dziennie po 5 minut.
W ciagu miesiaca 3 razy dziennie po 5 minut, to calkiem niezle jak na osobe, ktora nie potrafila usiedziec minuty. Dobrze, ze sie nie poddala i cwiczy.
A moze ja w takim razie powinnam zaczac cwiczyc jazde na mopie? ;)
Eee chyba sobie daruje:P

35 comments:

  1. Moja babcia miała lekkiego bzika na punkcie sprzątania - też ciągle ganiała ze szmatką, wszystko pucowała i wszystko w domu stało lub leżało "pod sznureczek", co do milimetra.A ja byłam i jestem bałaganiarą, więc wyobraz sobie jak się męczyłyśmy nawzajem.Ale posiedzieć spokojnie potrafiła, gdy już wszystko było wypucowane, lśniące, pachnące i stało na baczność.A po pokoju cały czas poruszała się na suknach, żeby parkiet też lśnił.
    Wiesz, ja też za wyrywna do roboty nigdy nie byłam, zawsze uważam,że nie ma sensu sprzątać przed przyjściem gości bo cudów nie ma, zawsze się nabrudzi gdy przyjdzie więcej osób, to nieuniknione. I nie dostaję pypcia na mózgu gdy się coś komu rozleje czy spadnie.Wszak są obrusy plamoodporne, no a jeśli się nie spierze to trudno-wyleci do kosza.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, mialysmy chyba te sama babcie:)) I moja tez potrafila usiasc, ale wlasnie jak juz wszystko bylo wypucowane. Wtedy babcia siadala i napawala sie widokiem, zapachem pasty do podlogi. Nikt nie smial w babcinym krolestwie nic ruszyc, bo legenda glosila, ze wystarczy tylko otworzyc i zamknac szafke czy szuflade i babcia juz zauwazy:)))
      A ja mam dokladnie jak Ty;)) I obrusy plamoodporne kocham miloscia wielka.

      Delete
    2. Kurcze, chyba jednak jesteśmy z jednej prywatki:)))))

      Delete
  2. Star:) Lubię Twoje opowieści:)czuje się jakbym była razem z Tobą w Twoim gabinecie:) Robisz świetną robotę i sprawiasz na mnie wrażenie, bardzo fajnego ciepłego człowieka. Ciesze się, że mogę czytać Twojego bloga, Mar (pozdrawiam z Polski, dziś piękny dzień, słońce i pierwszy meczyk Euro:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mar, bardzo mi milo:) Wiem dzis pierwszy mecz Polska-Grecja nawet moj syn pytal czy bede ogladac, co mnie zdziwilo, bo ja niesportowa. Ale on widocznie po tatusiu ma te sportowe geny, bron buk nie do uprawiania sportu, ale do ogladania i owszem;)

      Delete
  3. Świra sprzątania rozumiem;-)))) Jednak mój, na szczęście, nie poszedł tak daleko. Oraz pracuję nad sobą w tym względzie.... no skłamałam, bo tak naprawdę z wiekiem się uspokajam. Jak czuję duże zmęczenie to się nawet umiem położyć i drzemnąć, mimo, że na stole pozostają brudne naczynia. To dla mnie wielkie osiągnięcie;-))) No i nie usuwam każdej plamy w chwili jej powstania. Natomiast jak jest ich już kilka, np w kuchni, to wówczas już powstrzymać się nie umiem i podążam po całym mieszkaniu usuwając wszystkie plamki... oraz bardzo się za ten imperatyw nie lubię. Myślę, że Beth czuje podobnie

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, Ty sie z wiekime uspokajasz i ja tez widze, ze wiele rzeczy przychodzi z wiekiem, czlowiek jest bardziej wyluzowany i rzuca sie jak wesz na grzebieniu o kazda pierdole:) Ale Beth ma 67 lat, wiec jakos ten wiek nie bardzo na nia dziala.
      Ta kropla mleka, ktora kapnela na stolik jak nalewala sobie mleko do kawy, to ja ja tez katem oka zauwazylam, ale nie szaleje w takich momentach bo klientka/gosc moze sie poczuc jak pod lupa. Myslalam po prostu, ze dam jej spokojnie ta kawe wypic, a krople mleka sprzatne jak bede wyrzucac kubek, tak wiesz, bez paniki.
      Ale ona sprzata wszystko bez wzgledu na to gdzie jest;)

      Delete
    2. Beth to, zdaje się przypadek na terapię natręctw. Co innego porządkowanie swoje przestrzeni czy nawet świr na punkcie czystości, a co innego nie móc się powstrzymać poza swoim domem. I u Beth to chyba nie tylko mania sprzątania, ale porządne ADHD. A to, zdaje się już nie bardzo do zaleczenia w bardzo dojrzałym wieku

      Delete
    3. Na pewno przypadek Beth jest jakis specyficzny, bo jak piszesz wiekszosc ludzi potrafi sie powstrzymac jak nie sa "u siebie". I wyobrazam sobie jak to jest uciazliwe dla otoczenia, zwlaszcza Jen narzeka, bo matka czesto pomaga jej przy dzieciach, a te z kolei reaguja podwyzszona aktywnoscia w jej obecnosci. Dobrze, ze chociaz stara sie to jakos opanowac, w sumie kazda, nawet minimalna poprawa bedzie duzym osiagnieciem.

      Delete
    4. Jasne. Już samouświadomienie, że mam problem jest sukcesem.

      Delete
  4. może nie stricte na temat postu, ale związana będzie moja wypowiedź. Zastanawiam się nad tym jak nieoceniona jest Twoja działalność zawodowa. Bo tak naprawdę zaczynam się zastanawiać czy upiększasz ludzi, czy bardziej to zewnętrzne upiększanie jest tylko pretekstem do upiększania/uzdrawiania wnętrza Twoich klientek czy klientów. Wiele osób potrzebuje pomocy psychologa, lecz przed nią się broni uznając ją jako ewentualny przyczynek do uznania ich za osoby z zaburzeniami umysłowymi. Wciąż łącza niektórzy psychologię z psychiatrią. Poza tym niektórzy w ogóle nie widza potrzeby w takiej wizycie, mimo, iż otoczenie obserwuje co innego. Taka wizyta u zakamuflowanego psychologa, bo ja absolutnie za kogoś takiego Ciebie uważam, może być zbawienna dla wielu osób. To, że córki proszą Ciebie o popracowanie nad mamą jest tego najlepszym przykładem. Ja bym chętnie do Ciebie wpadła na regulację brwi;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, w tutaj akurat ludzie chodza do psychologa armiami calymi. A juz po 11 wrzesnia to bylam chyba jak dinosaur, "jak to twoj syn byl tak blisko, a ty nie idzesz do psychologa!!!". Problem polega na tym, ze ludzie traktuja psychologa jak cudotworce, ktory za nich odwali czarna robote, a niestety psycholog moze tylko ukierunkowac, a czarna robota zostaje pacjentowi. Ja poniewaz nie stac mnie bylo na psychologa, to musialam sobie sama wejsc w glowe i poprzestawiac meble:)) Ale pamietam jak pierwszy raz wybralam sie na seans hipnotyczny i pani po godzinie powiedziala "ciebie sie nie da zahipnotyzowac bo ty jestes control freak" bo tak sie nie potrafilam zrelaksowac. I to ona mi wlasnie poradzila te kilku-minutowe seanse relaksu, wiec wiem, ze to dziala. Moje klientki traktuja mnie troche jak kolezanke z wiekszym doswiadczeniem, czesto jest trudno zwierzyc sie matce z pewnych spraw, bo nie chca sprawiac klopotu. Matka to matka zawsze reaguje przez pryzmat emocji, a ja na luzie, wiec dziewczyny opowiadaja rozne historie a ja jak moge to staram sie przedstawic inny punkt widzenia:)))
      No i maja zaufanie, bo takie zwierzanie sie u mnie niczym nie grozi.
      Fajnie byloby gdybys mogla wpasc, obojetne na co!!! A moze kiedys bedzie okazja i wybierzesz sie w podroz przez ocean:)

      Delete
    2. miałam na myśli realia polskie, a Amerykanom zawsze zazdrościłam tego, że potrafią leczyć swoje dusz:)


      Ja zapewne nie wybiorę się, bo podróż samolotem nie jest dla mnie, ale mój mąż i córka wybierają się w następne wakacje na 2 tygodnie do NY:) I pewnie przed ich wyjazdem będę Cię prosiła o radę, ale to jeszcze nie ten czas:)

      Delete
    3. Ivo, jesli tylko bede mogla w czyms pomoc, czy doradzic to zrobie to z wielka przyjemnoscia:)) Tak myslalam, ze w Twoim przypadku tyle godzin w samolocie moze byc problemem, ale myslalam juz po fakcie, jak napisalam;)

      Delete
  5. Oj sporo znam takich zwariowanych na punkcie sprzatania i porzadku kobiet. Bo to zwykle kobiety, niestety. Faceci sa bardziej wyluzowani. Mnie tez to meczy i staram sie unikac. Jest u nas w pracy kobieta, 56 lat. Ta to ma pierdolca. Nie pije kawy z pracowego coffee maker, bo wedlug niej jest on brudny (!) i nie czyszczony od wieku w srodku. Fakt, ze w srodku go sie raczej nie myje, jedynie plucze i z tego co wiem nikt go tez nie 'odkamienia'. Nie mozna powiedziec, ze jest brudny, bo ciagle robimy w nim kawe, woda, ktora wlewamy na kawe sama go niejako plucze. Z wierzchu oczywiscie jest czysty, bo go wycieramy. Ale ona sie nie napije kawy z tego ustrojstwa! No to nie! Jej strata. Ma jednak o wiele bardziej denerwujacego pierdolca, bo ciagle wymienia rolki papieru toaletowego w lazience na nowa nawet, jak jest jeszcze na starej papier. Czasami tego papieru naprawde jest sporo a ona wymienia. Stawia taka niedokonczona rolke kolo umywalki. Tego juz nie rozumiem? Krepuje sie jednak spytac jaki ma w tym cel, bo jesli uwaza, ze ten papier juz sie do niczego nie nadaje (?), to niech ta rolke wyrzuci do smieci a nie stawia na wystawe! A w ogole to ona dzwoni do swojego 30 letniego syna aby go obudzic, coby nie zaspal do pracy! Control freak do potegi n-tej:)))Oprocz tych dziwactw, ktorych ma sporo, bo nie o wszystkich napisalam, jest bardzo mila kobieta. PS A mrowki w dupie to ja tez, jako dziecko mialam. Moja babcia usuwala wszystko ze stolu z zasiegu moich rak, bo kazdy przedmiot musialam dotknac, przestawic, postukac nim itd

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, no sa tacy ludzie, ja mam klientke, ktora jak tylko wchodzi to natychmiast dopada umywalki i myje rece, potem jeszcze uzywa Purell. Nawet specjalnie dla niej mam Purell w obu pokojach, sama tez uzywam, ale bez przesady, nie mozna wyjalowic skory zupelnie.
      A skoro juz wspomnialas o kamieniu w coffee maker, to czy zauwazylas, ze tutaj nie narasta kamien np. w czajnikach? Ja mam czajnik, ktory ma juz prawie 20 lat i nie ma w nim ani grama kamienia. Pamietam, ze w Polsce zawsze trzeba bylo w jakis sposob likwidowac kamien, bo ciagle narastal.
      Ta Twoja pracowa kolezanka to tez troche uciazliwy egzemplarz;) tej wymiany papieru toaletowego na nowa rolke nie rozumiem, no ale takich rzeczy sie chyba glownie nie rozumie:))

      Delete
  6. :) świetny sposób! Ja uwielbiam medytować! Dałaś mi też troszkę do myślenia czy tym jak się czujesz u sprzątających... bo ja też dużo sprzątam kiedy są u mnie goście... muszę to przemyśleć :)

    Udanego dnia!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. MM, ale moze to tylko ja jestem taka przewrazliwiona na sprzatanie w mojej obecnosci, bo jestem len do potegi n-tej:)) Wiesz ja tez sprzatam, bo wiadomo, ze jak sa goscie na obiad, to po daniach glownych jak mam podac deser musze sprzatnac, ale nie robie tego w takim pospiechu jak robila to Ania;))

      Delete
  7. uwielbiam Twoje literki !
    powiem że czyta się Ciebie jak Chmielewską ;-)
    a całą opowieść zakończę
    "praktyka czyni mistrza :-)"

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, ja pisze dokladnie tak jak mysle i gadam:) Po prostu zapisuje to co mi sie pomyslalo/powiedzialo:)

      Delete
  8. Nie Star, nie tylko Ty jesteś na to uczulona, ja również nie znoszę, jak kogoś nie stać na to, żeby poświęcić mi odrobinę czasu, skoro już wpadłam z wizytą. Nie idę się do nikogo najeść, ani napić, a już na pewno nie idę na inspekcję sanitarną ...hahaha ,głównym celem jest towarzystwo, a poczęstunek może być przy okazji,jak już.
    Tym czasem u takich "sprzątających", wszystko sprowadza się do nakarmienia mnie, napojenia i posprzątania po mnie, a pogadać nie ma ani kiedy, ani z kim, nie ma klimatu.
    Ja zostawiam wszystko jak mam gości, sprzątam jak już wyjdą. Lubię gości, lubię towarzystwo i lubię sobie z gośćmi posiedzieć i pogadać.
    Poczęstunek, to myk, myk i już wszystko na stole, czasami coś się dostawi, coś wrzuci do zlewu, ale paplanie, gadanie i bycie razem jest najważniejsze :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Liv, jak zapraszam gosci na obiad z jakiejs okazji lub nawet bez okazji, ale bo mam ochote, to wtedy jest wszystko na tip top przygotowane na 15 minut przed przyjsciem gosci i w sumie panuje pelny bon ton ale tez bez szalenstwa. Moge sie narobic przed, ale jak juz goscie sa w domu, to wtedy ja tez jestem gosciem.
      Natomiast jak ktos wpada na kawe/pogaduchy to jest absolutny luz. Przy czym tak w jednej jak i drugiej sytuacji liczy sie towarzystwo i wygoda gosci, chce sie polozyc, niech lezy, chce siedziec do gory nogami, prosze bardzo itp:)
      Wspanialy mial na poczatku taki zryw, ze jeszcze goscie przy stole a on zaczyna sprzatac, ale wytlumaczylam, ze goscie sami kiedys pojda i nie nalezy ich poganiac;)) Teraz siedzi na dupie spokojnie.

      Delete
  9. Beth ma klasyczne OCD (obsessive-compulsive disorder), medytacja moze troche pomoc sie wyciszyc, ale zrodla problemu nie usunie - cos wywoluje napiecie, ktore ona stara sie nieswiadomie rozladowac poprzez swoja nieustajaca aktywnosc.
    Jesli chodzi o obsesje czystosci to u podloza moga lezec 2 dosc powszechne sprawy - nierozladowanie seksualne (brak orgazmu znaczy) oraz molestowanie w dziecinstwie.

    Stardust, jestes kosmetyczka idealna - upiekszasz cialo i pomagasz duszy :)
    I nawet z pisanego mozna poczuc, ze robisz to naturalnie. W odroznieniu od wielu pan kosmetyczek i fryzjerek, ktore nie maja tego daru, ale slyszaly/czytaly, ze powinny i niezdarnie uslluja klientki na sile relaksowac.
    Jedno mnie zaintrygowalo - piszesz, ze kobieta czekala godzine az znieczulenie zacznie dzialac.
    Nie umawiasz na ten czas nikogo innego na cos szybkiego albo nie proponujesz innego zabiegu (np. manicure/pedicure/owdlasiania) w tzw. miedzyczasie?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czarownico, ja wiem, ze medytacja czy relaks nie usunie przyczyny, ale niech ona chociaz troche usiadzie spokojnie na dupie;)) No i mysle, ze jak sie nauczy relaksowac i wyciszac, to przy okazji w spsob naturalny moze troche zwolnic. Tak bylo ze mna, ze jak sie juz potrafilam wyciszyc to nagle zaczelam doceniac ten czas i przy okazji zauwazylam, ze swiat si wcale nie zawalil tylko dlatego, ze ja nie latam w kolko za swoja wlasna dupa;))

      Co do czekania az znieczulenie zacznie dzialac, to ja umawiam takie wizyty jako ostania danego dnia, bo to wymaga troche przemeblowania moich narzedzi i sprzetow, wiec nie lubie tego robic w srodku dnia. W moim zakladzie jestem sama, nie mam zadnych innych pracownic, ktore robilyby inne zabiegi. Manicure/pedicure robi u nas manikiurzystka a nie kosmetyczka, ktora zajmuje sie tylko twarza i zabiegami "odkrzaczania":P Beth nie korzysta z zadnych innych zabiegow wiec musiala sie zadowolic samym czekaniem.

      Delete
    2. A ja myślę, że medytacja, czy relaks, to świetny pomysł i jest to pierwszy ważny krok, który może w konsekwencji pomóc dotrzeć do przyczyn. Mój syn miał coś takiego od urodzenia i uporał się z tym w dorosłym życiu zaczynając od medytacji. Nie rozładowywał się sprzątaniem, co prawda, ale był w nieustannym ruchu. Jako student wychodził z wykładów, bo nie mógł wysiedzieć na wykładach. Teraz jest oazą spokoju, to jeden z przykładów jakie osobiście znam, ale nie jedyny. Dotyczy to różnych ludzi, różnych przyczyn, ale medytacja i wyhamowanie tej nieświadomej nadpobudliwości, to podstawa.

      Delete
  10. makijaż permanentny to się nazywa :)

    a co do "śrupie w dupie"- bo u mnie się na to tak mówiło - to chyba łagodne w przebiegu adhd. ja to miałam. zostało w życiowych wariactwach. dziecko to ma. zobaczymy co będzie jak będzie dorosły. jestem pewna że to własnie Twoje mrówki!

    i uprzejmie donoszę, że do przerwy jest 1:0 dla nas ! :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, a wiesz, ze nie mialam pojecia jak przetlumaczyc Permanent Makeup???? to juz jest szczyt demencji chyba:))))

      Ja sie ustatkowalam dopiero po 50tce, wiec masz jeszcze sporo czasu;))

      Dzieki za doniesienie, ja mialam goraca linie z Potomkiem, kotry mnie informowal na biezaco co sie dzieje, tylko zglupialam jak mi powiedzial, ze jakis Titun obronil rzut karny:)))) Za cholere nie moglam sie domyslic co to za nazwisko, teraz wiem, ze Tyton:)))

      Delete
    2. no to faktycznie przekombinowałaś :)))))))))))))

      Delete
  11. Tez miałam mrówki w dzieciństwie ;-)
    Stardust podziwiam, że Ci się chce ludziom pomagać, że z nimi rozmawiasz.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, bo ja tak naprawde mimo mojej zolzowatosci to jestem dobry czlowiek:)) I lubie ludzi, a wiekszosc z moich klientek jest ze mna od ponad 20 lat, to kawal zycia!!
      Pamietam jak konczyly studia, pamietam wszystkie rozterki randkowania, sluby, ciaze, w kilku przypadkach rozwody i powtorne sluby... oj nazbieralo sie tego;)))

      Delete
  12. To moze pogadaj tez z moja tesciowa, bo ona ma ze trzy mrowiska w dupie. Albo jest to jakaś obsesja czy inna mania sprzątania.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, chetnie bym pogadala, ale wiesz nie bardzo jest jak;) To moge tylko wspolczuc, na szczescie mieszkasz daleko, wiec nie musisz tego znosic:)) Emigracja w takich przypadkach jest prawdziwym blogoslawienstwem.

      Delete
  13. Ostatnio co nie usiądę, to zasypiam, dziś na huśtawce się położyłam żeby na chwilę odpocząć i przespałam w tym ciepełku od razu dwie godziny :)
    Wrócę do próbowania medytacji, jak odeśpię :))
    pozdrowienia!

    najczęściej zmywam od razu, ale ostatnio jak nie mam ochoty, potrafię zostawić parę rzeczy w zlewie i pozmywać dopiero po dwóch-trzech porcjach jedzenia. Jak na mnie to sukces.
    Głównie przed popadnięciem w przesadę powstrzymują mnie przestrzenie, które mam do obrobienia, bo całego dnia nie wystarcza na dokładne posprzątanie całego domu, ale ogólnie muszę mieć w miarę jako-taki porządek, a już na pewno w miejscu pracy, bo inaczej nie umiem się skupić.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...