Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, June 27, 2012

W tym samym parku, lata wczesniej

Komentarz Ove do poprzedniej notki przypomnial mi inna przygode, ktora zaliczylam w tym samym parku, z tym, ze ok. 18 lat wczesniej.
Bylam wlasnie po operacji stopy i korzystalam z 4 tygodni zwolnienia lekarskiego, nie dlatego, ze bylo ono konieczne, ale bylo mozliwe, wiec dlaczego nie wykorzystac.
Tym bardziej, ze byl piekny czerwiec, pogoda super, komu chcialoby sie kustykac w bucie pooperacyjnym do pracy? No to wzielam to zwolnienie z podziekowaniem wielkim i korzystalam z urokow pieknego lata.
Wieczorami jezdzilam ze znajomymi na plaze lub na homary do pobliskiego Long Island, a w dzien?
No coz w dzien zdana sama na siebie i wlasna pomyslowosc zwykle zabieralam kocyk, cos na zab, wode do picia, zuczka do masazu i zapitalalam autobusem do parku.
Tam rozkladalam sie na kocyku i masujac zuczkiem moja stope przez bandaze poddawalam moje grzeszne cialo kapielom slonecznym, oczywiscie z uzyciem sunscreen, ale i tak udalo mi sie uzyskac w ciagu tych 4 tygodni ladna opalenizne, nie za duzo, ot tak aby nie straszyc przezroczysta biela skory.
Ludzi w parku przy ladnej pogodzie jest zawsze mnostwo, na poczatek kazdy stara sie rozlozyc w przyzwoitej odleglosci od innych, zeby nie przeszkadzac, ale jak sie robi gesto, to wiadomo jest gesto.
I tak wlasnie pewnego dnia kiedy juz bylo calkiem gesto, obok mojego kocyka rozlozylo sie dwoch mlodych mezczyzn (wiek ok. 25 - 30 lat pi razy drzwi). Lezeli, siedzieli, gadali, potem dolaczylo do nich jeszcze dwoch i zaczeli grac w karty.
Sila rzeczy, ze wzgledu na bliskosc naszych kocykow wpadlo mi w ucho, ze jeden z mlodych nie bedzie dlugo bawil w towarzystwie bo musi zrobic pranie, jak rowniez wpadlo mi w ucho, ze tenze mlody czlowiek przyjechal do parku samochodem.
Pozornie nic nieznaczace informacje, ktore wkrotce okazaly sie dla mnie bardzo wazne.
Sama mialam sie zamiar niedlugo zbierac, w butelce zostalo juz niewiele wody, wiec zaczelam ogarniac klamoty, najpierw na siedzaco, ale i tak poczulam, ze jest mi niedobrze, znaczy slabo i obawialam sie, ze jak wstane do skladania kocyka, to raczej przywitam sie z gleba.
W perspektywie mialam stanie na przystanku i czekanie na autobus w pelnym sloncu....
Niedobrze...
Ocenilam sytuacje i stwierdzilam, ze mam dwie mozliwosci:
Pierwsza ambitna, wstac i sprobowac zebrac reszte klamotow mdlejac przy tym klasycznie, lub nawet jesli uda mi sie dojsc do przystanku to pewnie zemdleje tam zanim dojedzie autobus, mniej klasycznie ale pod grozba, ze samotnie.
Druga mniej ambitna, poprosic mlodych o pomoc.
Jako ze jestem malo ambitna, to wybralam druga mozliwosc i zwracajac sie w kierunku grajacych w karty chlopakow powiedzialam:
-- Przepraszam bardzo, ze przeszkadzam, ale troche slabo sie czuje...
Nie zdazylam nawet dokonczyc kiedy spojrzeli na mnie i jeden powiedzial:
-- Oj, Ty naprawde jakas zielonkawa jestes.
-- Jak mozemy Ci pomoc? - zapytal drugi.
Wyjasnilam wiec, ze musze dojechac do domu i obawiam sie, ze nie dam rady autobusem.
Chlopak, ten od prania i samochodu natychmiast zaproponowal, ze owszem on mnie moze odwiezc, ale musze chwile poczekac, bo jego samochod jest zaparkowany rowniez w pelnym sloncu i pewnie sie juz dobrze nagrzal, wiec on najpierw pojdzie i wlaczy klimatyzacje.
Jak powiedzial tak zrobil i po nastepnych 10 minutach wszyscy czterej pomogli mi zebrac reszte klamotow, nawet poczestowali woda ze swoich zapasow, zapakowali do samochodu i pojechalam.
Mlody czlowiek okazal sie na tyle pomocny, ze jak podjechalismy do mnie i powiedzialam, ze mieszkam na drugim pietrze (dom trzyrodzinny, bez windy) to jeszcze zaniosl mi moje klamoty na gore.
Pozniej co niektorzy dziwili sie, ze mialam odwage poprosic zupelnie nieznajomych o pomoc.
Ja z kolei uwazam, ze ryzyko, ze ktos mnie w takiej sytuacji gdzies wywiezie, zgwalci, zamorduje jest niewielkie, a wiekszosc ludzi jest chetna do pomocy.

I skoro juz o wspomnieniach z tego parku mowa, to musze przypomniec, ze to ten sam park, w ktorym lata pozniej Wspanialy przekonal mnie, ze tak wygladaja szczesliwi ludzie. To wlasnie w tym parku postanowilismy sprobowac jeszcze raz, co sie okazalo najbardziej sensowna z moich zyciowych decyzji:))
Jak widac, mam tam troche wspomnien i moze dlatego darze ten park sentymentem.
Licho wie?

25 comments:

  1. Tak sobie mysle, czy ten patent mozna by zastosowac bedac facetem. Ja, dajmy na to, okolo czterdziestki, obok na kocyku cztery piekne, mlode dziewczyny lat 25 - 30 (jak sie ma samemu 40, to kobieta przed 30 jest dziewczyna). One chichocza i szczebiocza, a ja mowie: "szeszam... slabo sie czuje..." One podbiegaja i pytaja "gdzie pana zawiezc?" I potem jedna mnie podtrzymuje, druga podaje wody, trzecia sklada moj kocyk a czwarta patrzy w oczy i pachnie subtelnie Chanele No 5. A ja mowie, ze to nic, zaraz przejdzie, lecz na przekor tym slowom zachwiewam sie lekko, a ona, ta ktora pachnie szanelkami, mowi, ze pojedzie ze mna, na co ja jakby trzezwieje i zgadzam sie ochotnie. A potem jedziemy. Moze byc autobusem, nawet lepiej, bo dluzej :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. :)))) Nie wiem czy zadziala, ale przeciez zawsze mozesz sprobowac:)) Ja mialam taki okres w zyciu, ze mdlalam jak przyslowiowa mucha, ale nigdy nie upadlam i nigdy nie zrobilam sobie zadnej krzywdy. Zawsze w pore udalo mi sie zlapac jakies meskie ramie:))) Za kobiecym sie nawet nie rozgladalam, bo ja, wiesz... kawalek baby jestem;))))
      Raz tylko w panice (nie bylo w poblizu odpowiedniego ramienia) wlazlam do fontanny na dolnym Manhattanie i samo przeszlo:)))

      Delete
  2. Faktem jest, że nie tak łatwo zdobyć się na poproszenie o pomoc obcych, przypadkowych ludzi. Ale prawdą też, jak mówisz, że ryzyko, że trafi się na drania też dużo mniejsze niż gdyby ktoś sam, z nieprzymuszonej woli rzucał się nagle do pomocy.
    Spójrz na tę historię jeszcze z tej strony, że urok osobisty, przez 18 lat, wcale Ci się nie wypalił;-))))))))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, generalnie nie jest latwo prosic o pomoc obcych w kazdej sytuacji. Z drugiej strony, ja zawsze wychodze z zalozenia, ze najgorsze co mnie czeka jak poprosze o pomoc to ktos odmowi, a to nie jest koniec swiata. Odmowi jeden pomoze drugi, tak ten swiat dziala.
      Tak jak pisalam w poprzedniej notce, w odpowiedzi na Twoj komentarz, tutejsze spoleczenstwo ma gleboko zakorzeniona te zasade "nie wtracania sie" co w sumie przenosi sie na "brak zainteresowania" cudzym zyciem, ale jak dasz w jakikolwiek sposob sygnal, ze potrzebujesz pomocy to na 95% ja dostaniesz. W wiekszosci przypadkow nikt nie zauwazy, ze potrzebujesz pomocy, a nawet jak zauwazy, to nie bedzie sie chcial wtracac. Natomiast jak powiesz glosno, to zupelnie inna sprawa. Dziwne, ale ostatnio widzialam kilka plakatow z haslem "don't mind your own business" czyli odwrotnosc tego co bylo wczesniej. Widocznie zaczynaja zauwazac, ze tu jest potrzebny jakis balans miedzy szacunkiem dla cudzej prywatnosci a zyczliwym zainteresowaniem.
      Bo jednak jesli zza sciany codziennie dobiegaja odglosy awantury to warto sie tym zainteresowac zanim dojdzie do tragedii, jesli na chodniku lezy czlowiek to moze niekoniecznie tylko dlatego, ze jest nacpany.
      Podoba mi sie to co napisalas o uroku osobistym;))) wiec biore jak moje:)))

      Delete
    2. Bierz, bo Twoje;-)))))
      A zainteresowanie życiem czy tylko zachowaniem drugiego człowieka, jeśli utrzymuje się w granicach rezerwy i życzliwej obserwacji jest potrzebne w każdym społeczeństwie. U nas jednak jest dziwnie, bo albo wścibstwo, które z siekierą gonić albo obojętność. Szczególnie ta obojętność dotyczy tego, co za ścianą. Pokutuje (katolickie?) nie wpieprzanie się w sprawy rodzinne. Jak tragedia długotrwała wychodzi na jaw, to nagle sąsiedzi się odzywają: no słyszałam...czasem mi się zdawało, ale co ja się będę wtrącać. A dalej szloch, że ktoś dziecko zakatował. Szloch po części z poczucia winy, że sąsiad czuł, że dzieje się tragedia, ale TV głośniej sobie strzelał i zagłuszał

      Delete
    3. Zante, w kazdym spoleczenstwie sa rozne typy. Ja naprawde nie wiem jak jest poza NYC, tam gdzie psy dupami szczkaja i slonce sciaga sie grabiami, a w niedziele wyspiewuje hosanny i organizuje dzieciom Jesus Camps. Tak u nas tez nie brakuje oszolomow:)) Cala czerwona (politycznie) Ameryka to mentalnosc PiSu, ludzka glupota jest bezgraniczna i rozprzestrzenia sie wszedzie na swiecie. Wiesz jak czasem patrze, czy czytam o tej mentalnosci to mysle, ze moj prapradziadek, ktory w zyciu nie widzial ksiazki na oczy i nie mial olowka w rece byl madrzejszy, a przynajmniej tak wynika z opowiesci rodzinnych.
      I ludzie sie dziwia ze jak popieram prawo do aborcji, ja nie tylko prawo do aborcji popieram, ale uwazam, ze nalezy dodac specjalny wpis do Konstytucji o przymusowej kastracji debilow:))
      No, tolerancyjna jestem, nie nawoluje do zabijania tych co juz zyja, ale uwazam, ze nalezy zrobic wszystko zeby nie mogli sie rozmnazac:)))

      Delete
    4. Znaczy się wiesz, ja bym dla takich rezerwaty tworzyła. Nawet podatek na nich płacić mogę. Tylko, żeby nie było ich wszędzie pełno.
      A tak przy okazji już miałam Cię dawno pytać i zawsze mi umyka. Wielokrotnie używałaś określenia takiego lub podobnego: Cala czerwona (politycznie) Ameryka to mentalnosc PiSu.... Mnie się "czerwony" kojarzy tylko z komunistą, skrajnym lewactwem, a z Twojego kontekstu wynika coś innego. Co to właściwie znaczy czerwona Ameryka?

      Delete
    5. Dobre pytanie Zante:) Widzisz nasi konserwatysci, prawicowcy, czyli republikanie najbardziej na swiecie boja sie komunizmu, ale w swoim kretynizmie wybrali sobie jako symboliczny kolor wlasnie czerwony, ktory jest od wielu lat symbolem komunizmu.
      Teraz widzisz jaki to poziom umyslowy:))))

      Delete
    6. Bardzo dzięki. T., mąż znaczy też dziękuje za wyjaśnienie, bo bywało, że odczytywałam Mu jakieś Twoje komentarze polityczne i w tym punkcie zawsze wątpiliśmy czy dobrze rozumiemy.

      Delete
    7. Znate, w niektorych dziedzinach to przy naszych czerwonych idiotach nawet Jaroslaw wyglada jak geniusz:)))

      Delete
    8. Nieeeeeeeeeeeee! To jeeeeeeeeeest nieeeeeeeeeeemożliwe! Nie ma takiej sytuacji! Widziałaś kiedyś galerię zdjęć po wpisaniu w wujka google "Jarosław Kaczyński" i kliknięciu grafika?? Spróbuj. Gwarantuję uśmiech od ucha do ucha lub jak mawia mój syn: banan na ryju

      Delete
    9. Nie, no wyglad to on ma faktycznie klasycznego cwoka ze wsi:) Ale chodzi o mentalnosc.

      Delete
    10. O co Ci chodzi to ja wiem....ja tylko uzupełniłam obraz obrazkiem. Musisz przyznać, że bardzo kompatybilnie jest ;-))))))

      Delete
  3. A może 28 lat temu było bezpieczniej niż teraz ??

    ReplyDelete
  4. i licho nie śpi!
    Pewnie zrobiłabym to samo wtedy będąc na Twoim miejscu, jakkolwiek z perspektywy czasu nie jestem taka odważna.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, licho nie spi to prawda, ale tez wierze, ze ryzyko jest minimalne. Jak pisalam wyzej mialam okres, za mdlalam w roznych okolicznosciach i zawsze znalazl sie ktos kto pomogl. Raz nawet przydarzylo mi sie w miejskim autobusie, zapchany byl bo to akurat w godzinach szczytu, bylam za mloda zeby ktos ustapil mi miejsca i fiknelam. Kierowca zjechal na pobocze, ktos wtedy dopiero mnie usadzil na siedzeniu, a jeszcze inny ktos wyskoczyl do pobliskiego sklepu po wode. W sumie zatrzymalam ten autobus na dobre 10 minut, bo dojechalismy dopiero jak nie tylko mowilam ale wygladalam na to, ze czuje sie lepiej. Nikt nie oponowal, a mnie bylo glupio bo przeciez to byla pora kiedy ludziom sie spieszy do domu po pracy.
      Od tamtej pory staralam sie unikac takich sensacji w srodkach miejskiego transportu, bo praktycznie obowiazkiem obslugi autobusu czy pociagu jest w takich sytuacjach wezwanie pogotowia, o czym ja nie mialam pojecia. Nauczylam sie jezdzic z butelka wody z lodem, z podrecznym wiatraczkiem na baterie;)) Potrzeba jest matka wynalazku:))

      Delete
  5. Ech... miałam na myśli 18 lat temu wrrrr....

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jasna, nie przejmuj sie 28 czy 18 niewielka roznica;) Chociaz 28 lat temu to wlasnie przyjechalam tutaj i mysle, ze zdecydowanie jest bardziej bezpiecznie teraz niz wtedy. Moze to kwestia przyzwyczajenia, na pewno tak, ale tez statystyki kryminalne NYC sa zdecydowanie nizsze niz byly te 28 lat temu.
      Przestepstwa sa, byly i beda, zawsze i w kazdym zakatku swiata, tego sie nie da uniknac. Tam gdzie sa ludzie, sa zawsze rozni ludzie, a wiec i rozne przypadki.
      Bezpieczenstwo to tak naprawde troche zludzenie, bo czy mozemy powiedziec, ze gdzies, czy cos jest bezpieczne?
      Chyba nie:)) Tak naprawde to bezpieczenstwo jest w nas, nikt ani nic nie moze nam zapewnic bezpieczenstwa jesli nie potrafimy o nie sami zadbac, odpowiednio ocenic sytuacji w pore. Tylko chyba w naturze czlowieka od samego poczatku istnieje potrzeba poczucia bezpieczenstwa i jest ona tak ogromna, ze nawet zludzenie nazywamy bezpieczenstwem. A naprawde jak pomyslec to nic nie jest bezpieczne.

      Delete
  6. Jak miałam jakieś 15 lat, to któregoś razu też mi przyszło do głowy, że zaraz zemdleję. Akurat byłam w kościele, na jakiejś wściekle opakowanej ludźmi mszy, było mi strasznie gorąco w płaszczu i tych wszystkich zimowych wdziankach, więc zarządziłam odwrót i zaczęłam przedzierać się przez tłum w stronę wyjścia. No i tak w trakcie tej drogi poczułam, że świat mi się rozmazuje, potem zrobiło się ciemno i poczułam tylko, że ktoś mnie łapie za ramię. Kiedy się 'ocknęłam', jakiś młody przystojniak sadzał mnie właśnie na ławkę przed kościołem. Do dziś z tego wszystkiego najbardziej pamiętam to, że diabelnie ładnie pachniał!:-P
    Ludzie są chętni do pomocy, to prawda. Ja nawet nie musiałam o nią prosić. Chyba wystraszyłam tego przystojniaka kolorem swojej twarzy i ewentualnością pawia na jego wymuskanym płaszczu!!!:-P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, ja to mialam taki okres w zyciu, ze mdlalam ze stresu. Z czasem nauczylam sie to opanowywac, ale nie zawsze sie udawalo. W kazdym badz razie mialam wtedy rozne przygody:))
      Ale tym zapachem mnie rozsmieszylas, bo ja tez czasem mam gdzies w pamieci zapach zupelnie przypadkowo spotkanych osob i czasem nie wiadomo po co ten zapach wraca. Przewaznie nigdy nie udalo mi sie ich zidentyfikowac, ale sa:))

      Delete
  7. Moja mama raz zemdlala ze stresu, ze nie zdazy do toalety w samolocie. Lecialy z kolezanka na wczasy i dostala potwornych bolesci zoladka. Do toalety byla kolejka (kiedy jej nie ma?). Stala w tej kolejce w wielkim stresie, zdazy czy tez nie zdazy? No i zemdlala, padla plackiem na ziemie, rabnela glowa o podloge. Narobila tym afery na caly samolot, stewardessy zaczely szukac wsrod pasazerow jakiegos lekarza. Cud, ze nie zawrocili samolotu na jakies najblizsze lotnisko, co sie czasem zdarza. Na szczescie szybko doszla do siebie i na szczescie w nieszczesciu nie narobila w gacie;))))))

    Ja nie potrafie w ogole prosic o pomoc;( No chyba, ze byc cos zagrazalo moim dzieciom. Ja na Twoim miejscu bym tam zeszla z tego padola w parku a o pomoc bym nie poprosila. No ten tym tak ma, niestety, nad czym boleje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, Twoja mama byla w tzw. chwilowym stresie podyktowanym konkretna obawa. Ja mialam stres, ktory trwal miesiacami i wiazal sie z prywanta sytuacja zyciowa. Jest to stres dlugotrwaly i w sumie mniej lub bardziej swiadomie jestes pod jego wplywem caly czas. W tym czasie potrafi czlowieka wyprowadzic z rownowagi kazde glupstwo, bo ktos krzyknal, a nie powinien, bo kasjerka za wolno zalatwia, bo swiatlo zmienilo sie z zielonego na czerwone mimo, ze planowalam jeszcze przejsc. To wszystko moze byc powodem omdlenia wtedy:) Pracowalam wtedy w Estee Lauder i spoznila sie klientka, nie mialam na to zadnego wplywu, nawet nie moglam jej opierdolic, wiec wkurwiona wprowadzilam ja do pokoju i zemdlalam:)))
      W sumie stanelo na moim, bo jak babsko zobaczylo ze zamiast niej to ja padlam na loze, narobila wrzasku, dziewczyny sie zbiegly ja musialam lezec z nogami w gorze, a baby nie mial kto zalatwic:)))

      Z tym proszeniem o pomoc, to kiedys dawno tez mialam podobnie, wolalam pasc na pysk i sama wszystko zrobic, chocbym konala to musialam sobie dac rade sama.
      W pewnym momencie zycia nauczylam sie, ze czlowiek tylko tyle dostaje o ile prosi, o ile potrafi sie upomniec, odezwac. I ta prawda dotyczy rowniez pomocy, w kazdej dziedzinie zreszta, wiec sie przemoglam i juz od wielu lat prosze, upominam sie, wolam.
      Zawsze doceniam jak moje wolanie zyskuje pozytywny odzew i widze nawet, ze sam akt pomocy jest bardziej satysfakcjonujacy dla osoby ktora pomaga, a nie dla tej ktora te pomoc otrzymuje.
      Przemysl to co napisalam i powiedz czy widzisz w tym sens.

      Delete
    2. Masz racje, zgadzam sie ze wszystkim, co nspisalas. U mnie to chyba wynika z niesmialosci, nie wiem? Tych chlopakow w parku to pewnie bym sie bala poprosic w obawie, ze mnie mlodziez wysmieje, oleje.... Ja w ogole nie lubie pytac. Wole poszukac sama odpowiedzi, cos sobie sama wydedukowac po swojemu niz zapytac. Piszesz, ze sie przemoglas w ktoryms tam momencie, nie wiem jak to zrobic? Moze musi po prostu przyjsc odpowiedni moment, moze jakies zdarzenie wielkiej rangi? A tymczasem jestm Zosia-samosia:)

      Delete
    3. Moniko, zacznij od tego jak sama sie czujesz w momencie kiedy mozesz komus pomoc, na pewno odczuwasz satysfakcje, ze jestes w stanie to zrobic i rowniez cieszy fakt, ze ktos mial na tyle zaufania do Ciebie, ze o pomoc poprosil. Jak zaczniesz analize od tej strony to zobaczysz, ze bycie po drugiej stronie wcale nie jest takie straszne:))
      I jesli moge doradzic, to nie czekalabym na zdarzenie wielkiej rangi, bo to moze Cie sparalizowac (nie doslownie) tylko wlasnie zaczelabym od takich mniejszych, jak nawet poprosic kogos zeby w supermakiecie zdjal Ci cos z wyzszej polki zamiast samej sie wdrapywac na regal czy machac torebka zeby stracic:))
      Moze w restauracji jak kelner prowadzi do stolika, tez mozesz poprosic, zupelnie z glupia frant, czy moze posadzic was przy oknie, albo blizej baru cokolwiek.
      Takie drobne prosby sa o tyle latwiejsze na poczatek, bo jesli nawet prosba nie zostala spelniona to nie odczuwasz porazki. W koncu to nie wazne czy siedzisz blizej baru czy okna, wazniejsze jest czy jedzenie w knajpie jest dobre:))

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...