Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, June 25, 2012

Zaczynamy od podstaw;)

Wczoraj wieczorem zapowiedzialam Wspanialemu, zeby mnie obudzil o 5tej na rowerkowanie.
Dzis o 5tej Wspanialy przysiadl na brzegu lozka.
-- Prosilas zeby Cie obudzic, ale nie wiem czy powinnas jechac, bo chyba zaraz zacznie padac, a poza tym jest wilgotno na zewnatrz.
-- Dobrze, to chyba sobie odpuszcze.
Ale o 5:30 jak on juz wyszedl z domu, to jednak nie dawalo mi to spokoju, bo wiem, ze w srode na pewno nie bede mogla jechac, bo ide wczesnie do doktora, jutro tez nie wiem, bo musze isc rano do banku i potem na 11ta do pracy, wiec moze mi sie zwyczajnie nie chciec.
Wstalam, wyszlam na zewnatrz.
Owszem jest wilgotno, ale jak bede jechac rowerem to nie bede tego czuc.
Czy bedzie padac?
Moze i bedzie, ale przeciez ja nie z cukru.
Pierdole, zalozylam na siebie szmaty, wode w butelce wystawilam na taras i zajelam sie zamykaniem domu, bo najpierw musze wszystko pozamykac potem isc dookola domu na podworko, zeby wziac rower.
Wyjechalam.
Juz bylam kawalek od domu jak sie zorientowalam, ze zapomnialam wody, zostala w butelce na schodach patio. Szlag by to trafil!! Ale bez wody nie pojade, bo zawsze pije wode, wiec bedzie mnie suszyc.
Kupic tez nie kupie bo nie zabralam lancucha do roweru, wiec nie bede go moga zostawic zeby wejsc do sklepu.
Wrocilam, zabralam wode i zaczelam cala wycieczke jeszcze raz.
Juz bylam w polowie drogi do tej nieszczesnej gorki, ktora pokonuje juz co raz lepiej, jak zaczal padac deszcz. No moze nie padac, ale kropic, za to calkiem duzymi kroplami.
Chyba mi dzis nie jest pisane...
Zawrocilam, ale zanim dojechalam z powrotem do ulicy, na ktorej tez mam pod gore to wlasnie przestalo kropic. Nic tylko sobie ze mna pogoda w chujki pogrywa. Zawrocilam, bo skoro nie dojechalam do samego domu i przestalo padac, to uznalam to za dobry omen.
Pojechalam znow w kierunku parku.
I bylo calkiem fajnie, wiec postanowilam, ze znow przejade trase nad rzeka dwa razy w te i wewte.
Nie bylo slonca, ale wygladalo calkiem przyzwoicie, ludzie chodza, biegaja to co?
Ja nie dam rady? Oczywiscie, ze dam.


Calkiem niezle to wygladalo, prawda?
No wlasnie, powyzsze zdjecie zrobilam w polowie drugiego okrazenia wzdluz rzeki.
Ale jak wracalam to jakis taki wiatr sie wiekszy zrobil, co mi nawet pasowalo, bo nie czulam wilgoci.
Ale nagle patrze w strone rzeki i kuzwa co widze?



Uuuu coruniu, to nie przelewki. Od strony Bronxu zza rzeki nadciaga czarna chumura.
Chyba z woda jada.
Przyspieszylam i zapierdalam, bo przeciez do domu mam jeszcze ok. 30 minut krecenia.
A wybralam sie w bluzce bez rekawkow i oczywiscie w szortach.
Wiatr co raz silniejszy i nawet zaczelo sie blyskac!
No ladnie, zaiwaniam jak maly samochodzik, ale patrze na boki, ludzie jak chodzili tak chodza, jak biegali tak biegaja. Nie jest zle, skoro oni sie nie boja to dlaczego ja mialabym sie bac.
Zanim wyjechalm z parku zaczelo padac, nie mocno, ale wiecej niz poprzednie kropienie.
Kilka osob z tych chodzacych otworzylo parasole, ja nic nie otworze, bo nie mam;)
Zanim podjechalam pod gore, te na glownej trasie to juz bylo po deszczu, troche zmoklam, nie powiem, ale zanim dojechalam do domu to juz wyschlam.
Z tym, ze ledwie przypielam rower do balustrady balkonu i zdazylam wrocic do domu jak zaczelo padac, tym razem solidnie. A pizdryk dzis pokazal, ze dzieki tym powrotom i dwukrotnemu podchodzeniu do wyprawy pokonalam dzis 14.5 km i spalilam 300 kalorii (!!!)
Na 9:30 poszlam do mojego znachora, ktory juz od drzwi przywital mnie okrzykiem:
-- Star! Rowerzystko!! Jestem z Ciebie naprawde dumny.
Jak sie domyslilam juz mu Wspanialy nadal w sobote, ze szaleje na tym rowerze jak glupia.
-- Ja tez jestem z siebie dumna, ale cos mi sie nie podoba.
-- Co takiego?
-- Ja nawet wiem co, ale nie bardzo wiem jak sobie z tym poradzic i zachowac uzebienie w gebie.

-- Ale co jest?
-- Bola mnie kolana, nie jak jade, ale pozniej i wiem juz, ze to jest spowodowane faktem, ze mam za nisko siodelko, tylko kuzwa, ja inaczej nie umiem:(  Boje sie, ze jak nie bede mogla dotknac ziemi, to zaryje pyskiem w asfalt:(  No kuzwa, to takie zabezpieczenie i nie wiem co zrobic.
Znachor to czlek niesamowitej cierpliwosci i wyrozumialosci, dodatkowo sam jezdzi na rowerze codziennie i to nie jakies durne 12km tylko 100km. Co roku spedza rowniez wakacje na rowerze i wtedy zalicza kilkanascie, albo i kilkadziesiat tysiecy km. W ubieglym roku zjezdzil na rowerze poludniowa Francje.
Tak czy inaczej, znachor sie zna, ja znachorowi ufam i to jest najwazniejsze, bo juz wczoraj wyczytalam w internecie, ze problemem jest za niskie siodelko i nawet Wspanialy chcial mi podniesc, ale powiedzialam, ze ja najpierw pogadam ze znachorem.
Dlatego tez zaczelam wizyte od tych zwierzen.
Znachor, czlek madry popatrzyl na mnie i powiedzial:
-- Rozumiem, nie jezdzilas na rowerze wiele lat, wiem, ze czujesz sie pewniej jak masz mozliwosc stanac na nogach. To zupelnie jak ktos, kto nie ma zaufania do wlasnych umiejetnosci plywania i plywa tylko na takich glebokosciach gdzie jak stanie to ma glowe nad woda.
Zanchor chyba w mojej glowie czyta, bo ja wlasnie taka plywaczka tez jestem, jak woda po szyje, to plywam, jak troche glebiej to wpadam w panike i sie topie.
-- Skoro juz wiesz co jest zle, to czy podnioslas wyzej to siodelko?
-- Nie. Wspanialy chcial wczoraj podniesc, ale powiedzialam, ze najpierw porozmawiam z Toba.
-- Bardzo dobrze. Ja wole zeby Cie troche pobolaly kolana, niz zebys wybila zeby - zasmial sie znachor.
-- Tez tak mysle, chociaz nie wiem co tansze, nowa szczeka, czy operacja kolan.
-- Operacja Ci narazie nie grozi, wiec nawet o tym nie mysl. Musisz sie nauczyc startowac i zatrzymywac rower bez siedzenia na siodelku. Mozesz to robic nawet na podworku trzymajac sie ogrodzenia. Ale najpierw nastaw sie na to psychicznie, wbij sobie w glowe, ze musisz sie odbic od siedzenia przy hamowaniu i zeskoczyc w momencie kiedy rower sie zatrzyma bez pomagania sobie stopami. I podobnie jak zaczynasz startowac, to bez siedzenia na siodelku tylko najpierw pedal, a potem siodelko i drugi pedal. Rozumiesz o czym mowie?
-- Wiem, rozumiem.
-- Pamietaj, najpierw psychika, potem praktyka. Nie odwrotnie.
-- Ja sie wlasnie tak psychicznie nastawilam w ogole do posiadania roweru.
-- Wiem, dlatego wiem, ze teraz sobie tez poradzisz. My Blizniaki (znachor tez Blizniak) tak mamy, ze wszystko zaczyna sie w glowie. Jak sie juz poczujesz bezpiecznie to wtedy podnies siodelko, ale tez nie do odpowiedniej wysokosci od razu, tylko troche. I znow praktyka i znow troche siodelko w gore. I tak az do momentu kiedy bedziesz miala je na odpowiedniej wysokosci. Dzieki temu stopniowemu ponoszeniu nawet nie zauwazysz roznicy i bedziesz sie czula bezpiecznie.
-- Dzieki doktorze, wiedzialam, ze tu dostane odpowiednia rade.
Dobrze, ze to ciagle poczatek mojej rowerowej przygody, a wiec jest latwiej walczyc ze zlymi nawykami.
Dam rade, bo i jak mogloby byc inaczej;)

28 comments:

  1. Niesamowite, jestem pierwsza :)))))) Masz fajnego znachora. Ma rację, ja nie dostaje stopami do ziemi, kiedy zatrzymuję się, zeskakuję z roweru, kiedy wsiadam, to tak, jak mówi znachor.A teraz kombinuję kupić sobie łyżworolki :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Znachor jest naprawde fantastyczny!!! Uwielbiam tego faceta nie tylko za wiedze medyczna ale i ogolna madrosc. Jak do zadnego innego lekarza nie chodze, tak do znachora (z wiekszymi lub mniejszymi przerawami) latam juz 18 lat.
      No wlasnie tego zeskakiwania musze sie glownie nauczyc, z lekkim przechyleniem roweru, ale cos mi sie wydaje, ze juz sobie zakodowalam w ptasim mozdzku:)))
      Na lyzworolkach chyba bym sie jednak zabila;))) Nigdy nie jezdzilam na lyzwach, moze dlatego sie nie porywam.

      Delete
  2. Podziwiam Cie za jazde w deszczu. Kiedys przezylam ulewe nad Delaware, postanowilismy sie schowac pod mostkiem przed burza z piorunami i przeczekac. Czekalismy ponad godzine i stwierdzilam,ze wole byc mokra niz czekac chocby minute dluzej. A dzis rano u mnie tez burza, pioruny a ciemno w domu sie zrobilo jak u murzyna w d... po czarnej kawie. Ale widac,ze nie wszystko sie wylalo bo jeszcze do Ciebie cos dotarlo...
    (a ten beret do rzucania to mniej wiecej szescdziesieciomilowy musi byc)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Megan, to bylo w sumie moze 10 min. deszczu. Taki powazniejszy deszcz to sie zaczal jak juz dojechalam do domu. 60-milowy beret, to kawalek beretu:))) Chociaz do pokonania;)

      Delete
  3. No jasne, że dasz radę!A wiesz, ja też tak pływam, nigdy nie wejdę na głębszą część basenu. No a ja się kiedyś w naszym Bałtyku lekko topiłam- wpadłam w jakąś dziurę i opiłam się wody. Dobrze,że był jakiś facet niedaleko, to mi pomógł. Ale ten strach mi pozostał.
    Trzymaj się dzielna kolarko!
    Miłego;)
    P.S.
    Ja swoim dzieciakom (tym dorosłym) kupiłam dwie rowerowe peleryny i zawsze je wożą ze sobą, bo wiesz - nie znasz dnia ani godziny kiedy Cię deszcz dorwie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, peleryne to ja mam, tylko nie wiem czy bym sie w nia nie wkrecila:)) Raczej jakby co to mam tez cieniutenka kurtke z kapturem, a cieniastwo takie, ze moge w kieszen wlozyc. Ale ja raczej nie planuje jezdzic w deszczu, to byla wyjatkowa sytuacja i w sumie wiedzialam od poczatku, ze nawet jak zacznie padac, to i tak zdaze do domu. Zapowiadali ten deszcz na 8:30 i faktycznie o tej godzinie zaczelo padac tak solidnie. Te 10 minut co ja jechalam w deszczu, to wyschlo zanim wrocilam do domu.
      Ja dodatkowo nie lubie nic przeciwdeszczowego, bo w tym goraco jak w piekle, a jak tu jest wysoka wilgotnosc i temperatura, to ja nie chce sie zapiec;)))
      Z plywaniem mialam podobna przygode, tyle, ze jako dziecko nad rzeka, wpadlam w wir wodny i tez mnie jakis facet wyciagnal. Do dzis nikt w rodzinie o tym nie wie, bo sie balam przyznac, zaraz bylby szlaban na rozne samodzielne wycieczki, albo nawet wycieczki pod opieka innych rodzicow.

      Delete
    2. Sory, że wtrącę- można kupić nieprzemakalne, leciutkie kurtki i spodnie na rower. Taki mały pakuneczek wielkości kosmetyczki. Jeżeli chcesz to w specjalistycznym sportowym sklepie są :)

      Delete
    3. Jaskolko, kupic mozna doslownie wszystko, nawet osobnika co bedzie za mnie pedalowal, a ja bede siedziec i popijac margarite:)) Tylko pytanie, czy naprawde musze jezdzic w deszcz? Mysle, ze nie;)

      Delete
  4. a to ja ostatnio jak pożyczyłam rower od brata to zaliczyłam glebę bo ja mam właśnie ustawione siodełko że sięgam stopami a on wyżej i z przyzwyczajenia zrobiłam myk i leżałam na glebie :D
    ale takie stopniowe podwyższanie to dobre rozwiązanie i chyba też u siebie zastosuję bo faktycznie lepiej się jedzie :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, dokladnie tak, wlasnie tego myk sie boje:))) Tez mi sie podoba pomysl tego stopniowego podwyzszania, troche dluzej to zajmie, ale moze dzieki temu beda mniejsze szkody;)

      Delete
  5. Nie znoszę jeździć na rowerze o niskim siodełku... :D. Jeżdżę rowerem do pracy. Nie lubię gdy bolą mnie nogi i gdy się męczę, a to ma miejsce zawsze gdy siodełko mi "opadnie" pod wpływem ciężaru (własnego)... zwykle trochę wytrzymuję powtarzając sobie, że to dla dobra, ale później i tak podnoszę, ale jakiś mam za duży wciąż ciężar, bo po jakimś czasie znów mnie bolą nogi (znaczy opada). :D. Pozdrawiam i powodzenia w rowerowaniu!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Abigail, rozumiem i pewnie ja z czasem stwierdze to samo;) Problem w tym, ze ja przez ostatnie 42 lata nawet nie stalam obok roweru, nie mowiac o tym, zeby na nim jechac:) Stad pewnie obawa przed upadkiem, czuje sie bezpieczniej jak moge stanac na ziemi.
      Kolana mnie nigdy nie bola w czasie jazdy, bola pozniej i to tez nie jest duzy bol, po prosu czuje je glownie jak ide po schodach, w gore czy w dol.
      Nic, trzeba sie bedzie nauczyc i podporzadkowac:))

      Delete
  6. Taki znachor to SKARB!I blizniak:)Caly chyba swiat zablizniony:)))
    Czytam Twoje relacje z wypraw rowerowych az samej mi sie zachcialo jezdzic:)Musze tego mojego bolka z garazu wyprowadzic i popatrzec czy jeszcze nie zardzewial:))
    Fajowsko masz na trasie ,widoki zajebiste to tez mobilizuje.

    U nas mialo lac ,mialy walic gromy i pioruny....i nic...musze podlewac:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, wyciagaj bolka:)) Te wycieczki do parku sa naprawde fajne, wiem, ze z czasem pewnie mi sie znudzi, ale narazie park remontuja, wiec bedzie nowa trasa dla spacerowiczow i rowerzystow, mysle, ze to mnie znow zacheci.
      U mnie padalo przed poludniem i teraz dopiero co sie skonczyla burza, dosc ostra przez godzine. Ale zaraz slonce wychodzi po tych deszczach wiec nie jest zle.
      Znachor jest super!!! 3 czerwca i dwa lata mlodszy ode mnie, wiec mam nadzieje, ze wystarczy na moje zdrowotne potrzeby;))))

      Delete
  7. Jeju jak ja lubię te Twoje relacje;) ja kiedyś tak niefortunnie spadlam z roweru (wymijalam jakaś pare na chodniku i musiałam zjechać na trawę) ze dostałam whiplash (jak to jest po polski?) i długo chodziłam na rehabilitację. To było 8 lat temu. Ale o tak nie obnizam siodelka, przy tamtym zaliczeniu gleby twarzom i tak by mi nie pomogło, ale ja teraz prawie nie jeżdżę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja jeszcze nie zaliczylam gleby, ale dlatego wlasnie, ze mam to durne siodelko za nisko:))
      Nie mam pojecia co to jest whiplash po polsku, nawet wpisalam w google i myslalam, ze wiki tlumaczy te strone na polski (tak czesto mi sie udaje) ale niestety nie ma polskiego tlumaczenia:/
      Bede robic tak jak znachor poradzil, podnosic po kawalku systematycznie i mam nadzieje, ze sie uda;))) Bo tez nie chcialabym sobie zruinowac kolan.

      Delete
    2. Po polsku to jest po prostu uraz kręgosłupa szyjnego, nie ma takiej ładnej nazwy jak w angielskim :)

      Delete
  8. Twarzą a nie twarzom!!!!! Dzizas jakie ja byki wale

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale jak to bylo razem z "zaliczaniem gleby" to "twarzom" calkiem pasuje:)))

      Delete
  9. Ja się wybrałam pewnego razu na rower, taka wilgoć była w powietrzu, że dojechawszy na miejsce, całą twarz miałam zalaną wodą, dosłownie tak to można było ująć. Ale wiedziałam, że jak wyjdę z pracy, będzie słońce. I nie pomyliłam się, warto było ryzykować, że może spaść deszcz. (mam do pracy pół godziny jazdy rowerem bez szansy odwrotu przecież, by się nie spóźnić).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Do pracy nie bede jezdzic, bo to za duzy ruch i troche jednak byloby z tym za duzo zachodu, chocby fryzura po zdjeciu kasku;))) Juz sobie wyobrazam ten widok;)
      No i w ogole za duzo kombinowania w moim przypadku:)

      Delete
  10. Pewnie nie jeździłaś w wieku 9 lat pod ramą na męskim rowerze ojca :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ove, a wiesz, ze do dzis nie moge pojac jak tak mozna jezdzic:)) Chociaz przeciez nie raz widzialam:))
      Teraz jak to pisze to sie zastanawiam jak to bylo z tym siodelkiem w tamtych czasach, bo przeciez mialam wspolny rower ze starszym bratem, a brat byl ode mnie wyzszy;/
      Nie mam pojecia, na pewno mialam mlodsze kolana:D:D

      Delete
  11. Jeżdżę okazyjnie na rowerze, ale także wolę mieć przekonanie, że w razie czego oprę się stopami o podłoże. Ponieważ moje zęby sa tragiczne to najwyżej będę sobie je wymieniać, na operację plastyczną mordy mnie nie stać :)))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmijo, wlasnie o to poczucie bezpieczenstwa chodzi. Ale zaraz wyjezdzam pierwszy raz ze swiadomoscia, ze trzeba inaczej startowac i zatrzymywac sie. Trzymaj kciuki, zebym wrocila cala:)))

      Delete
  12. Dobrze czasem posłuchać właściwej rady, a nie każdy umiałby znaleźć taką fajną metodę:)
    Jak przećwiczysz, to na pewno wszystko się uda!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...