Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, June 16, 2012

Zaraz komus jebne, czyli zwycieza lepszy

I wcale nie mam na mysli tylko meczu z Czechami. Chociaz to tez, bo na kiego grzyba wzielam sie za ogladanie? Morde darlam tak, ze az mnie Wspanialy uciszal, bo ponoc na calej ulicy nie bylo slychac nic wiecej niz moje "kurrrrrwaaaaa". A przeciez ulica pelna Grekow, ktorzy akurat w tym samym czasie walczyli z Rosjanami, no ale ja mam glosik co to od niego nie tylko pajaki ale konie padaja.
To nie na moje nerwy, dobrze, ze sie skonczylo.
Teraz bedzie o innych zwyciestwach;)
Wyjechalismy ze Wspanialym na poranna przejazdzke do parku, na sniadanie, ktore to sniadanie jechalo z nami Wspanialym, czyli w lekkim plecaku z jakowegos cienkiego materialu. Sniadanie w postaci bagles z cream cheese i termos kawy, bo bez kawy nie ma zycia.
Jedziemy w zwartym szyku, czyli ja pierwsza, Wspanialy w ogonie, ledwie wyjechalismy na ulice jak ten zaczyna krytykowac:
-- Jedziesz za daleko od parkujacych samochodow, tamujesz ruch!
Nie odezwalam sie, bo i po co, ale mnie trafilo, bo jesli tamuje ruch to od tego jest tenze ruch zeby mi to oznajmil a nie on, a jade jak jade, bo sobie jako madra rowerzystka daje miejsce na ewentualne otwarcie drzwi ktoregos z parkujacych samochodow.
Ja nie wiem czy ktos tam siedzi? A jak siedzi to nie wiem czy mnie widzi? A najwiecej wypadkow sie wlasnie zdarza w momencie kiedy ktos nie sprawdzi tylko otworzy drzwi tuz przed rowerem.
Dlugo nie czekalam, na nastepnej prostej ktos tak wlasnie zrobil tuz przed nosem Wspanialego, dobrze, ze nie jechalismy szybko i zdazyl wymanewrowac ale obsobaczyl kierowce.
Mial racje, bo psim obowiazkiem kierwowcy jest najpierw zobaczyc co sie dzieje z tylu zanim otworzy drzwi. No ale obowiazki obowiazkami, a trzeba brac poprawke, ze zawsze trafi sie jakas sierota.
Pierwsza czesc przejechalismy bez wiekszych problemow, od czasu do czasu wolalam "jestes tam?" i dostawalam odpowiedz "jestem" wiec wszystko bylo w/g planu.
Ale wlasnie zaczal sie podjazd pod gore a to jest jak dzis dokladnie zobaczylam odcinek dlugosci pieciu ulic, co moze Wam niewiele mowic, ale jesli ktos mieszka w NYC lub byl to wie jak to mniej wiecej wyglada. Krotko mowiac trzeba sie solidnie nakrecic przez ten kawalek.
Mniej wiecej w odleglosci dwoch trzecich drogi pod gore zawolalam, ale nie dostalam odpowiedzi, wiec pomyslalam sobie, ze cos jest nie tak, no ale zatrzymywac sie nie mialam zamiaru wczesniej niz na szczycie gory.
Wjechalam wiec na szczyt i tam sie dopiero zatrzymalam, patrze a moj dzielny maz zapierdala z rowerem z buta. No ladnie!!! Zajechalam se chlopa!!!
Poczekalam cierpliwie az doszedl.
-- Chybas sie wsciekla babo tak zapierdalasz!
-- Nie wscieklam sie, tylko wiem jak to ciezko, wiec jeszcze na dole biore rozped, zmieniam bieg i wale prosto na gore.
Podobno, bo nie przeprowadzalam sledztwa niepotrzebnie zwolnil jak juz byl w polowie drogi pod gore, a potem juz nie dal rady zaczac od nowa. Rozumiem, bo ja tez mialabym problem zaczac pod gore.
Nic, pojechalismy do parku i tu wiadomosc dla Beaty.
Mowilam wczoraj, ze wyglada mi na to, ze cos sie tu bedzie robic?
Prosze, oto dowod:





Ledwie przejechalismy kawalek pasazem nad rzeka a tu dupa mokra, powitala nas kopara i czesc pasazu jest juz rozkopana. Tak czulam, ze jest powod dla ktorego wczoraj o 7 rano nie byly sprzatniete smieci i juz byla czesc ogrodzen z siatki. Bardzo dobrze, bo nowa nawierzchnia jest juz konieczna i mam nadzieje, ze przy okazji troche ja poszerza.
Wyglada na to, ze caly remont bedzie przeprowadzany sekcjami, bo troche dalej juz moglismy wrocic na pasaz.



Dojechalismy do konca i zrobilismy przystanek na sniadanie i narade co dalej.
A tu zdjecie zwyciezcy gorskiego maratonu:)


Wspanialy chcial pojezdzic po parku, ja bylam przeciwna, bo wiem, ze tam jest ciezka jazda, bo co i rusz pod gorke albo z gorki, wiec krakowskim targiem ruszylismy wzdluz parku tak aby ominac te wszystkie nierownosci i pojechalismy gorna strona parku gdzie jest juz latwiej jezdzic.
A tam na gorze sa dwa korty tenisowe:



Poniewaz bylo kilka mozliwosci ktoredy dalej podazac, to znow przystanelismy na pertraktacje:



Tak patrze na to zdjecie i niedowierzam, cos mi sie ten moj Wspanialy zaokraglil:))
Dalej trafilismy na duze boisko z torem do biegow, na ktorym bylo calkiem duzo biegajacych:



Jedni biegaja, drudzy chodza a jeszcze inni cwicza, kazdy znajdzie tam cos dla siebie.
Niedaleko tego boiska jest calkiem spory parking dla tych, ktorzy przyjechali samochodami:



A troche dalej juz niedlugo otworza basen dla amatorow plywania i specjalna sekcje dla tych co lubia sobie zrobic skok do wody na glowke:



Pogoda byla przesliczna i juz o 10:30 murawa parku zaczynala zapelniac sie amatorami slonca:



A ja w drodze powrotnej o malo nie zabilam Wspanialego, bo jedzie za mna i marudzi "nie skrecaj w lewo, jedzmy prosto" i robi to w momencie kiedy ja jestem juz w polowie zakretu (!!!)
Wrocilismy do domu i zapowiedzialam, ze albo opracujemy system komunikacji w trasie, albo ten co jedzie z tylu musi sie podporzadkowac bez wzgledu na fakt czy mu sie to podoba czy nie.
Troche marudzil, ale przyznal mi racje.
Sprobowalby nie przyznac;)
Przyznal tez, ze nie spodziewal sie po mnie takiej kondycji po tym zaledwie tygodniu cwiczen. To prawda, ze on jest w gorszej sytuacji bo nie ma mozliwosci trenowania w ciagu tygodnia.
No coz, bedzie sie ciagnal w ogonie.
Lepszy zawsze zwycieza!

40 comments:

  1. jakie macie twarzowe kaski ! :)

    Wydaje mi się czy wyszczuplałaś ? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, od czasow kiedy mnie widzialas, to najpierw dalam w wage "do dekla", a teraz schudlam 20 funtow (ok. 9kg) wiec w sumie wyszlam troche na plus;)))

      Delete
  2. oj tęskno mi za rowerem jak czytam te Twoje ostatnie wpisy... no w tym roku raczej nie siądę (jak nieśmiało zapytałam lekarza, czy mogę to się tak uniósł, że hej... Skarb też przeciwny...)
    pamiętam jak z moim jeździliśmy na wycieczki to ja zawsze gnałam przed siebie, żeby "spalać kalorie" a ten się za mną wkurzony wlókł, bo dla niego to czysta rekreacja miała być... no i komunikacja nasza na rowerach... he he he, przestac gadać w naszym przypadku nie sposób, więc po wycieczce wyciagaliśmy muchy z między zębów :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olu, TY na ROWER TERAZ??? No wcale sie nie dziwie, ze lekarz o malo zawalu nie dostal!
      Ja tez jade, zeby byl efekt, a Wspanialy marudzi za mna, ze to przeciez nie wyscigi. No nie wyscigi, bo ja narazie boje sie szybko jezdzic, ale to nie znaczy, ze mam sie wlec jak mucha w mazi:)))

      Delete
  3. Tytuł piękny, a opis wycieczki jeszcze lepszy. - taki pierwszy rowerowy wspólny dłuższy wyjazd, a ile dyplomacji trzeba zachować, żeby przyjemności nie zamienić w koszmar. Zapytam tylko - płynęłaś kiedyś z własnym mężem w jednym kajaku na spływie kajakowym??? To też jest niezłe przeżycie, szczególnie jeśli chodzi o wydawanie komend - skręt w lewo, skręt w prawo:)i sprawdzian dla małżonków:)
    Wjazd pod górę szczególnie dłuuuuga bywa bolesny, i ja mam na to sposób - nie patrzę "górze w oczy" - mój wzrok zatrzymuje się jakieś dwa m. przed przednim kołem i .... daję radę wjechać. Ale Ty spisałaś się rewelacyjnie podczas tej wycieczki - świadomy uczestnik ruchu drogowego, przewidujący reakcje innych kierowców, no i jako "czoło" wycieczki:)))
    Co do sprzętu to niestety jeżdżę bez kasku, ale za to mam takie same rękawiczki:)
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mada, NIE, w jednym kajaku jeszcze nie probowalismy i jakos sobie tego nie wyobrazam:))) Wystarczy, ze czesto jak gdzies jedziemy, ja jestem pilotem a on prowadzi i nie wiem z jakiego powodu ale mi sie myla kierunki i mowie "zjazd w prawo" a on juz nauczony doswiadczeniem wola "pokaz prawa reke".
      Z tym otwieraniem drzwi bez sprawdzenia, to wyczytalam jeszcze na dlugo zanim zaczelam jezdzic, ze to jest wlasnie najczestsza przyczyna wypadkow i jakos sobie zakodowalam w lepetynie;)) Wiem, ze ja jako kierowca czy pasazer ZAWSZE sprawdzam co sie dzieje za mna zanim otworze drzwi, ale wiele ludzi nie ma tego zwyczaju.

      Delete
  4. Replies
    1. Granato, prosze tylko bez podsmichujkow:))))

      Delete
  5. No i zobaczyłam uśmiechnięty pyszczor STAR :)))))) Twój Wspaniały to jak mąż w samochodzie, kiedy prowadzi żona.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, on zaczyna gderac, ale jak ja nie reaguje to natychmiast przestaje, bo wie, ze to niebezpieczny grunt;)

      Delete
    2. :)))))Tak sobie pomyślałam na samym wstępie :)))

      Delete
  6. Jak widzę wjazd pod górę, to już nie żyję...

    Lepszy zwycięża... Wczoraj zwyciężył...:( Niestety.
    Ech

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ida, ciezko jest pod gore, ale ja z kolei mysle, ze zaraz jak sie tam wgramole to bedzie z gory:)))

      Delete
  7. Co do meczu - z jakiegoś powodu drużyna piłkarska to 11 chłopa, z których każdy ma za zadanie (podobnie jak w kolarstwie szosowym) grać ma lidera, czyli tego, który najskuteczniej bramki strzela. Więc na logikę, wszyscy powinni być tak dobrzy, by ten najlepszy miał warunki do strzelania bramek. A my dobrych to mamy zaledwie 3 piłkarzy, więc było jak było.A,że sędzia mnie nieco wnerwił i Czesi wrednie, podstępnie faulowali, to insza inszość. Było- jak zawsze. Nasi są kiepscy motorycznie. A Ty Wspaniałego wpędzisz w kompleksy- słaba kobieta a silniejsza od faceta! Jesteś przykładem tego, że systematyczny trening działa cuda.Dobrze mieć taki park stosunkowo niedaleko od domu, nie tylko z powodu jazdy rowerem, bo sporo w nim atrakcji. I wiesz, bardzo "fachowo" się prezentujesz w tym rynsztunku.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, Wspanialy jest odporny na takie rzeczy, to jest mezczyzna bez EGO na szczescie:)) Park jest fajny i nawet bez roweru czesto tam jezdzilismy co prawda tylko, zeby pospacerowac lub wlozyc sie na trawie, bo biegac ani plywac to ja raczej sie nie kwapie:)

      Delete
  8. No - wyglądasz jak rasowa cyklistka!
    Ten tydzień jeżdżenia odbił się jakoś na Twojej wadze czy wymiarach?
    A mój chop na starość chudnie - i sama nie wiem, co gorsze...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tzj, ja to wygladam jak obdarciuch:)) rasowe cyklistki to jezdza w blyszczacych kondomach:)))
      Przez ten tydzien dosc intensywnej jazdy i bez zmian w wyzywieniu narazie skoczylo mi na wadze jeden kg na plus, ale czuje, ze zaczynam miec twardsze nogi:))) Wiec to chyba zamiana tluszczu na miesnie sie zaczyna, bo miesnie waza wiecej. Nie znam sie na tym, ale tak mi sie wydaje, ze moge wagowo przybrac troche, ale moge stracic w centymetrach. Jeszcze sie nie mierzylam, wiec trudno powiedziec. Wspanialy przez cale zycie utrzymuje te sama wage, w granicach 3kg w lewo lub prawo, ale po tym zdjeciu widze, ze mu sie brzuch zaokraglil;))) Chyba nie jest w ciazy? :P

      Delete
  9. Miałam zapytać,czy zakładasz kask,ale widzę,ze jesteś profesjonalistką w każdym calu! :)
    Dzięki za sprawozdanie z wycieczki.Oj,ja kiedys własnie byłam takim ciągnącym się ogonem.Co mnie wkurzało bardzo,ale co, nie dawałam zwyczajnie rady i już. Nadawałabym sie do jazdy po prostej drodze;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dora, mnie bardzo pomogl ten tydzien systematycznej jazdy. Wspanialy nie ma czasu cwiczyc i to sie odbija, chociaz on duzo wiecej chodzi niz ja. Ale jesli chodzi o cwiczenia to moj maz ma najbardziej wycwiczone miesnie palcow przez gry komputerowe:)))
      Powinnam zrobic zdjecie tej gory, tylko sie boje, ze jak nie nabiore dobrego rozpedu to potem skoncze jak Wspanialy, z buta:)))

      Delete
  10. Już nawet nie pamiętam kiedy ostatnio jeździłam rowerem. Az się mój syn zapytała czy aby na pewno potrafię;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, 42 albo nawet 43 lata nawet nie bylam blisko roweru:)) Pierwszy raz jak siadlam, to mnie rzucalo na boki, ale teraz zapitalam:) Jeszcze nie mam odwagi jechac trzymajac kierownice tylko jedna reka, zeby druga cos zrobic, ale to chyba tez wroci:))

      Delete
  11. Gratuluję lepszemu! :)
    Oczywiście, że lepiej się jeździ, jak człowiek może trochę potrenować.
    Miałam przerwę przez ostatnie dwa tygodnie, ale poza tym staram się jeździć prawie codziennie i doskonale mi to robi na kondycję.
    Mój chłop też się zdziwił, jak zobaczył drugi raz podczas naszej wycieczki rowerowej, że już jestem lepsza a co najmniej tak szybka jak on :) On codziennie jeździ do pracy, więc trochę ruchu w tygodniu ma.
    pozdrowienia!
    o meczu zmilczę, smutne to :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, na temat meczu nie chcialam sie w ogole wypowiadac, to tylko tak w kontekscie zwyciezcow i pokonanych:))

      Delete
  12. ha ha A moze byscie se sobie taki rowerek z dwoma siodelkami kupili ??? O i z pomoca elektryczna ??? Ale polecam tylko z jedna kierownica bo nawet metal da sie potargac :D
    A co do prowadzenia jednosladu, to nas kiedys uczyli aby jezdzic srodkiem Pasa, aby kierwoca samochodu nawet na pomysl nie przyszedl aby sprawdzic czy sie zmiesci jeszcze :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Diesel, na jednym rowerze z dwoma siedzeniami byloby chyba groznie;)) Ja sie zupelnie nie przejmuje tym co on gada, a ze on sobie z kolei lubi pogadac, to sie przyzwyczailam:)

      Delete
  13. To tak po kolei ;-)
    - Koszyk w rowerze uważam za przydatny i korzystam z niego np.: jakaś bluza do zarzucenia gdyby się ochłodziło, buty do przebrania (do biura), butelka z wodą, torebka z wszystkimi zwykłymi szpargałami ;-)
    - Myślę, że przydało by Ci się lusterko na kierownicę. Widziałabyś co się dzieje za Twoimi plecami. Nie musiałabyś się zastanawiać gdzie Twój pan się podziewa ;-)
    - Ten z tyłu ZAWSZE jedzie za prowadzącym ;-) Wiem coś na ten temat nawet z motocyklowego podwórka ;-)

    Gratuluję zapału i samozaparcia :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jana, Wy wszyscy patrzycie na rower z polskiego punktu widzenia, czyli jako sprzet, na ktorym sie siada i jedzie, a wiec mozna sobie go obwiesic nawet kolejnymi 10 kg koszykow i innych ustrojstw. Ja mieszkajac gdzie mieszkam bardzo czesto zanim usiade na rower to bede go musiala wniesc i zniesc po schodach do metra. I nie mowie tu o 7 schodkach, ale srednio 60ciu. Czy teraz rozumiesz dlaczego koszyk, ktory wazy dodatkowe 2kg jest dla mnie bezsensowny w porownaniu z torba ktora wazy 0.5kg?
      To jest niewielka roznica, ale zasadnicza:)))

      Delete
    2. No tak... to dużo wyjaśnia. O schodkach nie pomyślałam ;-)

      Delete
  14. No przyznaję, że we mnie też te Twoje rowerowe opisy trochę tęsknotę za dwoma kółkami wyzwalają, ale chyba bieganie plus obowiązkowe spacery z Gabiszonem po polu to dość ruchu - przynajmniej jeśli chodzi o czas jaki muszę na to wszystko przeznaczyć. Ale może za jakiś czas... kto wie? :-P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, biorac pod uwage fakt, ze ja sie zdecydowalam na rower w wieku 58lat to masz jeszcze duzo czasu, a pewnie i jeszcze wiecej:))

      Delete
  15. Rower rządzi!!!!!
    A to otwieranie drzwi bez zerknięcia we wsteczne lusterko - zmora. Ile razy nawet jadąc autem, omijając kogoś się zastanawiam: "otworzy czy nie?" - i zwykle otwiera. Ludzie czasem nie myślą i trzeba myśleć za nich ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Antares, tak to jest, ze trzeba myslec nie tylko za siebie, ale tez za tych co nie mysla:)) Mimo to, przyznaje, ze rower to fantastyczna rzecz:))

      Delete
  16. z jednej strony lepiej we dwoje, z drugiej lepiej samej:)
    Niestety faceci jednak nie mają takiego przewidującego umysłu jak kobiety;)))
    Podobała mi się ta Wasza wyprawa:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, to prawda, mezczyzni mysla zupelnie inaczej i zwykle po fakcie:))

      Delete
  17. no wiadoma sprawa że najlepsze rowerzystki to polskie dziewczyny :-)
    i z tą jazdą kawałek od parkujacego auta masz rację choć u nas taka jazda jest niebezpieczna bo niestety wielu kierowców aut uważa że rowerzystę to można zepchnąć na pobocze zresztą wyprzedzają na trzeciego

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, jak do tej pory nie mam problemow z kierowcami. Czasem nawet sie dziwie, bo wykazuja niezwykla cierpliwosc a to cenna cecha, ale moze to wynika z faktu, ze tutaj duzo ludzi jezdzi na rowerach. No i ulice sa zdecydowanie duzo szersze niz w Polsce.

      Delete
  18. rowerem ze Szczęściem Moim dawno nie jeździliśmy, ale opis sytuacji bardzo pasuje mi do naszych codziennych potyczek.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko, witaj:) Mysle, ze takie slowne potyczki zdarzaja sie w kazdym malzenstwie, tylko czesto nie zwracamy na to uwagi, albo pozwalamy zeby nas irytowaly. Wspanialy i ja zupelnie nie przywiazujemy do nich wagi, ot kazde gada co mu slina na jezyk przyniesie i kazde sie w duchu smieje z tego drugiego:) Na pewno nie traktujemy ich serio, a tylko jako wentyl spuszczajacy cisnienie, ktore skladowane mogloby dopuscic do wybuchu:))

      Delete
  19. Uśmiałam się ze zdania "opracujemy system komunikacji w drodze..", bo przypomniał mi się ostatni wypad samochodem do Pl. Po trzech dniach w samochodzie nie wytrzymałam w Luksemburgu i nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa aż do Koblencji.Wystarczyło JEDNO spojrzenie, nie musiał nawet specjalnie krytykować mojej jazdy:))) Coś jak "Dwoje na huśtawce" w wydaniu podróżnym. ZDECYDOWANIE taki system komunikacji ułatwił by życie..:)
    Masz słuszną rację: Zwycieża lepszy i już,a Wspaniały zamiast gderać, niech formę łapie:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Casablanco, ja sie juz kiedys odgrazalam, ze na prezent przy najblizszej okazji kupie Wspanialemu GPS:)) Do tej pory nie kupilam, bo wtedy pewnie jezdzilibysmy w milczeniu, a nie o to chodzi:)) Chociaz czasem mam ochote wskoczyc do bagaznika, albo dogryzc mu glowe:P

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...