Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, June 16, 2012

Zmiana kursu

Wczoraj jak juz wrocilam z tej wyprawy, w czasie ktorej wpadlam na genialny pomysl, ze Diva potrzebuje licznik, co potwierdzone zostalo w komentarzach, przysiadlam sie do kompa i zaczelam szukac rzeczy potrzebnych do wyposazenia roweru.
Poniewaz czesc z Was opowiadala sie za koszykiem i nawet kilka osob napisalo, ze rower bez koszyka to nie rower, staralam sie przelamac wlasna niechec do koszykow i zaczelam przegladac koszyki. Jest tego badziewia blisko tysiac na roznych stronach, wiec zajelo mi to troche czasu, ale im wiecej szukalam tym bardziej mi sie nie podobala idea koszyka.
Po pierwsze primo, jak sie ma koszyk to wypadalo by cos w nim wozic, bo jazda z pustym koszykiem to troche jak chodzenie w lyzwach glupio wyglada (moim zdaniem) i wtedy zdecydowanie lepiej bez koszyka.
A co ja bede wozic?
Nic, albo prawie nic.
Najczesciej jezdze sama, przed pojsciem do pracy, czyli mam ograniczony czas jazdy do godziny, gora dwoch godzin. Co mnie jest takiego potrzebne, bez czego nie moglabym zyc przez godzine czy dwie?
Naprawde nic.
Ale z koniecznosci musze miec przy sobie butelke wody, ktora wcale mi nie przeszkadza przypieta do spodni, owszem przyda sie uchwyt  na butelke, bo nie kazde spodnie maja ten cyngwajs, do ktorego mozna przypiac butelke.
Potrzebuje miec telefon na wypadek glownie wypadku, ale ten sie miesci spokojnie w kieszeni, potrzebuje miec klucze od domu, ktore tez sie mieszcza w kieszeni nawet obok kluczy do lancucha rowerowego, potrzebuje miec kilka groszy, nie bardzo wiem po co, ale nie lubie wychodzic z domu bez grosza przy dupie, wiec zawsze mam te przyslowiowe "dwie dychy" w kieszeni.
Tyle jest mi potrzeba na codzienne wyjazdy przed praca.
Jakos nie bardzo sobie wyobrazam, zeby mozna bylo wrzucic luzem klucze, telefon i pieniadze do koszyka, owszem mozna, bo widzialam koszyki z materialu, ze skory, z wikliny, z drewna, no rozne rozniste, w kropki, paski, kwiatki, kotki, gwiazdki, jednokolorowe, zamykane, otwierane, z raczka, bez raczki, z klapka i nawet takie, w ktorych mozna przewozic malego Fafika (psa znaczy sie).
I te psie podobaly mi sie najbardziej, bo byly sensowne.
Tylko ja kurwa nie mam psa!!!
Nawet zaczelam rozwazac mozliwosc zakupu psa, lub mozna wziac jakiegos darmo z sierocinca, ale tylko po to zeby go codziennie przewiezc rowerem wydaje mi sie troche nieludzkie i nawet zakrawa na znecanie sie nad niewinnym zwierzeciem.
Tak wiec z Fafika zrezygnowalam, a co za tym idzie zrezygnowalam z koszyka.
Owszem widze celowosc posiadania koszyka jak ktos jezdzi do pracy rowerem i musi wrzucic do koszyka zapasowe szpilki, bo przeciez nie wystapi w biurze w trampkach, kostium, bluzeczke, zapasowe majtki itp. Tak, wtedy koszyk jest niezbedny.
Podobnie niezbedny jest jak czlowiek planuje zarabiac rowerem, np. dostarczajac pizze na zamowienia, tak w tym wypadku tez jestem calym sercem za koszykiem.
Ale ja jestem zdecydowanie nie-torebkowa, a wiec i nie-koszykowa.
A co bedzie jak bede wyjezdzac ze Wspanialym na dluzsze przejazdzki, czy wtedy koszyk tez nie ma sensu?
No moim zdaniem nie ma, bo jak bedziemy jezdzic razem to od tego Wspanialy jest mezczyzna, zeby to on jechal jak wielblad z obciazeniem a nie ja. I jest mi bosko obojetne czy Wspanialy bedzie to obciazenie prefrowal wozic w koszyku, czy tez dzbanie ustawionym pionowo na glowie, sakwach zawieszonych po bokach rowera czy tez w pojemniku na kolkach ciagnal za rowerem.
To juz nie moj bol w dupie, to jego sprawa i tu sie nie mam zamiaru wtracac.
Owszem na okres kilku miesiecy lata mam ekstra dwa dni kiedy moge jezdzic sama w dalsze trasy i wtedy moze sie przydac cos wiecej.
Co to moze byc?
Jablko, kanapka, moze jakis inny owoc, czy do tego potrzebuje az koszyka?
Jakos przypuszczam, ze nie sadze.
Sama na pewno nie wyjade 100 km za miasto, zebym potrzebowala spedzic gdzies caly dzien i zabierac ze soba obiad. A nawet gdyby, to obiad moge zawsze kupic tam gdzie jade, jeszcze nigdy przez te prawie 28 lat nie bylam w miejscu gdzie grozilaby mi smierc glodowa, zreszta to po mnie widac;))
I jak tak rozwazalam i przegladalam te wszystkie koszyki to wlasnie wrocil z pracy Wspanialy.
-- Czego szukasz?
-- Czegos co moglabym zawiesic na rowerze, gdzie moglabym wrzucic potrzebne mi drobiazgi.
-- A co Ty masz zamiar wozic?
I tu cale rozwazania zaczely sie od nowa, tym razem na dwa mozgi, czyli co dwie glowy to nie jeden polglowek;)
Jednak rezultat byl ten sam, tyle tylko, ze na koniec Wspanialy zapytal patrzac na monitor mojego laptopa:
-- To na jasna cholere ogladasz te koszyki?
-- No bo wszyscy moi blogowicze radza mi koszyk.
-- Nic dziwnego ja sobie nazwalas rower Diva, to jak moze byc Diva bez koszyka, szczegolnie w motylki - podsumowal parskajac smiechem.
-- A jak mialam nazwac, ta nazwa mi jakos sama sie rzucila w oczy.
-- Kochana Stardust z Ciebie Diva jak ze mnie katolicki ksiadz, juz bym sie nie dziwil jakbys ten rower nazwala Gertruda, tyle, ze to ciezko sie mowi.
Nie mialam wyjscia i musialam przyznac mu racje.
-- Wiem!!! - krzyknelam po chwili.
-- Co wiesz?
-- Rower bedzie sie nazywal Helga!! Tez niemieckie imie zenskie, ale latwiejsze w obsludze.
-- Podoba mi sie - przyklepal Wspanialy.
I takim to sposobem Diva zostala przechrzczona na Helge, a zamiast koszyka dostanie w wyposazeniu zgrabna, mala torbe zamykana na zamek blyskawiczny, ktora bedzie wisiala na kierownicy i licznik.
Teraz pozostalo tylko czekac na paczke.
A chwilowo Wspanialy stoi mi nad glowa i jeczy, ze juz powinnismy wyjechac.
To jade........... ciekawe czy Helga da mi tyle samo przyjemnosci co dawala Diva?

31 comments:

  1. Cóż za wspaniały esej pt: "Tysiąc powodów, dla których NIE potrzebuję koszyka"!:-P I ta Helga - rewelacja! Aha, i jak spadnie Ci łańcuch to już wiesz, co robić - hamuj kierownicą o zaparkowane samochody!;-PP

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, kto wie co mnie jeszcze czeka;) Ale serio to chyba umarlabym ze strachu na miejscu Twojej Mamuski:))
      Helga mi przypadla do gustu i zdaje egzamin;)

      Delete
  2. wiesz...ma podobny problem..znaczy w kwestii koszyka..wymyśliłam,że nada mi się na warzywa, jak pojadę na rynek:)))

    bo generalnie, to ja noszę plecaczek, tam mam wszystko..ale warzywa na plecach? eeeeee,nieee.musi koszyczek chyba zanabędę:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mijko, tak zdecydowanie jak chodzi o zakupy to koszyk najlepszy i to chyba czeka Wspanialego, bo u nas to on lata na zakupy, wiec bedzie mogl jezdzic rowerem.
      Warzywa na plecach:)))) Raczej nie!!

      Delete
  3. Mój "mustang" koszyczek ma i nawet jak jadę z pustym koszyczkiem to mi to nie przeszkadza. Pozazdrościłam Ci wyprawy do parku i tez dzisiaj śmignęłam do koleżanki na ploty - całe 6km w jedna stronę, w tym zaliczona dłuuuuga, ale niezbyt stroma górka:) W drodze powrotnej trochę zmokłam , ale to już szczegół, bo nie włożyłam do koszyczka kurtki nieprzemakalnej:))
    pozdrawiam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mado, ja tez musze myslec o tym, ze czasem bede musiala zapitalac z rowerem tak z 60 schodow w gore do subway'a a koszyk to jest rzecz na stale, odkrecanie i przykrecanie mija sie z celem, a koszyk swoje wazy.
      No to tez pieknie dalas, w sumie 12 km.
      Brawo!!!!!!!!!!!!!

      Delete
  4. Jeśli tylko zmieni imię, a nie płeć, to powinno być tak samo:)))) Ja to noszę taką mini torebkę, mini raportówkę, jak mawia mój ślubny. Ma multum przegródek,długi pasek, a mieści- potrzebne mi dokumenty, portfel, duże klucze, chusteczki jednorazowe i balsam do ust koralu, komórkę i długopis i czasem nawet aparat foto.Tylko wtedy mam trochę kłopotu z wyciągnięciem czegokolwiek, bo ciasno.Mam wszystkie spodnie bezkieszeniowe, nawet dżinsy też bez kieszeni ,więc muszę mieć coś podobnego do torebki.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, musze Heldze zajrzec miedzy kola, czy aby nie zmienila plci:)) Ja z kolei lubie spodnie z kieszeniami, bo gdybym mogla to najchetniej upchnelabym cale zycie w kieszeniach. Nie lubie torebek i jak tylko moge to chodze bez;) Aparat foto przypinam do paska od spodni.

      Delete
  5. Ja tam przełknęłam Fafika, ale do pracy majtki na zmianę????;)
    Uważaj na zakrętach;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, a jak sie zdarzy wypadek to i majtki beda potrzebne:)))

      Delete
  6. Helga - to jest to! A co do koszyka , to mnie się akurat podoba , ale nie mam , bo nie jeżdżę.Jeszcze.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Beata, to na co czekasz, ze jeszcze nie jezdzisz? :))) Zartuje oczywiscie. Ja jestem minimalistka, wiec torba zdecydowanie zda egzamin, a poza tym to ona jest naprawde fajna i ma dwie kieszonki. Jak tylko dotrze do mnie to oczywiscie pokaze;P

      Delete
  7. Diva brzmiało nieźle, ale Helga brzmi praktycznie :)
    Na takie drobiazgi jak telefon i kluczyk do łańcucha, szminkę itp. mam mały trójkątny koszyczek pod ramą (bo ja mam męski rower, m.in. po to).
    Nie mam natomiast nawet bagażnika, jest za to ramka na butelkę do picia, tyle że nie ma jednego rozmiaru butelek i często mi wypadają, chyba jak się wyremontuję, uzupełnię sobie wyposażenie tego mojego roweru, bo Ci zazdroszczę, jak o tym opowiadasz :))
    A teraz po pierwsze powinnam go trochę oczyścić i przesmarować, bo w tym sezonie jeszcze tego nie robiłam.
    Miłych wycieczek rowerowych, ja dziś byłam na zakupach :) z plecakiem.
    Pozdrowienia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwus, Helga to tak konkretnie, baba z jajami:))) Oooo taki pizdraczek pod rama to ja tez bym chciala, ale niestety do tego musi byc meski rower;/ Butelke przypinam do spodni i jest OK, ale uchwyt i tak zanabede, bo to wygodniejsze niz odpinanie od paska, bo przy tym musze zawsze przystanac.

      Delete
  8. Znowu oplułam monitor ze śmiechu! Tego by brakowało, gdybyś nabyła koszyk z psiną!
    Imię Helga (tak mówione po niemiecku, nisko i twardo) zawsze bardzo mi się podobało. Kojarzy mi się ze zdrową bohaterką dawnych niemieckich filmów "panoramicznych"... ;))) Tak - ujeżdżanie Helgi jest ok! ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tzj, bo Helga to ma byc zdrowa baba, jak rzepa:))) A ten koszyk na psine to byl bardzo sensowny, bo z materialu i taki wyscielany, zeby psiakowi bylo wygodnie;) I wlasnie po tym Fafikowym koszyku to zaczelam ogladac torby. Gdyby ten Fafikowy koszyk nie mial kosci na boku jako ozdoby to bym go pewnie i kupila;) No ale jak z koscia to mus i Fafika zanabyc;)

      Delete
  9. Heldze na kierownicy to wielkie pęto kiełbasy powinno zwisać, a nie koszyk :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, to mi sie podoba:))) Peto kielbasy, moge zawiesic sobie na szyi, a na plecy browarek:)))

      Delete
  10. Mnie się podoba całość - imię i torba...i niech żyje Helga! Nie przepadałam za tym imienieniem - istna kwintesencja rasy nordyckiej - ale w tym przypadku... może być, jawohl. ;)) Znacznie bardziej praktycznie niż kapryśna Diva ( może by sie lubiła oszczędzać i...psuć ). Powodzenia w ujeżdżaniu ! ;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kwoko, ja tez nie przepadam, ogolnie nie przepadam za niemieckim;) To trzeba zajezdzic Helge:)))

      Delete
  11. Zawsze mogłabyś dodatkowo zarabiać wyprowadzając cudze psy w rowerowym koszyku. No ale skoro idea koszyka padła, to nic z tego ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, a nawet mam w sasiedztwie kobitke z takim dupelkiem, ale ona go wozi w wozku na spacery:))

      Delete
    2. O widzisz, koszyk byłby jak znalazł, no ale skoro zrezygnowałaś...

      Delete
  12. Ale wiesz sa takie torebki na damki, pod siodekiem się toto przypina, jednym ruchem odpina, żeby zabrać jak się oddala od Helgi. A mieści toto klucze, komórkę, paczkę chusteczek i nic więcej. Moje ulubione na krótkie wypady. A tak w ogóle to ja posiadam i torby 40 litrowe na bagaznik i koszyk na kierownicę i tę torebkę pod siodełkiem. I błotniki, zdecydowanie błotniki. Bo jak mnie deszcz złapie to błoto lejące się na oczy ( z przedniego koła) i zalewajace plecy (z tylnego koła) przyjemne nie jest. A ja lubię jak mi jest przyjemnie na rowerze. Licznika nie mam. Nie mam ochoty wiedzieć na jakie odległości przeciora mnie mój mąż.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Agula, klucze, komorke i paczke chusteczek to ja spokojnie mieszcze w kieszeniach:)) Licze sie z tym, ze powinnam miec przy sobie chocby tylko plastry na wypadek wypadku, czy jakas masc antybiotykowa, chusteczki do ewentualnego przemycia zadrapan, czy otarc. Ta torebka, ktora zamowilam jest wielkosci lunchbox wiec spoko sobie bedzie na kierownicy. Przy tym latwo sie zdejmuje i zaklada z powrotem. Blotniki owszem sie przydadza, ale i tak nie bede jezdzic w deszczu, bo to zadna przyjemnosc, na deszczowe dni planuje przerobic Helge na stacjonarny:))

      Delete
  13. Helga - absolutnie świetne imię :)))
    Swoją drogą, pamiętam kiedy rozwaliłaś mnie opisem organizacji Święta Dziękczynienia; ta drobiazgowość i wszystko dopięte na ostatni guzik... dla własnej wygody. Do przygody rowerowej podchodzisz w ten sam sposób i to mi naprawdę imponuje.
    Trzymaj się ciepło :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz racje:)) Sa rzeczy, ktore moge robic spontanicznie, ale one z reguly krotko trwaja i nie maja dlugoterminowych efektow. A sa takie, do ktorych sie przygotowuje, wlasnie po to, zeby mnie nic nie zaskoczylo:))) Thanksgiving jest raz w roku i to jest najwazniejszy obiad u nas, musi byc przygotowany solidnie, tymbardziej ze gotowanie jest ciagle w toku jak goscie juz w domu, a wiekszosc potraw musi byc podana w tym samym czasie. Podobnie z jazda na rowerze:)) Do samego roweru podchodzilam jak do jeza, ale jak juz oswoilam sie z mysla posiadania, to zaczelam sie przygotowywac technicznie;)

      Delete
  14. agulaw pisze o torebce pod siodełkiem, a są jeszcze takie nieduże trójkątne przypinane do ramy.
    Wydają mi się być niekłopotliwe i takie akurat na to co upychasz po kieszeniach.
    Ale Ty i tak zrobisz po swojemu :D
    I właściwie tak powinno być. Torba, koszyk, saszetka czy jak je zwał, mają Tobie pasować :)
    Pozdrawiam z samego środka ostrej burzy i ulewy.
    Ja mam sucho ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, bo ja jestem uparta jak mul:))) Wiesz, ja nie czuje sie na tyle jeszcze pewnie na rowerze, zeby gmerac w czasie jazdy w torbie, ktora jest gdzies daleko od kierownicy. Ja po prostu znam moje mozliwosci i sie do nich przystosowuje:)

      Delete
  15. Widzę,że Twój rower Star,będzie jedyny w swoim rodzaju jak jego właścicielka i tak trzymaj.Wysłuchaj wszystkich a zrób tak jak Tobie się podoba.
    Pozdrawiam serdecznie:))

    ReplyDelete
  16. Ponieważ już zrezygnowałaś z koszyka dla psa, to nie będę się wypowiadała, jakkolwiek na pewno wiesz co chce powiedzieć znając mój stosunek do psów:))
    Helga mi się nie podoba, bo tylko kojarzy mi się z jednym, jako młoda dziewczyna z całą klasą zaprowadzono mnie do kina na seans filmowy o... porodzie. Pierwszy raz ten 'horror' widziałam;( Do dziś pamiętam jak to przeżyłam. No ale to moje subiektywne skojarzenie.
    I Helga na pewno podoła:)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...