Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, July 18, 2012

Piwo i papcorn... i mozzarella

Jestem tak pochlonieta przez polityke, ze zywcem nie mam sie kiedy po dupie podrapac;)) 
A sezon przedwyborczy tym razem jest tak interesujacy, ze normalnie nie wyrabiam z czytaniem, ogladaniem, dyskutowaniem na ulubionym forum politycznym.
Tak se mysle, czy daloby sie przezyc bez spania przez te prawie 4 miesiace?
Wspanialy niby udaje, ze jego to nie kreci, ale jak tylko sie spotykamy po pracy to zaczyna od:
-- Widzialas? Czytalas? Co o tym myslisz?
I potem podsuwa to co sam wyszukal, najczesciej sa to juz te nowosci, przez ktore przeszlam, ale czasem udaje mu sie wpasc na jakas perelke. Potem wpadamy do domu i rozkladamy sie przed telewizorem.
Wczoraj na ten przyklad na obiad byly czekoladki z precelkami, bo nikt nie mial czasu ani glowy myslec o jedzeniu, tak bylo interesujaco:))
Jestesmy oboje przekonani, ze republikanie w calej swojej partii nie mogli znalezc bardziej interesujacego i z tajemnicza, zeby nie powiedziec "kryminalna" przeszloscia kandydata niz Mitt Romney. Jest wrecz cudownie patrzec jak sami nie wiedza co z nim zrobic.
Jakiez to boskie uczucie!!!
Dzis podjelismy postanowienie, ze zdrowszy bedzie papcorn, a zapijac go bedziemy piwem.
Trzeba tylko zapasy poczynic, bo piwo owszem jest w domu, ale raczej w znikomych ilosciach. A ten papcorn to sobie oczywiscie odpuscimy, bo my nie zremy kukurydzy nawet pod ta postacia. Ja zreszta nigdy nie lubilam, wiec jest mi latwo zrezygnowac, raczej wole orzechy, albo owoce.
Dzis natomiast po wczorajszym szalenstwie mielismy bardziej obiadopodobne danie, bo swieza mozzarelle z pomidorami, bazylia i oliwka.
Mozzarelle kupilismy jeszcze ciepla wracajac z pracy. I wlasnie na drzwiach sklepu wisi zawiadomienie, ze Rosario zamyka sklep w najblizszy poniedzialek az do 10 wrzesnia i az mi sie plakac chce, bo nie bede miala mojej ulubionej mozzarelli przez tak dlugi czas. On co roku to robi i wyjezdza do Wloch na urlop.
Niby mam jeszcze dwa inne sklepy, gdzie robia tez na miejscu mozzarelle, ale to nie to samo.
Mam wrazenie, ze Rosario robi najlepsza mozzarelle na swiecie!!!!
Nie potrafie tego opisac, bo trudno wyrazic smak, a w zasadzie caly proces egzaltacji jakiego doswiadczam za kazdym razem jak jem ta mozzarelle, slowa sa za ubogie, zeby to opisac.
Jednego jestem pewna, jesli kiedys z jakiegos powodu nie bede miala dostepu do tej wlasnie mozzarelli to juz zadna inna nie bedzie mi smakowac tak jak ta.
Kupuje zawsze wieczorem, bo Rosario zamyka sklep o 20tej i tuz przed zamknieciem sklepu robi ostatnia porcje tak zeby mial chociaz kilka serow na rano kiedy otwiera sklep, bo ludzie jak ja wiedza o tym i najczesciej wykupuja. Trzy razy dziennie mozna kupic swiezutenka, ciepla mozzarelle tylko u Rosario.
Ladnie uksztaltowana recznie kula sera jest ciepla i czesto niose ja do domu na dloni, zeby sie nie zgniotla:)
Jak kroje w domu plastry, to jeszcze wyciekaja z niej krople serwatki mimo, ze ser jest pakowany w folie spozywcza i sprzedawany w formie "na sucho". Zawsze przy krojeniu podjadam pierwszy plaster, wkladam do ust i zamykam oczy, przyciskam jezykiem do podniebienia i delektuje sie ta gabczasta sprezystoscia, a potem dopiero wlaczam do akcji zeby. Nagryziony zebami ser ciagle sprawia lekki opor, jest cieply, miekki ale daje wrazenie delikatnego oporu. Nigdy w zyciu zadna kupiona w normalnym sklepie mozzarella nie moze sie rownac z tym czego doswiadczam jedzac mozzarelle od Rosario.
Najlepsza jest oczywiscie taka swieza i jeszcze ciepla, nastepnego dnia tez dobra, ale to juz inne nieco doswiadczenie, bo gdy wystygnie to zawsze troche trwardnieje mimo, ze nie wkladam jej do lodowki.
Jutro mam jeszcze ostatnia szanse kupic a potem bede musiala czekac az do wrzesnia, bo w piatek z kolei my wyjezdzamy do mojej klientki na weekend do South Hampton.
I tak mi sie jakos zeszlo z polityki na mozzarelle;)

36 comments:

  1. O rany, taka swieza mozarella to musi byc rzeczywiscie niesamowite przezycie smakowe i nie tylko... U nas w okolicy nigdzie nie robia. Jest wloski sklep, ale oni to bardziej kielbaski na grilla robia, ktore swoja droga tez sa bardzo smaczne :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kobieto, nasz Rosario nie robi swoich wlasnych wyrobow poza roast beef, turkey breast i wlasnie mozzarella, ale za to jest tak znany w okolicy, ze ser znika w mgnieniu oka:) Cala reszta produktow jest sprowadzana z Italii. Natomiast dwa pozostale sklepy wloskie maja swoje wlasne wyroby i tez kupujemy u nich wloskie kielbaski:) Te na ostro dodaje do zupy kapuscianej i efekt jest porazajacy;)))

      Delete
  2. Precelki w czekoladzie wielbię co nie miara!
    A i piwo z popcornem brzmi znajomo! Choć polityka mnie nie kręci, widzę, że kreci nas to samo żarełko ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To nie byly precelki w czekoladzie tylko czekoladki i precelki osobno;))) Jak sie zamulilas czekoladkami to przegryzalas precelkiem. A precelki sa w postaci takich chipsow, czyli ksztalt precla ale sprasowany na zupelnie plasko. Bardzo je lubie, lekkie chrupiace i nie twarde, do tego nie sa przesolone.

      Delete
    2. ooo, ja tak robię! Jak się zamulam chałwą, przegryzam ogórkami kiszonymi:)))

      Delete
    3. Chalwe to Wspanialy lubi, dla mnie za slodka;) Chociaz w polaczeniu z kiszonym ogorkiem... kto wie? kto wie;)

      Delete
  3. Witaj Star
    Tak się zaczytałam,że prawie czułam smak tego wspaniałego ,mięciutkiego
    serka.Aż ślinka leci:))
    Pozdrawiam serdecznie:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Teniu, to jest smak nie do opisania:))) Ja generalnie uwielbiam sery, a juz wloskie i francuskie to dla mnie niebo:))

      Delete
  4. :) i pozytywnie Ci zeszło na temat mozarelli, dla mnie wszystko jest ciekawsze od polityki. Albo może źle to ujęłam. Polityka jest ciekawa, te intrygi, wartka akcja, ciągłe zmiany... Ok. Ale mnie odstręczają kłamstwa, oszustwa...

    Tak czy siak życzę Wam smacznej polityki i mozarelli :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. MM, ja jestem political junkie:)) Nie wiem skad mi sie to wzielo, bo nikt w rodzinie nie byl az tak rozpolitykowany, ale tak mam.

      Delete
  5. Za mozarellę dałabym się pokroić, więc doskonale Cię rozumiem!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Akular, Ty akurat chyba najlepiej wiesz o czym pisze:))) To jest niepowtarzalny smak!!

      Delete
  6. Ser na prezydenta! - Będzie po kłopotach.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Albert, nie, no nie zgadzam sie:))) Jeszcze by mi ktos takiego prezydenta podgryzl;)))

      Delete
  7. Po przeczytaniu o mozarelli... jeszcze bardziej chce mi się przyjechać do Nowego Jorku:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, nawet w Nowym Yorku mozzarella mozzarelli nie rowna, ale jak bedziesz, to subway N do ostatniego przystanka na Astorii i sklep Rosario jes na dole tuz pod stacja;))

      Delete
  8. no cóż... mogę ewentualnie podrapać tam, gdzie Ty nie masz czasu ;) nazwijmy to przyjacielską przysługą, he he... w zamian poproszę jedną mozarellę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Vermis, dzieki serdeczne, zobacz tylu czytajacych, tylu przyjaciol a ja moge liczyc tylko na Ciebie:))) To jest prawdziwa przyjazn:)

      Delete
    2. oj tam, oj tam! Ja po prostu nie mam paszportu!!!:)))

      Delete
    3. Ale Vermis tez sie oferuje TYLKO na odleglosc;))

      Delete
    4. Bardzo ciekawa sytuacja pod kątem technicznym:) Co, jakoś się wypniesz do monitora, czy jak? :))

      Delete
    5. na odległość , moja droga, to ja Ci nawet mogę obiecać buzi od Grzesia -;) daje otwartą paszczę;))

      Delete
  9. Ja to z serami na bakier - akceptuję tylko w formie roztopionej na pizzy lub w zapiekankach. Ale tak opisałaś mozarellę, że aż przez chwilę wydawało mi się, że mam na nią chrapkę!;-P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, nie wierze:))) Jak mozna nie lubic serow:))) A smierdziuchy? To dopiero jest rozkosz dla podniebienia!

      Delete
    2. Yyyy... Śmierdziuchy śmierdzą!;-P Ewentualnie mogę zjeść od czasu do czasu kawałek sera pleśniowego z ziołami. Ale to jedyne odstępstwo od reguły:-P

      Delete
  10. Tortura! Po prostu zwykłe znęcanie się nad głodnymi, pozbawionymi mozzarelli od Rosario, ludźmi przed kompami!;((

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anka, bije sie w piersi, ale tez nie moglam sobie darowac... wybacz;) Obiecuje poprawe;)

      Delete
  11. Nie, no poezja, taka mozarella z pomidorkiem koktajlowym, bazylia i odrobina balsamic, pomarzyc dobra rzecz :))) chyba we wrzesniu sie wybiore na Astorie.

    ReplyDelete
  12. Kurcze:( Ale mi smaku narobiłaś. Wszystkie białe uwielbiam...wszystkie owcze uwielbiam... wszystkie pleśniowe uwielbiam.. nie lubię tych żółtych. A Ten cały Romney wybiera się do na:(

    ReplyDelete
  13. Po przeczytaniu tego poematu na czesc mozzarelli az sie glodna zrobilam!!!
    Poprosze adres Rosario to sie wybiore we wrzesniu na zakupy.

    ReplyDelete
  14. Za taką reklamę powinien Ci zapas na cały urlop zostawić! ;) Aż z Polski ludzie mają ochotę popędzić i zakosztować...

    ReplyDelete
  15. Ciepła mozarella - zazdroszczę! Nie miałam okazji spróbować w takiej świeżej postaci. Szczytem możliwości jest dla mnie mozarella di buffala, ale ta jest importowana. A Włocha rozumiem, że na taki długi urlop chce się udać - też chętnie wybrałabym się do Włoch :-)

    ReplyDelete
  16. Och ci Wlosi..:))Ja mam absolutnie hopla na punkcie lodow od naszego Wlocha.Bardzo lubie lody i gdziekolwiek jestesm zawsze probuje,w roznych miastach,krajach,jak jestem w nowym miejscu,badz na wakacjach.Razem z mezem w miare czesto jezdzimy do Gelateria Paolo & Riccarda,to lodziarnia rodzinna,prowadzi ja senior rodu ,ze swoimi synami i reszta rodziny wloskiej.Tam lody to poezja poprostu,czesto zamawiam Latte Macchiato i wlasnie lody,nie jakis wybrany deser lodowy ,ktorych maja tam od groma,ale lody w kulkach ,rozne smaki.Chociaz rok temu sie przeprowadzilismy i mamy teraz dalej,to ciagle tam wracamy,chociaz doslownie za rogiem mam dwie lodziarnie,w tym jedna rowniez prowadzona przez Wlochow,ale nie dorownuje tamtej.Mam bylego sasiada(z poprzedniego miejsca zamieszkania)ktory ma rowniez hopla na punkcie lodow.I on rowniez probuje w roznych miejscach na swiecie,poniewaz bardzo duzo podrozuje ze wzgledu na swoja prace i mam tutaj na prawde na mysli odlegle miejsca na swiecie od Filipin przez Malezje,Tajlandie po Ameryke i Kanade,to rowniez powiedzial,ze najlepsze lody u naszego Wlocha jednak.
    Sery rowniez uwielbiam,mozarelle,fete,sery dojrzewajace i czesto niestety smierdzace,ale jakze pyszne...Star przez twoja opowiesc o serze,zrobilam sie gloda...;)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...