Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, August 17, 2012

A potem...

... czyli po tej porannej kawie bylo juz tylko gorzej.
Oczywiscie to wszystko moja wina, bo jako zona, ktora "gotuje bo musi", ale jednoczesnie ma demokratyczne poglady zapytalam:
-- Co bedziemy jedli na obiad?
Pierwsze pytanie jak wielu mezow Wspanialy zignorowal, norlmalka, ktora sie wcale nie przejmowalam. Cierpliwie odczekalam 10 minut i powtorzylam pytanie tym razem patrzac w jego strone z wymowna niecierpliwoscia na twarzy:
-- Kochanie, pytalam co bedziemy jedli na obiad?
Tym razem uslyszal, podniosl glowe z nad laptopa i rzucil w moja strone:
-- Cokolwiek.
Zawszec to jakas odpowiedz, wiec zaczelam drazyc:
-- A czy chcialbys to cokolwiek w wersji na ostro, czy raczej preferujesz wersje srednio ostra?
Tego oczywiscie jak wielu mezow, Wspanialy juz wolal nie uslyszec.
Co robi zona, ktorej maz nie slucha?
Taka zona ma wczesniej przygotowane wersje taktyczne:
1. Zalewa sie lzami lacznie z glosnym szlochaniem, na co wystraszony maz nie tylko skupia uwage na tym co zona mowi, ale tez zaklada szybko buty i leci do pobliskiej kwiaciarni po czym wraca z bukietem zielska i skrucha na ciagle jeszcze wystraszonym obliczu.
W moim przypadku ta wersja odpada, bo ja placze tylko ze wzruszenia, w stanie wscieklosci moj organizm nie jest w stanie wyprodukowac jednej lzy. No i co ja zrobie z tym ewentualnym wiechciem kwiecia?
Nie dosc, ze trzeba to wstawic do jakiegos naczynia zwanego wazonem, do ktorego to naczynia nalezy wczesniej wlac wode (tyle roboty) to ponoc jeszcze trzeba temu wiechciu zmieniac te wode.
Odpada, stanowczo odpada.
2. Kolejna rzecza, ktora ignorowana zona moze zrobic jest dramat z monologiem. Taka zona staje nad mezem (dla lepszego efektu w lekkim rozkroku i z rekami skrzyzowanymi ponizej biustu) i narzeka. Narzeka na wszystko, bo skoro juz jest okazja do narzekania to trzeba sobie ulzyc i ja nalezycie wykorzystac. A wiec leci wszystko jak to ona upodlona tyra, zeby dogodzic, jak jej praca nad sily nie spotyka sie z naleznym szacunkiem, jak to nigdy nie czuje sie dowartosciowana, jak jeszcze na domiar zlego musi o wszystkim decydowac sama. Maz w takich sytuacjach jest znow wystraszony, ale tym razem juz zupelnie nie slucha, bo mezowie nie potrafia skupic sie na nadmiarze slow i tylko patrzy tepo raz na zone, raz gdzies w przestrzen przed wlasnym nosem i czeka kiedy nastapi wybuch, bo ze nastapi to nie ma watpliwosci od takiego nadmiaru energii musi nastapic wybuch. Czasem jak juz maz potrafi opanowac wzrok to zaklada buty, ale nie, nie wraca z bukietem tylko pozwem rozwodowym, bo wiadomo, ze od upierdliwych, marudzacych zon mezowie odchodza, najczesciej do cichych i lagodnych kochanek, ktore kiedys znow staja sie marudzacymi zonami. Ta wersja moze i bylaby pozadana w moich poprzednich malzenstwach, ale nie w tym, jakos tym razem nie mam ochoty na rozwod.
Tak wiec postanowilam sprobowac wersji trzeciej i podporzadkowac sie mezowskiemu zyczeniu, skoro chcial "cokolwiek" bedzie "cokolwiek".
I reszte dnia przewalesalam sie miedzy telewizorem w sypialni a komputerem w moim biurze.
Czas plynal a o obiedzie nikt nie wspominal ani slowa.
Nadchodzila 17ta i nagle Wspanialy chyba poczul wole boza, czyli ssanie w zoladku bo sie odezwal w te slowy:
-- To co mamy dzis na obiad?
-- Zgodnie z zyczeniem "cokolwiek", zaraz nakrywam do stolu tylko nie wiem czy podac na duzych talerzach czy tez w glebokich i czy bedziemy to "cokolwiek" spozywac lyzka czy widelcem... jak myslisz, co bedzie wygladac bardziej elegancko?
Najpierw patrzyl na mnie niewidzacym wzrokiem, ale poniewaz mowilam to zupelnie spokojnym glosem to wiedzial, ze nie ma sie co spodziewac wybuchu i powoli zaczal rozumiec:
-- Malpa jestes - powiedzial calujac mnie w czubek glowy - ubieraj sie pojedziemy do Last Stop i tam cos zjemy.
-- Malpa czy nie, ale sie ucze - odpowiedzialam blyskotliwie, po czym wskoczylam szybko w ubranie  i pojechalismy na obiad.
Cokolwiek bylo calkiem smaczne i dodatkowo podlane piwem marki Corona, ktore bardzo lubie;)

52 comments:

  1. Najbardziej znienawidzone pytanie i odpowiedź w moim domu :D Tylko u nas jest wersja "obojętnie" :D Już tata mnie nią denerwował, teraz mąż ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. U mnie jeszcze czasem wystepowala wersja "nie wiem" i tez sie podobnie skonczyla:) Teraz wiem, ze po tej lekcji z "cokolwiek" bedzie na jakis czas spokoj i bedzie bral aktwny udzial w planowaniu, a potem znow bedzie... jak zawsze:))) Tylko ja juz przestaje sie tym denerwowac, bo to bez sensu;)

      Delete
  2. Okrutna! Cudowna kobieta z Ciebie, kurs jakiś zorganizuj, czy co??
    ha ha, uśmiałam się zdrowo:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Okrutna, to prawda, ale wole byc okrutna dla innych niz dla siebie:) Biore wiec pewne rzeczy doslownie i to dziala, przynajmniej na jakis czas;)

      Delete
  3. Jesteś CWANA BESTIA!!
    A Sołtys jak czuje ssanie otwiera lodówkę...Dla niego nie trzeba gotować;/
    Ale też sam nic nie ugotuje(poza wsadzeniem kiełbasy do mikrofali!- to jego gotowanie!)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, Wspanialy NIGDY nie jest glodny, a przynajmniej jak go znam 10 lat to moglabym policzyc na palcach jednej reki kiedy powiedzial "jestem glodny". W zwiazku z czym ja sie nie przejmuje czy on jadl sniadanie, lunch, no ale jak jestesmy razem w domu to chociaz obiad wypadaloby miec jakis i zjesc wspolnie!!! Wiec moglby sie laskawie wpowiedziec co chce, prawda?

      Delete
    2. Sołtys powie,że zje co zrobię i tak jest;/W kuchni jest noga i to leniwa!Dobrze,że ma inne zalety;)

      Delete
  4. Babo ze wsi to może nasze chłopy chodziły do tej samej szkoły!? bo u mnie też jest "obojętnie" ale potrafi też powiedzieć obojetnie i potem jak widzi co zrobiłam to mówi " a nie mogłaś zrobić tamtego " no szlag mnie trafia ! dobrze że nie celnie :D

    Star ja Ci powiem że dobre nauki tu pobieram ! jak chcesz możesz mi naliczyć czesne ;-) ( broń buk nie chce Ci wypominać wieku ale Twoja metryka jest ciutek starsza od mnie więc mam nadzieję że jak osiągnę Twoje teraźniejsze literki to będę taka jak Ty !)
    i na pytanie kim chcesz być jak dorośniesz już dawno odpowiadam "chcę byc Stardust !!!!)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, takie "a nie moglas..." skonczyloby sie w moim przypadku zabraniem talerza spod nosa i wyrzuceniem jego zawartosci do kosza:)) Serio mowie, bo na to to mnie juz szlag trafial w pierwszym malzenstwie, moze nawet kiedys o tym napisze;))
      A nauki pobieraj za darmo, bo na to nigdy nie jest za pozno;)))

      Delete
  5. W zasadzie to chlopy nigdy nie wiedza, czego chca i cokolwiek im podasz a bedzie zjadliwe, jest ok ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kamphora, to nie o to chodzi. Wiadomo, ze zje to co podam, ale jak on pyta o model filtra do wody, to ja sie staram wypowiedziec, mimo, ze sie na tym nie znam. I niczego wiecej nie oczekuje tylko odpowiedzi, a "cokolwiek" nie jest odpowiedzia, ktora mi ulatwia decyzje. Tylko, ze oni uwielbiaja isc na latwizne, jak widac ja tez:)))

      Delete
  6. Padłam ze śmiechu - niezłe masz sposoby na szczęśliwe życie małżeńskie :DDD
    Faktycznie, trzeba się od Ciebie uczyć :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ha, pamietaj ze to moje trzecie malzenstwo i kazde mnie czegos nauczylo;)) Na szczescie nigdy nie przyszlo mi do glowy wyjsc za maz za takiego co to by mi piescia odpowiedzial:))) A przeciez wiemy, ze tacy tez bywaja.

      Delete
    2. O nie, takich panów powinno się zamykać do klatek.
      Mam teraz w rodzinie dziewczynę, której cudem udało się od takiego uciec - cudem, czyli ledwo przeżyła. Co z tego, skoro dla sądu to było za mało i dzieciaki mają z ojcem spotkania - czyt. pranie mózgu za darmo.

      Delete
    3. Wiesz w takich sytuacjach sie zastanawiam czym sie kieruja sady, bo na pewno nie dobrem dziecka.

      Delete
  7. ja sie juz chyba nigdy nie doczekam takiego pytania od chlopa ,tez chetnie powiedzialabym cokolwiek, ale ja mowie dzis nie gotuje kazdy moze wykazac sie dzisiaj swoja kreatywnoscia, jesc moze co chce :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. LOK, w ciagu tygodnia czesto mi sie zdarza zadzwonic do niego do pracy i ostrzec, ze dzis musi sam o siebie zadbac. I on jest do tego przyzwyczajony, nie narzeka i zawsze daje sobie rade. No ale w dni kiedy jestesmy oboje w domu jednak chce miec jakis wspolny obiad i dobrze byloby, zeby sie wypowiedzial;))

      Delete
  8. Co z tymi mezczyznami jest? Prawie kazdy odpowiada: cokolwiek, bez roznicy, co zrobisz, bedzie dobre itp., jakby nie chcieli sie narazac, czy co? Z drugiej strony gdybym uslyszala "chcialbym kochanie mus z lososia z pistacjami na kremie z avocado, udko gesi pod sosem foie gras i kluski polfrancuskie, a na deser tort wegierski z poziomkami..." to bym raczej szalu dostala:))) Ja takie pytanie zadaje w konkretnych sytuacjach, wysylajac wyrazny sygnal w strone meza: nie mam dzisiaj czasu, ochoty, polotu wiec NIE KOMBINUJ kochanie, bo to sie zle skonczy..:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To jest zwykla spychologia, jak odpowiadaja w ten sposob to wiadomo, ze kobieta/zona cos wymysli, a ja bywam malpa i kiedys przychodzi taki dzien, ze wlasnie taka wymijajaca odpowiedz biore doslownie:))
      Gdyby mi powiedzial tak jak napisalas z tym lososiem i deserem w postaci tortu wegierskiego to powiedzialabym, ze zaraz siade przed kompem i sprawdze, ktora restauracja serwuje taki zestaw:)))
      U nas latem jest tak, ze on najczesciej cos grilluje, ja mieszam jakas salate i juz jest obiad. I wlasnie tego oczekiwalam, ze powie "oj wyjmij tam cos z zamrazarki i rzuce na grill", albo "pracuje, wiec nie bede mial czasu na grill, moze wymislisz jakas salate z czyms konkretnym". Wtedy wiem mniej wiecej na czym stoje, ale "cokolwiek"?
      Chociaz jak widac na "cokolwiek" tez calkiem dobrze wyszlam:)))

      Delete
  9. Fajnie:)))
    Mój natomiast zawsze odpowiada i ma chętkę, na to czy tamto,więc czasami nawet wolę nie pytać,tylko szykować wedle mojego pomysłu:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorka, Twoj jest najczesciej "wyjechany", wiec jak jest w domu, to jest steskniony za domowym gotowaniem i potrafi miec konkretne zyczenia. To jest chyba cala roznica. I rozumiem, ze wolisz sama podjac decyzje, zeby sie nie skonczylo musem z lososia i tortem wegierskim, jak pisze wyzej Casablanca:))

      Delete
  10. Wow, takie cokolwiek to nawet ja potrafię ugotować!:-P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, bo Ty jestes juz z tej madrzejszej generacji:))

      Delete
  11. Fakt, trzecie wyjście jest najlepsze, ale ja jednak gotuję cokolwiek i jest to najczęściej makaron z serem polany tłuszczykiem i posypany cukrem. Gotowanie cokolwiek trwa 10 minut :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, nie chodzi o gotowanie, chodzi o zaangazowanie. Wspanialy lubi pytac o wszystko i czy ja sie znam, czy nie to zawsze wyrazam swoja opinie. Oczekuje tylko tego samego:))

      Delete
  12. Dialog domowy, średnio trzy razy w tygodniu:
    "Co byś chciał na obiad" "Obojętnie" "No ale zupa, mięso smażone, mięso w sosie, kluchy?" "Jest mi wszystko jedno" "No to zrobię krupnik" "A musimy krupnik?" "Nie, nie musimy. To może schabowe?" "A musimy schabowe?" "Jessssu, powiedz co chcesz" "Obojętnie".
    Typowy dialog domowy, pozostałe 4 dni w tygodniu:
    "Na obiad robię fasolkę po bretońsku, OK?" "Tak jakoś na fasolkę nie mam ochoty" "Już namoczyłam fasolę, więc mogę zrobić fasolówkę" "Fasolówkę? To już lepiej fasolkę po bretońsku" Potem tę fasolkę je jeszcze, oczywiście z własnej woli na kolację, a czasem następnego dnia na obiad znów. Wszak odgrzewana jeszcze lepsza.
    29 lat małżeństwa. Nadal nie zabiłam. Gratulacje na maila poproszę

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, naprawde naleza Ci sie gratulacje, szczere, wielkie gratulacje:)))

      Delete
    2. Dzięki. Nieskromna jestem w tym temacie i gratulacje mi się należą;-))

      Delete
    3. A dlaczego mialabys byc skromna?
      Po wczorajszym szkoleniu moj Wspanialy dzis trzy razy zdal test na sluchanie:))) Mowie cos i za chwile pytam "sluchasz?" odpowiada oczywiscie "tak" to ja "powtorz" i trzy razy mu sie udalo:)))
      Przy czym oczywiscie oboje pekamy ze smiechu, bo on wie, ze ja to robie celowo:))

      Delete
  13. I to jest wlasciwy odzew na taka odpowiedz :-D Dodac do tego inteligentnego meza, co w nagrode uzyje pieszczotliwej wersji imienia - i sukces malzenski gotowy :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. MA, tak, to dosc prosta recepta:) I dziala:))

      Delete
  14. I jak zwykle u WAS...zgodnie , pogodnie, nieco jak w dawnym dowcipie z pointą: "Ze mną ( również z Tobą ) TO jak z dzieckiem, za rączkę i ...DO KNAJPY !"- (dokładnie nie pamiętam, ale jakby " cóś w podobie ") :)))
    I znów powiało optymizmem, aż MIŁO !

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kwoko, tak to jakos bylo "za raczke i do knajpy";) Tak szczerze mowiac to co czlowiek ma innego do roboty na starosc? Jak by trzeba bylo wziac cztero czy piecio-osobowa rodzine na obiad, to pewnie sama bym sie zastanowila. Ale nas dwoje? W dodatku oboje zjadamy jedna porcje, bo ani jedno ani drugie nie jest w stanie zjesc tyle co podaja. Chociaz tylek dzieki temu przewietrzylismy:))

      Delete
  15. Moja protoplastka!!! czasem czuję się biczowato, ale no jakieś chyba równouprawnienie jest, co nie? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rownouprawnienie rzecz swieta!! Nalezy go bronic rencami, nogyma i zembami:)))

      Delete
  16. Nie pytam, produkuję i niechby tylko nie pochwalił!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, chwialic nie musi, wazne, zebym ja nie musiala robic i zeby mi jeszcze w tym pomagal:)) To moja dewiza na udane malzenstwo:))

      Delete
  17. Lepiej nie pytac:)
    Moj nie dosc ze z obiadem ma milion pomyslow,to nie mozna go nawet wyslac po bochenek chleba bo zaraz polowe marketu do domu przytarga i tlumaczy sie ....bo tanie bylo.
    Ale jak mnie juz ON pyta co na obiad,to odpowiadam
    ---zaprosiles mnie do knajpy...zapomniales?;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, codziennie to ja tez nie pytam, ale czasem mam taki kaprys;)) Rezerwacja to u nas czesto jest na obiad. A wczoraj byla mozzarella z pomidorem i bazylia. Bez gotowania i jak pysznie;))

      Delete
  18. Piwa Corona i Miller to jedyne jakie piję, jeśli w ogóle piwo piję:)
    Ten post stanowi wg mnie bardzo dobrą lekcję poglądową dla mężczyzn:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, kiedys dawniej jak mezczyzna nie sluchal to sie denerwowalam. Teraz biore doslownie to co mi sie uda z niego wyciagnac:))

      Delete
  19. Ty jesteś wariatka!:)))))))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ade, no nie mow, ze o tym nie wiedzialas:)))

      Delete
  20. Kurcze, chyba wszystkie chlopy sa takie same:)))) Albo cokolwiek, albo obojetne, albo jeszcze wszystko jedno - czasami cholery mozna dostac.
    U nas w piatki zawsze ryba, wiec nie musze sie pytac, a w tygodniu cokolwiek:)

    ReplyDelete
  21. Myślę, że ten post doskonale się nadaje do kącika porad dla żon, przyszłych żon, kochanek i byłych żon, żeby miały okazję kiedyś być znów przyszłymi i bieżącymi żonami! :)

    ReplyDelete
  22. p.s. dziękuję bardzo za życzenia, nie przywiązuję do tego aż takiego znaczenia, mogą być spóźnione i o miesiąc, też się ucieszę :)!

    ReplyDelete
  23. he he... Małpa... brzmi nawet ładnie... gdyby nie P. w moim życiu to zazdrościłbym Wspaniałemu takiego partnera życiowego, jakim Ty jesteś. a tak... mogę tylko wyściskać małpę jak druga małpa! :)

    ReplyDelete
  24. Nie ma jak zachować zimną krew.
    I dać się zabrać na kolację.
    Pouczające :)

    ReplyDelete
  25. Ja :Co bedziemy jedli?
    Monz- a chce ci sie gotowac?
    Ja: nie
    Monz; a to cos sobie wezme.
    Kurtyna

    ReplyDelete
  26. No ja zdecydowanie wybrałabym monolog, wiedząc, że i tak nie zadziała (ewidentnie uczę się wolniej od Ciebie :))
    Gorzej, jak pytanie dotyczy czegoś, co ma mniejszy związek z wolą Bożą lub zwem natury i rzeczywiście wymaga reakcji konkretniejszej niż 'cokolwiek'.
    Ja w takich sytuacjach pozostaję i pewnie pozostawać będę bezradna :)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...