Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, August 4, 2012

I zatrzymal sie czas...

czyli dzien spedzony z rodzina ResVarii.
Switem bladym w sobote (28 lipca) wyruszylismy Tatkowym samochodem do Toronto. W sumie to mialo byc switem bladym, ale troche nam sie omsklo i wyjechalismy z domu o 8ej a nie jak planowalam o 7ej rano. Omskniecie bylo glownie spowodowane moimi probami zrobienia czegos z glowa, a konkretnie z tym co rosnie na mojej glowie. Niestety podrozowanie z tymi dlugimi klakami jest upierdliwe.
Nie wiem jakie doswiadczenia maja inne kobiety w tej dziedzinie, ale ja zawsze mam problem zeby jakos w sposob sensowny ogarnac lepetyne jak jestem gdzies "na wyjezdzie". I to w sumie nie ma znaczenia, czy mam wlosy krotkie, czy dlugie zawsze konczy sie to makabrycznie.
Tym razem walczylam z lokowka przez godzine az Wspanialy zaczal przewracac oczami, wiec zwiazalam co bylo i jakie bylo w "pytke" i wsadzilam dupsko do samochodu.
Bylismy bez sniadania, ale to niewielki problem przynajmniej dla Wspanialego, bo on nigdy nie jest glodny, gorzej ze mna, ale pomyslalam, ze przeciez i tak gdzies przystaniemy na kawe i cos na zab.
W takich przypadkach "cos na zab" oznacza zwykle doughnuts w Dunkin Donut jesli jestesmy na terenie US, w Kanadzie kroluje Tim Horton, wiec liczylam wlasnie na cos tego typu.
Granice przekroczylismy przez Rainbow Bridge (Teczowy Most), na ktorym pomimo czarnych przewidywan Wspanialego, nie bylo zupelnie zadnej kolejki i wszystko odbylo sie szybko i sprawnie.


Zaraz po przekroczeniu granicy zatrzymalismy sie, zgodnie z moimi przewidywaniami, przy pierwszym Tim Hortons i tutaj musze przyznac, ze niestety wole nasze Dunkin Donuts.
Wiem, ze jest to kwestia glownie przyzwyczajenia, ja po prostu uwielbiam kawe z DD i dodatkowo mysle, ze DD ma lepsze doughnuts. Na czym polega roznica?
Wybralam ulubiony Apple Fritter, bo ja lubie cos z jablkiem i wlasnie te z DD maja lekko chrupiaca skorke i wieksze kawalki jablek, a jak juz kupuje cos z jablkiem to lubie czuc jablko pod zebami. Te z TH sa calkiem miekkie i mialam wrazenie, ze zupelnie nie bylo w nich jablka. Wspanialy sprobowal i stwierdzil, ze jablka tam owszem sa, ale jakies takie "mielone", no niech tam.
Nastepnego dnia wybralam croissant z serem i znow bylam zawiedziona, bo ser byl wyczuwalny w smaku, ale znow zostal dodany do ciasta, a ja sie spodziewalam croissanta z nadzieniem serowym jakie mozna kupic w DD.
Kanadyjczycy niech sie nie obrazaja, ale taka jest moja, zreszta subiektywna opinia.
Sama droga do Toronto przebiegala nam rowniez sprawnie, bez zadnych problemow i jak tylko zobaczylam na horyzoncie CN Tower to juz mi sie morda usmiechnela:
-- Toronto!! Miej sie na bacznosci, przybywam!!


Pojechalismy tylko do hotelu zeby wiedziec gdzie on jest, bo znalazlam hotel online i oboje nie mielismy o nim bladego pojecia, no i zeby ewentualnie jesli sie da, bo czasem sa takie mozliwosci, zameldowac sie wczesniej. Czasem sa, ale najczesciej nie ma, wiec wcale nie bylam zdziwiona, ze panienka w recepcji powiedziala, ze przykro jej, ale nie sa w stanie nic dla nas zrobic o tak wczesnej porze. Zapewnilam wiec tylko, ze na pewno pojawimy sie wieczorem i wybralismy sie w droge na spotkanie z rodzina ResVarii.
Mialo to byc nasze pierwsze spotkanie, wiec jak zawsze bylam podekscytowana czy moje wyobrazenie o nich sprawdzi sie z rzeczywistoscia, bo przeciez to chyba naturalne, ze jak sie czyta czyjegos bloga, to czlowiekowi kreuje sie w mozgownicy jakis obraz.
A zderzenie z rzeczywistoscia w tym przypadku moglo byc rozne chocby ze wzgledu na roznice wieku, bo Res i Duza M. (Kobieta pracujaca) to mlodzi ludzie, w wieku naszych dzieci, wiec wiadomo, roznie to moze byc;)
A jak bylo?
Fantastycznie!!!
Przynajmniej z naszej strony tak to odczulismy, ani przez moment nie przyszlo mi do glowy, ze jestem stara dupa i moge swoja staroscia kogos z nich nudzic lub nie daj buk zameczac.
Jak tylko podjechalismy pod dom, to zameldowalam (telefonicznie), ze jestesmy i na nasze spotkanie wyszedl ResVaria. Kryste, jaki to spokojny czlowiek, boje sie napisac, ale chyba jeszcze spokojniejszy od Wspanialego. Zaprosil nas na chwile do domu, bo oni robili jeszcze ostatnie przygotowania przed wyjazdem, bo w/g wspolnie opracowanego wczesniej planu mielismy wyruszyc gdzies w zielone tereny Toronto. Duza M., bo jest tez Mala M., jest rowniez bardzo spokojna wiec i mnie sie ten spokoj chyba udzielil, bo cos mi sie wydawa, ze nawet klelam mniej niz zwykle;)))
W rodzinie oprocz ich trojga jest jeszcze pies, o czym zostalam lojalnie uprzedzona slowami "pies jest duzy i towarzyski", na ktore to slowa natychmiast sobie wymyslilam, ze "duzemu i towarzyskiemu" rzuce Wspanialego na pozarcie, bo on lubi psy bardziej niz ja. Ja tam nie mam nic przeciwko, ale nie przepadam jak mnie psy caluja, Wspanialemu wsio ryba.
Duzy i towarzyski...
Choco (nie wiem czy dobrze napisalam, bo nie pytalam o pisownie), bo tak sie wabi "pieseczek" jest wielkosci sredniego konia:)) Jednym ruchem jezora zmyl Wspanialemu, ku obopolnej radosci cala gebe, po czym wsadzil mu leb miedzy nogi i prawie podniosl go do gory.
Na szczescie nie uszkodzil "dalhousie", co pozniej skrzetnie sprawdzilam;)
I tu musze sie walnac w piersi, ze nie zrobilam zdjecia pieseczkowi;// no taka otepiala jestem czasami.
Ale niech sobie Res i Duza M. mysla co chca, ja najbardziej jestem zakochana w Malej M.
Mala jest przeslodka!!!
Ma 9 miesiecy i flirtuje!!!!!!!!!!!!
To pewnie stad ta moja milosc;))
Ktos moze pomyslec, ze to niemozliwe, bo takie male dziecko nie potrafi flirtowac.
Oj potrafi, potrafi i to jeszcze jak!!!
Mala patrzy tymi swoimi ogromnymi brazowymi oczkami i na poczatek ma calkiem powazny wyraz twarzy a po chwili cos (czego nie potrafie nazwac) zaczyna blyszczec w oczach i na buzi pojawia sie maly uwodzicielski usmiech. Taki skromny, taki zupelnie od niechcenia, ale ten usmiech ma taka moc, ze chcialoby sie Mala porwac i zjesc:))
Krotko mowiac Mala M. jest przeurocza!!!
Przy tym wszystkim jest bardzo radosnym dzieckiem, nie placze, nie marudzi i kocha jesc bez plucia i wybrzydzania, az milo patrzec.
W towarzystwie Duzej i Malej wybralismy sie do okolicznego supermaketu po drobne zakupy czegos co nadawaloby sie na piknik, a w tym czasie Res spakowal ich samochod do wyjazdu.
Pojechalismy w okolice, ktorej oni sami tez nie znali, wiec bylo to cos nowego dla nas wszystkich.
Poniewaz nie mam zgody na publikacje zdjec czlowiekow, to musicie mi uwierzyc na slowo, ze tu w tym samochodzie jadacym przed nami jest Res i jego urocze eMki;))



Okolica bardzo ladna, z lekkim szlakiem turystycznym, ktory nam sie troche popindolil, ale dzieki temu zobaczylismy i przeszlismy wiecej niz bylo w planie.
O prosze tak to wygladalo:






Czy ktos w takich okolicznosciach przyrody martwilby sie, ze musi polazic dluzej niz planowal?
Na pewno nie my:)
Chociaz przyznaje szczerze, ze jak wreszcie dotarlismy do stolu piknikowego to juz czulam dosc dotkliwie skad mi nogi wyrastaja.
I wlasnie tu, przy piknikowym stole zatrzymal sie czas i to calkiem bardzo doslownie, bo zdechly baterie w moim zegarku, ale przeciez wiemy, ze szczesliwi czasu nie licza, wiec niech to bedzie oznaka jak nam bylo dobrze w towarzystwie rodziny ResVariow.
Po pikniku wrocilismy do domu naszych gospodarzy gdzie Res i Duza M. przygotowali przepyszna kolacje w postaci pachnacych wedzonych udek kurczaka, grillowanych warzyw i pysznej salatki. Kolacja oczywiscie podlewana piwem, dla tych co nie prowadzili bardziej suto:P




Jak widac na powyzszych zdjeciach kupiona przez nas wczesniej salata (na piknik) nawet nie zostala otwarta, bo zupelnie przegrala w konkurencji z salata zrobiona przez Duza M.
I tylko nasze brzuchy juz wolaly o pomste do nieba, bo nie dalo sie tego wszystkiego zjesc.
Jak zamkne oczy to jeszcze czuje zapach tych udek!!!
Byly pyszne.
Mala M. poszla spac, a my siedzielismy jeszcze do pozna i rozmawiali, opowiadali o sobie, o roznych ciekawych lub smiesznych historiach, ktore nam sie kiedys przytrafily i zal sie bylo rozstac, ale niestety jak zawsze rozsadek musial zwyciezyc, bo czekal nas kolejny dzien intensywny w przezycia.
Ale o tym nastepnym razem;)
Mam nadzieje, ze to nie ostatnie nasze spotkanie z Resami, wierze, ze jeszcze kiedys sie spotkamy, albo znow w Toronto, albo po naszej stronie, w NYC.
Przy okazji, jesli ktos wybiera sie do Toronto, to szczerze polecam Hotel Metropolitan.
Ma przystepne ceny i zupelnie niespodziewanie bardzo wysoka klase w stosunku do tychze cen i dodatkowo jest w centrum miasta.

32 comments:

  1. Och Star, światowa kobieto! Wyjazdy, spotkania, kolacyjki, rozbijanie się po świecie - to jest życie:) Tak trzymaj:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj tam, to wcale nie taki swiat;) Od naszego Tatka, do ResVariow to dwie godziny jazdy, bo Tatek mieszka o (doslownie) rzut kamieniem od granicy kanadyjskiej:))

      Delete
  2. Pieseczek, malutka kuleczka :P Kocham takie potffory :D Ale też nie lubię jak mnie liżą po twarzy.

    A w takim pięknym, zielonym miejscu sama bym pobyła dłużej, o ile by za mną nie ganiała chmara wygłodniałych komarów :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Potfoor jest ogromniasty:))) Ale naprawde przyjazny i olewajacy jesli sie go ignoruje, co mi sie calkiem udalo. Wspanialy sie tylko zaprzyjaznil bardziej, bo on wyjatkowo lubi;)

      Bylam bardzo zdziwiona, ze mnie zadne komary nie atakowaly, bo naprawde lubia mnie wyjatkowo. A moze kanadyjskim komarom nie smakowalam tak samo jak mnie nie bardzo podeszly te doughnuts od Tima Hortona:)))

      Delete
  3. O, ja uwielbiam zarówno Choco jak i Małą M.! Prawda, że u nich wszystkich ciśnienie w żyłach wydaje się być sporo niższe od średniej światowej? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aneta, dokladnie tak!!!
      Ty wiesz, a moze to Resow wina, ze ta moja bateria zdechla:))))
      Mala M. jest przecudna!!!

      Delete
  4. Star- bardzo Ci dziękuję za fajny opis spotkania ze znajomymi. A jeszcze bardziej za przekierowanie do bloga Res Varii- przeczytałam jego wpis o poszukiwaniu tożsamości. Jakże jest mi bliski ze swoimi rozterkami a jeszcze bliższy, kiedy bardzo ciepło wypowiada się o Zaolziu i naszych terenach. :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Milo mi, ze trafilas na ten blog. ResVaria jest naprawde bardzo ciekawym czlowiekiem, bardzo analitycznym, przywiazanym i jednoczesnie oderwanym, jesli to ma jakis sens;)) Pod wieloma wzgledami jestesmy podobni a jednoczesnie roznimy sie diametralnie. Ja sie ogromnie ciesze, ze mialam okazje poznac go osobiscie.

      Delete
  5. Dziękuję za ten wpis:) Toronto to moje marzenie od dawna, dzięki Tobie poczułam sie tak, jakbym już tam była. A prędzej czy później bedę na pewno!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, moje spostrzezenia na temat Toronto sa bardzo powierzchowne, bylam tam w sumie jeden dzien, a to stanowczo za malo. Na pewno mi sie podoba, a to juz duzo jak na "jeden rzut oka", bo np. Montreal mi sie nie podobal. W jutrzejszej notce napisze wiecej o spostrzezeniach na temat miasta w porownaniu do (oczywiscie:)) NYC.

      Delete
    2. Z kanadyjskich miast to chyba najchętniej zobaczyłabym lekko wiktoriańską Victorię, ale to BC, straaasznie daleko, Toronto mimo wszystko nieco bliżej od Polski, więc wydaje się bardziej osiągalne ;) Tak czy siak, powierzchownie je obejrzałaś czy nie, to zazdroszczę ;)

      Delete
  6. Wspaniałe są takie chwile, kiedy czas się zatrzymuje :)
    A takie maluszki po prostu aż się chce zjeść, wierzę, że flirtowała!
    Akurat ja wytarmosiłabym pieska :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwus, wmawiam sobie, ze Mala M. zachwycila sie mna wzajemnie:)) Ale jak sie z nami zegnala, przed pojsciem spac, to wszyscy namawiali ja zeby zrobila "papa" Wspanialemu. I co na to Mala?
      Nic, nawet na niego nie spojrzala tylko usmiechala sie uwodzicielsko do mnie!!!
      Dzieci sie znaja na dobrych ludziach, O!!! ;))
      Pieski to ja tez chetnie tarmosze, takie co to mieszcza mi sie na kolanach. Przyznaje, ze z konikami idzie mi gorzej;))

      Delete
  7. SUper sa takie wycieczki:)) - do nieznanych ale jednoczesnie znanych osob:)
    Nie znam calego panstwa Res - osobiscie, ale ze zdjec wygladaja na super sympatyczna rodzinke, a umiejetnosci Res w renowacji domu wg. dobrych i sprawdzonych sposobow uzycia takich narzedzi jak HEBEL jest dla mnie kolejnym powodem do podziwu:).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, takie spotkania sa naprawde fajne, a Res z tego co widzialam potrafi nie tylko hebel uzywac;) Pieknie zrobil tez lazienke!!!

      Delete
  8. Jaka szkoda że się do Toronto w najbliższym czasie nie wybieram;) Dobrze, że chociaż popatrzeć na zdjęcia można:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, no troche szkoda;) Ale jakby co to juz jestes przygotowana;))

      Delete
  9. Wspaniali ludzie i piękna okolica -czego chcieć więcej!?
    Długo wzbraniałam się przed pisaniem bloga z obawy przed trollami, ale teraz wcale nie żałuję! Nawiązują się takie znajomości,że ha!;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, to prawda, dzieki blogowaniu mozna poznac naprawde wspanialych ludzi. A trolle? No coz tez sie czasem jakis przypaleta i trzeba sie z tym liczyc;)

      Delete
  10. Ale super! To musi być niezwykłe przeżycie spotkać kogoś kogo się niby zna, ale nigdy wcześniej nie spotkało osobiście.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, zderzenie z rzeczywistoscia moze byc rozne, ale jak do tej sie nie zawiodlam, a juz troche osob z blogowego swiata poznalam:)

      Delete
  11. jakos zupelnie europejsko to wszystko wyglada ;) ;) ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No nie? I nawet woda mokra tak samo jak w Europie:))) Wiem, bo dotykalam;)

      Delete
  12. ale fajnie :) już się nie mogę doczekać Star kiedy ja ciebie w wersji LIVE zobacze :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez czekam:))) Jeszcze ciutke ponad miesiac;) A wczesniej jeszcze kogos innego poznam na zywo, ale to chwilowo tajemnica:P

      Delete
  13. Wlasnie mi zjadlo dlugi komentarz a mi juz mysl uciekla i nie wiem czy mi sie uda odtworzyc... :(

    W kazdym razie az sie zaczerwienilam czytajac te wszystkie pochwaly. Milo nam bardzo ze Wam dobrze minal dzien i jestescie zadowoleni ze spotkania. Nam tez sie bardzo podobalo i oboje czulismy sie bardzo zrelaksowani i odprezeni po wizycie. Bardzo nam sie podobalo, ze jestescie tacy wyluzowani i bezproblemowi i pokazujecie i mowicie, ze jestescie zadowoleni. Z takimi goscmi nie ma co sie stresowac.

    Zabawne, ze Wam (Tobie i Anecie) wydajemy sie byc tacy spokojni, jakos bym tak o sobie nie pomyslala. Moze dlatego, ze nie mialyscie okazji widziec nas w sytuacjach kiedy sie spieszymy, stresujemy i panikujemy, tylko w wersji weekendowo-wakacyjnej, kiedy to z zalozenia staramy sie zwolnic. Co tez nie zawsze sie udaje, bo ja dosyc czesto panikuje przed wyjazdami / spotkaniami / wizytami i staram sie zrobic tysiac rzeczy na raz i pospieszam K. Mimo tego, ze wiem ze pospieszanie na K dziala jak plachta na byka i przynosi efekt przeciwny do zamierzonego :)

    Nie pozostaje nic innego jak tylko czekac na nastepne spotkanie :)
    Pozdrawiam i pedze sie dalej pakowac, mam nadzieje ze tym razem mi sie komentarz nie zgubi...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahaha oczywiscie, ze czlowiek kiedys sie wnerwia, stresuje i panikuje:)) Ja jestem tez mistrzynia od takich nerwowek, Wspanialy natomiast pelen luz;) Ale on tez wewnetrznie przezywa, nie lubi sie spoznic, wiec woli byc wczesniej, ale tego wszystkiego nie pokazuje.
      Ja z kolei juz sie nauczylam, ze on taki jest wiec zeby sie samej nie stresowac to zawsze pytam "o ktorej konkretnie godzinie chcesz wyjsc z domu?" Bo ja najlepiej dzialam na czas:))) Jak znam godzine, to na 100% bede na te godzine gotowa, a nic mnie bardziej nie wnerwia niz jego ciagle popedzanie mnie, wtedy zapominam o polowie rzeczy, bo on mi miesza w glowie:))
      Ciesze sie bardzo, ze mielismy okazje sie poznac i juz czekam na nastepne spotkania. Jak tylko Mala M. zacznie chodzic to Wam nie darujemy, musicie przyjechac do NYC!!
      A my pewnie przy nastepnej wizycie u Tatka znow bedziemy chcieli zajrzec do Toronto, bo jednak mam duzy niedosyt:))
      Wysokich lotow!!!
      I milego pobytu w Polsce!!!
      Buziaki:***

      Delete
  14. stardust - diabole jeden - ales odmlodniala !!!!!!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pracuje nad cofnieciem czasu:)))) Buziam:***

      Delete
  15. No no, muszę wyznać, że trochę mnie zatkało kiedy przeczytałem ten panegiryk ku chwale naszej czwórki. Bardzo nam wszystkim miło, że Wam się podobało i bardzo się cieszę, że mogliśmy się w końcu spotkać.

    My spokojni? Ehm... No dobrze, niech będzie. Chyba z wiekiem robię się coraz cierpliwszy a odkąd zostałem ojcem jeszcze mi lepiej wychodzi:)

    Do następnego razu!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ojcostwo czy macierzynstwo na pewno dziala pozytywnie na spokoj i cierpliwosc:) Ale Mala jest cudna z tym zawadiackim usmieszkiem!!
      Tez sie bardzo cieszymy i chcemy wiecej!!!

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...