Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, August 3, 2012

Parszywe szczescie

Jestesmy w pociagu, w drodze powrotnej do NYC i normalnie nie wiem czy dam rade powstrzymac chec mordu jaka mnie dopada od kilku godzin.
Zaczelo sie calkiem przyzwoicie, nawet miejsca trafily nam sie razem, co sie rzadko zdarza, bo pociag przybywa do Buffalo z Chicago i czesto jest problem ze znalezieniem dwoch miejsc obok siebie wolnych. Tym razem nie bylo zadnych problemow, dosc duzo ludzi wysiadlo w Buffalo i dwa miejsca wolne czekaly na nas ledwie weszlismy do wagonu.
I wszystko bylo cacy az do samego Rochester, ktory jest pierwszym przystankiem, czyli ok. 1.5 godziny, bo wlasnie w Rochester zwolnily sie dwa miejsca przed nami i najpierw przysiadl sie jakis typ, a zaraz za nim przyszla kobitka i grzecznie zapytala typa czy miejsce obok niego jest wolne, na co typ szarmancko odpowiedzial, ze alez i owszem, bo miejsce wlasnie czekalo na nia.
I od tego momentu typowi sie morda nie zamyka. Sam fakt, ze gada to jeszcze maly pikus, bo w koncu ludzie rozmawiaja, ale on tak pierdoli od rzeczy, ze mnie uszy wiedna, Wspanialy zgrzyta zebami, bo nie mozna sie skupic nad niczym.
Na poczatek typ zaczal sie wymadrzac na rozne tematy, ale rzucilo nam sie w ucho, ze za kazdym razem jak uzywa jakiegos nazwiska, czy nazwy to ja literuje, wyglada to mniej wiecej tak "Jan Nowak, Jot-a-en En-o-wu-a-ka" lub miejscowosc "Pyrzyce, Pe-igrek-er-zet-igrek-ce-e".
Ja pierdykam, typ i kobita sa tak na wyglad po 60tce, wiec nie bardzo widze potrzebe literownia, chyba, ze ma zwyczaj traktowania innych jak idiotow, w tym przypadku na miejscu kobitki juz bym sie dawno przesiadla.
A ona siedzi i slucha, najpierw byl wyklad na temat pierwiastkow chemicznych, pozniej metali szlachetnych, potem przerzucil sie na muzyke i wlasnie w temacie muzycznym uslyszalam jak w bardzo rzadkich momenta milczenia ona zadaje mu pytania, czyli zacheca do dalszej rozmowy.
A bodajby was chuj kolczasty strzelil!!!
Przechodzac do ubikacji zerknelam, niby ludzie jak ludzie, ale czemu on taki glosny?
Liczylam na to, ze wlasnie w pociagu nadrobie troche czytanie blogow, ale czytam jedno zdanie po 7 razy i nie wiem co przeczytalam, bo ten napierdala rowno, a jak na chwile przestanie to znow dziunia wymysla kolejny temat.
Wspanialy przewraca oczami, co mu sie naprawde rzadko zdarza, bo Wspanialy to uosobienie spokoju, ale w pewnym momencie nalewajac kawe z termosu spojrzal na mnie i pytajaco:
-- Przypierdolic mu termosem?
Termos raczej nie jest najlepszym narzedziem, bo tylko wyglada solidnie ze wzgledu na gabaryty, ale pozytku wielkiego by z niego nie bylo, wiec powiedzialam:
-- Mnie caly czas nurtuja sznurowki z moich sneakersow, sa dlugie i naprawde wyjatkowo mocne. 
-- Ty to od razu myslisz o morderstwie, mnie satysfakcjonuje chwilowe ogluszenie, zeby chociaz na moment zamilkl.
No tak, ja zawsze bardziej radykalna niz Wspanialy.
W Syracuse wyszlismy na papierosa, jak wrocilismy, typ i kobitka wymieniali numery telefonow, Wspanialemu sie morda rozjarzyla w usmiechu:
-- W Syracuse juz za pozno, ale jest szansa, ze jedno z nich wysiada w Utica. 
-- From your mouth to a God's ears!! (z twoich ust do boskich uszu) - powiedzialam co ma oznaczac mniej wiecej to samo co "aby slowo cialem sie stalo".
Nic z tego, Utica juz dawno za nami a typ jedynie wstal na chwile i pierdolnal lbem o polke na bagaze, na co ja zlosliwa malpa zawolalam nie kryjac radosci "za slabo!".
Dojezdzamy do Albany i znow zatlil sie we mnie plomyk nadziei, ale staram sie nie myslec o tym, bo to chyba troche za duzo szczescia w jednym kawalku.
W miedzyczasie typ ponarzekal na co sie dalo, czyli na ten przyklad na gospodarke, wychwalajac gospodarke Europy. Nie wiem co prawda, ktory kraj mial na mysli, moze Grecje, moze Hiszpanie?
Pozniej sie madrzyl na temat korzysci wynikajacych z ewentualnego rozpadu Kanady na niezalezne prowincje, cos tez bylo o Belgii, ale nie sluchalam wiec nie znam szczegolow. Dziumdzia w miedzyczasie jak ten pierdolil od rzeczy politycznie wybuchala co chwile slodkim "ach! naprawde!" lub nic nieznaczacym "mmhumm" oraz "ehe" podsycala wywody. A mnie sie slabo robi.
Niech juz wreszcie ten pociag dojedzie do Albany, bo moja wytrzymalosc i odpornosc zbliza sie do kresu. A tak nawet jak sie okaze, ze zadne z nich nie wysiadlo to chociaz zapale papierosa. Jak mi podskoczy poziom nikotyny w organizmie to moze dam rade nie zabic...
Ja pierdole!!! to dopiero Schenectady, a nie Albany. Szlag!!!
Jak na ironie polaczenie netowe jest paskudne tym razem i nawet tej notki nie moge opublikowac;/

44 comments:

  1. No proszę, jednak jest i korzyść z takich ludzi - masz piękną notkę, która jak zwykle - miast współczucia gromki śmiech pobudza... Bo to tak przyjemnie wspomnieć na własne upierdliwe przypadki i ucieszyć się, że tym razem siedzi się tylko przed monitorem! :D
    Nie wiem jak rada na takich... Chyba tylko namówić Wspaniałego na puszczenie piany (może od cappucino? ;) ) z ust i przyciszonym głosem oznajmić tamtym, żeby obniżyli ton, bo ten tu ataku zaraz dostanie, a jest właśnie go wieziesz do specjalnego ośrodka ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, ale ja lubie Wspanialego:)))

      Delete
    2. Ja tam wierzę w jego poczucie humoru i jeszcze większe lubienie Ciebie :)

      Delete
  2. You made my day:)
    Sugeruję wyjście "na pchły/wszy/bedbugs", czyli zaczynasz się nerwowo drapać po cielsku i histerycznie pytać Wspaniałego czy jego też swędzi. Potem robisz mu scenę, mówiąc, że przecież Ci powiedział, ze pchły/wszy/bedbugs zostały zwalczone a tu nic. Drapiesz się dalej i patrzysz sugestywnie na gadułę & co. Powtarzasz głośniej i coraz bardziej histerycznie. Oni się wynoszą. Kurtyna opada:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No masz, Ty tez pomyslowy:)))
      Na szczescie facet wysiadl w Albany, albo moze sie przesiadl do innego wagonu, bo pociag dzielili na dwie czesci, jedna do Bostonu, a druga do NYC. I gostek, niech mu ziemia lekka bedzie pojechal do Bostonu:)) A ona wysiadla na nastepnym przystanku.

      Delete
  3. Kobita pewnie pomyslala ze lepszy taki niz zaden to i te ochy i achy z piersi sie wyrywaly:))))
    A Ty Stardyst zaraz pozytek ze sznurowek chcialas robic,miej litosc:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, ja sama jestem gadula, lubie tez posluchac, jak ktos cos opowiada, ale jak jest CZEGO posluchac. Ten napitalal jak karabin maszynowy i zupelnie bez sensu:)

      Delete
  4. Wszystko może stać się tworzywem dla opowieści:)
    Nawet taki gaduła.

    ReplyDelete
  5. A trzeba było pozwolić aby Wspaniały, wspaniale przypierdolił mu termosem, jak sam sugerował:) To kobitka mogłaby rzucić się jak lew w obronie gaduły i Twoja opowieść byłaby jeszcze ciekawsza:))
    :-)))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, bylaby ciekawsza, bo wzbogacona o relacje z miejscowego wiezienia:)))

      Delete
  6. Jak nic moja teściowa!;))
    Przepraszam, ale uśmiałam się jak norka!
    I ucząc się od Ciebie pomalowałam na kolorowo paznokcie u stóp!!
    Ale chyba jestem większa wariatka, bo prawa stopa na niebiesko, a lewa na turkusowo!I byłam tak w mieście , między ludźmi!!!!:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, cos mi sie popierdolowalo i odpowiedz dla Ciebie jest nizej;/

      Delete
    2. Przyznałam Ci wyróżnienie na moim blogu:) Bo zasłużyłaś:))
      ha!

      Delete
  7. To jest właśnie wada jazdy pociągiem. Nie wiadomo kto się trafi. Moja wytrzymałość by się już dawno wyczerpała. Chyba bym poszła szukać jakiegoś innego miejsca. A swoją droga naprawdę trudno jest mi sobie wyobrazić, ze Wspaniały tak powiedział. On naprawdę jest taki spokojny, ze chyba by muchy nie skrzywdził. A tu termosem był gotowy walnac? Nie do wiary;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, to jest wada jazdy pociagiem, ale na tyle razy ile juz jechalismy pociagiem to jest pierwszy raz kiedy nam sie przytrafila taka atrakcja. Zazwyczaj ludzie sa zajeci sami soba, spia, wiekszosc jest podlaczona do sluchawek i nawet jesli ktos rozmawia to zachowuje sie przyzwoicie.
      Mimo wszystko, jazda pociagiem w porownaniu z samochodem jest 1000 razy mniej stresujaca dla nas.
      Co do Wspanialego, masz racje, powiedzial to w zartach jak ja siedzac za facetem pokazalam dlonmi, ze mam ochote zlapac za leb i wyrwac z plucami:))

      Delete
  8. I bardzo dobrze, ludzie niech sie ucza:))) Ja za to zbieralam komplementy pod adresem moich paznokci:))

    ReplyDelete
  9. Jakie to szczęście, że od lat nie podróżuję kolejami!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, bo w Polsce to Wy wszyscy jestescie bogaci i jezdzicie wlasnymi samochodami. My biedota amerykanska oszczedzamy swoje samochody:)))

      Delete
    2. Star to nie tak
      u nas po prostu taniej jest jechać autem a do tego szybciej no i w komfortowych warunkach
      nasza kolej zatrzymała się gdzieś w 60 latach jak nie wczesniejszych :D

      a oczami wyobraźni widzę Wspaniałego tłukącego po łbie typa :D

      Delete
  10. loomatko - mialam to samo niedawno w samolocie - gosciu siedzacy za mna - napierdalal, eksjuzmi bardzo za slownictwo - ale nie moge inaczej powiedziec - tubalnym glosem przez cala droge! 4 godziny!!! bylam u kresu. chcialam go wysadzic. juz wysylalam karteczke do stewrdessy, ze terrorysta i ma bombe, juz chcialam cos napisac na lustrze w kiblu, ze pan chce wysadzic samolot..ozesz,pierwszy raz zapomnialam kolkow do uszy i spotkala mnie zasluzona kara!
    tak mnie zastanawia - co w takich ludziach siedzi? czy im te geby sie nie moga zamknac? czy wszystko co przemyka przez te male mozdzki musi byc natychmiast wypowiedziane???? wrrr...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, no taki ktos jak widac moze sie przytrafic wszedzie. Dopiero w domu mi Wspanialy wyjasnil, ze i owszem na wiele poruszanych tematow facet mial nawet wiedze, ale byl bardzo insecure, koniecznie chcial zablysnac w oczach tej kobiety. Ja tego osobiscie nie pojmuje, ale ja wiele rzeczy nie pojmuje, wiec niech tak zostanie:))

      Delete
  11. Piękny post popełniaś. Zaplułam klawiaturę :DD Samo życie :DD

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ludko, ja najchetniej zaplulabym gostka;))

      Delete
  12. Facio się wydzierał, bo był lekko głuchawy, co jest zupełnie normalne u kogoś, kto wygląda,że jest już po 60-ce. Każdy, kto nieco gorzej słyszy, automatycznie mówi głośniej. Poza tym z reguły głośno mówią aktywni zawodowo nauczyciele- są przyzwyczajeni do hałasu i przekrzykiwania bachorów. Jedna z moich koleżanek, była nauczycielka, zawsze b.głośno mówi i trzeba jej zwracać uwagę, by się nieco wyciszyła. Uwaga taka pomaga niestety tylko na pół godziny.Rozumiem Wasze cierpienia.Ja to pewnie bym nie wyrobiła i powiedziała człowiekowi,że strasznie głośno nadaje, a słuchanie mimo woli czyjegoś gadania miłe nie jest. I jeśli się to powie miłym cichym głosem, dodając do tego promienny uśmiech , to w 95% pomaga.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, Wspanialy, ktory mial (niestety) lepszy nasluch na goscia, stwierdzil, ze to brak pewnosci siebie nadrabial decybelami. Taka typowa chec zaimponowania.
      Najsmieszniejsze, ze jak juz w Albany mial sie przesiasc do drugiej czesci pociagu, ktora jechala do Bostonu, to nie mial pojecia co ma robic. A wczesniej jak podawali komunikaty, to glosno stwierdzil, ze nie musi ich sluchac. Za to w Albany stanal bezradnie i zapytal troche w proznie, troche w naszym kierunku "to gdzie ja mam isc?" a ja na to zlosliwie "nie wiem, nie jestem konduktorem".

      Nie wiem czy i na jak dlugo poskutkowala by mila uwaga z promiennym usmiechem;) Jakos nie przyszlo mi to do glowy, skupilam sie na sposobach zamordowania;)))

      Delete
  13. Sory, ale mnie dwie rzeczy bardziej zafrapowały z całego interesującego opowiadania- dlaczego ten ch... kolczasty (wyobraźnia zadziałała) i żeby mocniej walnął łbem w tę półkę. A w ogóle dobrze, że jeszcze zapaszkami nie zajeżdżał. Babka zachwycona, bo facet zwrócił na nią uwagę, to cielęcina "omdlała". Bardzo współczuję jazdy w takim towarzystwie :( i nie dziwię Ci się, że chciałaś zamordować :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, zalatujacy zapaszkami to na szczescie rzadkosc, bo ja mam strasznego nochala, wiec jestem przewrazliwiona i to byl by juz na pewno ostatni gwozdz do trumny;))

      Delete
  14. od teraz już zawsze podczas podróży pociągami będę pamiętać to hasło "przypierdolić mu termosem?"

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, a ja pewnie ile razy na ten termos spojrze, to bede miala typa w pamieci;))

      Delete
  15. Starałam się wczuć, oraz współczuć, ale zamiast tego, ubawiłam się po pachy ;-) Przepraszam Star i mam nadzieję, że chęć mordu przeszła już Tobie, bo nie przeczę, że będę się odrobinę bała zajrzeć tutaj, co by przeczytać Twą odpowiedź;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Akularku, chec mordu przeszla, bo na szczescie takie emocje mijaja dosc szybko;) Ale na tyle podrozy jakie juz tutaj odbylam pociagami i innymi srodkami komunikacji, ta byla najgorsza.

      Delete
  16. ciesz się, że pod koniec podróży nie rozkwitła między nimi wielka miłość i poprosiliby miłych państwa, którzy siedzieli za nimi (he he) o namiary, żeby symbolicznie zostali świadkami na ślubie, jako reminder ich pięknego poznania :-) wtedy już koniecznie musiałabyś użyć termosu/sznurówek!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olu, niech im ta milosc rosnie i rozkwita, byle bym ja juz nie musiala patrzec ani sluchac;))

      Delete
  17. Alez się poplułam ze śmiechu.
    Wyobraziłam sobie Wspaniałego jak wali tego typa ...
    A może macie coś do jedzenia żeby go zapchać ?!
    Buziaki

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gosiu, jedzenie mielismy, ale Wspanialy stwierdzil, ze na te podroz wyjatkowo potrzeba bylo dwie butelki wina a nie jedna;))

      Delete
  18. Ludzie często cierpią na brak słuchaczy ( szczególnie samotni lub mówcy z upodobania - czyli gaduły ), a napotkani w podróży padają ich ofiarą - szczególnie jacyś nieasertywni, jak może ta kobieta - lub też jakaś spragniona czyjegoś zainteresowania( ? ) I co ma robić wtedy ta reszta pasażerów - jak Wy, w tym wypadku ? Termosem w łeb !!! ;))) Taaak - podróże kształcą ( podobno ), ale i męczą ( na pewno ! ), ale relację ( Twoją ) czyta się z humorem ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kwoko, sama jestem gadula i lubie pogadac nawet z przypadkowymi osobami. Gadam w sumie wszedzie, ale chyba jednak mam troche wiecej wyczucia jesli chodzi o decybele;))
      Na szczescie juz jestesmy PO i przezylismy:))

      Delete
  19. Oczywiście, poprzednie notki też przeczytane - o wizycie u Tatki - o niedogodnościach ( teraz Ja bardzo takowe odczuwam )oraz o przyjemnościach przyjęcia urodzinowego. Nie mogę wyjść z podziwu ( nie po raz pierwszy !) nad kondycją, sprawnością i humorem Tatki - człowieka w tak sędziwym wieku - odruchowo porównując np. z własnymi Rodzicami - ( nawet nie dożyli tylu lat ) lub nawet ze sobą...Ale , cóż to nie są sprawy porównywalne...i życzę jedynie jeszcze wielu takich dobrych lat :)

    ReplyDelete
  20. Rozumiem podirytowanie.
    Termos? Sznurówki?
    Nic ino zapamiętać te pomysły:D.

    ReplyDelete
  21. niestety gadulstwo może drugiego człowieka zabić, o czym przekonałam się wielokrotnie. Najgorsze doświadczenia mam ze szpitali, w których nietakt spowodowany gadulstwem jest nagminnie spotykany.
    Najgorzej, gdy nie możesz, bo np. nie wypada - przerwać tyrady słów kompletnie nudnego, nikogo nieinteresującego monologu. Niestety nawet grzeczne przerwanie najczęściej skutkuje obrazą i o ile obcy w pociągu obrażony z tego powodu jest nam jak najbardziej na rękę, to np. w rodzinie jest z tym gorzej:(
    Szczerze Wam współczuję.

    ReplyDelete
  22. I pomyśleć, że jak dłużej z kimś pogadam to zaraz boli mnie gardło...to niesprawiedliwe, że niektórzy mogą tak bez konsekwencji nawijać bez końca! Że też głosu nie stracił... :)))))

    ReplyDelete
  23. Rozumiem Cię. Bycie skazanym na takie towarzystwo przez wiele godzin to faktycznie trening cierpliwości :) Skoro nawet Wspaniałemu ciśnienie skoczyło, to musiał być typ hardcorowy!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...