Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, October 30, 2012

Wyjatkowe szczescie

Na poczatek, zebym nie zapomniala, chce Wam wszystkim podziekowac za komentarze pod poprzednimi notkami, to naprawde nie tylko bardzo mile, ale podnoszace na duchu jak czlowiek wie, ze gdzies tam na swiecie sa ludzie, ktorzy sie martwia, zagladaja i wspolczuja.
W poniedzialek nie mialam okazji ogladac tv, bo staram sie nie ogladac na biezaco, zeby sie nie wkurwiac reklamami, wiec nagrywam wszystko co mnie moze interesowac a potem ogladam z pominieciem reklam.
A pozniej jak juz zaczela sie prawdziwa akcja, to z kolei spadlo zasilanie, wiec zrezygnowalismy tak z tv jak i z komputerow i co prawda mielismy wlaczone radio, ale to jednak nie to samo.
Dzis poniewaz ranek zaczal sie od braku internetu, a pozniej byl w stanie zanikajacym, to zaleglam przed telewizornia i ogladalam, ze tak powiem ciurkiem, zarowno wczorajsze nagrania jak i dzisiejsze programy.
I stwierdzam, ze mielismy wyjatkowe szczescie.
Fakt, ze od poczatku pisalam, ze nie jestesmy w strefie zadnego zagrozenia, ale jednak jestesmy przeciez calkiem blisko lotniska LaGuardia, ktore zupelnie bylo zalane.
Ponizej dwa zdjecia z sieci przedstawiajace jak LGA wygladalo dzis:



A przeciez ode mnie z domu do lotniska moge dojsc w ciagu 10 minut spacerkiem, lotnisko mam doslownie 4 ulice za domem, nawet sie czesto smieje, ze LGA is on my backyard.
Dzis tuz po poludniu Wspanialy pod pretekstem pojscia do sklepu zrobil przeglad okolicy. Mnie sie nie chcialo ruszyc dupy, wiec nie poszlam, gdybym poszla to pewnie uzbrojona w aparat, ale naprawde mi sie nie chcialo. Wspanialy jest w przeciwienstwie do mnie zupelnie nie fotograficzny, wiec nawet nie wzial aparatu. Trudno. Natomiast powiedzial mi, ze jest w okolicy duzo polamanych drzew, kilka wyrwane z korzeniami. I tak jak przewidywala mapa sporzadzona przez sluzby zajmujace sie przygotowaniem okolicy do huraganu juz o kilka domow ponizej nas, ciagle na tym samym odcinku ulicy sa domy, ktore maja zalane piwnice.
Park, do ktorego jezdzilam na rowerze, tez jest zalany, bo poziom wody w rzece sie tak podniosl, ze sciezka rowerowa byla zupelnie pod woda.
Ogladalam telewizje i nie moglam uwierzyc wlasnym oczom.
Dolny Manhattan zalany, fale siegaly tam do 14 feet to jest powyzej 4 metry.
Na dzis oszacowano, ze 8 milionow domow stracilo elektrycznosc, ale to na calym terenie doswiadczonym przez Sandy. 70% ludzi w sasiednim stanie New Jersey nie ma elektrycznosci.
Wczoraj w nocy musieli ewakuowac jeden ze szpitali, bo budynek stracil elektrycznosc, chorych na noszach trzeba bylo znosic po schodach, bo nie dzialaly windy.
Ktos napisal w komentarzach wczoraj, ze o co tyle krzyku. Moze i tak to wyglada z zewnatrz.
Ja mam inne zdanie, ja uwazam, ze w przypadkach kiedy ma sie do czynienia z silami natury lepiej miec kilka opcji i nie potrzebowac zadnej, niz potrzebowac chocby jedna i nie miec zadnej.
Nie moge oceniac jak przebiegaly przygotowania w innych miejscach, ale wiem, ze New York byl przygotowany naprawde solidnie. Juz w niedziele wieczorem zamknieto metro i zabezpieczono na ile sie dalo tunele, a i tak nie udalo sie uniknac zalania. Ciagle nie wiadomo kiedy metro zacznie znow dzialac. Dzis od 17tej zaczely kursowac autobusy, ale w/g swiatecznego rozkladu, czyli w bardzo ograniczonych ilosciach, ale za to nie trzeba za przejazd placic. Jeszcze jutro beda za darmo.
Mam nadzieje, ze ludzie skorzystaja z tego z rozsadkiem, ja bede jeszcze w domu.
Duzo ludzi ewakuowano, duzo opuscilo zagrozone tereny na wlasna reke udajac sie do rodziny, lub znajomych mieszkajacych w bezpiecznych strefach.
Przy czym musze wyjasnic, ze nikogo nie ewakuuje sie na sile. Natomiast uwazam, ze jak mowia, ze czlowiek powinien opuscic teren to nalezy sie przystosowac. Zostajac na terenie zagrozonym ryzykuje sie nie tylko swoje wlasne zycie i zycie najblizszych ale tez zycie sluzb ratowniczych, ktore w razie potrzeby musza pozniej przyjechac i udzielic pomocy. Pomijam fakt, ze czasem nie moga dotrzec w pore.
Mamy ok. 40 przypadkow smiertelnych i jakos dziwnie jestem przekonana, ze czesci z nich udaloby sie uniknac gdyby ludzie takie komunikaty i ostrzezenia brali na serio.
Niestety, ludzie sa ludzie...
Nie wiem jak bylo gdzies indziej, ale tak jak pisalam w poprzedniej notce, na przeciwko sasiedzi stracili elektrycznosc i pomoc przyjechala. Pomijajac fakt, ze elektrycznosc wrocila, to zabezpieczyli dwie czesci chodnika po obu stronach ulicy, zeby ktos w ciemnosci nie wszedl na zerwane przewody elektryczne.
Nie bylo czasu na naprawe, ale byl chociaz czas na zabezpieczenie.
To sa wszystko niby drobne rzeczy, ale ktos musi je wykonac, ktos musi pracowac z narazeniem wlasnego zycia, zeby inny ktos (jak ja) mogl spokojnie siedziec w domu.
Widzialam dzis w tv jak gubernator stanu NJ, zagorzaly republikanin wychwalal Obame, mowil, ze wczoraj 3 razy bezposrednio rozmawial z prezydentem, ze dostal wszystko co bylo mu potrzebne, lacznie z bezposrednim numerem telefonu do Bialego Domu, z ktorego mogl korzystac bez wzgledu na pore. Ostatnia rozmowe z prezydentem jak powiedzial odbyl o 2ej w nocy.
Przypomnial mi sie w tym momencie huragan Katrina i New Orleans, kiedy ludzie czekali na dachach domow przez 3 dni na butelke wody. A owczesny prezydent Bush pojechal z tortem na urodziny McCaina.
No tak, ale jak widac sa prezydenci i sa tez pretendenci.
Obecny kandydat Willard stwierdzil, ze na czas tego huraganu zawiesza swoja kampanie.
Smiesznie to zawieszenie wyglada, skoro dzis mial spotkanie z wyborcami w Ohio pod pretekstem zbiorki zywnosci dla ofiar huraganu. I zeby bylo sprawiedliwie, ja wiem, ze on akurat w tym momencie jest w bardzo niewygodnej sytuacji, bo kampanie wypadalo zawiesic, ale ta zbiorka zywnosci?
Ale kampanii tez nie musial zawieszac, bo nawet jesli sam chcial sie wykazac powaznym podejsciem do sytuacji, to zawsze mogl wyslac Ryana, nawet Anntoinette, lub innych w swoim imieniu.
Biden i Clinton spokojnie odbywaja spotkania z wyborcami w imieniu Obamy.
Ale to nic, juz od jutra Willard wraca na pole kampanii pelna para, dzis to bylo na pol gwizdka;)
Jak tylko najpierw dostarczy zebrana zywnosc do New Jersey.
Tymczasem Czerwony Krzyz, ktory zajmuje sie pomoca apelowal, zeby nie robic zadnych zbiorek zywnosci, jak ktos chce pomoc, to niech wysle $5.00, ktore im sie w tej chwili bardziej przyda niz zywnosc wartosci $50.00 No tak, ale po pieniadze to Willard musialby siegnac do wlasnej kieszeni, zbiorka zywnosci go nic nie kosztuje i w dodatku moze byc niewinnym pretekstem do spotkania z wyborcami pod egida humanitarna a nie kampanii.
Dlaczego Czerwony Krzyz nie chce przyjmowac zywnosci a woli pieniadze?
Z tej prostej przyczyny, ze skala zniszczen a co za tym idzie potrzebnej pomocy jest tak wielka, ze jest im latwiej dzialac jak maja fundusze i sami wiedza na co je wydac, a nie zywnosc, ktora musza przejrzec i rozprowadzic.
Pamietam jak 7 lat temu mielismy w mojej dzielnicy powazna awarie elektrycznosci, ktora trwala 17 dni i dotknela 250 000 ludzi wtedy tez wlasnie Czerwony Krzyz zajmowal sie dystrybucja jedzenia, wody, suchego lodu do lodowek, lekow itp.
Pamietam, ze jedna z pobliskich restauracji zaoferowala dostawe duzej ilosci dan obiadowych i ponoc musialy te dania przejsc inspekcje CK, bo CK odpowiada za moze nie jakosc, ale bezpieczenstwo pozywienia, ktore rozprowadza. Ale to bylo na duzo mniejsza skale, teraz CK dziala na maksymalnych obrotach i na terenie calego wschodniego wybrzeza.
Ale to nic, Willard twierdzi, ze jutro siadzie za kierownice i zawiezie te zebrane artykuly, ktore ludzie przynosili ze sklepow do NJ. Ciekawa jestem jak to sie skonczy;)
Chociaz jak znam zycie to pewnie nie powiedza;)
Tyle tylko, ze ten sam Willard nie dawniej jak w czerwcu tego roku powiedzial, ze jak zostanie prezydentem to zlikwiduje FEMA, to jest organizacja federalna pomagajaca ludziom wlasnie w takich wypadkach losowych. Willard twierdzi, ze FEMA to zupelnie niepotrzebny twor i pomoc w takich przypadkach losowych powinna byc zabezpieczona przez poszczegolne stany dosiegniete katastrofa.
A jeszcze lepiej, zeby pomoc przejela prywatna inicjatywa.
O tak!!!! Zupelnie jak w czasie Katriny!!!
Ci ludzie wtedy zamiast siedziec na dachach i wymachiwac bialymi plachtami, lub rabowac jedzenie w sklepach powinni zadzwonic po prywatny helikopter lub zamowic jedzenie w restauracji.
Jeden z republikanow dzis na pytanie dziennikarza jak ocenia prezydenta Obame w czasie tej katastrofy w porownaniu z tym co robil Bush, stwierdzil, ze "Obama nauczyl sie na bledzie Busha".
Moze nie byloby to zupelnie idiotyczne gdyby nie fakt, ze mlody Bush nie nauczyl sie na bledzie wlasnego ojca, ktory w roku 1992 zatopil Floryde w czasie huraganu Andrew.
I jak sie tego wszystkiego naogladalam, to wlasnie doszlam do wniosku, ze mam wyjatkowe szczescie w tym przypadku, po czym pokornie wplacilam na konto Czerwonego Krzyza $100.00
Nie bardzo mnie na te stowe stac na dzis, ale przeciez moglo byc gorzej, duzo gorzej...

Jest juz po polnocy, czyli sroda rano, wlasnie skonczylam ogladac tv.
W Breezy Point w sumie spalilo sie 111 domow. Straszna tragedia.

PS
Cutie Pie odezwij sie!!! Wlasnie ogladalam relacje ze Staten Island i caly czas mysle o Tobie.
Daj znac czy wszystko w porzadku.

72 comments:

  1. 3małam za was kciuki! a jak ktoś mówi, że to nic takiego było, to ja nie mam słów... w każdym razie 3majcie się tam ciepło, sucho i bezpiecznie!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Evus, naprawde nie zdawalam sobie sprawy, ze jest tak strasznie. Wiesz jak czlowiek jest bezpieczny w domu, to jakos mimo, ze slyszelismy w radio, to jednak nie dotarlo.
      A dzis siedzialam przed telewizorem i wylam. Podobnie jak po 9/11.

      Delete
    2. no ciężko uwierzyć jak się widzi w tv.... niesamowity ogrom zniszczeń. ... w dodatku zima idzie...

      Delete
  2. patrzę na relację z Breezy Point.... ciężko na to patrzeć. KILKANAŚCIE-KILKADZIESIĄT bloków spalonych domów....no rzeczywiście, o co tyle krzyku...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Eva, ogladalysmy chyba ten sam program, bo wlasnie wstalam zeby jeszcze to dopisac. Dokladnie 111 domow.
      No i pokazywali Staten Island, teraz bede myslala o Cutie Pie, bo przeciez ona tam mieszka.

      Delete
    2. miejmy nadzieję, że Cutie Pie brakuje tylko dołączonego internetu do kontaktu ze światem....

      Delete
  3. Witaj, nie pisałam kilka miesięcy, ale jestem bardzo często myślami z Tobą. Zwłaszcza teraz. O problemach dowiedziałam się wczoraj.... byłam przez kilka dni odcięta od mediów bo docierałam do Azji. Wczoraj się naoglądałam..... :-( Mocno, mocno ściskam i wiem, że wszystko będzie ok.Serdeczności.Gekon.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gekon, dzieki. Bedzie dobrze, ale to potrwa. Wlasnie ogladalam zniszczenia w metrze, najgorzej jest pod rzeka, a ja akurat korzystam z metra, ktore jedzie pod East River. Wszystko jest zalane, instalacje, to trzeba oczyscic, naprawic, sprawdzic.. cos mi sie wydaje, ze dlugo bede jezdzic do pracy autobusami. Trudno, jak trzeba, to nie ma co narzekac, moglo byc gorzej.

      Delete
  4. właśnie inaczej się czyta , inaczej patrzy w tv a jeszcze inaczej na żywo !
    tak myślę ze amerykańskie społeczeństwo i tak jest bardziej zdyscyplinowane jeśli chodzi o ewakuację ,wydaje mi się że u Was tak jakoś wszystko sprawniej idzie
    Ludzi co stracili domy żal bardzo żal !

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, wiekszosc jest zdyscyplinowana, ale sa tez uparciuchy, ktore zostaja a potem jest placz i zgrzytanie zebow. Wczoraj wiekszosc z tych co zostali i przezyli, mowila, ze nastepnym razem na pewno posluchaja i poddadza sie ewakuacji. A jak bedzie naprawde? Ludzie maja krotka pamiec.

      Delete
  5. A ja jakoś miałam przekonanie, że cało z tego wyjdziecie i nie pomyliłam się.
    To co pokazują w TV jest okropne. Dobrze, że macie FEMA i Obamę. Trzymam kciukasy. Pozdrowionka dla Wspaniałego :*)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ludko, ja tez bylam przekonana, ze nam tutaj akurat w tym miejscu nic nie grozi i chyba dlatego tez nie zdawalam sobie sprawy z tego co sie dzieje tuz za mna.
      Nie tylko pozdrowie Wspanialego, ale go nawet ubuziam:)))
      Tylko jak wstanie, bo ten spioch jeszcze w poscieli;)

      Delete
  6. Najwazniejsze, ze jest juz PO!!! a wy jestescie cali i zdrowi - mam nadzieje, ze cala twoja rodzina jest OK>
    uff..
    sciskam mocno.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, dobrze, ze juz PO i wszystkie dzieci sa tez OK, oni wszyscy mieszkaja w bardziej w glebi ladu niz my, wiec jest dobrze.

      Delete
  7. Moja mama ma dom w NJ. Mama jest teraz w Polsce i nie ma pojecia co zastanie po powrocie, na szczescie nie jest blisko coast line... Samochod za to stoi na JFK, a czy tam nie podobnie jak na LGA - nie wiadomo...
    pozdrawiam (chwilowo) z Polski

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kamphora, mam nadzieje, ze dom Twojej mamy nie ma wielkich zniszczen, chociaz... naprawde trudno powiedziec, bo woda poszla daleko w glab ladu.
      Szukalam wlasnie jakichs zdjec czy wiadomosci z JFK ale nic nie moge znalezc, wiec moze jest lepiej niz na LGA.
      Chyba jest troche lepiej, bo wlasnie wyczytalam, ze JFK zacznie dzis dzialac na limited flights, ale zacznie, a LGA jeszcze nie. Chcialabym moc napisac cos wiecej, ale nie moge, przykro mi:(

      Delete
  8. Star jak fajnie widzieć nowy post :-))))
    sprawdzałam bloga co godzinę, żeby zobaczyć czy u Ciebie ok...
    pozdrawiam!

    ReplyDelete
  9. Zawsze mnie przerażała siła i moc natury. Huragany, powodzie, trzęsienia ziemi - tak naprawdę nie jesteśmy wstanie nad tym do końca zapanować :(
    Możemy przewidzieć siłę , kierunek żywiołu, obszar, na którym COŚ się zadzieje, przygotować się do nadchodzącego niebezpieczeństwa, ale i tak wszystko może wymknąć się spod kontroli:(
    Dobrze, że u Ciebie już PO i przetrzymaliście nawałnicę. Czytałam Twoje relacje, jak doniesienie z pola walki. Myślę, że teraz, żeby dojść do "normalności" wszystko zależy od ludzi, od ich zdyscyplinowania, współpracy i solidarności.
    Pozdrawiam serdecznie z cichego lasu:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mago, to prawda, ze nie mozemy nad natura zapanowac, ale mozemy sie nie przyczyniac do jej szalenstw, tylko niestety malo kto wierzy w to, ze czlowiek dla zarobku niszczy ziemie. Sami sobie podcinamy galaz na ktorej siedzimy i to jest przykre...
      Zobaczymy jak to dochodzenie do normalnosci bedzie wygladalo, determinacja jest ogromna. Nawet tam gdzie splonelo te 111 domow bylam zaskoczona, ze nie widzialam narzekajacych, a tylko troske i radosc, ze zyja. Ja sie poryczalam przed telewizorem jak widzialam witajacych sie sasiadow na pogorzelisku.

      Delete
  10. Niby technika, XXI wiek. Wobec siły natury człowiek pokornieje. Pozdrawiam wszystkich

    ReplyDelete
  11. Zawsze podziwiam organizację u Was, na wypadek przewidywanych katastrof.Często oglądam programy dokumentalne właśnie z takich wydarzeń, które miały miejsce w USA.I tak zupełnie egoistycznie cieszę się, że u nas jest stosunkowo mało takich nieszczęść.Bo u nas nie dość,że często w takich przypadkach są spory kompetencyjne, co już stwarza bałagan, to do tego każdy z mieszkańców wie lepiej co powinno być zrobione i jak. I wiadomo z góry, że jeżeli każą komuś wejść na dach, to on wlezie do piwnicy, bo wie lepiej. Star, rzeczywiście mieliście szczęście, że Was nie zalało. To lotnisko wygląda mocno niepokojąco. Wyobrażam sobie ,że niewątpliwie to zalanie pociągnęło za sobą duże straty finansowe.Przypomniała mi się ta powódz w okolicach Wrocławia. Ale w tym przypadku ogrom zniszczeń wywołał tzw. "czynnik ludzki" - bo po pierwsze ktoś wydał zezwolenie na budowę olbrzymiego osiedla na terenach zalewowych, po drugie -okoliczni mieszkańcy nie pozwolili na wysadzenie wałów p. powodziowych, bo zalałoby im pola, więc lepiej, żeby zalało Wrocław.
    Wiesz, czasami mam wrażenie, że te wszystkie powodzie, trzęsienia ziemi, huragany, są otrząsaniem się Ziemi z nadmiaru ludzi.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, moze organizacja jest lepsza, nie wiem, trudno mi porownac, bo nie mam pojecia jak jest w Polsce pod tym wzgledem. Ale ludzie sa niestety tacy sami. Ciagle jeszcze szukaja cial tych co pozostali i nie wiadomo co z nimi jest. Jakis starszy pan wczoraj mowil, ze zostal, bo uwazal, ze tyle juz przezyl roznych burz i huraganow wiec nie przypuszczal, ze tym razem bedzie inaczej. A tymczasem jak dotarlo do niego, ze jedak trzeba uciekac to zanim doszedl do samochodu, to samochod juz byl do polowy okien w wodzie. Przezyl, bo dom ma pietro, ale i tak na pietrze bylo ok.20cm wody.
      Ja mysle, ze Ziemia otrzasa sie nad tym co z nia robimy bardziej niz nad nasza iloscia.
      Buziam:*

      Delete
  12. A ja po miesiecznym pobycie w Polsce utknelam od wczoraj w Warszawie.
    Po calej dobie udalo mi sie nawiazac kontakt z synem, ktory ma internet w komorce i dowiedzialam sie, ze u chlopakow wszystko w porzadku. Kamien spadl mi z serca bo umieralam z niepokoju. Nie maja pradu i wody, telefon nie dziala ale poza tym wszytsko w porzadku. Wracam do domu dopiero w piatek, gdyz na ten termin znaleziono mi najblizszy mozliwy lot.
    pozdrawiam jeszcze z Warszawy i trzymajcie sie!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Megan, wyobrazam sobie co przezylas przez te dobe. Na szczescie dobrze, ze to tylko prad i woda, chociaz brak wody jest gorszy od braku pradu. Wlasnie czytalam, ze JFK i Newark zaczynaja powoli dzialac na zmniejszonych obrotach, ale juz od dzis.
      Wracaj szczesliwie!!!

      Delete
  13. Mówią, że co najmniej tydzień potrwa, jak naprawią zasilanie. To kompletny szok, budzę się rano, włączam TV i widzę, że ziemia została zrównana.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Scarlet, nie wiem czy uda im sie to opanowac przez tydzien, chcialabym, ale naprawde nie wiem. Na dolnym Manhattanie wysadzilo caly zasilacz, polowa wyspy jest pograzona w ciemnosciach. Straszne to wszystko i tyle.

      Delete
  14. Łatwo mówić "o co tyle krzyku", kiedy jest się po drugiej stronie globu. Na miejscu wszystkim zmieniłaby się perspektywa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, wierz mi, ze ja sama bedac w domu na bezpiecznym kawalku ziemi nie zdawalam sobie sprawy z zasiegu zniszczen. Dociera po fakcie i serce peka.

      Delete
  15. To lotnisko wyglada porazajaco.. I 4-metrowe fale.. Jakie szczescie ze mieszkacie na terenie mniej zagrozonym, tam gdzie spokojniej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. MA, tak jak pisalam lotnisko mam w odleglosci 4 ulic od domu, na szczescie dom jest wyzej.

      Delete
  16. Dobrze, że u Was dobrze. Poza tym przerażająco :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, jest przerazajaco, naprawde mielismy szczescie.

      Delete
  17. tak, co innego oglądać tiwi, a co innego być tam na bieżąco!
    Dobrze, że u Was dobrze Stardust!:*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ade, ja ciagle jeszcze niewiele widze, bo dopiero jutro chce dojechac do pracy. Jeszcze nie bardzo wiem jak, bo metro nie dziala, ale jakos chyba dam rade:)
      Buziaki:**

      Delete
  18. Na SI jest niewesolo, wczoraj sie dodzwonilismy do znajomych, dom maja do 1 pietra zalany, samochody itd, ale zyja, z tego co doczytalam to na SI zginal nasz rodak -policjant Artur kasprzak, pracowal na 1st precinct.

    Wczoraj tak siedzialam i czytalam komentarze na polskich stronach, i szczerze szlag mnie trafial na niektore.
    Nikt kto nie widzial nigdy NYC nie potrafi sobie wyobrazic ogromu tego zniszczenia.
    Prezydent stanal na wysokosci zadania, jestem dumna ze mam takiego prezydenta.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lukrecjo, Ty to chyba jeszcze bardziej nie mialas co robic wczoraj niz ja:)) Jaka cholera Cie poniosla na polskie strony, malo Ci naszego tutejszego bydla?
      Ja wczoraj z nudow przeczytalam cala platforme GOP i teraz mi juz nikt na swiecie dlugim i szerokim nie wmowi, ze republikanie nie sa zdolni do zniesienia legalizacji aborcji, albo, ze sa normalni. Oni te nienormalnosc maja wpisana w program partii i od wczoraj naprawde boje sie tego republikanskiego bydla jeszcze bardziej.

      Delete
    2. Oj tak, jeszcze te miejsca w Supreme Court, no strach sie bac.
      Ale wierze, ze Obama wygra, ze rozsadek i zdrowy rozum zwyciezy nad ciemnota i zacofaniem.

      Delete
    3. Lukrecjo, Obama wygra! Tylko co z tego, jak to republikanskie bydlo i tak bedzie sie po katach kocic.
      Jedynie calkowita eliminacja by mnie satysfakcjonowala;))

      Delete
  19. Ciesze sie, ze u Was wszystko w porzadku. Poza tym, nie moge tego ogarnac jak wielkie sa zniszczenia i jak dlugo NYC, NJ i pozostale stany bedzie sie dzwigac z tego. Smutne to. Widzialam zdjecia po pozarze na Breezy Point, widzialam domy w NJ tuz nad oceanem. Tragedia jak to wyglada, jak armageddon, jak po zakonczonej bitwie. Trzymaj sie Star.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, ja tez ciagle nie ogarniam, leb mnie napierdziela od myslenia, ale myslec o tym tez nie potrafie przestac.

      Delete
  20. jestem! cala, zdrowa, bez pradu od poniedzialku wieczorem, do wtorku po poludniu. trzeci dzien siedze w domu! strat na szczescie zadnych, bo na szczescie mieszkamy w takiej czesci, gdzie woda nie dochodzi. choc dwie ulice w kazda strone i zalany mielibysmy garaz! ale to co widzialam wczoraj w Great Kills Marina!!! lodzie 'zaparkowane' w ulubionym przez moja corke parku. w restauracji! na ulicy, jedne na drugich!!! okropnie! nawet nie chce myslec o tym co sie dzialo w New Jersey i jak to teraz wyglada!
    cale szczescie, ze juz po wszystkim...

    ReplyDelete
    Replies
    1. to ja, Cutie-Pie, zalogowana z domu z imienia i nazwiska...

      Delete
    2. Kamien z serca!!!!
      Cutie, tak sie ciesze, ze jestescie cali, bo wczoraj jak zobaczylam w jakim stanie jest SI to sie poplakalam. A juz najbardziej jak zobaczylam poszukiwania tych dwoch chlopcow, pewnie znajda sie ciala, bo raczej szansa ze przezyli jest juz znikoma.

      Delete
  21. Trzymałam kciuki za was i za rodzinę w Connecticut, cieszę się, że już po wszystkim, choć na pewno jeszcze potrwa, zanim wszystko wróci do normy!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marianno, w Connecticut mam kolezanke, rozmawialam z nia, oni sa w porzadku, ale tam tez ogolnie tragedia.

      Delete
  22. Witaj Star.
    Ja rzadko piszę komentarze, ale czytam regularnie. Tylko hurtem z dużym opóźnieniem, więc i często za późno zazwyczaj na komentarze.
    Myślałm o Tobie i trzymałam mocno kciuki. Cieszę się, że wszystko u Ciebie dobrze. Przeraziłam się tylko, jak widziałam te spalone domy w Queens, bo to chyba blisko Ciebie. A wcześniej pisałaś, że widziałaś iskrzące się przed domem przewody elektryczne.
    Jestem pod wrażeniem sprawnej akcji informacyjnej dotyczącej ewakuacji i zagrożeń, jakie mogą wyniknąć z tego huraganu. Akcja ratunkowa też wygląda u Was jakoś lepiej, niż w Polsce. Mam wrażenie, że ta nasza polska ułańska fantazja ogarnęła wszystkie dziedziny życia i ludzie są jacyś niezdyscyplinowani.
    Pozdrawiam
    Aga

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aga, dzieki:) Breezy Point jest daleko ode mnie, bo na drugim koncu Queens, ale tam faktycznie oprocz pozaru cale domy wyrwalo z fundamentow i plywaly uderzajac o siebie. Absolutna tragedia.
      Wiesz z ta pomoca to tez roznie bywa, bo ludzie jednak zapominaja, ze nie sa jedynymi potrzebujacymi pomocy. Wlasnie widzialam kolejki czekajace na zywnosc i wode pitna, bo wywalilo pompy. Niestety ta pomoc nie zawsze dociera na czas, ale przeciez zniszczenia sa tak rozlegle, ze trudno to ogarnac. A ludzie sie denerwuja, to nie pomaga. U mnie jest spokoj, wiec moze tez mi latwo tak mowic. Nie mamy ciagle polaczenia telefonicznego, ale nawet nigdzie w tej sprawie nie dzwonimy, bo to pestka w porownaniu z tym co maja inni.
      Dzis rano naprawili nam juz te wiszace przewody elektryczne, wiec i telefon stacjonarny kiedys wroci, poki co mamy komorki.
      Najwiekszy problem jest z obszarem zniszczen, w sumie to prawie cale wschodnie wybrzeze Ameryki potrzebuje jakiejs pomocy. Strasznie jest, ale jakos trzeba to przetrwac.
      Buziaki:**

      Delete
    2. Wspomniałaś gdzieś wcześniej o wydarzeniach, kiedy doszło do ataku na WTC - czy napiszesz kiedyś coś więcej o tym? Jak to wyglądało z Twojego punktu widzenia i co tak naprawdę działo się w NY po ataku, jak zachowywali się ludzie? Jaki to miało wpływ na Ciebie i Twoje życie w NY?
      Oczywiście po wyborach, bo to teraz najważniejsze. A propos wyborów - fajnie to wszystko opisujesz, wreszcie wiem jak to naprawdę wygląda, bo u nas pojawiają się tylko strzępki informacji. Chociaż ostatnio w tv nawet tłumaczyli zasadę Electoral College, a to już duży postęp.

      Delete
    3. Aga, o 911 pisalam juz chyba dwa lata temu. Nie chce sie powtarzac, ale jak sobie poszperasz w archiwum to we wrzesniu 2010 albo 2011 na pewno cos znajdziesz:)

      Delete
  23. Replies
    1. Dobrze, ale serce boli o tych co im sie nie udalo...

      Delete
  24. Cały dzień byłam myślami z Toba, choć dopiero teraz mogłam wleźć na bloga. I jaka ulga, że chociaż Wam się nic nie stało.
    Bo skala zniszczeń i tragedii jest niewyobrażalna.
    Ale poradzicie sobie z tym, bo jak nie Wy, to kto??

    Pozdrawiam i kciuki oraz białą magię wciąż ślę...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jedzo kofana, Jedza podsyla te biala magie, bo w przyszlym tygodniu to ja juz bede musiala do pracy jakos dotrzec, a z buta nie bardzo mi sie usmiecha...

      Delete
    2. Podsyłam, na razie małymi porcjami, bo co za dużo, to niezdrowo... :)

      Delete
  25. Mam mieszane uczucia związane z decyzją: dary w postaci jedzenia czy pieniądze. Argumenty, że CK najlepiej wie, czego potrzeba jest dla mnie przekonujący. Szczególnie, że niektórzy bardziej niż np puszki tuńczyka potrzebuje insuliny. Z drugiej wszak strony to jedzenie na pewno trafi do ludzi, a z pieniędzmi to chu....steczka wie. Nie wykluczam jednak, że to takie moje polskie skrzywienie.
    P.S. Brat i jego rodzina cały - wczasuje się w Meksyku. Wie jednak, że stoi Jego dom w NJ w stanie nienaruszonym. Tylko jeden z samochodów, którym jechali na lotnisko został na parkingu lotniskowym...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, skrzywienie wcale nie musi byc osobiste, ani polskie:)) Wspanialy ma podobne skrzywienie:)) No chyba, ze Was cos "osobiscie" laczy:D:D:D
      Widzisz jedzenie tez mozna zbierac na taka okolicznosc, ale to powinno byc jedzenie w puszkach (dla bezpieczenstwa) a tymczasem Willard przyjmuje od ludzi reklamowki z czyms niezidentyfikowanym na dnie. Dwa jablka i paczka herbatnikow tez sa potrzebne, ja wiem o tym, ale ktos z pracownikow CK bedzie musial stac i sprawdzic kazda paczke herbatnikow czy jest oryginalnie zapakowana. To juz jest niepotrzebne zajecie dla kilku osob, ktore w tym czasie moglyby robic cos bardziej pozytecznego.
      Jesli Willard chcial sie wykazac, to najpierw powinien wejsc w porozumienie z CK i dostosowac sie do ewentualnych wytycznych, ze np. przyjmuje tylko pieluchy roznych rozmiarow, albo srodki opatrunkowe, albo puszki z zupa pomidorowa... wiesz taki sens i logika, wtedy cos sie robi i jednoczesnie oszczedza sie robote innych.
      Dobrze, ze masz od Brata pozytywne wiesci, z samochodem moze byc roznie, ale to juz mniejszy problem.

      Delete
    2. W sumie fajnie by było troszkę się z Tobą podrażnić, tak pościemniać, zawoalować, że nie znam - prawie - Wspaniałego albo ojojoj na pewno mnie już nie pamięta ;-)))))))))) No nic z tego! Nie było szans, bym kiedykolwiek Go widziała na żywo, a co dopiero coś tam, coś tam osobiście;-)))
      Zgadzam się, że rzeczywiście dary w naturze niosą z sobą niebezpieczeństwo i angażują wiele osób do kontroli. Takie dary powinny podlegać jakimś z góry narzuconym rygorom (puszki, hermetyczne zamknięcia czy na przykład kartony oryginalnie pozamykane, a nie kg pomarańczy albo 3 chleby) Ale i tak mam wrażenie, że pewniejsze, ze trafią w autentyczne potrzeby. Pieniądze na leki na przykład i tak pewnie wykłada rząd czy sam CK, a z datków prywatnych trudno rozliczyć
      A co do brata to się dopiero okaże czy jedno z czterech aut nie jest problemem;)))

      Delete
    3. Zante, to jest tak, ze oczywiscie KAZDA pomoc jest potrzebna, tylko trzeba myslec w skali odpowiedniej do wydarzenia. Jak mam chora sasiadke, to moge jej zaniesc sloik zupy i nie musze tej zupy wysylac do laboratorium, bo jak sasiadka umrze od mojej zupy to wiadomo komu sie dobrac do dupy.
      Oj chyba nawet rymuje przy okazji;))
      Wlasnie slyszalam w dzienniku, ze wlasciciel jednej z restauracji w NJ, ktora zasila przez duzy wlasny generator, przez 18 godzin gotowal obiady i rozwozil je sam osobiscie po okolicy.
      Zauwaz nie pizgnal kotla z jedzeniem na progu CK tylko rozwiozl sam, automatycznie ponoszac w razie czego odpowiedzialnosc za to czym nakarmil ludzi.
      Niestety oszolomow Ci tu dostatek i zagrozenie w roznej postaci moze przyjsc z kazdej strony.
      Natomiast Willard, zebral rozne artykuly spozywcze i pizgnal je pod drzwiami CK zwalajac rozprowadzenie tych dobr na CK. A przeciez mogl sam siasc, posegregowac, porobic z tego paczki i rozdawac potrzebujacym z samochodu. Takie zachowanie nie wzbudzaloby niczyjego sprzeciwu (nawet mojego).
      Tymczasem Willard, ktory MUSI zawalczyc w Ohio (chociaz nie ma zadnych szans) nie chcac odwolac wystepu wyborczego, sprytnie przeksztalcil go niby w pomoc dla poszkodowanych, ale cala robote zwalil na innych.
      A przeciez naprawde nie ma nic lepszego teraz do roboty i moglby zrobic to sam i z glowa...
      Ale zeby robic z glowa, to chyba najpierw trzeba miec glowe.

      Delete
    4. Cały ten Willard i jego cwaniaczkowatość to jedno. No glistowate to takie i tyle. Nie kojarzy się z odruchem serca tylko wykorzystywaniem nieszczęścia.
      A pomoc autentyczna, która nie prosi o "głos" budzi szacunek. A i ta musi być rozsądna i bezpieczna. Przekonałaś mnie

      Delete
    5. To faktycznie glista. Jakbys uslyszala co on wyczynia korzystajac teraz z sytuacji, to normalnie wlos sie na dupie jezy. Jak mi sie bedzie chcialo to o tym napisze. Jest tak zdesperowany, ze zupelnie zwariowal.
      Wykorzystywanie nieszczescia jest naprawde w tym przypadku karygodne i zgodnie z prawem sprawiedliwosci ludzkiej obraca sie przeciwko niemu.
      Bedzie mial na co zasluzyl.

      Delete
  26. Komentarz Steva'a Kinga (R-Iowa) sprawil ze zaczelam sie zastanawiac nad stanem jego zdrowia psychicznego.
    http://www.huffingtonpost.com/2012/10/31/steve-king-hurricane-sandy_n_2047553.html

    RC tylko i wylacznie pieniadze, skoro Willard taki dobry czlowiek to dlaczego nie zadeklarowal jakiejs konkretnej sumy na Red Cross?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Widzialam Kinga, Willardem tez prosze mnie nie wkurwiaj:))) Nie moge sie doczekac przyszlego tygodnia, zebym juz nigdy nie musiala slyszec o tym chuju.

      Delete
  27. Jeszcze przez cały czas czytam i słucham, co się tam u Was dzieje, faktycznie mieliście niesamowite szczęście, jak zobaczyłam te zdjęcia lotniska, to mi szczęka opadła, że mieszkacie tak blisko, a u Was sucho!
    Pisz, pisz dalej, najlepsza jest relacja osobista!
    Uściski!

    p.s. na którego maila można do Ciebie pisać, bo mam wrażenie, że mojego ostatniego maila nie znalazłaś :)?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwus, najlepiej pisac na ten adres bezodwrotu9, ale bije sie w piersi, bo ja do poczty od chyba dwoch miesiecy nie zagladam, albo bardzo sporadycznie, wiec to wszystko kiedys zostanie odkopane.. tylko jeszcze nie wiem kiedy;) Twoje maile widzialam na obu adresach, ale wiesz, jak nie polityka to katastrofy...
      Nawet zrobilam zdjecia tych moich lazienek i co z tego? no ja mam zdjecia, Ty pewnie juz swoja lazienke dawno wykonczylas.
      Przepraszam...;/

      Delete
  28. Szczęście Was nie opuściło i choć były chwile grozy i wokół masz zniszczenia, ale Wy z opresji wyszliście obronną,
    Myślałam dużo o Tobie, opowiadałam znajomym jaka jesteś dzielna, opanowana i zorganizowana.
    Żywioł już chyba w odwrocie..aż do następnego razu.

    Pozdrawiam Pola

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, dziekuje Ci bardzo. Mielismy naprawde wielkie szczescie. Jak patrze na to co sie dzieje wokol, to naprawde serce peka, ludzie stracili dorobek calego zycia w doslownie kilka godzin, a czesto i zycie.
      Buziaczki:**

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...