Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, November 25, 2012

Pomocnicy

W piatek pieklam ciasta, dwa tylko i latwe, wiec dzien mijal w sumie bezbolesnie, a nawet troche nudno, bo zachcialo mi sie spac. Zaanonsowalam wiec, ze ide uskutecznic drzemke.
-- Ooo a czy my mamy cos zrobic w miedzyczasie - padlo troskliwe pytanie ze strony panow.
-- Mozecie przejrzec ten szpinak co go kupiles na salate, oderwac ogonki i zeby nie bylo zadnych zwiedlych czy nie daj buk zepsutych listkow. Jutro sie go tylko umyje i bedzie gotowy.
Spalam ponad dwie godziny.
Wstalam i ujrzalam taki widok:


Zlapalam za aparat zeby to uwiecznic i powiedzialam, ze teraz mam dowod na to ze nic nie robili. Moje stwierdzenie wzbudzilo gromkie oburzenie, bo jak sie okazalo szpinak byl przebrany.
-- No dobrze, dobrze nalezy Wam sie podziekowanie - dalam sie udobruchac.
A na to Tatek pokazujac palcem na Wspanialego:
-- Jemu sie nalezy podziekowanie, bo wiesz jak ja uslyszalem o tym szpinaku a to taka troche robota jak dla Kopciuszka, to na wszelki wypadek tez poszedlem spac. Jak wstalem to szpinak byl juz przebrany.
-- Ty to sie umiesz urzadzic - podsumowalam.
Ale za to wieczorem oddelegowalam ich do nakrycia stolu juz na nastepny dzien. Mieli za zadanie rozlozyc wszystkie talerze i zrobic odpowiednie miejsce na talerze i miski w ktorych byly serwowane dania i musze przyznac, ze sie calkiem ladnie z tego zadania wywiazali.
Ja tylko musialam ulozyc serwetki w kieliszkach, bo z tym niestety sobie nie radzili:



Ten kawalek pustego miejsca w dolnym prawym rogu to dla Avivy, ktora siedzi ciagle w wysokim krzesle dla dzieci.
W sobote rano Wspanialego dzien powital zjebka, oczywiscie w moim wykonaniu.
Prosilam juz w piatek, zeby mi pomogl z przygotowaniem wszystkich skladnikow do nadzienia i do zapiekanki na sobote, wtedy wszystko idzie sprawniej, ale sie uparl, ze on raczej wczesniej wstanie i mi pomoze rano.
Nie ma sprawy, ja tam nie jestem upierdliwa i moge isc na kompromis.
Ustawil budzik na 5:30 bo uznal, ze o tej porze moze spokojnie wstac i mi pomoc.
Ja wstalam o 5tej, wypilam kawe i wzielam sie za siekanie. Slyszalam jak budzik sie wlaczyl o 5:30, nawet slyszalam jak go "ktos" wylaczyl, ale nikt nie wstal.
Znam te zabawe, ale tym razem postanowilam, ze niestety w pewnych sprawach nie mozna byc wyrozumiala zona, trzeba byc upierdliwa jedza. Wspanialy wstal tuz po 7ej przyszedl do kuchni, powiedzial grzecznie "dzien dobry", na co ja nie zareagowalam i zrobil sobie kawe.
-- Jestes na mnie zla? - zapytal niewinnie tak jakby mozna bylo miec co do tego jakies watpliwosci.
-- A nie powinnam byc? - odpowiedzialam rownie niewinnie pytaniem.
-- Moglas mnie obudzic - siegnal po zwykla bron nie spodziewajac sie, ze ta akurat tym razem nie zadziala.
-- Moglam, owszem, tylko co dziwne, zeby wylaczyc budzik musisz podniesc dupe z lozka i isc do niego, czyli wstales o tej porze kiedy budzik zadzwonil, ale swiadomie postanowiles spac dluzej. Dziwne tez, ze nie robisz tego nigdy jak trzeba isc do pracy. Dzis mimo, ze nie musisz jechac do pracy, to miales wstac do pracy domowej, osobiscie nie widze roznicy.
-- Masz racje, przepraszam - zrobil mine zbitej psiny - to co moge teraz zrobic?
-- Teraz to juz niewiele, ale bardzo bym chciala zebys nastepnym razem nie robil tak glupich rzeczy. Wiesz ja te swieta robie dla nas wszystkich, przesunelam je glownie ze wzgledu na Twoje dzieci i naprawde robie wszystko co moge zeby stosunki rodzinne byly jak najlepsze, wiec mam chyba prawo oczekiwac troche pomocy.
Tym razem wiedzial, ze to juz nie sa zarty.
-- Ale ja myslalem, ze Ci pomagam...
-- Tak pomagasz i to bardzo, robisz wiecej niz wielu mezczyzn, sprzatasz, zajmujesz sie praniem, potrafisz zrobic zakupy... Ja to wszystko wiem i doceniam. Problem w tym, ze to co Ty robisz moze byc zrobione wczesniej, to co ja robie musi byc zrobione na ostatnia minute. W przypadku Thanksgving moge jedynie ciasta upiec wczesniej, ale cala reszta musi byc zrobiona w tym samym dniu... pomijajac fakt, ze musze tez miec czas na to, zeby sie choc wykapac...
Na tym dyskusja zostala zakonczona, a Wspanialy chyba przyznal mi racje, bo sam zupelnie bez mojej pomocy, ani dopytywania sie co i jak przygotowal stol z zakaskami:


Ja pozniej tylko dodalam pieczony brie.
Az sie Tatek dziwil, ze mu to tak ladnie i sprawnie poszlo.
-- Dostalem zjebke z samego rana, to teraz musze sie wykazac.
Usmiechnelam sie pod nosem jak to uslyszalam, ale nic nie mowilam.
Po obiedzie dzieciaki z wyjatkiem mocno juz zaciazonej synowej posprzataly wszystkie naczynia, A. nawet pozmywal i wlozyl wszystko do zmywarki, Y. popakowala wszystkie resztki w pojemniki i mnie zostalo tylko serwowanie ciast na deser.
Nie wiem, moze dzieciom sie tez przyznal, ze dostal zjebke, ale nie sadze;)

Jeszcze jedna scenka z serii tatkowych, ktora musze opisac;))
W piatek rano Tatek szykuje sie wziac prysznic i pyta o mydlo, bo ja uzywam mydla w gelach, a Wspanialy takie w kostkach, ale glownie z oliwek, wiec Tatek sie dopytywal czy mamy jeszcze jakies inne mydlo.
-- Ale jakie mydlo chcesz? - zapytal Wspanialy.
-- W kostce, ale ja mam ostatnio problem z sucha skora, wiec chce cos co nie wysusza.
-- Oliwkowe mydla Wspanialego na pewno nie wysuszaja, ale oprocz tego chyba powinienes po kapieli smarowac sie jakims kremem natluszczajacym. Moge Ci dac, bo ja mam zapas takich kremow - zaoferowalam.
-- Nie chce, to Ty pewnie masz kremy pachnace.
-- A co nie chcesz pachniec? - zasmial sie Wspanialy.
-- To zalezy czym mam pachniec?
-- Moge Ci dac o zapachu moreli, albo granatu, wanilii... - zaczelam wyliczac.
-- Nie, to nie dla chlopa takie zapachy - bronil sie Tatek.
-- Oj tam, jak sie juz wysmarujesz tak pachnaco, to Cie wyslemy na spacer i moze sobie przygruchasz jakas dziunie - namawialam.
-- A co ja bym z nia robil? Ja juz nawet nie pamietam co sie robi z dziuniami - smial sie Tatek.
-- No wiesz, my nie bedziemy wnikac w szczegoly, ale najpierw zapytaj ja czy jest bogata i chora, potem zaproponuj zeby adoptowala Twoje dzieci - ciagnal Wspanialy.
-- A na koniec zapytaj czy lubi zupe grzybowa - dodalam - bo jak by jej ciezko szlo, to ja moge pomoc.
Na co Tatek stwierdzil, ze jednak bezpieczniej bedzie wysmarowac sie kremem Wspanialego, takim bezzapachowym i na wszelki wypadek nie bedzie jadl mojej zupy grzybowej.
Biedny, nie wie, ze ja mam zamrozona zupe grzybowa wlasnie na okolicznosc jego wizyty i jak mi sie nie bedzie chcialo gotowac;)
A po Thanksgiving, raczej mi sie dlugo nie bedzie chcialo, bo oto lista potraw jakie serwowalam:
- zakaski czyli sery, owoce, dip z warzywami i brie z zurawinami i peacans zapiekany w ciescie francuskim.
- zupa z kasztanow i jablek
- salata ze szpinaku z jezynami, pomaranczami i kozim serem
- indyk
- ziemniaki puree
- kapusta z grochem i ziemniakami
- nadzienie do indyka z wloskiej drozdzowki Panettone
- zapiekanka z brokulow i kalafiora
- mini marchewki na slodko z platkami migdalow
- sos zurawinowy do indyka
- ciasto z klementynek
- ciasto z jablkami, zurawinami i orzechami wloskimi
Chyba wyczerpalam limit czasu spedzonego w kuchni az do Bozego Narodzenia, a Tatek bedzie u nas az do czasu kiedy urodzi sie nastepne male prawnuczatko, co moze trwac i 3 tygodnie.
Ani chybi bedzie musial zjesc zupe grzybowa;)))

41 comments:

  1. No to pod choinkę dostaniecie wszyscy malutkiego człowieczka - taki prezent specjalny. Ale papu naszykowałaś mnóstwo!
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To ma byc Hanukah baby:)) Termin jest na 7 grudnia, a Hanukah zaczyna sie 8ego:)

      Delete
  2. Zglodnialam...zglodnialam i chce mi sie grzybowej! Ja wiem, ze balsamy po kapieli to prawdziwych mezczyzn kasaja jak pszczoly. Podobnie jak zele po prysznic i miekkie reczniki.
    No to bedziesz miala grudzien z Tatkiem, a moze i styczen, jak sie wnuczek spozni. Enjoy!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu, Wspanialy sie smaruje, bo on ma fatalna skore, ale pewnie i tak nie robi tego regularnie;))
      Eee no mam nadzieje, ze sie to male nie spozni az tak bardzo, termin jest na 7 grudnia.

      Delete
  3. Powiem ci, że czasem taka serio - zjebka działa lepiej niż tłumaczenia i perswazje. Mój ma tak samo, nawet potrafi kuchnię posprzątać - a często udaje, że nie.
    Star, dawaj przepisy bo aż mi się ślinotok włączył na myśl o nadziewanym indyku - mój mąż odgraża się, że upiecze w tym roku na świąteczną kolację, to może go "natchnę" : )

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wstukam te przepisy na Gotuje bo Musze, ale zaczne chyba dopiero jutro, dzis mam dzien leniwca i nic mi sie nie chce. Ale zerknij tam, bo tam juz sa przepisy z poprzednich bodajze 2 lat. Zdecydowanie polecam poczytanie o samym pieczeniu indyka, naprawde doszlam w tym do mistrzostwa;))
      I czy Wy chcecie nadzienie wlozyc do indyka czy piec osobno?Ja pieke osobno, chociaz sa dwie szkoly.
      Zwolennicy nadzienia w indyku twierdza i slusznie, ze podnosi ono smak miesa, bo oddaje aromaty, a jednoczenie nadzienie przesiaka sokiem z miesa czyli jedno i drugie zyskuje.
      Ja pieke osobno, a do wnetrza ptaka wkladam owoce i galazki ziol. Pieczenie nadzienia w indyku w znaczny sposob przedluza czas pieczenia ptaka i zanim sie nadzienie w srodku upiecze to juz mieso samego ptaszydla moze byc za bardzo wysuszone, szczegolnie piersi.
      No i nadzienie w srodku zwieksza ryzyko wychodowania bakterii, ja tez po zjedzeniu miesa gotuje te wszystkie kosci z warzywami, odcedzami mam wywar jako baze do zup i sosow.
      Moj indyk tym razem wazyl 10.5 kg wiec i tak sie piekl troche ponad 4 godziny, z nadzieniem w srodku musialabym piec pewnie z 6 godzin.
      Ale zerknij sobie na moj blog z przepisami Gotuje bo Musze, tam juz sa przepisy na rozne nadzienia i polecam szczegolnie notke o samym indyku, bo jest tam sporo wartosciowych wskazowek.

      Delete
    2. Oj, sama nie wiem, co on chce temu indyku zrobić. My chyba jakiegoś mniejszego musimy kupić, bo w tym roku wyjątkowo w czwórke świętujemy. Niestety, Kamila nie da rady przyjechać, teściowa tez nie, a na dodatek ja muszę iść do pracy na parę godzin. Nasza rodzinna tradycja to kolacja wigilijna i tego zawsze staramy się przestrzegać.
      A na twojego kulinarnego bloga zaglądam, ale widać musze poszperać głębiej.

      Delete
    3. Socjo, nawet najmniejszy indyk to ma ponad 5kg, wiec to i tak troche miesa jest;) Ja juz nigdy wiecej nie kupie takiego wielkiego, czulam sie jakbym musiala wylamywac kosci mamutowi:)) A Wspanialy tez mial problem z przeniesieniem go z brytfanny na deske do krojenia.
      Na blogu z przepisami to wejdz w zakladke Thanksgiving tam sa najlepsze przepisy;))

      Delete
  4. :)Kącik z przekąskami (lubię sery) imponujący,pozostałe menu ślinka cieknie.Kieliszki do wina widzę ,czy coś jeszcze serwowałaś z napitków??
    Tatko jest Twoim tatusiem czy Wspaniałego.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nic wiecej nie serwowalismy, do obiadu zwykle wszyscy pija wino. Czasem przy deserach jest kilka osob chetnych na kieliszek nalewki, ale tym razem wszyscy przyjechali samochodami, wiec nie bardzo bylo komu pic. Lampka wina jest w sumie bezpieczna zwlaszcza po 2-3 godzinach od wypicia.
      Tatek jest ojcem Wspanialego, moi oboje rodzice juz nie zyja.

      Delete
  5. no nie ma co plakac ;) bo czasy mamy juz takie ze i chlopy sie udzielaja w robocie,co prawda raczej z przymusu no ale zawsze to cos, prawnuczek noooo to gratulacje :) :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. LO, miedzy nami mowiac to naprawde ta zjebka nie miala wiele podstaw;)) Wspanialy to naprawde udomowiony typ i robi duzo wiecej w domu niz ja. Ale przy okazji takiego obiadu to jednak ciezko wyrobic z wszystkimi daniami na czas jednej osobie.
      Zreszta nic mu nie bedzie jak czasem lekka zjebke dostanie:)

      Delete
  6. U Was mam wrażenie, że takie zjebki to orzeźwiająco działają na związek, a zresztą widać jak zareagował na nią - zrobił przekąski więc się starał zreperować, a nie, że foch bo on np wczoraj szpinak obrał i talerze ustawił i pralnie odwiedził. Udało Ci się po próbach znaleźć istnie Wspaniałego ;)
    Zupa z kasztanów mnie zaintrygowała, nigdy nie jadłam kasztanów to nawet nie wiem jak moglaby smakowac. Ale sałata ze szpinakiem, jeżynami, pomarańczą - mmm! Boskie te twoje menu!

    ReplyDelete
    Replies
    1. My oboje nie uznajemy fochow, a zjebka to w sumie powiedzenie o co komu chodzi, zamiast trzymanie i konserwowanie tego, az urosnie do niewyobrazalnych rozmiarow.
      Kasztany sa w smaku takie troche ziemniaczane z nutka orzechowa i do tego jablka, nie bardzo inaczej potrafie opisac smak;)

      Delete
  7. Pięknie. Już mi się świat zachciało :-)

    ReplyDelete
  8. Menu imponujace, ta zupa z jablek i kasztanow brzmi smakowicie, zreszta i tak slinotoku dostalam :)))
    Pomysl z "ozenieniem" Tatka - przedni, znow sie orechotalam jak zaba.

    Musze sie z Toba podzielic z napisem z tablicy przy kosciele;

    "God, I love you

    This is God and I approve this message"

    Padlam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lukrecjo, zupa nie wyglada dobrze, bo ma taki szaro-brudny kolor, ale jest naprawde bardzo ciekawa i smaczna.
      Napis z tablicy - boski:)

      Delete
    2. Wstatwie, nawet pewnie dzis, jak wroce od znachora;))

      Delete
  9. Jak to jednak dobrze, że nie lubię grzybów :P
    A menu niesamowicie bogate! Ojjj moje lenistwo by mi skutecznie uniemożliwiało zrobienie chociażby połowy z tych potraw ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Antares, to jest najubozsze menu jakie do tej pory robilam z okazji Thanksgiving, ale juz mi sie nie chce przemeczac;)

      Delete
  10. Szkoda, że u nas mnie ma takich kulinarnych tradycji na 11 listopada...

    A, byłbym zapomniał, została Pani odznaczona ;)
    http://mojebrokeback.blogspot.com/2012/11/liebster.html

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mateusz, bylam, zerknelam i ucieklam:))) A ucieklam dlatego, ze to juz trzecie odzanczenie z tej serii i zalegam z obydwoma, teraz bede sie wreszcie musiala zmobilizowac.
      Z tym, ze zaznaczam ucieklam z zamiarem powrotu, bo jednak to bardzo mile, ze o mnie pomyslales.
      Ale jak juz dotrzesz do Stanow to Cie za te "pania" przeloze przez kolano:_))))

      Delete
    2. He he, to już dwa lania przez kolano mam obiecane ;) Szykuj się, bo zamierzam dotrzymać obietnicy przyjazdu :) :)

      Delete
    3. Super!!! Ja nic nie mowie, ale czekam:))

      Delete
  11. az mi narobilas ochoty na zupe grzybowa ;)
    znalazlam na gotujacym blogu przepis na zapiekany brie. na pewno wyprobuje przed Swietami i jesli wyjdzie, to zapodam na Wigilie :) a ciacha pieklam juz drugi raz. przymierzam sie do tych z czekolada :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cutie, czyli zarazilam Cie ciastkami:) A brie tym razem robilam caly krazek, bo bylo nas wiecej;) Przekroilam go jak tort i na jeden rozlozylam zurawine z peacans, przykrylam drugim i na wierzch znow warstwa zurawiny z peacans. Naprawde dobre to, ale wchodzi i siedzi... wiec trzeba uwazac;))

      Delete
  12. Aż poczułam ten brzoskwiniowy zapach.... ;-))))))))))))))))))))))))))))) który rozsiewa Tatek ;-))))))))))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. No widzialas jaki typ? Nie dal sie namowic na brzoskwinie, a tak czarowalam:)) Za to dzis rano jak szlam do znachora pytam czy chca zebym kupila cos po drodze, a Tatek "nie kupuj, ale jak mozesz przyprowadzic jakas 40letnia blondynke to sie nie zastanawiaj".
      I jak z takim wytrzymac:)))

      Delete
    2. ;-)))))))))))))) No trudno, fakt! ;-))))))))))))
      No i żal wielki, bo jestem za stara i do tego nie blondynka ;-)))

      Delete
    3. Oj tak Zante, moze sie przemaluj:))))
      Tatek ma slabosc do blondynek, to jest sprawdzony fakt. Kilka lat temu wzielismy go do Beer Garden, siedzial niewinnie, pil piwo, od czasu do czasu robil jakies zdjecia;) Dopiero w domu sie okazalo, ze na pieciu zdjeciach jest ta sama blondynka. Wiek? po trzydziestce:)))) I mial te zdjecia w aparacie przez kilka lat, czaisz?

      Delete
    4. Mówi się często, że najważniejsze by do końca (cokolwiek to znaczy) pozostać człowiekiem. Ja sobie myślę, że to za mało. Do tego ważne jest by pozostać mężczyzną/kobietą

      Delete
  13. Ja nie wiem, kiedy TY zdążyłaś to wszystko zrobić. Toż to masa roboty jest! Podziwiam i nie wiem, czy kiedykolwiek będę tak potrafić. :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. KO, bedziesz potrafic, bedziesz:)) Wiesz to jest kupa roboty, ale ja jestem w takim gotowaniu bardzo zorganizowana, wszystko jest wczesniej zaplanowane ze szczegolami. Wspanialy sie smieje, ze na tydzien przed swietami to ja wiem o ktorej godzinie bede obierac marchewke, a o ktorej miksowac zupe;) Ale to prawda, pisze sobie taki bardzo szczegolowy plan, wtedy moge przygotowywac kilka dan na raz i nie trace czasu. Tym razem kapusta z grochem i ziemniakami byla ugotowana juz tydzien wczesniej i zamrozona, podobnie sos zurawinowy. Ciasta upieklam w piatek, ziemniakami zajmuje sie zawsze Wspanialy. Suszone owoce do nadzienia posiekalam jak mialam ciasto w piekarniku i juz bylo gotowe na nastepny dzien.
      No tak juz mam;)))

      Delete
  14. Star kochana, jak chce się komus pokazać idealny Thanksgiving w JuEsEju, to trzeba dać linka do Twojego posta i już :) pięknie tam u Ciebie! :) idę się poslinić do kompa i jeszcze raz przeczytam listę dań ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ewus, to moje ulubione swieto, wiec sie staram:)))

      Delete
  15. Zjebka to czasem najlepsze wyjscie. Ja sie do srogiej zjebki szykuje ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja robie zjebki bez przygotowania, na biezaco;)

      Delete
  16. To ja już doczytałam gdzie znajdę przepisy na te cuda! Nie ma to jak dobra zjebka od czasu do czasu. Popieram!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, przepisy wstawiam (jestem w trakcie) na moim blogu z przepisami Gotuje bo Musze, link w prawym gornym rogu tego bloga, nad moim profilem.

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...