Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, November 10, 2012

Punkt widzenia

Linda jest ciut po piecdziesiatce, rozwiedziona od bodajze poltora roku, nie pamietam, bo przeciez nie prowadze statystyki, ale za to pamietam jak mi wyplakiwala na ramieniu w czasie kiedy malzenstwo sie sypalo, a ja tlumaczylam, ze po rozwodzie tez jest zycie i swiat sie nie konczy razem z zakonczeniem malzenstwa. Przyszla wczoraj, jakos tak wyjatkowo radosnie wygladala:
-- Star, musze Ci cos powiedziec.
-- Jak musisz to mow.
-- Ty mialas racje...
-- Hmm.. ja mam czesto racje... - zaczelam beszczelnie - tylko jeszcze nie wiem kiedy i z czym.
-- No, z tym zyciem po rozwodzie!
-- Aaa to wiadomo, ze mialam racje, w koncu przezylam dwa rozwody i miewam sie calkiem dobrze.
-- Mnie sie tez zaczyna podobac.
-- No to fajnie, nareszcie dochodzisz do formy. - kontynuowalam leniwie rozmowe nie zadajac zadnych pytan, bo i tak wiedzialam, ze mi powie, w koncu juz na wstepie oznajmila, ze "musi".
-- Zaczyna mi sie podobac flirtowanie.
-- Ooo flirtowanie jest swietne, wiec sie nie dziwie, ja cale zycie flirtuje.
-- Mam takiego jednego amanta i z nim flirtuje.
-- Zaraz, zaraz, czy to znaczy, ze masz kogos z kim sie spotykasz? Bo wiesz ja to flirtuje z przypadkowymi osobami w przypadkowych sytuacjach - tym razem musialam sie wtracic.
-- Jak by to powiedziec?
-- Sprobuj po angielsku, to jedyny jezyk w ktorym obie rozmawiamy.
-- Bo wiesz... my sie nie spotykamy w sensie randkowania... tak tylko po przyjacielsku.
-- Po przyjacielsku - powtorzylam za nia i zanucilam sobie pod nosem po polsku "bo to sie zwykle tak zaczyna..."
-- Co? Co? Co Ty spiewasz?
-- Nic to taka polska piosenka mi sie przypomniala, chyba adekwatna do sytuacji, slowa mowia, ze takie sa wlasnie poczatki romansu.
-- Ale ja nie moge miec z nim romansu - powiedziala stanowczo.
-- Dlaczego nie? Z moich doswiadczen i obserwacji wynika, ze z kazdym mozna miec romans, bo do romansu jak do tanga tylko trzeba dwojga.
-- Nie moge, bo on jest... zonaty.
-- No wiesz, z zonatym tez mozna miec romans. Tylko za maz ciezko wyjsc za zonatego, bo to juz sie wtedy bigamia nazywa.
-- Nie moge, wiesz to wbrew moim zasadom!
-- OK, akceptuje chociaz przyznam, ze troche mi to ciezko zrozumiec.
-- A co tu jest ciezkiego do zrozumienia? - oburzyla sie - Ja po prostu nie chce miec na sumieniu zlej karmy i dlatego nie dopuszczam nawet mysli o seksie z zonatym mezczyzna.
-- Fajnie, rozumiem masz takie zasady. Flirt z zonatym jest OK, ale seks nie.
Zawiesilam dyskusje na kolku i robilam co mialam do zrobienia, ale Linda nie mogla dlugo wytrzymac, wiec po chwili znow zaczela:
-- Ty nie rozumiesz, a nam sie tylko fajnie rozmawia... - zrobila przy tym mine.
-- Alez rozumiem, ja mam tutaj na pietrze w sasiednim biurze kumpla, z ktorym tez mi sie fajnie rozmawia i czasem Gene jak chce sobie pogadac, to dzwoni, zeby sprawdzic czy jestem zajeta. Jak jestem wolna to wpada na pogaduchy. Spotykamy sie od czasu do czasu w czworke z jego zona i Wspanialym i tez jest fajnie.
-- No wlasnie cos takiego, z ta tylko roznica, ze ten moj kolega to nie pracuje ze mna, wiec sie  umawiamy na spacer po pracy, czy na obiad i gadamy. On jest naprawde bardzo fajny... - ostatnie zdanie powiedziala takim rozmarzonym glosem, ze znow mi sie jakos samoczynnie wyrwalo "bo to sie zwykle..." Tym razem Linda juz zalapala i wpadla mi w pol slowa:
-- Widzisz, mowie przeciez, ze nie rozumiesz... On jest zonaty. I z tego powodu zaden romans nie wchodzi w rachube!
-- A moge Cie o cos zapytac?
-- Oczywiscie, ze mozesz. Pytaj.
-- Na pewno? - chcialam sie upewnic i jednoczesnie dac jej szanse, zeby sie jednak wycofala z tego przyzwolenia.
-- Na pewno!
-- OK. Romans nie wchodzi w gre, bo on jest zonaty, tak?
-- Tak.
-- Ale jak sie umawiacie na spacer czy obiad, to on jest wtedy tak jakby troche mniej zonaty?
Siadla gwaltownie na lozku, spojrzala na mnie i dopiero po kilkunastu sekundach powiedziala:
-- Fuck! O tym nie pomyslalam...
-- Fuck! No to pomysl.
Zabieg dokonczylysmy juz w milczeniu, ale zanim wyszla to zapytala:
-- To co ja mam robic?
-- Nie wiem, to Ty musisz pomyslec o tym co Ty chcesz robic.
-- No bo wiesz, co on pomysli jak ja nagle nie bede chciala sie z nim spotkac..
-- A co pomysli jak on kiedys bedzie chcial seks, w jakis sposob sprowokuje sytuacje, a Ty odmowisz?
-- No ale to bylby seks!! To wszystko sie zrobilo teraz skomplikowane.
-- Przepraszam, ale zanim postawilam tamto pytanie, to pytalam dwa razy czy na pewno sie zgadzasz, zebym zapytala.
-- Ale Star, bo Ty wszystko komplikujesz. To bylo takie proste i normalne, a teraz...
-- No popatrz, a ja myslalam, ze ja wlasnie wyprowadzilam Ci te sytuacje na prosta...
-- Masz racje, ale teraz mi powinnas mi pomoc, co ja mam zrobic?
-- Linda posluchaj, ja nie wiem co masz zrobic, bo szczerze to ja nie wiem czego Ty chcesz.
-- Znow masz racje... bo tak naprawde to chyba ja sama nie wiem czego chce... Wiesz, on mi sie podoba...
-- Nie musisz tego mowic. To widac po Tobie jak o nim mowisz.
-- ????
-- Tak i nie ma w tym nic zlego, wrecz przeciwnie, jest to dobry znak, ze nareszcie ktos Ci sie podoba. To znaczy, ze wychodzisz z traumy rozwodowej.
-- Hahaha i co teraz? Co dalej?
-- Teraz to musisz usiasc i pogadac sama ze soba.
-- Jak to sama ze soba? Jak mozna rozmawiac sama ze soba?
-- Mozna w myslach, chociaz lepsze jest lustro.
-- Lustro?!
-- Tak, bo jak bedziesz patrzec w lustro, to bedziesz widziala kiedy sama siebie probujesz oklamac.
Na tym musialysmy zakonczyc sesje, bo przyszla nastepna klientka, ale ciesze sie, ze nie jestem mezczyzna;)

56 comments:

  1. Bo najtrudniej jest zawsze z odpowiedzią na najprostsze pozornie pytanie - czego ja chcę?
    A w momencie, gdy człowiek sobie odpowie na to wszystko staje się nagle proste i jasne. Moje życie stało się dużo prostsze, odkąd staram się nie komplikować spraw - co nie znaczy, że jest całkiem idealnie : ))
    p.s. jakie dwa rozwody?! Ja chyba coś przegapiłam?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, jak to jakie dwa? Najpierw pierwszy, potem drugi:)))
      Trzeciego ma podobno nie byc, tak sie Wspanialy odgraza;)
      To fakt, ze najtrudniej sobie uporzadkowac podstawowe sprawy, ale jak sie wchodzi w nowo odzyskana wolnosc w tym wieku to jednak trzeba;))
      Ja sie smieje, bo Linda ma 24 letnia corke, ktora tez przychodzi do mnie z podobnymi problemami, tyle, ze jakos latwiej mi tlumaczyc to Amandzie niz Lindzie:))

      Delete
  2. Bardzo proste. Ludzie sobie niepotrzebnie komplikują. Jednak myślę, że nie każdego stać na odrobinę autorefleksji nad sobą, a tego wymaga odpowiedź na pytanie, czego chcę, co jest dla mnie ważne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiesz Elu, to chyba jakos typowe, ze jak sie ludzie rozwodza po wielu latach to wiekszosc kobiet jak sie juz otrzasnie, to nagle cofa sie o te dwadziescia pare lat mentalnie;) Mam kilka takich klientek, Linda wcale nie jest przypadkiem nietypowym. Ale w Ameryce nawet wymyslili cos takiego jak porozwodowy coaching, widocznie jest zapotrzebowanie;)

      Delete
  3. Musze przyznac, ze w glowie mi sie nie miesci, ze kobieta po piecdziesiatce nie zdaje sobie sprawy z takich rzeczy oraz nie wie czego wlasciwie chce... tak troche jakby sie zatrzymala w rozwoju emocjonalnym na etapie studentki...?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Futrzak, uwierz mi na slowo, to nie jest wyjatek;) Czesto mam wrazenie, ze jak sie malzenstwo rozpada po 20+ latach to ludzie potem nie wiedza co z soba zrobic. To troche jakby nagle zostaly nastolatkami, tyle, ze juz nimi nie sa;))

      Delete
  4. Nie tak czesto dostajemy to czego bysmy chcieli,czesto jest tak ze to czego chcemy jest akurat w danym momencie nieosiagalne(mam na mysli obiekt westchnien Lindy)Kobieta zaslania sie zasadami,owszem szlachetne,zasady nalezy miec,zwlaszcza te moralne.
    Z obserwacji moich oczywiscie(a mam taka sytuacje w rodzinie)wynika ze zakochanemu wylaczaja sie zasady i nie wazne ile ma sie lat.Mozna miec na liczniku 60-tke i zachowywac sie jak podlotek .Najgorsze jest to ze z wiekiem siegamy po bardziej wyrafinowane srodki zeby osiagnac cel.Oczywiscie nie mowie tu o wszystkich.Oczywiscie sa wyjatki,chocby wlasnie Linda.

    Z drugiej strony Star,wiesz,z obcym zawsze lepiej pogadac niz ze swoim;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, masz racje to wszystko tak wlasnie wyglada. Tylko wiesz w tym wieku juz nalezy troche wiedziec do czego to prowadzi. Im glebiej w las tym wiecej drzew. I zapewniam Cie, ja swieta nie jestem, ale zanim wchodze w ten las, to sie zastanawiam jakie moga byc skutki, czy mnie tam jakis zwierz nie napadnie. A jeszcze 30 lat temu polazlabym nawet w ciemny las:)))

      Delete
  5. spojrzę na sytuację z drugiej strony
    skoro facet jest żonaty a mimo to "lubi rozmawiać z Lindą " to myślę że w jego związku też czegoś brakuje i tego poszukuje
    oboje powinni porozmawiać sami ze sobą a on dodatkowo z żoną !

    a flirty też uwielbiam ale takie jak Ty Star - niezobowiązujące przypadkowe

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, a o czym ma z żoną rozmawiać?

      Delete
    2. Zmorko, SWIETA Racja!!! Ja tez mysle, ze cos w jego malzenstwie moze byc nie tak, ale to moze wiedziec tylko on i jego zona. Jakby moj maz byl nieobecny na obiadach i ciagle gdzies znikal, to jednak zaczelabym myslec;))
      Flirt moim zdaniem na tym ma polegac, ze powinien byc niezobowiazujacy i przypadkowy. Jesli obiektem flirtu jest ta sama powtarzajaca sie osoba i to w sposob regularny, to juz trzeba siasc i pomyslec "co ja kurwa robie i czego ja kurwa chce i czy to co robie na pewno prowadzi do tego czego chce".

      Delete
    3. zante jak to o czym ? no o tym czego mu brakuje powinien usiąść i powiedzieć kochana "brakuje mi rozmów , spojrzeń miłych gestów " no przecież jakby miał to na co dzień to nie chodziłby na "randki" z Lindą !

      Delete
    4. Ale ten koleś chyba jeszcze sam nie wie czego chce i czego mu brakuje. Po co ma wywoływać niepokój w swojej żonie? Jak coś nie jest między nimi zepsute, to właśnie taką rozmową zepsuje.

      Delete
    5. Rozmowa moim zdanie moze wiele naprawic, bo nawet jesli doprowadzi do rozwodu, to tez jest to naprawienie:) Wiem, pokretna jestem, ale ja zawsze wole szczera rozmowe niz nieszczere "nierobienie mi przykrosci":))

      Delete
    6. Z ta rozmowa wcale nie jest tak chop siup i zalatwione.Do tego tez trzeba dwojga.
      I znowu posluze sie przykladem mysle ze wiarygodnym bo osobiscie tego doswiadczylam.
      Podobna sytuacje mialam z moim ex,po kilkunastu latach malzenstwa przestalismy rozmawiac ze soba,ot tak o dupie marynie,tylko bylo krotko i na temat,tak albo nie.Mnie taka sytuacja zaczela uwierac wiec probowalam dotrzec,znalezc to co gdzies po drodze zostalo zgubione,ale ciagle odbijalam sie od muru.W odpowiedzi slyszalam tylko
      ---no a o czym my mamy rozmawiac?jestesmy juz tyle lat po slubie ze rozumiemy sie bez slow.
      Fajnie nie?:)
      Jezyk rozwiazal mu sie dopiero po tym jak jeblam pod nos pozew o rozwod.A wtedy to juz ja nie mialam ochoty rozmawiac.

      Delete
    7. Maga-> myślisz, że jak przychodzi taki moment, że nie chce się już o niczym specjalnie gadać to już równia pochyła?
      Mnie się naprawdę nie chce o dupie Maryni z mym gadać. Czasem o polityce, w większości o bieżących sprawach rodzinnych, domowych. Byle krótko i na temat, bo mnie wnerwiają te jego długie wywody, jak wykłady po godzinach.... Zdaję sobie sprawę, że to źle wróży, ale żeby to zmienić musiałabym się zmuszać, zaciskać zęby, przyklejać uśmiech, udawać, że nadążam za reymontowskimi zdaniami

      Delete
    8. Maga, ale wlasnie dlatego mowie, ze nawet jesli rozmowa doprowadzi do rozwodu to tez jest to rozwiazanie. Na cholere sie meczyc wzajemnie w zwiazku, w ktorym nawet nie ma o czym rozmawiac, jak mozna sie rozejsc i ulozyc zycie powtornie. Dobrze, ze mialas odwage jebnac ten pozew, wiele kobiet nie ma takiej odwagi:))

      Delete
    9. Zante, Maga pewnie sama odpowie, ale ja mysle, ze tutaj chodzi o roznice miedzy nie ma o czym gadac, a zupelnie nie chcemy ze soba gadac. W sumie po latach to wiekszosc malzenstw nie ma o czym gadac, a jednak jest im ze soba fajnie pod innymi wzgledami i to porozumienie bez slow nabiera zupelnie innej wartosci.

      Delete
    10. Kurcze, Star, ale ja bym tego nie nazwała porozumieniem bez słów, niestety. Coraz mniej się rozumiemy, a mnie (bo nie wiem jak T.) nie specjalnie zależy już by zrozumieć.

      Delete
    11. zante--jesli oboje swietnie czujecie sie ze soba,jesli nawet milczenie we dwoje to jakies porozumienie ,to mysle ze Wasz zwiazek jest udany.
      Dla mnie dobry partner to taki,z ktorym dobrze sie gada i dobrze milczy,nie tylko milczy(milczec tez trzeba umiec).Zreszta to byl jeden z wilu gwozdzi do trumny tego malzenstwa.
      Zawsze staralam sie byc konkretna i szczera nigdy nie wymagalam od bylego ani obecnego zeby sie domyslali o co mi tak naprawde chodzi.Cos mialam na watrobie to mowilam wprost(nie wiem moze to blad)zreszta teraz tez mowie i sa tego efekty,ale ten slucha(przynajmniej na razie)ja tez go slucham bo on dziala na tych samych zasadach co ja.
      Stardust tez pewnie ma racje bo to tak wygladalo ze mnie sie chcialo gadac a jemu niebylo o czym i poprostu mial w dupie to czego ja potrzebuje i oczekuje.

      Stardust---wiele kobiet poprostu jest w takiej sytuacji ze nawet gdyby tym rozwodem jebla to i tak bylaby skazana na mieszkanie pod jednym dachem albo wyklecie przez rodzine,niestety ciemnogrod jeszcze sie panoszy(moja matka martwila sie co ludzie powiedza).A w takiej sytuacji sa marne szanse na znalezienie kogos godnego uwagi.
      Nie wiem czy wtedy bylam tak odwazna czy poprostu tak wkorwiona.
      Bo ja niespotykanie spokojny czlowiek jestem;)tylko nie lubie jak mnie ktos wkorwia.

      Delete
  6. czy ta pani na pewno chciałaby, aby jej mąż chodził tak sobie ze znajomą na spacery i obiady bo im się dobrze rozmawia?;)
    bosze, ja też jestem straszną flirciarą, to nie przechodzi z wiekiem wcale!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, to jest wlasnie ten problem, ze malo kto w takich sytuacjach mysli o tej trzeciej ukrytej osobie, ktorej nie zna. A tych "trzecich" moze byc wiecej, bo jak gosc ma dzieci, to one tez sa "trzecimi" osobami. I to wszystko bym zrozumiala, gdyby Linda miala chociaz 15 lat mniej niz ma.
      Nie, flirtownie nie przechodzi z wiekiem, ale tez dopoki nie jest grozne, to jakos musimy z tym zyc;))

      Delete
  7. no cóż... jeśli im dobrze, jeśli źle mu w tamtym związku... po co się męczyć? ciężka sytuacja, nie ukrywam, ale jeśli serce obojgu zacznie wariować, to się nie powstrzymają... nie ma ponoć takiego wagonika, którego nie dałoby się odczepić od lokomotywy...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Vermis, nie ma takich wagonikow. Kazdy wagonik da sie odczepic i to jest nawet fajne, bo czesto i lokomotywie lzej i wagonik uczy sie sam zasuwac;)) Tylko lepiej chyba jesli takie decyzje o odczepieniu sa podjete miedzy wagonikiem i lokomotywa, bez udzialu osob z zewnatrz.
      Sa pary, ktore zyja ze soba przez wiele lat mimo, ze jedna osoba zdradza, a druga toleruje. Nie bardzo wiem na czym polega taki zwiazek, ale widocznie jest im tak dobrze i w jakis pokretny sposob oboje otrzymuja to czego wlasnie CHCA. Czlowiek jest jednak wielka niewiadomoa;))

      Delete
  8. I ja uwielbiam flirtowanie, ale myślę,że u Lindy to juz poszło troszkę dalej...
    Dobrej niedzieli:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, flirtowanie moze i powinno byc niewinne. W noc wyborcza bylam ze Wspanialym a flirtowalam z kazdym z kim sie dalo w wieku od 17 do 70 lat i bylo fajnie. On nawijal z jakas Chinka i paniusia ze Szwajcarii, a ja mialam wianuszek panow do obrobki. No w koncu byloby nudno przez 3 godziny trzymac sie za raczki, ale na koniec wszyscy sie rozeszli tam skad wrocili i z glowy. Natomiast jak sie juz czlowiek umawia z tym samym osobnikiem na flirt, to juz jest troche inaczej i w tym wieku nalezy sobie zdawac z tego sprawe.

      Delete
  9. "Ale jak sie umawiacie na spacer czy obiad, to on jest wtedy tak jakby troche mniej zonaty?"
    - Padłam :)))) Krótko a jakże trafnie!
    A tak w ogóle to żonaci w takich układach flirtująco-spotykających się to najgorszy typ. Najczęściej z wiecznym syndromem "żona mnie nie rozumie". Trzymam się od takich z daleka!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Z wiekiem to sie nawet nauczylam, ze nawet rozwiedziony mezczyzna, ktory mowi o bylej zonie bez szacunku jest nic nie wart. A wiekszosc zon, ktore nie rozumieja, to sa akurat te zony z ktorymi oni zupelnie nie rozmawiaja;)))

      Delete
  10. He he, a we Włoszech, NIE flirtowanie - podciąga się pod objaw jakiejś groźnej, egzotycznej choroby :))
    Wierność - to zjawisko unikalne, ale jak już się trafi, to jest to na prawdę coś nadzwyczajnego :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Temperamentna goraca krew poludniowcow:)) Znam troche Wlochow to wiem, ale wszyscy jakos w stalych zwiazkach, mimo, ze flirtuja jak zawodowcy;)))

      Delete
  11. Jestem skłonna przyjąć, że ja dziwna jestem ;-))) Ale czy nie demonizujecie zwykłych spotkań, przy dobrym jedzonku, dwojga ludzi, ze szczególnym uwzględnieniem krzywdy, jaką wyrządzają żonie tego pana?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, ja nie demonizuje, ja w ogole nie znam tego faceta i zupelnie mi nie zalezy na nim, ani jego zyciu. Ja tylko widze Lindy maslane oczy jak o nim mowi. Wcale nie bronie jej "ciupciurupciu" nawet z zonatym facetem, bo nie bedzie to pierwsze ciupcianie w cudzej smietanie, tylko staram sie ja ochronic przed niepotrzebna katastrofa. Dopiero co wyczolgala sie z rozwodu, ktory zwalil jej sie na leb nagle i niespodziewanie, wiec powinna uwazac w co sie angazuje, bo ze sie angazuje to widac.
      Jesli potrafi flirtowac, a nawet miec romans bez emocjonalnego zaangazowania to mowie "GO FOR IT", chocby dla rownowagi hormonalnej:)) Ale ona juz wzdycha i przewraca galami jak nastolatka. I co za kilka miesiecy bedzie mi znow wyplakiwac w rekaw?
      Dlatego wlasnie powiedzialam "siadz i pogadaj sama ze soba" mnie to ona moze powiedziec wszystko co chce, nie powiedziec tego czego nie chce, albo nawet powiedziec to co wydaje jej sie ja chce uslyszec. Samej siebie nie oklamie, zakladajac, ze oczywiscie bedzie szczera w stosunku do samej siebie, dlatego podpowiedzialam lustro. Ono naprawde pomaga, bo jakos ciezko jest patrzec w swoje wlasne oczy i probowac sie oszukiwac.
      Jak do mnie Gene przychodzi na pogaduchy to jest bardzo podobna sytuacja, ja o tym wiem, ba my nawet nie musielibysmy nidzie chodzic, bo jest w lokalu lozko, wystarczy zamknac drzwi na sobel;))) Tylko ani Gene ani ja nie spotykamy sie na obiadki bez naszych wspolmalzonkow, no i zadne z nas nie robi maslanych oczu na mysl o drugim.

      Delete
    2. ciupcianie w cudzej smietanie, - ;-)))))))))))))))))) No kurcze, zaworki mi puściły;-))))))))))))))))))))))))
      Twoje stanowisko w całej sprawie i to co kobicie powiedziałaś to w 100% mi pasuje i myślę podobnie.
      Natomiast w komentarzach kilka osób, w całej historii, ustawiło się w roli ....zdradzanej żony. Ani nie zdradzanej (jeszcze), ani nie o żonę w Twojej opowieści chodzi. Wiadomo, że Twoja klientka zaczyna się "rozpuszczać" i Twój niepokój, że się babka w coś wjebie i znów będzie bolało rozumiem nad wyraz. Natomiast nie wiadomo jaki stosunek do obiadków wspólnych ma koleś. Może "tylko" numerek - bo facet tak już ma, że lubi długie zabiegi o jeden numerek albo zwyczajnie lubi z babką rozmawiać albo jak ona - nie dostrzegł, że ze zwykłej znajomości może wyjść bałagan w życiu obojga. Na świecie, niestety, jest mnóstwo dorosłych ludzi, którzy nie przewidują w ogóle skutków swoich działań. Jest drugie mnóstwo, którzy o przyszłości myślą w kategoriach "to później się zobaczy" i nagle znajdują się w trudnych sytuacjach.

      Delete
    3. Wlasnie o to chodzi. Moim zdaniem caly problem polega na tym, ze wiekszosc mezczyzn lubi zdobywac, a wiec tworza atmosere zdobywania dla zaspokojenia swoich wlasnych ambicji;) Kobiety z kolei w wiekszosci lubia byc zdobywane i nawet jak juz akcja w trakcie to i tak kokieteryjnie powtarzaja "nie";) Ja jestem konkretna i zawsze mi sie marzylo, zeby spotkac faceta, ktory prosto powie, ze chce mnie grzmotnac:)) Na chuj to cale prowadzanie sie po parkach za raczki, opychanie obiadkami, ktore ida w biodra, jak mozna powiedziec czego sie chce i trafic na taka ktora akurat powie "tak" pozniej przynajmniej nie trzeba udawac, ze sie czlowiek zakochal:P
      No ja prosta baba jestem i mysle prostymi kategoriami;))
      Co ten konkretny "kolega" Lindy ma na mysli czy co chce osiagnac to juz tylko on wie, ale ja znajac mezczyzn stawiam na to, ze chce sie jej dobrac do majtek, bo tacy sa mezczyzni.
      Tylko zawsze mnie dziwi i szokuje, ze ludzie w tym wieku jeszcze nie potrafia nazywac rzeczy po imieniu i tak sobie utrudniaja zycie;))

      Delete
    4. No wiesz, "Twoja" Linda by nie miała motyli w brzuchu, gdyby on jej walnął "chciałbym cię przelecieć". Ona, po tym traumatycznym rozwodzie i utracie poczucia kobiecości, potrzebuje tego zdobywania, gilania, muskania itd. On prawdopodobnie to wyczuł dokładnie.

      Delete
    5. Dlatego sie boje, ze sie wpieprzy w nastepna tragedie. Mnie moje rozwody tylko wzmacnialy i dodawaly sily, ale wiem, ze generalnie to jest zupelnie odwrotnie.

      Delete
    6. Myślę, że u Lindy, po części, ważne jest co było powodem rozwodu i jak bardzo się tego spodziewała. Jeśli spadło na nią jak grom - typu zdrada nie przeczuwana - to trudno się pozbierać. Gdy na to koleś, któremu tylko chodzi o jeden numerek, a ona liczy na love to rzeczywiście tragedia gotowa

      Delete
    7. Oszszszywiście "nieprzeczuwana" razem się pisze;-))))))))

      Delete
    8. Ja wiem tylko tyle co mi Linda sama powiedziala, czyli ze jak corka zaczela studiowac to zauwazyli, ze sie "jakos tak rozjechali w zyciu". Czy to prawda? Nie wiem, moim zdaniem dobre malzenstwa sie nie rozjezdzaja;)) Ale co ja tam wiem, jak ja mam dopiero pierwsze udane malzenstwo;) Byc moze w gre wchodzi cos wiecej, bo jednak nie byla zadowolona z perspektywy rozwodu, a nie chce sie przyznac. Ja nie pytam, wiem tylko tyle ile mi sama powiedziala.

      Delete
    9. No kumam. Kumam również, że nie chcesz, by się Linda wjebawszy w kolejną traumę

      Delete
  12. Dla mnie to Samsara, ale jaka cholernie ciekawa Samsara, Stardust. No i teraz musze zarzadzac w fizjologii Mara/pokusa zeby nie chciec na sile dolozyc swoich 2 centow.

    Ale na szczescie inspirowana slowami Buddy zaprosilam Mare/pokuse na herbatke jak nizej:

    Usiądź maro

    Usiądź maro, oblicze iluzji
    Napij się zielonej herbatki
    Z drugiego jest parzenia
    Uspokoi złych emocji płatki

    Uwolnij się od shenpy
    Wędzidła fałszywego ja
    Niszczącego wiru kleshy
    Co w podświadomości trwa

    Widzę cię okiem, nie przez oko
    Nie jesteś dobra ani zła
    Jesteś tranzytem samsary
    Koła, które wiecznie trwa ..
    (Alina B. Wręczycki 11/2/12)

    I glosuje na piekne zycie :)

    Piękne życie

    Weźmy miłości szczyptę
    Dodajmy garść empatii
    Szczęscia co ponad nami
    By żyć z płomieniem pasji

    Stańmy mocno na ziemi
    Tuląc intensywność życia
    By kruchość jego poczuć
    I wiecznośc bez ukrycia

    W altruism się odziejmy
    Z relaksem dziennych myśli
    Pełnej ich akceptacji
    Bez negatywnych emocji

    Ulżyjmy cierpień światu
    Przebudzeniem energii
    W pajęczynie jedności
    I naturalnej synergii …

    (Alina B. Wręczycki 9/27/12)

    http://www.youtube.com/watch?v=-EgotXseuq4

    ReplyDelete
    Replies
    1. Noeticgirl, ja Cie bardzo prosze, nie umieszczaj tutaj tych wierszy, bo ja bede to kasowac. Masz swojego bloga, filmujesz siebie czytajaca wlasne wiersze, rozpowszechniaj to sobie innymi drogami, ale nie tutaj w komentarzach pod moimi notkami. Nie rob mi bloga w blogu, bo ja nie zamieszczam moich notek w komentarzach na innych blogach i tego samego oczekuje od moich czytelnikow.

      Delete
    2. Dzięki Star, za rozjaśnienie o co z tymi wierszami biega ;-)))) Już chciałam do Ciebie maila słać z prośbą o wyjaśnienie. Ale już wszystko jasne;-)))))
      Ja pierdolę! Nie wierzę ;-)))))))))))))))))))))

      Delete
    3. Niestety Zante, to nie jest pierwszy raz. Jeden juz taki komentarz wierszem pisany usunelam. Nie wiem czy ta osoba pisze te wiersze sama, czy przepisuje z ksiazek, no ale raczej moj blog nie jest odpowiednim miejscem. Mam nadzieje, ze na tym sie skonczy.

      Delete
    4. Stardust, wystarczylo tylko skomunikowac, ze nie zyczysz sobie w zapisach wierszy. To wystarczy. Nie potrzeba insynuowac, ze przepisuje je z ksiazek. Dziekuje za wiadomosc i pozdrawiam serdecznie :)

      Delete
  13. Flirtowanie samo w sobie jest przyjemne;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przyjemne i zdrowe:)) Tylko trzeba to umiejetnie robic, albo byc przygotowanym na skutki;)

      Delete
  14. Nie wiem gdzie ta odpowiedź wskoczy bo mi coś nie działa...
    Star - dokładnie tak jak napisałaś. A jak chłop raz się prześpi na kanapie po kłótni z żoną, to już leci i opowiada laskom, że jest w separacji :D No taaaaki biedny...

    ReplyDelete
  15. Nie jestem zwoleniczką flirtowania, chociaż samo w sobie jest bardzo przyjemne to jednak większość facetów nie umie postawić sobie granicy i nawet najbardziej umiejetny i delikatny flirt z naszej strony może skończyć się bardzo niedobrze.
    Co do Lindy to mam nadzieję, że porozmawia z lustrem i swoim adoratorem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kamenari, dlatego flirtowac mozna bezpiecznie tylko z przypadkowymi ludzmi. Ja flirtuje bez zadnych skutkow ubocznych w pociagu, w kolejce do kasy, z dostarczycielem paczek. Moze jestem taka madra, bo juz za stara zeby sie pakowac w klopoty;))

      Delete
  16. I dorzucę parę groszy odnośnie wyborów nie miałam czasu przez kilka dni napisać - dziękuję za podsumowanie powodów dla których poparto Obamę - faktycznie z braku czasu nie śledziłam wszystkich wpisów - doczytałam też o gospodarczych pomysłach republikanów, faktycznie z księżyca. W komentarzach do notki uderzyło mnie, ze niektórzy głosujacych poprzez pryzmat własnego portfela postrzegają jako osoby o ograniczonych horyzontach, ale o tym dlaczego to ważne i dlaczego warto tak głosowac napiszę przy okazji jakieś Twojej notki politycznej i wyborczej, bo przecież teraz tutaj o Lindę chodzi i jej absztyfikanta;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Teraz juz dlugo nie bedzie politycznych notek, bo poza wyborami prezydenckimi to byloby nudne. W sumie nie oczekuje, zeby ktos sie tym interesowal, pomijajac znal;)
      Problem w tym, ze ludzie ktorzy glosowali na Romneya, to glosowali wbrew wlasnemu interesowi, zupelnie tego nie rozumiejac. Glosowanie na niego oplacalo sie jedynie ludziom, ktorzy zarabiaja ponad milion dolarow rocznie i dodatkowo maja dochody z capitalu, wielkie posiadlosci, ktore maja ochote zostawic spadkobiercom i nie chca zeby ci placili podatek od darowizny, wtedy sie oplaca.
      Jakos nie mysle, zeby wielu Polakow (imigrantow pierwszego pokolenia) bylo w tej niewygodniej sytuacji.
      To tylko wychodzi brak swiadomosci politycznej i nic wiecej.

      Delete
  17. Linda musi włączyć autorefleksję, żeby się nie wkopać w romans, z tym że sama sobie nie bardzo nawet zdawała sprawę, że w to wchodzi, bo po rozwodzie tak bywa.
    Może skorzysta z tego coachingu porozwodowego, albo wpadnie po prostu do Ciebie ja jeszcze kilka rozmów i wyjdzie na to samo :)
    pozdrowienia!

    ReplyDelete
  18. Pare lat temu moj maz mial kolezanke, rozmawiali czesto przez telefon, nie mialam z tym absolutnie zadnego problemu, do momentu kiedy bardzo sie pozarlismy i stwierdzilam ze sie wyjezdzam do przyjaciolki do NY, zeby dac mu czas na przemyslenie i zebysmy po prostu od siebie odpoczeli, nagle po 3 dniach moj maz telefonicznie mi oznajmia ze on wystapi o uniewaznienie malzenstwa ( dluga historia), wtedy sobie uswiadomilam ze sam tego nie wymyslil i co sie okazalo? dobra kolezanka mu to doradzila.
    Wiec rozmowa moja z nia byla bardzo krotka i zawierala wiele niecenzuralnch slow. Maz przestal z nia rozmawiac.

    ReplyDelete
  19. ile ja juz motyli na siłę wymiotłam z brzucha, choc wiele wymarło śmiercią naturalna, tyle, że jak na motyle żyły zdecydowanie za długo.
    Czas zawsze robi porządek i wymiata co zbędne, kiedy to sobie uświadomiłam zdobyłam dystans do motylków. Jakkolwiek wciąż je lubię, to nie daję sie porwać...na strzępy:) "lustrowanie' to bardzo dobra praktyka!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...