Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, November 22, 2012

Tragedyja sie stala.

Trzymajcie mi rece bo zaraz Wspanialemu leb przy samej dupie ukrece!!!
Wspanialy uwielbia ziemniaki, no takie ma zboczenie, a ja nie lubie, no tez mam takie akurat zboczenie. Co wcale nie znaczy, ze zarowno my jak i nasze zboczenia nie moga wspolzyc w pelnej symbiozie. Ja mu pieniedzy nie zabieram, jak chce to niech se idzie, kupi te zimniory, gotuje, tlucze, omaszcza i spozywa w spokoju.
Ale to bylo by za proste.
Maz moj cudownie wspanialy, Wspanialy nie zre zimniorow z czystego lenistwa przez caly okragly rok, a jak przychodzi Thanksgiving to dostaje wariacji.
Wariacji nad wariacjami, krecka w dupie i zupelnie swiruje tak, ze ocipiec niedlugo przyjdzie jak mu sie nie poprawi. Jak sie pogorszy to bede pisac z prosba o grzybki z Polski, te takie ladne czerowne z bialymi kropkami.
Dzis wystapil pierwszy objaw pogorszenia.
A bylo tak:
Wyslalam go z ranca po zakupy, niewiele mial kupic, bo jutro i tak bedzie musial zanabyc reszte potrzebnych artykulow, ale to co potrzebowalam na dzis to chcialam dzis.
Wrocil, pacze w te torby i co widze?
Oprocz tego co prosilam kupil dwa worki ziemniakow, bagatelka 5kg(!!!) bo kazdy worek ma 2.5kg. Krystusie lisciasty!!!! Zwariowalo mi chlopisko, pomyslalam, ale nic nie mowilam, bo wiem, ze Tatek tez kartoflany wiec jak ma u nas byc dluzej, to we dwoch te zimniory pozra.
W miedzyczasie tak zwanym wykumkalam sobie, ze zrobie im dzis pieczone schaboszczaki na obiad, jeszcze nie wiem jak je zrobie, ale jakos tak widze je duszone w lekkim sosie wlasnym z cebula itp. 
No taka mam wizje.
A jak juz mialam te wizje, to zaczela sie rozbudowywac i zobaczylam w niej rowniez ziemniaki, niech sie ciesza i mowie:
-- Wiesz, to ja dzis na obiad ugotuje pare ziemniakow dla Was.
-- Absolutnie nie!!! - prawie wrzasnal i gdyby nie to, ze stalam na drodze do drogocennego skarbu, to pewnie juz by te dwa worki przytulal do serca.
-- Dzizas, ale dlaczego nie? przeciez obydwaj lubicie ziemniaki..
-- Ale ja kupilem te ziemniaki na Thanksgiving!
-- Zwariowales? Co roku na Thanksgiving gotujesz jeden worek i zawsze zostaje 2/3 na drugi i jeszcze na trzeci dzien, a tym razem chcesz ugotowac dwa worki?
-- Tak, bo ja caly rok nie jem ziemniakow...
-- Biedactwo, a ktos Ci zabrania?
-- No moze nie zabrania, ale ktos nie kupuje ziemniakow i ich nigdy nie gotuje...
-- A to juz ciekawostka, bo to zwykle Ty jezdzisz po zakupy, to Ty gotujesz ziemniaki jesli juz w ogole sa wiec nie bardzo rozumiem. Podobnie nie rozumiem dlaczego klamiesz, bo ziemniaki jadles w maju jak Tatek byl z poprzednia wizyta i jeszcze raz jadles kilka miesiecy temu bo Junior przytargal ziemniaki i sobie gotowaliscie.
-- A, aa.. ale jak dzisiaj ugotujesz, to ja znow bede musial dokupic na Thanksgiving...
Wszystko mi opadlo. Wzielam za reke, posadzilam obok mnie na kanapie i zaczelam powoli tlumaczyc:
-- Skarbie, po pierwsze nie mozesz ugotowac takiej ilosci ziemniakow na Thanksgving, bo my nawet nie mamy takiego wielkiego gara, w ktorym moglbys je utluc. Po drugie nikt nie jest w stanie zjesc takiej ilosci ziemniakow, na Thanksgiving bedzie nas tylko 9 doroslych i jedno dziecko. Po trzecie ziemniaki sa szeroko dostepne w tym kraju i nikt nie zapowiadal, ze grozi jakas kleska ziemniaczana, wiec zawsze mozna isc do sklepu i kupic wiecej ziemniakow jak juz przez 4 dni po swiecie skoncza Wam sie te, ktore ugotujesz na swieto. Naprawde, mozesz mi uwierzyc na slowo. Ziemniaki byly, sa i beda...
Siedzial wpatrzony we mnie niewidzacym wzrokiem i nic nie mowil.
Nie wiem czy pojal czy nie, bo wstalam i poszlam spisac to wydarzenie. Jestem zdania, ze takie rzeczy trzeba zapisywac, bo jesli to poczatki Niemca, to trzeba wiedziec kiedy to sie zaczelo;)
A ziemniaki i tak ugotuje, o!

58 comments:

  1. Hihi...Stardust, ja juz kiedys zuwazylam, ze Wspanialy i ja jestesmy ulepieni z tego samego tworzywa. Tylko mnie juz z ziemniakow przeskoczylo na kluchy. Zawsze mi malo i rzadko sa, ale jak juz sie w garnku gotuja to zaraz mi sie wydaje, ze jest ich za malo jak dla mnie. No to po kryjomu dorzucam garsteczke lub dwie. Naczelny kucharz dostaje histerii bo mu kluchy w garnku rosna i nastepnym razem gotuje mniej, no to ja musze dorzucac wiecej...jeszcze mnie nie zlapal.
    Rozumiem zachwyt Wspanialego nad posiadaniem duzej ilosci pyrow, i rozumiem ten strach, ze braknie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kluchow to on tez dorzuca:)) A ja sie wsciekam, bo sie nierowno gotuja, jak juz chce dorzucac to niech to robi na poczatku, no! Zawsze potem jak zostaja kluchy, to zabiera je do pracy na lunch;))

      Delete
  2. No cóż za nieszczęście. Zeżreć, zeżreć ziemniaki mu chciała :p

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja nawet nie chcialam zezrec, tylko chce ugotowac dla nich i tez nie wolno:))) Bo braknie, bo bedzie malo;)))

      Delete
  3. Mój to by tylko kluchy wchrzaniał na okrągło.A ja z kolei wolę ryż paraboidalny na ostro. Mam zamiar zrobić wobec tego frytki w czekoladzie. Ciekawa jestem jak mój to zniesie, gdy mu to podrzucę na talerz w porze lunchu. Mam nadzieję, że nie zemdleje gdy sie dowie co to jest.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Frytki w czekoladzie? Chyba sama bym zemdlala:)))

      Delete
  4. A jak ja to świetnie rozumiem - są rzeczy które z różnych powodów rzadko jadam i jak już jem to chciałabym się nawtryniać na cały następny rok! Kiedyś kupiłam kilkanaście granatów i zjadłam w dwa dni :D

    Jak wyjdzie bokiem, to łatwiej potem znieść "odosobnienie" :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. To chyba mialas dosc granatow na jakis czas;)

      Delete
    2. Taką miałam nadzieję, ale nie, nie wyszło :))

      Delete
    3. Jak sie cos bardzo lubi, to sie nigdy nie ma dosc;)

      Delete
  5. Oj, oj jak ja Tobie Star dziekuje za ten post, bo juz dawno nie bylo nic z cyklu: Przypowiesci o Latarce. Bo ja pamietam ten Twoj poczatkowy post o latarce, strasznie mi sie podobal, zasmiewalam sie do lez. Takich mi wlasnie postow bylo trzeba:))))) Ostatnio jakos nie bylo;))) Przypowiesc o ziemniakach!!! Wspanialy jest wspanialy, no prostu nie ma chlopina rozeznania i juz. Lepiej zeby zostalo niz by mialo zabraknac. Moj tez taki jest:))))To chyba chlopy tak maja, ze zawsze wszystkiego musi byc duzo?

    ReplyDelete
    Replies
    1. No prosze, a u nas takie sceny to prawie codziennie, tylko albo o nich nie pisze, albo sa tak niecenzuralne, ze nie mozna o nich pisac:)))

      Delete
  6. Kurde, mój jak gotuje to tak, jakby miał jeszcze pułk piechoty wykarmic. A do tego burdel w kuchni jak po trzęsieniu ziemi. I zawsze, ale to zawsze słyszę, że musi być dużo, bo nie może braknąć.
    Widać chłopy tak mają ; )))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, zeby jeszcze toto zarlo to by nie bylo szkoda w kotlach gotowac i widlami mieszac. Ale je raz dziennie, bo... zapomnial i w dodatku jak wrobelek.
      Nie rozumiem tej pasji ilosci w jego przypadku:))
      Po mnie to przynajmniej widac, ze lubie;)

      Delete
  7. Uśmiałam się tak aż się popłakałam :))))
    Cudownie mieć takie kartoflane problemy :P Ja też lubię ziemniory, choć ostatnio rzadziej je kupuję...może dlatego, że ciężko dostać jadalne :).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak od swieta to tez zjem lyzke czy dwie tych ziemniorow, ale nigdy za nimi nie tesknie;))

      Delete
  8. Łączę się w bólu ze Wspaniałym, jako Poznańska Pyra. Nie kumam czaczy, jak można pyrów nie jeść?? Mogę nic nie jeść oprócz pyrów z gziką. Na okrągło, przez cały rok. Pyry ze śledziami w śmietanie, pyry z gziką, pyry z jajecznicą, wszystko z pyr. Proszę, przekaż Wspaniałemu moje wyrazy zrozumienia.
    I... nie rozumiem ludzi niejedzących pyr, choć ich toleruję i czasem nawet lubię ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jedzo, on wlasnie tak KOCHA pyry jak Ty:))) Moga byc wczorajsze, przedwczorajsze, nawet z ubieglego tygodnia byle nie zarosly plesnia, Wspanialy pozre:)))
      Ja wyroslam na pyrach, bo w domu zawsze byly pyry albo kluchy, wiec chyba juz swoj przydzial zjadlam;) Teraz wole salate z porcja miesa i tez mi dobrze;))
      Juz mu powiedzialam, ze ma kolezanke w Poznaniu w Polsce. Pomyslal przez chwile i pyta "ale my nie bylismy w Poznaniu?" Kto wie? Moze nawet bedzie chcial jechac:)) Chocby po to zeby sie pyrow najesc:)))

      Delete
    2. No, jako rodowita poznanianka mogę się tylko podpisać pod komentarzem Jędzy;)
      A jak zostaną pyry z obiadu to można usmażyć na kolację;))

      Delete
    3. Zatem zapraszam na pyrową ucztę :) Zgadzam się z Miśką, a jak zostaną na drugi dzień, można zrobić kopytka... I inne cuda wianki. Pyry, moja miłość :)

      Delete
    4. Dziewczyny, ale on je pyry tylko pod jedna postacia;)) Nie wiem nawet czy zna kopytka, ale nie bede podpowiadac, bo i po co mu ta wiedza? Zebym ja miala wiecej roboty? U mnie nie zostaja pyry:))))
      Serwuje je raz w roku to widzicie jakie maja powodzenie:)))) Wczoraj Wspanialy o malo talerza nie wylizal;))

      Delete
  9. No tak, ludzie mają swoje zboczenia, mnie się też zdarzają podobne, że wydaje mi się, że czegoś zabraknie, a jednak nie brakuje.
    Tak mam z płatkami do musli :)
    Jak nie mam w domu constans 4 opakowań, to się czuję źle.
    Śmieją się ze mnie, że nadchodzi koniec świata i wykupujemy płatki!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwus, tylko Wspanialy to ma calkiem dluga liste artykulow ktorych nie moze zabraknac;))

      Delete
  10. Nareszcie przeczytałam wszystko i jestem na bieżąco:)

    Doskonale rozumiem zamiłowanie Wspaniałego do ziemniaków, ponieważ sama uwielbiam wszystko co z nich jest zrobione. Nie jadłam nigdy kapusty z grochem i z ziemniakami (chociaż kapustę z grochem i owszem:)), więc na pewno wykorzystam w najbliższym czasie twój przepis i już wiem, że mi będzie smakowało.
    Ps: Chciałam jeszcze nawiązać do jednej z poprzednich notek w których pisałaś o tłumach w NY. Nigdy tam nie byłam i nie widziałam w realu, natomiast mogę polecić stronę, gdzie można obejrzeć sobie na żywo, czyli w czasie rzeczywistym różne zakątki na świecie i właśnie między innymi namiastkę NY np. Time Square. Polecam kamerki z HD, na prawdę fajna sprawa, obraz rewelacyjny i do tego z odgłosem ruchu ulicznego.
    http://www.earthcam.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oczywiście polecam osobom, które nie mają możliwości zobaczenia tego w realu;-)))))

      Delete
    2. Haniu, tak earthcam to fajna rzecz, tez korzystam jak chce pojezdzic po swiecie:))
      Podziwiam, ze chcialo Ci sie to wszystko czytac, ale sama tez tak mam, ze jak juz mi sie jakis blog spodoba, to czytam od poczatku;)

      Delete
  11. :)))) Może nie aż tak,ale mam podobnie z uszkami do barszczu na Wigilię,to jedyne danie,które mi sie nie nudzi,bo jem je raz w roku.Bardzo,bardzo mi smakują i muszą być zrobione z suszonych grzybów,zadne tam pieczarki nie wchodzą w grę.
    A ze wszyscy lubimy,to lepię ich ok 400sztuk, by starczyło na wszystkie 3 dni świąt.Potem jem oszczędnie,bo może zabraknąć;) Wynikiem tego mego oszczędzania jest jedna mała porcyjka zamrożona,miala byc zjedzona dawno temu ,a tu zaraz następne swięta bedą,a woreczek z uszkami nadal leży w zamrażarce:)

    Ale ogólnie nie lubię zbyt dużej ilości zapasów.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dora, jesteś moją bohaterką :D W zyciu uszka nie ulepiłam, zawsze kupuję gotowe :| To katorżnicza praca...

      Delete
    2. Dora, my oboje niestety nalezymy do chomikow, wiec zapasy sa zawsze, oczywiscie z wyjatkiem ziemniakow.
      Uszka podobnie jak Jedza, kupuje, bo nie chcialoby mi sie takiego malenstwa lepic. Albo jak mi sie chce czegos naprawde wlasnej roboty to robie paszteciki;)
      400 sztuk!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Ja przez cale zycie tyle pierogow chyba nie zrobilam, a uszka... naprawde podziwiam.

      Delete
  12. Star, skoro Wspanialy tak bardzo lubi ziemniory, to zrob mu dobrze i ugotuj "cassava". Niebo.. :) Nie mam pojecia jak to sie nazywa po polsku.
    Wyglada jak kawalek drzewa, ale po obrobce i ugotowaniu ...poezja..Mysle ze w NY kupisz bez problemu.
    Podaj np z chilli con carne na bardzo ostro /masz w zamrazarce o ile sie nie myle:)/ Mniam...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Toya, to nie jest tak, tu sie niestety nie da wprowadzic zadnych zmian;) Maja byc ziemniory i tyle, zadne inne udziwnienia;)
      A chili, doskonale pamietasz:) pewnie, ze mam w zamrazarce;))

      Delete
  13. NO bo jak żyć bez kartofelków?...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, no ja jakos zyje;)) Pewnie byle jakie to zycie, ale;)

      Delete
  14. Star,u nas Amiszetakie 50lbs worki ziemniorow sprzedaja, moze wysle Wspanialemu?
    Happy Thanksgiving!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lukrecjo, o tak, tak koniecznie takie 50lbs!!! Siadlby sobie na srodku kuchni po turecku i obieral.
      Happy Thanksgiving to you!!

      Delete
  15. :)POŻERACZE ZIEMNIAKÓW ŁĄCZCIE SIĘ
    Polecam Ci mój przepis na kotlety ziemniaczane , znajdziesz go na blogu PIECZENIE CHLEBA I INNE PRZEPISY Paweł przetestował.
    Pewnie już za późno,ale wsadzenie indykowi dwóch jabłek,wiesz gdzie(najlepiej szara reneta)wzbogaci jego smak o zapachu nie muszę wspominać.
    Star jest dobrze idą Święta.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maciej, nie jest za pozno, bo moj Thanksgiving jest w sobote:)) Ale ja zawsze wkladam indykowi w dupe jablka, cytrusy i galazke ziela:)) Rowniez na dno brytfanny wlewam troche wody i wrzucam pokrojone owoce. Czesto nawet mocze indyka w soku np. pomaranczowym przed pieczeniem.
      Ja juz to indycze swieto rozpracowalam dokladnie;))

      Delete
    2. :)Nie nie wątpię w Twoje zdolności kulinarne włożenie indykowi jabłek to potwierdza.Martwiłem się o nadmiar ugotowanych ziemniaków i stąd moja propozycja na poświąteczne kotlety.Jestem przekonany Wspaniałemu i Tacie będą smakowały,może i Tobie, przetestujesz??

      Delete
    3. Przetestuje, ale nie teraz przy okazji swiat, bo wiesz to sa dwa proste okazy:)) Oni tylko uznaja mashed potatos. Ale ojciec bedzie u nas dluzej tym razem, wiec na pewno sie znajdzie okazja.
      Przy okazji, nie wiem czy zagladales kiedys do mojego bloga z przepisami, jesli nie, to zapraszam, link w gornym prawym rogu tego bloga:)

      Delete
  16. Star nie byłaś w Poznaniu, to serdecznie zapraszam - ja też z Poznania. Ja pojadę do Stanów dopiero, jak zniosą wizy - nie chcę tutaj niczego krytykować, ale tak już mam, że nie będę się nikogo prosić, żeby mnie wpuścił do siebie na wakacje i tłumaczyć konsulowi, czy komu tam, że mam pracę, mam dom, dobrze mi w swoim kraju i chcę tylko pozwiedzać. Poczekam, nie spieszy mi się :-) Ale jeżeli chciałabyś się wybrać do Polski i zobaczyć Poznań, to ja bardzo chętnie służę pomocą i towarzystwem w zwiedzaniu, noclegiem itp.
    A ziemniaków pawie nie jem, choć lubię, nie lubię natomiast z gzikiem - brrr.
    Pozdrawiam
    Aga

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aga, dziekuje rowniez bardzo serdecznie. Tylko wiesz, ja juz chyba moja ostatnia podroz do Polski odbylam;) Chyba zeby mi sie odmienilo, to bede pamietac, ale jezdzenie w te same miejsca (w sensie kraju) to tez zadna frajda. Tym bardziej, ze Polska tak daleko.
      Ale, co to jest gzik? Bo cos mi chodzi po glowie, ze to cos z serem lub smietana, ale nie mam pojecia dokladnie.

      Delete
  17. Chciałam tylko dodać, bo z poprzedniego komentarza to nie wynika, że zobaczenie NY jest na liście moich marzeń. A chętnie też bym poznała Ciebie Star osobiście, bo tak jakoś wewnętrznie czuję, że mi do Ciebie bardzo po drodze :-) jak piszesz co Cie wkurza, co się podoba, to jakbym o sobie czytała :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahaha ja tez z Twoich komentarzy czesto czuje to samo. Tak czy inaczej kiedys sie moze uda nam spotkac, jak nie po tej to po tamtej stronie wielkiej wody:))
      No chyba, ze wczesniej wemigruje na emeryture do Zambii:))

      Delete
  18. Dobrze kojarzysz - gzik to rodzaj białego twarogu z cebulą, śmietaną i przyprawami i jako typowa poznańska potrawa jest serwowany np. z połówkami zapiekanych ziemniaków.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Faktycznie dobrze kojarzylam, ale... no nie wiem... jakos nie bardzo moge sobie wyobrazic, wiec raczej do mnie nie przemawia. Chociaz wiele juz w zyciu potraw do mnie nie przemawialo, a potem mi smakowaly:))
      Nawet nasze rodzime flaczki, ktorymi sie cala rodzina zachwycala, a jak pukalam sie w czolko jak oni moga cos takiego jesc. Kiedys wszyscy gdzies wybyli i zostalam z resztka flakow w garze sam na sam i odwazylam sie sprobowac po czym wyzarlam wszystko:))))

      Delete
    2. Nie z połówkami zapiekanych ziemniaków, bron buk liściasty... Gzikę je się z pyrami wojskowymi, znaczy się, w mundurkach... Inaczej się nie liczy... :)

      Delete
    3. No masz! Teraz juz bede madra w temacie gziki:))

      Delete
  19. Dokładnie! Pyry w mundurkach, obierane gdy jeszcze gorące, na talerzu posypywane solą i okładane kawałeczkami masła... Tak samo do śledzi w śmietanie.
    Pyry dla mnie niezbędne są jeszcze w kapuśniaku, ogórkowej, krupniku i żurku oraz jako dodatek do gołąbków w sosie pomidorowym, bardzo lubię do bigosu, ale mój stary mówi, że to profanacja oraz do smażonej kaszanki i gotowanej kiszonej kapusty. Natomiast tak na co dzień do pozostałych dań mięsnych nie za bardzo.
    A szare kluchy? A knedle ze śliwkami? A ruskie pierogi?
    Pyry muszą być na świecie! Nie ma bata! ;-))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, pyry w mundurkach ze smietana, jak piszesz to bylo ulubione danie mojego dziadka wlasnie ze sledziami w smietanie. Ale dziadek zmarl jak ja mialam 4.5 roku wiec od tamtej pory jadlam moze ze dwa razy.
      Bigosu absolutnie nie jem z pyrami, ani golabkow tez nie, owszem w sosie pomidorowym, ale z chlebem;))
      A do zup tak ogorkowa, kapusniak to zupy z ziemniakami, zurek juz nie;) Zurek tylko z jajkami na twardo i kawalkami kielbasy;)))
      Knedle ze sliwkami owszem, robilam raz jeden tutaj w Ameryce, ale to od cholery roboty;)) Ruskie pierogi jadlam tez raz w zyciu i tez w Stanach, wczesniej nie znalam ruskich pierogow.
      No sa te Wasze pyry na swiecie i pod dostatkiem, wiec nie wiem czemu sie ten moj Wspanialy tak ciska w kazdy Thanksgiving:)))

      Delete
  20. Kocham Cię !!!!
    u nas ziemniaki na codzień i wara nie !!!
    po zupce cieńko w dupce !!!
    boziu pyry dwa razy do roku ???
    Wspaniały jest WSPANIAŁY !!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, to zalezy jaka zupka:) Ja gotuje zupki takie ze lycha w nich stoi:)) Zaloze sie, ze nie zjadlabys pol litra takiej zupy:)) Zupy gotuje tylko w okresie zimowym, tzn. zaczynam jesienia i koncze wczesna wiosna.
      Bez pyrow moglabym spokojnie zyc;)

      Delete
  21. Ziemniaki kocham, i faktycznie mogłabym codziennie na obiad i kolację. Ale tyję od nich w tempie kosmicznym, więc jem jak Wspaniały - raz do roku. Nawet nie przy okazji, tylko jak mnie ostro najdzie i MUSZĘ:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Justm, glownie tez o to chodzi, ze te pyry potem nosze w tylku latami:) A tak talerz salaty i porcja miesa, mam z glowy.

      Delete
    2. Tak, porcja mięsa i sałaty to też moje menu:) Ale zastanowił mnie chleb do gołąbków:)

      Delete
    3. Haha, no bo jakos tak nie potrafie samych golabkow, wiec mala kromka chleba do zamoczenia w sosie;)

      Delete
  22. no to jak byliscie w polandii to wspanialy mial spelnienie marzen bo ziemniakow nei brakowalo :)

    ReplyDelete
  23. Ja też jestem z Krainy Kwitnącej Pyry/ pyra to po poznańsku ziemniak/, więc ziemniaki od dzieciństwa jadało się u mnie na obiad.
    Oczywiście nie same, choć w biedniejszych domach stanowiły podstawę obiadu. Tym się po prostu rodzina miała najeść, a reszta to była tak bardziej dla ozdoby.:)
    Dzisiaj już się je inaczej, ale ziemniaki nadal lubię.
    Co oczywiście nie znaczy, że w takich ilościach jak chciał mieć Wspaniały :D
    Szczególnie w święto, kiedy jest indyk i mnóstwo innych smakołyków.
    Kluchy na bazie ziemniaków też lubię, a nie powinnam nawet na nie patrzeć :D
    Słowem jestem poznańska pyra :)

    ReplyDelete
  24. Gołąbki też lubię przegryzać chlebem i pomoczyć go w sosie :)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...