Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, December 25, 2012

Czerwone wino do sledzia

Wczoraj poszlam spac i dzis obudzilam sie z przekonaniem, ze swieta wymyslil ktos za kare, bo przeciez mogloby byc calkiem fajnie gdyby nie jedzenie.
Ale od poczatku, a na poczatku bylo tak.
Z samego ranca w Wigilie mialam umowiona wizyte u znachora, bo niby dlaczego nie, skoro znachor pracuje, a swietuje dopiero wieczorem. Sprawdzilam w kalendarzu i okazalo sie, ze moje swietowanie tez zaczyna sie wieczorem, wiec potruchtalam.
Nie, klamie, nie potruchtalam tylko wsadzilam zad do autobusu i pojechalam, bo nie chcialo mi sie truchtac przez cale 15 minut ze wzgledu na obciazenie w postaci zgrabnej drewnianej skrzyneczki, ktora zawierala dwie butelki wina, ktore to wszystko do kupy nabylismy jako prezent dla znachora.
Niech ma, niech sie raduje, zasluzyl.
Ale wrocmy jeszcze do autobusu, ktory byl co prawda prawie pusty, wiec usadzenie zadka nie sprawialo zadnych problemow poza wyborem miejsca, ktorego dokonalam w miare szybko na tylach pojazdu. Jak juz dojezdzalismy do miejsca gdzie mialam wysiasc, to po nacisnieciu dzwonka sygnalu wstalam, zeby sie przygotowac do wyjscia. Diabli mnie podkusili na to wstawanie, taka w dupe uprzejma chcialam byc. A tymczasem kierowca gwaltownie nacisnal hamulec tuz przed skrzyzowaniem i gdybym nie zlapala sie palaka to polecialabym na zbity ryj na sam poczatek autobusu. Nie polecialam, ale za to tak niefortunnie zlapalam za ten palak, ze poczulam okropny bol.
"Ja pierdykam, ani chybi wyrwalam lapsko ze stawu"- pomyslalam, ale wiedzac, ze ide do znachora nic nie powiedzialam, zreszta co mialam niby powiedziec?
No moglam glupiego chuja wyzwac, ale w koncu to Wigilia, nie przystoi.
Znachor obejrzal, pomacal i stwierdzil, ze nic nie wyrwalam z zadnego stawu tylko po prostu mocno naciagnelam miesien.
-- Doktorze jaki miesien? Tu nie ma zadnego miesnia w tym miejscu, tu wrecz wszystko wisi.
-- Star wisi czy stoi nazywa sie miesien.
Nie upieralam sie przy swoim, bo znachora lubie i wierze, ze zna sie lepiej. Pomasowal, poglaskal i bol jakos cudem przez te godzine lezenia tam minal prawie calkowicie. Kazal nie nadwyrezac i wrazie potrzeby oblozyc lodem.
Potem po drodze, juz nie autobusem wstapilam zrobic sobie pazury, bo akurat z rana nie bylo jeszcze ludzi, to pomyslalam, ze lepiej niz samej sie z tym meczyc.
Na koniec panienka dala mi prezent.
-- To dla Ciebie, Merry Christmas.
-- Jak to dla mnie? - bylam absolutnie zaskoczona.
-- Dzis dajemy prezenty co dziesiatemu klientowi i akurat jestes pierwsza osoba na ktora padlo - wyjasnila panienka z usmiechem.
Tego jeszcze nie spotkalam, ale podziekowalam i wsadzilam pakunek do torby tuz obok cykorii i radicchio, ktore przed kilkoma minutami zakupilam w sasiednim sklepie na salate.
W domu okazalo sie, ze jest to szalik, taniocha, ale przeciez chodzi o gest, ktory chyba kazdy przyzna jest mily. Wspanialy stwierdzil, ze pasuje mu kolorystycznie do kurtki i bedzie go nosil.
Taaaa, w szafie wisi chyba ze cztery szaliki Wspanialego i zadnego nie nosi.
Pozyjemy, zobaczymy....
Nie mialam juz duzo roboty, bo wszystko sobie przygotowalam wczesniej, wiec pieczenie kulebiaka ograniczalo sie tylko do pizgniecia wszystkiego na kawalek ciasta, nakrycia drugim kawalkiem i wsadzeniem calosci do piekarnika.
Tuz po 16tej przyjechal Junior.
-- Kryste jaki jestem glodny!! - zawolal od drzwi.
-- Kryste, my tez glodni, bo dzis jakos tak sie zlozylo, ze nic nie jedlismy. Ale chcesz cos teraz zjesc? Wiesz kolacja zaczyna sie jak zawsze o 18tej.
-- Nie to juz dam rade wytrzymac.
Zeby nie myslal o jedzeniu oddelegowalam go do nakrycia stolu. Moze nie bylo to dokladnie jak ja bym chciala, no ale w koncu to tylko swieto, a ja bylam zajeta skladaniem kulebiaka.


Ja klade ten maly bialy obrusik na duzym czerwonym albo zielonym obrusie, Junior stwierdzil, ze to za duzo obrusow i za duzo roboty.
-- Obrus na obrusie, a na tym obrusie jeszcze inny obrusik, daj spokoj kobieto. I tak sie co roku stresujemy, zeby tego bialego obrusa niczym nie zabrudzic.
Nic nie powiedzialam, bo faktycznie ten maly obrusik, co to go jeszcze prawie 30 lat temu z Polski przywiozlam jakos tradycyjnie bez wzgledu na wielkosc stolu jest obowiazkowo wmontowany w wystroj wigilijnej kolacji i tak zawsze stresuje cale towarzystwo, ze sie boja przy nim oddychac.
A przyznam sie szczerze i bez bicia, ze dzieki temu przez te cale, dokladnie 28 lat obrusik byl z wizyta w pralni tylko chyba 6 razy;))
Zaraz po kolacji jest zdjety i znow ladnie zlozony, wsuniety do oryginalnej folii i wlozony na miejsce rocznego spoczynku do szuflady.
Pierdolnieta jestem z tym obrusem, przelecialo mi przez glowe, ale co tam, przynajmniej nie swina na stole.
Jak widac na zdjeciu jest butelka czerwonego wina, to Wspanialy woli czerwone, ja wole biale, wiec juz dawno zarzucilam wszelkie reguly, ktore i tak gdzies wyczytalam sa zupelnie niezyciowe i kazdy powinien pic to co lubi a nie to co pasuje, a gebe wykreca.
Zaczelismy punktualnie o 18tej, bo tu tez mam zelazna zasade, od oplatka, oczywiscie przy dzwiekach poloneza, ktorego bardzo lubie i tak juz zostal sygnalem do rozpoczecia Wigilii.
Zaraz po oplatku Wspanialy polewajac sobie czerwone wino rozlal troche na obrus.
Dzizas, ja ich naprawde stresuje, gdybyscie mieli mozliwosc zobaczyc mine Wspanialego, wygladal jakby go wlasnie sparalizowalo.
-- Przepraszam ja naprawde bardzo przepraszam, ale jakos tak...
-- Oj, juz nie marudz, stalo sie - staralam sie jak moglam, ale on byl naprawde przerazony.
-- Wspanialy, najwyzszy czas, zeby matka zmienila ten przeklety obrusik na cos innego. W sumie dobrze zrobiles, ale stresu Ci nie zazdroszcze. I tak dobrze, ze to Ty a nie ja - pocieszal go Junior.
Chyba naprawde jestem terrorystka, pomyslalam, trzeba to wziac pod uwage, bo na starosc takie zachowania sie tylko nasilaja.
Potem byly 3 rodzaje sledzi (to te w czarnych miseczkach) wianuszek krewetek, ktorego polowa ocalala. Sledzie Junior wylozyl tak w przewidywalnej ilosci po 3 kawalki na osobe, ale i tak zjedlismy po jednym, albo wyjatkowo dwa kawalki. Wspanialy przegryzal te sledzie salatka z grzybow.
Teraz chcialam podac barszczyk do widocznych na zdjeciu "pizdecikow", ale Wspanialy wpadl mi w slowo:
-- Czy mozemy miec 10-15 minut przerwy przed "czerwona zupa".
-- Mozemy - odpowiedzialam, ale juz sobie pomyslalam, ze sie zaczyna jak zawsze kolacja na raty.
Po szklaneczce barszczyku i jednym paszteciku na glowe (dopiero pozniej sie dopatrzylam, ze Wspanialy przekroil jednego na pol i polowe odlozyl), wstalam zeby pojsc do kuchni i pokroic kulebiak. A panowie za mna z krzykiem:
-- Ale ja chce tylko cieniutenki plasterek, bo ja juz mam dosc!!!
Cieniutenki plasterek kulebiaka, ktorego nadzienie sie rozlazi jest absolutnie zadaniem niewykonalnym. Jakos mi sie udalo pokroic takie plastry o szrokosci 2.5 cm.
Wspanialy oczywiscie zazyczyl sobie ten z brzegu, bo najmniejszy, Junior zaklepal ten nastepny, a mnie oczywiscie zostal najwiekszy.
Ale mnie wykolowali;(
W sumie tylko Wspanialy zjadl swoja porcje w calosci, ja i Junior zostawilismy polowe.
-- A deser - rzucilam troche w proznie.
-- Deser??!! - krzykneli jednoglosnie.
-- Mamo, ja nie mam juz miejsca na zaden deser - tlumaczyl sie Junior.
-- Ja tez nie wcisne deseru - wtorowal Wspanialy.
Krakowskim targiem ustalilismy, ze deser zjemy za godzine, ale tylko sernik, keks moze byc do kawy na sniadanie, zaraz po kanapce.
I niech mi ktos powie, czy to nie jest kara?
I tak z sernika, ktory upieklam w mniejszej tortownicy (23cm) zjedlismy 1/5 calosci.
Znow mialam problem z krojeniem takich cienkich kawalkow i nawet w pewnej chwili wpadlam na pomysl, ze moze lepiej dac im widelce i niech kazdy "dziubnie" ile chce z calosci.
A dzis ciagle jeszcze swieta, co oznacza wiecej obowiazkowego zarcia.
Swieta sa jednak straszne, zwlaszcza te, ktore trwaja dluzej niz jeden dzien.
Takie jednodniowe swieto jest latwiejsze do przezycia...
To jeszcze raz:
Milego obzarstwa Wam zycze!!!

62 comments:

  1. Mimo cierpień kulinarnych u Was ciepło, rodzinnie i miło:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, jest wesolo:))) Ale z tymi moimi wariatami jest zawsze i wszedzie wesolo.

      Delete
  2. A daj Ty spokoj, co roku sobie obiecuje, ze juz nigdy wiecej tyle nie napieke i ugotuje, hehe, obiecanki cacanki, a to nowy przepis na piernik sie trafil, a no jak to keksa nie bedzie? no a makowiec?, querwa chyba miesiac bedziemy to jesc, Thank God for freezers.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To ja tym razem juz nie robilam duzo. No ale nie mam mniejszej tortownicy, wiec jednak ten sernik jest jaki jest. A keks robilam tylko dlatego, ze zostaly mi suszone owoce z Thanksgiving, a kompot z suszu u mnie absolutnie nie pojdzie. No to padlo na keks;)

      Delete
  3. zawsze można zamrozić jedzenie:)
    mnie zawsze stresowało przy stole by nie dać plamy( czymkolwiek do jedzenia), bo znam takich którym z trudem przychodzi autoefleksja nad "wigilijnym terroryzmem". Całe szczęście, coraz rzadziej się to zdarza, chyba szkoda szargać nerwów nad rozlanym mlekiem.... barszczem, czymkolwiek. Wesołych!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Od poczatku wiedzialam, ze polowe kulebiaka bede musiala zamrozic, sledzie wyjda z Juniorem, wiec problem rozwiazany. Pizdeciki:))) sie jakos zje, bo sa smaczne i barszczyk chlopaki lubia.
      A z tym obrusem to ja naprawde nigdy ich nie straszylam, ze lapy poobcinam:))) Oni chyba na sam widok z jakim pietyzmem ja ten obrus traktuje sie stresowali.
      A Wspanialy to w ogole taki jest z natury. Pamietam jak zamieszkalismy razem i kiedys myjac naczynia (nie bylo zmywarki w tamtym mieszkaniu) potlukl szklanke i tez sie tak tlumaczyl. A ja sie smialam, bo wiadomo szklanka szklana wiec wczesniej czy pozniej sie potlucze. No ale to sie przytrafilo jemu.... :)) Biedny.

      Delete
  4. Wesołych :D

    Kulebiaka klasycznego z kiszoną kapustą bardzo lubię, ale na wigilię go nie mamy, a śledzie zawsze robię w kilku smakach (także w czerwonym winie, co może Wspaniałemu by smakowało) bo...też bardzo lubię :)
    W tym roku wyjątkowo smakował mi karp, którego nie ... no nie za bardzo lubię.

    Star, napisałam maila - tylko proszę nie krzycz

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moj kulebiak nie byl klasyczny, bo z lososiem, grzybami, jajkami i porami:))) Wrzuce przepis na GbM, ale to kiedys. Sledzi dawniej robilam wiecej roznych, ale oni jedza tylko jedne (te w oleju) to na licha mialam sie wysilac, sobie kupilam takie normalne w occie i jeszcze jakies pirackie.
      Karpia nie lubilam i nie lubie od dziecinstwa, a poniewaz teraz nie musze sie zmuszac, to jestem cala happy:)))
      Za maila dziekuje, to akurat bardzo pozyteczny mail:) Juz zalatwione:))

      Delete
    2. Cieszę się, a przepis chętnie przeczytam, bo wydaje się być smakowity :))

      Delete
  5. No i posadź takich "kawałeczkowych" u tradycyjnej gospodyni, z całymi misami ryb, klusek i kuchów :d Mord w wigilię :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, nie da rady. Junior co prawda wyglada jak by mogl sam mamuta pozrec, ale w swieta sie zawsze oszczedza, zreszta on lubi czesto a nie tak jednym ciegiem;) Wspanialy natomiast to przypadek niereformowalny, tradycyjna gosopodyni musialaby ogluszyc, zwiazac i te sledzie zapodawac kroplowka:)))

      Delete
  6. nie jem już:) i tego tobie życzę:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Beata, Ty jak Wspanialy, on tez nie je i juz;) A ja jeszcze dzisiejszy dzien przezyje. Jutro natomiast z dzika radoscia pojade do pracy. Sernik zamroze, co sie da wypchne z Juniorem, ale nie bede miala wielkiego problemu, bo naprawde w tym roku sie nie przejmowalam zupelnie swietami.
      Nawet nie celowo, jakos tak wyszlo;)
      Buziaki swiateczne przesylam:**

      Delete
  7. Ograniczyłam dania do wieczerzy, dzisiaj upiekłam dopiero ciasto, kiedy większość ciasteczek zniknęła (niedużo kupiłam i upiekłam tylko jedną porcje domowych), makówki nietknięte. A mimo to jestem "pękata". Pasuję... ograniczam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, to co napisalam to byla cala wieczerza, zadnych pierogow, kapust, kutii itp. Trzy sledzie, barszczyk, pizdecik, kulebiak i to tez za duzo:)))
      Nie pieklam zadnych ciasteczek, ja zreszta dwa lata temu popelnilam ciasteczka pierwszy i ostatni raz w zyciu, ale za to cale gory ciasteczek:)))
      Dzis robi poledwice nadziewana i z glowy.

      Delete
  8. Wesolych Swiat Star!
    to zarcie mnie tez dobija ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cutie, Wesolych!!!
      Mnie tak trzyma od Thanksgiving z tym zarciem, bo wizyta Tatka sie przedluzyla a zarelko sie przeciagnelo, teraz swieta, za tydzien NR.
      Chyba sie pochlastam!!!
      Wlasnie dlatego nawet nie prosze o lunchowe spotkanie;)

      Delete
  9. Pękam w szwach, goście też a końca nie widać. Stół się ugina, do końca roku nic już nie ugotuję:)))
    A obrusik też mam stary, góralski i wyjmuję go z szafy tylko na święta.
    Poprosiłam męża o lampkę koniaku, może poukłada mi się to żarcie jakoś...
    Miłego świętowania:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Casa, kocham Cie za ten obrusik, bo juz myslalam, ze tylko ja mam takie sentymenty:))
      Ty to chociaz masz gosci, nas jest troje, ocipiec mozna z tym jedzeniem. Na szczescie niedlugo obiad i bedzie spokoj.
      Jutro lece do pracy jak rzadko kiedy na skrzydlach:))

      Delete
  10. a ja żrę słodkie słone kwaśne zapijam wódką i znowu gotowane pieczone smażone..a 3 dni przed sylwestrem będę na diecie by sie w jakąś kiecke wbić :D ale co tam raz się żyje

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, masz szczescie, ze jestes jeszcze w tym wieku, ze sie szybko nabiera ale tez szybko gubi wage. Pamietam te czasy i sie dziwilam, ze starsze panie tak marudza, teraz sama marudze:D:D

      Delete
    2. Kochana jesteśmy w tym samym wieku ;-)
      dwudziestym pierwszym hahaha

      już nie tak łatwo ale jeden dzień będę pożerała ananasy a w jeden samo białko i będzie git

      Delete
    3. Udalo Ci sie z tym dwudziestym pierwszym wiekiem:)))

      Delete
  11. Z rana na dzień dobry dostałam "zjebkę" od męża, że za dużo napiekłam. No - cóż - może rzeczywiście... ;))) Trochę się udobruchał, gdy połowę ciasta wsadziłam wieczorem do zamrażarki i uświadomiłam go, że mam z głowy pieczenie do przyszłego roku! Nienawidzę żarcia, ale jak mam melodię (zwłaszcza na pieczenie), to nie znam umiaru - niestety.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moj tez stwierdzil, ze sernik jest za duzy, powiedzialam, ze nastepnym razem upieke w kieliszku:)) Nozesz w morde jeza, bede sie bawic w pieczenie indywidualnych porcji na osobe i to jeszcze wielkosci uzaleznionej od ochoty spozywajacego. Ja nie pieke czesto, wiec jak sa swieta to sie tez potrafie dorwac, ale tym razem naprawde zrobilam tak niewiele, ze mnie szlag trafia jak jeszcze marudza, ze nie moga zjesc.
      Tez zapowiedzialam, ze pizgne wszystko do zamrazarki i bedzie gotowe na nastepna Wigilie i BN:)))

      Delete
  12. no tak, to żarcie to rzeczywiście koszmar świąteczny, dlatego w każde święta dbam o to, żeby jak najwięcej potem wieczorem pospalać, he he he
    pozdrawiam między-świątecznie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja sie tez oddalam spalaniu, ale nie wiem czy az tak pomoglo:)) Co w koncu jest niewazne, bo samo spalanie tym sposobem jest przyjemne;P
      buziaki swiateczne:**

      Delete
  13. Ale przeciez te wszystkie dania najlepiej smakuja kilka dni po... A o ostatni kawalek makowca toczy sie regularna bitwa!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, chcialabym zeby u mnie tak bylo:( Niestety oni tylko resztki z Thanksgiving wyzeraja do oporu. A jutro Wspanialy nie ruszy zadnego ciasta, bo "swieta sie juz skonczyly".
      Sernik juz zapakowalam i zamroze, keks, no moze sie zje do kawy, ale troche watpie. Junior juz pojechal do siebie i nie zabral nic, nawet sledzi nie chcial.

      Delete
  14. ja w w tym roku nie upiekłam żadnego ciasta - tylko tradycyjne pierniczki na choinkę i teraz tęsknota za sernikiem mnie naszła... gdyby tak można było wymieniać się nadmiarem tego co w kuchni jest?:)))
    Nie objadłam się tym razem, bo do Świat podeszłam w miarę rozsądnie. Co zostanie zawekuję lub zamrożę i będzie na "zaś":))
    Pozdrawiam jeszcze świątecznie:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mado, u nas polowa zostala na "zas":) Przyda sie na czas kiedy nie ma czasu albo sie po prostu nie chce gotowac.
      Masz racje takie wymiany bylyby naprawde dobrym rozwiazaniem:)

      Delete
  15. A ja przez całe święta opycham się zdechlizną, padliną inaczej zwaną. No, lubię śledzie w każdej postaci i już! Karpia też próbowałem, bo to jedyna okazja w roku, żeby mulaka skosztować. Nie wiem, czy ten był ubity po lucku (po Lucku? - jakoś tak), ale smakował tak jak co roku. Śledzie zresztą też, choć te są bez przywileju humanitaryzmu i zdychają w ładowniach kutrów. I to w zasadzie tyle z wigilijnych i świątecznych przysmaków - no, może jeszcze boczek pieczony, bo ze słodyczy, to ja lubię tylko golonkę, boczek i śledzie. ;-)

    Jakie wino do czego pasuje dawno przestało mnie interesować. Piję jakie lubię, choć moim skromnym zdaniem najlepszym winem do śledzi jest... odpowiednio schłodzona gorzałka. :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mironq, czy karp byl zabity po Lucku, to najpierw trzeba by sprawdzic kiedy Lucek zostal zabity:))) Ja tez lubie sledzie, ale tak wlasnie raz w roku, podobnie jak indyka;) To chyba dobrze, ze mam Thanksgiving na indyka i Wigilie na sledzie.
      A gorzalki moi nie chcieli:(( Ale u mnie zawsze wino idzie bardziej niz gorzalka, lub nalewki.

      Delete
  16. My bardzo lubimy sledzie i czesto je przyrzadam, szczegolnie te w smietanie z cebulka i do tego ziemniaki w mundurkach.
    Jednak tradycyjnie do sledzia w oleju preferujemy kieliszeczek czystej schlodzonej wodeczki. Niektorym naszym amerykanskim znajomym ten "deser" nawet przypadl do gustu:)
    Obzarstwo swiateczne, to straszna rzecz! Mam juz tego po dziurki w nosie, postanowilismy, ze na nastepne swieta wyjezdzamy w gory.
    Zarcia pelna lodowka i nikt nie chce jesc.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ziemniaki w mundurkach, sledzie w smietanie z cebula to bylo ulubione danie mojego dziadka:)
      Na pewno wodka jest najlepsza do sledzi, ale Wspanialy w zyciu nie wypil kieliszka czystej wodki i pewnie juz nie wypije. Ja tez nie lubie wodki. Kieliszek nalewki do saczenia przez caly wieczor owszem, ale wodka nie:)))
      Obzarstwo swiateczne powinno byc karalne:)))

      Delete
    2. Ja tez czystej wodki nie lubie (wole inne trunki), ale jestem zmuszana raz do roku, do wypicia kielicha, a raczej umoczenia ust, tak dla tradycji:)))

      To ja, tak jak Twoj dziadek, mam podobny ulubiony smak.
      Tylko to wszystko jakos tak inaczej smakuje:(

      Delete
    3. Wlasnie tak dla tradycji Owczesny zawsze musial walnac kielicha w BN i Wielkanoc. Ja nie moge, pamietam ile sie zawsze musialam nagimnastykowac jak dawno temu w Polsce pilo sie wodke czysta nie mieszana z niczym. Kurde w jednej rece kielkiszek w drugiej szklanka z czyms i tak szybko machalam jedna i druga reka, zeby mi sie ta gorzala w ustach jeszcze wymieszala z tym napojem ze szklanki:))
      Tragedia.
      Co do smakow, to ja mysle, ze pewne smaki z przeszlosci sa juz nie do odtworzenia, glownie dlatego, ze nawet ich dobrze nie pamietamy:))) Ale mamy sentyment i ciagle nam sie wydaje, ze to nie to.
      Nie wiem, ale takie odnosze wrazenie.

      Delete
  17. O kurczę, gdzie ja trafiłam?! Jakaś Wigilia "instant", a i to marudzą ;) (Rozumiem, że to też część tradycji...) A nie lepiej po prostu nic nie jeść - jak moja Siostra wczoraj na Wigilii - i nie musieć niczego spalać przed sylwestrem? Zawsze mi się córka Zofii Nasierowskiej w tej sytuacji przypomina i jej stosunek do wigilijnych potraw...
    U nas Święta jeszcze trwają, a Wigilia to przecież takie polskie święto Dziękczynienia. Pozdrawiam świątecznie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. An-no, witam! Tak marudzenie przy jedzeniu to faktycznie czesc naszej domowej tradycji, zwlaszcza w wykonaniu Wspanialego. No ale on dba o linie bardziej niz wiekszosc kobiet:)) W wieku (tuz, tuz) 65lat ciagle nosi ten sam rozmiar spodni co w czasie studiow i nie ma zamiaru tego zmienic:))) Tradycyjna wigilie to chyba tylko w postaci kroplowki.
      Bylam juz u Ciebie, o rety jak tam pysznie!!!

      Delete
    2. O, widzisz, to Wspaniałemu może moje zupki-nic posmakują - z pietruszki i takie tam ;) Nasza Wigilia obfita (choć w tym roku i tak było skromniej), bo dla 10 osób, z których każda i tak je, co chce... Niektórzy prawie nic, inni tylko sałatkę, a jeszcze inni mieli tego dnia dwie wigilie! - To dopiero wyczyn ;)

      Delete
    3. Ta pietruszkowa zupka juz jest na liscie kandydatek na nastepny Thanksgiving;) bo ja robie takie zupki-nic kremowe wlasnie przy tej okazji. W tym roku byla z kasztanow i jablek, w ubieglym z ziemniakow zwyklych i slodkich z sokiem pomidorowym, wiec ta pietruszkowa mi wpadla w oko.
      Gdybys chciala zerknac to w prawym gornym rogu jest link do mojego Gotuje bo Musze bloga i tam sa przepisy;)

      Delete
  18. Ja niczego z tej tony zarcia zamrazac nie bede ale za to beda wszystko wpieprzac az do nowego roku!!! Gotowanie z glowy :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Megan, ja musze zamrozic bo Wspanialy nie ruszy teraz nic. On twierdzi, ze jest tak objedzony, ze wystarczy mu do Nowego Roku. A gotowac oczywiscie tez nie bede, bo i komu?

      Delete
  19. Star, ale Ty i Twoi panowie i tak chyba dbacie o to, żeby się nie obeżreć - takie mam przynajmniej wrażenie po tym wpisie. Nawet przeczytałam go dwukrotnie, żeby porównać do tradycyjnej polskiej Wigilii z 12.potrawami (choć pewnie nigdy nie jest ich tyle - w tym roku na naszej wspólnej rodzinnej Wigilii naliczyłam 9 :-). Pozdrawiam poświątecznie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kiedys dawno, dawno temu w poprzednim zyciu z Owczesnym robilam takie ogromniaste Wigilie, ale Owczesny jadl:))) Wspanialy je jak ptaszek, wiec po cholere mi to robic, a sama tez sie nie chce obzerac.
      Buziaki:**

      Delete
  20. U mnie taki czas wolny w dużych ilościach poskutkował pochłonięciem zdecydowanie za dużej ilości żarcia. Się ma czas to się pichci smakowitości. Chyba se odwyk zrobię...jak dobrze, że znowu pracuję :P
    Terror obrusowy widzę na wysokim poziomie :P hahahaha!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Antares, bo ja jestem terrorystka:))) A z jedzeniem tez musze zrobic odwyk, bo mi sie troche tu i tam, no wiesz...
      Wrrrrrrrrrrrrrrrr............

      Delete
  21. Ja dzisiaj część sałatek wzięłam do pracy. Inaczej się nie da.
    Ma nadzieję, że mięsień wydobrzeje :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Miesniowi juz po wizycie u znachora nic nie bylo. Jednak ten moj znachor to cudotworca jakis:)) Nie zabieram nic do pracy, pracuje sama, wiec kto bedzie jadl?

      Delete
    2. no tak minusy bycia samemu sobie żeglarzem, sterem i okrętem ;-)

      Delete
    3. Ale nawet jak pracowalam w duzych zakladach, to tutaj nie ma zwyczaju takich poswiatecznych nasiadowek w pracy. Kazdy przynosi co ma na lunch, lub wychodzi cos kupic, czasem idzie sie gdzies w kilka osob, ale to zupelnie inaczej niz pamietam te zastawione jadlem biurka jeszcze z moich czasow w Polsce. Ale mysle, ze to tez sie juz zmienilo. Nikt nikomu nie placi w koncu za to, zeby urzadzal przyjecia w pracy;))) Kiedys to byla normalka:)

      Delete
  22. ale po co mrozić? zawieziesz do pracy, poczęstujesz klientki albo kogoś, nie wierzę, że ludzie nie spróbują, zwłaszcza dewizowi niebozonarodzeniowi czyli rodowici Amerykanie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mmmmm... nie wiem co napisac, bo pomysl niby jest, ale czy nadajacy sie do wykonania? Raczej nie, a to z prostej przyczyny, ze ani nie wiesz jakie mam klientki, ani jakie mam warunki w pracy. To jest zaklad kosmetyczny, a nie kuchnia, a to robi lekka roznice;))
      Rodowici Amerykanie, czyli kto? Indianie?
      Bo takiego zwyklego rodowitego to mam w domu i nawet jest niebozonarodzeniowy bo jest zydem;))))

      Delete
    2. no tak, od Żyda trudno wymagać, by się entuzjazmował wigilijnie :))) super, że w ogóle bierze udział, pólgębkiem, ale jednak.

      Delete
    3. Jesli juz chodzi o szczegoly to ja tez polgebkiem bo ani moj maz nie jest praktykujacym zydem, ani ja praktykujaca katoliczka. Jest nam wsio ryba jakie swieto, wazne zeby swietowac:))

      Delete
  23. Żadnych problemów z nadmiarem jedzenia nie miałam.
    Tzn miałabym, gdyby syn z dziewczyną nie zabrali większości tego co zostało.
    Zawsze tak jest i ja już to po prostu biorę pod uwagę.
    U mnie przy stole siadają bliscy, którzy święta traktują jako tradycyjną okazję do rodzinnego spotkania, z wyznaniami lub bez.:)
    Star, podobno wieloryb pokazał się na plaży w NY, to prawda czy dziennikarska bujda ?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, moj pierwszy problem to fakt, ze ja nie potrafie gotowac malo:)) Drugi, to u mnie tez syn zawsze zabieral co zostalo, a tym razem nie chcial.
      Ja tez traktuje swieta jako tradycje do spotkania, jedzenie jest dodatkowa atrakcja i moje swieta nie maja wiele wspolnego z zadnym wyznaniem, no chyba ze oplatek uznamy za symbol religijny, ale co dziwne wiele innych katolickich narodow nie zna oplatka.
      Cos mi sie obilo o uszy z tym wielorybem, ale nie znam szczegolow;/

      Delete
  24. Hi, hi, ale podobieństw widzę :)
    Chociażby z białym winem i lekarzem (też byłam u znachora w wigilię - najlepszy czas - nie ma tłumów, wszystko szybciutko i sprawnie :))
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha, dodatkowo zanchor mi zawsze dobrze robi po pracach w kuchni. A czerwone wino mnie usypia w trybie natychmiastowym:)
      Najlepszego!!!

      Delete
  25. Ja tam czerwone wino lubię. Nawet do śledzia;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. PeeS. Wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku; śledzia wina czerwonego i czego tam sobie jeszcze winszujesz;)

      Delete
  26. Szczesliwego Nowego Roku Star, dla Ciebie I Wspanialego. Mam nowego laptopa I niestety nie mam Cie jeszcze na ulubionych. Wszystkiego musze sie nauczyc, bo Windows 8 jest niestety okropny!!! Mam okropne zaleglosci, bo mam urlop a wiesz kiedy ja sie najbardziej udzielam?:)))) Nawet zyczen swiatecznych nie skladalam....:(

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...