Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, November 28, 2012

Sama sobie napytalam...

Lenistwo to nie tylko paskudna cecha, ale chyba jeszcze jest mocno polaczona z karma. Przynajmniej moje lenistwo czesto daje mi w dupe i z lenistwa jak cos odkladam i odkladam, to sie potem musze narobic podwojnie, potrojnie, albo i czasem jak teraz poczwornie:)))
Popiatnie chyba nie istnieje jako slowo, wiec na wszelki wypadek zebralam sie w sobie aby uniknac. Zbieralam sie do tej zabawy jak do jeza...
Najpierw byla Zante, ale nie mialam czasu, wiec ladnie podziekowalam za nagrode, skopiowalam pytania w drafcie notki i odlozylam na "swiety Dygdy co go ni ma nigdy". Nawet na kilka pytan odpowiedzialam, ale nie na wszystkie.. to wicie/rozumicie...
Jakis czas pozniej ta sama nagroda przyszla od Ladybird.
I co zrobilam?
Jak poprzednio podziekowalam, pytania skopiowalam i dolozylam juz do tych od Zante i znow nie mialam czasu, bo przeciez Thanksgiving;)
Kilka dni temu to samo wyroznienie dostalam od Mateusza.
Wiecie juz co zrobilam?
No wlasnie, podziekowalam, pytania skopiowalam i dolaczyly do tych od Zante i Ladybird...
Ale tym razem juz zaczelam pisac odpowiedzi do zachowanych pytan, tylko wiadomo, niektore wymagaja zastanowienia, wiec znow nie bylam gotowa na wykonczenie notki...
Dzis!!!
Dzis dostalam za swoje:)))
Karma is a bitch!!!
Dzis zadanie karmiczne przyszlo w postaci, a jakze, tego samego wyroznienia od The Road:))))
I sie wkurwilam siadlam i odpowiedzialam na wszystkie poprzednie pytania, co moglam wymyslic to wymyslilam, czego nie moge... prosze wybaczyc, ale ja sie boje, ze jak dzis tej notki nie opublikuje to jutro bede sie bala dojsc do komputera:)))

Pytania od Zante:
 
1) Nadejdzie taki dzień, że … nie wytrzymam i komus sie oberwie.

2) Gdyby z nieba spadło mi 3000 zł… oprawilabym w ramki i powiesila na scianie, a co?

3) Najcenniejszą moją pamiątką jest… pewien bilet lotniczy, ktorego nigdy nie wykorzstalam.

4) Są filmy, których się nie zapomina. Dla mnie to… Przeminelo z wiatrem.

5) Taki niby drobiazg, a mnie cieszy. Dla mnie to… puste, ale pelne calusow pudelko.

6) Pieniądze szczęścia nie dają, ale… nie obrazilabym sie gdyby lezaly na ziemi;)

7) Rozśmiesza mnie do łez… moj maz i robi to od 9 lat kazdego wieczora.

8) Przyjaciel to… ktos, kto zamiast przysylac wikt do wiezienia, bedzie siedzial obok i powtarzal "mimo wszystko bylo warto!!!"

9) Jest posiłek i bywa uczta. Dla mnie to… podroz dookola swiata, na ktora mnie nie stac, wiec posilam sie posilkami.

10) Otacza nas mnóstwo sprzętów i gadżetów. Nie wyobrażam sobie życia bez… internetu.

11) Jutro będzie nowy dzień i niech mi przyniesie... usmiech.




Pytania od Ladybird.

1.Ciemna bułka z masłem czy kromka z soczystą polędwicą?
   Ciemna bulka z maslem.

2.Kolczaste kasztany czy liście paproci?

   Kolczaste kasztany.

3.Wspinanie się po drzewach czy skakanie w kopiec piasku?

   Teraz? W tym wieku? - skakanie w kopiec piasku;)

4.Dziennik pokładowy czy notatki z bezsennych nocy?
    Notatki bezsennych nocy.
 
5.Surowe klasztorne mury czy przepyszny barok?

   Surowe klasztorne mury.

6.Ocean złudzeń czy morze niepewności?

   Morze niepewnosci.
 
7.Małpie figle czy konne harce?

   Malpie figle.

8.Portret z martwą naturą czy wysublimowana scena zbiorowa?

   Portret z martwa natura.
 
9.Huragan myśli czy grad niedopowiedzeń?

   Huragan mysli.

10.Zasuszone róże czy uśmiechnięte słoneczniki?

     Usmiechniete sloneczniki.
 
11.Seks w muzeum zabytkowej porcelany czy miłość w galerii osobliwości?
     Seks w muzeum zabytkowej porcelany.


Pytania od Mateusza:

    1. Jak długo i po co prowadzisz bloga?
       Cztery lata. Po co? Tylko dlatego, ze lubie pisac, lubie zapisywac swoje przemyslenia i obserwacje.

   2. Dlaczego warto kochać?
       Zycie bez milosci jest niemozliwe tak samo jak niemozliwe jest zycie bez tlenu.

   3.Jak daleko w chwili, gdy pierwszy(!) raz czytasz to pytanie, znajduje się człowiek,  którego kochasz najbardziej?
      W pokoju obok.
 
   4.Co w życiu najtrudniejszego musiałeś(aś) zrobić dla człowieka, którego kochasz lub kochałeś(aś)?
      Emigracja do Stanow, ktora mimo, ze tamta milosc nie przetrwala okazala sie najlepszym wydarzeniem w moim zyciu.
 
   5.Na czym polegała najpiękniejsza z chwil Twojej minionej miłości?
      Taniec na balu karnawalowym, w czasie ktorego zwrocono nam publicznie uwage, ze "tego sie nie stoi... to sie tanczy";))
 
   6. Kiedy i co ostatnio zrobiłeś szalonego lub nietypowego w swoim życiu?
      O rety!!!Wlasnie sobie uswiadomilam, ze juz nie robie szalonych rzeczy... obiecuje poprawe;)
 
   7. Jutro umrzesz, już się pogodziłeś(aś). Jak spędzisz ostatnie godziny?
      Postaram sie wytlumaczyc moim najblizszym, ze mialam cudowne zycie, podziekowac im za towarzyszenie mi w tej podrozy i poprosze ich, zeby nie plakali po mnie. I chyba napisze swoja wlasna eulogy (mowa pozegnalna) bo obawiam sie, ze nikt nie zrobi tego lepiej niz ja sama.
 
   8. Jakie najdrobniejsze elementy Twojego życia w ostatnim tygodniu przyniosły Ci (choćby chwilowe) szczęście?
       Pisze to na kilka dni po Thanksgiving, a wiec wiadomo przebywanie z rodzina, radosc, ze ciagle jestesmy w komplecie i Tatek z nami, a niedlugo bedzie nas o jedna malutka osobke wiecej.
 
   9. Masz płatny trzytygodniowy urlop i kasę. Gdzie jedziesz i z kim?
       Jade do Tajlandii i oczywiscie zabieram Wspanialego.
 
 10. Jestem gejem, idę ulicą w centrum Twojego miasta z moim facetem, niby nie wyróżniamy się, ale i tak jakiś Homofob domyślił się i teraz głośno nas wyzywa i znieważa. Mijasz nas. Czy i jak słownie zareagujesz?
    Przyznaje, ze to pytanie sprawilo mi najwieksza trudnosc. Moze dlatego, ze nie mieszkam w Polsce, a tutaj (NYC) dwaj mezczyzni obejmujacy sie czy wymieniajacy czuly pocalunek na nikim nie robia wrazenia. To jest po prostu tak samo normalne jak cmok, ktory wymieniam z moim mezem na pozegnanie czy powitanie. Nie potrafie wiec wyobrazic sobie sytuacji kiedy ktos obraza gejow. Nie wiem jak bym zareagowala, ale wiem, ze na pewno bym zareagowala, bo na pewno ta sytuacja poruszyla by mnie do glebi. Pewnie powiedzialabym cos spontanicznego typu "a kim ty jestes, ze uzurpujesz sobie prawo do oceny innych?"
 
  11. Czego jeszcze potrzeba, by Człowiek przestał upodlać drugiego Człowieka, a zamiast tego szanował bezwarunkowo?
     Nie wiem. Generalnie jestem optymistka, a wiec w sposob naturalny wierze w dobro ludzkie, ale z drugiej strony mam czesto momenty zwatpienia. Szczegolnie gdy widze oszalamiajaca i bezgraniczna glupote. Kiedys pisalam, ze kazda homofobistyczna (czy w ogole jest takie slowo?) rodzina powinna miec chocby jednego geja wsrod swoich, moze wtedy... Ale idac tym trybem rozumowania, to kazda rodzina powinna miec chorego na Autyzm, niewidomego, nastolatke, ktora zaciazy za wczesnie, albo jeszcze lepiej zostanie zgwalcona... itp. itd.
Zadziwiajace jest jak ludzie nie potrafia widziec czlowieka w innych dopoki nie dosiegnie ich ta "innosc" bezposrednio.
    Pytania od The Road:
1. W której z postaci literackich widzisz siebie?
    Scarlett O'Hara z Przeminelo z wiatrem.

2. Gdybyś przez jeden dzień rządził/a światem i mógł wprowadzić jedną ustawę, co by to było?
    Absolutny zakaz uzywania broni, wszelkiej broni i pod jakimkolwiek pozorem.

3. Gdybyś mógł/a zagwarantować przetrwanie trzech gatunków zwierząt, jakie byś wybrał/a?
    Biale tygrysy, wilki i delfiny.

4. Kto wg. Ciebie ma lepiej: kobiety, czy mężczyźni?
   Kobiety, mimo PMS-a:))

5. Z jaką osobą publiczną umówił(a)byś się najchętniej na niezobowiązującą kawę?
    Alez oczywiscie z moim ukochanym Prezydentem Barackiem Obama i nawet nie mialabym nic przeciwko temu gdyby ta kawa byla "zobowiazujaca":))))

6. Sytuacja, w której chiałeś/aś zapaść się pod ziemię, a teraz się z tego śmiejesz?
    Ja chyba nie miewam takich sytuacji, ja sie z nich od razu, na biezaco smieje:))

7. Talent, który zawsze chciałeś/aś posiadać?
    Malarstwo, rysunek.

8. W jakiej epoce chciał(a)byś żyć?
    Naprawde nie potrafie wybrac innej niz ta, w ktorej zyje. Kazda epoka miala cos co czyni ja interesujaca, ale jednoczesnie niebezpieczna. To chyba jednak zostane gdzie jestem, nawet w marzeniach;)

9,10,11. Trzy rzeczy, które zabrałbyś ze sobą do bunkra w razie globalnej katastrofy?
   W razie globalnej katastrofy to w ogole nie wybieralabym sie do zadnego bunkra, bo skoro katastrofa "globalna" to i tak czeka mnie zaglada, za nic na swiecie nie chcialabym przetrwac dluzej niz moi bliscy.

Tyle na dzis, wiecej nie dam rady, chocby skaly sraly..
Pozostaje mi tylko nominowac nastepne 11 osob i wymyslic dla nich 11 pytan...
A to juz wielka robota...
Moze w nastepnej notce sie uda.

Tuesday, November 27, 2012

Bapcia, you do it

Mala kwoka jak w ubieglym roku pozerala wszystko co tylko pokazalo sie na stole, tak w tym roku zjadla tylko troche zupy, niezliczona ilosc pomidorkow koktajlowych z dipem i ziemniaki.
Wszystko co proponowalam konczylo sie:
-- Bapcia, you eat! (babciu ty zjedz)
Tak jak by babcie trzeba bylo namawiac do jedzenia.
Za to pomidorki koktajlowe nabijala ladnie na wykalaczke i moczyla w dipie sama, do czasu az jeden spadl i nie umiala go wyciagnac:
-- Bapcia, you do it! - zawolala o pomoc, na co I. wtracila "please".
Spojrzala na matke, pozniej na mnie i powtorzyla:
-- Bapcia, you do it, please - robiac przy tym tak slodka minke, ze normalnie zezarlabym ja zamiast tych pomidorkow;)
A gada, ze jej sie buzia nie zamyka, opowiada o szkole, bo juz chodzi dwa razy w tygodniu na 2 godziny za kazdym razem, wiec opowiada o kolezankach, kolegach.
Czesto mamy problem ze zrozumieniem, bo niektore wyrazy wymawia przekrecajac, ale generalnie biorac mozna sie z nia dogadac. No i ta "bapcia" to tez ewolucja wczesniejszego "bacia".
Poleciala do kuchni i uslyszala wiatr, bo wiatr byl dosc silny w sobote.
-- Co to?
-- Wiatr - odpowiedzial ojciec bo akurat blisko stal.
Przyleciala do mnie:
-- Bapcia tam jest wiatr!
-- Tak, na zewnatrz jest wiatr - przytaknelam.
-- Pokaz mi wiatr!
Coz bylo bapci robic, wzielam na rece i wyszlam z nia na chwile na patio.
Stala i przygladala sie w ciemnosci, ale uslyszala moj windchime jak wygrywal melodie poruszany wiatrem.
-- A co to?
-- To jest windchime, jak wiatr wieje to wlasnie tak gra.
Wrocilysmy do domu i Wspanialy zrobil zdjecie jak opowiadala, ze wiatr gra.


Jest przeslodka i w dodatku bardzo grzeczna. Nie marudzi, nie ryczy, nic nie dotyka.
Ja mam pelno caculkow naustawiane dookola, stoi i sie przyglada, ale nic nie bierze.
Zadziwiajace tez jest, ze jak pamietam male dzieci zwykle maja opory przed starszymi osobami, a wrecz czesto sie boja, szczegolnie gdy jest to ktos kogo nie znaja, ona nie.
Jak tylko przyjechali poleciala do wszystkich dac buzi, zatrzymala sie przy Tatku i zerknela w strone rodzicow:
-- To papa Chuck, nie pamietasz go bo on daleko mieszka, ale przywitaj sie.
Juz nie pamietam, ktore z rodzicow to powiedzialo, ale to wystarczylo, zeby zaraz poleciala wyciagnela lapki i dala mu buziaka.
Wiadomo, ze takiemu malemu bakowi sie nudzi i nie da rady siedziec przy stole tak dlugo jak dorosli, wiec miala troche zabawek, ja kupilam jej nowe pieczatki takie stemple w rozne kolorowe wzorki, wiec chodzila dookola stolu i wszystkich pieczetowala.
Zadnego marudzenia.
Jak zobaczyla, ze sprzatamy ze stolu to zapytala matke:
-- Idziemy do domu?
-- Nie jeszcze nie idziemy, jeszcze bedzie ciasto na deser.
Przyjela to spokojnie do wiadomosci i poszla sie bawic dalej.
Dopiero jak juz faktycznie byl czas do domu i przebrali ja w pizame, to szybciorem obleciala cale towarzystwo rozdajac buziaki i usciski, machala przy tym lapkami na pozegnanie.
Wtedy bylo wiadomo, ze ma juz dosc.

Sunday, November 25, 2012

Pomocnicy

W piatek pieklam ciasta, dwa tylko i latwe, wiec dzien mijal w sumie bezbolesnie, a nawet troche nudno, bo zachcialo mi sie spac. Zaanonsowalam wiec, ze ide uskutecznic drzemke.
-- Ooo a czy my mamy cos zrobic w miedzyczasie - padlo troskliwe pytanie ze strony panow.
-- Mozecie przejrzec ten szpinak co go kupiles na salate, oderwac ogonki i zeby nie bylo zadnych zwiedlych czy nie daj buk zepsutych listkow. Jutro sie go tylko umyje i bedzie gotowy.
Spalam ponad dwie godziny.
Wstalam i ujrzalam taki widok:


Zlapalam za aparat zeby to uwiecznic i powiedzialam, ze teraz mam dowod na to ze nic nie robili. Moje stwierdzenie wzbudzilo gromkie oburzenie, bo jak sie okazalo szpinak byl przebrany.
-- No dobrze, dobrze nalezy Wam sie podziekowanie - dalam sie udobruchac.
A na to Tatek pokazujac palcem na Wspanialego:
-- Jemu sie nalezy podziekowanie, bo wiesz jak ja uslyszalem o tym szpinaku a to taka troche robota jak dla Kopciuszka, to na wszelki wypadek tez poszedlem spac. Jak wstalem to szpinak byl juz przebrany.
-- Ty to sie umiesz urzadzic - podsumowalam.
Ale za to wieczorem oddelegowalam ich do nakrycia stolu juz na nastepny dzien. Mieli za zadanie rozlozyc wszystkie talerze i zrobic odpowiednie miejsce na talerze i miski w ktorych byly serwowane dania i musze przyznac, ze sie calkiem ladnie z tego zadania wywiazali.
Ja tylko musialam ulozyc serwetki w kieliszkach, bo z tym niestety sobie nie radzili:



Ten kawalek pustego miejsca w dolnym prawym rogu to dla Avivy, ktora siedzi ciagle w wysokim krzesle dla dzieci.
W sobote rano Wspanialego dzien powital zjebka, oczywiscie w moim wykonaniu.
Prosilam juz w piatek, zeby mi pomogl z przygotowaniem wszystkich skladnikow do nadzienia i do zapiekanki na sobote, wtedy wszystko idzie sprawniej, ale sie uparl, ze on raczej wczesniej wstanie i mi pomoze rano.
Nie ma sprawy, ja tam nie jestem upierdliwa i moge isc na kompromis.
Ustawil budzik na 5:30 bo uznal, ze o tej porze moze spokojnie wstac i mi pomoc.
Ja wstalam o 5tej, wypilam kawe i wzielam sie za siekanie. Slyszalam jak budzik sie wlaczyl o 5:30, nawet slyszalam jak go "ktos" wylaczyl, ale nikt nie wstal.
Znam te zabawe, ale tym razem postanowilam, ze niestety w pewnych sprawach nie mozna byc wyrozumiala zona, trzeba byc upierdliwa jedza. Wspanialy wstal tuz po 7ej przyszedl do kuchni, powiedzial grzecznie "dzien dobry", na co ja nie zareagowalam i zrobil sobie kawe.
-- Jestes na mnie zla? - zapytal niewinnie tak jakby mozna bylo miec co do tego jakies watpliwosci.
-- A nie powinnam byc? - odpowiedzialam rownie niewinnie pytaniem.
-- Moglas mnie obudzic - siegnal po zwykla bron nie spodziewajac sie, ze ta akurat tym razem nie zadziala.
-- Moglam, owszem, tylko co dziwne, zeby wylaczyc budzik musisz podniesc dupe z lozka i isc do niego, czyli wstales o tej porze kiedy budzik zadzwonil, ale swiadomie postanowiles spac dluzej. Dziwne tez, ze nie robisz tego nigdy jak trzeba isc do pracy. Dzis mimo, ze nie musisz jechac do pracy, to miales wstac do pracy domowej, osobiscie nie widze roznicy.
-- Masz racje, przepraszam - zrobil mine zbitej psiny - to co moge teraz zrobic?
-- Teraz to juz niewiele, ale bardzo bym chciala zebys nastepnym razem nie robil tak glupich rzeczy. Wiesz ja te swieta robie dla nas wszystkich, przesunelam je glownie ze wzgledu na Twoje dzieci i naprawde robie wszystko co moge zeby stosunki rodzinne byly jak najlepsze, wiec mam chyba prawo oczekiwac troche pomocy.
Tym razem wiedzial, ze to juz nie sa zarty.
-- Ale ja myslalem, ze Ci pomagam...
-- Tak pomagasz i to bardzo, robisz wiecej niz wielu mezczyzn, sprzatasz, zajmujesz sie praniem, potrafisz zrobic zakupy... Ja to wszystko wiem i doceniam. Problem w tym, ze to co Ty robisz moze byc zrobione wczesniej, to co ja robie musi byc zrobione na ostatnia minute. W przypadku Thanksgving moge jedynie ciasta upiec wczesniej, ale cala reszta musi byc zrobiona w tym samym dniu... pomijajac fakt, ze musze tez miec czas na to, zeby sie choc wykapac...
Na tym dyskusja zostala zakonczona, a Wspanialy chyba przyznal mi racje, bo sam zupelnie bez mojej pomocy, ani dopytywania sie co i jak przygotowal stol z zakaskami:


Ja pozniej tylko dodalam pieczony brie.
Az sie Tatek dziwil, ze mu to tak ladnie i sprawnie poszlo.
-- Dostalem zjebke z samego rana, to teraz musze sie wykazac.
Usmiechnelam sie pod nosem jak to uslyszalam, ale nic nie mowilam.
Po obiedzie dzieciaki z wyjatkiem mocno juz zaciazonej synowej posprzataly wszystkie naczynia, A. nawet pozmywal i wlozyl wszystko do zmywarki, Y. popakowala wszystkie resztki w pojemniki i mnie zostalo tylko serwowanie ciast na deser.
Nie wiem, moze dzieciom sie tez przyznal, ze dostal zjebke, ale nie sadze;)

Jeszcze jedna scenka z serii tatkowych, ktora musze opisac;))
W piatek rano Tatek szykuje sie wziac prysznic i pyta o mydlo, bo ja uzywam mydla w gelach, a Wspanialy takie w kostkach, ale glownie z oliwek, wiec Tatek sie dopytywal czy mamy jeszcze jakies inne mydlo.
-- Ale jakie mydlo chcesz? - zapytal Wspanialy.
-- W kostce, ale ja mam ostatnio problem z sucha skora, wiec chce cos co nie wysusza.
-- Oliwkowe mydla Wspanialego na pewno nie wysuszaja, ale oprocz tego chyba powinienes po kapieli smarowac sie jakims kremem natluszczajacym. Moge Ci dac, bo ja mam zapas takich kremow - zaoferowalam.
-- Nie chce, to Ty pewnie masz kremy pachnace.
-- A co nie chcesz pachniec? - zasmial sie Wspanialy.
-- To zalezy czym mam pachniec?
-- Moge Ci dac o zapachu moreli, albo granatu, wanilii... - zaczelam wyliczac.
-- Nie, to nie dla chlopa takie zapachy - bronil sie Tatek.
-- Oj tam, jak sie juz wysmarujesz tak pachnaco, to Cie wyslemy na spacer i moze sobie przygruchasz jakas dziunie - namawialam.
-- A co ja bym z nia robil? Ja juz nawet nie pamietam co sie robi z dziuniami - smial sie Tatek.
-- No wiesz, my nie bedziemy wnikac w szczegoly, ale najpierw zapytaj ja czy jest bogata i chora, potem zaproponuj zeby adoptowala Twoje dzieci - ciagnal Wspanialy.
-- A na koniec zapytaj czy lubi zupe grzybowa - dodalam - bo jak by jej ciezko szlo, to ja moge pomoc.
Na co Tatek stwierdzil, ze jednak bezpieczniej bedzie wysmarowac sie kremem Wspanialego, takim bezzapachowym i na wszelki wypadek nie bedzie jadl mojej zupy grzybowej.
Biedny, nie wie, ze ja mam zamrozona zupe grzybowa wlasnie na okolicznosc jego wizyty i jak mi sie nie bedzie chcialo gotowac;)
A po Thanksgiving, raczej mi sie dlugo nie bedzie chcialo, bo oto lista potraw jakie serwowalam:
- zakaski czyli sery, owoce, dip z warzywami i brie z zurawinami i peacans zapiekany w ciescie francuskim.
- zupa z kasztanow i jablek
- salata ze szpinaku z jezynami, pomaranczami i kozim serem
- indyk
- ziemniaki puree
- kapusta z grochem i ziemniakami
- nadzienie do indyka z wloskiej drozdzowki Panettone
- zapiekanka z brokulow i kalafiora
- mini marchewki na slodko z platkami migdalow
- sos zurawinowy do indyka
- ciasto z klementynek
- ciasto z jablkami, zurawinami i orzechami wloskimi
Chyba wyczerpalam limit czasu spedzonego w kuchni az do Bozego Narodzenia, a Tatek bedzie u nas az do czasu kiedy urodzi sie nastepne male prawnuczatko, co moze trwac i 3 tygodnie.
Ani chybi bedzie musial zjesc zupe grzybowa;)))

Friday, November 23, 2012

Tatek

Przyjechal wczoraj i od drzwi upomnial sie o piwo, bo mial pragnienie:)
Po obiedzie siedlismy pogadac i nagle Tatek pyta:
-- Corcia zrobilas cos nowego?
-- A co mialam zrobic nowego?
-- Jak to co? Jakis nowy buzz (tak Tatek nazywa moje nalewki)
-- Nie, nic nowego nie robilam, w tym roku w ogole nie zrobilam ani jednej nowej nalweki.
-- Kryste! Obwyatelstwo polskie Ci odbiora!! Jak tak mozesz, nic nowego? To co ja bede opowiadal po powrocie?
-- A to Ty opowiadasz o moich nalewkach?
-- Pewnie!! I wiesz jak mi zazdroszcza... a teraz co?
-- Ale przeciez Tobie nie wolno juz pic...
-- A ktos mi zabronil?
-- Nikt Ci nie zabronil, ale wiesz w Twoim wieku...
-- W jakim wieku? To wlasnie jak czlowiek zaczyna myslec, co mu wolno lub nie, to wtedy sie starzeje.
Opowiedzial nam o swoim koledze, ktory ma 99 lat i ciagle prowadzi samochod co prawda juz tylko w dzien ale prowadzi, gra w golfa, ciagle jest aktywny w zespole muzycznym i dla podtrzymania sprawnosci umyslowej rozwiazuje dwie krzyzowki dziennie. Slowem Tatek ma nowy wzor do nasladowania.
Ale zeby nie siedziec zupelnie o "golym pysku" to Wspanialy zapropownowal zubrowke z sokiem jablkowym, cos czego Tatek jeszcze nie pil.
Wypilismy po jednym drinku i Wspanialy bierze sie za sprzatanie szklanek ze stolu, a Tatek:
-- Panie barman, mam nadzieje ze wroci pan tu z pelnymi tymi szklankami.
Wspanialy zdebial popatrzyl na Tatka, na mnie i pyta:
-- Wy naprawde chcecie po jeszcze jednym?
-- Pewnie!! - odpowiedzielismy jednoglosnie.
Poszedl i za chwile wrocil ale juz z tylko dwoma drinkami dla mnie i dla Tatka.
-- A Ty sie juz nie napijesz? - zapytal Tatek.
-- Nie... jeden mi wystarczy.
-- Corcia, on nie potrafi pracowac w zespole.
-- Toz przeciez wiem...
-- To my juz z nim nie bedziemy pic... on niech tylko robi te drinki i podaje.
Siedzielismy tak i gawedzili prawie do polnocy.
Rano ja oczywiscie wstalam pierwsza, godzine pozniej Wspanialy, a za nastepna Tatek.
-- Jak Ci sie spalo? - zapytal Wspanialy.
-- Spalem jak niemowle, ale obudzil mnie bol w nodze.
-- No masz, a mnie jakis bol wszedl w lewe ramie - wtracilam, bo faktycznie chyba spalam w jakies durnej pozycji i obudzilam sie z bolem.
-- A ja sie obudzilem z bolem w dupie - dodal Wspanialy.
-- Ech, z bolem w dupie to ja sie budzilem przez 46 lat, co sie obudzilem to bol w dupie lezal obok - zasmiewal sie Tatek - ale ja tak moge mowic dopiero prawie dwadziescia lat po smierci tego bolu. Ty lepiej uwazaj - pogrozil Wspanialemu laska.
Wiem - powiedzial Wspanialy - sprobowalbys cos takiego powiedziec do Mamy to juz bys mial przerabane do konca zycia. My ze Star sobie pozwalamy na takie dowcipy.
-- A to sie dopiero okaze czy sobie tak bezkarnie pozwalamy - powiedzialam.
Tatek pekal juz ze smiechu, a jak sie przestal smiac, usiadl wzniosl wzrok do gory, zlozyl potulnie dlonie jak do modlitwy i powiedzial:
-- Helen, Ty wiesz, ze zartowalem, prosze, nie strasz!

Thursday, November 22, 2012

Tragedyja sie stala.

Trzymajcie mi rece bo zaraz Wspanialemu leb przy samej dupie ukrece!!!
Wspanialy uwielbia ziemniaki, no takie ma zboczenie, a ja nie lubie, no tez mam takie akurat zboczenie. Co wcale nie znaczy, ze zarowno my jak i nasze zboczenia nie moga wspolzyc w pelnej symbiozie. Ja mu pieniedzy nie zabieram, jak chce to niech se idzie, kupi te zimniory, gotuje, tlucze, omaszcza i spozywa w spokoju.
Ale to bylo by za proste.
Maz moj cudownie wspanialy, Wspanialy nie zre zimniorow z czystego lenistwa przez caly okragly rok, a jak przychodzi Thanksgiving to dostaje wariacji.
Wariacji nad wariacjami, krecka w dupie i zupelnie swiruje tak, ze ocipiec niedlugo przyjdzie jak mu sie nie poprawi. Jak sie pogorszy to bede pisac z prosba o grzybki z Polski, te takie ladne czerowne z bialymi kropkami.
Dzis wystapil pierwszy objaw pogorszenia.
A bylo tak:
Wyslalam go z ranca po zakupy, niewiele mial kupic, bo jutro i tak bedzie musial zanabyc reszte potrzebnych artykulow, ale to co potrzebowalam na dzis to chcialam dzis.
Wrocil, pacze w te torby i co widze?
Oprocz tego co prosilam kupil dwa worki ziemniakow, bagatelka 5kg(!!!) bo kazdy worek ma 2.5kg. Krystusie lisciasty!!!! Zwariowalo mi chlopisko, pomyslalam, ale nic nie mowilam, bo wiem, ze Tatek tez kartoflany wiec jak ma u nas byc dluzej, to we dwoch te zimniory pozra.
W miedzyczasie tak zwanym wykumkalam sobie, ze zrobie im dzis pieczone schaboszczaki na obiad, jeszcze nie wiem jak je zrobie, ale jakos tak widze je duszone w lekkim sosie wlasnym z cebula itp. 
No taka mam wizje.
A jak juz mialam te wizje, to zaczela sie rozbudowywac i zobaczylam w niej rowniez ziemniaki, niech sie ciesza i mowie:
-- Wiesz, to ja dzis na obiad ugotuje pare ziemniakow dla Was.
-- Absolutnie nie!!! - prawie wrzasnal i gdyby nie to, ze stalam na drodze do drogocennego skarbu, to pewnie juz by te dwa worki przytulal do serca.
-- Dzizas, ale dlaczego nie? przeciez obydwaj lubicie ziemniaki..
-- Ale ja kupilem te ziemniaki na Thanksgiving!
-- Zwariowales? Co roku na Thanksgiving gotujesz jeden worek i zawsze zostaje 2/3 na drugi i jeszcze na trzeci dzien, a tym razem chcesz ugotowac dwa worki?
-- Tak, bo ja caly rok nie jem ziemniakow...
-- Biedactwo, a ktos Ci zabrania?
-- No moze nie zabrania, ale ktos nie kupuje ziemniakow i ich nigdy nie gotuje...
-- A to juz ciekawostka, bo to zwykle Ty jezdzisz po zakupy, to Ty gotujesz ziemniaki jesli juz w ogole sa wiec nie bardzo rozumiem. Podobnie nie rozumiem dlaczego klamiesz, bo ziemniaki jadles w maju jak Tatek byl z poprzednia wizyta i jeszcze raz jadles kilka miesiecy temu bo Junior przytargal ziemniaki i sobie gotowaliscie.
-- A, aa.. ale jak dzisiaj ugotujesz, to ja znow bede musial dokupic na Thanksgiving...
Wszystko mi opadlo. Wzielam za reke, posadzilam obok mnie na kanapie i zaczelam powoli tlumaczyc:
-- Skarbie, po pierwsze nie mozesz ugotowac takiej ilosci ziemniakow na Thanksgving, bo my nawet nie mamy takiego wielkiego gara, w ktorym moglbys je utluc. Po drugie nikt nie jest w stanie zjesc takiej ilosci ziemniakow, na Thanksgiving bedzie nas tylko 9 doroslych i jedno dziecko. Po trzecie ziemniaki sa szeroko dostepne w tym kraju i nikt nie zapowiadal, ze grozi jakas kleska ziemniaczana, wiec zawsze mozna isc do sklepu i kupic wiecej ziemniakow jak juz przez 4 dni po swiecie skoncza Wam sie te, ktore ugotujesz na swieto. Naprawde, mozesz mi uwierzyc na slowo. Ziemniaki byly, sa i beda...
Siedzial wpatrzony we mnie niewidzacym wzrokiem i nic nie mowil.
Nie wiem czy pojal czy nie, bo wstalam i poszlam spisac to wydarzenie. Jestem zdania, ze takie rzeczy trzeba zapisywac, bo jesli to poczatki Niemca, to trzeba wiedziec kiedy to sie zaczelo;)
A ziemniaki i tak ugotuje, o!

Wednesday, November 21, 2012

Juz sie nie moge doczekac

A czegoz to oczekuje z taka niecierpliwoscia?
Gotowania!!!
Pieczenia!!!
Pichcenia!!!
Nadziewania!!!
Krojenia!!
Rozdrabniania na mazie!!!
I sklejania w calosc:)))
Jak na osobe, ktora unika codziennego gotowania jak ognia piekielnego, tak teraz czuje, ze juz za moment zamiast pojechac do pracy wpadne do kuchni i zaczne mieszac w garach.
Skad sie bierze ten nagly zryw?
Z faktu, ze na kazde swieta robie cos innego, nowego, a wiec nie sa to te same oklepane potrawy, ktore mozna zrobic z zamknietymi oczami, ale wszystko jest nowe, oczywiscie poza indykiem.
Owszem moglabym pewnie zamiast indyka upiec bawolu, albo inszego mamuta, ale moj chlop nie przywlokl nic takiego do jaskinii:)
Chciaz na dobra sprawe ten sam indyk i tak bedzie z nutka czegos nowego, bo ja kocham NOWE!!!
Nawet jesli ta nowosc ma polegac na galazce szalwi zamiast rozmarynu wsadzonego indykowi w dupe to juz jest nowosc, juz jestem szczesliwa.
I tak jest zawsze, tak jest ze wszystkim!!
Zyje pelnia zycia tylko wtedy gdy dzieje sie cos nowego.
Stare i rutynowe mnie przytlacza, przyciska, zabiera potrzebny do zycia tlen i widze jak umieram, slysze jak sie starzeje, czuje jak niedomagam.
Nowe dodaje mi wiatru w skrzydla, podnosi adrenaline czyli w sumie daje mi takiego kopa do zycia, ze nawet najbardziej pochmurny dzien jest piekny!
Nic nie moze sie powtorzyc na moim swiatecznym stole.
Jeszcze pare lat temu ulegalam tradycji wigilijnej i bylo... ot tak sobie.... tak jak powinno byc.
Teraz na szczescie z tego tez wyroslam i mimo, ze moja wigilia jest tradycyjnie bezmiesna, to za kazdym razem inna, dzieki czemu nabrala nowego uroku.
Najbardziej mnie zawsze podnieca oczekiwanie na efekt, uda sie czy nie, wyjdzie czy tez nie i byc moze trzeba bedzie na ostatnia chwile leciec do sklepu i kupic cos w zastepstwie.
Na szczescie jeszcze nigdy tak nie bylo i nowe potrawy wychodza mi bardzo dobrze, chyba dlatego, ze wkladam w ich wykonanie wiecej serca.
Jeszcze tylko przezyc dzis, a juz od jutra zaczynam dzialac w kuchni.
Jeszcze 24 godziny i juz bede w swoim zywiole nowosci:))

Tuesday, November 20, 2012

Punkt widzenia jak zawsze zalezy...

... od punktu siedzenia:)
Dokladnie tak wlasnie jest z tym prowadzaniem sie za raczki:)
Jaskolka mi uzmyslowila, ze w sumie zadalam konkretne pytanie tuz na wstepie notki, wiec dostalam konkretne odpowiedzi. Ona ma racje, bo tak faktycznie zrobilam, z tym, ze liczylam troche na to, ze moj wkurw z powodu raczek zwiazanych wezlem emocjonalnym wyjasnia reszta notki.
W miare czytania komentarzy sama zaczelam kapowac o co tu chodzi, a reszte dokladnie wyrazila Zante i wyszlo na to, ze jak zawsze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia:)
Ja pisze o tym, ze mnie to denerwuje i ze to zupelnie bezmyslne zachowanie z mojego punktu siedzenia czyli w tym konkretnym przypadku miejsca pracy, srodka Manhattanu.
Wy z kolei oceniacie to z Waszego punktu siedzenia, czyli gdzies gdzie mieszkacie.
Tak mnie to zafrapowalo, ze az sprawdzialam dane i co sie okazalo?
Ano wlasnie, wyspa Manhattan ma powierzchnie 60 km kwadratowych i na tejze powierzchni w kazdy dzien pracy przebywa prawie 4 miliony ludzi, to jest nie liczac turystow.
Najbardziej zaludnione miasto w Polsce, czyli Warszawa ma powierzchnie 517 km kwadratowych i zamieszkuje ja 1 708 491 ludzi (dane z Wiki) zakladajac ze nastepny milion lub nawet poltora miliona przyjezdza do pracy z okolic to i tak jest to duzo mniej ludzi na 8.6 razy wiekszej powierzchni.
To wyjasnia wszystko:)
Wy po prostu nie potraficie sobie wyobrazic jak wyglada nowojorska ulica, a juz szczegolnie w godzinach szczytu.
Wiec prosze bardzo prowadzajcie sie za raczki do woli i wedlug upodobania:))
Ja natomiast w dalszym ciagu bede sie wkurwiac na tych co to sie prowadzaja za raczki tutaj.

Czy ktos wie?

Po jaki chuj szesnasty dorosli ludzie prowadzaja sie za raczki?
Wkurwia mnie to tak, ze normalnie walilabym ciezka torba po lbach jak popadnie, na oslep!!!
Rozumiem dzieci trzymane za reke przez rodzicow, zwlaszcza w obcym miescie, miescie typu NYC gdzie ruch jest niesamowity i malemu bachorowi latwo sie zgubic.
Rozumiem starych,  co to o wlasnych silach juz nie bardzo moga i potrzebuja wsparcia, chociaz w tym przypadku polecam goraco laski. Naprawde, sama chodzilam z laska jak mialam potrzebe i wcale sie z tego powodu nie czulam starsza.
A tu kurwa mac chodza jak barany po pastwisku za rasie sie trzymaja i tarasuja caly chodnik, a ja kurwa mac fruwac nie potrafie i ciagle sie gdzies spiesze. Ani takich wyminac, ani przeskoczyc, no pozostaje kopnac w dupe i odturlac na pobocze.
I mowie o parach w wieku 40-60 lat czyli w moim wieku.
Ja pierdole, ale jakos nigdy nie przyszlo mi do glowy isc za raczke ze Wspanialym, jemu na szczescie tez nie. Jeszcze przezylabym taki spacer po parku, gdzie ludzie z natury sie nie spiesza, bo spacer ma byc relaksujacy, ale w centrum miasta?!
A tu wczoraj na przestrzeni 2.5 ulicy ktore mam do pokonania z subwaya do pracy trafilo mi sie az trzy takie pary, przy trzeciej juz toczylam piane z pyska i powarkiwalam pod nosem.
Zeby to jeszcze szli z jakims przyzwoitym przyspieszeniem, ale nie, bo ona przystaje przy kazdej wystawie,  a on wtedy trzyma ja na dlugosc wyciagnietego ramienia, jak kurwa na smyczy.  Pozniej jejs sie chyba  bucik omsknal w pewnym momencie bo tez przystanela znienacka i poruszala dziwnie stopa.
Kosmos, normalnie wpizgnac takie towarzystwo w kosmos!!!
I jak juz wreszcie dopadlam do pracy nabuzowana jak po porzadnej dawce maryski, to przyszla klientka, ktora tez mnie wkurwia.
Baba jest tak z 10 lat starsza ode mnie, ale ciagle jej sie wydaje, ze ma 17 lat.
Od pewnego czasu wymyslila sobie, ze pozwoli swoim wlosom odrosnac w naturalnym siwym kolorze, sama ja na to namawialam bo kolor ma piekny, po prostu kurwa piekny.
Nareszcie kudly odrosly, wczoraj przyszla prosto od fryzjera, ladnie obciete, no wygladaja bosko.
A ta juz od drzwi zaczela podrzucac grzywa jak kokietka za dyche i pyta:
-- Star i jak Ci sie podoba?
-- Bosko!! Naprawde wygladasz bosko, masz tak rzadko spotykana sliczna siwizne, ze az Ci zazdroszcze.
-- No popatrz, a moja tesciowa mowi, ze wygladam staro.. i ze powinnam znow zaczac malowac.
Najpierw mnie zaskoczylo, ze "tesciowa mowi", bo moje wszystkie tesciowe juz dawno nie zyja, ale widocznie sa zywotniejsze okazy;)) A potem, bedac ciagle na wkurwie nie wiedzialam co powiedziec, wiec zapytalam:
-- Mowi, ze wygladasz staro, aaaa... jestes mloda?
Nie powiem, zeby to byl szczyt dyplomacji z mojej strony, bo sie babsko zapultalo, zaplulo, podrzucalo jeszcze grzywa i biodrami przez moment, az wreszcie wykrztusila:
-- No wiesz, 20 lat juz nie mam... ale... stara?
Rece, cycki i szczeka mi opadly w dowolnej kolejnosci, ale ze slyszlanym stukotem, wiec tylko wskazalam reka lozko i kazalam babsku zalec w nadziei ze uda mi sie ja odmlodzic.
To w takim razie moze ktos z Was wie kiedy konczy sie mlodosc, zaczyna starosc? Bo ja sie juz wyraznie gubie i boje sie, ze jak wypre starosc to przyjdzie mi umrzec mlodo, a tego bardzo bym nie chciala. Bo jak to tak? Zeszla byla w kwiecie wieku, mocno nieokreslonym kwiecie wieku?

Sunday, November 18, 2012

Tylko nie szalej!

Slysze to przed kazdymi swietami, bo Wspanialy twierdzi, ze ja zawsze gotuje dla armii wyglodzonych i dodatkowo wymyslam za wiele potraw.
Tym razem postanowilam sie wiec zastosowac do zyczenia, tym bardziej, ze jestem absolutnie do tylu z organizacja Thanksgiving, oczywiscie z powodu polityki;)))
Wszystko jest tym razem na ostatnia minute, ale wiem przeciez ze i tak dam rade.
Siadlam w piatek wieczorem i zaczelam organizowac menu, a on caly czas brzeczal:
-- Tylko nie szalej, bo wiesz, ze oni wszyscy i tak malo jedza.
-- Dobrze, to zamiast dwoch roznych salatek zrobie jedna.
-- Pewnie, ze wystarczy, zawsze sie dziwie po co robisz dwie. Tych dan warzywnych tez mozesz obciac.
-- Dobra obetne, zrobie zapiekanke z brokul, mini marchewki na slodko i...
-- ... a po co to "i....."
-- No bo chcialam zrobic kapuste z grochem i ziemniakami, ja lubie, Junior lubi, dawno nie robilam i przyda sie jak Tatek bedzie i nie bedzie czasu gotowac. Taka kapuste mozna podac z kazdym w sumie miesem zamiast ziemniakow.
-- Ale to dodatkowa robota.
-- Dodatkowa, albo i nie, bo te kapuste moge zrobic juz dzis i zamrozic.
-- No to jak chcesz...
A chce, wiec wpisalam na liste.
Wczesniej juz wymyslilam, ze upieke ciasto z tych malych pomaranczy, nazywaja sie clementines (nie wiem jak po polsku), ale Wspanialy stwierdzil, ze moge miec problem z dostaniem clementines, to wykreslilam ciasto i wpisalam ekspresowa (bez roboty) szarlotke z zurawinami i orzechami.
Z przepisu wynika, ze te szarlotke robi sie zywcem "z palcem w dupie", najwiecej czasu zajmuje obieranie jablek, to oddeleguje do tego Tatka.
Dobra, zrobilam menu, spisalam liste zakupow i jedziemy po sklepach.
Juz w pierwszym tuz przy wejsciu paczka clementines(!!!)
-- Ooo bierzemy te clementines, prawda?
-- No nie bierzemy, bo przeciez mowiles, ze moze nie byc, wiec juz wpisalam na liste szarlotke.
-- Yyy... eeee... no ale sa... to moze...
-- Dobra bierz.
Paczka clementines wyladowala w wozku.
Zaczelam sie rozgladac za orzechami i suszonymi owocami, ktore beda mi potrzebne do nadzienia.
Nagle ktos mnie ciagnie za rekaw kurtki, odwracam sie, Wspanialy.
-- Widzialas?
-- Co?
-- O tutaj, maja biale i fioletowe kalafiory...
-- No i....?
-- To moze zamiast tych brokul, zrobilabys dwukolorowa zapiekanke z kalafiorow.
-- No moge, nawet moge do tego dodac brokuly i bedzie trzykolorowa... - pomyslalam glosno.
-- Tak wlasnie myslalem.
-- Ale w tym ukladzie to tej zapiekanki naprawde bdzie na armie glodomorow.
-- Aaaa to... moze... czesc kalafiorow sie zostawi na zakaski i zrobisz jakis dip...
-- Dobra, zrobie dip, wez serek philadelphia i grecki yogurt... - zawyrokowalam  mimo, ze zauwazylam jak mi sie menu zaczyna rozrastac.
Poszlismy do serow, zapomnialam juz o orzechach i suszonych owocach.
-- Pamietasz jak kiedys zrobilas ser brie zapiekany w ciescie i takie to bylo dobre? - powiedzial z rozmarzeniem w oczach Wspanialy.
-- Pamietam, to co chcesz tez ten zapiekany brie?
-- A czy to duzo roboty?
Parsknelam smiechem bo naprawde nie wiedzialam co powiedziec, ale on juz szybko kontynuowal dalej:
-- Wiesz, ja sobie wezme wolne w srode, wszystko wysprzatam i pozniej bede mogl Ci pomagac.
-- Skarbie tak naprawde to Ty sie nie nadajesz do pomagania w kuchni. Pamietasz, Ty nawet cebuli nie potrafisz obrac, nie mowiac o pokrojeniu jej w kostke - smialam sie juz na calego.
-- Ale bede wszystko zmywal na biezaco!!
-- Dobrze, bedziesz zmywal na biezaco, przebierzesz szpinak na salate i zrobisz cider.
-- Tak, tak, to wszystko moge zrobic.
W nastepnym sklepie mielismy kupic zurawine, bo w tym pierwszym byla jakas nie za bardzo ladna.
Wzielam dwie torebki, za chwile patrze, w wozku sa cztery.
-- Czy Ty nie widziales, ze ja juz wrzucilam do wozka zurawine?
-- Widzialem, ale dwie torebki to chyba malo... mowilas ze dodasz do tego ciasta z jablkami...
-- Ale do ciasta dodam nie wiecej niz pol torebki.
-- Taaak? Aaa bo Ty robisz taaaakaaa dobra zurawine...
-- Dobrze, wez do tego 6 gruszek...
Juz mi wszystko jedno i tak planowalam te zurawine gotowac dzisiaj, a poza tym to naprawde zadna robota.
-- Skarbie, ja pojde poszukac tych orzechow i suszonych owocow, a Ty sie moze rozejrzyj za Panettone (taka wloska drozdzowka).
-- Dobrze, to ja zaraz przyjde tu do Ciebie, bo juz widzialem gdzie sa.
Stoje, wybieram migdaly, orzechy wloskie, peacans, suszone morele, jablka, czeresnie... i widze katem oka jak moj Wspanialy wraca objuczony w cztery paczki Panettone.
-- Kryste! Ale po co az cztery te Panettone? Ja do nadzienia potrzebuje tylko jeden.
-- Ale sa wyjatkowo tanie, dwa za dyche - geba mu sie rozjarzyla w usmiechu.
-- Ba, to dlaczego nie kupimy 10 jak takie tanie? 
-- Ale ojciec przyjezdza, wiesz on lubi grzanki francuskie z Panettone, zawsze robisz jak on jest.
-- Kochanie, ojciec nie zje grzanek z trzech kilogramowych drozdzowek.
-- Aaaa... tego nadzienia, to przeciez mozesz zrobic wiecej... ja bardzo lubie nadzienie... nawet nastepnego dnia... - stoi i patrzy na mnie jak byk na rzeznika i ciagle trzyma w rekach te 4 paczki Panettone.
-- Uffff.... dobrze, zrobie wiecej nadzienia....
W koncu jest mi naprawde wszystko jedno czy mieszac w mniejszej czy w wiekszej misce...
Wlozyl nareszcie te pudla do wozka. Zerknal na owoce suszone jakie wybralam i dolozyl jeszcze suszone mango, kiwi i cos tam jeszcze ale juz nie patrzylam.
Wrocilismy wreszcie do domu, ugotowalam kapuste z grochem i sos zurawinowy.
Ilosci? Dla wyglodzonej armii.
Popatrzyl i zapytal:
-- I co Ty z tym wszystkim zrobisz teraz? Czy my mamy na tyle miejsca w lodowce i w zamrazarce?
-- Byloby tego miejsca troche wiecej gdybys nie przytaszczyl jeszcze duzej paczki ciastek petit fours, ktore musza lezec w zamrazalniku.
-- Ale moze Aviva bedzie chciala takie ciastko...
-- Pewnie bedzie chciala... bo jak beda dwa pieczone w domu ciasta, to dziecku moze byc za malo.
-- Ojciec tez lubi slodkie...
-- Wiem, lubi, ale takie ciastka to zawsze moze sobie kupic.
I kto tu mial nie szalec??

Saturday, November 17, 2012

Ale lasencja!!!

Umowilam sie w piatek na lunch z Cutie, nareszcie!!
Bylam podekscytowana zywcem jak przed pierwsza w zyciu randka;) I nawet nie wiedzialam dlaczego, teraz wiem.
Ja mam wyczucie do ludzi!!!
To wlasnie stad ta ekscytacja;)
Normalnie jak tylko przyszlam do pracy to juz sie zachowywalam jak by mi ktos nowy motorek w dupe wstawil, az sie klientki pytaly co takiego sie dzieje, ze ja taka radosna.
Mialysmy sie spotkac o 14tej a ja juz o 13:30 nie wytrzymalam i wypierdzielilam w dluga, a do przejscia mialam tylko 7 ulic, wiec na miejscu bylam juz w ciagu 5 minut.
Ja pierdykam, czemu ja sie tak spiesze?
No nic, najpierw dalam sobie na wstrzymanie.... 5 minut, bo dluzej nie moglam wytrzymac i jednak wystukalam esesmana "jestem juz na miejscu" czym oczywiscie wprowadzilam Cutie w panike, bo dziewczyna nie lubi sie spozniac, ale tez nie lubi jak ktos na nia czeka.
No coz to nie jej wina, ze ja taka w goracej wodzie kapana;)) Wystukalam wiec nastepnego esesmana o tresci "nie przejmuj sie gdybys byla mezczyzna to bym sie spoznila".
I stalam jak pizda na rozstajnych drogach na wszelki wypadek przygladajac sie nadchodzacym kobietom... "ta czarna, to pewnie nie Cutie"... "blondyna...moze byc, w koncu Polki czesto maja blond wlosy... eee... nie za wolno idzie".... "kryste jak to ta chuda co wlasnie nadchodzi to ja spierdalam!!! nie moge przebywac w towarzystwie AZ tak CHUDYCH"...
Na szczescie chuda poszla dalej...
Potem byl jeszcze jakis facet z rurami pod pacha... "to na pewno nie Cutie... jestem bezpieczna"
Przygladalam sie wszystkim, bo na dobra sprawe nie mialam zielonego pojecia o tym ani jak Cutie wyglada, ani nawet w jakim jest wieku. Pracuje, wiec powinna miec powyzej 18 lat, wiec dzieciaki ponizej 18tki puszczalam wolno, bez mentalnego komentarza.
W sumie, Cutie mogla tez byc tym facetem z rurami, bo dlaczego by nie, w internecie wszystko jest mozliwe. Jednak jakos podswiadomie liczylam na to, ze jest kobieta;)
I JEST!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Kryste, jak tylko siadlysmy przy stoliku to pierwsze na co sie zdobylam brzmialo:
-- Kryste jaka Ty szczupla, juz cie nienawidze.
-- Juz?? Tak szybko - zapytala.
A pewnie co mam tracic czas jak wiedzialam, ze mamy tylko godzine.
Ale za to ile mozna nagadac przez godzine? I nawet caly czas jedzac?
Tone, albo i kilka ton, przynajmniej takie odnioslam wrazenie:) Na pewno nie bylo momentu ciszy, gadalysmy nonstop, tylko nie pamietam o czym.
Ale to lepiej, bo ci co pamietaja robia plotki, ja nie pamietam, jestem bezpieczna.
Pamietam natomiast, ze Cutie jest Lasencja jakich malo!!!
Przyjdzie mi sie zakopac w mysiej dziurze ze wstydu, albo i nie... bo zeby sie zakopac to trzeba sie troche narobic, a wiemy, zem leniwa istota.
Jedno jest pewne, beda powtorki:))
Przeciez tak nam dobrze idzie to gadanie, ze nie mozna sobie odmowic tej przyjemnosci:))
Cutie, dzieki za mile towarzystwo:*

Z wiadomosci innych, to poszlam dzis rano do fryzjera i upierdykalam sobie tak z 8cm dlugosci wlosow, bo juz mialam dosc. Dopiero 2 miesiace temu ciachnelam 7cm i rosna jak zwariowane, wiec tym razem upierdzielilam tak do ramion. No dobra, troche leza na ramionach.
Do wiosny znow odrosna.

Friday, November 16, 2012

Zaraz mnie rozerwie

Jestem tak wkurwiona, ze normalnie nie moglam spac cala noc, znow mnie szlag trafia, w jakim swiecie zyjemy!!! Chodzi mi o te sytuacje w Irlandii, gdzie doprowadzono do smierci 30 - letniej Savity Halappanawar bo szpital odmowil aborcji.
Ja pierdole!!!
Ratowali 4 miesieczny plod a usmiercili matke!!!
Plod mial wieksze prawo do zycia niz zyjaca juz od 30 lat kobieta.
Kurwa katolickie wpierdalanie sie w polityke!!!!
Kobieta ani nie byla Irlandka, ani katoliczka, ale ich to gowno obchodzi, aborcja jest nielegalna.
Kobieta i jej zycie sie nie liczy...
Szlag mnie trafia!!!
A trafia mnie tym bardziej, ze tutaj w tym kraju, tak, w Stanach jestesmy ciagle o krok od takiego samego prawa. Ostatnia elekcja chwilowo przystopowala ten ciemnogrod, ale wcale nie zlikwidowala zagrozenia na zawsze.
I bardzo prosze, zanim mi znow ktos zacznie pisac, ze to nieprawda, to niech sprawdzi prawo w swoim wlasnym stanie.
Tylko w 2011 roku 26 roznych stanow juz wprowadzilo w roznych rejonach na swoim terytorium 69 roznych praw broniacych zycie plodu w pierwszej kolejnosci przed zyciem matki tego plodu.
Pierdolony republikanski House of Representatives stworzyl w tym samym czasie ponad 700 roznych praw ograniczajacych prawa kobiet do decydowania o wlasnym zdrowiu i zyciu.
Jedynym powodem, dla ktorego te prawa nie weszly w zycie w calym kraju jest fakt, ze Senat na szczescie jest demokratyczny czyli myslacy.
Wiekszosc z tych projektow prawnych byla napisana przez pana Akina, tego znawcy od magicznej waginy wspolnie z niedoszlym (na szczescie) vice prezydentem Paulem Ryanem.
To jest to na co glosowali wszyscy, ktorzy oddali glos na Romneya i jego vice Ryana.
Ja kurwa nie rozumiem jak kobieta, ktora posiada macice, a nawet nie tylko macice, ale wagine moze glosowac na takich skurwysynow!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wiec jesli ktoras z Was zamieszkujaca w Stanach wierzy, ze to jest w Ameryce niemozliwe, to niech sie naprawde dobrze zastanowi.
Nic dziwnego, ze myslace kobiety tak tlumnie glosowaly przeciwko temu skurwysynstwu.
Tym razem pozbyto sie Akina, Mourdocka i Walsha, ale ilu jeszcze zostalo?
Pan Ryan w debacie wiceprezydenckiej powiedzial, ze on jest za ochrona kazdego zycia, szkoda tylko, ze nie mial na mysli zycia juz zyjacej matki plodu.
Chuj szesnasty!!!!!!!!!!!!!!!!
Co dziwne, Joe Biden, ktory tez jest katolikiem w tej samej debacie powiedzial, ze owszem jako katolik to on wierzy w ochrone zycia poczetego, ale jako vice prezydent nie ma prawa narzucac nikomu swoich pogladow.
No tak, ale tu jest najwazniejsza roznica miedzy Ryanem i Bidenem, ten drugi  jest demokrata, a wiec ma miedzy uszami wiecej niz jedna komorke szarej masci i potrafi z nich korzystac.
Pierdolone pingwiny!!!!!!!!!!!!
Nawet nie potrafie sobie wyobrazic co czuja rodzice tej kobiety, co czuje maz, ktory byl obecny przy jej smierci. Nie wiem, nie wiem, ale chyba gdyby to byla moja corka, to poszlabym pieszo do Watykanu i upierdolila leb glownemu pingwinowi wlasnymi rekami.
Kurwa, molestowac bezkarnie chlopcow, plodzic dzieci pokatnie i usmiercac kobiety.
To jest wiara katolicka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ide stad, bo zaraz chyba zaraz wybuchne, leb mnie tak napierdala, ze nawet dwie tabletki nie sa narazie w stanie tego uspokoic.

Thursday, November 15, 2012

Thanksgiving za rogiem...

... a ja w czarnej dupie;(
Wszystko przez to politykowanie;/
Ale co tam, mam mojego prezydenta i tylko to sie liczy!!!!
Co oczywiscie nie oznacza, ze politykowanie sie skonczylo BRON BUK!!!
Ja bez tego nie moglabym zyc.
Natomiast moglabym zyc bez nadmiernego ogrzewania.
Kurwa mac, moich chlopakow w budynku (praca) zupelnie pogielo i tak daja juz przez dwa dni, ze normalnie czuje jak mi pot splywa po plecach konczac w szlachetnym miejscu zwanym dupa.
A w pracy nosze cienki kubraczek z krotkim rekawem.
Ocipiec przyjdzie jak tak bedzie cala zime.
Nic nie mowie, bo w koncu moje klientki musza sie rozbierac, wiec dla nich to dobrze, ale nie bardzo sobie wyobrazam jak beda reagowaly kiedy powitam ich w drzwiach odziana w kostium kapielowy.
Ba!!! Sama siebie bym sie wystraszyla w bikini!!!
Ale chyba sobie przyniose do pracy jakies krotkie gacie, chocby typu do polowy lydki, bo oszaleje.
Wczoraj nic innego nie moglam robic tylko polegiwalam, jak dobrze, ze mam to lozko i jak dobrze, ze budze sie natychmiast po uslyszeniu dzwonka do drzwi.
Ponoc nawet nie widac, ze spalam;))
A moze one takie mile, znaczy te moje klientki.
Ale zupelnie mi sie rozum zagotowal.
Do tego stopnia, ze wlazlam po pracy do subwaya, zasiadlam wygodnie, otworzylam torbe, wyjelam ksiazke, zalozylam okulary, otworzylam kisazke i kurwa Nic Nie Widze!!!
Znaczy widze, ale jakby gorzej niz bez okularow!!!
Ja pierdole!!! Co jest grane!!!
Zaczelam sie rozgladac po ludziach, kobitka z przeciwka sie usmiechnela do mnie i w tym momencie dotarlo!!!
Zalozylam okulary sloneczne!!!!!!!!!!!!!!! Zamiast tych do czytania!!!
No byly blizej pod reka:)))
Coz mi bylo poczac, usmialam sie sama z siebie i tyle.
Kurde, ja nie moge egzystowac w takim upale.
W domu na szczescie jestem niezalezna i moge sobie regulowac ogrzewanie jak chce, a w zasadzie to jeszcze w tym roku nie ogrzewamy, bo nie ma potrzeby.
Sasiedzi z gory juz grzeja, czuc to u nas;)) Wiec my mozemy spokojnie poczekac na zimniejszy okres. Narazie i tak jest walka z oknem.
Ja otwieram, Wspanialy zamyka, on zasypia, ja znow otwieram, ja zasypiam, on sie budzi i zamyka i tak cala noc. A wiatrak na suficie oczywiscie wlaczony na full.
Troche go rozumiem, bo on wstaje wczesnie kiedy jest jeszcze zimno i faktycznie do przyjemnosci nie nalezy jak czlowiek z cieplych bambetlow musi leciec pod prysznic.
No ale... ja lubie spac w zimnym pokoju.

Tuesday, November 13, 2012

Nie moge przestac myslec o tej historii.

Zoe byla studenka Rutgers University i 29 pazdziernika poznym wieczorem jak zwykle siedziala w bibliotece uniwersyteckiej nad ksiazkami przygotowujac sie do egzaminow, kiedy zadzwonil telefon.
Ta rozmowa odwrocila jej mlode zycie calkowicie do gory nogami.
Nie wiem kto zadzwonil, bo ja znam te historie tylko z tv i internetu, ale wiadomosc byla tragiczna.
Tego wieczora zgnieli rodzice Zoe, oboje.
Jechali samochodem w czasie kiedy wlasnie huragan Sandy zaczynal juz szalenstwo w New Jersey, na tylnym siedzeniu siedzieli dwaj mlodsi bracia Zoe (14 i 11 lat), 17-letnia siostra byla w domu. Na przod samochodu w pewnym momencie spadlo drzewo i oboje zgnieli na miejscu, siedzacy z tylu chlopcy odniesli tylko lekkie obrazenia.
To wlasnie ten telefon z wiadomoscia o tragicznej smierci rodzicow odebrala Zoe tamtego wieczora.
Dziewczyna podjela szybka decyzje, nie pozwoli aby rodzina sie rozpadla, zrezygnowala z dalszych studiow i jako jedyna pelnoletnia zobowiazala sie byc opiekunka swojego mlodszego rodzenstwa.
Jednak stanela przed jednym powaznym problemem.
Nie miala zadnych pieniedzy na biezace rachunki, ani nawet na zycie, a uregulowanie spraw finansowych i prawnych w tym przypadku trwa za dlugo, zeby przezyc bez dostepu do pieniedzy rodzicow. Postanowila opisac swoja historie na stronie Wish upon a Hero, ktora zajmuje sie pomoca w roznych przypadkach losowych.
Liczyla, ze zbierze sie troche ludzi dobrej woli, ktorzy drobnymi wplatami zbiora troche pieniedzy na pierwsze potrzeby, granice potrzebnej sumy ustawila na $5 000 bo tyle uwazala, ze zdecydowanie wystaczy jej na zapewnienie pierwszych potrzeb i biezace oplaty.
Jakiez spotkalo ja zaskoczenie jak juz w ciagu pierwszego dnia na koncie ukazala sie suma ponad $56 000 zebrana dzieki rozpowszechnieniu wiadomosci przez Facebook and Twitter.
Mimo, ze pieniadze ciagle naplywaly Zoe zamknela konto i poprosila organizatorow strony o przekazanie kolejnych kwot pieniedzy na pomoc innym rodzinom dotknietym przez huragan Sandy. W podziekowaniu napisala, ze ona i jej rodzenstwo dostali wiecej niz mogli liczyc w najsmielszych marzeniach, wiec zgodnie z tym czego uczyli ja rodzice chcialaby pomoc rowniez innym. Oprocz wplywajacych datkow najbardziej wzruszajace byly komentarze dawcow.
Ludzie oferowali pomoc nie tylko finansowa, ale i ramie do wyplakania sie w razie potrzeby.
Zoe chce oprocz sprawowania opieki nad rodzenstwem rowniez utrzymac dom, w ktorym mieszkali.
Bardzo mnie wzruszyla notka jednej z kobiet, ktora napisala, ze przez 12 lat wychowywala swoje dwie corki (8 i 12) az do wieku (20 i 24lata) kiedy to powtornie wyszla za maz. Ta kobieta napisala "wiem jak to jest ciezko nawet dla doroslej osoby, jak bedziesz potrzebowac wsparcia, porady to prosze, nie krepuj sie tylko skontaktuj sie ze mna".
Takich i podobnych wiadomosci bylo naprawde bardzo duzo, sami organizatorzy strony stwierdzili, ze nie spodziewali sie tak szerokiego odzewu.
Jednak warto wierzyc w ludzi.

Chodzi mi ta historia po glowie i wraca jak bumerang, a ile razy o tym mysle to oczywiscie mam mokro w oczach...
A poza tym, w dalszym ciagu mi sie nic nie chce...

Monday, November 12, 2012

Saturday, November 10, 2012

Punkt widzenia

Linda jest ciut po piecdziesiatce, rozwiedziona od bodajze poltora roku, nie pamietam, bo przeciez nie prowadze statystyki, ale za to pamietam jak mi wyplakiwala na ramieniu w czasie kiedy malzenstwo sie sypalo, a ja tlumaczylam, ze po rozwodzie tez jest zycie i swiat sie nie konczy razem z zakonczeniem malzenstwa. Przyszla wczoraj, jakos tak wyjatkowo radosnie wygladala:
-- Star, musze Ci cos powiedziec.
-- Jak musisz to mow.
-- Ty mialas racje...
-- Hmm.. ja mam czesto racje... - zaczelam beszczelnie - tylko jeszcze nie wiem kiedy i z czym.
-- No, z tym zyciem po rozwodzie!
-- Aaa to wiadomo, ze mialam racje, w koncu przezylam dwa rozwody i miewam sie calkiem dobrze.
-- Mnie sie tez zaczyna podobac.
-- No to fajnie, nareszcie dochodzisz do formy. - kontynuowalam leniwie rozmowe nie zadajac zadnych pytan, bo i tak wiedzialam, ze mi powie, w koncu juz na wstepie oznajmila, ze "musi".
-- Zaczyna mi sie podobac flirtowanie.
-- Ooo flirtowanie jest swietne, wiec sie nie dziwie, ja cale zycie flirtuje.
-- Mam takiego jednego amanta i z nim flirtuje.
-- Zaraz, zaraz, czy to znaczy, ze masz kogos z kim sie spotykasz? Bo wiesz ja to flirtuje z przypadkowymi osobami w przypadkowych sytuacjach - tym razem musialam sie wtracic.
-- Jak by to powiedziec?
-- Sprobuj po angielsku, to jedyny jezyk w ktorym obie rozmawiamy.
-- Bo wiesz... my sie nie spotykamy w sensie randkowania... tak tylko po przyjacielsku.
-- Po przyjacielsku - powtorzylam za nia i zanucilam sobie pod nosem po polsku "bo to sie zwykle tak zaczyna..."
-- Co? Co? Co Ty spiewasz?
-- Nic to taka polska piosenka mi sie przypomniala, chyba adekwatna do sytuacji, slowa mowia, ze takie sa wlasnie poczatki romansu.
-- Ale ja nie moge miec z nim romansu - powiedziala stanowczo.
-- Dlaczego nie? Z moich doswiadczen i obserwacji wynika, ze z kazdym mozna miec romans, bo do romansu jak do tanga tylko trzeba dwojga.
-- Nie moge, bo on jest... zonaty.
-- No wiesz, z zonatym tez mozna miec romans. Tylko za maz ciezko wyjsc za zonatego, bo to juz sie wtedy bigamia nazywa.
-- Nie moge, wiesz to wbrew moim zasadom!
-- OK, akceptuje chociaz przyznam, ze troche mi to ciezko zrozumiec.
-- A co tu jest ciezkiego do zrozumienia? - oburzyla sie - Ja po prostu nie chce miec na sumieniu zlej karmy i dlatego nie dopuszczam nawet mysli o seksie z zonatym mezczyzna.
-- Fajnie, rozumiem masz takie zasady. Flirt z zonatym jest OK, ale seks nie.
Zawiesilam dyskusje na kolku i robilam co mialam do zrobienia, ale Linda nie mogla dlugo wytrzymac, wiec po chwili znow zaczela:
-- Ty nie rozumiesz, a nam sie tylko fajnie rozmawia... - zrobila przy tym mine.
-- Alez rozumiem, ja mam tutaj na pietrze w sasiednim biurze kumpla, z ktorym tez mi sie fajnie rozmawia i czasem Gene jak chce sobie pogadac, to dzwoni, zeby sprawdzic czy jestem zajeta. Jak jestem wolna to wpada na pogaduchy. Spotykamy sie od czasu do czasu w czworke z jego zona i Wspanialym i tez jest fajnie.
-- No wlasnie cos takiego, z ta tylko roznica, ze ten moj kolega to nie pracuje ze mna, wiec sie  umawiamy na spacer po pracy, czy na obiad i gadamy. On jest naprawde bardzo fajny... - ostatnie zdanie powiedziala takim rozmarzonym glosem, ze znow mi sie jakos samoczynnie wyrwalo "bo to sie zwykle..." Tym razem Linda juz zalapala i wpadla mi w pol slowa:
-- Widzisz, mowie przeciez, ze nie rozumiesz... On jest zonaty. I z tego powodu zaden romans nie wchodzi w rachube!
-- A moge Cie o cos zapytac?
-- Oczywiscie, ze mozesz. Pytaj.
-- Na pewno? - chcialam sie upewnic i jednoczesnie dac jej szanse, zeby sie jednak wycofala z tego przyzwolenia.
-- Na pewno!
-- OK. Romans nie wchodzi w gre, bo on jest zonaty, tak?
-- Tak.
-- Ale jak sie umawiacie na spacer czy obiad, to on jest wtedy tak jakby troche mniej zonaty?
Siadla gwaltownie na lozku, spojrzala na mnie i dopiero po kilkunastu sekundach powiedziala:
-- Fuck! O tym nie pomyslalam...
-- Fuck! No to pomysl.
Zabieg dokonczylysmy juz w milczeniu, ale zanim wyszla to zapytala:
-- To co ja mam robic?
-- Nie wiem, to Ty musisz pomyslec o tym co Ty chcesz robic.
-- No bo wiesz, co on pomysli jak ja nagle nie bede chciala sie z nim spotkac..
-- A co pomysli jak on kiedys bedzie chcial seks, w jakis sposob sprowokuje sytuacje, a Ty odmowisz?
-- No ale to bylby seks!! To wszystko sie zrobilo teraz skomplikowane.
-- Przepraszam, ale zanim postawilam tamto pytanie, to pytalam dwa razy czy na pewno sie zgadzasz, zebym zapytala.
-- Ale Star, bo Ty wszystko komplikujesz. To bylo takie proste i normalne, a teraz...
-- No popatrz, a ja myslalam, ze ja wlasnie wyprowadzilam Ci te sytuacje na prosta...
-- Masz racje, ale teraz mi powinnas mi pomoc, co ja mam zrobic?
-- Linda posluchaj, ja nie wiem co masz zrobic, bo szczerze to ja nie wiem czego Ty chcesz.
-- Znow masz racje... bo tak naprawde to chyba ja sama nie wiem czego chce... Wiesz, on mi sie podoba...
-- Nie musisz tego mowic. To widac po Tobie jak o nim mowisz.
-- ????
-- Tak i nie ma w tym nic zlego, wrecz przeciwnie, jest to dobry znak, ze nareszcie ktos Ci sie podoba. To znaczy, ze wychodzisz z traumy rozwodowej.
-- Hahaha i co teraz? Co dalej?
-- Teraz to musisz usiasc i pogadac sama ze soba.
-- Jak to sama ze soba? Jak mozna rozmawiac sama ze soba?
-- Mozna w myslach, chociaz lepsze jest lustro.
-- Lustro?!
-- Tak, bo jak bedziesz patrzec w lustro, to bedziesz widziala kiedy sama siebie probujesz oklamac.
Na tym musialysmy zakonczyc sesje, bo przyszla nastepna klientka, ale ciesze sie, ze nie jestem mezczyzna;)

Friday, November 9, 2012

Koniec... na jakis czas

Wspanialy wczoraj w drodze do domu nagle spojrzal na mnie i zapytal:
-- Czy to juz koniec?
-- Koniec? Czego?
-- Polityki, bo wiesz ja chce moja zone z powrotem...
-- Hmmmm... ja Ciebie rozumiem, ale tez mam nadzieje, ze wiesz, ze z polityka nie ma konca. Polityka to zycie, przynajmniej w moim przypadku.
-- Wiem... - westchnal gleboko i dodal z nadzieja w glosie - Ale teraz juz nie musisz ogladac 8 godzin dziennie programow politycznych? Teraz mozemy czasem porozmawiac o czyms innym niz polityka, prawda?
Dokonalam szybkiej kalkulacji w moim malym rozumku i powiedzialam:
-- Dobrze, chwilowo koniec, ale nie absolutny, bo wiesz, ze to jest niemozliwe. Po prostu wracamy do czasow sprzed elekcji czyli do mojego normalnego 3 godziny dziennie, ale postaram sie to zalatwic w moim wlasnym czasie.
Cmoknal mnie w policzek, co uznalam za przypieczetowanie umowy.
-- Ech, ze tez te kampanie prezydenckie musza trwac tak dlugo - dodal.
-- To prawda, sama mam wrazenie, ze kampania prezydencka w Ameryce trwa dluzej niz moja menopauza.
Chyba mu sie spodobalo, bo parsknal smiechem.
A ja pomyslalam sobie, ze moze powinnam te umowe zawrzec rowniez tutaj, z Wami, na blogu;))
No ale przeciez nie moge tak zakonczyc, bez oficjalnego zakonczenia, a wiec ta notka jest ostatnia na ten czas notka polityczna, taka podsumowujaca ten ciezki okres wyborczy, ktory tak dzielnie przetrwaliscie ze mna. Dziekuje Wam za wsparcie, za trzymanie kciukow, za... wytrwanie razem ze mna w tym moim politycznym szalenstwie.
Wlasnie wczoraj nareszcie zostaly podane ostateczne wyniki, Electoral College zbiera sie tez niedlugo, nie wiem dokladnie, ale cos mi mowi, ze to powinno nastapic w ciagu 2 tygodni po wyborach.
Ale juz wczoraj Floryda zostala oficjalnie przesunieta w kolumne stanow, w ktorych wygral Obama co zmienilo oczywiscie liczbe glosow elektoralnych.
I tak najnowszy i ostateczny wynik to:

Obama - 332 glosy elektoralne
Romney - 206 glosow elektoralnych

Glosy indywidualne (popular vote):

Obama - 61 170 405 glosow
Romney - 58 163 977 glosow

Jak by nie patrzec jest to bardzo duze zwyciestwo, roznica ponad 100 glosow elektoralnych i ponad 3 miliony glosow indywidualnych to duzo. Zwlaszcza biorac pod uwage fakt, ze od 1988 roku zaden z nominowanych przez republikanow kandydat nie uzyskal wiecej niz 286 glosow elektoralnych.
Oczywiscie czasy zwyciestw landslide, kiedy kandydatom udawalo sie wziac wszystkie stany z wyjatkiem jednego, minely. Taki sukces ostatni raz odniosl Reagan, ktory wygral we wszystkich stanach z wyjatkiem Minnesoty.
To byl ostatni zryw silnej partii republikanskiej, ktory na dzien dzisiejszy nalezy do zamierzchlej przeszlosci mimo, ze bylo to tylko w 1984 roku. Ale to byla zupelnie inna partia niz dzisiejsi republikanie.

Znalazlam na You Tube film przedstawiajacy jak ponownie wybrany prezydent Obama dziekuje pracownikom swojej kampanii tuz przed odlotem do Bialego Domu z Chicago, gdzie przebywal na czas wyborow, bo wlasnie w Chicago miescila sie glowna siedziba jego kampanii.
Kto chce niech obejrzy, kto nie, niech nie oglada;) Mnie sie ten film podoba glownie dlatego, ze jest to bardzo emocjonalne podziekowanie, sama w ostatnich dwoch dniach po wyborach dostalam chyba ze 100 emails z podziekowaniem za wsparcie dla kampanii. Byly to emails nie tylko od Obamy i Bidena, ale tez od ich zon, od organizatorow kampanii, od wszystkich demokratow zasiadajacych w Kongresie jak i od organizacji spolecznych  za pomoca, ktorych dokladalam systematycznie moja osobista cegielke do zwyciestwa.
To bardzo mile, ze nawet tak minimalny wklad jak moj zostaje doceniony.



A teraz na wesolo:)
Pamietacie jak pisalam kiedys, ze Romney wiozl wlasnego psa na dachu samochodu jak jechal na wakacje z rodzina z Bostonu do Ontario?
No to wlasnie ktos zrobil montaz zdjecia jak to pokonany w walce o prezydenture Mitt Romney wraca do domu:


Moze jeszcze tylko jak juz bede miala zdjecia z Rockefeller Center z naszego tam pobytu w noc wyborcza to poswiece tamtej nocy jedna notke, ale narazie to chyba wystarczy polityki?
W niedziele robie mojemu wspanialemu Wspanialemu niespodzianke i zabieram go do Radio City na slynny swiateczny wystep, o ten:



Nalezy mu sie za wytrwalosc:) niech sobie popatrzy na ladne nogi:))

Thursday, November 8, 2012

Umowmy sie...

... na kilka podstawowych rzeczy.
Kiedys byl tu regulamin, ciagle mam go w zanadrzu, ale nie chce mi sie go wklejac, bo zajmowal sporo miejsca, wiec postaram sie wylozyc jak "chlop krowie na rowie" na czym polega pisanie mojego bloga.

Polega glownie na mojej osobistej przyjemnosci pisania!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Cala reszte ma gleboko w duzej pogardzie, a duza pogarde mam godziwych rozmiarow, mozna mi wierzyc na slowo;))
Poza moja osobista przyjemnoscia pisania bardzo sobie cenie rozmowy w komentarzach, ale:

1. Jesli ktos zaklada w pospiechu konto tylko dlatego, ze na moim blogu anonimowi nie maja prawa komentowac, to niestety musi sie liczyc z faktem, ze ja o tym wiem, albo sie szybko dowiem i jesli nawet odpowiem na jeden komentarz to nie bede sie wkrecac w tlumaczenie, ze nie jestem wielbladem.

2. Konta wystukane w takim pospiechu, ze zjadlo sie litery typu "ja zwycz(a)jna", "ja krakowska", "podwawelska", czy "ja baleron" zaliczam wlasnie do powyzszej grupy i szybko identyfikuje.
Wyjatkowo wczoraj pozwolilam na dyskusje o niczym ale nastepnym razem komentarze z takich kont beda usuwane. Ktos sobie chce pisac? Prosze bardzo dostep do sieci ma, niech sobie pisze gdzie chce, ja tam na pewno nie pojde, bo mnie to zwisa zdechlym motylem.

3. Zdaje sobie sprawe z faktu, ze wsrod takich kont sa normalni ludzie, ale tez normalnosc widac z daleka glownie po sposobie wypowiedzi (patrz konto MICHAL K pod notka "Yes!!") wiec mysle, ze dam sobie rade z odroznieniem jednego od drugiego.

4. Bloga moglabym zamknac, ale tego nie zrobie, bo nie mam takiej ochoty, a jestem juz w wieku, ze moge spokojnie robic tylko to na co mam ochote (patrz moj profil).

5. Jesli ktos ubolewa, ze jego kandydat nie wygral wyborow, to prosze miec pretensje najpierw do samego kandydata, pozniej do partii, ktora nieudacznik reprezentowal, potem do samego siebie, ze nie umialo sie zaglosowac na tego, ktory wygra. Przy czym pretensje i ubolewanie mozna sobie spokojnie zachowac dla siebie. Mnie one nie interesuja. Moj kandydat wygral!!
Pomocna zasada jest "cierp sobie pomalutku i po cichutku".

6. Podobnie niewiele (czytaj wcale;)) mnie nie interesuje, czy kandydat ktory wygral i ja na niego glosowalam jest odpowiednim dla interesow innego kraju. Ja glosuje tylko tu gdzie mieszkam i naprawde olewam kto rzadzi innymi krajami. Wiekszosc granic swiata jest otwarte, jak ktos chce glosowac w jakims innym kraju, wystarczy tylko dokonac wyboru i poczynic starania najpierw o emigracje, pozniej o obywatelstwo. Bez obywatelstwa se ne da.

7. Owszem moglabym przestac pisac o polityce, ale poniewaz polityka jest moja pasja i bardzo wazna czescia zycia to o niej pisze. Sa tacy, ktorzy omijali te notki i slusznie. Ja staram sie omijac kocie notki, a nawet jak sie nie uda, to bardzo rzadko w nich komentuje, bo i co milosnika kota obchodzi moja fobia?
Ci co mnie znaja wiedza, ze mam fobie, bo tego nie ukrywam.

8. I jeszcze jedno czy naprawde nie mozna pozytywnie? Czy kazda zmiana w zyciu musi byc obiadolona ze wszystkich stron, "lojejciu, jejciu co to bedzie?" A chuj bedzie!!!
Co ma byc to bedzie, tak jak zawsze bylo. Jak ja mam dosc tego wiecznego plakania i biadolenia. Kryste, to ja bede zyla ze skutkami tego wyboru, tak samo jak zylam ze skutkami 2000 roku przez 8 lat i przezylam, rownie dobrze przezylabym kukle, jakby zaistniala taka potrzeba. Pizgnelabym czasem czyms o sciane, tak jak robilam w latach 2000 -2008 ale nie miedlilam ludziom do wypeku, tylko dlatego, ze ja sie boje o rodzine. Kazdy ma jakas rodzine, wiec niech sie kazdy boi o swoja jak umie.

9. I wreszcie darujcie sobie porownania Ameryki do dawnego PRLu, ktorego o ile dobrze pamietam juz nie ma. Nie martwcie sie o moje nadzieje, bo prawde mowiac to ja sobie sama glowy nie zaprzatam nadziejami tylko od razu ide na calosc i mam wiare a nie nadzieje. Jestem z natury pozytywna i zawsze potrafie znalezc cos dobrego w nawet najczarniejszej sytuacji. Lata Busha tez byly bardzo pozytywne, bo przynajmniej wiele ludzi przejrzalo na oczy. A wiec wszystko ma swoja przyczyne i swoj cel.

PS
Poprzednia notka ciagle aktualna;))

Wednesday, November 7, 2012

Dlaczego?

Nie przypuszczalam, ze amerykanskie wybory na moim blogu beda sie cieszyc takim powodzeniem;) Bardzo to mile i cieszy, ale tez wiaze sie z malym problemem. Od kilku godzin jest na stronie tak ogromne przesilenie, ktore powoduje jakies zaburzenia w komenarzach i nie moge odpowiadac na komentarze bezposrednio pod Waszymi komentarzami.
Odpuscilam sobie, wroce do tego jutro, byc moze juz bedzie lepiej, a narazie postanowilam napisac nowa notke, do ktorej sprowokowal mnie komentarz Kamenari.
Oto on, cytuje:

"Lepiej, ze wygrał Obama niż Romney i tak jak pisałam jestem pełna podziwu dla Twojego zaangażowania politycznego. Fascynuje mnie co takiego ma w sobie Obama, ze ludzie zagłosowali na niego mimo 8% bezrobocia, ponad 20 millionów Amerykanów korzystających z food stamps (czy polskie tłumaczenie to bony żywnościowe?)i utopionych w błoto miliardów dolarów, które miały uratować amerykańską gospodarkę. Po rozmowach ze znajomymi ze Stanów odniosłam dzisiaj wrażenie, że to trochę jest jak w Polsce, ludzie głosują przeciwko komuś,a nie za kimś. Jednak takiego poparcia jak Twoje na pewno życzyłby sobie każdy kandydat, a kandydat, który nie spełnił swoich obietnic wyborczych zyczyłby sobie takiego poparcia podwójnie;)"

Otoz nie wiem, czy ja nie wyrazam sie jasno, czy tez moze Kamenari nie czytala na biezaco moich politycznych notek, ale poniewaz uznaje pytanie za bardzo wazne, postanowilam na nie odpowiedziec nowym wpisem.
Przepraszam zmorko, ze to jeszcze nie o moim zyciu i przepraszam spt, ze to jeszcze nie o seksie;)

Co takiego ma w sobie Obama, ze ludzie zaglosowali na niego mimo 8% bezrobocia, ponad 20 millionow Amerykanow korzystajacych z food stamps (tak to takie bony zywnosciowe) i utopionych w bloto miliardow dolarow, ktore mialy uratowac amerykanska gospodarke?

No coz Obama jako Obama nie ma w sobie nic takiego, co wskazywaloby na to, zeby 60 i pol miliona Amerykanow na niego zaglosowalo. Obama jest tylko prezydentem, ktory na czas elekcji byl kandydatem tak jak jego przeciwnik z partii republikanskiej, Mitt Romney.
Moim zdaniem nie glosuje sie na kandydatow, mimo, ze to tak wyglada, bo przeciez cale glosowanie polega na zaznaczeniu nazwiska kandydata na ballot. Gdyby tak bylo to rownie dobrze kryterium moglby byc wzrost lub waga kandydata i najwieksze szanse mialby George Clooney lub Bratt Pitt, albo lepiej Justin Bieber w zaleznosci od grupy wiekowej.
Ja uwazam, ze kandydat jest tylko reprezentantem partii, ktora za nim stoi i glosujac na danego kandydata glosujemy na program konkretnej partii. A wiec dlaczego Obama?
Najprosciej mozna powiedziec, ze Obama wygral, bo partia demokratyczna zdaje sobie sprawe z zachodzacych zmian w Ameryce. Partia demokratyczna idzie z pradem czasu, wie, ze dawne mniejszosci etniczne jesli jeszcze nie sa, to juz za chwile beda wiekszoscia ludnosci tego kraju, ale cos mi podpowiada, ze juz sa. Demokraci przyjeli ten fakt za zupelnie normalne zjawisko tym bardziej w kraju, ktory jest krajem imigrantow, demokraci rowniez zdaja sobie sprawe z rownosci nie tylko etnicznych ale i miedzy kobietami i mezczyznami.
Demokraci wiedza i akceptuaja fakt, ze kobiety sa tak samo madre i zdolne utrzymac rodzine jak mezczyzni, zreszta w obecnej Ameryce 40% zameznych kobiet zarabia wiecej niz ich mezowie. Demokraci uznaja prawo kobiety do decydowania o swoim wlasnym ciele i zdrowiu. Demokraci akceptuja fakt, ze homoseksualizm jest zjawiskiem zupelnie naturalnym i niezaleznym od wyboru, ani nie da sie z niego "wyleczyc", demokraci uznaja prawo kazdego czlowieka do zawarcia zwiazku malzenskiego z druga osoba bez wzgledu na plec tej osoby.
To sa wszystko problemy socjalne wystepujace w nowej Ameryce, problemy ktore wiekszosc spoleczenstwa akceptuje i uwaza za normalne i podstawowe prawo kazdego czlowieka.
Republikanie natomiast chca "leczyc" homoseksualistow,  a jesli nie leczyc, to trzymac ich w szafie, moze dlatego wlasnie od czasu do czasu wybucha "afera gejowa" wlasnie w partii republikanskiej, bo tam nie wypada byc gejem. Republikanie najchetniej widzieliby kobiety, ktore o nic nie pytaja, niczego sie nie domagaja i sa posluszne jak muzulmanki.
To dziwne, bo republikanie sa rzekomo za zmniejszeniem wplywow rzadu na zycie jednostki, ale jednoczesnie maja ochote mieszac kazdej kobiecie w macicy. I pisze to w doslownym znaczeniu, bo to republikanski pomysl, zeby poddac kazda kobiete, ktora chce dokonac aborcji badaniu transvaginal USG.
A wiec maja wiele przeciwko narodowej sluzbie zdrowia czy programom pomocy, ale jesli chodzi o zagladanie do cudzej waginy to sa pierwsi.
Rzad w szkole - NIE, ale rzad w pizdzie - TAK.
Republikanie (o czym juz duzo pisalam) w przypadku ofiar gwaltow oskarzaja ofiare a nie gwalciciela, ba oni nawet odrozniaja gwalty prawdziwe od domniemanych, pomijajac juz fakt, ze uwazaja, ze nawet zgwalcona kobieta musi urodzic, a gwalcicielowi naleza sie prawa ojcowskie tak jak kazdemu innemu ojcu.
Jesli ktos chce mi w tym momencie napisac, ze to nie prawda i zostalam poddana liberalnej propagandzie, w ktora slepo uwierzylam, to bardzo zachecam do przeczytania najnowszej Platformy GOP ktora powstala w czasie ostatniej konwencji w sierpniu tego roku. Tam to wszystko znajdziecie.
OK, ale to sa wszystko kwestie socjalne, a pytanie dotyczylo gospodarki.
Juz pisze o gospodarce.
Owszem bezrobocie wynosi prawie 8% ale ludzie pamietaja dlaczego, tak samo jak ludzie pamietaja w jakim stanie Obama przejal gospodarke i od KOGO.
Dokladnie 4 lata temu gospodarka amerykanska tracila srednio 800 000 miejsc pracy miesiecznie, to byl karkolomny spadek na leb na szyje, ktory najpierw trzeba bylo zatrzymac aby pozniej zaczac mozolnie dodawac miejsca pracy. Za czasow prezydentury Obamy gospodarka zyskala w ciagu ostatnich 30 miesiecy 5 000 000 stanowisk pracy. Tak, to malo, ale ludzie tez wiedza, ze republikanski House of Representative nigdy nie mial czasu na rozpatrzenie programu pracy, ktory przedstawili demokraci, natomiast mieli czas na zebranie sie az 34 razy na specjalne posiedzenie zeby odwolac reforme zdrowia.
A wiec kto tu stoi na drodze do rozwoju kraju?
Miliardy dolarow, ktore utopiono w blocie, a mialy pomoc gospodarce?
Jakie miliardy?
Z zaproponowanego przez Obame stimulus, kongres zatwierdzil tylko 1/3 a wiec to tak samo jakby kupic materialu na mini spodniczke i chciec z niego uszyc dluga suknie wieczorowa z rekawami, a tymczasem starczy tylko jeszcze na pasek do spodnicy.
I przypominam, to co Biden wytknal Ryanowi w czasie debaty vice prezydentow, republikanie byli oficjalnie przeciw, ale nieoficjanie kazdy upominal sie o pieniadze z puli stimulus.
Hipokryzja?
Pisana gruba czcionka i wielkimi literami.
Ludzie o tym wiedza i pamietaja.
Warto tez wiedziec ze najwazniejsze pismo ekonomiczne w Ameryce, The Economist poparlo w tych wyborach Obame a nie Romneya, a to chyba o czyms swiadczy jesli chodzi o program gospodarczy jednego i drugiego kandydata.
Do tego dodam takie fakty jak ochrona srodowiska. To republikanie sa przeciw wszelkim regulacjom w tej kwestii, bo im wystarczy ziemi na czas ich zycia, wiekszosc z nich i tak jest po 60tce.
A dzieci?
Co tam, po repbulikanach chocby potop.
Mysle, ze odpowiadajac na pytanie dlaczego Obama wygral w duzym stopniu odpowiedzialam tez na pytanie dlaczego Romney przegral i nie ma to nic wspolego z postacia ani Obamy ani Romneya jako jednostek, a bardzo wiele z grupami ludzi, ktorzy za nimi stoja.
Ludzie wiedza rowniez, ze 70% doradcow Romneya to byli doradcy Busha, wszystko co Romney obiecywal (chciaz nigdy nie podal zadnych detali) to byla dokladna powtorka z 8-letniej prezydentury Busha, ktora jak i czym sie skonczyla wiemy i pamietamy.
Natomiast chce jeszcze dodac, ze Romney przegral z tej prostej przyczyny, ze Ameryka jakiej Romney chcial byc prezydentem nie istnieje juz co najmniej od 30 lat, a raczej od 60ciu.
Nie ma juz dawno Ameryki z wiekszoscia bialych ludzi, nie ma juz dawno Ameryki zdominowanej przez mezczyzn (czytaj starych i przesiaknietych nienawiscia) nie ma juz Ameryki, ktora nienawidzi kobiet i uwaza je jedynie za zrodlo rodzenia nowych sil nabywczych do pracy dla bogaczy.
Ta Romneyowa a co za tym idzie republikanska Ameryka juz dawno nie istnieje, a wiec nie jest jej potrzebny prezydent.
Potrzebny jest prezydent Ameryki, ktora uznaje rownosc wszystkich obywateli, ktora uznaje prawo do pokoju na swiecie, ktora szanuje kobiety, ktora dba o czystosc srodowiska naturalnego, Ameryki, ktora chce patrzec w przyszlosc z nadzieja na lepsze jutro w oparciu o rowne prawo do szczescia wszystkich a nie tylko wybranych.
I ta wlasnie Ameryka w noc z wtorku na srode wybrala swojego prezydenta.
I ja dlatego tego prezydenta tak popieram, ze za nim stoi partia przyszlosci a nie nienawisci.
To nie jest slepe poparcie. To nie jest glos przeciwko mniejszemu zlu.
To jest swiadomy glos postawiony na przyszlosc a nie przeszlosc.

Tuesday, November 6, 2012

Yes!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Obama wygral !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Ostatni etap moich przewidywan spelniony!!!!!!!!!!!!!!!
O godzinie 23:15 mojego czasu juz bylo wiadomo, mial juz 274 glosy elektoralne.
Jeszcze pozostalo kilka stanow, ktore ciagle nie byly gotowe na podsumowanie, a wiec ta liczba wzrosnie.
Po drodze z Democracy Plaza wstapilismy jeszcze do mnie do pracy, tylko po to zebym mogla napisac te kilka slow.
Jestem sztywna z zimna, ale szczesliwa bezgranicznie:))
Jutro napisze wiecej.
A teraz do domu, na dobrego drinka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Melduje!!!

Melduje, ze juz zaglosowalam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Po drodze o malo co nie zabilam jakiegos dziadka, ktoren mi stanal na drodze i potem wydarl na mnie paszczeke;)
Dziadek nalezal do tych co to nie dosc, ze gabarytami nie grzeszy to jeszcze idzie na boki. Wiecie tak w szerokim rozkroku.
Wspanialy zawsze mowi, ze stare dziadki tak chodza, bo im jaja puchna z braku seksu. Nie wiem czy w to wierzyc, ale na wszelki wypadek staram sie, zeby nie narzekal na braki, a jak mimo wszystko zacznie sie kolebac na boki to nie dosc, ze seksu nie dostanie to jeszcze mu wpierdykam.
No to dziadek sie kolibal tuz przed moim nosem i ni chujaszka nie moglam go wyprzedzic, a mnie jak zwykle sie spieszylo wiec zlozeczylam pod nosem, ale szlam grzecznie za dziadkiem. Jak juz weszlismy w drzwi to dziadek zrobil gwaltowny STOP.
Czego ja nie przewidzialam, wiec wytracil mi z reki karteluche ktora dostalam poczta, a ktora pan wpuszczyk zarzadal zeby pokazac, bo w ten sposob wie do ktorego stolika  mnie skierowac. Kartka upadajac powoli ladowala na dziadkowych plecach i o malo co byloby mi sie udalo ja zlapac, ale jak dziadek poczul cos na plecach to sie ruszyl i kartka pizgnela o podloge, bez huku;)
Za to dziadek zahuczal:
-- Czemu mnie popychasz, chcesz mnie przewrocic?
Na co ja rezolutnie odpowiedzialam:
-- Wyglada na to, ze nie bede miala innego wyjscia, bo obok Ciebie nie da sie przejsc.
Wpuszczyk sie usmiechnal, podniosl moja kartke i kazal podazac do stolika nr. 3 po prawej. I w tym momencie okazalo sie, ze mam wyjatkowe szczescie, bo do wszystkich innych stolikow byly kolejki tylko nie do mojego.
Za stolikiem siedzialy dwie panienki, lekko przechodzone, tak ciutke starsze ode mnie.
Chyba juz wiem co bede robic na emeryturze... ;/
Panienki sprawnie wyszukaly moje nazwisko na liscie, daly papierzyska i stanelam w nastepnej kolejce do "klatki" gdzie sie wypelnia ballots.
Kryste ile tych kolejek w calkiem malym pomieszczeniu!!!
Na szczescie znow ledwie sie ustawilam gdzie trzeba jak odeszlo trzy osoby z klatek i ja juz bylam tuz, tuz. Dopadlam klatki i szybciorem zakreslalam co trzeba, na szczescie nasz nowojorski ballot jest prosty jak drut, wiec pojechalam rowno po wszystkich demokratach omijajac republikanskie talatajstwo z daleka, zlapalam papiery i poszlam do skanerow.
Kolejna niespodzianka, bo akurat o tej porze co ja bylam glosowac to lokal wyborczy byl wypelniony mlodzieza w wieku poborowym... do nieba, ktora to mlodziez w wiekszosci nie posiada zielonego pojecia co dalej i boi sie skanerow. Skutkiem czego rzad skanerow stal wolny a jeden pan pocil sie z kolejka mlodocianych.
I tak mi sie udalo, bo wszystko zalatwilam w rekordowym czasie i nawet sie nie spoznilam do pracy;))

Dobrze, a teraz ostatnie prognozy ze statystyk Nate Silver, ktore podal dzis rano o 10:10 mojego czasu:

Przewidywane glosy elektoralne:

Obama - 313
Romney - 225

Przypominam, ze do wygrania potrzeba 270 glosow.

Szansa na wygrana:

Obama - 90.9%
Romney - 9.1%

Popular vote, czyli glosy indywidualne:

Obama - 50.8%
Romney - 48.3%

Pierwszy stan na ktory nalezy zwracac baczna uwage to Virginia, punkty wyborcze zamykaja tam o 19tej mojego czasu.
A ja bede juz wtedy na Democracy Plaza !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Wkurwionam do wiwatu!!!

Ja pierdole, wstalam o 5 rano specjalnie, zeby napisac nowa notke a tu co?

DUPA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

W dodatku mokra dupa.
Ni ma internetu, ni ma kablowki i ni ma telefona stacjonarnego.
Ja pierdole!!!
Obce napadli!!!!
Tak se pomyslalam, ale nawet nie mialam sie z kim podzielic ta mysla, bo Wspanialy juz poszedl byl glosowac, bo on musi przed wyjazdem do pracy, bo wieczorem idziemy na Democracy Plaza i tam bedziemy sledzic wybory wsrod tlumu ludzi popierajacych Obame i pewnie paru osob, ktore jednak popieraja "tego tam":))
Juz sobie mialam zaczac obgryzac paznokcie w czarnej rozpaczy kiedy najszla mnie genialna mysl co by zadzwonic do prowidera kablowki i im nastukac.
Rzadko mnie takie genialne mysli nachodza z samego sranca to sie ucieszylam.
Nawet udalo mi sie wyszukac ostatni rachunek, bo przeciez musialam miec numer telefonu i konta.
Zadzwonilam.
A mily pan (kurwa jak ja nie lubie milych ludzi w momencie kiedy mam wkurwa gigantusa) po drugiej stronie druta zeznal, ze on bardzo przeprasza, ale wlasnie robia jakies roboty i wszystko wroci o 10tej.
Wydalam z siebie takie glosne:
-- Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr......................
Na co zdezorientowany zupelnie mily pan zapytal:
-- Slucham, czy mozesz powtorzyc?
-- Nie ma co powtarzac, ja sobie tylko ulzylam, bo ze tez nie macie kiedy robic takich waznych robot tylko akurat w dniu najwazniejszej dla tego kraju elekcji.
Mily pan przeprosil, powiedzial, ze niestety to nie jest od niego zalezne, zapytal czy jeszcze moze w czyms pomoc i w sumie na tym sie skonczylo, bo i czego moglabym jeszcze chciec od milego pana?
W dalszym ciagu bylam wkurwiona niestety i wiedzialam, ze proba powtornego zasniecia nie wchodzi w rachube, to se wlaczylam kompa i ukladalam pasjanse:)
Bo i coz innego moglam robic.
A tu nagle o 9tej.
Alleluja!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wszystko wrocilo na swoje miejsce.
To moze ja tylko na teraz napisze, ze z ostatnich statystyk wynika, ze
Ten Tam (czytaj Romney) ma 8.4% szans na wygranie.
Reszta pozniej z pracy, bo musze sie wyrychtowac na glosowanie, jakby bylo malo wszystkiego innego to wlasnie zmienili mi adres lokalu wyborczego i musze zapierdalac dalej niz zwykle.

Monday, November 5, 2012

Zgodnie z planem

Zaczne od najnowszych statystyk, jedynych do ktorych mam absolutne zaufanie.
Korzystam ze statystyk Nate Silver, ktory cztery lata temu dokladnie przewidzial wynik 49 stanow na 50 mozliwych, w sumie pomylil sie tylko w Iowa, ktore niespodziewanie wygral Obama a on oddal McCainowi.
Z taka reputacja moge facetowi wierzyc. Oczywiscie nie bedzie to zwyciestwo na miare tamtego sprzed 4 lat, ale na pewno zwyciestwo.
I tak o godzinie 1:26 mojego czasu Nate Silver podal najnowsze obliczenia:

Przewidywane glosy elektoralne:

Obama - 307.2
Romney - 230.8

Oczywiscie zaden z kandydatow nie otrzymuje dziesietnych czesci glosu, ale poniewaz sa to dokladne
statystyki matematyczne, wyliczone komputerowo to tak wychodzi.

Szansa na wygrana:

Obama - 86.3%
Romney - 13.7%

Popular vote, czyli glosy indywidualne:

Obama - 50.6%
Romney - 48.5%

Jeden procent na "rozsiew":)

Swing states:

Ohio - 86.8% wygrana Obamy
Iowa - 81.2% wygrana Obamy
New Hempshire - 80.2% wygrana Obamy
Virginia - 72.6% wygrana Obamy
Colorado - 69.7% wygrana Obamy
North Carolina - 77.2% wygrana Romneya
Florida - 55.5% wygrana Romneya

Ja wiem, ze wiekszosc z Was czyta to wszystko z lekkim przymrozniem oka i raczej duzym niedowierzaniem, bo i co sie moze jakas tam stardust znac na polityce. W Polsce wszyscy amerykanisci i wielkie polityczne autorytety przewiduja wygrana Romneya.
No coz... wlasnie dlatego zapisalam te statystyki, zeby mozna bylo pozniej latwo sprawdzic, na ile ja sie myle i na ile amerykanisci w Polsce znaja sie na amerykanskiej polityce.
Podobnie jak napisalam niedawno notke pt. "Ryzykowna strategia" i pamietam komentarze miedzy innymi typu, nie sadze zeby Obama byl taki wyrachowany (ja wyrachowany, odczytalam jako madry) no bo kto by sie spodziewal rozumu po czarnym, prawda?
No coz, niektorzy moga byc bardzo zaskoczeni madroscia pierwszego czarnego prezydenta Stanow juz w srode;) Na pewno niebagatelna role w tym wszystkim odgrywa organizacja kampanii i tutaj demokraci maja ogromna przewage nad republikanami. Oczywiscie nie wiem jak wyglada organizacja w obozie republikanskim z wiadomych przyczyn, natomiast organizacji demokratow doswiadczylam w niewielkim stopniu przez udzial w kampanii telefonicznej. A porownac moge do organizacji rowniez demokratow sprzed lat, sa to moje siodme wybory w Ameryce, wiec troche pamietam.
Wiem na pewno, ze demokraci maja przewage glownie na polu technicznym, nie czarujmy sie republikanie to glownie partia starych zgorzknialych rasistow, z ktorych wiekszosc nie wie co to Twitter.
Ups... Romney zalozyl konto na Twitterze bodajze w czerwcu i podbijal liczbe followers nazwiskami z grobowcow;) Do tego nalezy jeszcze dodac ilosc komorek organizacyjnych w terenie, a tutaj na jedna komorke republikanow w swing states przypada cztery komorki demokratow.
Dla ciekawostki napisze, ze w Stanach wybory juz trwaja, bo w niektorych stanach ludzie glosuja juz od bodajze 3 tygodni. Dzis slyszalam, ze zaglosowalo juz 27 milionow Amerykanow, to calkiem duzo.
Oczywiscie nie wiadomo jak glosowali, czyli konkretnie na kogo, ale przyjmuje sie tradycyjnie, ze ludzie glosuja zgodnie z przynaleznoscia partyjna, wiec jesli to prawda, to demokraci juz maja ok. 20% przewagi nad republikanami, bo tyle wynosi przewaga liczebna demokratow, ktorzy zglosili sie do wczesniejszego glosowania nad republikanami.
A tu kilka zdjec z wczesniejszego glosowania na Florydzie.
Tak to wygladalo wczoraj i przedwczoraj.







Patrze na te zdjecia i sadzac po twarzach oraz ubiorze nie wygladaja mi ci ludzie na osobnikow popierajacych Romneya. Ale wlasnie dlatego stany rzadzone przez republikanskich gubernatorow tak bardzo bronia sie zawsze przed wczesniejszym glosowaniem, bo wiedza, ze daje to wieksze szanse na to, ze do punktow wyborczych dotra glownie wyborcy demokratow. Na czym to polega?
Proste, biedni ludzie glosujacy na demokratow czesto pracuja na dwoch etatach i moga nie zdazyc w jeden dzien, jak widac ludzie tu stoja w kolejce godzinami i nie jest to 2 godz. a raczej 8 czesto 10.
Dobra, wracam do moich strategicznych przepowiedni;)
Wypada mi wiec uprzejmie doniesc, ze strategia mimo iz ryzykowna sprawdza sie w zyciu.
Przed pierwsza debata Romney mial 12.8% szans na wygranie wyborow, po pierwszej debacie, ktora Obama oddal walkowerem az do dnia przed druga debata szanse Romneya wzrosly do 39% a wiec az trzykrotnie, to jest wlasnie to ryzyko jakie sztab Obamy podjal.
Jednak w tym samym czasie kiedy rosly szanse Romneya, Obama nigdy nie stracil prowadzenia w kluczowych swing states, takich jak Ohio, Nevada czy Wisconsin, te stany nasi miejscowi znawcy polityki nazywaja w tych wyborach "firewall" Obamy.
Swiadczy to o niczym wiecej tylko o madrosci sztabu wyborczego.
I tak mimo, ze byl taki okres kiedy gdzies na chwile Romney uzyskal minimalna (liczona w dziesietnych procenta) przewage glosow indywidualnych (popular vote) to jednak w Ameryce o zwyciestwie w wyborach prezydenckich decyduje glos elektoratu, o czym zupelnie zapominaja albo nie maja zielonego pojecia polscy amerykanisci.
Pisalam tez w notce "Ryzykowna strategia" o tym, ze moim zdaniem, Obama swiadomie odpuscil tamta pierwsza debate, zeby uzyskac wieksze szanse w wyborach kongresowych.
Taka teze popieram faktem, ze finanse jakie wplywaja do kasy demokratow w wyborach do Kongresu sa nieporownanie mniejsze do tych jakie maja republikanie. A wiadomo, ze jak sie nie ma przewagi finansowej, to nalezy sie wykazac przewaga rozumu.
I tu tez na dzien dzisiejszy moja teoria sie potwierdza.
Na dlugo przed poszczegolnymi kampaniami do Kongresu wygladalo na to, ze republikanie nie tylko zachowaja przewage w House (jedna z izb kongresu) ale tez odzyskaja przewage w Senacie (druga izba Kongresu) co byloby absolutna porazka dla demokratow a co za tym idzie prezydenta Obamy.
Majac obie izby z przewaga konkurencyjnej partii nie mialby zadnych szans na wspolprace z kimkolwiek.
Na dzien dzisiejszy wyglada, ze nie tylko demokraci obronia przewage w Senacie, ale tez maja szanse uszczknac kilka miejsc z przewagi w House, a to juz duzy sukces.
Pisze to wszystko znow po to, zeby mozna bylo na koniec sprawdzic na ile mialam racje.
A dalej... czas pokaze;)

Jutro podam jeszcze najnowsze statystyki Nate Silver, bo one sie minimalnie ale jednak zmieniaja, na korzysc demokratow i Prezydenta Obamy, oczywiscie:))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...